Woda była ciepła i przyjemna. Seth zanurzył się w niej tak, że jedynie głowę miał ponad taflą wody jeziora. Ochlapał Brook, na co ona odpowiedziała tym samym. Zaczęli również podtapiać siebie nawzajem.
Owczarek przypomniał sobie dni, które spędzał na podobnych zabawach. Był wówczas szczeniakiem. Jako że w pobliżu jego jaskini znajdowała się rzeka, przychodził tam każdego ranka i spędzał w tym miejscu całe dnie.
Uśmiechnął się do swoich myśli.
Brook wykorzystała chwilę, w której był trochę nieobecny, i popchnęła go do wody, znowu podtapiając. Pies szybko podniósł się i odchylił uszy do tyłu. Pobiegł w stronę, gdzie woda była głębsza, ciągnąc za sobą swoją partnerkę.
Zachowywali się jak szczeniaki, jednocześnie śmiejąc się przy tym. Seth dawno nie był w tak dobrym nastroju. Stworzenie tej listy było naprawdę dobrym pomysłem.
Minęły dwie godziny, odkąd dotarli nad ten wodospad. Po tak długim czasie spędzonym na zabawę oboje byli zmęczeni, lecz mimo to szczęśliwi. Poszli w kierunku dużego kamienia, który leżał obok wodospadu, i usiedli na nim. Seth objął ukochaną jedną łapą, a ona oparła głowę na jego 'ramieniu'.
- Co zrobimy, kiedy już wrócimy? - odezwał się owczarek po kilku minutach ciszy.
Brook zastanowiła się przez chwilę. I chociaż Seth zadał jej pytanie, on też zaczął się zastanawiać. Zbliżało się lato, a co za tym idzie - wysoka temperatura, prawodpodobnie słoneczne dni. Byłby to idealny czas na próbę przepłynięcia jak najdłuższej odległości na tratwie przez rzekę Kanga. Seth zawsze chciał coś takiego zrobić. To dość dziwne marzenie, ale przynajmniej wykonalne.
- Co powiesz na rzekę Kanga? - zaproponował, nim zdążyła odpowiedzieć na jego poprzednie pytanie.
W sumie Brook nie miała wyboru - poza tym punktem z listy zostały tylko szczeniaki i zrealizowanie wszystkich marzeń. Na szczeniaki powinni zdecydować się dopiero po Kandze.
Brook? Krótie, wybacz.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seth. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 13 września 2015
poniedziałek, 7 września 2015
Od Setha - CD historii Brook
- Okej. - odpowiedział Seth bez namysłu, jednocześnie wzruszając 'ramionami'. - Może być.
Pysk Brook rozjaśnił szeroki uśmiech. Owczarek nie mógł powstrzymać się przed odwzajemnieniem tego uśmiechu.
Przytulił Brook i pocałował ją w nos.
- To może ty zdecyduj, gdzie pójdziemy, a ja wezmę potrzebne rzeczy. - zasugerował.
- Dobrze. - wadera kiwnęła głową w odpowiedzi.
Przytulili się jszcze raz, a następnie każde z nich zajęło się tym, co mieli zrobić przed zrealizowaniem drugiego punktu z listy.
Seth stał w na samym środku nory, intensywnie myśląc. Niepotrzebnie zabrał się do pakowania tego wszystkiego. Był więcej niż pewny, że czegoś nie weźmie.
- Skończyłeś już? - rozległ się głos Brook.
Seth podniósł wzrok w stronę, z której dobiegał dźwięk głosu jego partnerki. Stała na górze, schylona i wpatrywała się w marmurkowego psa.
- Nie. - odpowiedział po krótkiej chwili.
- Jak to nie? - zdziwiła się wadera. - Przecież siedzisz tam już prawie godzinę.
- Może tak, ale to pakowanie jakoś nie wychodzi. - przyznał pies.
- A długo jeszcze? - spytała.
- Chyba nie... - wymamrotał, niepewnie przenosząc wzrok na kilka rzeczy, które udało mu się przesunąć w jedno miejsce. - Nie, raczej nie. - potwierdził, tym razem bardziej stanowczo. - A ty? Zdecydowałaś już, gdzie pójdziemy?
- Przed siebie. - przypomniała mu Brook.
- Ale gdzie dokładniej. - sprostował owczarek.
- Dowiesz się. - uśmiechnęła się tajemniczo.
Brook? Taa, wybacz, ale w ogóle nie miałam pomysłu na to opowiadanie. :P
Pysk Brook rozjaśnił szeroki uśmiech. Owczarek nie mógł powstrzymać się przed odwzajemnieniem tego uśmiechu.
Przytulił Brook i pocałował ją w nos.
- To może ty zdecyduj, gdzie pójdziemy, a ja wezmę potrzebne rzeczy. - zasugerował.
- Dobrze. - wadera kiwnęła głową w odpowiedzi.
Przytulili się jszcze raz, a następnie każde z nich zajęło się tym, co mieli zrobić przed zrealizowaniem drugiego punktu z listy.
Seth stał w na samym środku nory, intensywnie myśląc. Niepotrzebnie zabrał się do pakowania tego wszystkiego. Był więcej niż pewny, że czegoś nie weźmie.
- Skończyłeś już? - rozległ się głos Brook.
Seth podniósł wzrok w stronę, z której dobiegał dźwięk głosu jego partnerki. Stała na górze, schylona i wpatrywała się w marmurkowego psa.
- Nie. - odpowiedział po krótkiej chwili.
- Jak to nie? - zdziwiła się wadera. - Przecież siedzisz tam już prawie godzinę.
- Może tak, ale to pakowanie jakoś nie wychodzi. - przyznał pies.
- A długo jeszcze? - spytała.
- Chyba nie... - wymamrotał, niepewnie przenosząc wzrok na kilka rzeczy, które udało mu się przesunąć w jedno miejsce. - Nie, raczej nie. - potwierdził, tym razem bardziej stanowczo. - A ty? Zdecydowałaś już, gdzie pójdziemy?
- Przed siebie. - przypomniała mu Brook.
- Ale gdzie dokładniej. - sprostował owczarek.
- Dowiesz się. - uśmiechnęła się tajemniczo.
Brook? Taa, wybacz, ale w ogóle nie miałam pomysłu na to opowiadanie. :P
czwartek, 27 sierpnia 2015
Od Setha - CD historii Brook
Seth spojrzał kątem oka na swoją partnerkę, która pisała tekst piosenki. Wyglądała, jakby była w swoim żywiole.
On sam nie musiał się długo zastanawiać, na jaki gatunek muzyczny się zdecydować. Od razu wybrał rock. Według niego najlepiej by było, gdyby ich piosenka była balladą rockową.
Gdy owczarek odwiedzał Pyskowice, często mijał niewielki dom. Zapamiętał go, ponieważ w ogrodzie zawsze była pewna para, która wieczorem włączała radio i śpiewała właśnie ballady rockowe. Dlatego Seth zostawał tam przez jakiś czas, żeby posłuchać zarówno muzyki, którą włączali, jak i ich śpiewu, przerywanego przez śmiech i krzyki w rodzaju 'ty fałszujesz, a nie ja'.
Wtedy Seth przez krótką chwilę zastanowił się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby mieszkał wśród ludzi, jak towarzysząca tej parze suczka rasy sheltie. Pies nawet wymienił z nią parę zdań, wydawała się sympatyczna.
Ale on nie potrafił wyobrażać sobie takiego życia. Za bardzo przyzwyczaił się do życia w lesie
- Napisałaś? - spytał, gdy zobaczył, że Brook przerwała pisanie.
- Prawie. - odrzekła.
- Okej. - mruknął, po czym uśmiechnął się lekko. Wadera odwzajemniła uśmiech.
Osiem sekund ciszy włączyło się do ich rozmowy.
- Zdecydowałeś się już? - Brook zwróciła się do Setha. Ten domyślił się, że chodziło o gatunek muzyczny. Jego partnerka przecież pozwoliła mu wybrać. Szybko jej odpowiedział, a ona kiwnęła głową.
Seth cierpliwie czekał, aż wadera napisze tekst piosenki.
Zauważył, że zrealizowali już połowę punktów z listy, w dodatku w tak krótkim czasie. A jemu wydawało się, że jest ich tak dużo...
- Seth...? - Brook pomachała mu łapą przed oczami. - Jesteś tu?
- Aha. - przytaknął skinieniem głowy, chociaż jego głos nie zabrzmiał przekonująco.
- Skończyłam. - oznajmiła.
Owczarek ożywił się, gdy to usłyszał.
Brook? Brak weny... ;/
On sam nie musiał się długo zastanawiać, na jaki gatunek muzyczny się zdecydować. Od razu wybrał rock. Według niego najlepiej by było, gdyby ich piosenka była balladą rockową.
Gdy owczarek odwiedzał Pyskowice, często mijał niewielki dom. Zapamiętał go, ponieważ w ogrodzie zawsze była pewna para, która wieczorem włączała radio i śpiewała właśnie ballady rockowe. Dlatego Seth zostawał tam przez jakiś czas, żeby posłuchać zarówno muzyki, którą włączali, jak i ich śpiewu, przerywanego przez śmiech i krzyki w rodzaju 'ty fałszujesz, a nie ja'.
Wtedy Seth przez krótką chwilę zastanowił się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby mieszkał wśród ludzi, jak towarzysząca tej parze suczka rasy sheltie. Pies nawet wymienił z nią parę zdań, wydawała się sympatyczna.
Ale on nie potrafił wyobrażać sobie takiego życia. Za bardzo przyzwyczaił się do życia w lesie
- Napisałaś? - spytał, gdy zobaczył, że Brook przerwała pisanie.
- Prawie. - odrzekła.
- Okej. - mruknął, po czym uśmiechnął się lekko. Wadera odwzajemniła uśmiech.
Osiem sekund ciszy włączyło się do ich rozmowy.
- Zdecydowałeś się już? - Brook zwróciła się do Setha. Ten domyślił się, że chodziło o gatunek muzyczny. Jego partnerka przecież pozwoliła mu wybrać. Szybko jej odpowiedział, a ona kiwnęła głową.
Seth cierpliwie czekał, aż wadera napisze tekst piosenki.
Zauważył, że zrealizowali już połowę punktów z listy, w dodatku w tak krótkim czasie. A jemu wydawało się, że jest ich tak dużo...
- Seth...? - Brook pomachała mu łapą przed oczami. - Jesteś tu?
- Aha. - przytaknął skinieniem głowy, chociaż jego głos nie zabrzmiał przekonująco.
- Skończyłam. - oznajmiła.
Owczarek ożywił się, gdy to usłyszał.
Brook? Brak weny... ;/
piątek, 21 sierpnia 2015
Od Setha - CD historii Brook
Zastonowił się przez chwilę, odtwarzając w myślach całą listę, którą kilka dni temu napisał razem z Brook.
Pierwsza rzecz, noc na dachu naszego domu. To już zrobili na początku.
Druga, wyruszyć przed siebie.
Trzecia, spełnić dziecięce marzenie.
Czwarta... Szczeniaki. Przełknął ślinę. Wciąż się tego obawiał, lecz nie chciał się do tego przyznać, nawet przed samym sobą.
Piąta, powiększyć norę. Zrobili to dzisiaj.
Szósta. Przepłynięcie jak najdalej rzeką Kanga na czymś w rodzaju tratwy.
Siódma. Wejście na jedną z gór Farreferre. Zaliczone.
Ósma, zrealizowanie wszystkich punktów z listy. Na razie nie mogli tego zrobić.
Brook patrzyła na niego z wyczekiwaniem, podczas gdy owczarek nadal nie mógł się zdecydować. Z tratwą lepiej poczekać do wiosny lub lata, zima nie jest najlepszym momentem (chociaż jeszcze dwa dni temu to zaproponował). W tej chwili na szczeniaki nie był gotowy, czyli zostaje dziecięce marzenie lub wyruszenie przed siebie.
- Druga albo trzecia rzecz z listy. - rzekł po długim namyśle.
- Okej. - jego partnerka wzruszyła 'ramionami'. - Czyli co wybieramy?
- Co chesz. - odpowiedział.
- Nie. - zaprzeczyła Brook. - Teraz ty wybierasz.
Seth ponownie zaczął się zastanawiać. W końcu, drogą losowania, wybrał dziecięce marzenie. Powiedział to na głos, a wadera pokiwała głową.
- To... - zaczęła. - Miałeś jakieś marzenia, gdy byłeś szczeniakiem?
- Mhm. Lot na Księżyc. - odparł szybko.
Przewróciła oczami.
- To już słyszałam. Czy miałeś jeszcze jakieś marzenia? - zapytała.
- To było dawno temu, Brook. - przypomniał jej Seth, uważając, że ma pełne prawo nie pamiętać, czego chciał mając niecały rok. - Dzisiaj mam równo dziewięć lat.
Brook? Wybacz długość.
Pierwsza rzecz, noc na dachu naszego domu. To już zrobili na początku.
Druga, wyruszyć przed siebie.
Trzecia, spełnić dziecięce marzenie.
Czwarta... Szczeniaki. Przełknął ślinę. Wciąż się tego obawiał, lecz nie chciał się do tego przyznać, nawet przed samym sobą.
Piąta, powiększyć norę. Zrobili to dzisiaj.
Szósta. Przepłynięcie jak najdalej rzeką Kanga na czymś w rodzaju tratwy.
Siódma. Wejście na jedną z gór Farreferre. Zaliczone.
Ósma, zrealizowanie wszystkich punktów z listy. Na razie nie mogli tego zrobić.
Brook patrzyła na niego z wyczekiwaniem, podczas gdy owczarek nadal nie mógł się zdecydować. Z tratwą lepiej poczekać do wiosny lub lata, zima nie jest najlepszym momentem (chociaż jeszcze dwa dni temu to zaproponował). W tej chwili na szczeniaki nie był gotowy, czyli zostaje dziecięce marzenie lub wyruszenie przed siebie.
- Druga albo trzecia rzecz z listy. - rzekł po długim namyśle.
- Okej. - jego partnerka wzruszyła 'ramionami'. - Czyli co wybieramy?
- Co chesz. - odpowiedział.
- Nie. - zaprzeczyła Brook. - Teraz ty wybierasz.
Seth ponownie zaczął się zastanawiać. W końcu, drogą losowania, wybrał dziecięce marzenie. Powiedział to na głos, a wadera pokiwała głową.
- To... - zaczęła. - Miałeś jakieś marzenia, gdy byłeś szczeniakiem?
- Mhm. Lot na Księżyc. - odparł szybko.
Przewróciła oczami.
- To już słyszałam. Czy miałeś jeszcze jakieś marzenia? - zapytała.
- To było dawno temu, Brook. - przypomniał jej Seth, uważając, że ma pełne prawo nie pamiętać, czego chciał mając niecały rok. - Dzisiaj mam równo dziewięć lat.
Brook? Wybacz długość.
niedziela, 16 sierpnia 2015
Od Setha - CD historii Brook
Udali się w stronę gór Farreferre. Najpierw szli przez iglasty las, który zdawał się nie mieć końca. Ośnieżone gałęzie zasłaniały jakiekolwiek widoki, co wprawiło ich w niezadowolenie. Po deudziesru minutach wreszcie drzewa odsłoniły dolinę, przez którą płynęła dobrze im znana rzeka. Rzeka Kanga.
Uśmiechnęli się do siebie. Seth zaczął dalej rozmyślać o przyszłych szczeniakach. A co, jeśli coś pójdzie nie tak?
Odrzucił te myśli. Wszystko będzie dobrze, powiedział sobie.
Następnie zastanowił się nad imionami. Póki co miał tylko dwa pomysły - Brenda i Hacker. Po chwili do głowy przyszedł mu jeszcze jeden - Hector, w skrócie Hec, dla psa. Nymeria dla suczki, jak i Orchidea.
Z rozmyślań wyrwał go głos Brook.
- Tak? - wymamrotał pies, zdając sobie sprawę, że był tak zamyślony, iż nic nie udało mu się zrozumieć.
- Pytałam, czy daleko jeszcze do naszego celu. - oznajmiła.
Spojrzał w górę.
- Niecałe dwie godziny. - odrzekł.
Szli dalej, w pewnym momencie zapadając się w śniegu. Owczarek wiedział, że wyprawa w Farreferre zimą nie była bezpieczna, jednak on wiedział, że są szczyty, które można było zdobyć nawet o tej porze roku.
Śnieg nie sypał w tej chwili, jednak mimo to wszystko wokół nich było pokryte białym puchem.
Czas mijał powoli. Seth i Brook co jakiś czas zatrzymywali się, by odpocząć.
- A końca nie widać. - poskarżył się owczarek.
- Masz rację. - westchnęła jego partnerka, po czym dodała: - Ale to ty chciałeś tam iść.
- Wiem... - przyznał.
Ruszyli do przodu, kontynuując wyprawę. Trafili na niewielki strumyk, z którego spływała krystalicznie czysta woda. Seth schylił się, by zaczerpnąć łyk wody, a wadera zrobiła to samo.
Nagle ich uwagę przykuł zapach. Zapach zwierzyny, który dochodził z niedaleka. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Poszli w tym kierunku, a gdy zbliżyli się już na tyle, że właściwie mogliby już wybiec i zaatakować, na śniegu zauważyli czerwoną linię, ciągnącą się aż do ledwo poruszającej się do przodu sarny. Po jej szyi spływała krew.
Seth i Brook postanowili skrócić jej cierpienia. Rzucili się na nią, za nim zdążyła ich zauważyć. Nie miała już najmniejszych szans na ucieczkę. Nie wyczuła ich, ponieważ stali pod wiatr. Padła, gdy wadera wbiła kły w jej szyję.
Zaciągnęli zdobycz pod drzewo i zabrali się do jedzenia. Resztki zakopali pod śniegiem. Następnie ruszyli dalej.
Kiedy znaleźli się wyżej, otaczająca ich kosodrzewina wydzielała charakterystyczną dla siebie woń. Wdrapywali się po skałach, uważając przy tym, by się nie poślizgnąć i nie spać.
Seth stanął w.miejscu i rozejrzał się. Byli na najwyższym punkcie ten góry. Widok pasma gór Farreferre sprawił, że owczarek poczuł się dumny.
- Brook. - odezwał się. - Jesteśmy na miejscu.
Brook?
Uśmiechnęli się do siebie. Seth zaczął dalej rozmyślać o przyszłych szczeniakach. A co, jeśli coś pójdzie nie tak?
Odrzucił te myśli. Wszystko będzie dobrze, powiedział sobie.
Następnie zastanowił się nad imionami. Póki co miał tylko dwa pomysły - Brenda i Hacker. Po chwili do głowy przyszedł mu jeszcze jeden - Hector, w skrócie Hec, dla psa. Nymeria dla suczki, jak i Orchidea.
Z rozmyślań wyrwał go głos Brook.
- Tak? - wymamrotał pies, zdając sobie sprawę, że był tak zamyślony, iż nic nie udało mu się zrozumieć.
- Pytałam, czy daleko jeszcze do naszego celu. - oznajmiła.
Spojrzał w górę.
- Niecałe dwie godziny. - odrzekł.
Szli dalej, w pewnym momencie zapadając się w śniegu. Owczarek wiedział, że wyprawa w Farreferre zimą nie była bezpieczna, jednak on wiedział, że są szczyty, które można było zdobyć nawet o tej porze roku.
Śnieg nie sypał w tej chwili, jednak mimo to wszystko wokół nich było pokryte białym puchem.
Czas mijał powoli. Seth i Brook co jakiś czas zatrzymywali się, by odpocząć.
- A końca nie widać. - poskarżył się owczarek.
- Masz rację. - westchnęła jego partnerka, po czym dodała: - Ale to ty chciałeś tam iść.
- Wiem... - przyznał.
Ruszyli do przodu, kontynuując wyprawę. Trafili na niewielki strumyk, z którego spływała krystalicznie czysta woda. Seth schylił się, by zaczerpnąć łyk wody, a wadera zrobiła to samo.
Nagle ich uwagę przykuł zapach. Zapach zwierzyny, który dochodził z niedaleka. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Poszli w tym kierunku, a gdy zbliżyli się już na tyle, że właściwie mogliby już wybiec i zaatakować, na śniegu zauważyli czerwoną linię, ciągnącą się aż do ledwo poruszającej się do przodu sarny. Po jej szyi spływała krew.
Seth i Brook postanowili skrócić jej cierpienia. Rzucili się na nią, za nim zdążyła ich zauważyć. Nie miała już najmniejszych szans na ucieczkę. Nie wyczuła ich, ponieważ stali pod wiatr. Padła, gdy wadera wbiła kły w jej szyję.
Zaciągnęli zdobycz pod drzewo i zabrali się do jedzenia. Resztki zakopali pod śniegiem. Następnie ruszyli dalej.
Kiedy znaleźli się wyżej, otaczająca ich kosodrzewina wydzielała charakterystyczną dla siebie woń. Wdrapywali się po skałach, uważając przy tym, by się nie poślizgnąć i nie spać.
Seth stanął w.miejscu i rozejrzał się. Byli na najwyższym punkcie ten góry. Widok pasma gór Farreferre sprawił, że owczarek poczuł się dumny.
- Brook. - odezwał się. - Jesteśmy na miejscu.
Brook?
środa, 12 sierpnia 2015
Od Setha - CD historii Brook
Nie chciał o nic pytać. Postanowił zostawić ten temat w spokoju, bowiem nie wiedział, jak zareaguje jego partnerka. Dlatego siedział cicho.
Pamiętał, co wydarzyło się ostatnio, gdy spytał ją, czy wszystko w porządku. Nie chciał tego powtarzać. Nie chciał znowu jej stracić... Żyła, kiedy nie dogadywali się najlepiej, lecz wówczas czuł się tak, jakby było inaczej.
Zadrżał, gdy przypomniał sobie dzień, w którym Brook wstrzyknęła sobie substancję, która miała sprawić, że już nie będzie miała kontaktu... z Mayą. Tak, wymawianie imienia zmarłej partnerki, chociażby w myślach, a co dopiero na głos, wciąż sprawiało Sethowi trudność. Fakt, że stracił ją prawie dwa lata temu, nie zmieniał niczego.
Spojrzał na wtuloną w jego sierść Brook kątem oka, lecz ona nie odrywała wzroku od rozgwieżdżonego nieba. Jej wyraz 'twarzy' pozostawał nieodgadniony, dopóki nie odwróciła głowy w stronę owczarka - dopiero wtedy się uśmiechnęła. Odpowiedział jej uśmiechem.
Żadne z nich nic nie mówiło. I dobrze. Milczenie im nie przeszkadzało.
Pamiętał, co wydarzyło się ostatnio, gdy spytał ją, czy wszystko w porządku. Nie chciał tego powtarzać. Nie chciał znowu jej stracić... Żyła, kiedy nie dogadywali się najlepiej, lecz wówczas czuł się tak, jakby było inaczej.
Zadrżał, gdy przypomniał sobie dzień, w którym Brook wstrzyknęła sobie substancję, która miała sprawić, że już nie będzie miała kontaktu... z Mayą. Tak, wymawianie imienia zmarłej partnerki, chociażby w myślach, a co dopiero na głos, wciąż sprawiało Sethowi trudność. Fakt, że stracił ją prawie dwa lata temu, nie zmieniał niczego.
Spojrzał na wtuloną w jego sierść Brook kątem oka, lecz ona nie odrywała wzroku od rozgwieżdżonego nieba. Jej wyraz 'twarzy' pozostawał nieodgadniony, dopóki nie odwróciła głowy w stronę owczarka - dopiero wtedy się uśmiechnęła. Odpowiedział jej uśmiechem.
Żadne z nich nic nie mówiło. I dobrze. Milczenie im nie przeszkadzało.
Mowa jest źródłem nieporozumień...
Seth jeszcze raz spojrzał w gwiazdy. Gdzieś tam jest Maya, pomyślał. Uśmiechnął się do niej, starając się, by ten uśmiech nie był smutny.
Zamknął oczy na krótką chwilę. Gdy je otworzył, zobaczył, że coś błysnęło na niebie.
- Spadająca gwiazda. - szepnął do swojej partnerki, tej, która w tej chwili siedziała obok niego. Tej, która go zrozumiała. Tej, którą tak dobrze znał.
Tej, która sprawiła, że zakochał się ponownie.
Szybko zdał sobie sprawę, że Brook go nie usłyszała.
- Zobacz. - Wskazał łapą na niebo.
Ucieszył go zachwyt, który dostrzegł w jej ciemnych oczach.
Kolejne parę minut również spędzili w ciszy, która, jak zgadywał Seth, odpowiadała obojgu. Pies zastanawiał się, jak nazwać szczeniaki, kiedy się pojawią. Dla psa Hacker, dla suczki Brenda...
- Myślałaś już o imionach? - zapytał cicho.
- O imionach? - powtórzyła. Po chwili domyśliła się, o co chodzi. - Jeszcze nie. - odrzekła wadera. - Ale chyba niedługo coś wymyślę. - Kąciki jej pyska powędrowały do góry w uśmiechu.
- Czy tobie też wydaje się, że ten dach się za chwilę zawali? - wymamrotał owczarek, zmieniając przy tym temat rozmowy.
Jego partnerka przewróciła oczami.
- Nie. Chyba tylko tobie się tak wydaje. - odpowiedziała.
- Chyba tak. - zgodził się. - Która rzecz z listy będzie następna? - spytał.
- Nie wiem. - Zastanowiła się na chwilę. - Może ty wybierzesz.
- Okay. - W pamięci odtworzył całą listę. - Może teraz tratwa albo wejście na jedną z gór Farreferre. - zaproponował.
Brook?
Ucieszył go zachwyt, który dostrzegł w jej ciemnych oczach.
Kolejne parę minut również spędzili w ciszy, która, jak zgadywał Seth, odpowiadała obojgu. Pies zastanawiał się, jak nazwać szczeniaki, kiedy się pojawią. Dla psa Hacker, dla suczki Brenda...
- Myślałaś już o imionach? - zapytał cicho.
- O imionach? - powtórzyła. Po chwili domyśliła się, o co chodzi. - Jeszcze nie. - odrzekła wadera. - Ale chyba niedługo coś wymyślę. - Kąciki jej pyska powędrowały do góry w uśmiechu.
- Czy tobie też wydaje się, że ten dach się za chwilę zawali? - wymamrotał owczarek, zmieniając przy tym temat rozmowy.
Jego partnerka przewróciła oczami.
- Nie. Chyba tylko tobie się tak wydaje. - odpowiedziała.
- Chyba tak. - zgodził się. - Która rzecz z listy będzie następna? - spytał.
- Nie wiem. - Zastanowiła się na chwilę. - Może ty wybierzesz.
- Okay. - W pamięci odtworzył całą listę. - Może teraz tratwa albo wejście na jedną z gór Farreferre. - zaproponował.
Brook?
wtorek, 11 sierpnia 2015
Od Setha - CD historii Brook
Czwarty punkt na liście wspólnych marzeń Brook wypowiedziała tak cicho, że Seth ledwo co usłyszał jej głos, a co dopiero słowa.
Zerknął na liść, na którym jego partnerka wypisała marzenia ich obojga. Ostatnią rzeczą były... Przyjrzał się uważniej. Napis był lekko zamazany, ale mimo to owczarek zdołał go zobaczyć.
Szczeniaki.
Nie, to nie było możliwe. Przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. Nic się nie zmieniło.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? - odezwał się szeptem. Starał się, żeby jego głos brzmiał jak najbardziej naturalnie.
Szczeniaki były dla nich zagrożeniem. Pilnując i starając się zadbać o ich bezpieczeństwo, mogli sami zginąć. Oboje.
A mimo to nie tylko ona tego chciała. Pies również o tym marzył, lecz nigdy nie było mu dane wychowywać gromadki puszystych kuleczek. Jednak nie zmieniało to faktu, że bał się. Bał się o Brook, o siebie... i o szczenięta, które mogli mieć.
- Tak. - odpowiedziała Brook, równie cicho jak on.
Zapadła cisza. Seth postanowił ją przerwać.
- Ja też. - Zaskoczyło go to, z jaką pewnością wypowiedział to zdanie. Na pysku wilczycy malowało się zdziwienie, jakby nie spodziewała się takiej odpowiedzi, lecz również ulga. A on sam siebie przekonał. Chciał mieć szczeniaki. Naprawdę chciał.
Oczyma wyobraźni zobaczył sześć szczeniąt. Dwa z nich wyglądały jak on, trzy jak Brook, a jedna sunia przypominała waderę, jednakże oczy miała po nim - tak samo błękitne.
Uśmiechnął się do swoich myśli.
Brook również się uśmiechnęła, jakby ona również wyobraziła sobie ich młode.
- Dobra, teraz ty. - Zmieniła temat. Widząc zaskoczoną minę marmurkowego owczarka, dodała: - Teraz ty coś zaproponuj.
Kiwnął głową i zastanowił się. Ponownie próbował odpowiedzieć sobie na pytanie, które zadał dziś sobie przynajmniej dwadzieścia razy: czego jeszcze mogli chcieć?
- Piąta rzecz. - zaczął. Nie był pewny, co powiedzieć. - Powiększyć norę. - zaproponował i zdał sobie z sprawę, że to nie brzmi jak marzenie. - Musi być miejsce... dla szczeniaków. - Ostatnie słowo mógłby zastąpić czymś w rodzaju 'nich', ale nie zrobił tego. Postanowił sprawdzić, jak to brzmi. Dziwnie.
A jednak nie zmienił swojej decyzji.
- Szósta. - mruknął, wciąż zastanawiając się, co może zasugerować. - Przepłynięcie jak najdalej rzeką Kanga na... - zamilkł na moment. No właśnie, na czym mają popłynąć? - ...czymś w rodzaju tratwy. - dokończył.
Brook wyglądała na rozbawioną tym pomysłem.
- Okay. - mruknęła. - Coś jeszcze? - Spojrzała na niego z nadzieją, która błysnęła w jej oczach.
- Siódma. Wejście na jedną z gór Farreferre. - rąbnął bez namysłu.
Ta sugestia wyraźnie bardziej ją zadowoliła.
- Ósma... Zrealizowanie wszystkich punktów z listy. - W ten sposób zakończył wymienianie swoich propozycji. Posłał waderze pytające spojrzenie.
Brook?
Zerknął na liść, na którym jego partnerka wypisała marzenia ich obojga. Ostatnią rzeczą były... Przyjrzał się uważniej. Napis był lekko zamazany, ale mimo to owczarek zdołał go zobaczyć.
Szczeniaki.
Nie, to nie było możliwe. Przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. Nic się nie zmieniło.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? - odezwał się szeptem. Starał się, żeby jego głos brzmiał jak najbardziej naturalnie.
Szczeniaki były dla nich zagrożeniem. Pilnując i starając się zadbać o ich bezpieczeństwo, mogli sami zginąć. Oboje.
A mimo to nie tylko ona tego chciała. Pies również o tym marzył, lecz nigdy nie było mu dane wychowywać gromadki puszystych kuleczek. Jednak nie zmieniało to faktu, że bał się. Bał się o Brook, o siebie... i o szczenięta, które mogli mieć.
- Tak. - odpowiedziała Brook, równie cicho jak on.
Zapadła cisza. Seth postanowił ją przerwać.
- Ja też. - Zaskoczyło go to, z jaką pewnością wypowiedział to zdanie. Na pysku wilczycy malowało się zdziwienie, jakby nie spodziewała się takiej odpowiedzi, lecz również ulga. A on sam siebie przekonał. Chciał mieć szczeniaki. Naprawdę chciał.
Oczyma wyobraźni zobaczył sześć szczeniąt. Dwa z nich wyglądały jak on, trzy jak Brook, a jedna sunia przypominała waderę, jednakże oczy miała po nim - tak samo błękitne.
Uśmiechnął się do swoich myśli.
Brook również się uśmiechnęła, jakby ona również wyobraziła sobie ich młode.
- Dobra, teraz ty. - Zmieniła temat. Widząc zaskoczoną minę marmurkowego owczarka, dodała: - Teraz ty coś zaproponuj.
Kiwnął głową i zastanowił się. Ponownie próbował odpowiedzieć sobie na pytanie, które zadał dziś sobie przynajmniej dwadzieścia razy: czego jeszcze mogli chcieć?
- Piąta rzecz. - zaczął. Nie był pewny, co powiedzieć. - Powiększyć norę. - zaproponował i zdał sobie z sprawę, że to nie brzmi jak marzenie. - Musi być miejsce... dla szczeniaków. - Ostatnie słowo mógłby zastąpić czymś w rodzaju 'nich', ale nie zrobił tego. Postanowił sprawdzić, jak to brzmi. Dziwnie.
A jednak nie zmienił swojej decyzji.
- Szósta. - mruknął, wciąż zastanawiając się, co może zasugerować. - Przepłynięcie jak najdalej rzeką Kanga na... - zamilkł na moment. No właśnie, na czym mają popłynąć? - ...czymś w rodzaju tratwy. - dokończył.
Brook wyglądała na rozbawioną tym pomysłem.
- Okay. - mruknęła. - Coś jeszcze? - Spojrzała na niego z nadzieją, która błysnęła w jej oczach.
- Siódma. Wejście na jedną z gór Farreferre. - rąbnął bez namysłu.
Ta sugestia wyraźnie bardziej ją zadowoliła.
- Ósma... Zrealizowanie wszystkich punktów z listy. - W ten sposób zakończył wymienianie swoich propozycji. Posłał waderze pytające spojrzenie.
Brook?
niedziela, 9 sierpnia 2015
Od Setha - CD historii Brook
Nie wiem, dlaczego pozwoliłem, by człowiek mnie pogłaskał. Wcale tego nie chciałem. Jeszcze nigdy nie zbliżyłem się do jednego z tych dziwnym stworzeń na odległość mniejszą niż pięć metrów. Obawiałem się tego, co mogą mi zrobić. Nigdy nie słyszałem dobrych rzeczy o ludziach, a gdy tylko podchodziłem do nich, próbowali mnie w jakiś sposób przegonić.
Nie tym razem.
Nie próbowała rzucać we mnie kamieniem. Nie krzyczała 'Wynoś się stąd!'. Nie uderzyła mnie. Nie wymachiwała kijem w moją stronę. Jej dotyk był inny, delikatny, lecz również dziwny (ciekawe, skąd ten brak sierści na łapie).
I jeszcze ten koc! Oddała nam go od razu.
Jednakże najbardziej zaskoczyła mnie jedna rzecz. Coś, czego się nie spodziewałem, co nawet nie przyszło mi do głowy i w ogóle nie potrafiłem tego zrozumieć.
Brook zaufała człowiekowi.
Ta myśl rozbrzmiewała echem w mojej głowie do końca tego dziwnego dnia.
- To... - odezwała się moja partnerka. - Twoje marzenie już spełnione. - uśmiechnęła się do mnie.
- Racja. - pokiwałem głową. - Teraz pora na kolejne twoje. - na moim pysku również zawitał uśmiech. Powiedziałem to, ponieważ nie wiedziałem, czego ja najbardziej chcę oprócz włamania i lotu na Księżyc.
Wadera zastanowiła się.
- Seth... - zaczęła. - A może pomyślimy o naszym wspólnym marzeniu? Znajdźmy coś, w czym będziemy oboje zgodni.
Niezły pomysł, pomyślałem.
- Brook... - Spojrzałem na nią z uznaniem. - Ty naprawdę potrafisz myśleć.
Przewróciła oczami, ale nadal się uśmiechała.
- Dzięki. To była najmilsza rzecz, jaką kiedykolwiek od ciebie usłyszałam. - powiedziała. - To jak z tym wspólnym marzeniem?
Zastanowiłem się. Czego jeszcze mogliśmy pragnąć?
Trudne początki naszej znajomości zakończyły się partnerstwem. Spełniliśmy marzenie Brook, czyli ognisko, na którym będą wszyscy członkowie Sfory, a także moje, dosyć specyficzne - włamanie do jednego z domów w Pyskowicach. Byliśmy szczęśliwi. Czy naprawdę zostało nam jeszcze coś, czego nie zrobiliśmy?
Brook niecierpliwiła się, lecz wyraźnie starała się tego nie okazywać.
- Jeśli znajdzie się coś, czego jeszcze nie zrobiliśmy, a oboje tego chcemy, to oczywiście, że tak. - odpowiedziałem.
Brook? Krótkie wyszło, brak weny...
Nie tym razem.
Nie próbowała rzucać we mnie kamieniem. Nie krzyczała 'Wynoś się stąd!'. Nie uderzyła mnie. Nie wymachiwała kijem w moją stronę. Jej dotyk był inny, delikatny, lecz również dziwny (ciekawe, skąd ten brak sierści na łapie).
I jeszcze ten koc! Oddała nam go od razu.
Jednakże najbardziej zaskoczyła mnie jedna rzecz. Coś, czego się nie spodziewałem, co nawet nie przyszło mi do głowy i w ogóle nie potrafiłem tego zrozumieć.
Brook zaufała człowiekowi.
Ta myśl rozbrzmiewała echem w mojej głowie do końca tego dziwnego dnia.
***
Następnego dnia ja i Brook wybraliśmy się na spacer po terenach Sfory.- To... - odezwała się moja partnerka. - Twoje marzenie już spełnione. - uśmiechnęła się do mnie.
- Racja. - pokiwałem głową. - Teraz pora na kolejne twoje. - na moim pysku również zawitał uśmiech. Powiedziałem to, ponieważ nie wiedziałem, czego ja najbardziej chcę oprócz włamania i lotu na Księżyc.
Wadera zastanowiła się.
- Seth... - zaczęła. - A może pomyślimy o naszym wspólnym marzeniu? Znajdźmy coś, w czym będziemy oboje zgodni.
Niezły pomysł, pomyślałem.
- Brook... - Spojrzałem na nią z uznaniem. - Ty naprawdę potrafisz myśleć.
Przewróciła oczami, ale nadal się uśmiechała.
- Dzięki. To była najmilsza rzecz, jaką kiedykolwiek od ciebie usłyszałam. - powiedziała. - To jak z tym wspólnym marzeniem?
Zastanowiłem się. Czego jeszcze mogliśmy pragnąć?
Trudne początki naszej znajomości zakończyły się partnerstwem. Spełniliśmy marzenie Brook, czyli ognisko, na którym będą wszyscy członkowie Sfory, a także moje, dosyć specyficzne - włamanie do jednego z domów w Pyskowicach. Byliśmy szczęśliwi. Czy naprawdę zostało nam jeszcze coś, czego nie zrobiliśmy?
Brook niecierpliwiła się, lecz wyraźnie starała się tego nie okazywać.
- Jeśli znajdzie się coś, czego jeszcze nie zrobiliśmy, a oboje tego chcemy, to oczywiście, że tak. - odpowiedziałem.
Brook? Krótkie wyszło, brak weny...
piątek, 31 lipca 2015
Od Setha - CD historii Brook
- Koc wystarczy. - odrzekł Seth i uśmiechnął się do partnerki. - Najlepsze w tym wszystkim jest to, że udało nam się tutaj wejść. - Rozejrzał się dookoła. Jaskinia ludzi była ogromna!
Brook odwzajemniła uśmiech.
Owczarek ujrzał coś leżącego na kanapie. Była to kwadratowa, duża poduszka w kratkę.
Podszedł bliżej i chwycił ją zębami. Była miękka w dotyku.
Nagle zapaliło się światło. Seth i Brook wymienili zaniepokojone spojrzenia. Na wszelki wypadek położyli się pod stołem, by zyskać przynajmniej niewielkie szanse na pozostanie niezauważonymi. Schody zatrzeszczały, gdy zeszła po nich około trzydziestoletnia kobieta. W ręku trzymała telefon.
Pies przyjrzał się jej dokładniej. Miała długą, brązową sierść, tylko na głowie, a poruszała się jedynie na tylnych łapach. Miała na sobie ciemnoniebieskie ubranie.
Seth widział człowieka tylko kilka razy w życiu, ale nie poza terenem Pyskowic. Zawsze trzymał się z dala od miast, lecz parę razy zjawił się tutaj.
Seth widział człowieka tylko kilka razy w życiu, ale nie poza terenem Pyskowic. Zawsze trzymał się z dala od miast, lecz parę razy zjawił się tutaj.
- John, mówiłam ci, masz nie dzwonić do mnie w środku nocy! - W jej głosie było słychać gniew oraz irytację. - Nie, nie obchodzą mnie ci ludzie! - krzyknęła. - NIE PRZYJDĘ TAM, ROZUMIESZ?! - wybuchła. Rzuciła komórką o ścianę.
A potem zobaczyła marmurkowego owczarka i szarą wilczycę. Wrzasnęła na ich widok.
Oboje wydostali się spod stołu, gotowi do ucieczki. Ruszyli w stronę nadal otwartego okna.
Brook? Co teraz?
A potem zobaczyła marmurkowego owczarka i szarą wilczycę. Wrzasnęła na ich widok.
Oboje wydostali się spod stołu, gotowi do ucieczki. Ruszyli w stronę nadal otwartego okna.
Brook? Co teraz?
czwartek, 30 lipca 2015
Od Setha - CD historii Brook
- Moje marzenie? - zdziwił się Seth. Nigdy się nad tym nie zastanawiał, aż do dziś. Właśnie uświadomił sobie, że nie miał marzeń. Żadnych.
- Mhm. - Brook pokiwała głową. - Twoje.
Owczarek chciał jej odpowiedzieć, że najbardziej pragnie jej szczęścia, lecz coś mu podpowiadało, że oczekiwała innej odpowiedzi.
Nagle przypomniał sobie, o czym marzył, gdy był szczeniakiem. Uśmiechnął się, gdy przypomniał sobie dzień, w którym rozpoczął Wielkie Budowanie Rakiety. Wówczas miał niecałe cztery miesiące.
- Chcę polecieć na Księżyc. - oznajmił pies i wyszczerzył się do Brook.
Wadera przewróciła oczami.
- Ja mówię poważnie o tym marzeniu.
- Ale to jest poważne. - bronił się Seth.
- Bardzo. - prychnęła, lecz uśmiechnęła się. - Mam na myśli coś, co możemy spełnić.
Owczarek zastanowił się, czego tak bardzo chce. Jeju, naprawdę nie miał marzeń.
- Brook... - zaczął. - To zabrzmi dziwnie, ale ja naprawdę nie mam marzeń.
- Daj spokój, Seth. Każdy ma jakieś marzenia. - powiedziała.
- Ale nie ja. - jęknął. Ta rozmowa traciła sens i do niczego nie prowadziła. Oboje o tym wiedzieli.
Nagle przypomniał sobie o Mayi. Nie wiedział, o czym ona marzyła. Jej koniec nadszedł zbyt szybko.
Mógł stracić również Brook.
Odrzucił te myśli. Nie chciał, by e tej chwili krążyły po jego głowie. Przecież ten dzień mógł być jego ostatnim...
I znowu.
- To jak? - Brook zaczęła się niecierpliwić.
Nagle go olśniło.
- Wiem! - wykrzyknął, trochę zbyt głośno. - Chcę się włamać.
- Włamać? - powtórzyła wadera. - Ale gdzie?
- Do jednego z mieszkań ludzi. - odrzekł, a na jego pysku pojawił się tajemniczy uśmieszek. - W Pyskowicach.
Brook? Krótkie wyszło...
- Mhm. - Brook pokiwała głową. - Twoje.
Owczarek chciał jej odpowiedzieć, że najbardziej pragnie jej szczęścia, lecz coś mu podpowiadało, że oczekiwała innej odpowiedzi.
Nagle przypomniał sobie, o czym marzył, gdy był szczeniakiem. Uśmiechnął się, gdy przypomniał sobie dzień, w którym rozpoczął Wielkie Budowanie Rakiety. Wówczas miał niecałe cztery miesiące.
- Chcę polecieć na Księżyc. - oznajmił pies i wyszczerzył się do Brook.
Wadera przewróciła oczami.
- Ja mówię poważnie o tym marzeniu.
- Ale to jest poważne. - bronił się Seth.
- Bardzo. - prychnęła, lecz uśmiechnęła się. - Mam na myśli coś, co możemy spełnić.
Owczarek zastanowił się, czego tak bardzo chce. Jeju, naprawdę nie miał marzeń.
- Brook... - zaczął. - To zabrzmi dziwnie, ale ja naprawdę nie mam marzeń.
- Daj spokój, Seth. Każdy ma jakieś marzenia. - powiedziała.
- Ale nie ja. - jęknął. Ta rozmowa traciła sens i do niczego nie prowadziła. Oboje o tym wiedzieli.
Nagle przypomniał sobie o Mayi. Nie wiedział, o czym ona marzyła. Jej koniec nadszedł zbyt szybko.
Mógł stracić również Brook.
Odrzucił te myśli. Nie chciał, by e tej chwili krążyły po jego głowie. Przecież ten dzień mógł być jego ostatnim...
I znowu.
- To jak? - Brook zaczęła się niecierpliwić.
Nagle go olśniło.
- Wiem! - wykrzyknął, trochę zbyt głośno. - Chcę się włamać.
- Włamać? - powtórzyła wadera. - Ale gdzie?
- Do jednego z mieszkań ludzi. - odrzekł, a na jego pysku pojawił się tajemniczy uśmieszek. - W Pyskowicach.
Brook? Krótkie wyszło...
niedziela, 26 lipca 2015
Od Setha - CD historii Brook
Seth przytaknął skinieniem głowy.
- Zgadzam się. - Jego ton głosu w ogóle nie był poważny. Starał się rozluźnić atmosferę, która została nieco zagęszczona przez wzmiankę o szczeniakach.
Uśmiechnął się łobuzersko do swojej partnerki.
- Nawet o tym nie myśl. - powiedziała stanowczo Brook. Owczarek poruszył znacząco "brwiami", a wadera popchnęła go zbyt mocno, by było to dla żartu, lecz zbyt lekko, by było na poważnie.
Na jej pysku pojawił się jednak uśmiech.
Seth objął ją jedną łapą i szepnął do ucha:
- Na razie o tym nie myślmy.
- Masz rację. - stwierdziła Brook.
Następne chwile spędzili w ciszy. Setha już od kilku tygodni dręczyła pewna myśl. Od wybuchu pożaru na terenie wrogiej watahy i śmierci Sam Sao nie miała miejsca żadna większa bitwa. Te wszystkie pojedynki jeden na jeden były tylko ciszą przed burzą.
Zbliżało się coś wielkiego. Pies czuł to całym sobą. Coś miało się wydarzyć.
Coś, czego zarówno on, jak i jego partnerka, mogli nie przeżyć.
- Seth? Wszystko w porządku? - usłyszał cichutki szept Brook.
Zmusił się do uśmiechu, który wyszedł jak wyszedł.
- Oczywiście. - odparł.
Brook? Wybacz długość. ;-;
Seth objął ją jedną łapą i szepnął do ucha:
- Na razie o tym nie myślmy.
- Masz rację. - stwierdziła Brook.
Następne chwile spędzili w ciszy. Setha już od kilku tygodni dręczyła pewna myśl. Od wybuchu pożaru na terenie wrogiej watahy i śmierci Sam Sao nie miała miejsca żadna większa bitwa. Te wszystkie pojedynki jeden na jeden były tylko ciszą przed burzą.
Zbliżało się coś wielkiego. Pies czuł to całym sobą. Coś miało się wydarzyć.
Coś, czego zarówno on, jak i jego partnerka, mogli nie przeżyć.
- Seth? Wszystko w porządku? - usłyszał cichutki szept Brook.
Zmusił się do uśmiechu, który wyszedł jak wyszedł.
- Oczywiście. - odparł.
Brook? Wybacz długość. ;-;
czwartek, 23 lipca 2015
Od Setha - CD historii Brook
Seth spojrzał na księżyc wiszący na niebie. Przypomniał mu się dzień, w którym zdecydował się zamieszkać tutaj z Mayą. Niebo wyglądało wówczas dokładnie tak samo.
- Jeśli chcesz... - Owczarek spojrzał z ukosa na Brook, która patrzyła przed siebie. Po chwili zerknęła na niego i uśmiechnęła się. Pies odwzajemnił gest.
- W którym miejscu będziemy mieszkać? - spytała jego partnerka.
- Nie wiem. - Seth wzruszył ramionami. - Wszystko mi jedno.
- Wiesz, oprócz tej chatki jest tu jeszcze trochę przestrzeni, więc nie musimy być akurat tam, zwłaszcza, że oprócz nas mieszkają tu jeszcze inni. - zauważyła.
- Masz racje. - zgodził się.
Rozejrzał się dookoła. Faktycznie, było tu dużo miejsca. Wystarczająco, lecz wokół nie znajdowała się ani jedna jaskinia. Pozostawało więc wykopanie nory.
Spojrzał w niebo, na którym nie było widać ani jednej gwiazdy, tylko chmury i księżyc. Oczyma wyobraźni zobaczył wejście do mieszkania pod ziemią, w środku koc ukradziony z Pyskowic, na nim on i Brook... a wokół nich gormadka rozwrzeszczonych kuleczek...
Odrzucił tę ostatnią myśl.
Za wcześnie na szczeniaki. Zdecydowanie za wcześnie.
Mogliby wychodzić na zewnątrz, wdrapywać się na domek w okolicy i podziwiać zjawisko często spotykane na Księżycowym Polu... tak jak za dawnych czasów, gdy byli tylko przyjaciółmi. Oczywiście, Seth w ogóle nie żałował tego, że wadera została jego partnerką. Kochał ją całym sercem i wyobrażał sobie, że mogłaby się nigdy nie pojawić w jego życiu.
- Seth? - Brook pomachała mu łapą przed oczami.
- Tak? - przekręcił łeb w prawą stronę i uśmiechnął się do niej szeroko. - Mówiłaś coś?
- To w końcu gdzie chcesz zamieszkać? - zapytała. - Oczywiście, wiem, że tutaj, ale gdzie dokładniej?
- Gdzie chcesz. - odrzekł i pocałował ją. - Decyzja należy do ciebie.
Brook?
- Jeśli chcesz... - Owczarek spojrzał z ukosa na Brook, która patrzyła przed siebie. Po chwili zerknęła na niego i uśmiechnęła się. Pies odwzajemnił gest.
- W którym miejscu będziemy mieszkać? - spytała jego partnerka.
- Nie wiem. - Seth wzruszył ramionami. - Wszystko mi jedno.
- Wiesz, oprócz tej chatki jest tu jeszcze trochę przestrzeni, więc nie musimy być akurat tam, zwłaszcza, że oprócz nas mieszkają tu jeszcze inni. - zauważyła.
- Masz racje. - zgodził się.
Rozejrzał się dookoła. Faktycznie, było tu dużo miejsca. Wystarczająco, lecz wokół nie znajdowała się ani jedna jaskinia. Pozostawało więc wykopanie nory.
Spojrzał w niebo, na którym nie było widać ani jednej gwiazdy, tylko chmury i księżyc. Oczyma wyobraźni zobaczył wejście do mieszkania pod ziemią, w środku koc ukradziony z Pyskowic, na nim on i Brook... a wokół nich gormadka rozwrzeszczonych kuleczek...
Odrzucił tę ostatnią myśl.
Za wcześnie na szczeniaki. Zdecydowanie za wcześnie.
Mogliby wychodzić na zewnątrz, wdrapywać się na domek w okolicy i podziwiać zjawisko często spotykane na Księżycowym Polu... tak jak za dawnych czasów, gdy byli tylko przyjaciółmi. Oczywiście, Seth w ogóle nie żałował tego, że wadera została jego partnerką. Kochał ją całym sercem i wyobrażał sobie, że mogłaby się nigdy nie pojawić w jego życiu.
- Seth? - Brook pomachała mu łapą przed oczami.
- Tak? - przekręcił łeb w prawą stronę i uśmiechnął się do niej szeroko. - Mówiłaś coś?
- To w końcu gdzie chcesz zamieszkać? - zapytała. - Oczywiście, wiem, że tutaj, ale gdzie dokładniej?
- Gdzie chcesz. - odrzekł i pocałował ją. - Decyzja należy do ciebie.
Brook?
Nowa para!
I kolejna para w SPG Forever! Tym razem to...
Seth&Brook
Od Setha - CD historii Brook
Poszli przed siebie, bez określonego celu. Byle jak najdalej od szpitala.
Usiedli przy drzewie, z którego niebo było bardzo dobrze widoczne. Słońce powoli znikało za horyzontem.
- To... na czym skończyliśmy? - odezwała się Brook. Na jej pysku zawitał uśmiech.
Owczarek go odwzajemnił.
- Na "nie wiedziałem, że do tego dojdzie... ale jednak cię kocham". - odrzekł, przekręcając łeb w prawą stronę. - A potem moja siostra postanowiła nam przeszkodzić. - Mówiąc to drugie zdanie, przybrał ton obrażonego dziecka. Wadera zaśmiała się cicho.
Udali się na spacer po terenach sfory. Przez całą drogę towarzyszył im śpiew ptaków.
Seth zaczął się zastanawiać, czy jej gdzieś nie zabrać, chociaż nigdy nie potrafił zrozumieć, czemu zakochani zawsze wybierają się w jakieś romantyczne miejsca, by wyznać sobie miłość lub spytać o partnerstwo. Według niego nawet Góra Wojny "Despera" by się do tego nadawała.
Staw Zakochanych? Może i ładnie wyglądał, aczkolwiek wydawało mu się, że zarówno on, jak i Brook, mają złe wspomnienia związane z tym miejscem. Odpada. Księżycowe Pole? Też nie. To tam po raz pierwszy spotkał Mayę. Kwiatowa Łąka? Za dużo psów, zero prywatności. Romantyczna Łąka? Za daleko...
Jęknął w myślach. Kto by pomyślał, że będzie z tym tyle problemów.
W końcu dotarli na Lawendowe Pole.
- Dawno tu nie byłem. - mruknął pies. Spojrzał w niebo. Słońce zaczęło wschodzić. W tym miejscu było to normalne, nawet o tej porze. - Czemu tak rzadko ogląda się wschody słońca? - zastanowił się na głos. - Przecież są one równie piękne, co zachody słońca.
Na chwilę zapadła cisza. Seth wiedział, że musi ją przerwać. Spojrzał na Brook i zapytał:
- Brook... Czy zechcesz zostać... moją partnerką?
Brook? ♥
- To... na czym skończyliśmy? - odezwała się Brook. Na jej pysku zawitał uśmiech.
Owczarek go odwzajemnił.
- Na "nie wiedziałem, że do tego dojdzie... ale jednak cię kocham". - odrzekł, przekręcając łeb w prawą stronę. - A potem moja siostra postanowiła nam przeszkodzić. - Mówiąc to drugie zdanie, przybrał ton obrażonego dziecka. Wadera zaśmiała się cicho.
Udali się na spacer po terenach sfory. Przez całą drogę towarzyszył im śpiew ptaków.
Seth zaczął się zastanawiać, czy jej gdzieś nie zabrać, chociaż nigdy nie potrafił zrozumieć, czemu zakochani zawsze wybierają się w jakieś romantyczne miejsca, by wyznać sobie miłość lub spytać o partnerstwo. Według niego nawet Góra Wojny "Despera" by się do tego nadawała.
Staw Zakochanych? Może i ładnie wyglądał, aczkolwiek wydawało mu się, że zarówno on, jak i Brook, mają złe wspomnienia związane z tym miejscem. Odpada. Księżycowe Pole? Też nie. To tam po raz pierwszy spotkał Mayę. Kwiatowa Łąka? Za dużo psów, zero prywatności. Romantyczna Łąka? Za daleko...
Jęknął w myślach. Kto by pomyślał, że będzie z tym tyle problemów.
W końcu dotarli na Lawendowe Pole.
- Dawno tu nie byłem. - mruknął pies. Spojrzał w niebo. Słońce zaczęło wschodzić. W tym miejscu było to normalne, nawet o tej porze. - Czemu tak rzadko ogląda się wschody słońca? - zastanowił się na głos. - Przecież są one równie piękne, co zachody słońca.
Na chwilę zapadła cisza. Seth wiedział, że musi ją przerwać. Spojrzał na Brook i zapytał:
- Brook... Czy zechcesz zostać... moją partnerką?
Brook? ♥
wtorek, 21 lipca 2015
Od Setha - CD historii Brook
Zakochałam się w tobie, Seth.
Kiedy usłyszał to zdanie, w dodatku wypowiedziane przez Brook, z trudem przyszło mu zrozumienie następnego, które zdawało się być zagłuszane.
Przed oczami przeleciały mu ich wszystkie wspólne przeżycia - od kłótni na niedobry początek, poprzez powstawanie ich przyjaźni, aż po akcje przy Stawie Zakochanych, ze strzykawką... i dzisiejszy wieczór.
Zależało mu na niej już od pierwszego spotkania, które wprawdzie nie było przyjemne, lecz mimo wszystko mogli spędzić ze sobą trochę czasu.
Nagle zdał sobie sprawę z tego, że on ją pokochał. Była dla niego kimś więcej niż przyjaciółką.
- Ja... - zaczął Seth. Przypomniał mu się dzień, w którym wyznał miłość Mayi. Wówczas zrobił to bez trudu, w przeciwieństwie do chwili obecnej. Ale to może dlatego, że zanim to zrobił, przeżyli prawie same miłe chwile. Z Brook nie było tak samo. Wielokrotnie się z nią nie dogadywał, jednakże mimo wszystko była ona dla niego ważna. Właśnie, Maya. Miał wyrzuty sumienia. Czy Maya miałaby mu za złe to, że zakochał się jeszcze raz...? Odrzucił tę myśl. Ona taka nie była. - Nie wiedziałem, że do tego dojdzie... ale jednak cię kocham. - rzekł.
Zrobił kilka kroków w stronę szarej wadery. Znajdowali się tylko kilka centymetrów od siebie. Seth nachylił się do niej.
- Kończycie już? - zza ściany rozległ się głos Verony.
Brook? Chyba jeszcze krótsze niż ostatnio...
Zależało mu na niej już od pierwszego spotkania, które wprawdzie nie było przyjemne, lecz mimo wszystko mogli spędzić ze sobą trochę czasu.
Nagle zdał sobie sprawę z tego, że on ją pokochał. Była dla niego kimś więcej niż przyjaciółką.
- Ja... - zaczął Seth. Przypomniał mu się dzień, w którym wyznał miłość Mayi. Wówczas zrobił to bez trudu, w przeciwieństwie do chwili obecnej. Ale to może dlatego, że zanim to zrobił, przeżyli prawie same miłe chwile. Z Brook nie było tak samo. Wielokrotnie się z nią nie dogadywał, jednakże mimo wszystko była ona dla niego ważna. Właśnie, Maya. Miał wyrzuty sumienia. Czy Maya miałaby mu za złe to, że zakochał się jeszcze raz...? Odrzucił tę myśl. Ona taka nie była. - Nie wiedziałem, że do tego dojdzie... ale jednak cię kocham. - rzekł.
Zrobił kilka kroków w stronę szarej wadery. Znajdowali się tylko kilka centymetrów od siebie. Seth nachylił się do niej.
- Kończycie już? - zza ściany rozległ się głos Verony.
Brook? Chyba jeszcze krótsze niż ostatnio...
poniedziałek, 20 lipca 2015
Od Setha - CD historii Brook
Kolejne kilka dni doprowadzały Setha do szaleństwa.
Brook znowu była nieprzytomna. Nie powstrzymał jej przed wstrzyknięciem sobie tej substancji. Ogarnęło go przerażenie, kiedy zamykała oczy. Już drugi raz do tego doszło w jego obecności. Czuł się za nią odpowiedzialny, jakby to jej miał bronić. Nie sprawdził się w tej roli.Wydawało mu się, że było już za późno. I jeszcze te ostatnie słowa, które wypowiedziała, jeszcze zanim odpłynęła...
Owczarek zamknął oczy, próbując odtworzyć w pamięci to, co powiedziała.
Seth... Pamiętaj, że Maya cię kocha... i ja też.
Nie wiedział, czy była świadoma tego, jakie słowa padają z jej ust. Może powiedziała to pod wpływem emocji? Coś mówiło za nią, a ona nie chciała, żeby tak wyszło? Miała na myśli coś innego, jednakże nie dokończyła tej wypowiedzi? Czy on źle coś usłyszał? To również było możliwe. A może rzeczywiście było tak, jak mówiła...?
Pies warknął i uderzył głową o najbliższe drzewo, gdy złapał się na tym, że chciałby, by to ostatnie okazało się prawdą.
Owczarek zamknął oczy, próbując odtworzyć w pamięci to, co powiedziała.
Seth... Pamiętaj, że Maya cię kocha... i ja też.
Nie wiedział, czy była świadoma tego, jakie słowa padają z jej ust. Może powiedziała to pod wpływem emocji? Coś mówiło za nią, a ona nie chciała, żeby tak wyszło? Miała na myśli coś innego, jednakże nie dokończyła tej wypowiedzi? Czy on źle coś usłyszał? To również było możliwe. A może rzeczywiście było tak, jak mówiła...?
Pies warknął i uderzył głową o najbliższe drzewo, gdy złapał się na tym, że chciałby, by to ostatnie okazało się prawdą.
***
Rozmowa z przyjaciółką okazała się jeszcze trudniejsza niż mu się wydawało, tym bardziej, że chciał się spytać o coś dla niego bardzo ważnego.Brook siedziała i unikała jego wzroku niczym ognia. Verona pozwoliła im porozmawiać, chociaż przez chwilę.
- To, co wcześniej powiedziałaś... - zaczął. Przełknął ślinę. - To prawda?
Dostrzegł w oczach wadery to coś, co zdawało mu się mówić, że już ją stracił. Mimo to, że stała na przeciwko jego. Żywa.
- Dlaczego chcesz to wiedzieć? - na pytanie odpowiedziała pytaniem, które zbiło Setha z tropu. Nie wiedział, co teraz odrzec, więc milczał. Niewiele brakowało, by wybuchnął. Brook posłała mu krótkie, lecz wymowne spojrzenie. Niby co miał jej powiedzieć? Kocham cię? Przecież te dwa słowa, są tak często wypowiadane zbyt szybko, puste i przepełnione kłamstwem. A on nienawidził kłamstw z całej duszy.
Chciał spojrzeć jej w oczy, jednak za każdym razem, kiedy ich spojrzenia się spotykały, odwracała wzrok. Nie mógł tego znieść.
- Może dlatego, że z natury jestem ciekawski. - palnął. - A może i nie.
Jego przyjaciółka wysoko uniosła "brwi", co robiła bardzo często.
- No dobra. - Targały nim przeróżne emocje: gniew, lęk przed tym, co powie Brook, gdy usłyszy, co ma do powiedzenia... - Usłyszałem to zdanie po raz drugi w całym moim dosyć długim już życiu. Nie brzmiało dokładnie tak samo, ale sens był identyczny. Chciałem wiedzieć, czy dobrze zrozumiałem i czy było to szczere. - wbił wzrok w swoje przednie łapy, oderwał go od nich po chwili pauzy. Po raz kolejny zerknął na Brook. - To wszystko.
Brook? Takie krótkie wyszło. ;-;
- Dlaczego chcesz to wiedzieć? - na pytanie odpowiedziała pytaniem, które zbiło Setha z tropu. Nie wiedział, co teraz odrzec, więc milczał. Niewiele brakowało, by wybuchnął. Brook posłała mu krótkie, lecz wymowne spojrzenie. Niby co miał jej powiedzieć? Kocham cię? Przecież te dwa słowa, są tak często wypowiadane zbyt szybko, puste i przepełnione kłamstwem. A on nienawidził kłamstw z całej duszy.
Chciał spojrzeć jej w oczy, jednak za każdym razem, kiedy ich spojrzenia się spotykały, odwracała wzrok. Nie mógł tego znieść.
- Może dlatego, że z natury jestem ciekawski. - palnął. - A może i nie.
Jego przyjaciółka wysoko uniosła "brwi", co robiła bardzo często.
- No dobra. - Targały nim przeróżne emocje: gniew, lęk przed tym, co powie Brook, gdy usłyszy, co ma do powiedzenia... - Usłyszałem to zdanie po raz drugi w całym moim dosyć długim już życiu. Nie brzmiało dokładnie tak samo, ale sens był identyczny. Chciałem wiedzieć, czy dobrze zrozumiałem i czy było to szczere. - wbił wzrok w swoje przednie łapy, oderwał go od nich po chwili pauzy. Po raz kolejny zerknął na Brook. - To wszystko.
Brook? Takie krótkie wyszło. ;-;
sobota, 18 lipca 2015
Od Setha - CD historii Brook
Nos zawsze był mu potrzebny. Dzięki niemu mógł wyczuć takie sytuacje, jak ta.
Leżał sobie w jednej z grot jaskini, w której słyszał rozmowy lekarzy. Nie podsłuchiwał, skądże. Właściwie to w ogóle nie zwracał uwagi na to, co mówią. Uważał, że chyba tylko jedno słowo, a dokładniej imię, mogłoby sprawić, że wszedłby do środka. Brook.
Mylił się.
Nagle zaniepokoił go dziwny zapach, z którym jeszcze nigdy w życiu nie miał kontaktu, więc przykuł jego uwagę. Podniósł się z ziemi i zaczął iść przez korytarz prowadzący do miejsca, gdzie znajdowała się jego przyjaciółka.
- Andtidotum! - wykrzyknął ktoś. Owczarek nie musiał się zastanawiać, kto. Poszedł w kierunku, z którego dochodził głos.
Zatrzymał się jak wryty, gdy zobaczył wilczycę trzymającą strzykawkę z płynem o niespotykanej barwie. Brook wyglądała tak, jakby właśnie miała zamiar się zabić.
- Co ty chcesz sobie zrobić?! - Seth wytrzeszczył oczy, spoglądając to na waderę, to na strzykawkę.
Już chciał podejść bliżej i wyrwać jej ten przedmiot, kiedy odrzekła:
- Wiem, co mi jest. Wystarczy, że wstrzyknę w siebie tę substancję... i przestanę mieć kontakt z Mayą. Będę znowu normalnym wilkiem.
Minęło pół minuty, zanim przetrawił jej słowa i ułożył je w kilka sensownych zdań. Zakrztusił się, gdy dotarło do niego, co powiedziała Brook.
- Oszalałaś? - wychrypiał.
Nigdy nie ufał czemukolwiek, co było umieszczone w strzykawce. Źle mu się to kojarzyło.
Miał wrażenie, że substancja może doprowadzić jego przyjaciółkę do śmierci, oczywiście on tego nie chciał, trudno się temu dziwić. Tym bardziej, że ostatnio nie dogadywali się najlepiej, a przyajmniej jemu tak się wydawało.
Dręczyło go paskudne przeczucie, że to jego wina.
- Nie. - odpowiedziała krótko. - Długo byłam nieprzytomna? - Zaskoczyła go nagłą zmianą tematu.
- Kilka dni. - odparł Seth.
Igła znajdowała się już dwa centymetry od jej łapy. Psa ogarnęło przerażenie.
- Przestań! - wydarł się.
"Brwi" wadery powędrowały do góry.
- Seth, ja nie chcę dłużej ciągnąć tych snów. - powiedziała, posyłając mu oskarżycielskie spojrzenie. Jakby to wszystko było jego winą. - Zrozum to.
Owczarek pokiwał głową, po czym zorientował się, co właśnie zrobił. Natychmiast nią pokręcił.
- Skąd wiesz, że w środku jest to, czego szukasz? - spytał.
- Zaufaj mi, Seth. - Brook zmarszczyła "brwi".
Seth doszedł do wniosku, że wadera ponownie sądzi, iż on przyjaźni się z nią tylko po to, by mieć na bieżąco dostęp informacji dotyczących jego zmarłej partnerki, co nie było prawdą. Naprawdę nią nie było. Uświadomił sobie, że jego zachowanie właśnie na to wskazuje. Jęknął w myślach.
- A rób co chcesz. - mruknął, powoli cofając się do tyłu. Nie chciał być świadkiem tego, co miała zamiar sobie zrobić, lecz nie miał zamiaru zostawiać jej tu samej. Po kilku sekundach namysłu stanął w miejscu.
Brook?
- Oszalałaś? - wychrypiał.
Nigdy nie ufał czemukolwiek, co było umieszczone w strzykawce. Źle mu się to kojarzyło.
Miał wrażenie, że substancja może doprowadzić jego przyjaciółkę do śmierci, oczywiście on tego nie chciał, trudno się temu dziwić. Tym bardziej, że ostatnio nie dogadywali się najlepiej, a przyajmniej jemu tak się wydawało.
Dręczyło go paskudne przeczucie, że to jego wina.
- Nie. - odpowiedziała krótko. - Długo byłam nieprzytomna? - Zaskoczyła go nagłą zmianą tematu.
- Kilka dni. - odparł Seth.
Igła znajdowała się już dwa centymetry od jej łapy. Psa ogarnęło przerażenie.
- Przestań! - wydarł się.
"Brwi" wadery powędrowały do góry.
- Seth, ja nie chcę dłużej ciągnąć tych snów. - powiedziała, posyłając mu oskarżycielskie spojrzenie. Jakby to wszystko było jego winą. - Zrozum to.
Owczarek pokiwał głową, po czym zorientował się, co właśnie zrobił. Natychmiast nią pokręcił.
- Skąd wiesz, że w środku jest to, czego szukasz? - spytał.
- Zaufaj mi, Seth. - Brook zmarszczyła "brwi".
Seth doszedł do wniosku, że wadera ponownie sądzi, iż on przyjaźni się z nią tylko po to, by mieć na bieżąco dostęp informacji dotyczących jego zmarłej partnerki, co nie było prawdą. Naprawdę nią nie było. Uświadomił sobie, że jego zachowanie właśnie na to wskazuje. Jęknął w myślach.
- A rób co chcesz. - mruknął, powoli cofając się do tyłu. Nie chciał być świadkiem tego, co miała zamiar sobie zrobić, lecz nie miał zamiaru zostawiać jej tu samej. Po kilku sekundach namysłu stanął w miejscu.
Brook?
środa, 15 lipca 2015
Od Setha - CD historii Brook
Brook nie reagowała na słowa Setha przez kilka sekund, które zdawały mu się trwać całą wieczność. Zaczynał żałować, że w ogóle się odezwał. Nagle wilczyca oparła głową na jego "ramieniu". W tym momencie pies wstrzymał oddech. Ona jeszcze nigdy tego nie zrobiła.
A jednak teraz siedzieli obok siebie, nie dzieliły ich żadne centymetry.
Po kilkunastu minutach Brook wstała i wyszła na zewnątrz. Tak niespodziewanie. Seth również podniósł się z ziemi. Zdziwiony, odprowadził ją wzrokiem. Dopiero układał sobie w głowie, to, co właśnie się stało.
Czy zrobił coś źle?
Powiedział o jedno słowo za dużo, gdy mówił o swojej zmarłej partnerce?
W jakiś sposób ją zdenerwował?
Stanął w wejściu do chatki i rozejrzał się dookoła. Brook nigdzie nie było. Zdążyła już zniknąć w lesie niedaleko Księżycowego Pola. Owczarek nie chciał za nią biec. O ile wcześniej potrafili zrozumieć siebie nawet bez użycia słów, teraz w ogóle nie wiedział, dlaczego wadera uciekła i co mógłby powiedzieć, gdyby znowu na siebie trafili.
Położył się przy drzwiach domku na terenie jego miejsce zamieszkania. Wbił wzrok w stokrotki rosnące tuż przy nim. Delikatny powiew wiatru sprawił, że kwiaty pochyliły się do przodu, dotykając przy tym ziemi.
Owczarek zamknął oczy. Odpłynął parę minut później.
Ale Seth nie miał zamiaru dłużej siedzieć w tym samym miejscu. Długie rozmyślania na temat tajemnic Mayi oraz ostatniego spotkania z Brook nie mogły poprawić mu humoru. Właściwie to w tej chwili nic nie mogło tego zrobić, lecz pies chciał chociaż na chwilę przestać myśleć o tym wszystkim.
Musiał wrócić do pracy.
Wstał i pobiegł w kierunku jaskini, w której pracowali lekarze. Właśnie tam znajdował się Prince oraz jego szczeniaki - Nakey i Coffee. Nie bez powodu Seth był przecież obrońcą Gamm. Jego siostra, Verona, często dziwiła się, że tak często przebywa w okolicach jej miejsca pracy.
Z powodu deszczu jego sierść była bardzo mokra, jednakże trochę dalej deszcz już nie padał. Pies otrzepał się z wody, po czym ruszył dalej.
Owczarek usłyszał, że ktoś wymawia jego imię. Odwrócił się i zobaczył Verie.
- Cześć. - rzucił na powitanie.
- Cześć, Seth. - powiedziała suczka. Podeszła do niego i spytała: - Czy mógłbyś coś dla nas zrobić?
- A co takiego? - odpowiedział jej pytaniem.
- Madeline przygotowuje lek... - zaczęła Verona. - ...i potrzebna jest jej jedna roślina, by go dokończyć. Rośnie przy Stawie Zakochanych, na jednej ze skał otaczających wodospad.
- Okay. - mruknął pies. - A jak wygląda ta roślina, jeśli mogę spytać?
- Nie bardzo wiem, ja się na tym nie znam. - spuściła wzrok, jakby się zawstydziła. - Wiem tylko, że wyróżnia się swoim wyglądem, więc na pewno rozpoznasz, o którą chodzi.
Staw Zakochanych. Niedaleko stąd.
- Dobrze. Poszukam. - uśmiechnął się lekko. - Pa! - zawołał już w biegu.
Nie usłyszał odpowiedzi siostry.
Nie mógł na długo spuszczać jaskini z oka, dlatego musiał biec szybko. Nawet nie zauważył, kiedy dotarł na miejsce. Rzeczywiście, kwiat o niebieskich płatkach i czarnej łodydze od razu zwrócił jego uwagę. Seth zaczął wspinać się po skałach na górę, co nie było łatwe ze względu na dużą ilość innych roślin na nich rosnących. Gdy znalazł się już na odpowiedniej wysokości, chwycił roślinę zębami i delikatnie pociągnął. Nie trzymała się zbyt dobrze, więc z wyrywaniem nie było problemu.
Nagle usłyszał cichy śpiew. Głos brzmiał niczym... Brook! Seth, zbyt zajęty zastanawianiem się, czy to na pewno jego przyjaciółka, nie wsłuchiwał się w tekst piosenki. Po chwili rozległ się dźwięk, który brzmiał tak, jakby ktoś wpadł do wody. Owczarka ogarnął dziwny niepokój, zmieszany z ciekawością.
Zszedł na dół i zobaczył znajomą wilczycę. Po jej sierści spływała woda.
- Hej. - odezwał się Seth.
Brook?
A jednak teraz siedzieli obok siebie, nie dzieliły ich żadne centymetry.
Po kilkunastu minutach Brook wstała i wyszła na zewnątrz. Tak niespodziewanie. Seth również podniósł się z ziemi. Zdziwiony, odprowadził ją wzrokiem. Dopiero układał sobie w głowie, to, co właśnie się stało.
Czy zrobił coś źle?
Powiedział o jedno słowo za dużo, gdy mówił o swojej zmarłej partnerce?
W jakiś sposób ją zdenerwował?
Stanął w wejściu do chatki i rozejrzał się dookoła. Brook nigdzie nie było. Zdążyła już zniknąć w lesie niedaleko Księżycowego Pola. Owczarek nie chciał za nią biec. O ile wcześniej potrafili zrozumieć siebie nawet bez użycia słów, teraz w ogóle nie wiedział, dlaczego wadera uciekła i co mógłby powiedzieć, gdyby znowu na siebie trafili.
Położył się przy drzwiach domku na terenie jego miejsce zamieszkania. Wbił wzrok w stokrotki rosnące tuż przy nim. Delikatny powiew wiatru sprawił, że kwiaty pochyliły się do przodu, dotykając przy tym ziemi.
Owczarek zamknął oczy. Odpłynął parę minut później.
***
Zbudziło go kilka kropel opadających na jego nos. Otworzył oczy i spojrzał w niebo, niemal całkowicie zakryte przez deszczowe chmury. Ostatnio pogoda tutaj była bardzo zmienna.Ale Seth nie miał zamiaru dłużej siedzieć w tym samym miejscu. Długie rozmyślania na temat tajemnic Mayi oraz ostatniego spotkania z Brook nie mogły poprawić mu humoru. Właściwie to w tej chwili nic nie mogło tego zrobić, lecz pies chciał chociaż na chwilę przestać myśleć o tym wszystkim.
Musiał wrócić do pracy.
Wstał i pobiegł w kierunku jaskini, w której pracowali lekarze. Właśnie tam znajdował się Prince oraz jego szczeniaki - Nakey i Coffee. Nie bez powodu Seth był przecież obrońcą Gamm. Jego siostra, Verona, często dziwiła się, że tak często przebywa w okolicach jej miejsca pracy.
Z powodu deszczu jego sierść była bardzo mokra, jednakże trochę dalej deszcz już nie padał. Pies otrzepał się z wody, po czym ruszył dalej.
***
Od dwóch godzin krążył wokół jaskini. Towarzyszył mu Cochise, obrońca, który otrzymał jedno zadanie: w razie potrzeby bronić rannych i lekarzy. Jednak na razie niewiele się działo, większość walk miała miejsce na terenach Navydeer, więc to właśnie tam znajdowała się większość wilków.Owczarek usłyszał, że ktoś wymawia jego imię. Odwrócił się i zobaczył Verie.
- Cześć. - rzucił na powitanie.
- Cześć, Seth. - powiedziała suczka. Podeszła do niego i spytała: - Czy mógłbyś coś dla nas zrobić?
- A co takiego? - odpowiedział jej pytaniem.
- Madeline przygotowuje lek... - zaczęła Verona. - ...i potrzebna jest jej jedna roślina, by go dokończyć. Rośnie przy Stawie Zakochanych, na jednej ze skał otaczających wodospad.
- Okay. - mruknął pies. - A jak wygląda ta roślina, jeśli mogę spytać?
- Nie bardzo wiem, ja się na tym nie znam. - spuściła wzrok, jakby się zawstydziła. - Wiem tylko, że wyróżnia się swoim wyglądem, więc na pewno rozpoznasz, o którą chodzi.
Staw Zakochanych. Niedaleko stąd.
- Dobrze. Poszukam. - uśmiechnął się lekko. - Pa! - zawołał już w biegu.
Nie usłyszał odpowiedzi siostry.
Nie mógł na długo spuszczać jaskini z oka, dlatego musiał biec szybko. Nawet nie zauważył, kiedy dotarł na miejsce. Rzeczywiście, kwiat o niebieskich płatkach i czarnej łodydze od razu zwrócił jego uwagę. Seth zaczął wspinać się po skałach na górę, co nie było łatwe ze względu na dużą ilość innych roślin na nich rosnących. Gdy znalazł się już na odpowiedniej wysokości, chwycił roślinę zębami i delikatnie pociągnął. Nie trzymała się zbyt dobrze, więc z wyrywaniem nie było problemu.
Nagle usłyszał cichy śpiew. Głos brzmiał niczym... Brook! Seth, zbyt zajęty zastanawianiem się, czy to na pewno jego przyjaciółka, nie wsłuchiwał się w tekst piosenki. Po chwili rozległ się dźwięk, który brzmiał tak, jakby ktoś wpadł do wody. Owczarka ogarnął dziwny niepokój, zmieszany z ciekawością.
Zszedł na dół i zobaczył znajomą wilczycę. Po jej sierści spływała woda.
- Hej. - odezwał się Seth.
Brook?
wtorek, 14 lipca 2015
Od Setha - CD historii Brook
Seth nie zastanawiał się długo nad odpowiedzią na pytanie zadane przez Brook. Tak naprawdę najchętniej w ogóle nie poruszałby tematu jego zmarłej partnerki.
- Nie! - odpowiedział szybko. Nagle coś do niego dotarło. Przecież zadawał tyle pytań dotyczących Mayi... Tak bardzo interesował się tym tematem, choć nieświadomie... Nic dziwnego, że Brook nabrała podejrzeń.
A jednak zżerała go ciekawość, kiedy przeglądali zdjęcia i szkice. Szukał jakichś wskazówek, może Maya coś zostawiła... Najbardziej wstrząsnęło nim jednak to, że w ogóle jej nie znał. Zapytał ją o partnerstwo po kilku dniach znajomości.
Przypuszczał, że kierowało nim jedno: czas. Bał się, że straci Mayę zanim wyzna jej miłość. Pokochał ją szybko, lecz szczerze.
Wilczyca uniosła "brwi". Dała mu w ten sposób do zrozumienia, że jego "nie!" nie zabrzamiało wiarygodnie. W jej oczach wciąż zbierały się łzy. Zamrugała nimi [oczami] parę razy.
- Masz rację. - powiedział cicho owczarek. - To tak właśnie brzmi. Wiesz... Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że tak naprawdę jej nie znałem, w każdym razie niezbyt dobrze. Zaledwie kilka dni. Zostaliśmy parą niedługo po naszym pierwszym spotkaniu, więc bardzo szybko. Nie mieliśmy czasu, by dowiedzieć się o sobie czegoś więcej. - szepnął. - Oczywiście, nie usprawiedliwiam się tym. - dodał po chwili, po czym spuścił wzrok. Słowo "przepraszam" nie chciało przejść mu przez gardło.
Brook? Ja też...
Przypuszczał, że kierowało nim jedno: czas. Bał się, że straci Mayę zanim wyzna jej miłość. Pokochał ją szybko, lecz szczerze.
Wilczyca uniosła "brwi". Dała mu w ten sposób do zrozumienia, że jego "nie!" nie zabrzamiało wiarygodnie. W jej oczach wciąż zbierały się łzy. Zamrugała nimi [oczami] parę razy.
- Masz rację. - powiedział cicho owczarek. - To tak właśnie brzmi. Wiesz... Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że tak naprawdę jej nie znałem, w każdym razie niezbyt dobrze. Zaledwie kilka dni. Zostaliśmy parą niedługo po naszym pierwszym spotkaniu, więc bardzo szybko. Nie mieliśmy czasu, by dowiedzieć się o sobie czegoś więcej. - szepnął. - Oczywiście, nie usprawiedliwiam się tym. - dodał po chwili, po czym spuścił wzrok. Słowo "przepraszam" nie chciało przejść mu przez gardło.
Brook? Ja też...
piątek, 10 lipca 2015
Od Setha - CD historii Brook
Seth zagryzł dolną wargę. Nie chciał, żeby była konieczność przechodzenia przez to ponownie.
- Czy znowu dotyczyły one Mayi? - spytał cicho.
- Nie. - szepnęła w odpowiedzi. - Nie tym razem.
Pies nie chciał kontynuować tego tematu. Wiedział, że mogło się to skończyć nie najlepiej, a bardzo zależało mu na dobrej relacji z Brook. Przyjrzał się leżącymi na podłodze przedmiotami. Od śmierci jego partnerki minęło sporo czasu, więc zdziwił go fakt, że jeszcze nie zauważył tych rzeczy. Znajdowały się tu plany ich jaskini, nieco rozbudowanej. Widocznie suczka planowała większy remont... Pod szkicami Seth i Brook znaleźli fotografię przedstawiającą Mayę, zdecydowanie dużo młodszą niż wtedy, gdy owczarek miał okazję ją poznać.
- Widziałaś to kiedyś? - zapytał.
- Tak. Chyba tak. - odpowiedziała wadera. Oderwała wzrok od zdjęcia i spojrzała na Setha, który miał zamiar jeszcze coś powiedzieć lecz nagle coś przykuło jego uwagę. Pod niezliczoną ilością rysunków znajdowała się niewielka skrzynka.
- Co to jest? - zdziwiła się Brook.
- Nie wiem. - wymamrotał pies. - Chyba jakieś pudełko.
Przesunął łapą wszystko, znajdowało się na drewnianej szkatułce. Zobaczył, że namalowany był na niej jakiś wzór, prawdopodobnie dla ozdoby. Zaraz... namalowany? Seth zmrużył oczy i przyjrzał się temu uważniej. Na skrzynce ktoś wyskrobał otoczony drzewami domek, który stał przed jeziorem w górach.
- Da się je otworzyć? - odezwała się jego towarzyszka po paru minutach ciszy.
- Zawsze można spróbować. - powiedział pies. Zżerała go ciekawość, za którą w pewnym stopniu się obwiniał, lecz nie chciał tego okazywać. Spróbował podnieść przykrywkę pudełka, lecz na próżno - było zamknięte. Wykonał tą czynność ponownie, jednakże tym razem z większą siłą. Po kilkunastu nieudanych próbach zrezygnował.
- Chyba jednak się nie da. - westchnął. Obrzucił wyryty domek ponurym wzrokiem.
- Na pewno się da. - stwierdziła Brook. Zabrała się za otwieranie szkatułki. Jej też się nie udało. Była szczelnie zamknięta, co z pewnością nie było przypadkowe. - No dobra, może jednak nie.
Nagle piorun uderzył o ziemię.
- Znowu. - mruknął Seth. - Wygląda na to, że spędzimy tu jeszcze trochę czasu.
Wilczyca przytaknęła skinieniem głowy.
Ułożyli wszystkie rzeczy w jedno miejsce, dopiero później zaczęli ponownie je przeglądać. Znaleźli dwadzieścia cztery projekty jaskiń i nór, siedem fotografii oraz dwanaście rysunków. Niestety, spośród znalezionych przedmiotów rozpoznali tylko wspólną jaskinię Setha i Mayi oraz jedno zdjęcie. Niektóre zdjęcia były w kiepskim stanie wynikającym z upływu czasu.
- Wyglądasz na zdenerwowaną od początku naszego dzisiejszego spotkania. - zauważył owczarek i spojrzał pytająco na Brook. - Coś się stało? - spytał łagodnie.
Brook?
Pies nie chciał kontynuować tego tematu. Wiedział, że mogło się to skończyć nie najlepiej, a bardzo zależało mu na dobrej relacji z Brook. Przyjrzał się leżącymi na podłodze przedmiotami. Od śmierci jego partnerki minęło sporo czasu, więc zdziwił go fakt, że jeszcze nie zauważył tych rzeczy. Znajdowały się tu plany ich jaskini, nieco rozbudowanej. Widocznie suczka planowała większy remont... Pod szkicami Seth i Brook znaleźli fotografię przedstawiającą Mayę, zdecydowanie dużo młodszą niż wtedy, gdy owczarek miał okazję ją poznać.
- Widziałaś to kiedyś? - zapytał.
- Tak. Chyba tak. - odpowiedziała wadera. Oderwała wzrok od zdjęcia i spojrzała na Setha, który miał zamiar jeszcze coś powiedzieć lecz nagle coś przykuło jego uwagę. Pod niezliczoną ilością rysunków znajdowała się niewielka skrzynka.
- Co to jest? - zdziwiła się Brook.
- Nie wiem. - wymamrotał pies. - Chyba jakieś pudełko.
Przesunął łapą wszystko, znajdowało się na drewnianej szkatułce. Zobaczył, że namalowany był na niej jakiś wzór, prawdopodobnie dla ozdoby. Zaraz... namalowany? Seth zmrużył oczy i przyjrzał się temu uważniej. Na skrzynce ktoś wyskrobał otoczony drzewami domek, który stał przed jeziorem w górach.
- Da się je otworzyć? - odezwała się jego towarzyszka po paru minutach ciszy.
- Zawsze można spróbować. - powiedział pies. Zżerała go ciekawość, za którą w pewnym stopniu się obwiniał, lecz nie chciał tego okazywać. Spróbował podnieść przykrywkę pudełka, lecz na próżno - było zamknięte. Wykonał tą czynność ponownie, jednakże tym razem z większą siłą. Po kilkunastu nieudanych próbach zrezygnował.
- Chyba jednak się nie da. - westchnął. Obrzucił wyryty domek ponurym wzrokiem.
- Na pewno się da. - stwierdziła Brook. Zabrała się za otwieranie szkatułki. Jej też się nie udało. Była szczelnie zamknięta, co z pewnością nie było przypadkowe. - No dobra, może jednak nie.
Nagle piorun uderzył o ziemię.
- Znowu. - mruknął Seth. - Wygląda na to, że spędzimy tu jeszcze trochę czasu.
Wilczyca przytaknęła skinieniem głowy.
Ułożyli wszystkie rzeczy w jedno miejsce, dopiero później zaczęli ponownie je przeglądać. Znaleźli dwadzieścia cztery projekty jaskiń i nór, siedem fotografii oraz dwanaście rysunków. Niestety, spośród znalezionych przedmiotów rozpoznali tylko wspólną jaskinię Setha i Mayi oraz jedno zdjęcie. Niektóre zdjęcia były w kiepskim stanie wynikającym z upływu czasu.
- Wyglądasz na zdenerwowaną od początku naszego dzisiejszego spotkania. - zauważył owczarek i spojrzał pytająco na Brook. - Coś się stało? - spytał łagodnie.
Brook?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)