Przez chwilę ruda suczka nie wierzyła w to, co słyszy. Kilkakrotnie zamrugała oczyma, wpatrując się w wilczycę z niedowierzaniem. Nie taką Nageezi zapamiętała.
Wiedziała, że dawna Alfa nie zniknęła bez powodu. To, co przed chwilą jej powiedziała, pasowało do tego, co ona sobie wyobrażała. Nagle wszystko zaczęło się zgadzać. Po odejściu Hockey'a wilczyca została rzucona na głęboką wodę. Nawet nie miała wyboru. Po prostu została przywódczynią Sfory.
Another w podobny sposób niespodziewanie została Betą, ale to co innego. Poza tym ona miała Gerisa. Nageezi nie miała nikogo... albo nikogo nie chciała do siebie dopuścić.
Tollerka podniosła wzrok na samicę. Po czerwonej sierści zaczęły spływać pojedyncze łzy, odbijające słoneczne światło. Ten widok sprawił, że coś w niej pękło. Poczuła ukłucie w sercu, połączone z niezrozumiałym w tym momencie poczuciem winy. Nie mogła powiedzieć czegoś w rodzaju "nie ma sprawy". Nageezi by jej nie uwierzyła. Nie była naiwna.
Another wzięła głęboki wdech i po dłuższej chwili milczenia obu zabrała głos.
- Nageezi. - zwróciła się do samicy, a jej głos lekko zadrżał. Trochę obawiała się reakcji wilczycy, na którą patzyła wysoko zadzierając swoją głowę do góry. Była od niej dużo niższa. - Zawsze jesteś u nas mile widziana...
Chciała przez to przekazać, że mimo wszystko... wybacza.
Nageezi? Przepraszam, że takie krótkie, ale komputer mi się zepsuł. D:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Another. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Another. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
niedziela, 14 sierpnia 2016
Od Another - CD historii Nageezi
Delikatnie szumiący wiatr muskał sierść rudej tollerki, która tego słonecznego poranka, jak codzień, udała się na patrol granicy terytorium Sfory. Wyszła ze swojej jaskini, zostawiając ją pustą - jej partner rozpoczął pracę dużo wcześniej, podczas gdy ona jeszcze spała. Możliwe było też to, że został tam na noc i nawet tutaj nie wrócił. Nie mogła jednak tego wiedzieć. Ostatnio widywała się z nim rzadko. Ich spotkania były przelotne, najczęściej po prostu się ze sobą witali, a następnie każdy z nich szedł w swoją stronę. Zdarzało się również, że nawet nie mieli szansy, by zamienić ze sobą jakiekolwiek słowo. Geris, jako lekarz, a jednocześnie samiec Beta, miał bardzo dużo roboty, zresztą podobnie jak i Another. Walki trwały dalej, nie dało się ukryć, że z każdym dniem były coraz bardziej zaciekłe. Wydawało się, że to już koniec. Że niedługo Sfora wreszcie zazna spokoju.
A końca nie było widać.
Westchnęła głęboko, pogrążona we własnych myślach. Z tego zamyślenia o mało co nie wpadła na drzewo, które nagle stanęło jej na drodze. Ominęła je i poszła dalej, w kierunku granicy, ponownie zanurzając się w swoich przemyśleniach.
W najbliższym czasie czekał ją wybór, którego powinna dokonać już dawno. Mianowicie był to wybór przyszłej Bety. Problem braku przywódcy został już rozwiązany, ale to nie wystarczało. Jej dorosłe już szczeniaki musiały wreszcie zająć się czymś konkretnym, a nie żyć cały czas jako młode Bety, które ledwo co wypełniają swoje obowiązki. Wiele psów wymagała od nich tego, czego oczekiwała od pary zastępców, a to było dla nich za wiele.
Dziś została już tylko trójka. Another poczuła ukłucie w sercu na myśl o wydarzeniu, jakie miało miejsce niedawno. Po śmierci Missisipi i Black Abyss suczka nawet nie miała czasu, by się tym przejąć, co było przerażające. Stało się to tak nagle... a ona prawie że tego nie zauważyła. Nagle poczuła olbrzymi wstręt do samej siebie, jednocześnie nie wierząc, że była zdolna do czegoś takiego. Za bardzo poświęciła się swojej roli w Sforze, zapominając o wszystkim innym.
Zorientowała się, że dotarła do granic malowniczych terenów Sfory Psiego Głosu. Zatrzymała się i rozejrzała wokół. Miała w głowie całą trasę tego patrolu, wykonywała ten obowiązek bez większego zaangażowania, które przeszło jej po kilku miesiącach wykonywania go kilka razy dziennie. Zawsze pracowała dokładnie, lecz przestało to dla niej być tak interesujące, jak dawniej.
Tego dnia wyjątkowo postanowiła udać się poza granicę. Przekroczyła ją i znalazła się po drugiej stronie. Nabrała do płuc czystego powietrza, jakie było w tym lesie. Ruszyła dalej, aby sprawdzić, czy tam również wszystko jest w porządku. Poczuła wyjątkowo intensywny zapach krwi. Skierowała wzrok w stronę, z której dochodził. Dostrzegła martwą, częściowo rozszarpaną sarnę leżącą przy ścieżce. Burczenie w brzuchu przypomniało tollerce o tym, że od dwóch dni nic nie jadła. Nachyliła się do padliny, wciągając jej woń do swych nozdrzy. Zatopiła kły w nieżywej, aczkolwiek wciąż ciepłej zwierzynie. Smak krwi na języku pobudził jej zmysły do działania. Od razu się ożywiła. Głód sprawił, iż nie myślała, kto upolował tę sarnę.
Po zjedzeniu cudzej zdobyczy, poszła dalej. Las szumiał dookoła niej. Ten dźwięk był jej najstarszym wspomnieniem, co było dla niej dziwne, gdyż pochodziła z Wenecji. No cóż. Być może w tej kwestii jej pamięć zawodzi.
Wyszła na polanę pełną wysokiej trawy. Kiedy przez nią przechodziła, wystawała jej jedynie głowa. Zabawne uczucie.
Powinna chyba wracać, a przynajmniej tak jej się wydawało. Zaczęła się wycofywać, gdy nagle coś przykuło jej uwagę, sprawiając jednocześnie, że serce na chwilę jakby przestało bić. Była to czerwona plama. Another zmrużyła oczy, z niepokojem zdając sobie sprawę, że chyba poznaje tą czerwoną plamę.
Nageezi.
Nie, powiedziała sobie. To nie może być ona.
Odkąd była Alfa opuściła Sforę Psiego Głosu, ta niemalże się rozpadła. Była bardziej narażona na atak ze strony wilków. Niewiele brakowało, by po prostu została pokonana przez swoich wrogów. Jednakże wiara jej członków i wybór nowego Alfy, Horizona, sprawiła, że SPG podniosła się, gotowa stawić czoła wilkom.
To nie mogła być Nageezi.
Suczka próbowała samą siebie uspokoić, mimo że jej serce niemalże z niej wyskoczyło. Pamiętała, jak wilczyca obwieściła jej, że rezygnuje z dalszego bycia przywódcą. Nie było to przyjemne wspomnienie. Mogła nawet śmiało powiedzieć, że jedno z gorszych. Mimo tego wiedziała jedno: Nageezi nie opuściła Sfory bez powodu.
Niewiele myśląc nad swoim losem, Another ruszyła w jej stronę. Ruda, długonoga postać z każdym krokiem stawała się coraz bardziej wyraźna i rozwiewała wątpliwości suczki. Tollerka była bliska paniki. Coś podpowiadało jej, że nie będzie przez nią mile widziana.
Nageezi?
A końca nie było widać.
Westchnęła głęboko, pogrążona we własnych myślach. Z tego zamyślenia o mało co nie wpadła na drzewo, które nagle stanęło jej na drodze. Ominęła je i poszła dalej, w kierunku granicy, ponownie zanurzając się w swoich przemyśleniach.
W najbliższym czasie czekał ją wybór, którego powinna dokonać już dawno. Mianowicie był to wybór przyszłej Bety. Problem braku przywódcy został już rozwiązany, ale to nie wystarczało. Jej dorosłe już szczeniaki musiały wreszcie zająć się czymś konkretnym, a nie żyć cały czas jako młode Bety, które ledwo co wypełniają swoje obowiązki. Wiele psów wymagała od nich tego, czego oczekiwała od pary zastępców, a to było dla nich za wiele.
Dziś została już tylko trójka. Another poczuła ukłucie w sercu na myśl o wydarzeniu, jakie miało miejsce niedawno. Po śmierci Missisipi i Black Abyss suczka nawet nie miała czasu, by się tym przejąć, co było przerażające. Stało się to tak nagle... a ona prawie że tego nie zauważyła. Nagle poczuła olbrzymi wstręt do samej siebie, jednocześnie nie wierząc, że była zdolna do czegoś takiego. Za bardzo poświęciła się swojej roli w Sforze, zapominając o wszystkim innym.
Zorientowała się, że dotarła do granic malowniczych terenów Sfory Psiego Głosu. Zatrzymała się i rozejrzała wokół. Miała w głowie całą trasę tego patrolu, wykonywała ten obowiązek bez większego zaangażowania, które przeszło jej po kilku miesiącach wykonywania go kilka razy dziennie. Zawsze pracowała dokładnie, lecz przestało to dla niej być tak interesujące, jak dawniej.
Tego dnia wyjątkowo postanowiła udać się poza granicę. Przekroczyła ją i znalazła się po drugiej stronie. Nabrała do płuc czystego powietrza, jakie było w tym lesie. Ruszyła dalej, aby sprawdzić, czy tam również wszystko jest w porządku. Poczuła wyjątkowo intensywny zapach krwi. Skierowała wzrok w stronę, z której dochodził. Dostrzegła martwą, częściowo rozszarpaną sarnę leżącą przy ścieżce. Burczenie w brzuchu przypomniało tollerce o tym, że od dwóch dni nic nie jadła. Nachyliła się do padliny, wciągając jej woń do swych nozdrzy. Zatopiła kły w nieżywej, aczkolwiek wciąż ciepłej zwierzynie. Smak krwi na języku pobudził jej zmysły do działania. Od razu się ożywiła. Głód sprawił, iż nie myślała, kto upolował tę sarnę.
Po zjedzeniu cudzej zdobyczy, poszła dalej. Las szumiał dookoła niej. Ten dźwięk był jej najstarszym wspomnieniem, co było dla niej dziwne, gdyż pochodziła z Wenecji. No cóż. Być może w tej kwestii jej pamięć zawodzi.
Wyszła na polanę pełną wysokiej trawy. Kiedy przez nią przechodziła, wystawała jej jedynie głowa. Zabawne uczucie.
Powinna chyba wracać, a przynajmniej tak jej się wydawało. Zaczęła się wycofywać, gdy nagle coś przykuło jej uwagę, sprawiając jednocześnie, że serce na chwilę jakby przestało bić. Była to czerwona plama. Another zmrużyła oczy, z niepokojem zdając sobie sprawę, że chyba poznaje tą czerwoną plamę.
Nageezi.
Nie, powiedziała sobie. To nie może być ona.
Odkąd była Alfa opuściła Sforę Psiego Głosu, ta niemalże się rozpadła. Była bardziej narażona na atak ze strony wilków. Niewiele brakowało, by po prostu została pokonana przez swoich wrogów. Jednakże wiara jej członków i wybór nowego Alfy, Horizona, sprawiła, że SPG podniosła się, gotowa stawić czoła wilkom.
To nie mogła być Nageezi.
Suczka próbowała samą siebie uspokoić, mimo że jej serce niemalże z niej wyskoczyło. Pamiętała, jak wilczyca obwieściła jej, że rezygnuje z dalszego bycia przywódcą. Nie było to przyjemne wspomnienie. Mogła nawet śmiało powiedzieć, że jedno z gorszych. Mimo tego wiedziała jedno: Nageezi nie opuściła Sfory bez powodu.
Niewiele myśląc nad swoim losem, Another ruszyła w jej stronę. Ruda, długonoga postać z każdym krokiem stawała się coraz bardziej wyraźna i rozwiewała wątpliwości suczki. Tollerka była bliska paniki. Coś podpowiadało jej, że nie będzie przez nią mile widziana.
Nageezi?
niedziela, 19 czerwca 2016
Od Another - CD historii Sashy
Na początku nie rozpoznałam nowej suczki w Sforze. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to Sasha. Dołączyła tutaj niedawno.
- Cześć, Sasha. - uśmiechnęłam się lekko, tak, jak potrafiłam. Stanowisko, jakie obejmowałam już od dłuższego czasu, pozwoliło mi się otworzyć na innych. - Chętnie. - I tak nie miałam nic lepszego do roboty. Zdecydowanie wolałam pokazać tereny nowej członkini SPG niż po raz pięćdziesiąty okrążać Avendeer. Geris był zajęty, a moje szczeniaki, które są już dorosłe, chodzą tam, gdzie chcą, nawet nie wiem, gdzie.
Postanowiłam zacząć od mojego miejsca zamieszkania.
- No więc... - zaczęłam niepewnie. Dawno nikogo nie oprowadzałam. - To jest Fioletowa Rzeczka. Jest raczej płytka, ale też wystarczająco głęboka, by w razie upadku z jednej ze skał, nic sobie nie zrobić. - tłumaczyłam. - Bezpieczne miejsce dla szczeniąt.
Sasha mnie słuchała i wyglądała na zainteresowaną tym, co do niej mówiłam. Poczułam ulgę. Może nie przynudzałam tak, jak mi się wydawało.
Poszłyśmy dalej, przekraczając granicę sektoru, którym rządziłam. Po drodze pokazałam jej jeszcze Olimpusa, ale postanowiłam już tam nie wchodzić. Następnie opowiedziałam trochę o Drzewie Karea, Pyskowicach, aż w końcu wróciłyśmy z powrotem do Avendeer.
- A to Romantyczna Łąka. Dwójka moich szczeniąt tutaj mieszka. Easy i Niger. - opowiadałam. - Do nich też zawsze możesz się zwrócić o pomoc. - Szybko znalazłyśmy się przy Wodospadzie Rożka. Opowiedziałam o nim i o Rożku, który przyciągnął uwagę Sashy.
Minęłyśmy stado kuców na Końskiej Plaży, spotkałyśmy Missisipi przy Stawie Zakochanych. Sashy szczególnie przypadł do gustu Złoty Wodospad*. Byłyśmy jeszcze przy Odbiciu zimowym. Oprowadzanie po Avendeer zakończyłam na Mglistej Rzeczce.
- Tutaj nie jest zbyt bezpiecznie, dlatego mogą mieszkać tu tylko ci, którzy na to zasłużyli. - rzekłam.
- A ktoś na to zasłużył? - spytała Sasha.
- Na razie nikt. Z tego co wiem, nigdy nikt tutaj nie mieszkał, ale wiem, że niektórzy lubią tu przebywać. - odparłam.
Sasha? Nie opisałam wszystkich terenów, żeby nie wyczerpać tematu. ;p
*Tak mi się wydaje, bo w końcu tam zamieszkała.,..
- Cześć, Sasha. - uśmiechnęłam się lekko, tak, jak potrafiłam. Stanowisko, jakie obejmowałam już od dłuższego czasu, pozwoliło mi się otworzyć na innych. - Chętnie. - I tak nie miałam nic lepszego do roboty. Zdecydowanie wolałam pokazać tereny nowej członkini SPG niż po raz pięćdziesiąty okrążać Avendeer. Geris był zajęty, a moje szczeniaki, które są już dorosłe, chodzą tam, gdzie chcą, nawet nie wiem, gdzie.
Postanowiłam zacząć od mojego miejsca zamieszkania.
- No więc... - zaczęłam niepewnie. Dawno nikogo nie oprowadzałam. - To jest Fioletowa Rzeczka. Jest raczej płytka, ale też wystarczająco głęboka, by w razie upadku z jednej ze skał, nic sobie nie zrobić. - tłumaczyłam. - Bezpieczne miejsce dla szczeniąt.
Sasha mnie słuchała i wyglądała na zainteresowaną tym, co do niej mówiłam. Poczułam ulgę. Może nie przynudzałam tak, jak mi się wydawało.
Poszłyśmy dalej, przekraczając granicę sektoru, którym rządziłam. Po drodze pokazałam jej jeszcze Olimpusa, ale postanowiłam już tam nie wchodzić. Następnie opowiedziałam trochę o Drzewie Karea, Pyskowicach, aż w końcu wróciłyśmy z powrotem do Avendeer.
- A to Romantyczna Łąka. Dwójka moich szczeniąt tutaj mieszka. Easy i Niger. - opowiadałam. - Do nich też zawsze możesz się zwrócić o pomoc. - Szybko znalazłyśmy się przy Wodospadzie Rożka. Opowiedziałam o nim i o Rożku, który przyciągnął uwagę Sashy.
Minęłyśmy stado kuców na Końskiej Plaży, spotkałyśmy Missisipi przy Stawie Zakochanych. Sashy szczególnie przypadł do gustu Złoty Wodospad*. Byłyśmy jeszcze przy Odbiciu zimowym. Oprowadzanie po Avendeer zakończyłam na Mglistej Rzeczce.
- Tutaj nie jest zbyt bezpiecznie, dlatego mogą mieszkać tu tylko ci, którzy na to zasłużyli. - rzekłam.
- A ktoś na to zasłużył? - spytała Sasha.
- Na razie nikt. Z tego co wiem, nigdy nikt tutaj nie mieszkał, ale wiem, że niektórzy lubią tu przebywać. - odparłam.
Sasha? Nie opisałam wszystkich terenów, żeby nie wyczerpać tematu. ;p
*Tak mi się wydaje, bo w końcu tam zamieszkała.,..
niedziela, 15 listopada 2015
Od Another
Powoli zaczynam się budzić. Uchylam jedną powiekę, następnie otwieram oczy, a światło dociera do nich w błyskawicznym tempie. To wystarcza, żeby szybko mnie obudzić. Podnoszę głowę i rozglądam się dookoła. Ogarnia mnie zmęczenie na widok bałaganu panującego w mojej i Gerisa jaskini. Zimny powiew wiatru przedostaje się do środka.
Zdaję sobie sprawę z tego, że obok mnie nie ma mojego partnera. Pewnie jest już w pracy.
Podnoszę się z ziemi, ziewając jednocześnie. Bez zastanowienia wychodzę z jaskini. Od razu zostaję zasypana śniegiem, który sypał intensywnie tego poranka. Przykrył dosłownie całą okolicę.
Zmęczenie powraca, gdy dociera do mnie, ile jeszcze muszę zrobić. Codzienne chodzenie po sektorze Avendeer stało się rutyną, po pewnym czasie przestało mi przeszkadzać. Najgorsza jest świadomość, że jak najszybciej powinnam wybrać następce mnie i Gerisa. Wybieranie spośród własnych dzieci nie jest łatwe, już nie mówiąc o powadze tej decyzji. Jednak nie dało się ukryć, że jeden rok to nie jest wystarczający wiek, by zostać zastępcą Alfy. Sama zostałam postawiona w takiej sytuacji. Poradziłam sobie, lecz ciążyła na mnie ogromna odpowiedzialność, co nie dawało mi spokoju. Ale przynajmniej miałam Gerisa, który w tym czasie był dla mnie jedynym oparciem.
Nie zmieniało to jednak faktu, że nie chciałam obciążać żadnego z moich szczeniąt tak dużym obowiązkiem. Jednak nie dało się ukryć, że nie zależało to ode mnie i nie miałam wyboru.
Odkąd ja i Geris zostaliśmy parą, tak wiele się zmieniło. Nasza rodzina zaprzyjaźniła się z rodziną Alexa i Green Day. Ja i mój partner byliśmy w dobrych relacjach z nimi, a nasze szczeniaki już w wieku kilku tygodni znalazło przyjaciół. Niger i Roxolanne, Freiheit i Rafaello... Natomiast Easy i Devo zakochali się w sobie.
Uśmiecham się pod nosem. Mam nadzieję, że kiedyś zostaną szczęśliwą parą...
Kieruję się na Końską Plażę, w nadziei, że tam pobędę sama. Śnieg nie padał dziś w nocy, natomiast tego poranka opady towarzyszą mi odkąd tylko wyszłam na zewnątrz jaskini. Płatki śniegu pozostawiają białe plamki na mojej rudej sierści.
Kłusuję wzdłuż plaży, a fale niemalże dotykają moich łap. Rozglądam się dookoła. Nie przestaję być czujna. Nawet w tak pięknym miejscu jak Końska Plaża nie mogę czuć się bezpiecznie. Wilki od lat grasują nie tylko nad Mglistą Rzeczką. No właśnie, od lat... Tak wiele dni minęło, odkąd pierwszy raz zjawiłam się na terenach Sfory Psiego Głosu. Byłam wówczas szczeniakiem, który niewiele mógł zdziałać w obliczu zagrożenia, a mimo to Hockey, dawny Alfa, przyjął mnie do Sfory. Do dziś nie mogę uwierzyć w to, jak wiele zmieniło się w moim życiu, ze względu na mój błąd, jaki popełniłam jeszcze w Wenecji.
W pewnym stopniu cieszę się, że tamtego dnia zgubiłam się i nie odnalazłam drogi powrotnej. Kto wie, jak teraz wyglądałoby moje życie. Nie wiedziałabym, co to sfora. Nie poznałabym Gerisa. Nie byłabym Betą. Nie wychowywałabym szczeniąt.
Chyba nie byłabym tak szczęśliwa, jak tutaj.
Pozostawiam ślady łap na śniegu. Odwracam się za siebie i zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo niebezpieczną porą roku jest zima. A zwłaszcza wtedy, gdy dookoła wszędzie czyhają wilki, które tylko czekają na to, aż ktoś popełni nieodwracalny błąd.
Wydawało mi się, że śmierć Sam Sao rozwiąże sprawę. Niestety, nic z tego. Wilki z pewnością znalazły sobie nowego przywódcę, czego nie można powiedzieć o nas. Rezygnacja Nageezi znacząco wpłynęła na stan Sfory. Jesteśmy teraz tak łatwym celem... Prince'a nie widziałam od wielu miesięcu, nie mówiąc już o jego synu, Coffee'm. Co prawda nigdy nie znalałam Gamm zbyt dobrze, jednak wiedziałam, że w razie czego mogliby mnie zastąpić. Od śmierci Kasumi rozmawiałam z nimi tylko raz, gdy musiałam przekazać im informację dotyczącą rezygnacji Alfy.
Wzdycham cicho, po czym przyśpieszam kroku. Po chwili zaczynam biec, nie przestając rozglądać się wokół. Serce zaczyna mi bić szybciej. Odkąd znalazłam się na plaży, męczy mnie poczucie, że ktoś za mną idzie.
Zaczynam wariować, stwierdzam w myślach.
Zwalniam, z powrotem przechodząc do spokojnego tempa. Staram sie uspokoić oddech i wmówić sobie, że wszystko jest w porządku, chociaż sama nie jestem tego pewna. Wołanie, które rozlega się gdzieś z tyłu, wywołuje na mnie dreszcz.
- Another! - woła ktoś. Obracam się w tamtą stronę na dźwięk mojego imienia. Z przerażeniem uświadamiam sobie, że w moją stronę biegnie obcy pies. Spokojnie, powtarzam sobie w myślach. Skoro zna moje imię, powinien być ze Sfory.
- T-tak? - udaje mi się wymamrotać. Wypowiadam to słowo tak cicho, że pies mnie nie słyszy.
- Another! Jak dobrze, że jesteś. - Po wyrazie jego 'twarzy' bym tego nie powiedziała. - Słuchaj, mam pewną sprawę.
- Jaką? - Próbuję ukryć fakt, że nie mam pojęcia, kto przede mną stoi. Dziwnie czuję się, rozmawiając z kimś, kto zna moje imię, a ja jego nie. - Kim jesteś? - pytam z zakłopotaniem.
Może ktoś ma ochotę odpisać?
Kłusuję wzdłuż plaży, a fale niemalże dotykają moich łap. Rozglądam się dookoła. Nie przestaję być czujna. Nawet w tak pięknym miejscu jak Końska Plaża nie mogę czuć się bezpiecznie. Wilki od lat grasują nie tylko nad Mglistą Rzeczką. No właśnie, od lat... Tak wiele dni minęło, odkąd pierwszy raz zjawiłam się na terenach Sfory Psiego Głosu. Byłam wówczas szczeniakiem, który niewiele mógł zdziałać w obliczu zagrożenia, a mimo to Hockey, dawny Alfa, przyjął mnie do Sfory. Do dziś nie mogę uwierzyć w to, jak wiele zmieniło się w moim życiu, ze względu na mój błąd, jaki popełniłam jeszcze w Wenecji.
W pewnym stopniu cieszę się, że tamtego dnia zgubiłam się i nie odnalazłam drogi powrotnej. Kto wie, jak teraz wyglądałoby moje życie. Nie wiedziałabym, co to sfora. Nie poznałabym Gerisa. Nie byłabym Betą. Nie wychowywałabym szczeniąt.
Chyba nie byłabym tak szczęśliwa, jak tutaj.
Pozostawiam ślady łap na śniegu. Odwracam się za siebie i zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo niebezpieczną porą roku jest zima. A zwłaszcza wtedy, gdy dookoła wszędzie czyhają wilki, które tylko czekają na to, aż ktoś popełni nieodwracalny błąd.
Wydawało mi się, że śmierć Sam Sao rozwiąże sprawę. Niestety, nic z tego. Wilki z pewnością znalazły sobie nowego przywódcę, czego nie można powiedzieć o nas. Rezygnacja Nageezi znacząco wpłynęła na stan Sfory. Jesteśmy teraz tak łatwym celem... Prince'a nie widziałam od wielu miesięcu, nie mówiąc już o jego synu, Coffee'm. Co prawda nigdy nie znalałam Gamm zbyt dobrze, jednak wiedziałam, że w razie czego mogliby mnie zastąpić. Od śmierci Kasumi rozmawiałam z nimi tylko raz, gdy musiałam przekazać im informację dotyczącą rezygnacji Alfy.
Wzdycham cicho, po czym przyśpieszam kroku. Po chwili zaczynam biec, nie przestając rozglądać się wokół. Serce zaczyna mi bić szybciej. Odkąd znalazłam się na plaży, męczy mnie poczucie, że ktoś za mną idzie.
Zaczynam wariować, stwierdzam w myślach.
Zwalniam, z powrotem przechodząc do spokojnego tempa. Staram sie uspokoić oddech i wmówić sobie, że wszystko jest w porządku, chociaż sama nie jestem tego pewna. Wołanie, które rozlega się gdzieś z tyłu, wywołuje na mnie dreszcz.
- Another! - woła ktoś. Obracam się w tamtą stronę na dźwięk mojego imienia. Z przerażeniem uświadamiam sobie, że w moją stronę biegnie obcy pies. Spokojnie, powtarzam sobie w myślach. Skoro zna moje imię, powinien być ze Sfory.
- T-tak? - udaje mi się wymamrotać. Wypowiadam to słowo tak cicho, że pies mnie nie słyszy.
- Another! Jak dobrze, że jesteś. - Po wyrazie jego 'twarzy' bym tego nie powiedziała. - Słuchaj, mam pewną sprawę.
- Jaką? - Próbuję ukryć fakt, że nie mam pojęcia, kto przede mną stoi. Dziwnie czuję się, rozmawiając z kimś, kto zna moje imię, a ja jego nie. - Kim jesteś? - pytam z zakłopotaniem.
Może ktoś ma ochotę odpisać?
poniedziałek, 14 września 2015
Od Another - CD historii Nageezi
Jeszcze nigdy nie widziałam Alfy w takim stanie.
Wciąż leżę na ziemi, cała roztrzęsiona. Wiem, że to przecież Nageezi, lecz nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Ona chce... zrezygnować? Kto zajmie jej miejsce? Nagle zdaję sobie z czegoś sprawę. Jestem samicą Beta...
Kiedy szok powoli mija, udaje mi się otworzyć pysk i wyszeptać jedno słowo, ale nie dane jest mi dokończyć całej wypowiedzi.
- Ale... - zaczynam, jednak Nageezi skutecznie ucisza mnie warknięciem. Powoli wstaję. Nie mam wyboru, muszę poinformować resztę sfory o jej decyzji.
- Idź i powiedz im, że nie jestem Alfą! - wrzeszczy samica. - Nie jestem i nie będę!
Ledwo zauważalnie kiwam głową w odpowiedzi. Cofam się o kilka kroków, a ona odchyla uszy do tyłu i odsłania kły.
- JUŻ!
Już wcześniej widziałam Nageezi, lecz jej widok tym razem mnie przeraża. Pierwszy raz dostrzegam łzy w jej oczach. Coś mi mówi, że powinnam jak najszybciej zrobić to, co każe mi... była Alfa.
- Dobrze. - odpowiadam szeptem. Ale samica już biegnie w przeciwną stronę, w stronę lasu. Nie wiem, czy w ogóle mnie usłyszała.
Odwracam się i zmierzam do groty medyków. Tam znajdę Gerisa.
Odwracam się i zmierzam do groty medyków. Tam znajdę Gerisa.
Przez całą drogę zastanawiam się, po co w ogóle przechodziłam tamtą drogą. Wolałabym od kogoś dowiedzieć się o tym zdarzeniu niż sama o nim informować.
Hockey, czemu nas opuściłeś? powtarzam w myślach po raz setny.
Dawny samiec Alfa by się tutaj przydał. Nie znałam go dobrze, jednakże to na niego trafiłam, gdy pierwszy dotarłam na tereny Sfory Psiego Głosu. To on zaproponował mi dołączenie tutaj. Sama nie wiem, kiedy ostatni raz go zobaczyłam. Chyba kilka dni przed wieczorem, kiedy Geris powiedział mi, że teraz jesteśmy parą Beta. Od tej chwili niewiele się zmieniło. Wojna nadal trwa, wilki się nie wycofują. Podobno Sam Sao nie żyje, ale nigdy nic nie wiadomo.
Pogrążam się w ponurych rozmyślaniach, kłusując przez krótki odcinek w lesie. Kiedy wreszcie znajduję się przed dużą polaną, zaczynam biec. Jaskinia jest na drugim końcu.
Wieje silny wiatr, a po niebie krążą chmury deszczowe, zza których nie wydostaje się ani jeden promień słońca. Zapowiada się na burzę lub przynajmniej porządną ulewę.
Wpadam do środka groty, prawie zderzając się z jednym z lekarzy.
- Alex... - Siadam przy ścianie i opieram się o nią. Dopiero teraz zauważam, jak bardzo zmęczył mnie bieg przez długą odległość.
- Cześć, Another. - odzywa się lekarz. - Co cię tu sprowadza?
- Jest tutaj Geris? - rozglądam się niepewnie.
Pies kręci głową.
- Nie. Jest na sali operacyjnej. - odpowiada. Widząc przerażenie malujące się na moim pysku, dodaje: - Jeden z wojowników został ciężko ranny. Operacja była konieczna... - wzdycha cicho. - Chcesz porozmawiać z Gerisem? Mogę mu później przekazać, że tu byłaś.
- To ważna sprawa... Nie mogę dłużej czekać. - Moje serce bije szybciej na samo wspomnienie chwili, w której Nageezi obwieściła, że już nie chce dłużej być Alfą. Ja byłam jej zastępczynią. I co teraz?
- A co się stało? - pyta border, ściszając głos.
Głośno wypuszczam powietrze z płuc, myśląc nad odpowiedzią. Nie wiem, jak mam się do tego zabrać i jak wytłumaczyć całą sprawę Alexowi.
- Posłuchaj... - szepczę. Alex nachyla się do mnie, by lepiej słyszeć, co do niego mówię. - Jak dobrze wiesz, Nageezi jest... była Alfą...
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że... - zaczyna pies.
- Nie. - odpowiadam szybko. - Ona żyje.
- Więc co się stało? - mruży oczy, najwyraźniej trochę się niecierpliwiąc.
- Już nie będzie Alfą. Zrezygnowała.
Alex otwiera szerzej oczy.
- Jak to? Dlaczego? - dziwi się, wciąż trawiąc tą informację.
- Nie wiem. - spuszczam wzrok i milknę.
Kilka sekund ciszy włącza się do naszej rozmowy.
- Czy ktoś już wie? - szepcze border collie.
- Na razie tylko my. - mruczę.
Kiwa głową, już nic nie mówiąc. Wygląda, jakby o całej sytuacji myślał tyle, co ja przez ostatnie pół godziny. Dopiero gdy Robin przyprowadza do jaskini suczkę z zakrwawioną sierścią i najwyraźniej połamanymi łapami, odzywa się do mnie:
- Muszę wracać do pracy.
- Do zobaczenia. - próbuję się uśmiechnąć, ale chyba nie wychodzi.
- Pa. - rzuca, jednocześnie idąc w stronę rannej.
Wychodzę z jaskini. Nie chcę dłużej tam przebywać. Sam widok tak dużej ilości rannych i chorych, ze wzrokiem utkwionym we mnie, błagającym o pomoc, jest nie do zniesienia.
Idę w kierunku sektoru Avendeer. Może po drodze znajdę Prince'a lub jego syna, Coffee'ego. Przynajmniej jeden z nich, najlepiej ten pierwszy, gdyż jest samcem Gamma, powinien wiedzieć o tym, co zaszło.
Dopiero teraz zaczynam odczuwać ból. Najwyraźniej z powodu tak dużego szoku niczego nie czułam. Nic dziwnego, była Alfa jest ode mnie dużo wyższa, a co za tym idzie, prawdopodobnie o wiele silniejsza.
Przyglądam się swojemu odbiciu w kałuży, która pozostała wczorajszym deszczu. Na mojej sierści zostały ślady łap utworzone przez błoto. Po moim pysku spływa strużka krwi, a łapa jest lekko opuchnięta.
Podchodzę do najbliższego drzewa i opieram o nie czoło. Chociaż na chwilę chcę przestać myśleć o wszystkim.
Nageezi? A może ktoś jeszcze?
Hockey, czemu nas opuściłeś? powtarzam w myślach po raz setny.
Dawny samiec Alfa by się tutaj przydał. Nie znałam go dobrze, jednakże to na niego trafiłam, gdy pierwszy dotarłam na tereny Sfory Psiego Głosu. To on zaproponował mi dołączenie tutaj. Sama nie wiem, kiedy ostatni raz go zobaczyłam. Chyba kilka dni przed wieczorem, kiedy Geris powiedział mi, że teraz jesteśmy parą Beta. Od tej chwili niewiele się zmieniło. Wojna nadal trwa, wilki się nie wycofują. Podobno Sam Sao nie żyje, ale nigdy nic nie wiadomo.
Pogrążam się w ponurych rozmyślaniach, kłusując przez krótki odcinek w lesie. Kiedy wreszcie znajduję się przed dużą polaną, zaczynam biec. Jaskinia jest na drugim końcu.
Wieje silny wiatr, a po niebie krążą chmury deszczowe, zza których nie wydostaje się ani jeden promień słońca. Zapowiada się na burzę lub przynajmniej porządną ulewę.
Wpadam do środka groty, prawie zderzając się z jednym z lekarzy.
- Alex... - Siadam przy ścianie i opieram się o nią. Dopiero teraz zauważam, jak bardzo zmęczył mnie bieg przez długą odległość.
- Cześć, Another. - odzywa się lekarz. - Co cię tu sprowadza?
- Jest tutaj Geris? - rozglądam się niepewnie.
Pies kręci głową.
- Nie. Jest na sali operacyjnej. - odpowiada. Widząc przerażenie malujące się na moim pysku, dodaje: - Jeden z wojowników został ciężko ranny. Operacja była konieczna... - wzdycha cicho. - Chcesz porozmawiać z Gerisem? Mogę mu później przekazać, że tu byłaś.
- To ważna sprawa... Nie mogę dłużej czekać. - Moje serce bije szybciej na samo wspomnienie chwili, w której Nageezi obwieściła, że już nie chce dłużej być Alfą. Ja byłam jej zastępczynią. I co teraz?
- A co się stało? - pyta border, ściszając głos.
Głośno wypuszczam powietrze z płuc, myśląc nad odpowiedzią. Nie wiem, jak mam się do tego zabrać i jak wytłumaczyć całą sprawę Alexowi.
- Posłuchaj... - szepczę. Alex nachyla się do mnie, by lepiej słyszeć, co do niego mówię. - Jak dobrze wiesz, Nageezi jest... była Alfą...
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że... - zaczyna pies.
- Nie. - odpowiadam szybko. - Ona żyje.
- Więc co się stało? - mruży oczy, najwyraźniej trochę się niecierpliwiąc.
- Już nie będzie Alfą. Zrezygnowała.
Alex otwiera szerzej oczy.
- Jak to? Dlaczego? - dziwi się, wciąż trawiąc tą informację.
- Nie wiem. - spuszczam wzrok i milknę.
Kilka sekund ciszy włącza się do naszej rozmowy.
- Czy ktoś już wie? - szepcze border collie.
- Na razie tylko my. - mruczę.
Kiwa głową, już nic nie mówiąc. Wygląda, jakby o całej sytuacji myślał tyle, co ja przez ostatnie pół godziny. Dopiero gdy Robin przyprowadza do jaskini suczkę z zakrwawioną sierścią i najwyraźniej połamanymi łapami, odzywa się do mnie:
- Muszę wracać do pracy.
- Do zobaczenia. - próbuję się uśmiechnąć, ale chyba nie wychodzi.
- Pa. - rzuca, jednocześnie idąc w stronę rannej.
Wychodzę z jaskini. Nie chcę dłużej tam przebywać. Sam widok tak dużej ilości rannych i chorych, ze wzrokiem utkwionym we mnie, błagającym o pomoc, jest nie do zniesienia.
Idę w kierunku sektoru Avendeer. Może po drodze znajdę Prince'a lub jego syna, Coffee'ego. Przynajmniej jeden z nich, najlepiej ten pierwszy, gdyż jest samcem Gamma, powinien wiedzieć o tym, co zaszło.
Dopiero teraz zaczynam odczuwać ból. Najwyraźniej z powodu tak dużego szoku niczego nie czułam. Nic dziwnego, była Alfa jest ode mnie dużo wyższa, a co za tym idzie, prawdopodobnie o wiele silniejsza.
Przyglądam się swojemu odbiciu w kałuży, która pozostała wczorajszym deszczu. Na mojej sierści zostały ślady łap utworzone przez błoto. Po moim pysku spływa strużka krwi, a łapa jest lekko opuchnięta.
Podchodzę do najbliższego drzewa i opieram o nie czoło. Chociaż na chwilę chcę przestać myśleć o wszystkim.
Nageezi? A może ktoś jeszcze?
wtorek, 4 sierpnia 2015
Another urodziła!
Z niedużym opóźnieniem na świat przyszły szczeniaki Another i Gerisa!

Imię: Jej pełne imię brzmi Freiheit, lecz prawie wszyscy mówią do niej Frei.

Imię: Jej pełne imię brzmi Freiheit, lecz prawie wszyscy mówią do niej Frei.
Płeć: Suczka
Wiek: Kilka tygodni
Rasa: Mieszaniec nova scotia duck tolling retrievera i border collie
Głos: -
Stanowisko: Na razie za młoda, lecz poważnie zastanawia się nad pozycją mordercy.
Partner: Frei nie potrafi kochać. Nie przywiązuje się do nikogo.
Młode: Z jej matczyną miłością może być kiepsko.
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Missisipi, Black Abyss, Easy
° Brat - Niger
Urodziny: 18 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Niezależna. Nie przywiązuje się do nikogo, potrafi radzić sobie sama, bez niczyjej pomocy. Typ buntowniczki. Przytakuje, a mimo to robi swoje. Nienawidzi słuchać rozkazów.
Na codzień pewna siebie. Lubi towarzystwo, lecz dusi się przy zbyt dużej liczbie psów. Potrafi być miła, jeśli się postara. Raz na jakiś czas musi zniknąć i udać się w niedługą, kilkugodzinną podróż. Wówczas nie zostawia żadnych wskazówek, nie chce, by ją odnaleziono.
Często ładuje się tam, gdzie nie trzeba, przez co pakuje się w tarapaty, ponieważ chce, by w jej życiu coś się działo. Nie znosi rutyny, uwielbia adrenalinę. Gotowa zaryzykować życie, by spróbować czegoś ekstremalnego. Najgrzeczniejszą z rodzeństwa to ona raczej nie jest, ma trochę na sumieniu.
Historia: Urodziła się w Sforze Psiego Głosu Forever jako córka Bet - tollerki Another i bordera o imieniu Geris. Wówczas trwała wojna z wrogą watahą wilków. Nie ciągnie jej do władzy, nie chce zostać wybrana na przyszłą zastępczynię. I chociaż często znika, zawsze tutaj wraca i raczej nie odejdzie.
Na codzień pewna siebie. Lubi towarzystwo, lecz dusi się przy zbyt dużej liczbie psów. Potrafi być miła, jeśli się postara. Raz na jakiś czas musi zniknąć i udać się w niedługą, kilkugodzinną podróż. Wówczas nie zostawia żadnych wskazówek, nie chce, by ją odnaleziono.
Często ładuje się tam, gdzie nie trzeba, przez co pakuje się w tarapaty, ponieważ chce, by w jej życiu coś się działo. Nie znosi rutyny, uwielbia adrenalinę. Gotowa zaryzykować życie, by spróbować czegoś ekstremalnego. Najgrzeczniejszą z rodzeństwa to ona raczej nie jest, ma trochę na sumieniu.
Historia: Urodziła się w Sforze Psiego Głosu Forever jako córka Bet - tollerki Another i bordera o imieniu Geris. Wówczas trwała wojna z wrogą watahą wilków. Nie ciągnie jej do władzy, nie chce zostać wybrana na przyszłą zastępczynię. I chociaż często znika, zawsze tutaj wraca i raczej nie odejdzie.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

Imię: Missisipi
Płeć: Suczka
Wiek: Kilka tygodni
Rasa: Mieszaniec nova scotia duck tolling retrievera i border collie
Głos: -
Stanowisko: Chciałaby kiedyś zostać Betą...
Partner: Na razie woli z tym poczekać...
Młode: Nie... Lepiej nie.
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Black Abyss, Easy
° Brat - Niger
Urodziny: 18 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Missisipi to twarda i niezależna suczka. Nie pozwala nikomu sobie w kaszę dmuchać. Potrafi podporządkować sobie nawet Freiheit. Dobrze czuje się w roli dowódcy. Stara się wyróżniać na tle rodzeństwa, by kiedyś zostać wybrana na samicę Beta. Ostra, rzadko lituje się nad kimkolwiek. Nie jest zbyt wylewna, nie lubi się zwierzać.
Nie znaczy to jednak, że zawsze trzyma się na uboczu i nie chce z nikim rozmawiać, skądże. Ona potrafi być nawet miła, jeśli tylko chce. Chętnie zawiera nowe znajomości, lecz ma spore problemy z pocieszaniem innych. Przez inne psy często jest postrzegana jako osoba niedelikatna, ponieważ do bycia empatyczną trochę jej brakuje, lecz pracuje nad tym. Jej marzenie o byciu Betą nie jest jedynie dziecięcym marzeniem, wręcz przeciwnie. Dlatego stara się trochę zmienić.
Nieprzewidywalna. Jej próby okazywania sympatii zakłócają kształtowanie trwałego charakteru. Nie zawsze zachowanie Missisipi zależy to od tego, jak zostanie potraktowana. Czasem w trakcie rozmowy daje sprzeczne sygnały.
Nie znaczy to jednak, że zawsze trzyma się na uboczu i nie chce z nikim rozmawiać, skądże. Ona potrafi być nawet miła, jeśli tylko chce. Chętnie zawiera nowe znajomości, lecz ma spore problemy z pocieszaniem innych. Przez inne psy często jest postrzegana jako osoba niedelikatna, ponieważ do bycia empatyczną trochę jej brakuje, lecz pracuje nad tym. Jej marzenie o byciu Betą nie jest jedynie dziecięcym marzeniem, wręcz przeciwnie. Dlatego stara się trochę zmienić.
Nieprzewidywalna. Jej próby okazywania sympatii zakłócają kształtowanie trwałego charakteru. Nie zawsze zachowanie Missisipi zależy to od tego, jak zostanie potraktowana. Czasem w trakcie rozmowy daje sprzeczne sygnały.
Historia: Missisipi przyszła na świat tutaj, w Sforze Psiego Głosu Forever. Jest córką Bet, Another i Gerisa, i chciałaby kiedyś zostać samicą Beta. Po jej charakterze trudno domyślić się, że urodziła się w trakcie wojny.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

Imię: Black Abyss
Płeć: Suczka
Wiek: Kilka tygodni
Rasa: Mieszaniec nova scotia duck tolling retrievera i border collie
Głos: -
Stanowisko: Za młoda, zastanawia się nad czymś związanym z medycyną.
Partner: Boi się miłości.
Młode: Nie zapanowałaby nad szczeniakami...
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Missisipi, Easy
° Brat - Niger
Urodziny: 18 dzień jesieni
Cechy: Black Abyss jest przede wszystkim bardzo tajemnicza i skryta. Nigdy nie okazuje po sobie emocji, zawsze zwraca się do innych tym samym tonem. Nie uśmiecha się, nie płacze. Po jej zachowaniu ciężko odczytać, co naprawdę czuje.
Nikomu się nie zwierza. Nie potrafi komuś zaufać i przywiązać się do niego. Nie zna słowa 'miłość' ani jego znaczenia. Strachliwa. Nie lubi ryzyka, preferuje nudę i rutynę. Perfekcjonistka. W jej otoczeniu wszystko musi być idealne.
Wiele psów ma ją za wariatkę. Trudno się temu dziwić... Abyss często mówi do siebie, rozmawia ze sobą, a nawet podśpiewuje sobie coś smutnego.
Typ samotnika, trzyma się z dala od innych.
Wiele psów ma ją za wariatkę. Trudno się temu dziwić... Abyss często mówi do siebie, rozmawia ze sobą, a nawet podśpiewuje sobie coś smutnego.
Typ samotnika, trzyma się z dala od innych.
Historia: Przyszła na świat, kiedy trwała wojna pomiędzy Sforą Psiego Głosu, a Watahą Braterskiej Krwi, co znacznie wpłynęło na jej charakter. Jest córką Bet, Another i Gerisa, lecz mimo to często pozostaje niezauważona. Większość nawet nie wie o jej istnieniu. Black Abyss może by odeszła, lecz boi się tego, co może spotkać ją poza terenami SPG...
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

Imię: Easy
Płeć: Suczka
Wiek: Kilka tygodni
Rasa: Mieszaniec tollera i border collie
Głos: -
Stanowisko: Jeszcze o tym nie myśli.
Partner: Chciałaby się zakochać.
Młode: Może kiedyś... Na razie sama jest młoda.
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Missisipi, Black Abyss
° Brat - Niger
Urodziny: 18 dzień jesieni
Cechy: Z pyska Easy nie znika uśmiech. Jest optymistką, która potrafi cieszyć się każdym dniem i we wszystkich znaleźć pozytywną stronę. Wesoła i przyjacielska. Bardzo chętnie zawiera nowe znajomości, jest miła dla każdego, nawet dla tych, którzy nie okazują jej sympatii.
Zawsze chętna do pomocy, nie odpuszcza, dopóki nie znajdzie rozwiązania. Niestety, pomimo tylu pozytywnych cech nie nadałaby się na Betę, gdyż jej optymizm przeszedł granice głupoty i naiwności. Łatwo ją wykorzystać, ponieważ potrafi zaufać każdej osobie.
Zawsze chętna do pomocy, nie odpuszcza, dopóki nie znajdzie rozwiązania. Niestety, pomimo tylu pozytywnych cech nie nadałaby się na Betę, gdyż jej optymizm przeszedł granice głupoty i naiwności. Łatwo ją wykorzystać, ponieważ potrafi zaufać każdej osobie.
Historia: Easy urodziła się w SPG Forever jako córka Bet, Another i Gerisa. W tym czasie trwała wojna z Watahą Braterskiej Krwi, lecz po niej nie widać niczego, co mogłoby ją z tego powodu zmienić. Ma zamiar tutaj zostać.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15


Imię: Niger
Płeć: Pies
Wiek: Kilka tygodni
Rasa: Mieszaniec tollera i border collie
Głos: -
Stanowisko: Ma jeszcze duuuuużo czasu.
Partner: Pożyjemy, zobaczymy.
Młode: Chyba jakiś żart...
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Missisipi, Black Abyss, Easy
Urodziny: 18 dzień jesieni
Cechy: Ironiczny i sarkastyczny szczeniak, który nie boi się mówić tego, co myśli. Prawie zawsze wali prosto z mostu to, co ma do powiedzenia, nie licząc się z konsekwencjami. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Niger potrafi wyczuć, kiedy jego słowa mogą być niestosowne do sytuacji. To mądry i inteligentny pies, który łatwo się uczy, chętnie poszerza swoją wiedzę na różne tematy.
Dla suczek jest miły i uprzejmy, lecz tylko przy dobrze mu znanych jest w pełni sobą. Jednak nie przy każdym psie umie zapanować nad swoimi emocjami. Bywa, że rozpoczyna walkę, gdy ktoś go naprawdę zirytuje, lecz zazwyczaj stara się zapanować nad sobą. Nie jest tchórzem, nigdy nie bije suczek.
Raczej nie zależy mu na władzy, lecz od biedy mógłby poradzić sobie na wysokim stanowisku.
Dla suczek jest miły i uprzejmy, lecz tylko przy dobrze mu znanych jest w pełni sobą. Jednak nie przy każdym psie umie zapanować nad swoimi emocjami. Bywa, że rozpoczyna walkę, gdy ktoś go naprawdę zirytuje, lecz zazwyczaj stara się zapanować nad sobą. Nie jest tchórzem, nigdy nie bije suczek.
Raczej nie zależy mu na władzy, lecz od biedy mógłby poradzić sobie na wysokim stanowisku.
Historia: Przyszedł na świat w czasie wojny jako syn Another i Gerisa - pary Beta w Sforze Psiego Głosu.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15
środa, 29 lipca 2015
Another jest w ciąży!
Matka: Another
Ojciec: Geris
Liczba szczeniąt: 5 (4 suczki, 1 pies)
Rasa szczeniąt: mieszańce border collie i nova scotia duck tolling retrievera (2 retrieverowate, 3 borderowate)
Data narodzin: 01.08.-03.08.2015
Lekarz prowadzący: Alex
Od Another
Another od kilkunastu minut siedziała w jednym miejscu, nie poruszając się. Zamarła, gdy usłyszała słowa lekarza i nawet nie zauważyła, że wyszedł. Wypowiedziane przez Alexa zdanie naprawdę nią wstrząsnęło.
Zaczęło się od tego, że rano źle się poczuła w czasie patrolu. Na Romantycznej Łące, jednym z terenów sektora Avendeer, wszystko było jak zwykle. Cisza, spokój, jakaś para - chichocząca suczkę i pies szepczący jej coś do ucha. Nic nowego ani zaskakującego.
Nawet nie przypuszczała, że zwykłe złe samopoczucie może być czymś poważnym, lecz na wszelki wypadek wolała to sprawdzić. Nie chciała martwić tym Gerisa. Udała się więc do Alexa, którego niedawno poznała na ognisku zorganizowanym przez Brook. W tej chwili border nie miał żadnego pacjenta na głowie. Był jedynym obecnym w tej grocie, który choć na chwilę nie miał niczego na głowie.
Suczka nawet się nie denerwowała. Sądziła, że usłyszy coś w rodzaju 'Another, to nic poważnego. Zwykłe przemęczenie' i zobaczy uśmiech na pysku lekarza.
Myliła się.
Okazało się, że była w ciąży.
Wydobyła z siebie zmuszony jęk. Jakiś czas temu została Betą. Wiedziała, że ona i jej partner się do tego nie nadają. Jednak po jakimś czasie pogodził się z tym. Nawet zaczęło jej to odpowiadać.
A teraz miała wychować szczeniaki.
Usiadła i odetchnęła głęboko. Na próżno usiłowała wmówić sobie, że wszystko będzie dobrze. Zastanowiła się, kogo ona chce oszukać. Przecież nic nie będzie dobrze. Ani ona, ani Gerisa nie mieli bladego pojęcia o wychowywaniu szczeniąt.
Następną rzeczą, która wywoływała lęk u Another, była liczba szczeniąt. A co, jeśli będzie ich dwanaście? Słyszała, że Courage miała tyle młodych. Albo jeszcze gorzej - trzynaście. Właściwie to tollerka nie chciała, by było ich więcej niż cztery. Nie dałaby sobie z nimi rady. Zawsze stawiała czoła wyzwaniom, lecz w tym przypadku najchętniej by się poddała.
To uczucie szybko minęło i Another miała wyrzuty sumienia dlatego, że w ogóle tak pomyślała. Jeszcze nigdy się nie poddała. Nie mogła się załamać. Stało się, nic na to nie poradzi.
Mimo to wizja rozwrzeszczonych kuleczek krzątających się po jaskini ją przerażała. Obawiała się również tego, że mogą urodzić się martwe...
- Another? - usłyszała czyiś głos. Uniosła wzrok i zobaczyła znajomego border. Gerisa. - Wszystko w porządku?
Nie odpowiedziała. Nie było takiej potrzeby, przecież oboje znali odpowiedź na to pytanie.
- Już wiesz, prawda? - spytała cicho.
Pies pokiwał głową.
Objął ją łapą, a ona wtuliła się w jego miękką sierść. Odkąd go poznała, czuła się przy nim bezpieczna.
Do środka wszedł Alex.
- Nie chcę przeszkadzać, ale muszę ją zbadać. - powiedział.
- Poradzimy sobie z nimi. - wyszeptała Another do ukochanego, mając na myśli szczeniaki. - Prawda?
- Oczywiście. - odrzekł równie cicho. Następnie wyszedł.
Dwa tygodnie później okazało się, że Another miała spodziewać się pięciu młodych. Pięć, pomyślała, gdy usłyszała tą liczbę od Alexa. Nie najgorzej.
Poradziła sobie z obejmowaniem posady samicy Beta. Była już prawie pewna, że uda jej się również wychowanie szczeniąt. Co z tego, że nigdy w życiu nawet nie pilnowała jednego, chociaż na pięć minut?
Zaczęło się od tego, że rano źle się poczuła w czasie patrolu. Na Romantycznej Łące, jednym z terenów sektora Avendeer, wszystko było jak zwykle. Cisza, spokój, jakaś para - chichocząca suczkę i pies szepczący jej coś do ucha. Nic nowego ani zaskakującego.
Nawet nie przypuszczała, że zwykłe złe samopoczucie może być czymś poważnym, lecz na wszelki wypadek wolała to sprawdzić. Nie chciała martwić tym Gerisa. Udała się więc do Alexa, którego niedawno poznała na ognisku zorganizowanym przez Brook. W tej chwili border nie miał żadnego pacjenta na głowie. Był jedynym obecnym w tej grocie, który choć na chwilę nie miał niczego na głowie.
Suczka nawet się nie denerwowała. Sądziła, że usłyszy coś w rodzaju 'Another, to nic poważnego. Zwykłe przemęczenie' i zobaczy uśmiech na pysku lekarza.
Myliła się.
Okazało się, że była w ciąży.
Wydobyła z siebie zmuszony jęk. Jakiś czas temu została Betą. Wiedziała, że ona i jej partner się do tego nie nadają. Jednak po jakimś czasie pogodził się z tym. Nawet zaczęło jej to odpowiadać.
A teraz miała wychować szczeniaki.
Usiadła i odetchnęła głęboko. Na próżno usiłowała wmówić sobie, że wszystko będzie dobrze. Zastanowiła się, kogo ona chce oszukać. Przecież nic nie będzie dobrze. Ani ona, ani Gerisa nie mieli bladego pojęcia o wychowywaniu szczeniąt.
Następną rzeczą, która wywoływała lęk u Another, była liczba szczeniąt. A co, jeśli będzie ich dwanaście? Słyszała, że Courage miała tyle młodych. Albo jeszcze gorzej - trzynaście. Właściwie to tollerka nie chciała, by było ich więcej niż cztery. Nie dałaby sobie z nimi rady. Zawsze stawiała czoła wyzwaniom, lecz w tym przypadku najchętniej by się poddała.
To uczucie szybko minęło i Another miała wyrzuty sumienia dlatego, że w ogóle tak pomyślała. Jeszcze nigdy się nie poddała. Nie mogła się załamać. Stało się, nic na to nie poradzi.
Mimo to wizja rozwrzeszczonych kuleczek krzątających się po jaskini ją przerażała. Obawiała się również tego, że mogą urodzić się martwe...
- Another? - usłyszała czyiś głos. Uniosła wzrok i zobaczyła znajomego border. Gerisa. - Wszystko w porządku?
Nie odpowiedziała. Nie było takiej potrzeby, przecież oboje znali odpowiedź na to pytanie.
- Już wiesz, prawda? - spytała cicho.
Pies pokiwał głową.
Objął ją łapą, a ona wtuliła się w jego miękką sierść. Odkąd go poznała, czuła się przy nim bezpieczna.
Do środka wszedł Alex.
- Nie chcę przeszkadzać, ale muszę ją zbadać. - powiedział.
- Poradzimy sobie z nimi. - wyszeptała Another do ukochanego, mając na myśli szczeniaki. - Prawda?
- Oczywiście. - odrzekł równie cicho. Następnie wyszedł.
Dwa tygodnie później okazało się, że Another miała spodziewać się pięciu młodych. Pięć, pomyślała, gdy usłyszała tą liczbę od Alexa. Nie najgorzej.
Poradziła sobie z obejmowaniem posady samicy Beta. Była już prawie pewna, że uda jej się również wychowanie szczeniąt. Co z tego, że nigdy w życiu nawet nie pilnowała jednego, chociaż na pięć minut?
sobota, 9 maja 2015
Od Another - CD historii Vexona
Przyglądam się uważnie przybyszowi. Jest dużo wyższy ode mnie, muszę zadzierać łeb, by móc patrzeć mu prosto w oczy, które przepełnione są czymś, czego nie umiem nazwać. Owczarek mruczy coś pod nosem, niewiele mogę zrozumieć. Obija mi się o uszy jedynie imię naszego dowódcy wojsk, nic więcej.
- Co tu robisz? - pytam niepewnie po chwili. Od razu tego żałuję. Takie pytania mogę świadczyć o mojej niecierpliwości lub nawet wzbudzać podejrzenia.
- A tak sobie... wędruję. - odpowiada wymijająco. Nie pytam o szczegóły, brakuje mi do tego śmiałości. Zresztą wolę tego nie robić.
Spuszczam wzrok.
- A ty co tu robisz? - odzywa się pies. Potrzebuję kilku sekund, aby zrozumieć jego pytanie. Niewiele brakowało, bym spytała, czy to o mnie chodzi. Zastanawiam się, czy naszą wymianę zdań można nazwać rozmową. Nie jestem przyzwyczajona do rozmów z innymi. Odkąd dołączyłam do Sfory Psiego Głosu Forever, spotkałam jedynie Gerisa, Hockey'a, Rosso i Rozę. Jedynie z tym pierwszym zobaczyłam się ponownie. Nie umiem rozpoznać członków Sfory. Widuję ich niemalże codziennie, co nie znaczy, że zamieniam z nimi choć jedno słowo.
I pomyśleć, że ja zostałam samicą Beta.
I pomyśleć, że ja zostałam samicą Beta.
- Yyy... aa... ja... ee... - mamroczę. Czyżbym utraciła zdolność mówienia? - Patroluję okolice. Jestem strażnikiem granicznym. - Na szczęście nie. Nie wiem, jakbym się później z tego wytłumaczyła. - Mam na imię Another. - dodaję. - A ty?
- Vexon. - odpowiada prawie że niechętnie. Nie chcę jednak oceniać go od razu, gdyż z własnego doświadczenia wiem, że są tacy, którzy mogą otworzyć się dopiero po jakimś czasie. Jako przykład mogę dać samą siebie.
- Ładnie. - stwierdzam tak cichutko, że prawdopodownie w ogóle mnie nie słychać. Już jako szczeniak miałam spory problem z mówieniem głośno. Od tego czasu wiele się nie zmieniło. No cóż, bywa.
- Nie rozpoznałem cię. Długo jesteś w Sforze Psiego Głosu? Bo na pewno jesteś, co nie? - unosi "brew".
- Tak. - kiwam głową, po czym gwałtownie nią kręcę. - To znaczy nie. Jestem w Sforze, ale... Nie aż tak długo, niewiele ponad rok. - Zdaję sobie sprawę z tego, że zaprezentowałam się jako mało zdecydowana Another... czyli ta prawdziwa. Chyba nie powinnam taka być.
- Em... Another, jesteś tu? - odzywa się Vexon, machając mi łapą przed oczami.
- Tak... Co się stało? - pytam.
- Nie odzywałaś się przez parę minut, a zadałem ci pytanie. - mówi.
Spuszczam wzrok.
- Jakie?
- Pytałem, kiedy ostatnio widziałaś tu jakiegoś wilka. - wzdycha cicho, lecz wydaje mi się, że nie jest to oznaka zniecierpliwienia.
- Dzisiaj. Szacując, dwadzieścia minut temu. - odpowiadam.
Vexon? Przebacz czas i długość...
- Vexon. - odpowiada prawie że niechętnie. Nie chcę jednak oceniać go od razu, gdyż z własnego doświadczenia wiem, że są tacy, którzy mogą otworzyć się dopiero po jakimś czasie. Jako przykład mogę dać samą siebie.
- Ładnie. - stwierdzam tak cichutko, że prawdopodownie w ogóle mnie nie słychać. Już jako szczeniak miałam spory problem z mówieniem głośno. Od tego czasu wiele się nie zmieniło. No cóż, bywa.
- Nie rozpoznałem cię. Długo jesteś w Sforze Psiego Głosu? Bo na pewno jesteś, co nie? - unosi "brew".
- Tak. - kiwam głową, po czym gwałtownie nią kręcę. - To znaczy nie. Jestem w Sforze, ale... Nie aż tak długo, niewiele ponad rok. - Zdaję sobie sprawę z tego, że zaprezentowałam się jako mało zdecydowana Another... czyli ta prawdziwa. Chyba nie powinnam taka być.
- Em... Another, jesteś tu? - odzywa się Vexon, machając mi łapą przed oczami.
- Tak... Co się stało? - pytam.
- Nie odzywałaś się przez parę minut, a zadałem ci pytanie. - mówi.
Spuszczam wzrok.
- Jakie?
- Pytałem, kiedy ostatnio widziałaś tu jakiegoś wilka. - wzdycha cicho, lecz wydaje mi się, że nie jest to oznaka zniecierpliwienia.
- Dzisiaj. Szacując, dwadzieścia minut temu. - odpowiadam.
Vexon? Przebacz czas i długość...
czwartek, 2 kwietnia 2015
Od Another
Nigdy nie przypuszczałam, że jeden dzień jest w stanie odmienić wszystko. Zawsze uważałam, że gdy życie zaczyna się w jakiś konkretny sposób, zawsze będzie takie samo, aż się skończy. Jako szczeniak nie rozumiałam wielu rzeczy, w tym życia. Kto by pomyślał, że jedna chwila może zmienić pozostałe?
Wieczorem, gdy skręciłam nie w tą ulicę, co trzeba, byłam pewna, iż bez problemu wrócę z powrotem do domu. Nawet to się nie udało. Nie potrafiłam zrozumieć znaczenia słowa miłość, wydawało mi się zwyczajne - do czasu, aż poznałam Gerisa. Podobnie było z okrucieństwem. Widziałam różne filmy go dotyczące, które oglądali moje właściciele. Okrucieństwo na ekranie nigdy nie dorówna rzeczywistości. Przekonałam się o tym, widząc bitwy pomiędzy Sforą Psiego Głosu, a Watahą Braterskiej Krwi.
Aktulnie patroluję sektor Avendeer. Czuję się za niego odpowiedzialna, ze względu na moje stanowiska. Mijam przeróżne drzewa, na niektórych dostrzegam krople krwi. Dalej zauważam martwego wilka, nie umiem ocenić, czy był on wrogiem. Podchodzę bliżej. Wyglądałby tak, jakby spał, gdyby nie ogromna rana na szyi. Łapy ma ułożone równiutko. Zamykam mu oczy, nie czuję się dobrze widząc w nich pustkę, więc wolę, by były zamknięte.
Wzdycham i ruszam dalej. Muszę pozostać czujna, lecz nie mogę przestać myśleć o nieżywym wilku. Zastanawia mnie jego przeszłość oraz fakt, że mógł mieć rodzinę. Mimo to nawet najmniejsza cząstka mnie nie znajdzie dla niego współczucia. Ku mojemu zdziwieniu, nie czuję się winna z tego powodu.
Słyszę dźwięk łap odbijających się od mokrej z powodu deszczu powierzchni. Prostuję się i mrużę oczy. Widzę brązową wilczycę o żółtych, świecących oczach. Jest młoda, wygląda, jakby była w moim wieku lub niewiele starsza. Będę musiała zaatakować.
Coś nakazuje mi tego nie robić, tylko walczyć o pokój. Wydaje mi się to tak pozbawione sensu, że niewiele brakuje, żebym się roześmiała. Zamiast tego wychodzi dziwny pomruk, który brzmi tak, jakb za chwilę miała wybuchnąć płaczem. Chyba lepiej się śmiać.
Puszczam się biegiem w jej stronę. Rzucam się na nią i wgryzam się w kark. Uderza mną o ziemię; szybko się podnoszę. Przyciskam ją do ziemi, odsłaniam kły i warczę cicho. Ponownie zaciskam zęby na jej szyi, zaczynam szarpać. Stopniowo jej oddech staje się słabszy, aż w końcu wilczyca opada bezwładnie na ziemię.
Idę dalej, nie oglądając się za siebie. Nie czuję wyrzutów sumienia. Z początku przerażało mnie to, że tak łatwo zabijam, lecz z czasem zdążyłam do tego przywyknąć. Wydaje się to jeszcze gorsze. Za każdym razem usprawiedliwiam się tym, że w ten sposób bronię SPG. To kiepskie usprawiedliwienie, zwłaszcza przed odbieraniem życia, ale gdy to sobie wmawiam, rzeczywiście czuję się lepiej.
Powinnam być dumna z tego, że zostałam Betą. Nie jestem. Wciąż mam wrażenie, że to tylko jedna wielka pomyłka. Nadal nie miałam okazji, aby porozmawiać na ten temat z Gerisem. No właśnie, Geris. Potrzebuję go. Tylko z nim jestem stuprocentowo pewna swojego bezpieczeństwa.
Spuszczam wzrok, ale po chwili kręcę głową. To się niedługo skończy. Już niedługo zapanuje spokój, będę mogła być nad Fioletową Rzeczką sam na sam z Gerisem...
Ech, kogo ja chcę oszukać? Chyba samą siebie. Do takiego optymizmu trochę mi brakuje, niw da się ukryć.
Nagle zauważam, że ktoś idzie w moją stronę. Z każdym krokiem jego tempo poruszania się jest szybsze. Odczuwam lekki niepokój, jednak staram się nie dawać tego po sobie poznać.
Może ktoś ma ochotę dokończyć?
Wieczorem, gdy skręciłam nie w tą ulicę, co trzeba, byłam pewna, iż bez problemu wrócę z powrotem do domu. Nawet to się nie udało. Nie potrafiłam zrozumieć znaczenia słowa miłość, wydawało mi się zwyczajne - do czasu, aż poznałam Gerisa. Podobnie było z okrucieństwem. Widziałam różne filmy go dotyczące, które oglądali moje właściciele. Okrucieństwo na ekranie nigdy nie dorówna rzeczywistości. Przekonałam się o tym, widząc bitwy pomiędzy Sforą Psiego Głosu, a Watahą Braterskiej Krwi.
Aktulnie patroluję sektor Avendeer. Czuję się za niego odpowiedzialna, ze względu na moje stanowiska. Mijam przeróżne drzewa, na niektórych dostrzegam krople krwi. Dalej zauważam martwego wilka, nie umiem ocenić, czy był on wrogiem. Podchodzę bliżej. Wyglądałby tak, jakby spał, gdyby nie ogromna rana na szyi. Łapy ma ułożone równiutko. Zamykam mu oczy, nie czuję się dobrze widząc w nich pustkę, więc wolę, by były zamknięte.
Wzdycham i ruszam dalej. Muszę pozostać czujna, lecz nie mogę przestać myśleć o nieżywym wilku. Zastanawia mnie jego przeszłość oraz fakt, że mógł mieć rodzinę. Mimo to nawet najmniejsza cząstka mnie nie znajdzie dla niego współczucia. Ku mojemu zdziwieniu, nie czuję się winna z tego powodu.
Słyszę dźwięk łap odbijających się od mokrej z powodu deszczu powierzchni. Prostuję się i mrużę oczy. Widzę brązową wilczycę o żółtych, świecących oczach. Jest młoda, wygląda, jakby była w moim wieku lub niewiele starsza. Będę musiała zaatakować.
Coś nakazuje mi tego nie robić, tylko walczyć o pokój. Wydaje mi się to tak pozbawione sensu, że niewiele brakuje, żebym się roześmiała. Zamiast tego wychodzi dziwny pomruk, który brzmi tak, jakb za chwilę miała wybuchnąć płaczem. Chyba lepiej się śmiać.
Puszczam się biegiem w jej stronę. Rzucam się na nią i wgryzam się w kark. Uderza mną o ziemię; szybko się podnoszę. Przyciskam ją do ziemi, odsłaniam kły i warczę cicho. Ponownie zaciskam zęby na jej szyi, zaczynam szarpać. Stopniowo jej oddech staje się słabszy, aż w końcu wilczyca opada bezwładnie na ziemię.
Idę dalej, nie oglądając się za siebie. Nie czuję wyrzutów sumienia. Z początku przerażało mnie to, że tak łatwo zabijam, lecz z czasem zdążyłam do tego przywyknąć. Wydaje się to jeszcze gorsze. Za każdym razem usprawiedliwiam się tym, że w ten sposób bronię SPG. To kiepskie usprawiedliwienie, zwłaszcza przed odbieraniem życia, ale gdy to sobie wmawiam, rzeczywiście czuję się lepiej.
Powinnam być dumna z tego, że zostałam Betą. Nie jestem. Wciąż mam wrażenie, że to tylko jedna wielka pomyłka. Nadal nie miałam okazji, aby porozmawiać na ten temat z Gerisem. No właśnie, Geris. Potrzebuję go. Tylko z nim jestem stuprocentowo pewna swojego bezpieczeństwa.
Spuszczam wzrok, ale po chwili kręcę głową. To się niedługo skończy. Już niedługo zapanuje spokój, będę mogła być nad Fioletową Rzeczką sam na sam z Gerisem...
Ech, kogo ja chcę oszukać? Chyba samą siebie. Do takiego optymizmu trochę mi brakuje, niw da się ukryć.
Nagle zauważam, że ktoś idzie w moją stronę. Z każdym krokiem jego tempo poruszania się jest szybsze. Odczuwam lekki niepokój, jednak staram się nie dawać tego po sobie poznać.
Może ktoś ma ochotę dokończyć?
poniedziałek, 30 marca 2015
Od Another - CD historii Rozy
Jest chłodny i wietrzny dzień, chociaż mimo to od rana na ziemię nie spadła ani kropla deszczu. Zazwyczaj jesień kojarzyła mi się właśnie z deszczem.
Idę przez las, aby uspokoić myśli. Niedawno zostałam Betą i dopiero przyswajam ten fakt. Nadal się do tego nie przyzwyczaiłam. Niektórzy jeszcze mnie nie rozpoznają, ponieważ nigdy nie dawałam im na to szansy. Może nowe stanowisko sprawi, że poznam więcej członków Sfory? Sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
Nagle ktoś na mnie wpada.
- Przepraszam. - rozlega się głos. - Nie zauważyłam cię. Kim jesteś?
Kieruję wzrok w stronę psa, który właśnie się ze mną zderzył. Jest to suczka, zresztą można rozpoznać to po jej głosie. Unosi lewą "brew", czekając na odpowiedź. Wtedy uświadamiam sobie, że pytanie było kierowane do mnie. Powinnam domyślić się tego od razu, w końcu do na mnie wpadła, a poza tym wokół nas nikogo nie ma.
- Aa... yy... Mam na imię Another. - Tylko tyle udaje mi się wymamrotać. Staram się sprawiać wrażenie miłej, nie chcę, aby inne psy myślały o mnie źle. - A ty? - staram się przybrać normalny ton głosu.
- Roza. - odpowiada, lekko się uśmiechając. Nie mam pojęcia, jak to robi. - Od dawna jesteś w Sforze Psiego Głosu? - zagaduje.
- Tak... chyba... to znaczy nie aż tak długo. Byłam szczeniakiem, gdy tu dotarłam, a teraz mam niewiele ponad rok. - wyjaśniam. Lustruję ją wzrokiem. Wygląda na miłą...
- Ja dołączyłam dosyć niedawno. Później, niż ty. - mówi.
- Tak? Poznałaś już tereny? - pytam.
- Nie wszystkie, ale większość tak. - odpowiada. - Mieszkam z sektorze Avendeer.
- Miło mi to słyszeć, To tak jak ja. - Próbuję unieść kąciki warg do góry, lecz wydają się cięższe niż głaz. - Fioletowa Rzeczka jest moim ulubionym miejscem.
Mam nadzieję, że udało mi się zrobić dobre wrażenie.
Roza?
Idę przez las, aby uspokoić myśli. Niedawno zostałam Betą i dopiero przyswajam ten fakt. Nadal się do tego nie przyzwyczaiłam. Niektórzy jeszcze mnie nie rozpoznają, ponieważ nigdy nie dawałam im na to szansy. Może nowe stanowisko sprawi, że poznam więcej członków Sfory? Sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
Nagle ktoś na mnie wpada.
- Przepraszam. - rozlega się głos. - Nie zauważyłam cię. Kim jesteś?
Kieruję wzrok w stronę psa, który właśnie się ze mną zderzył. Jest to suczka, zresztą można rozpoznać to po jej głosie. Unosi lewą "brew", czekając na odpowiedź. Wtedy uświadamiam sobie, że pytanie było kierowane do mnie. Powinnam domyślić się tego od razu, w końcu do na mnie wpadła, a poza tym wokół nas nikogo nie ma.
- Aa... yy... Mam na imię Another. - Tylko tyle udaje mi się wymamrotać. Staram się sprawiać wrażenie miłej, nie chcę, aby inne psy myślały o mnie źle. - A ty? - staram się przybrać normalny ton głosu.
- Roza. - odpowiada, lekko się uśmiechając. Nie mam pojęcia, jak to robi. - Od dawna jesteś w Sforze Psiego Głosu? - zagaduje.
- Tak... chyba... to znaczy nie aż tak długo. Byłam szczeniakiem, gdy tu dotarłam, a teraz mam niewiele ponad rok. - wyjaśniam. Lustruję ją wzrokiem. Wygląda na miłą...
- Ja dołączyłam dosyć niedawno. Później, niż ty. - mówi.
- Tak? Poznałaś już tereny? - pytam.
- Nie wszystkie, ale większość tak. - odpowiada. - Mieszkam z sektorze Avendeer.
- Miło mi to słyszeć, To tak jak ja. - Próbuję unieść kąciki warg do góry, lecz wydają się cięższe niż głaz. - Fioletowa Rzeczka jest moim ulubionym miejscem.
Mam nadzieję, że udało mi się zrobić dobre wrażenie.
Roza?
wtorek, 27 stycznia 2015
Od Another - CD historii Gerisa
- Mhm. - przytakuję mruknięciem. - Znam jedno ciekawe miejsce. - mówię tajemniczym głosem, ale na moim pysku wciąż jest uśmiech, którego tym razem nie umiem ukryć.
- Jakie? - pyta Geris.
- Może... Fioletowa Rzeczka? - sugeruję.
- Lepiej sprawdźmy, czy są tam duże jaskinie. - przypomina border.
- Dobrze. - kiwam głową na znak, że się zgadzam. Ruszamy w stronę zaproponowanego przeze mnie terenu.
Mija pół godziny, gdy jesteśmy na miejscu. Wskazuję łapą na średniej wielkości jaskinię.
- Pójdziemy? - proponuję.
- Dobrze. - odpowiada Geris.
Idziemy do przodu. Pierwsza docieram do wejścia groty. Jest większa niż myślałam, w dodatku z ślicznym widokiem na Fioletową Rzeczkę.
Geris? Przepraszam, że tak krótko...
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Nowa para!
Kolejna para w SPG, tym razem złączyli się...
Geris&Another
sobota, 24 stycznia 2015
Od Another - CD historii Gerisa
Zamieram na chwilę słysząc te dwa, krótkie słowa. Oblewa mnie fala ciepła. Jeszcze nigdy nie odczuwałam czegoś takiego. Nie znam czegoś takiego.
Cóż to za uczucie?
Próbuję się odezwać, ale wychodzi mi jedynie cichy pomruk. Nie umiem nic odpowiedzieć, więc przysuwam swój nos do nosa bordera stojącego naprzeciwko, przełamując w ten sposób dzielącą nas barierę. Potrzebuję kilku sekund na przypomnienie sobie, o czym mówiło wielu ludzi w Wencji. Czasami na spacerze słyszałam ich wyznania miłosne. Wówczas się tego brzydziłam. Nie wiedziałam, że tak szybko zmienię zdanie na temat miłości.
Tak. Kocham Gerisa.
- J-ja... - Zaczynam, zastanawiając się, czy tym razem uda mi się złożyć kilka słów w jedno zdanie. - Ja Ciebie też. - szepczę.
Wprawdzie nie mamy romantycznej scenerii - martwy wilk, krew na zaśnieżonej powierzni - lecz pomimo tego jestem szczęśliwa. Nie chcę cofać tego, co zrobiłam. Chcę tylko, aby ta chwila trwała jak najdłużej. Słyszę głośne bicie mojego własnego serca... a może po prostu mi się wydaje?
Przymykam oczy, unoszę wargi w lekkim uśmiechu.
Geris? ♥
czwartek, 15 stycznia 2015
Od Another - CD historii Gerisa
Kładę się w kącie mojej jaskini. Z każdą chwilą robię się coraz bardziej zmęczona. Leniwym wzrokiem obserwuję gwiazdy na niebie. "Przeskakuję" oczami z jednej na drugą. Świecą jasno, lecz jedna z nich najbardziej rzuca się w oczy. Mama kiedyś mówiła o niej więcej... ale upływ czasu sprawił, że niewiele pamiętam... Około czwartej nad ranem moje oczy same się zamykają, automatycznie... i wtedy od razu widzę biało-czarnego bordera, który patrzy na mnie, uśmiecha się lekko.
Geris. Myślę o nim, zanim odpłynę, zanim będę spać... cały czas. Nie potrafię wyobrazić sobie niczego innego. W kółko pojawia mi się przed oczami on sam, a w głowie odbija się jedno imię - Geris...
Po czymś takim chyba trudno wątpić, że to on występuje w moich snach.
* * *
Biegniemy poprzez Lawendowe Pole. Nie potrzebujemy słów, by zrozumieć siebie nawzajem. To nie jest konieczne. Rozumiemy się bez konieczności wszelkich zdań, pytań, a nawet konkretnych gestów. Co pięć minut zmienia się pora dnia - zaskakująca cecha tego miejsca. Na przemian widzimy wschód słońca bądź jego zachód. Wdycham świeże powietrze. Wydobywam z siebie ciche westchnięcie, pełne zadowolenia.
Z czasem wizja się zmienia.
Teraz leżę przy brzegu Końskiej Plaży. Geris proponuje mi pływanie w wodzie, a ja się zgadzam. Wstaję i ruszam do przodu szybkim tempem. Fale uderzają o moje łapy. Niechcący biorę jeden łyk słonej wody, którą natychmiast wypluwam. Muszę wyglądać idiotycznie, bo Geris parska śmiechem. Odpowiadam tym samym, choć jest to niezamierzone. Kolejny dzień, który staje się lepszy od moich początków w Sforze Psiego Głosu Forever... ale wielokrotnie słyszałam, że początki zawsze bywają trudne.
Przynajmniej na ten czas nie muszę myśleć o swojej przeszłości, czyli tym feralnym wieczorze. Teraz próbuję, jak tylko mogę, żyć teraźniejszością. Nie chcę zapomnieć o tym, co zrobiłam, a potem zachowywać się tak, jakby nigdy nic się nie stało. Bardzo chciałabym ich odnaleźć, wyjaśnić wszystko i prosić o wybaczenie. Niestety, nie jest to zbytnio możliwe. Dlatego mam zamiar naprawić samą siebie i żyć dalej - na tyle, ile jest to możliwe.
* * *
Otwieram oczy, oba naraz. Wodzę wzrokiem dookoła, potrzebuję kilku sekund, aby zorientować się, gdzie jestem. Powoli wracam do świadomości po tych kilku godzinach snu. Wstaję, przeciągam się i wychodzę poza grotę. Ziewam cicho i rozglądam się po dużej przestrzeni. Słońce wisi już wysoko na niebie, tuż nade mną. Wychodzi na to, że jest południe.
Robię kilka kroków do przodu... i dostrzegam wilka biegnącego w moją stronę.
Natychmiast przed oczami staje mi dzień, w którym dołączyłam do Sfory. Wtedy też taki jeden mnie gonił, ale gdy byłam przed Hockey'em, wilka nie było. Może jeden z członków SPG załatwił go w tym samym czasie.
Teraz jestem zdana dla siebie. Rozpaczliwie próbuję odszukać wzrokiem Gerisa. Niestety, w tej chwili go nie ma... Zostaje mi tylko jedno - ucieczka. Bo niby co mam zrobić? Ja, mająca zaledwie jeden rok suczka? Jęczę cicho, gdy próbuję go zgubić w lesie. Muszę mieć dzisiaj pecha, gdyż po drodze nie trafiam na nikogo.
Słyszę dyszenie intruza za sobą. Czuję jego oddech na plecach. Już za późno, już nie mam szans na wygraną. Prawdopodobnie drzewa będą ostatnią rzeczą, jaką zobaczę w swoim życiu, jeśli dam sobie spokój już teraz. Drzewa zawsze lepsze, niż wściekłe spojrzenie oczu wilka oraz jego kły, z których spływałaby moja krew... Byłabym jedną z ofiar wojny pomiędzy SPG, a Watahą Braterskiej Krwi - zapomnianą po kilku tygodniach. Tak szybko, a na zawsze...
Uderzenie łapą. Powalenie mnie na ziemię poprzez silne wbicie kłów w moją łapę. To wszystko dzieje się tak szybko, że dopiero chwilę później wraca do mnie wola przetrwania. Próbuję się bronić. Gryzę go w szyję i zaciskam zęby. Z łatwością wyszarpuje się i przygniata mnie do ziemi.
- Już nie żyjesz. - chucha mi w pysk, po czym śmieje się szyderczo.
Zamykam oczy i czekam na śmierć. Oddycham szybko, łapa mnie boli. Mam dosyć, chcę znowu spotkać Gerisa, chcę znowu z nim przemilczeć kilka godzin, chcę...
Chcę przeżyć. Powinnam przeżyć. M u s z ę przeżyć.
Odpycham wilka. Warczę, staram się, aby zabrzmieć przy tym jak najbardziej przekonująco. Rzucam się na niego, ale szybko zostaję odrzucona na bok. Nie ma co liczyć na przeżycie...
- Another! - rozlega się krzyk. Głos jest zadziwiająco podobny do głosu Gerisa... a może to właśnie on?
Geris? Przybędziesz na ratunek? :P
Natychmiast przed oczami staje mi dzień, w którym dołączyłam do Sfory. Wtedy też taki jeden mnie gonił, ale gdy byłam przed Hockey'em, wilka nie było. Może jeden z członków SPG załatwił go w tym samym czasie.
Teraz jestem zdana dla siebie. Rozpaczliwie próbuję odszukać wzrokiem Gerisa. Niestety, w tej chwili go nie ma... Zostaje mi tylko jedno - ucieczka. Bo niby co mam zrobić? Ja, mająca zaledwie jeden rok suczka? Jęczę cicho, gdy próbuję go zgubić w lesie. Muszę mieć dzisiaj pecha, gdyż po drodze nie trafiam na nikogo.
Słyszę dyszenie intruza za sobą. Czuję jego oddech na plecach. Już za późno, już nie mam szans na wygraną. Prawdopodobnie drzewa będą ostatnią rzeczą, jaką zobaczę w swoim życiu, jeśli dam sobie spokój już teraz. Drzewa zawsze lepsze, niż wściekłe spojrzenie oczu wilka oraz jego kły, z których spływałaby moja krew... Byłabym jedną z ofiar wojny pomiędzy SPG, a Watahą Braterskiej Krwi - zapomnianą po kilku tygodniach. Tak szybko, a na zawsze...
Uderzenie łapą. Powalenie mnie na ziemię poprzez silne wbicie kłów w moją łapę. To wszystko dzieje się tak szybko, że dopiero chwilę później wraca do mnie wola przetrwania. Próbuję się bronić. Gryzę go w szyję i zaciskam zęby. Z łatwością wyszarpuje się i przygniata mnie do ziemi.
- Już nie żyjesz. - chucha mi w pysk, po czym śmieje się szyderczo.
Zamykam oczy i czekam na śmierć. Oddycham szybko, łapa mnie boli. Mam dosyć, chcę znowu spotkać Gerisa, chcę znowu z nim przemilczeć kilka godzin, chcę...
Chcę przeżyć. Powinnam przeżyć. M u s z ę przeżyć.
Odpycham wilka. Warczę, staram się, aby zabrzmieć przy tym jak najbardziej przekonująco. Rzucam się na niego, ale szybko zostaję odrzucona na bok. Nie ma co liczyć na przeżycie...
- Another! - rozlega się krzyk. Głos jest zadziwiająco podobny do głosu Gerisa... a może to właśnie on?
Geris? Przybędziesz na ratunek? :P
środa, 14 stycznia 2015
Od Another - CD historii Gerisa
Potrzebuję kilku sekund, zanim dociera do mnie pytanie bordera. Przez chwilę zastanawiam się nad odpowiedzią. Nic na dziś nie planowałam. Oprócz tego, że mam obowiązkowy patrol przy granicy, to nic innego nie mam dziś do roboty.
- Właściwie... to nie. Dopiero za kilka godzin - odpowiadam. - Jedynie mam przyjść na patrol przy granicy Avendeer. - wyjaśniam, widząc jego pytającą minę. - Ale to dopiero... - Usiłuję przypomnieć sobie, o której godzinie miałam tam przyjść. Chyba nie wypada spóźnić się na jeden z pierwszych patroli w swoim życiu, prawda? Dopiero co zostałam strażnikiem granicznym. - ... za kilka godzin. - kończę.
- Rozumiem. - Geris kiwa głową. Dostrzegam na jego pysku cień uśmiechu. - Ja jestem lekarzem. Też powinienem zjawić się w miejscu swojej pracy. - Unosi wzrok w kierunku nieba. - Chyba muszę się zbierać...
- Ja chyba też... - szepczę. - No to może... do zobaczenia? - Zanim daję radę zapanować nad sobą, słyszę swój nieśmiały głos.
- Do zobaczenia. - pies lekko uśmiecha się do mnie. Odwzajemniam uśmiech... a przynajmniej tak mi się wydaje. Pies odchodzi kilka kroków dalej, gdy rzuca mi jeszcze jedno spojrzenie. - Do zobaczenia o zmierzchu. W tym samym miejscu. - dodaje specjalnie tajemniczym tonem. Później odwraca się i znika w oddali.
- Do zobaczenia. - powtarzam tak cicho, że nawet, gdyby teraz stał obok mnie, to słyszałabym to jedynie ja sama. Ruszam w kierunku ustalonej granicy sektoru. W mojej głowie co chwila "słyszę" jedno imię: Geris, Geris, Geris. Przez cały czas o nim myślę i nie mam pojęcia, jak przestać. Kiedy jestem na miejscu, zaczynam się rozglądać.
Nie mogę się doczekać wieczoru.
Geris?
- Właściwie... to nie. Dopiero za kilka godzin - odpowiadam. - Jedynie mam przyjść na patrol przy granicy Avendeer. - wyjaśniam, widząc jego pytającą minę. - Ale to dopiero... - Usiłuję przypomnieć sobie, o której godzinie miałam tam przyjść. Chyba nie wypada spóźnić się na jeden z pierwszych patroli w swoim życiu, prawda? Dopiero co zostałam strażnikiem granicznym. - ... za kilka godzin. - kończę.
- Rozumiem. - Geris kiwa głową. Dostrzegam na jego pysku cień uśmiechu. - Ja jestem lekarzem. Też powinienem zjawić się w miejscu swojej pracy. - Unosi wzrok w kierunku nieba. - Chyba muszę się zbierać...
- Ja chyba też... - szepczę. - No to może... do zobaczenia? - Zanim daję radę zapanować nad sobą, słyszę swój nieśmiały głos.
- Do zobaczenia. - pies lekko uśmiecha się do mnie. Odwzajemniam uśmiech... a przynajmniej tak mi się wydaje. Pies odchodzi kilka kroków dalej, gdy rzuca mi jeszcze jedno spojrzenie. - Do zobaczenia o zmierzchu. W tym samym miejscu. - dodaje specjalnie tajemniczym tonem. Później odwraca się i znika w oddali.
- Do zobaczenia. - powtarzam tak cicho, że nawet, gdyby teraz stał obok mnie, to słyszałabym to jedynie ja sama. Ruszam w kierunku ustalonej granicy sektoru. W mojej głowie co chwila "słyszę" jedno imię: Geris, Geris, Geris. Przez cały czas o nim myślę i nie mam pojęcia, jak przestać. Kiedy jestem na miejscu, zaczynam się rozglądać.
Nie mogę się doczekać wieczoru.
* * *Gdy robi się ciemno, staję na środku Lawendowego Pola. Po chwili pojawia się również Geris. Uśmiecham się delikatnie przy powitaniu. Od dawna z nikim nie dogadywałam się tak dobrze. Nie mówiliśmy zbyt wiele, a mimo to było bardzo przyjemnie.
Geris?
wtorek, 13 stycznia 2015
Od Another - CD historii Gerisa
Odwzajemniam uśmiech najszczerzej, jak tylko mogę. Pomimo tego, że Geris nie jest zbyt rozmowny, bardzo miło było spędzić z nim czas. Nie zadawał zbędnych pytań, nie nawijał non stop... Podczas podziwiania tego wschodu słońca nie musiałam odpowiadać na pytania w stylu "Skąd się tu wzięłaś?". Jedną z zalet, które dostrzegłam w tym borderze, było to, że nie był wścibski. Takie cechy zawsze zauważam.
- Mnie też było miło. - odpowiadam.
Może i pies jest aspołeczny, aczkolwiek nie w stu procentach. Z początku wydawał mi się oschły, lecz to podejrzenie szybko przeminęło. Nigdy nie wierzyłam, że ktoś mógłby urodzić się chłodnym. Zazwyczaj na nasz charakter wpływają wydarzenia z przeszłości, nierzadko wstrząsające tak bardzo, że zmieniają nas prawie całkowicie. Strata kogoś, przerażające doświadczenia, straszne błędy nas samych... Tak. To zdecydowanie działa w ten sposób. Najbardziej znany jest mi mój własny przypadek, ponieważ nigdy z nikim nie rozmawiałam na ten temat. Do dziś nie umiem wybaczyć sobie tego wieczornego wyjścia. Pomimo tego, że spotkałam wiele miłych psów, dołączyłam do Sfory Psiego Głosy Forever... Nadal tkwi we mnie smutek spowodowany własną głupotą. Jak można zgubić się w miejscu, w którym mieszka się od urodzenia?! Z tego powodu straciłam swą rodzinę, być może na zawsze. Oczywiście, mam świadomość, że bywają w życiu o wiele gorsze zdarzenia, niż zgubienie się i trafienie w zupełnie inne miejsce...
Trudno mi uwierzyć, że Geris z natury jest taki, jaki jest obecnie, jednakże nie mam najmniejszego zamiaru o to pytać. Wypytywanie o historię czyjegoś życia świeżo po pierwszym spotkaniu jest absurdalne.
Zamykam oczy na chwilę. Przed oczami staje mi obraz przedstawiający miasto, w którym mieszkałam. Czuję przyśpieszony rytm serca. Natychmiast otwieram oczy, by spojrzeć na niebo (no dobra, częściowo po to, by przestać myśleć o feralnym dniu). Stało się różowe, nawet tego nie zauważyłam. Słońce wzeszło już jakiś czas temu. Pozwalam sobie zapchać swoje myśli kolorami widoku przede mną. Różowe niebo, pomarańczowe słońce...
Żadne z nas nic nie mówi - ani ja, ani Geris. Cisza od zawsze wydawała mi się przyjemna. Lubiłam słyszeć jedynie szum wiatru i śpiew ptaków, obserwować świad dookoła sama lub wraz z zaufanym towarzyszem. Jak dotąd jedynym spotkaniem, które można by uznać za towarzyskie, było wspólne wyjście z domu razem z siostrą... Nancy... Do dziś pamiętam, jak prawie wpadła do wody. Pamiętam, jak śmiała się, gdy nasi bracia przepychali się, a później zawsze jeden z nich wpadał na jeden z przedmiotów stojących w domu. Moja była właścicielka, która po prostu sobie mnie wzięła (pomimo tego, że nie wiedziała o mojej beznadziejnej sytuacji, nawet teraz trudno jest mi jej to wybaczyć) nadała mi imię identyczne, jak mojej siostry. To mnie dobijało.
- Od dawna jesteś w Sforze? - pytam, przypominając sobie, że nie mam pojęcia, czy Geris jest nowy, prawie nowy (jak ja), czy też od dawna żyje w SPG Forever.
- Od... kilku lat. - przyznaje. W obecnej chwili na jego pysku nie ma uśmiechu. Jak wspominał, nie umie uśmiechać się przez cały czas konwersacji. Szczerze mówiąc, wcale mu się nie dziwie. Mnie również rzadko to wychodzi. Jeśli nie mam nastroju do uśmiechu, potrafię jedynie zmusić się do fałszywego i sztucznego uśmieszku.
Odruchowo kiwam powoli głową, zanim do mnie dociera, co robię. Rozglądam się po Lawendowym Polu. Kolor nieba niemalże zlewa się z kolorem kwiatów. Kieruję swój wzrok prosto na jeden z nich.
- Lubisz tu przychodzić? - odzywam się cicho, nie odrywając wzroku od kwiatu lawendy.
Geris?
niedziela, 11 stycznia 2015
Od Another - CD historii Gerisa
Mam dziwne (lub nie aż tak bardzo) wrażenie, że Geris nie jest zachwycony moją obecnością. Przyglądam się mu przez kilka sekund. Mój mózg jest w stanie zarejestrować tylko tyle po tak krótkiej wymianie zdań i spojrzeń - Geris, border collie, niezbyt towarzyski.
Ale może po prostu nie wiem o nim wiele? To chyba bardziej prawdopodobne. Ledwo co go znam, jeśli w ogóle można to tak nazwać.
Pies kładzie się na ziemi. Przez chwilę wpatruje się w jeden punkt, po czym zamyka oczy. Słyszę jego równy oddech. Czyżby zasnął? Nie wiem. Chyba tak. W każdym razie lepiej go nie budzić. Cofam się kilka kroków do tyłu, by zniknąć w oddali. Wtedy border wzdycha cicho, otwiera oczy i wstaje.
Wychodzi na to, że albo go obudziłam, albo w ogóle nie spał.
Wychodzi na to, że albo go obudziłam, albo w ogóle nie spał.
- Mam wrażenie, że przeszkadzam. - zwieszam głowę. - Jeśli chcesz, to mogę sobie pójść. Nie ma problemu.
- Nie. - odpowiada krótko, jednocześnie prędko.
Kolejne ciężkie westchnięcie. W obecnej chwili nie rozumiem, czemu mi nie odpowiada. Zrobiłam coś źle? Coś zniszczyłam? Zachowałam się niewłaściwie? Chyba tak... Cóż, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Przecież przyszłam tu tak bez pytania, a moja obecność wyraźnie jest dla niego irytująca.
Geris niewyraźnie mruczy coś pod nosem.
- Na pewno? - upewniam się cichym głosem.
- Nie, nie. Możesz zostać. - odzywa się po chwili. Brzmi to nawet przekonująco. Siadam na kłodzie i wpatruję się w niebo, które staje się coraz jaśniejsze, a gwiazdy mniej widoczne. Wschód słońca już niedługo.
Próbuję sobie przypomnieć, czy spotkałam Gerisa w czasie mojego dołączenia do Sfory Psiego Głosu Forever. Sięgam po wspomnienia dotyczące tamtego dnia, ale pamiętam tylko tyle: walki, krzyki, zdziwienie niektórych członków, że nie ma ze mną żadnego dorosłego psa. Że przyszłam całkiem sama jako pięciomiesięczny szczeniak. Trudno się dziwić, że było to zaskakujące...
Po chwili jednak doznaję olśnienia. Przypomina mi się moje dołączenie.
Wpadłam na kogoś. Przerażona, uniosłam głowę i zobaczyłam wysokiego psa o czarnym umaszczeniu.
- Yyy... Dzień dobry. - wymamrotałam. Nieznajomy uniósł lewą brew.
- Nie wiem, czy taki dobry. - odpowiedział spokojnym tonem. - Wyglądasz na wystraszoną, jeśli nie przerażoną. Jak masz na imię?
- Another. - powiedziałam wciąż lekko przestraszona. Chyba to zauważył.
- Jestem Hockey. Alfa Sfory Psiego Głosu Forever. - Na jego pysku pojawił się ledwo zauważalny uśmiech.
Próbowałam się wysilić i przypomnieć sobie, czym jest sfora. Byłam załamana swoją niewielką wówczas wiedzą.
- Czymkolwiek jest sfora... - zaczęłam. - ...mogłabym dołączyć? - spytałam nieśmiało.
Hockey wyjaśnił mi, co to sfora, a ja ucieszyłam się, że wreszcie będę przynajmniej trochę bardziej bezpieczna.
- Nie ma z tobą nikogo dorosłego? - zmarszczył brwi.
- Nieee... - przyznałam. Nie chciałam wspominać tamtego dnia, w którym przez własną głupotę zgubiłam mój dom. Alfa wyraźnie był tym zdziwiony, ale nie pytał o szczegóły. Tego dnia przyłączyłam się do SPG, liczącej obecnie ponad sto czterdzieści psów...
Geris?
- Nie. - odpowiada krótko, jednocześnie prędko.
Kolejne ciężkie westchnięcie. W obecnej chwili nie rozumiem, czemu mi nie odpowiada. Zrobiłam coś źle? Coś zniszczyłam? Zachowałam się niewłaściwie? Chyba tak... Cóż, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Przecież przyszłam tu tak bez pytania, a moja obecność wyraźnie jest dla niego irytująca.
Geris niewyraźnie mruczy coś pod nosem.
- Na pewno? - upewniam się cichym głosem.
- Nie, nie. Możesz zostać. - odzywa się po chwili. Brzmi to nawet przekonująco. Siadam na kłodzie i wpatruję się w niebo, które staje się coraz jaśniejsze, a gwiazdy mniej widoczne. Wschód słońca już niedługo.
Próbuję sobie przypomnieć, czy spotkałam Gerisa w czasie mojego dołączenia do Sfory Psiego Głosu Forever. Sięgam po wspomnienia dotyczące tamtego dnia, ale pamiętam tylko tyle: walki, krzyki, zdziwienie niektórych członków, że nie ma ze mną żadnego dorosłego psa. Że przyszłam całkiem sama jako pięciomiesięczny szczeniak. Trudno się dziwić, że było to zaskakujące...
Po chwili jednak doznaję olśnienia. Przypomina mi się moje dołączenie.
* * *
Biegłam przez łąkę. Słyszałam za sobą odgłos łap odbijających się od ziemi. Łap psa zdecydowanie większego ode mnie. Dawałam z siebie wszystko, byle dobiec jak najdalej i gdzieś się schować. Nie liczyłam na niczyją pomoc, bo wiedziałam, że nikt jej nie udzieli. Byłam utwierdzona w tym przekonaniu. Przypomniało mi się pewien cytat: "Umiesz liczyć? Licz na siebie.". Jeszcze wcześniej, gdy mieszkałam w Wenecji, nie zgadzałam się z tym. Teraz już tak. Nie wiedziałam, że za parę minut znowu będzie inaczej.Wpadłam na kogoś. Przerażona, uniosłam głowę i zobaczyłam wysokiego psa o czarnym umaszczeniu.
- Yyy... Dzień dobry. - wymamrotałam. Nieznajomy uniósł lewą brew.
- Nie wiem, czy taki dobry. - odpowiedział spokojnym tonem. - Wyglądasz na wystraszoną, jeśli nie przerażoną. Jak masz na imię?
- Another. - powiedziałam wciąż lekko przestraszona. Chyba to zauważył.
- Jestem Hockey. Alfa Sfory Psiego Głosu Forever. - Na jego pysku pojawił się ledwo zauważalny uśmiech.
Próbowałam się wysilić i przypomnieć sobie, czym jest sfora. Byłam załamana swoją niewielką wówczas wiedzą.
- Czymkolwiek jest sfora... - zaczęłam. - ...mogłabym dołączyć? - spytałam nieśmiało.
Hockey wyjaśnił mi, co to sfora, a ja ucieszyłam się, że wreszcie będę przynajmniej trochę bardziej bezpieczna.
- Nie ma z tobą nikogo dorosłego? - zmarszczył brwi.
- Nieee... - przyznałam. Nie chciałam wspominać tamtego dnia, w którym przez własną głupotę zgubiłam mój dom. Alfa wyraźnie był tym zdziwiony, ale nie pytał o szczegóły. Tego dnia przyłączyłam się do SPG, liczącej obecnie ponad sto czterdzieści psów...
* * *
Potrząsam głową wyrywając się z zamyślenia. Powoli wracam do świadomości. Wciąż siedzę na kłodzie, a Geris leży na trawie. Niespodziewanie zabiera głos.Geris?
sobota, 10 stycznia 2015
Another dorosła!

Imię: Another Day, ale woli przedstawiać się jako Another.
Płeć: Suczka
Wiek: 1 rok
Rasa: Nova Scotia Duck Tolling Retriever
Stanowisko: Strażnik Graniczny
Partner: Gdy była szczeniakiem, pojawiały się jakieś niepoważne zauroczenia ("No co? To było dawno temu...!")... W obecnej chwili nie wie, czy będzie w stanie komuś tak zaufać.
Młode: Aktalnie nie czuje się na to gotowa. Może kiedyś...
Rodzina:
Mama - Leah
Tata - Severus
Siostry - Nancy, Lou, Amy
Bracia - Louis, Fred, Aron, Jerry
Ciocia - Soraya
Wujek - Andrew
Kuzyn - Twix
Kuzynka - Sophie
Tata - Severus
Siostry - Nancy, Lou, Amy
Bracia - Louis, Fred, Aron, Jerry
Ciocia - Soraya
Wujek - Andrew
Kuzyn - Twix
Kuzynka - Sophie
Urodziny: 7 dzień zimy
Sektor: Avendeer
Cechy: Another to suczka o dosyć specyficznym charakterze, jak na tak młodą suczkę. Jest niezwykle ostrożna i nieufna. Rzadko spędza czas z innymi w obawie, że dana osoba zrobi jej krzywdę. Każdy dzień traktuje, jakby miał być jej ostatnim, jakby już jutro dane byłoby jej umrzeć... Odważna, ale na swój sposób. Gotowa walczyć w obronie Sfory na ile jest w stanie. Stara się jak może. Walczy do końca, do ostatniej kropli krwi - jej lub przeciwnika. Ambitna. Do celu brnie przez ogień i po trupach. Zawsze daje z siebie 110% powierzonemu zadaniu i ani krzty mniej, jak już to więcej!
Nienawidzi być okłamywana. Zawsze woli usłyszeć najgorszą prawdę, niż najlepsze kłamstwo. Sama także stara się nie kłamać. Mówi, co myśli, ale często najpierw coś robi, a dopiero potem myśli. Często zdarza się, że palnie jakąś głupotę, której będzie mocno żałować. Gdy jest zdenerwowana, woli pójść w inne miejsce w obawie, że kogoś zrani swoimi słowami. Na ogół miła, ale bywa, że traci nad sobą panowanie.
Mimo iż nie jest najbardziej towarzyska na Ziemi, to w przyjaźni jest wierna do końca. Woli mieć kilku przyjaciół, niż wielu znajomych. Trudno wywalczyć u niej przyjaźń, ale nie jest to rzeczą niemożliwą. Jest to trudne nie dlatego, że Another nie lubi towarzystwa, skądże. Chodzi o to, że boi się straty przyjaciół. Gdy już się z kimś zaprzyjaźni, nigdy nie opuści tej osoby już nigdy.
Romantyczna? Może... Na pewno nie jest flirciarą. Jakoś jej to nie wychodzi... Silna psychicznie. Niełatwo jest ją załamać, oj nie... Gdyby to się miało zdarzyć, to na pewno już by tak było.
Nienawidzi być okłamywana. Zawsze woli usłyszeć najgorszą prawdę, niż najlepsze kłamstwo. Sama także stara się nie kłamać. Mówi, co myśli, ale często najpierw coś robi, a dopiero potem myśli. Często zdarza się, że palnie jakąś głupotę, której będzie mocno żałować. Gdy jest zdenerwowana, woli pójść w inne miejsce w obawie, że kogoś zrani swoimi słowami. Na ogół miła, ale bywa, że traci nad sobą panowanie.
Mimo iż nie jest najbardziej towarzyska na Ziemi, to w przyjaźni jest wierna do końca. Woli mieć kilku przyjaciół, niż wielu znajomych. Trudno wywalczyć u niej przyjaźń, ale nie jest to rzeczą niemożliwą. Jest to trudne nie dlatego, że Another nie lubi towarzystwa, skądże. Chodzi o to, że boi się straty przyjaciół. Gdy już się z kimś zaprzyjaźni, nigdy nie opuści tej osoby już nigdy.
Romantyczna? Może... Na pewno nie jest flirciarą. Jakoś jej to nie wychodzi... Silna psychicznie. Niełatwo jest ją załamać, oj nie... Gdyby to się miało zdarzyć, to na pewno już by tak było.
Historia: Choć jest bardzo młoda, w jej życiu wiele się wydarzyło.
Another przyszła na świat w Wenecji. Była jedną z ośmiu szczeniąt dwóch tollerów. Wiodła spokojne życie, aż pewnego razu wybrała się na nocny spacer... Było to wyjątkowo niemądre. Przechodziła przez jeden z mostków, który był zbudowany nad kanałem. Skręciła w ciemną uliczkę, potem w kolejną... Zwiedziła dużą część tego miasta, ale gdy chciała wrócić był spory problem... Nie umiała. Zgubiła się, co tu ukrywać.
Przerażona zaczęła biegać wszędzie, co tylko pogorszyło sytuację. Już nigdy nie znalazła swojej rodziny. Przygarnęła ją jakaś dziewczyna, która przyjechała do tego miasta na dwa tygodnie. Później wyjechała... i zabrała ze sobą Another. Nadała jej inne imię - Nancy. To jeszcze bardziej przypominało jej rodzinę, co było trudne. Długo nie mogła uwierzyć w swoją głupotę. Nie umiała zrozumieć samej siebie - jak mogła okazać się taką nierozważną suczką?
Pewnego razu wymknęła się w nocy. Taka pora dnia ponownie przywołała wspomnienia, ale dała radę. Nie poddała się i trafiła na sforę. Została tam na jakiś czas, ale oczywiście wszystko się popsuło. Ponownie miała okazję, aby się wykazać... Pokłóciła się z jakimś członkiem sfory i uciekła do najbliższego miasta. Tam została porwana do schroniska. To wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążyła się obejrzeć, a już siedziała w klatce. Za późno. Wiedziała, co to oznacza, choć nigdy nigdy nie była w schronisku, ale widziała dookoła kilka psów. Jeden duży owczarek nastraszył ją, że zostanie zabita. Przestraszona Another usiłowała się wydostać. Słyszała komentarze do zdania owczarka typu: "Nie strasz szczeniaka, już i tak jest przestraszona", co ją irytowało.
Jakoś tak się wszystko potoczyło, że trafiła na wolność. Wyrwała się na spacerze. Kolena ucieczka. Tollerka spodziewała się następnych przygód, nie zawsze miłych. Przez życie, choć krótkie dotychczas, szła sama. Nie przywiązywała się do nikogo, ale się nie załamała. Szła dalej i miała wrażenie, że jest wystarczająco twarda, by przeżyć. Po długiej wędrówce natrafiła na sam środek bitwy. Była to wojna pomiędzy Sforą Psiego Głosu, a Watahą Braterskiej Krwi. Another, choć nigdy nie należała do żadnej sfory, zdecydowała się dołączyć. Pomimo tego, że trwa wojna, ona dalej wie jedną rzecz.Co z tego, że była dopiero szczeniakiem? Uważa, że wciąż jest na tyle silna, aby pokonać wszelkie przeszkody na swojej drodze. Teraz jest już dorosła... Kto wie, co będzie dalej?
Another przyszła na świat w Wenecji. Była jedną z ośmiu szczeniąt dwóch tollerów. Wiodła spokojne życie, aż pewnego razu wybrała się na nocny spacer... Było to wyjątkowo niemądre. Przechodziła przez jeden z mostków, który był zbudowany nad kanałem. Skręciła w ciemną uliczkę, potem w kolejną... Zwiedziła dużą część tego miasta, ale gdy chciała wrócić był spory problem... Nie umiała. Zgubiła się, co tu ukrywać.
Przerażona zaczęła biegać wszędzie, co tylko pogorszyło sytuację. Już nigdy nie znalazła swojej rodziny. Przygarnęła ją jakaś dziewczyna, która przyjechała do tego miasta na dwa tygodnie. Później wyjechała... i zabrała ze sobą Another. Nadała jej inne imię - Nancy. To jeszcze bardziej przypominało jej rodzinę, co było trudne. Długo nie mogła uwierzyć w swoją głupotę. Nie umiała zrozumieć samej siebie - jak mogła okazać się taką nierozważną suczką?
Pewnego razu wymknęła się w nocy. Taka pora dnia ponownie przywołała wspomnienia, ale dała radę. Nie poddała się i trafiła na sforę. Została tam na jakiś czas, ale oczywiście wszystko się popsuło. Ponownie miała okazję, aby się wykazać... Pokłóciła się z jakimś członkiem sfory i uciekła do najbliższego miasta. Tam została porwana do schroniska. To wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążyła się obejrzeć, a już siedziała w klatce. Za późno. Wiedziała, co to oznacza, choć nigdy nigdy nie była w schronisku, ale widziała dookoła kilka psów. Jeden duży owczarek nastraszył ją, że zostanie zabita. Przestraszona Another usiłowała się wydostać. Słyszała komentarze do zdania owczarka typu: "Nie strasz szczeniaka, już i tak jest przestraszona", co ją irytowało.
Jakoś tak się wszystko potoczyło, że trafiła na wolność. Wyrwała się na spacerze. Kolena ucieczka. Tollerka spodziewała się następnych przygód, nie zawsze miłych. Przez życie, choć krótkie dotychczas, szła sama. Nie przywiązywała się do nikogo, ale się nie załamała. Szła dalej i miała wrażenie, że jest wystarczająco twarda, by przeżyć. Po długiej wędrówce natrafiła na sam środek bitwy. Była to wojna pomiędzy Sforą Psiego Głosu, a Watahą Braterskiej Krwi. Another, choć nigdy nie należała do żadnej sfory, zdecydowała się dołączyć. Pomimo tego, że trwa wojna, ona dalej wie jedną rzecz.Co z tego, że była dopiero szczeniakiem? Uważa, że wciąż jest na tyle silna, aby pokonać wszelkie przeszkody na swojej drodze. Teraz jest już dorosła... Kto wie, co będzie dalej?
Inne zdjęcia: Było, minęło, przepadło - jako szczeniak
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15
wtorek, 11 listopada 2014
Od Another
Budzę się i z początku nie chce mi się otwierać oczu. Znów następuje kolejny dzień mojego życia. Co takiego ciekawego miałoby się w nim wydarzyć?
Niechętnie je otwieram. Promienie słońca celują prosto w moje oczy. Krzywię się i wychodzę na zewnątrz. Przed oczami staje mi widok sektoru, w którym obecnie mieszkam - Avendeer. Dokładniej Fioletowa Rzeczka. Biegnę do przodu i przeskakuję z jednej skałki na drugą. Wszystkie są białe, woda błękitna, zaś drzewa fioletowe. Z tego powodu to miejsce tak bardzo mi się spodobało.
Wzdycham. Jest wojna, a ja tu sobie skaczę po kamieniach. Nie rozumiem samej siebie. Ale z drugiej strony - co ktoś taki jak ja mógłby zrobić? Niewiele...
Siadam na białej skale i wpatruję się w wodę, która leniwie płynie do przodu. Skakanie do niej nie byłoby zbyt mądre. Ale czy siedzenie i gapienie się na rzekę jest lepsze? Zdecydowanie nie. Dlaczego nie jestem podobna do większości szczeniaków? Czemu nie umiem się normalnie bawić z innymi? Zamiast spędzania czasu jak normalny szczeniak poszłam nad rzekę. Właściwie to nie poszłam, bo ja tu mieszkam, ale myślę. Myślę, nie śmieję się, nie biegam po łąkach.
Gdybym nie poszła na ten nocny spacer jakiś czas temu, moje życie na pewno wyglądałoby inaczej. Bawiłabym się z moim rodzeństwem zamiast zastanawiania się nad przyszłością. Staram się nie rozmyślać o starym domu - nie wychodzi mi. Jak zwykle.
Nagle słyszę ciche kroki za sobą. Próbuję nie zwracać na nie uwagi, kolejna rzecz, która mi nie idzie. Nie wytrzymuję i odwracam się. Przede mną stoi jakiś szczeniak. Nie mam pojęcia, kto to jest. Już za późno na odwrót, nie wypada teraz odejść, a w moim zwyczaju jest grzeczność.
- Kim jesteś? - pytam niepewnie. Przyglądam się mu uważniej. Widzę, że jest to jasnobrązowy chart, ale końcówki jego uszu są bardzo ciemne, zresztą tak jak oczy.
- Miałem zamiar zadać to samo pytanie. - szepcze patrząc na mnie. Dziwnie się przy tym czuję, jakby miał teraz przeczytać wszystkie moje myśli, choć wiem, że to niemożliwe. - Jak masz na imię?
- Another. - odpowiadam starając się, aby nie brzmiało to niechętnie. Nigdy nie lubiłam się przedstawiać, bo zawsze mówiłam, że jestem Another, nie Another Day i czułam, że kłamię. Wprawdzie to krótsza wersja mojego imienia, no ale cóż. Nie przypominam sobie, czy kiedykolwiek komuś nieznajomemu podałam swoje pełne imię. - A Ty?
- Rosso. - Jemu z kolei z łatwością przychodzi przedstawienie się. Też bym tak chciała.
- Miło poznać. - zmuszam się do uśmiechu. Zerkam kątem oka na wodę, żeby zobaczyć swoje odbicie, ale jestem zbyt wysoko, aby móc analizować moją minę. Następuje cisza, słychać jedynie szum wiatru pomiędzy drzewami.
- Kim jesteś w Sforze Psiego Głosu? - odzywa się.
- Szczeniakiem. - parskam.
- A ja jestem potomkiem Bet. - mówi. Najdziwniejsze jest to, że nie mówi tego takim tonem, jakby chciał się przechwalać, choć może być z tego dumny. Ja pewnie bym była i nie ukrywałabym swojego zadowolenia... W pewnej chwili uświadamiam sobie jedną rzecz. Skoro jest młodym Betą, to nie powinien mnie atakować, a ja nie powinnam się tego obawiać. Uspokajam się trochę.
- To fajnie. - stwierdzam. - Masz rodzeństwo? - próbuję nie myśleć o swoim rodzeństwie. Odwracam głowę i mrugam kilka razy oczami, aby tego nie widział.
- Tak. Trzy siostry i dwóch braci. - Na jego pysku dostrzegam ledwo zauważalny uśmiech. Wydaje się miły, więc próbuję też taka być. - Bona, Humphrey, Curry, Akkie... - zaczyna wymieniać.
- Sporo. - zauważam. Ja miałam trzy siostry i trzech braci, ale czas sprawił, że zdążyłam zapomnieć, jak to było.
- Wiem. - przyznaje pies. - Po co tu przyszłaś? Jesteś sama? - unosi brew.
- Teraz już nie.
- Ale czy był ktoś z tobą? - dopytuje się.
- Nie. - odpowiadam. - Ja tu mieszkam. Rano wstałam i postanowiłam, że po prostu przyjdę.
- Aha. - powoli kiwa głową. - Nie wolisz pobyć w miejscu, gdzie jest więcej szczeniaków? - dziwi się.
- Nie jestem zbyt... towarzyska. - stwierdzam. - Preferuję ciszę i spokój. Nie przepadam za hałasem. - wyjaśniam. - A tu słychać niewiele.
Wzrok Rosso świadczy o tym, że rozumie. To chyba dobrze.
- Jest jakieś miejsce, które lubisz i często je odwiedzasz? - pytam. Chart chwilę się zastanawia, po czym odpowiada...
Rosso?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)