Pozbawiona przytomności zostałam (chyba) zaciągnięta na północny skraj Sfory. Wilki szły niestrudzenie jednocześnie wlokąc mnie po ziemi za wbijające się w łapy i pysk, prymitywnie zrobione sznurki. Nagle ciągnący mnie, jakby na komende, puścili sznurki i uciekli zostawiając mnie na łaskę (przynajmniej tak szczekali) Myśliwych.
- Shi! Nic ci nie jest? -usłyszałam dzobrze mi znany głos.
- Chyba nie... Gdzie jesteśmy?
- Przy północnej granicy. Dasz radę iść?
- Raczej tak - odpowiedziałam powoli wstając.
- To chodźmy. Noc się kończy, więc musimy się pośpieszyć.
Ruszyliśmy skrótem.
***
- Tu cię złapali - powiedział smutnym głosem Ezio. - Nie wychodź więcej w nocy. Dobrze?
Przytaknęłam tylko w odpowiedzi i poszliśmy dalej.
***
Brakowało nam pewnie jakiegoś kilometra, gdy jakieś pięćdziesiąt metrów przed nami pojawiła się Chili...
(Ezio? Co my teraz zrobimy?)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shisuhito. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shisuhito. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 30 października 2014
czwartek, 23 października 2014
Od Shisuhito
Las w nocy to najpiękniejsze miejsce na Ziemii. Światło księżyca przebijało się przez gałęzie tworząc magiczną poświatę. Jednak coś musiało mi zakłócić ten moment refleksji. Najpierw usłuszałam jedno, pojedyncze warknięcie, a potem rozległo się zbiorowe wycie...
Wtedy przypomniałam sobie to, przed czym ostrzegał mnie Ezio. Wilki, stan wojenny, czyli nie wolno wychodzić po zmroku z swoich jaskiń, a ja jak głupia dałam się ponieść chwili i teraz znajduje się dobrych pare kilometrów od Ezia i domu...
Ruszyłam biegiem tak szybkim jak tylko mogłam, ale i tak zostałam złapana i brutalnie rzucona na ziemię.
- Okrążyć ją! - Rozkazywał największy, stojący nade mną wilk. - Co ty tu robisz, psia imitacjo wadery?
Pytanie skierował do mnie, jednak dotarło to do mnie dopiero, gdy ugryzł mnie w szyję.
- Wracam od wodopoju. Czy ktoś nie mówił Ci, że z ciężarnymi należy obchodzić się delikatnie? - Zapytałam z nutą pogardy w głosie. Wilk nie odpowiedział mi. Rzucił tylko "Zabrać ją" do swoich i odszedł, a ja zostałam powleczona w jakimś nieznanym mi kierunku. Zawyłam chcąc zawołac Ezia i zostałam przez to brutalnie pozbawiona przytomności....
(Ezio?)
Wtedy przypomniałam sobie to, przed czym ostrzegał mnie Ezio. Wilki, stan wojenny, czyli nie wolno wychodzić po zmroku z swoich jaskiń, a ja jak głupia dałam się ponieść chwili i teraz znajduje się dobrych pare kilometrów od Ezia i domu...
Ruszyłam biegiem tak szybkim jak tylko mogłam, ale i tak zostałam złapana i brutalnie rzucona na ziemię.
- Okrążyć ją! - Rozkazywał największy, stojący nade mną wilk. - Co ty tu robisz, psia imitacjo wadery?
Pytanie skierował do mnie, jednak dotarło to do mnie dopiero, gdy ugryzł mnie w szyję.
- Wracam od wodopoju. Czy ktoś nie mówił Ci, że z ciężarnymi należy obchodzić się delikatnie? - Zapytałam z nutą pogardy w głosie. Wilk nie odpowiedział mi. Rzucił tylko "Zabrać ją" do swoich i odszedł, a ja zostałam powleczona w jakimś nieznanym mi kierunku. Zawyłam chcąc zawołac Ezia i zostałam przez to brutalnie pozbawiona przytomności....
(Ezio?)
środa, 25 czerwca 2014
Od Shisuhito - CD historii Ezio
Leżenie było nudne, więc zabrałam się za dalsze plecenie zasłon. Po paru godzinach skończyłam i poprosiłam Ezz'a o zaczepienie ich nad wejściem do jaskini, tak aby je zasłaniały. Potem poszłam na spacer nad wodospad. Zawsze mi się podobał, a w środku lata wyglądał jak nie z tego świata. Stanęłam przy krawędzi patrząc na piękno opadającej wody. Nagle zakręciło mi się w głowie i straciłam przytomność i spadłam w dół. Jak woda...
(Ezio? Ja się topię!)
(Ezio? Ja się topię!)
czwartek, 19 czerwca 2014
Shisuhito kupuje zmetalizowany liść Drzewa Karea!
Tym samym skraca czas dorastania szczeniąt swoich i Ezio o 5 dni.
<-70LDK>
<-70LDK>
czwartek, 12 czerwca 2014
Shisuhito jest w ciąży!
Doczekaliśmy się szczeniąt Ezio i Shisuhito! Z różnych względów nie losuję rasy, jeśli chcecie - do dOWg. Czy będzie losowania u innych par? Może...
Matka: Shisuhito
Ojciec: Ezio
Liczba szczeniąt: 9 (w tym 2 psy i 7 suczek)
Rasa szczeniąt: Mieszańce saarlooswolfhond'a i shikoku ken
Data narodzin: 16-18 czerwca
Lekarz prowadzący: Geris
Od Shisuhito - CD historii Ezio
Z trudem zasnęłam tuląc się w sierść Ezz'a. Miły podszerstek pozwolił mi szybko oddalić się w krainę marzeń, jednak grzmoty i błyski nie pozwalały mi zebrać myśli. Postanowiłam tylko, że jutro uplotę z trzciny zasłonę na wejście do jaskini, a następnie pocałowałam Ezio'a. On najwyraźniej wiedział czego chcę i odwzajemnił pieszczotę. Nie była to normalna noc...
***Rano***
Zgodnie z obietnicą wyruszyłam nad mały, porośnięty trzciną stawek. Zebrałam jej bardzo dużo, więc poprosiłam Ezio, aby pomógł mi ją zanieść, a następnie podzieliłam ją na płaskie pasy i zaczęłam pleść.
Początek nie imponował wyglądem, jednak dalsza część była trochę bardziej ciekawsza.
Po obiedzie znów poszłam z Ezz'em nad staw.
Gdy byliśmy w drodze powrotnej nagle poczułam chęć, a raczej mus, zwrócenia obiadu. Następnie zrobiło mi się słabo i straciłam przytomność...
***Jakiś czas później***
Obudziłam się w naszej (moje i Ezz'a) jaskini, jednak poza mną i nim znajdowała się tam jeszcze Chili. Nasza nowa beta
- Obudziła się - usłyszałam cichy szept Ezio'a. Następnie odezwała się Chili:
- Jesteś w ciąży. Gratulacje!
To sprawiło, że zaczęłam płakać ze szczęścia...
Ezio?
***Rano***
Zgodnie z obietnicą wyruszyłam nad mały, porośnięty trzciną stawek. Zebrałam jej bardzo dużo, więc poprosiłam Ezio, aby pomógł mi ją zanieść, a następnie podzieliłam ją na płaskie pasy i zaczęłam pleść.
Początek nie imponował wyglądem, jednak dalsza część była trochę bardziej ciekawsza.
Po obiedzie znów poszłam z Ezz'em nad staw.
Gdy byliśmy w drodze powrotnej nagle poczułam chęć, a raczej mus, zwrócenia obiadu. Następnie zrobiło mi się słabo i straciłam przytomność...
***Jakiś czas później***
Obudziłam się w naszej (moje i Ezz'a) jaskini, jednak poza mną i nim znajdowała się tam jeszcze Chili. Nasza nowa beta
- Obudziła się - usłyszałam cichy szept Ezio'a. Następnie odezwała się Chili:
- Jesteś w ciąży. Gratulacje!
To sprawiło, że zaczęłam płakać ze szczęścia...
Ezio?
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Od Shisuhito - CD historii Robina
W moim umyśle powoli kiełkowała panika. Córka strachu. Już miałam zacząć kopać łapami błoto, gdy przpomniałam sobie, że to tylko sprawi szybszą śmierć.
Ellie niezdecydowana stała na brzegu.
- Znajdź jakąś linę! - Krzyknął Robin. Suka pobiegła w stronę lasę i po chwili wrociła z jakimś dłuższym kawałkiem urwanej liny.
Rzuciła ją najpierw w stronę Robina, aby następnie za jego pomocą wyciągnąć z błota mnie.
Pies wyszedł na brzeg. Po chwili mi również została rzucona lina. złapałam ją mocno w zęby. Nawet nie zauważyłam jak znów byłam na brzegu.
- To jak teraz pójdziemy? - Zapytałam ze zrezygnowaniem.
Ellie? Robin?
Ellie niezdecydowana stała na brzegu.
- Znajdź jakąś linę! - Krzyknął Robin. Suka pobiegła w stronę lasę i po chwili wrociła z jakimś dłuższym kawałkiem urwanej liny.
Rzuciła ją najpierw w stronę Robina, aby następnie za jego pomocą wyciągnąć z błota mnie.
Pies wyszedł na brzeg. Po chwili mi również została rzucona lina. złapałam ją mocno w zęby. Nawet nie zauważyłam jak znów byłam na brzegu.
- To jak teraz pójdziemy? - Zapytałam ze zrezygnowaniem.
Ellie? Robin?
niedziela, 1 czerwca 2014
Od Shisuhito - CD historii Hockey'a
Podążyłam za Robinem. Nie wiedziałam, czy traktować się jako "nową", czy "starą" członkinią Sfory, ale stwierdziłam, że zaryzykuję. I tak nie było sensu się zastanawiać.
Gdy doszliśmy do weterynarii Hockey przedstawił nam plan działania.
Ktoś z ekipy?
Gdy doszliśmy do weterynarii Hockey przedstawił nam plan działania.
Ktoś z ekipy?
sobota, 31 maja 2014
Od Shisuhito - CD historii Ellie
- Wystarczy przepłynąć. Albo obejść - rzuciłam z obojętnością. - Wody się boicie?
Psy spuściły oczy. Powoli weszłam do zimnej wody, która pomimo pełni wiosny nie była ciepła. Przeszłam kilka kroków, po chwili tracąc grunt.
- Idziecie? - Zapytałam obracając się. Robin wskakiwał już do wody, a Ellie stała z powątpiewaniem na brzegu.
- Ja nie wiem, czy to napewno taki dobry pomysł...
Ellie? Robin?
Psy spuściły oczy. Powoli weszłam do zimnej wody, która pomimo pełni wiosny nie była ciepła. Przeszłam kilka kroków, po chwili tracąc grunt.
- Idziecie? - Zapytałam obracając się. Robin wskakiwał już do wody, a Ellie stała z powątpiewaniem na brzegu.
- Ja nie wiem, czy to napewno taki dobry pomysł...
Ellie? Robin?
wtorek, 13 maja 2014
Od Shisuhito - CD historii Ezio
Zebrałam trochę badyli i chrustu na ognisko, a następnie, zgodnie z wskazówkami Ezz'a, rozpaliłam je za pomocą krzemienia.
- Jak Ci idzie?
- Dobrze. Już kończę. Gdy Ezio kopał w jaskini ja udałam się na polowanie. Po chwili piekłam na prowizorycznym ruszcie dwie kuropatwy oraz królika, a nieopodal leżał martwy dzik. - Co tak ładnie pachnie? - Chodź i sam zobacz. Ezio podszedł do ogniska i spojrzał na upolowaną przeze mnie zwierzynę. - Jemy? - zapytałam wskazując kuropatwy. - Jemy - przytaknął pies i po chwili zajadaliśmy się kuropatwami. Następnie oprawiliśmy dzika i włożyliśmy do spiżarni. - To co robimy? - zapytałam po ukończeniu tych wszystkich czynności. - Nie wiem jak ty, ale ja mam już plan na ten wieczór... - powiedział Ezz uśmiechając się chytrze. Coś czuję, że to nie będzie normalna noc. < Ezz? Sorry, że tak długo, ale nie miałam czasu. > |
niedziela, 4 maja 2014
Od Shisuhito - CD historii Ezio
- To wtakim razie możesz mieszkać u mnie - oznajmiłam patrząc psu w oczy. - Co o tym sądzisz?
- A może zamieszkamy w innym miejscu. Co jak co, ale tu nie jest zbyt wesoło...
- To zamieszkajmy w... - zawachałam się myśląc nad odpowiednim miejscem.
- W Zielonym Lesie - dokończył za mnie Ezio.
Ruszyliśmy poszukać odpowiedniej jaskini dla nas obojga.
<Ezio? Wiem, że mogłoby być dłuższe, ale młodsze rodzeństwo jest bardzo wkur...rzające. Niestety.>
- A może zamieszkamy w innym miejscu. Co jak co, ale tu nie jest zbyt wesoło...
- To zamieszkajmy w... - zawachałam się myśląc nad odpowiednim miejscem.
- W Zielonym Lesie - dokończył za mnie Ezio.
Ruszyliśmy poszukać odpowiedniej jaskini dla nas obojga.
<Ezio? Wiem, że mogłoby być dłuższe, ale młodsze rodzeństwo jest bardzo wkur...rzające. Niestety.>
środa, 30 kwietnia 2014
Od Shisuhito - CD historii Ezio
- Ohayõ - odrzekłam po chwili. - To wszystko dla mnie?
Ezio skinął w odpowiedzi głową. Nie byłam głodna (czytaj: gdybym mogła zjadłabym konia z kopytami, ale mój nieopisany jadłowstręt nie pozwalał mi nic z tym zrobić), ale nie chcąc urazić psa wzięłam przypieczoną, króliczą nóżkę i zaczęłam ją skubać w kącie.
- Dlaczego nie jesz? - zapytałam po chwili.
- Czekam, aż skończysz...
- To możesz już, bo ja nie jestem głodna! - Krzyknęłam zirytowana rzucając nadryzioną nóżkę w ogień i zdenerwowana opuściłam jaskinię.
Gdy dotarłam do jakiegoś strumienia, rozpłakałam się. Znam Ezz'a dopiero jeden dzień, ale coś do niego czuję i wiem, że moje dzisiejsze zachowanie go uraziło i... i... i pewnie się ode mnie odwróci i... i... i znowu będę sama... Mój płacz przerodził się w histerię. Miałam ochotę zakończyć swój żywot. Weszłam do lodowatej wody, aby po chwili zostać wyciągniętą na brzeg przez czyjeś silne łapy. Obróciłam się w stronę mojego wybawcy i zobaczyłam Ezz'a. Czując, że to odpowiedni moment podniosłam głowę i, patrząc w jego jasne oczy, musnęłam delikatnie jego wargi. Ezio najwyraźniej wiedział o co mi chodzi, ponieważ zamiast przerwać, pogłębił pocałunek.
- Kocham cię... - szepnęłam ledwie słysząc swój głos.
< Ezio? >
Ezio skinął w odpowiedzi głową. Nie byłam głodna (czytaj: gdybym mogła zjadłabym konia z kopytami, ale mój nieopisany jadłowstręt nie pozwalał mi nic z tym zrobić), ale nie chcąc urazić psa wzięłam przypieczoną, króliczą nóżkę i zaczęłam ją skubać w kącie.
- Dlaczego nie jesz? - zapytałam po chwili.
- Czekam, aż skończysz...
- To możesz już, bo ja nie jestem głodna! - Krzyknęłam zirytowana rzucając nadryzioną nóżkę w ogień i zdenerwowana opuściłam jaskinię.
Gdy dotarłam do jakiegoś strumienia, rozpłakałam się. Znam Ezz'a dopiero jeden dzień, ale coś do niego czuję i wiem, że moje dzisiejsze zachowanie go uraziło i... i... i pewnie się ode mnie odwróci i... i... i znowu będę sama... Mój płacz przerodził się w histerię. Miałam ochotę zakończyć swój żywot. Weszłam do lodowatej wody, aby po chwili zostać wyciągniętą na brzeg przez czyjeś silne łapy. Obróciłam się w stronę mojego wybawcy i zobaczyłam Ezz'a. Czując, że to odpowiedni moment podniosłam głowę i, patrząc w jego jasne oczy, musnęłam delikatnie jego wargi. Ezio najwyraźniej wiedział o co mi chodzi, ponieważ zamiast przerwać, pogłębił pocałunek.
- Kocham cię... - szepnęłam ledwie słysząc swój głos.
< Ezio? >
czwartek, 24 kwietnia 2014
Od Shisuhito - CD historii Ezio
- Dzięki - uśmiechnęłam się miło. - A jeśli chodzi o miejsce zamieszkania, to możesz mieszkać ze mną do czasu, gdy znajdziesz swoje miejsce... Razem podobno raźniej.
Ezio uśmiechnął się w odpowiedzi. "Ten pies dużo zmieni w twoim życiu...", powiedział ten głos zwany przez nas "zdrowym rozsądkiem". Zawsze się pojawiał w chwilach wahania i dezorientacji. Rzadko kiedy z tak bezsensownych powodów jak ten.
- O czy tak myślisz?
- A takie tam rozmyślania współczesnej abstrakcjonistki... - odpowiedziałam wpatrując się w płomienie. Czasem można w nich znaleźć natchnienie.
Ezz, tak go nazwałam w myślach, zatrząsł się.
- Nie jest ci zimno? - zapytałam z poczuciem winy, że ja się grzeję pod niedźwiedzią skórą, a on tam marznie.
- Trochę - skłamał samiec.
Na siłę narzuciłam na niego okrycie. Przecież zaraz koniec jesieni! Takie bezmyślne marznięcie na dworze może się skończyć przeziębieniem lub, co gorsza, grypą.
- Mam tu niedaleko jaskinię... - Powiedziałam cicho uprzytomniając sobie ten fakt. Przecież daleko do lasu nie mam. Ja w nim mieszkam. - Możemy tam pójść...
- Naprawdę mnie do siebie zapraszasz? - nie dowierzał mi Ezio.
- Naprawdę - odpowiedziałam wstając. - Weź "niedźwiedzia".
Ruszyliśmy, wcześniej gasząc nasze skromne ognisko, w stronę mojej kochanej jaskini. Była dość blisko, po niecałej półgodzinie dotarliśmy na miejsce.
- Poczekaj tu chwilę - powiedziałam do mojego towarzysza i ulotniłam się w lesie.
Po chwili wróciłam z mchem i innymi miękkimi naturalnymi "poduszeczkami", a następnie ułożyłam z nich legowisko na dużej półce skalnej umieszczonej w połowie wysokości ściany.
- Ezio! Pora spać! - Krzyknęłam zabawnie.
Pies zgrabnie wskoczył na półkę, a następnie razem położyliśmy się na legowisku i przykryliśmy skórą. Przynajmniej było nam ciepło.
***w nocy***
Obudziłam się o nieznanej mi porze z krzykiem na ustach i mokrym od potu ciałem. "Znów powrócił", pomyślałam. Parę dni po mojej ucieczce z miasta męczyły mnie koszmary. O mojej śmierci i o śmierci moich bliskich. Mimowolnie zapłakałam.
- Co się stało? - zapytał troskliwie Ezz, jednak po chwili domyślił się o co chodzi. Przytulił mnie i zaczął powtarzać półgłosem:
- Nie martw się. To tylko sen... Tylko sen...
Po jakimś czasie zmorzył nas sen.
< Ezio? Co będzie dalej? >
Ezio uśmiechnął się w odpowiedzi. "Ten pies dużo zmieni w twoim życiu...", powiedział ten głos zwany przez nas "zdrowym rozsądkiem". Zawsze się pojawiał w chwilach wahania i dezorientacji. Rzadko kiedy z tak bezsensownych powodów jak ten.
- O czy tak myślisz?
- A takie tam rozmyślania współczesnej abstrakcjonistki... - odpowiedziałam wpatrując się w płomienie. Czasem można w nich znaleźć natchnienie.
Ezz, tak go nazwałam w myślach, zatrząsł się.
- Nie jest ci zimno? - zapytałam z poczuciem winy, że ja się grzeję pod niedźwiedzią skórą, a on tam marznie.
- Trochę - skłamał samiec.
Na siłę narzuciłam na niego okrycie. Przecież zaraz koniec jesieni! Takie bezmyślne marznięcie na dworze może się skończyć przeziębieniem lub, co gorsza, grypą.
- Mam tu niedaleko jaskinię... - Powiedziałam cicho uprzytomniając sobie ten fakt. Przecież daleko do lasu nie mam. Ja w nim mieszkam. - Możemy tam pójść...
- Naprawdę mnie do siebie zapraszasz? - nie dowierzał mi Ezio.
- Naprawdę - odpowiedziałam wstając. - Weź "niedźwiedzia".
Ruszyliśmy, wcześniej gasząc nasze skromne ognisko, w stronę mojej kochanej jaskini. Była dość blisko, po niecałej półgodzinie dotarliśmy na miejsce.
- Poczekaj tu chwilę - powiedziałam do mojego towarzysza i ulotniłam się w lesie.
Po chwili wróciłam z mchem i innymi miękkimi naturalnymi "poduszeczkami", a następnie ułożyłam z nich legowisko na dużej półce skalnej umieszczonej w połowie wysokości ściany.
- Ezio! Pora spać! - Krzyknęłam zabawnie.
Pies zgrabnie wskoczył na półkę, a następnie razem położyliśmy się na legowisku i przykryliśmy skórą. Przynajmniej było nam ciepło.
***w nocy***
Obudziłam się o nieznanej mi porze z krzykiem na ustach i mokrym od potu ciałem. "Znów powrócił", pomyślałam. Parę dni po mojej ucieczce z miasta męczyły mnie koszmary. O mojej śmierci i o śmierci moich bliskich. Mimowolnie zapłakałam.
- Co się stało? - zapytał troskliwie Ezz, jednak po chwili domyślił się o co chodzi. Przytulił mnie i zaczął powtarzać półgłosem:
- Nie martw się. To tylko sen... Tylko sen...
Po jakimś czasie zmorzył nas sen.
< Ezio? Co będzie dalej? >
wtorek, 22 kwietnia 2014
Od Shisuhito - CD historii Ezio
- ZepsułAŚ, jestem suką, a nie psem - sprostowałam błąd związany z określeniem mojej płci.
Samiec prychnął tylko w odpowiedzi i rzekł:
- Ale to nie zmienia faktu, że je zepsułaś i nie mam co jeść.
- O... Biedna psinka - powiedziałam z udawaną troską w głosie. - Może upolujemy coś razem? - Zaproponowałam w przeprosinach.
- A niby co?
Obróciłam się w zastanowieniu. Nagle w oddali zamajaczyła sylwetka niedźwiedzia.
- Chyba na niedźwiedzia... - podzieliłam się spostrzeżeniem wskazując psu pędzącą na nas bestię.
Wskoczyliśmy w krzaki.
- Na trzy wyskakujemy i wtapiamy kły w jego kark. OK? - Zapytał szeptem mój towarzysz.
- OK.
Gdy niedźwiedź był już odpowiednio blisko zgodnie z umową skoczyliśmy i upolowaliśmy go.
- Tak w ogóle, to się jeszcze nie przedstawiłam. Shisuhito. Miło mi.
- Ezio. Mi również.
< Ezio? >
Samiec prychnął tylko w odpowiedzi i rzekł:
- Ale to nie zmienia faktu, że je zepsułaś i nie mam co jeść.
- O... Biedna psinka - powiedziałam z udawaną troską w głosie. - Może upolujemy coś razem? - Zaproponowałam w przeprosinach.
- A niby co?
Obróciłam się w zastanowieniu. Nagle w oddali zamajaczyła sylwetka niedźwiedzia.
- Chyba na niedźwiedzia... - podzieliłam się spostrzeżeniem wskazując psu pędzącą na nas bestię.
Wskoczyliśmy w krzaki.
- Na trzy wyskakujemy i wtapiamy kły w jego kark. OK? - Zapytał szeptem mój towarzysz.
- OK.
Gdy niedźwiedź był już odpowiednio blisko zgodnie z umową skoczyliśmy i upolowaliśmy go.
- Tak w ogóle, to się jeszcze nie przedstawiłam. Shisuhito. Miło mi.
- Ezio. Mi również.
< Ezio? >
Od Shisuhito
Każda godzina spędzona wśród farb i płócien oddalała moje myśli od smutnej rzeczywistości i pomagała przemyśleć pewne sprawy. Na przykaład sprawę posiadania młodych. Moje pragnienie ich posiadania, a jednocześnie strach o dwie rożne sprawy,
1. że nie będę dobrą matką,
2. a jeśli moje szczenięta będą wcześniakami albo, co gorsza, niepełnosprawne lub słabe i zostaną pozostawione przez sforę na pastwę losu?
Ta sprawa nurtoje mnie od dawna. Cały czas nie mogę sobie z nią poradzić.
Na obrazie zaczęly się ukazywać konkretne kształty, pomimo abstrakcyjności malowidła. Smutne barwy szarości i czerni potęgowały w duszy uczucie smutku i przywracały myśli o utraconym dzieciństwie.
"Zbyt szybko dorosłaś, Shisu..."
Nagle pewna zamyślona osoba z tyłu zakłóciła moje rozmyślania.
- Hej! Uważaj jak chodzisz! - Krzyknęłam patrząc na swoje ochlapane farbą futro.
- Przepraszam... Zamyśliłem się - odparł twórca całej sytuacji.
Odwróciłam sie, a za mną ukazał się wilkopodobny pies.
- Kim jesteś? - Zapytałam się zaciekawiona moim "gościem'.
- Jestem Ezio. A ty?
- Shisuhito.
<Ezio?>
1. że nie będę dobrą matką,
2. a jeśli moje szczenięta będą wcześniakami albo, co gorsza, niepełnosprawne lub słabe i zostaną pozostawione przez sforę na pastwę losu?
Ta sprawa nurtoje mnie od dawna. Cały czas nie mogę sobie z nią poradzić.
Na obrazie zaczęly się ukazywać konkretne kształty, pomimo abstrakcyjności malowidła. Smutne barwy szarości i czerni potęgowały w duszy uczucie smutku i przywracały myśli o utraconym dzieciństwie.
"Zbyt szybko dorosłaś, Shisu..."
Nagle pewna zamyślona osoba z tyłu zakłóciła moje rozmyślania.
- Hej! Uważaj jak chodzisz! - Krzyknęłam patrząc na swoje ochlapane farbą futro.
- Przepraszam... Zamyśliłem się - odparł twórca całej sytuacji.
Odwróciłam sie, a za mną ukazał się wilkopodobny pies.
- Kim jesteś? - Zapytałam się zaciekawiona moim "gościem'.
- Jestem Ezio. A ty?
- Shisuhito.
<Ezio?>
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Od Shisuhito - CD historii Robina
- Dziękuję - uśmiechnęłam się niewyraźnie.
Rana, pomimo opatrunku, paliła żywym ogniem, a moje ciało powoli słabło pod naporem rozpalającej je gorączki. "Zakarzenie", pomyślałam. Niepewnie się chwiejąc ruszyłam za Robinem, jednak łapy odmówiły mi posłuszeństwa i upadłam. Jęcząc cicho próbowałam znów stanąć, lecz po chwili utraciłam świadomość...
***Nieznana ilość czasu później***
Próbowałam wypłynąć z kleistej mazi nieświadomości kierując sie słabo znanym mi głosem. przez głowę przeleciały mi wydarzenia sprzed ostatnich kilku godzin. A może dni lub nawet tygodni? Nie wiem, ile czasu i jakich jego jednostek mogłam znajdować się w tym stanie, ale chciałam obudzić się właśnie w tej chwili.
Otwórz oczy!
Zmusiłam moje ciało do wysiłku i uchyliłam powieki. Nade mną stał jakiś pies, jednak aby określić kto to taki musiałam całkiem otworzyć oczy.
"Udało się!", pomyślalam, gdy byłam już wstanie określić tożsamość będącego przy mnie psa.
- Robin? - Zapytałam stojącego nieopodal bursztynookiego dingo.
< Robin? Co będzie dalej? >
Rana, pomimo opatrunku, paliła żywym ogniem, a moje ciało powoli słabło pod naporem rozpalającej je gorączki. "Zakarzenie", pomyślałam. Niepewnie się chwiejąc ruszyłam za Robinem, jednak łapy odmówiły mi posłuszeństwa i upadłam. Jęcząc cicho próbowałam znów stanąć, lecz po chwili utraciłam świadomość...
***Nieznana ilość czasu później***
Próbowałam wypłynąć z kleistej mazi nieświadomości kierując sie słabo znanym mi głosem. przez głowę przeleciały mi wydarzenia sprzed ostatnich kilku godzin. A może dni lub nawet tygodni? Nie wiem, ile czasu i jakich jego jednostek mogłam znajdować się w tym stanie, ale chciałam obudzić się właśnie w tej chwili.
Otwórz oczy!
Zmusiłam moje ciało do wysiłku i uchyliłam powieki. Nade mną stał jakiś pies, jednak aby określić kto to taki musiałam całkiem otworzyć oczy.
"Udało się!", pomyślalam, gdy byłam już wstanie określić tożsamość będącego przy mnie psa.
- Robin? - Zapytałam stojącego nieopodal bursztynookiego dingo.
< Robin? Co będzie dalej? >
czwartek, 17 kwietnia 2014
Od Shisuhito
- Tu zostaję - oznajmiłam krótko mojemu aż nazbyt miłemu przewodnikowi.
- Ale przecież to jest Las Smutku! - zawył z oburzeniem. - Tu nigdy nie jest wesoło...
- Mi jakoś jest. - odpowiedzialam głosem nieznoszącym sprzeciwu i ruszyłam szybkim krokiem do przodu.
Znalezienie i wystrojenie mojego przyszłego miejsca zamieszkania nie zajęło dużo czasu. Po niecałej godzinie moje mieszkanko było już gotowe, a ja głodna. Ruszyłam na polowanie.
***Jakiś czas później w głębokim lesie***
Wytropienie przysłej zdobyczy było nielada wyzwaniem, zwłaszcza jeśli wcześniej natknąłeś się na niedźwiedzia, który jednym machnięciem łapy rozorał ci bok. Brrr... Na samo wspomnienie ciarki przechodzą po plecach. Skręciłam w strone lecznicy. W końcu nie będę polować z rannym bokiem, zwłaszcza, że moją krew wyczuła już większość zwierząt w tym lesie.
- Co ci się stało? - zapytał miły głos za mną.
- Spotkanie z niedźwiedziem - odpowiedziałam wymijająco i odwróciłam się.
W odległości niecałych 10 metrów ode mnie stał wilkowaty pies. "To pewnie Dingo", pomyślałam przypiminając sobie tabelę na ścianie w mojej hodowli. Wyglądał bardzo podobnie, jednak głębokie, bursztunowe oczy różniły go z psem ze zdjęcia w tabeli.
- Nie wygląda to zbyt ciekawie - rzekł lustrując mnie swoimi oczyma.
- Cóż. Tak się kończą wpadki na wkurzone niedźwiedzie... - uśmiechnęłam (a raczej starałam się uśmiechnąć) miło.
- Chodź. Opatrzę twoją ranę - powiedział pies podchodząc coraz bliżej.
Poddałam się jego propozycji i ustawiłam się tak, aby miał lepszy dostęp do rany.
- Mogłabym wiedzieć jak ma na imię mój "wybawiciel"?
- Robin.
Chwilę smakowałam to imię. "Robin... nawet ładnie", pomyślałam.
- A ty, ranna istoto?
- Shisuhito. - przedstawiłam się cicho.
< Robin? >
- Ale przecież to jest Las Smutku! - zawył z oburzeniem. - Tu nigdy nie jest wesoło...
- Mi jakoś jest. - odpowiedzialam głosem nieznoszącym sprzeciwu i ruszyłam szybkim krokiem do przodu.
Znalezienie i wystrojenie mojego przyszłego miejsca zamieszkania nie zajęło dużo czasu. Po niecałej godzinie moje mieszkanko było już gotowe, a ja głodna. Ruszyłam na polowanie.
***Jakiś czas później w głębokim lesie***
Wytropienie przysłej zdobyczy było nielada wyzwaniem, zwłaszcza jeśli wcześniej natknąłeś się na niedźwiedzia, który jednym machnięciem łapy rozorał ci bok. Brrr... Na samo wspomnienie ciarki przechodzą po plecach. Skręciłam w strone lecznicy. W końcu nie będę polować z rannym bokiem, zwłaszcza, że moją krew wyczuła już większość zwierząt w tym lesie.
- Co ci się stało? - zapytał miły głos za mną.
- Spotkanie z niedźwiedziem - odpowiedziałam wymijająco i odwróciłam się.
W odległości niecałych 10 metrów ode mnie stał wilkowaty pies. "To pewnie Dingo", pomyślałam przypiminając sobie tabelę na ścianie w mojej hodowli. Wyglądał bardzo podobnie, jednak głębokie, bursztunowe oczy różniły go z psem ze zdjęcia w tabeli.
- Nie wygląda to zbyt ciekawie - rzekł lustrując mnie swoimi oczyma.
- Cóż. Tak się kończą wpadki na wkurzone niedźwiedzie... - uśmiechnęłam (a raczej starałam się uśmiechnąć) miło.
- Chodź. Opatrzę twoją ranę - powiedział pies podchodząc coraz bliżej.
Poddałam się jego propozycji i ustawiłam się tak, aby miał lepszy dostęp do rany.
- Mogłabym wiedzieć jak ma na imię mój "wybawiciel"?
- Robin.
Chwilę smakowałam to imię. "Robin... nawet ładnie", pomyślałam.
- A ty, ranna istoto?
- Shisuhito. - przedstawiłam się cicho.
< Robin? >
wtorek, 15 kwietnia 2014
Nowa suczka w Sforze - Shisuhito!
Kolejna suczka w Sforze, wyjątkowo wyjątkowa - Shisuhito. Na howrse spotkać można ją jako Hell'o'Kitty, co jak dla mnie powinna zobaczyć nasza dawna Fire :P
Nie jest to zwykła, otwarta suczka, do której można podejść i po prostu powiedzieć "cześć". I dobrze, bo roi nam się od takich. Rasa, której nie było i bardzo szczegółowy opis. No cóż, cechy zostały wykorzystane najwidoczniej w formie cech ogólnych, a nie jak zwykle - charakteru. Oczywiście, błędem to nie jest. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie...
Nie jest to zwykła, otwarta suczka, do której można podejść i po prostu powiedzieć "cześć". I dobrze, bo roi nam się od takich. Rasa, której nie było i bardzo szczegółowy opis. No cóż, cechy zostały wykorzystane najwidoczniej w formie cech ogólnych, a nie jak zwykle - charakteru. Oczywiście, błędem to nie jest. Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie...

Imię: Shisuhito
Płeć: Suka
Wiek: 3,5 roku
Rasa: Shikoku Ken
Stanowisko: Malarka
Partner: Samotność jest zbyt cudowna, aby ja zmieniać.
Młode: Zdanie Shisuhito na ten temat jest podzielone.
Rodzina:
matka - Izanami no kami
ojciec - Izanagi no kami
bracia - Tsukiyomi No Mikoto i Takehayasusanoo no Mikoto
Urodziny: 13 dzień zimy
Sektor: Navydeer - Las Smutku
Cechy: Shisuhito nie jest miłą, ani przyjemną suką. Uparta jak osioł, zawsze broni swego. Nie lubi być od kogoś zależna i jest typem samotnika. Wielbi chodzić własnymi ścieżkami i ma skłonności do dominacji nad innymi. Czuły nos nigdy jej nie zawodzi, wie kiedy ma się odpowiednio zachować. Towarzystwo nie jest jej potrzebne do życia, a samotność nigdy nie doskwierała. Ma wiele różnych cech, o których nie wie ten świat. Wychowywana w hodowli prowadzonej przez buddystów, jest urodzoną optymistką. Zawsze widzi światełko w tunelu, ale to nie zmienia jej stosunku do innych. W towarzystwie innych psów czuje się jak ktoś obcy, a dopiero wśród farb i płócien odzyskuje dawną przejżystość.
Shisuhito jest średniej wielkości szpicem o mocnej budowie. Ma stojące uszy skierowane do przodu oraz trójkątne, ciemnobrązowe oczy. Kufa zwęża się ku przodowi, brzuch jest podciągnięty, a ogon zwinięty i wysoko osadzony. Tylne kończyny Omi są dobrze umięśnione, a pazury ciemno zabarwione. Włos jest krótki i szorstki z miękkim podszerstkiem, który gęstnieje zimą.
Tyle by powiedział mało spostrzegawcze obserwator. Ten bardziej spostrzegawczy powiedziałby o niej tak:
Uszy wychwytujące każdy, nawet najcichszy, dźwięk, oczy lustrujące dusze i nos wyłapujący każdy zapach. Ogon zawinięty jak precelek, nie macha, ani nie okazuje radości. Brzuch podciągnięty, wyglądający jak od wieków pusty i głęboka klatka piersiowa poruszana krótkimi, płytkimi ruchami. Nogi w każdej chwili gotowe do męczącego biegu i zwrotu na jednej łapie. Miękkie, ciepłe futro, czarne wąsy i wargi. Zęby ostra jak noże, a kości twarde i odporne na złamania. Małe, delikatne łapy i mocne mięśnie poruszające każdym skrawkiem ciała...
Historia: Shisuhito i jej bracia urodzili się w małej hodowli psów prowadzonej przez buddyjskich kapłanów. Ponieważ Tsukiyomi No Mikoto urodził się w nocy, został nazwany na cześć boga księżyca, a, urodzony w trakcie huraganu, Takehayasusanoo na cześć boga wiatru. Traktowani jak świętość ponad innymi mieli niezły 'ubaw', jednak ignorowana przez resztę Shisuhito czuła się źle. Nie mogła zostać zaadoptowana do ukończenia dwóch lat, a inne szczenięta, gdy tylko odłączano je od matki były zabierane. Na początku Shi była dość samotna, jednak później przyzwyczaiła się do tego godząc się z losem.
Po dwóch latach została kupiona przez Nanami Otowa. Razem zamieszkały w Kanazawie, a później, z powodu długo poszukiwanej przez Nanami dobrej pracy prawniczej, przeprowadziły się do Tokio, gdzie Shisu uciekła w dalekie rejony tejże krainy.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Hell'o'Kitty
Płeć: Suka
Wiek: 3,5 roku
Rasa: Shikoku Ken
Stanowisko: Malarka
Partner: Samotność jest zbyt cudowna, aby ja zmieniać.
Młode: Zdanie Shisuhito na ten temat jest podzielone.
Rodzina:
matka - Izanami no kami
ojciec - Izanagi no kami
bracia - Tsukiyomi No Mikoto i Takehayasusanoo no Mikoto
Urodziny: 13 dzień zimy
Sektor: Navydeer - Las Smutku
Cechy: Shisuhito nie jest miłą, ani przyjemną suką. Uparta jak osioł, zawsze broni swego. Nie lubi być od kogoś zależna i jest typem samotnika. Wielbi chodzić własnymi ścieżkami i ma skłonności do dominacji nad innymi. Czuły nos nigdy jej nie zawodzi, wie kiedy ma się odpowiednio zachować. Towarzystwo nie jest jej potrzebne do życia, a samotność nigdy nie doskwierała. Ma wiele różnych cech, o których nie wie ten świat. Wychowywana w hodowli prowadzonej przez buddystów, jest urodzoną optymistką. Zawsze widzi światełko w tunelu, ale to nie zmienia jej stosunku do innych. W towarzystwie innych psów czuje się jak ktoś obcy, a dopiero wśród farb i płócien odzyskuje dawną przejżystość.
Shisuhito jest średniej wielkości szpicem o mocnej budowie. Ma stojące uszy skierowane do przodu oraz trójkątne, ciemnobrązowe oczy. Kufa zwęża się ku przodowi, brzuch jest podciągnięty, a ogon zwinięty i wysoko osadzony. Tylne kończyny Omi są dobrze umięśnione, a pazury ciemno zabarwione. Włos jest krótki i szorstki z miękkim podszerstkiem, który gęstnieje zimą.
Tyle by powiedział mało spostrzegawcze obserwator. Ten bardziej spostrzegawczy powiedziałby o niej tak:
Uszy wychwytujące każdy, nawet najcichszy, dźwięk, oczy lustrujące dusze i nos wyłapujący każdy zapach. Ogon zawinięty jak precelek, nie macha, ani nie okazuje radości. Brzuch podciągnięty, wyglądający jak od wieków pusty i głęboka klatka piersiowa poruszana krótkimi, płytkimi ruchami. Nogi w każdej chwili gotowe do męczącego biegu i zwrotu na jednej łapie. Miękkie, ciepłe futro, czarne wąsy i wargi. Zęby ostra jak noże, a kości twarde i odporne na złamania. Małe, delikatne łapy i mocne mięśnie poruszające każdym skrawkiem ciała...
Historia: Shisuhito i jej bracia urodzili się w małej hodowli psów prowadzonej przez buddyjskich kapłanów. Ponieważ Tsukiyomi No Mikoto urodził się w nocy, został nazwany na cześć boga księżyca, a, urodzony w trakcie huraganu, Takehayasusanoo na cześć boga wiatru. Traktowani jak świętość ponad innymi mieli niezły 'ubaw', jednak ignorowana przez resztę Shisuhito czuła się źle. Nie mogła zostać zaadoptowana do ukończenia dwóch lat, a inne szczenięta, gdy tylko odłączano je od matki były zabierane. Na początku Shi była dość samotna, jednak później przyzwyczaiła się do tego godząc się z losem.
Po dwóch latach została kupiona przez Nanami Otowa. Razem zamieszkały w Kanazawie, a później, z powodu długo poszukiwanej przez Nanami dobrej pracy prawniczej, przeprowadziły się do Tokio, gdzie Shisu uciekła w dalekie rejony tejże krainy.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Hell'o'Kitty
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
