Wstałam dziś bardzo wcześnie. Choć wcale tego nie chciałam. Psy wtedy skowytały, a najbardziej mój przyjaciel Lukas. Omega, siostra Lukasa co chwile go pouczała by tego nie robił, gdyż inni towarzysze chętnie by jeszcze pospali. Słońce już wstało i ptaki ćwierkały na gałęziach dębów. Wszystko wokół nas nabrało kolorów. Tylko nie było Omegi...
- Lukrecja! - wołał mnie Lukas wiedząc, że będę umiała mu pomóc.
- Co się stało? Gdzie Omega? - dopytywałam się go spokojnie.
- Właśnie... No jej nie ma i wcale nie wiem gdzie jest. - odpowiedział mi.
- Cóż... Musimy jej poszukać! - oznajmiłam przejęta tą sytuacją.
Na początku nie wierzyłam mu, ponieważ to jeszcze szczeniak, który nie umie policzyć nawet do dwudziestu. Ale po pewnej chwili zmieniłam zdanie. Wcale nie mogłam znaleźć tropu... Dziwne... Przecież nie mogła fruwać jak motyl. Zastanawiało mnie to.
- Luk... (Lukas) Nie mogę znaleźć tropu... - oznajmiłam z przykrością.
- Jak to?! Nie poddawaj się! Ona na nas na pewno gdzieś czeka! - prosił mnie i podnosił na duchu.
- Ach... No dobrze. Przejdziemy jeszcze przez rzekę, a potem zobaczymy... - westchnęłam i kroczyłam dalej mając nadzieje, że znajdę trop.
Szukaliśmy długo, aż nagle! Na pnie dębu widniały zadrapania Omegi! Wiedzieliśmy, że to jej ślady , ponieważ zawsze zostawia na pniach drzew zarys trójkąta. Nie wiadomo dlaczego. Ma takie upodobanie albo po prostu jej się to podoba.
- Luk! Znalazłam trop! Na wzgórze, szybko! - krzyczałam pełna radości.
Biegliśmy szybko i zwinnie. Na górze była Omega! Leżała sobie jakby nigdy nic... Podejrzana sprawa, bo nie było by jej tu bez powodu...
- Omega! Gdzieś ty się włóczyła!? Co!? - pytałam z oburzeniem.
- Oj no bo... Luk cały czas się darł! A, że lubi się o kogoś opierać to go przeturlałam na ciebie i poszłam se tu, żeby sobie pospać. Pasi?! - Darła się rozgoryczona.
- Omcia... Nie, nie pasi... - odpowiedział jej rozczarowany Lukas. Był w tym momencie tak bardzo przybity, że z jego czarnych jak wiśnie ocząt poleciały łzy.
Omega nie sądziła, że tak bardzo go to dotknie.
- Przepraszam Luki...Bardzo przepraszam - błagała go o przebaczenie i trącała noskiem.
- Wybaczam Ci... - odrzekł Lukas, już nie przejęty, a ucieszony.
Razem wróciliśmy do domu i przez drogę opowiadaliśmy sobie bajki. Gdy zaszło słońce, usłyszałam tylko "I żyli długo i szczęśliwie..."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lukrecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lukrecja. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 października 2014
środa, 16 lipca 2014
Od Lukrecji
Tułałam się po lesie jak wariatka, która udaje, że jest wszystko dobrze. A było źle!
- Dlaczego nie mam ojca!? Dlaczego ta wredna matka mnie nie akceptuje!? - mruczałam pod nosem... - A co to?! - zaniepokoiłam się słysząc szelesty dochodzące z jaskini. Pomyślałam, że to tylko nietoperze. - Ale jak to?... - przypominałam sobie zatracony obraz z dzieciństwa... Najpierw zobaczyłam skalny łuk, potem dróżkę z lawendą prowadząca do naszej jaskini. Naszej? Czyli mojej rodziny... Tej upadłej, w której nie pozostało nic oprócz wspomnień "martwej rzeczywistości"!
A ja stałam jak ten kołek! Oszukany z resztą... A potem co? No potem oczywiście weszłam do tej "naszej jaskini". W kącie leżała moja "szmaciana" (ze szmatek) zabawka.
- Zbychu? Och! Tak dawno cię nie widziałam... Matko czy ja mówię do zabawki?! - gadałam bez sensu. Na ścianach skał widniały nasze odbicia łap... Jeszcze teraz pszypominam sobie te radosne chwile.
" - Mamo, mamo! Po patrz! - chciałam zwrócić uwagę mamusi.
- Ooo... Popatrz Angus jak ładnie pomalowała łapkami! - chwaliła mnie mama.
- Rzeczywiście! Jak prawdziwy artysta! - dodał tatuś."
To wszystko pamiętałam jak by to było wczoraj. Ale szybko mi umknęło...
- Dlaczego nie mam ojca!? Dlaczego ta wredna matka mnie nie akceptuje!? - mruczałam pod nosem... - A co to?! - zaniepokoiłam się słysząc szelesty dochodzące z jaskini. Pomyślałam, że to tylko nietoperze. - Ale jak to?... - przypominałam sobie zatracony obraz z dzieciństwa... Najpierw zobaczyłam skalny łuk, potem dróżkę z lawendą prowadząca do naszej jaskini. Naszej? Czyli mojej rodziny... Tej upadłej, w której nie pozostało nic oprócz wspomnień "martwej rzeczywistości"!
A ja stałam jak ten kołek! Oszukany z resztą... A potem co? No potem oczywiście weszłam do tej "naszej jaskini". W kącie leżała moja "szmaciana" (ze szmatek) zabawka.
- Zbychu? Och! Tak dawno cię nie widziałam... Matko czy ja mówię do zabawki?! - gadałam bez sensu. Na ścianach skał widniały nasze odbicia łap... Jeszcze teraz pszypominam sobie te radosne chwile.
" - Mamo, mamo! Po patrz! - chciałam zwrócić uwagę mamusi.
- Ooo... Popatrz Angus jak ładnie pomalowała łapkami! - chwaliła mnie mama.
- Rzeczywiście! Jak prawdziwy artysta! - dodał tatuś."
To wszystko pamiętałam jak by to było wczoraj. Ale szybko mi umknęło...
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Nowa suczka w Sforze - Lukrecja!
Cudny wygląd, fajny charakter... czego chcieć więcej? Ja nie wiem. Dla mnie ideał, ale może ktoś ma inne zdanie. no dobrze... Werble proszę. Witam serdecznie Lukrecję! I tyle... Nic więcej.

Imię: Lukrecja
Płeć: Suczka
Wiek: 4 lata
Rasa: Greyhound
Głos: Cheryl Cole - Crazy Stupid Love
Stanowisko: Zwiadowca
Partner: Podoba jej się Saturn...
Młode: Brak
Rodzina: Jej Ojciec zmarł gdy miała 2 miesiące, spadając na ostre skały. Matka jej nie akceptuje.
Urodziny: 5 dzień Lata
Sektor: Fallendeer
Cechy: Figlarna psinka, która uwielbia spacery i hulanki. Nie lubi być pouczana. Niekiedy miewa swoje psotne humorki. Jej oficjalne cechy to szaleństwo i romantyzm.
Historia: Dnia 5 Lata urodziła się mała Lukrecja. Ojciec bardzo ją kochał, aż do momentu swojej śmierci. Pewnego ranka... Kiedy Lukrecja wstała by napić się wody z rzeki, zauważyła, że nie ma mamy. Tata leżał nie ruchomo na plecach i nie oddychał... Od tego smutnego ranka matka Lukrecji nie mogła się pogodzić ze śmiercią ojca Lukrecji...
Nick na howrse.pl i/lub mail: Zapach Irysa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)