Zaraz z rana pobiegłem na Końską Plażę. Nie chciało mi się polować, nie
czułem głodu, nie po to tu przyszedłem. Przyszedłem, bo morze daje mi
poczucie bezpieczeństwa. I wolności zarazem. I niestety również
samotności...
Usiadłem tuż przy wodzie. Myślałem o Rudej Wiedźmie. Ciężka sprawa, nie
ma co ukrywać. Mimowolnie zaczynam rysować w mokrym piasku i dopiero po
kilku minutach zauważam, co przedstawia moje dzieło.
Plan działania na wypadek inwazji, oblężenia. Mapa terenów sfory,
zaznaczone drogi ewakuacji i najlepsze kryjówki. Niepewnie patrzę w
niebo. Siły nadprzyrodzone???
W tym momencie ktoś się nade mną pochyla i przygląda rysunkowi.
- Ty wiesz, że całkiem niezłe...? - mówi cicho Ellie. - A tak w ogóle, to powinieneś się teraz kręcić przy Maybe, obrońco gamm.
Wyraźnie chce mnie stąd wykurzyć. No cóż.
- Tak jest - mruczę. Wstaję i opuszczam plażę. Jestem zły na Ellie, że
wkroczyła na moje miejsce rozmyślań. Już nie miała dokąd iść! Mięso lam
pod wulkanem jest smaczniejsze i łatwiejsze w zdobyciu od koniny. Tuż
przy granicy z lasem oglądam się i widzę, że suczka wciąż przypatruje
się mojemu rysunkowi! Jest taki dobry czy tak skrajnie beznadziejny?
- Cześć, Haryst. Co tam? - rzuca w roztargnieniu mijający mnie Leen.
- Dobrze.
- Tak?! To dziwne, bo Wiedźma jest już na naszym terytorium! - wybucha.
- To... źle. Ale, siostra, nie panikuj! Myślałem, że więcej w tobie
taty, bo taka spokojna zawsze jesteś - wyrzucam jej. Eileen patrzy na
mnie spojrzeniem mówiącym "A w łeb chcesz?!". Jednak po chwili odwraca
wzrok i zauważa Ellie, która właśnie nas wymija i wchodzi w las.
- Cześć. Wiesz, że Wiedźma już jest? - pyta moja siostra.
- Tak - odpowiada Ellie, nie patrząc na nią. Idzie dalej. Śliczna jest...
Lee patrzy na mnie przerażona. Matko! Zupełnie nieświadomie zdanie
"Śliczna jest..." wymknęło się z moich myśli, powiedziałem to naprawdę.
Znając charakter Ellie, mam przerąbane. Albo właśnie nie...
<Ellie, powiedz, że lubisz komplementy...>