Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camper. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camper. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2015

Od Campera

Camper miał zająć się szczeniakami, ponieważ Afua była zajęta. Oczywiście ten się zgodził. Dzieciaki rozrabiały już w jego domu.
-  Camper?
- O co chodzi Frei?
- No wiesz... troszeczkę nam się nudzi... - Camper spojrzał ze zwątpieniem na grupę dzieciaków bawiących się na całego. Mimo to, że nie wyglądały jakby się nudziły to zabrał je na spacer do lasu. Gdy pilnował szczeniaków, ujrzał kogoś nieznajomego. Gdy przyjrzał się lepiej ujrzał przepiękną wilczycę. Przycupnął na chwilę przy murku, po czym podszedł bliżej i zagadał:
- Cześć. Jestem Camper.
- Ja Nirvana.
- Nie za dobrze ci idzie... - Szepnęło to psa jedno ze szczeniąt.
- Ekhem. Przepraszam cię za nich... - rzekł idąc w stronę szczeniaków. - No już, już. Idźcie się pobawić, sio, sio... - odpędzał gromadkę, po czym powrócił do nowej znajomej.
- No. - Powiedział z ulgą.
- Opiekujesz się nimi?
- Tak. Znaczy się tylko dzisiaj, robię to za Aufę... jest zajęta. - Wpatrywał się w jej  piękne duże oczy i lśniące futro. Była cudowna.

Nirvana?

wtorek, 17 lutego 2015

Od Campera - CD historii Rue

- Och Rue... - pogłaskałem ją delikatnie po łebku.
- Tak?
- Rue... Ty wiesz? Ty wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć?
- Tak! Tak wiem!
- Nie ważne o co chodzi... czy o to, że ktoś ci dokucza, czy o to, że nie umiesz czegoś zrobić... nie ważne co. Jeżeli po prostu chciałabyś z kimś pogadać. To też. Możesz przyjść do mnie zawsze. Gdy dorastasz, życie jest trudniejsze... - zacząłem, po czym chwilę odczekałem. Jednak po chwili dokończyłem. - Sama na siebie pracujesz... odpowiadasz za siebie... i zazwyczaj... po prostu jesteś sam, ale pamiętaj... że ty, nigdy, ale to nigdy nie będziesz sama. Bo ja zawsze będę przy tobie... - Pocałowałem ją w czółko i odszedłem w stronę mojej jaskini.

Rue?

poniedziałek, 16 lutego 2015

Od Campera - CD historii Rue

- Dobrze. - powiedziałem. Usiedliśmy koło siebie... Ach, Rue... Ona, ona jest dla mnie najważniejsza, jak młodsza siostra, jak największy skarb... Zrobiłbym dla niej wszystko... dopiero co była taka mała... Słodka mała kruszynka... Taki kochany szczeniaczek... a teraz, dorosła... Wiedziałem, że się zmieni, nie tylko z wyglądu. Że się zakocha, że może mieć humorki, że będzie czuła się już pełnoletnia, duża i dorosła, że może mnie już nigdy nie potrzebować,ja jednak nadal widzę w niej tego małego szczeniaczka z roześmianym pyszczkiem... Słońce zaszło... Postanowiłem ją odprowadzić. Szliśmy i szliśmy, aż w końcu dotarliśmy do jaskini Rue.

Rue?

niedziela, 8 lutego 2015

Od Campera - Cd historii Rue

- Och... Dawna SPG... to, to było jak sen, spełnienie marzeń. Co chwilę spotykałeś kogoś. Biegałeś polowałeś... żyłeś. Oczywiście, też pracowaliśmy,  ale nie było to jak chodzenie do szkoły, to było wielką przyjemnością... Pewnego razu postanowiłem zrobić mapę. Wszyscy ją robili... Szczeniaki biegały po caaałej sforze. I choć były małe, to nie były w niebezpieczeństwie. Jeżeli nie odchodziły w nieznane miejsca. Nikt się o nie nie bał, bo wszyscy wiedzieli, że są bezpieczne. Właściwie nie była bardzo inna niż ta... no, ale tam były inne tereny... Wszystko to było bardzo ważne dla sforzanin... Wiesz, że teraz, gdy ktoś chce pójść po LDK to trzeba przepłynąć jezioro, przejść przez góry i w ogóle?
- Tak.
- No właśnie, nad jeziorem znajduje się drzewo... I to jest część terenów dawnej SPG...
- Jej... czyli, czyli jesteśmy tuż przy niej, przy starej SPG!
- Tak. I wiesz co? Ja, obiecuję ci, że kiedyś zabiorę cię tam. I oprowadzę, opowiem... Ale będziemy musieli być bardzo ostrożni, bo nie wiem co teraz tam się dzieje...

Rue?

sobota, 31 stycznia 2015

Od Campera - CD historii Rue

- Mam coś dla ciebie - wyciągnąłem kwiatek w kawałku ziemi.
- Co to?
- To kwiatek. Wymarły już dosyć dawno, jest ze starej SPG, do której kiedyś należałem. Niedługo będzie miał nasiona nadające się do posadzenia... Każdy z kwiat z tego gatunku jest inny... Proszę cię abyś jutro o zachodzie słońca rozsiała je na polanie, obojętnie której. Dzięki temu ten gatunek przetrwa...
- Ale czemu ty sam tego nie zrobisz?
- Sama zobaczysz. Mogę ci tylko powiedzieć, że stanie się coś magicznego... Wręczyłem jej kwiat i odszedłem... W mojej jaskini rozmyślałem i tylko czekałem na jutrzejszy wieczór. Coś takiego dzieje się tylko raz w życiu każdego psa, jeżeli w ogóle... A ja... po prostu chciałem, aby Rue coś takiego przeżyła...

 Rue?

piątek, 30 stycznia 2015

Od Campera - Quest II - "Zupa"



Pewnego razu, gdy przechadzałem się spokojnie po placu głównym spotkałem Alfę.
- O… Tu jesteś Camper, a ja cię po całej Sforze szukam! – Poczułem się nieswojo… o co chodzi?
- Słuchaj, jutro do ciebie wpadnę… musimy omówić parę spraw. Pogadamy jutro z rana! – powiedział odchodząc
Ja… zdziwiony obróciłem się na jednej łapie i ruszyłem w stronę mojej jaskini. Szybko dotarłem na miejsce, ponieważ nie zdążyłem zajść daleko. Spojrzałem na zapuszczony dom. Najpierw, wyciągnąłem wszystkie koce i dywaniki na dwór, zawiesiłem je na gałęzi, aby potem je wyprać w rzeczce. Najpierw jednak wytrzepałem je gałęzią średniej wielkości. Następnie ruszyłem nad strumyk, wyczyściłem materiały, po czym wróciłem i powiesiłem je na drzewie, aby wyschły. Wygramoliłem z szafki stary koszyk, który kiedyś zrobiła Neli. Nie darzyłem go jakąś miłością, więc posłużył mi jako kosz na śmieci… Położyłem go na środku pokoju i z różnych zakątków pokoju rzucałem śmiecie i stare jedzenie. Następnie położyłem go na boku i miotłą zrobioną z patyków związanych włóknem, wepchałem kurz z całego domu. Powoli zapadł zmrok, a że nie chciałem latać po całej Sforze po ciemku, to wyrzuciłem śmieci, oszczędziłem jednak koszyk, albowiem mógłby mi się jeszcze kiedyś przydać, a zresztą nie wygląda tak źle. Poukładałem wszystkie garnuszki na półkach, po czym poprawiłem swoje „łoże”, aby wyglądało przyzwoicie, bo naprawdę, gorzej już być nie mogło. Ktoś stanął w wejściu do mego domu. Był to Fart.
- Hej Camper! Mam dla ciebie wiadomość! – podszedłem bliżej
- O co chodzi?
- Alfa ma do ciebie jutro przyjść, prawda?
- Tak, a czemu pytasz?
- Bo ma ochotę na zupę. To ma być coś super! Jak mu ją zrobisz, to może się trochę przypodobasz…
Stałem milcząc…
- No. Ja muszę już się zbierać… powodzenia!
„No to pięknie”, pomyślałem, ale bardzo zależało mi na tym spotkaniu, więc postanowiłem podjąć wyzwanie. Czym prędzej ruszyłem do lasu, aby zebrać odpowiednie zioła i składniki. Jedyne co mi zostało to, woda… Długo szukałem czystej, orzeźwiającej wody. Z rozczarowaniem wróciłem do domu. Okazało się jednak, że była ona właśnie tam! Wyciągnąłem glinianą miseczkę, oraz duży metalowy garnek, który kiedyś zwinąłem ludziom. Umyłem go tak, że lśnił jak nigdy. Powiesiłem go na dwóch prętach, tuż nad ogniskiem, po czym zająłem się składnikami. Były tam owoce i warzywa, ale i dość dużo mięsa. Umyłem to wszystko i pokroiłem ostrym kamieniem, którego również wcześniej wyczyściłem. Rozpaliłem ogień i wlałem wodę do garnka, aby się podgrzała. Chwilę jeszcze zajmowałem się składnikami, ale po chwili wrzuciłem je do garnka. Zupa gotowała się. Zorientowałem się, że miło by było, gdybym zjadł ją razem z nim. Wyciągnąłem drugą i wyglądającą tak samo miseczkę i równie ustawiłem ją na odpowiednim miejscu. Zbliżał się świt. Miałem bardzo mało czasu, ale danie nie było jeszcze gotowe. Wpadłem na pomysł, aby je jakoś ładnie ozdobić, ponieważ w garze nie wyglądała wcale apetycznie… Użyłem, więc mięty. Wylałem po równo zupę do miseczek, po czym jak najstaranniej udekorowałem je listkiem mięty i małym kwiatkiem. Zdesperowany spojrzałem na swe dzieło… no… powiem tyle, że wcale nie wyglądało na dzieło… Byłem zawiedziony, bo nie wyszło tak jak chciałem, ale nie było już czasu, abym zaczął od początku... wtem właśnie zjawił się Alfa.
- Witaj Camper.
- Cześć… wiesz…
- A co to takiego? – przerwał mi
- To miała być zupa… ale chyba nie wygląda…
Hockey nic nie mówił… tylko spróbował tej katastrofy. Wziął jeden łyk, drugo, czwarty, piąty…
- Camper! To jest pyszne! – powiedział, a ja z niedowierzaniem spojrzałem na danie… Również spróbowałem i zobaczyłem, że mój gość nie kłamie! Po zjedzeniu i obgadaniu paru spraw, dałem mu porcję na wynos, w tej samej glinianej miseczce. Pozwoliłem mu ją zatrzymać, żeby przypominała mu o mnie… Kto wie może jeszcze kiedyś Hockey przyjdzie do mnie z prośbą o zrobienie tej smakowitej „breji”.

Od Campera - CD historii Rue

- Rue! - powiedziałem - Czekaj! - Rue odwróciła się i spojrzała na mnie...  Wstałem z "łóżka szpitalnego" i lekko kulawo podbiegłem do niej. - Ja też cię kocham kwiatuszku... i pamiętaj, że zawsze możesz mi się poradzić, pogadać... ty dorastasz, czeka na ciebie wiele trudnych decyzji. Ale pamiętaj, że choćby nie wiem co się działo, że zawsze, ale to zawsze możesz na mnie liczyć. Bo ja zawsze będę przy tobie. - Przytuliliśmy się, po czym nakazano mi znów się położyć, nie zabrali na badania, a Rue wróciła do domu.       
                                                                
                                                                             ~ dwa dni później~

- Camper! - Krzyknęła uradowana Rue na mój widok.


Rue?


czwartek, 29 stycznia 2015

Od Campera - CD historii Rue

- Rue! Tu jesteś!
- Camper co ty tu robisz?! Powinieneś być na treningu!
 - Tak, wiem! Ale, ale ja po prostu nie mogłem... ja chciałem cię jeszcze raz zobaczyć... bo jest szansa, że już nie wrócę...
- Camper! Nie mów tak! Nigdy! Nigdy tak nie mów!
- Rue... taka jest prawda, ale... chce żebyś była bezpieczna. Odprowadzą cię do lekarzy, tak będziesz bezpieczna...
Szliśmy i nic nie mówiliśmy.
- Camper?
- Tak?
- Ale obiecaj mi, że wrócisz, że nic ci się nie stanie. - mówiła, gdy byliśmy przy wejściu do szpitala - Obiecaj... - łza spłynęła jej po policzku. Przytuliłem ją i powiedziałem:
- Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy... i... ty dałaś mi kamyk... więc ja dam ci to. - podałem jej naszyjnik - W starej SPG, miałem ukochaną, Layle, ale to już przeszłość... dałem jej ten wisiorek, teraz daję go tobie, abyś nigdy o mnie nie zapomniała... i żebyś nigdy się nie bała, bo zawsze będę przy tobie...
Założyłem jej go na cienką szyjeczkę i ruszyłem w stronę pola, na której odbywał się trening. Nie było to daleko. Cały czas myślałem o tej drobince, o jej uśmiechu... głosiku... Nadszedł czas... wszyscy ustawili się w rządkach, za chwilę miała rozpocząć się bitwa. Ostatnie o czym myślałem to była ta walka, wojna... w głowie miałem tylko moją przyjaciółkę, małego szczeniaczka, Rue... Drin nadał znak, wszyscy zaczęli najpierw iść, a potem biec. Ja szedłem. Zauważyłem wilki... były coraz bliżej... Trzymałem kamyk Rue... Zacisnąłem łapę jak najmocniej, podniosłem ją jak najwyżej i krzyknąłem:
- Nie dla Layli - ciszej, a głośniej i pewnie - DLA RUE!!! - W końcu zrozumiałem, że czas Layli minął, że trzeba żyć tym co teraz, a teraz... byłą wojna. Nadal krzycząc biegłem tak szybko, że wyprzedziłem wszystkie psy (oprócz Drina) i jako pierwszy (w sumie to drugi, ale nie psujcie tej chwili XD) wpadłem w chmarę wilków. Walka była bardzo krwawa. W pewnej chwili spotkałem Rowka.
- Ocho cho! Toż to nasz śmiałek!
- Już nigdy nie zrobisz jej krzywdy...
- Co? Co tam mamroczesz?! - zaśmiał się
- Że już nigdy nie zrobisz jej krzywdy!!!
Rzuciłem się na  niego. Najpierw odgryzłem ucho, a potem zraniłem nogę.
- To co jej zrobiłeś! - potem zajęły się nim inne psy...a ja? Ja wciąż na przód i naprzód... Zmagałem się z wieloma szarymi i wstrętnymi bestiami. Raz przyszło mi walczyć z wyjątkowo zażartym przeciwnikiem. Był to chudy, acz wysoki wilk z nastroszoną sierścią. Wpadliśmy na siebie nawzajem biegnąc. Zranił mi brzuch i pobiegł dalej. W ostatniej chwili rzuciłem w niego kamieniem. Okazało się, że trafiłem w jakiś nerw i przerwałem go, bo wilk padł jak martwy na ziemię. Z jego pleców sączyła się krew. Choć zranił mnie w brzuch, to nie odczuwałem tego zbytnio, albowiem biegłem jak strzała. Poturbowałem, właściwie niechcący, kilka niedużych wilków. Raz dostałem w głowę. Moje siły opadły gwałtownie. Wszystkie psy zaczęły wybiegać z okręgu ognia. Gdy spojrzałem w tył ujrzałem okropny widok. Masa martwych psów i wilków, niektórych jeszcze umierających. Tak mało brakowało bym doszedł przez wejście. Cały czas powtarzałem sobie: "Zrób to dla Rue, tak mało brakuje, dasz radę". Padłem na ziemię. Ujrzałem swą siostrę Neli, która w ostatniej chwili przeciągnęła mnie na drugą stronę. Słyszałem różne głosy, niektóre znajome niektóre nie. Położyli mnie na czymś miękkim i zaczęli nieść. Słabo widziałem. Weszliśmy do jakiegoś budynku. Zobaczyłem Rue olaną łzami, coś mówiła, jednak ja ją słabo słyszałem... Otworzyłem łapę, był tak kamyk... łza spłynęła mi po policzku, włożyłem go w łapkę Rue, gdy urwał mi się obraz.


Rue? (PS. nie umarłem)

sobota, 24 stycznia 2015

Od Campera - CD historii Rue

Odprowadziłem Rue do domu. Jutro miał być wielki dzień... Spotkałem ją na treningu.
- Rue! Co ty tu robisz?! Prze... przecież ma być walka, a ty na treningu?!

Rue? (brak weny...)

środa, 21 stycznia 2015

Od Campera - CD historii Rue

- Dobrze. Wiesz... byłaś bardzo dzielna... czy na pewno nic ci się nie stało przy upadku?
- Nie nic i  ty też.
- To nic takiego... miałem już jedną gorszą akcję... może się przejdziemy nad stare tory?
- Dobrze... - nastała cisza, po czym zapytałem
- Ile masz lat?
- Dziewięć miesięcy. A czemu pytasz?
- Po prostu dziwiłem się czemu taki mały szczeniak błąka się po lesie. - Dotarliśmy do starych torów, Rue opatrzyła dużym liściem moją łapę, po czym powiedziała:

Rue?

Od Campera - CD historii Rue

Gdy patrolowałem, usłyszałem krzyk. Cienki, piszczący głosik wołał pomocy! Nastawiłem uszy, serce biło mi jak nigdy. Biegałem wokoło szukając źródła głosu i znalazłem. To szczeniak, a tuż przed nim grupa wilków. Mała suczka potrzebowała pomocy! Bez zastanowienia skoczyłem przed nią warcząc na zgraję.
- Zostawcie ją!
- A co nam zrobisz?!
- Zaraz się przekonasz! - Chwyciłem drobinkę w pysk i przerzuciłem ją szybko, a zarazem delikatnie zza krąg wilków. Ruszyłem do walki. Wilk o imieniu Quami (znam je, bo inny wilk tak go zawołał) rzucił się na mnie, ale na szczęście był stosunkowo mały, więc z łatwością go zwaliłem. Wiem, że warto łapać za gardła, dlatego kilka z nich w ten właśnie sposób wyrzuciłem do rowu, dwa z nich uciekły, ale jeden wyjątkowo zażarty wrócił (od tej pory nazywam go "Rowkiem"). W końcu walka ustała, część wilków uciekła, a inni z niewyjaśnionych spraw odbiegli. Z krwawiącą łapą ruszyłem w stronę przerażonego szczenięcia.
- Wszystko dobrze? Nic cię nie boli? - Powiedziałem przejęty. - A tak w ogóle... jak masz na imię? Ja jestem Camper. - Powiedziałem z uśmiechem, aby ją pocieszyć...

Rue?

czwartek, 6 listopada 2014

Od Campera

Czas wojny... mam szanse się wykazać... w walce... Może w końcu bym się na coś przydał... gdzie Alfa ma jaskinię...?
- Dobrze Hockey, zrozumiałem.
Chwila... tak nazywa się Alfa! Musi tam być...! O! No i jest!
- Yyy... cześć Hockey. Mógłbym się na coś przydać? No wiesz... pomóc?
- Na razie nie ma dla ciebie roboty. Masz czas wolny.
- Dobra idę sobie!
- Aha...
- Och... Zaraz! Przecież wilki przejęły Navydeer. Tak! Już wiem jak pomogę. W końcu ktoś będzie mnie traktował poważnie.
Dobra, już blisko. Ach! Już! Na pewno znajdzie się tu ktoś wpływowy. O ho ho... oto ich mała siedziba. Ten za chudy, ten za gruby, o, ten maczo się nada. Teraz jeszcze kamyk... dobry zamach... i... poszło!
- Ej! Kto tam jest!
- A sam zobacz! No choć wilczku, albo ja pójdę do ciebie! No już jestem! Oddawać Navydeer!
- Albo co mluszku?!
- Albo ci przyłożę!
- No to proszę! Wal!
Dobra Camper... nadchodzi twoja wielka chwila. I... przyłożenie! Aj, to bolało bardziej niż mi się wydawało... Choć... jego chyba nie...
- Za nim chłopcy!
- Aaaa!
Drzewo. I jeden z głowy... Dziura, drzewo, drzewo, kłoda. Jak by ich zgubić? Może w sforze się uda... A zresztą to tylko ich mała grupa, więc z łatwością ich pokonamy. Drzewo!
Ok, jestem przy placu głównym... O Hockey!
- Gdzie się tak śpieszysz Camper?
- Yyy... No bo... O! Twoja odpowiedź właśnie nadbiega! Wiać!

<Ktoś?>

poniedziałek, 1 września 2014

Od Campera - CD historii Spike'a

- A wiesz co? To całkiem zabawna historia no to tak mieszkałem już... zawsze z ojcem na wolności, aż pewnego dnia ojciec się zakochał w jakimś, właściwie jakiejś Yorczycy, że tak powiem... A ona miała córkę mniej więcej w moim wieku... No macochę złapali hycle. Tata próbował ją uratować i go też złapali... No, a ja... sam nie wiem czemu, ale nie próbowałem go ratować, tylko poszedłem w świat. Potem trafiłem do SPG, ale jeszcze nie forever, zaręczyłem się tam nawet, ale Sfora się rozpadła... Potem włóczyłem się, trafiłem tu, ale już bez niej, za to i tam i tu dołączyła też moja przyrodnia siostra... ach jak ja kocham ją wkurzać! - Zaśmiałem się na koniec. - Jedyne co smutne w tej historii, że chyba już nigdy nie spotkam Layl'y, to z nią byłem zaręczony...

Spike?

Od Campera - CD historii Lorei

- Tak... - Zauważyłem, że Lorea ma już kompletnie dość tego tematu... Więc tak i zrobiłem, zmieniłem temat, chociaż... tak właściwie to ona zmieniła temat... - Piękna pogoda. Wiesz może i masz rację... a nawet jeżeli i nie to nie powinienem zaprzątać ci tym głowy, przecież, żyje się dalej.
- W końcu zrozumiałeś... - Westchnęła z ulgą.
- To co oprowadzisz?

Lorea?

czwartek, 28 sierpnia 2014

Od Campera - CD historii Spike'a

Ujrzałem psa, pierwszy raz go widziałem, więc postanowiłem się przywitać.
- Jesteś tu nowy, ja w sumie, też nie jestem tu jakoś bardzo długo... Jestem Camper. - Powiedziałem to zaraz po tym, gdy podszedłem bliżej nieznajomego psa.
- Cześć, ja jestem Spike.
- Miło mi cię poznać Spike. To co jesteś tu nowy?
- Tak. - Odparł nowy znajomy.
- To co może cię oprowadzę, przynajmniej częściowo, bo nie znam jeszcze wszystkich tutejszych terenów. - Zaśmiałem się, po czym przekrzywiłem głowę i spojrzałem na psa.

Spike?

środa, 27 sierpnia 2014

Od Campera - CD historii Lorei

- Niby wiem, ale, zaistniało!
- Nie możesz tego wiedzieć na pewno. Możesz znaleźć nawet lepszą od niej.
- Ale to była Layla...
- Więc nie możesz wiedzieć, że to była ta jedyna.
- Ale, tak długo ją znałem i, i kochałem ją, nadal kocham i nigdy nie przestanę... - Łza spłynęła mi po policzku.
- Czemu myślisz, że to ta jedyna?
- Tak długo się znaliśmy
- No i? - Przerwała mi.
- Powiem ci co - byliśmy zaręczeni! - Wydusiłem to z siebie...

Lorea?

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Walka!

Fart wyzywa na pojedynek jednego z członków Sfory! Tym razem nastąpi walka...

Fart VS Camper

Od Campera - CD historii Lorei

- Aha... chociaż tyle się nie zmieniło... - Uśmiech zniknął z mojej twarzy...
- Coś się stało?
- Nie tylko... nie wiem jak się tu na nowo odnajdę...
- Ta... masz tu jakąś rodzinę?
- Tak siostrę, przyrodnią. Nie za bardzo się lubimy... Za to ja lubię ją denerwować... także to ona gorzej... ale ona przynajmniej nikogo nie straciła...

Lorea? Spk ja też...

Od Campera - CD historii Lorei

- Wiesz... znałem ich... no nie jakoś bardzo, ale...
- Naprawdę?! Lał!
- Tak wiem, kto wie  może są tu też jeszcze jakieś psy ze starej SPG...
- Myślę, że tak.
- Szkoda tylko, że nie ma tu też terenów ze starej SPG... bo nie ma?

Lorea?

sobota, 9 sierpnia 2014

Od Campera - CD historii Lorei

- Faktycznie, czemu wcześniej o tym nie wiedziałem.
- Sama nie wiem.
- To, Lorei... tak?
- Tak.- Zaśmiała się.
- Opowiesz mi coś może o sforze?
- A, dobrze. No to tak... a co konkretnie chcesz wiedzieć? - Chwilę myślałem, ale nic nie przychodziło mi do głowy, więc powiedziałem:
- A... powiedz, to co ci przyjdzie do głowy.
- Ta łatwo powiedzieć. Tyle tego jest, że sama nie wiem.
- A... no to... no cokolwiek, nie wiem jakąś historię co... co według ciebie jest ciekawa.





Lorea?