Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lutego 2015

Od Robina - CD historii Afuy

 - Tak. - znów wlepiłem tęskny wzrok w nieboskłon. - Dużo.
 Zapadła trochę niezręczna chwila ciszy. Została przerwana przez moją nową znajomą, która najwyraźniej trafnie odczytywała mój wyraz twarzy.
 - Czyżbyś... - lekko się zawahała - za czymś tęsknił? - spoczęło na mnie jej pytające spojrzenie, które mówiło jasno, że jest pewna, iż dostanie odpowiedź.
 Odwróciłem wzrok, zaskoczony bezpośredniością suczki.  Nie miałem w zwyczaju ufać nieznajomym, ale moja natura nie pozwalała mi skłamać. Nie chciałem też wydać się nieuprzejmy i zrazić do siebie świeżo upieczoną członkinię sfory. By nie przedłużać ciszy wypełnionej jedynie cykaniem świerszczy, wypuściłem ciężko powietrze i oznajmiłem:
 - Wybacz, ale... wolałbym o tym teraz nie mówić, Afuo. Nie mam złych intencji. Zanim opowiem ci tą historię, wolałbym lepiej cię poznać.
 Wydawała się lekko urażona moją odmową, ale zamiast to wyartykułować, wykazała się dobrym wychowaniem.
 - W takim razie... na co czekamy? - w mroku zalśniły jej białe zęby.

Afua? Nie wiem, czy dobrze odczytałam cechy Afuy z jej formularza...

piątek, 6 lutego 2015

Od Robina - CD historii Afuy

 Stanąłem jak wryty. Właśnie wybrałem się na nocną przechadzkę i nie spodziewałem się nikogo spotkać, co najwyżej strażników patrolujących tereny sfory.
 Nieznajoma - chart afgański - była drobną, zgrabną suczką. Byłem od niej większy i masywniejszy. Jej białe futro wraz z głębokimi, ciemnymi oczami sprawiało, że wśród cieni wyglądała jak zjawa. Przekrzywiła smukły pyszczek i z nieodgadnioną miną wpatrywała się w moje oczy. Otrząsnąłem się ze zdziwienia i z uśmiechem spytałem.
 - Jak ci na imię? - pochyliłem łeb w lekkim ukłonie. - Czy należysz do Sfory?

Afua? Wybacz, że tak krótko i po tak długim czasie, następnym razem postaram się lepiej ;)

środa, 22 października 2014

Od Robina - CD historii Elaine

 Zabawne, ale nikt odkąd dołączyłem do sfory nie zadał mi tego pytania. Suczka zapewne wypowiedziała na głos to, nad czym inni mogli się tylko zastanawiać lub ignorować. Właściwie... to nawet ucieszyłem się z tak bezpośredniego pytania.
 - Co tu robię? - powtórzyłem jej pytanie, ale moje słowa zabrzmiały tak, jakbym sam je sobie zadawał - Mieszkam. Próbuję się wpasować. - gorzko się uśmiechnąłem - W dniu, kiedy skończyłem dwa lata, opuściłem mój klan i wyruszyłem w świat.
 - Dlaczego? - wyrwało się Elaine.
 - Czułem się inny. Byłem ciekawy świata, żądny przygód i pragnąłem... sam nie wiem czego - pokręciłem łbem - Może samotności? Nowych doświadczeń? W każdym razie nie nadawałem się na wodza, a byłem synem Alfy. Gdybym został w watasze, musiałbym objąć najwyższe stanowisko.
 - Zostawiłeś rodzinę? - zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. - Klan?
 - Nie pasowałem tam. Uznałem, że tak będzie lepiej. Mój brat byłby lepszym dowódcą, więc z ulgą ustąpiłem mu miejsca.
 - Mało kto odrzuciłby taką okazję.
 Wzruszyłem ramionami.
 - Powracając do opowieści, wyruszyłem w świat. Wędrowałem przez pustkowia, lasy, góry, doliny, pustynię, miasta, dżunglę...  Może kiedyś opowiem w szczegółach, co mnie wtedy spotkało. - oczy rozbłysły mi na wspomnienie przygód z tamtych lat - Po kilku latach poczułem potrzebę obecności innych osób, zatęskniłem za społecznością. I tak oto przybyłem do Sfory.

Elaine?

wtorek, 21 października 2014

Od Robina - CD historii Elaine

 Sypki śnieg skrzył się pod moimi łapami, kiedy biegłem w kierunku jeziora. Miałem świadomość, że moja rudo-piaskowa sierść doskonale odcina się od pobielonego krajobrazu. Byłem jak lew wypuszczony na lodowej pustyni czy niedźwiedź na sawannie, ale zima w zupełności mi odpowiadała, a wręcz bardzo ją polubiłem odkąd doświadczyłem pierwszego w swoim życiu śniegu. Moje rodzinne stado zamieszkiwało prerię, gdzie nawet jeden płatek byłby anomalią.
Cóż, przynajmniej moje futro dobrze znosiło zmiany temperatur i ostre warunki.
Powinienem cieszyć się z chwili przerwy, bo jako jedyny opiekun chorych miałem łapy pełne roboty i każda Alfa był ranny i znalazł sobie jeszcze jeden obowiązek - Nageezi, inni byli ranni albo osłabieni...
 Przyspieszyłem, po minucie zobaczyłem lodową taflę prześwitującą przez nagie gałęzie drzew. Zamyślony, wpadłem na psa leżącego na brzegu. Poderwał się z miejsca - a raczej poderwała, gdyż była to suczka - i rzuciła w moją stronę.
 - Wilk? - warknęła, próbując rozłożyć mnie na łopatki.
Zawsze to samo. Biorą mnie za wilka, wroga - pomyślałem.
 - Dingo - sprostowałem, przetaczając się na bok - Należę do Sfory! - zirytowany, zrobiłem szybki unik przed kolejnym ciosem - Jestem opiekunem chorych.
 Gotujący się do skoku husky zawahał się. Wykorzystałem okazję i z westchnieniem wyciągnąłem łapę do nieznajomej.
 - Mam na imię Robin.

Elaine?

poniedziałek, 1 września 2014

Od Robina - CD historii Casey

By ochłonąć po konfrontacji z długowiecznym wyżłem, w ciszy skierowaliśmy się w stronę najbliższego jeziora. W milczeniu obserwowałem wielokolorowe drzewa, przez których korony prześwietlały złote promienie słońca. Światło było ciepłe, nie nadszedł jeszcze czas jesiennych chłodów i deszczów. Milcząc, oberwowaliśmy leśne stworzonka szykujące się do nocy. Po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce.
W wodzie taplało się kilka szczeniaków. Było słychać śmiechy. Nagle jeden z nich wrzasnął:
- Duzi idą!!! - i popędzili w las.
Spojrzeliśmy po sobie.
- Jesteśmy aż tak przerażający? - Casey uniosła brwi.
- Mam nadzieję, że nie. Ale mogę być przerażający dla jeleni. Może zapolujemy?
- Dobry pomysł, ja też zgłodniałam. - pacnęła mnie łapą po ramieniu.
Już mieliśmy poszukać dobrego miejsca, kiedy na polankę weszło pare rogatych zwierząt.
- No proszę, mięsko samo przypełzło! - ucieszyła się suczka. I rzuciliśmy się na jelenie.

Casey?

Od Robina - CD historii Casey: wojna

Casey nie odpowiada, tylko w milczeniu zamyka suczce oczy. Przypomina mi to zwyczaje sfory dingo, w której się urodziłem. Z tą różnicą, że tutaj chyba grzebano psy, a w mojej ojczyźnie palono je i rozsypywano na prerię, gdzie prochy rozwiewał wiatr. Mówiono, że w wichurze można usłyszeć głosy zmarłych.
Otrząsnąłem się ze wspomnień. Złożyliśmy ciało Merlyn przy innych trupach, w specjalnym pomieszczeniu gdzie temperatura była znacznie niższa. Potem odbędzie się ich pogrzeb.
Gdy wróciliśmy do głównej sali, czekał na nas kolejny ranny. BlueBall. Nie była w stanie mówić, ale spojrzenie jakie wymieniłem z Casey, jednoznacznie mówiło: "Kolejna".
Spokojnie mówiłem do suczki, by nie straciła przytomności i podawałem medyczce narzędzia, kiedy podjęła beznadziejną próbę ratunku konającej. Niestety bezskutecznie. Blue z wetchnieniem ostatni raz wypuściła powietrze z płuc, a potem całkowicie umilkła. Teraz to ja zamknąłem oczy zmarłej. Kolejny pies do "Jaskini Śmierci".
Przez kolejne półgodziny do groty przybyło kilku członków sfory niezdolnych do walki. Pierwszy z nich miał ranę przecinającą aortę, na sczęście zadaną blisko jaskini medyków, stosunkowo świeżą. Było ciężko, obeoje byliśmy upaprani we krwi i ledwo co nam się udało, ale pies będzie żył. Drugim psem był nieprzytomy szczeniak przyniesiony w pysku przez matkę. Małemu nic poważnego się nie stało, będzie miał jedynie sińca. Zapewne przewrócił się o kamień lub został stratowany. Jego mama miała podcięte ścięgna. Stwierdziłem z Casey, że przeciwnik był obeznany z anatomią i musiał zrobić to celowo, żeby ofiara ciepiała. Z opowieści przerażonej suczki dowiedzieliśmy się, że wilki prowadziły wyjątkowo okrutny atak i w ostatniej chwili przybycie wojowników umożliwiło jej ucieczkę.
Niestety, ostatniej rannej nie udało się uratować. Był to owczarek australijski imieniem Nefere. Miała strzaskany kręgosłup.
Właśnie wróciliśmy z "kostnicy" do uratowanych, kiedy do jakini wbiegło parę psów z Hockey'em na czele. Jego czarną sierć plamiła szkarłatna posoka, ale z tego co zaobserwowałem, nie jego. Reszta grupki, dwa psy i dwie suczki też była zakrwawiona, ale ogólnie w dobrym stanie. Ciężko dyszeli. Musiało dojść do ostrego starcia. Wilki nadchodzą i zapewne...
- Musimy uciekać! - krzyknął Alfa. -Szybko! - dodał.

Hockey?

czwartek, 28 sierpnia 2014

Od Robina - CD historii Casey

 - Zgadzam się.
 - Dobra. To co dalej? - otrząsnąłem się i obróciłem w jej stronę.
 - Musisz mi pomóc. Reszta medyków bada szczeniaki, wiesz, bilans 6-miesięcznych. Czarny mag czuwa.
- Geris, tak?
 - Tak. A teraz powtarzam: Musisz mi pomóc, inni są zajęci, a Gandy skarży się na bóle pleców.
 - No nie. Znowu skakał z klifów?
 - Niestety. Spędziłam ostatni tydzień, pomagając zielarkom i robiąc maści, no i masz... Skitrał się w swojej jaskini i ciągle narzeka. - westchnęła.
 - Pospieszmy się lepiej. Jak go znam, to z każdą minutą jęczy coraz bardziej. - odparłem.
 - Wyznaję co prawda zasadę it's always a good time, ale tu muszę się z tobą zgodzić.

Casey?

Od Robina- CD historii Casey

 Z westchnieniem wyszedłem z krzaków malin. A były takie pyszne... Nadal trzymałem kilka w łapie.
 - Przerwałaś mi śniadanie. - powiedziałem, teatralnie omdlewając. Uśmiechałem się jednak, z ciekawością patrząc na dwa pozostałe psy. Jednego z nich wcześniej widziałem, ale suczka stojąca po lewej wydawała się nowa. Imion też nie kojarzyłem.
 - Malinki?! - Moja nieoficjalna przełożona bezwiednie zamerdała ogonem i uśmiechnęła się niczym Gollum patrzący na swój pierścień. Podszedłem do grupki, po drodze wciskając owoce do łapy medyczki, która od razu je zjadła.
 - Cześć. - niepewnie odezwałem się w stronę psów.
 - Ty jesteś Robin?
 - Tak. - wyręczyła mnie Casey. - To wilk, ale was nie zje.
 - A wy to...? - spytałem, pozostawiając odzywkę chirurga bez komentarza.
 - Angel.
 - Zoe.
 Podaliśmy sobie łapy, a potem Casey wytłumaczyła, że mamy pomóc Zoe wybrać sobie mieszkanie. Angel stwierdził jednak:
 - Obiecałem Ma... komuś, że pomogę w polowaniu.
 Zanim wypytaliśmy go o szczegóły, znikł w zaroślach.

Casey? Zoe?

wtorek, 26 sierpnia 2014

Od Robina - CD historii Meridy

- Mów mi Robin. - stojąca przede mną suczka miała błysk w oku i sympatyczny uśmiech, który odwzajemniłem. - Może chciałabyś, żebym cię oprowadził? Całkiem dobrze znam tereny sfory.
  Przed oczami przemknęło mi wspomnienie czasów, kiedy zdarzało mi się zgubić w lesie pełnym trujących grzybów z miejscową morderczynią. Na szczęście takie wypadki jak tamten zdarzały mi się już bardzo rzadko.
 - Chętnie. Co prawda, jestem zwiadowcą i dość dobrze się orientuję, ale głównie w obszarze Navydeer. Mógłbyś pokazać mi jakieś fajne miejsca w pozostałych sektorach.
 - Okej. - ruszyłem przed siebie. - Najpierw pokażę ci Avendeer.
 Na zmianę biegnąc, spacerując i rozmawiając o stanowiskach, zwierzynie łownej i swoich zainteresowaniach w kilka minut dotarliśmy do Złotego Wodospadu. Było tam kilka szczeniaków, pod opieką jednego z nauczycieli, a w wodzie kąpało się także kilku dorosłych członków sfory. Nie było to dziwne, gdyż mimo że dawno minęło południe, słońce nadal mocno grzało.
 - Oto Złoty Wodospad. - skierowałem łeb w stronę Meridy, chcąc zobaczyć jej reakcję na widok złotej wody.

Merida? 

sobota, 28 czerwca 2014

Od Robina - Quest I "Zagadka"

W milczeniu przemierzałem górską ścieżkę prowadzącą na Bagienny Wierch. Było to dość przygnębiające miejsce, pełne owadów, gdzie w powietrzu unosiły się opary o podejrzanym zapachu oraz dziwne ryki zwierząt żyjących we wszechobecnym błocie. Z drugiej strony, bagienne góry, tak jak i bagienne wodospady były bardzo rzadkie. Niemniej wszystkie psy omijały Bagienny Wierch z daleka, jednak mój ponury nastrój sprawił że przywlokłem się właśnie tutaj. Okropny nastrój miałem z kilku powodów. Wstałem lewą nogą, sam wszcząłem utarczkę z Ellie i paroma innymi psami, co kompletnie ścierało się z moją naturą, a teraz dręczyły mnie wyrzuty sumienia i byłem zbyt dumny by od razu przeprosić, a to także było dziwne. Miałem gorszy dzień.
 Z niezbyt miłych wspomnień dzisiejszego poranka wyrwał mnie okropny, głośny skrzek. Instynktownie odskoczyłem w cień skarłowaciałego krzaczka na skraju drogi, którą właśnie zagrodziło ogromne stworzenie. Była to wielka, szarobrązowa żaba z fioletowymi, błoniastymi skrzydłami - cała umazana szlamem. Po kilku sekundach obserwacji byłem pewien że to żabol bagienny, dodatkowo dość stary, jeden z najrzadszych gatunków żaboli. 
 - Witaj, wilku. - rozległ się skrzypiąco-rechoczący głos. - Nie bój się mnie. 
Postanowiłem wyjść z cienia, gdyż nie miałem szans w ucieczce z tym stworzeniem. Wiedziałem też, że jest niezwykle ciekawskie i uwielbia rozmowy z innymi, rozumnymi gatunkami. Zaspokoję ciekawość stworzenia i zmyję się stąd jak najszybciej, pomyślałem. 
 - Dzień dobry. - także powitałem żabola. 
 - Nieczęsto widuje się tu przybyszów. - zauważyła ogromna żaba. - Z tego co wiem, nie lubią naszej wspaniałej okolicy. - machnęła przednią kończyną. 
 - Uważam, że bagna są piękne i tajemnicze. - nie chciałem denerwować prastarego stworzenia. 
 - Od razu widać, że porządny z ciebie wilk. - zarechotał żabol. Są z natury łatwowierne. - Jak Ci na imię? 
 - Ronald. - nie zamierzałem też rozpowiadać naokoło nawet mojego użytkowego imienia.
 - Ja nazywam się... - tu żaba wydała przeciągły skrzek -... ale nazywaj mnie Purpurem.
 Milczałem. 
 - Choć ze mną, Ronaldzie, pokażę ci moją kryjówkę, legowisko. - i skoczył w krzaki. Z westchnieniem podążyłem za stworzeniem. Może dowiem się czegoś ciekawego lub przynajmniej zobaczę, jaki tryb życia prowadzą te stworzenia. 
 Po kilkunastu minutach skakania po śliskich pniach i omszałych głazach, przedzierania się przez krzaki, cali ubłoceni dotarliśmy do jaskini. Czarna dziura w ciemnym, gładkim kamieniu była dokładnie zasłonięta lianami. Wokół niej były wyryte jakieś runy. 
 - Wejdź pierwszy. - zachęcił Purpur.
 Podejrzliwie, ale z ciekawością ruszyłem w stronę jaskini. Okazało się to ogromnym błędem. Kiedy tylko przekroczyłem próg, liany za moimi plecami splotły się w szczelną siatkę. Byłem zamknięty. To do tego służyły runy wokół wejścia, zorientowałem się. 
 - Liany nie rozwiążą się, dopóki nie odpowiesz na moją zagadkę, Ronaldzie. Kiedy to zrobisz, puszczę Cię wolno. - głos nadal pozostał przyjazny, choć okropnie skrzekliwy.  Mogłem się tego spodziewać - że stanę się rozrywką żabola. Nie pozostawało nic innego, jak rozwiązać zagadkę. Nie czułem strachu, jedynie zniecierpliwienie, bo wiedziałem, że nie jest zbyt inteligentny i musi mówić prawdę, taka klątwa ciążyła na wszystkich żabolach.  Zwykle mądre teksty ściągają od innych magicznych stworzeń. 
 - Co rano chodzi na czterech nogach, w południe na dwóch, wieczorem na trzech, a im więcej ma nóg tym jest słabsze? 
 Nie spodziewałem się czegoś mądrzejszego, ale powstrzymywałem się od śmiechu kiedy usłyszałem osławioną zagadkę Sfinksa z mitów. 
 - Człowiek. - od razu pewnym głosem odpowiedziałem. Liny momentalnie opadły, ukazując zdziwionego Purpura. 
 - Jesteś wolny. - niechętnie mruknął. 
 - Dziękuję za miło spędzony czas, ale muszę lecieć. - grzecznie odparłem, a następnie popędziłem z powrotem na ścieżkę i biegiem wróciłem do lasu. Odszukałem tam Ellie. 
 - Pan mądraliński wrócił? - opryskliwie powiedziała. 
 - Ellie, przepraszam Cię. Nie miałem racji. Zresztą już dostałem nauczkę. - opowiedziałem jej zajście z Purpurem. 
 - Beze mnie niechybnie nie zginiesz śmiercią naturalną. - mruknęła. 
 - Wybaczysz mi? 

 Ellie? Sama nie wiem, o co pokłócił się Robin z Ellie XD

Od Robina - CD historii Eileen

Z przerażeniem odkryłem, że suczka płacze.
 - Nie wiedziałem. Przepraszam. Nie płacz, proszę. - położyłem jej łapę na ramieniu.
 - Nic się nie stało, po prostu... - pociągnęła nosem, trochę bardziej opanowana. - ... to smutna historia. Ze starą Sforą wiąże się wiele przygód, wspomnień. - znów westchnęła. - Do tego przypomniałam sobie o tacie... Zaginął. - pokręciła łbem z rezygnacją.
 - Współczuję. - naprawdę jej współczułem. - Może chcesz się przejść? Nie gryzę bez powodu. - spróbowałem zażartować.

Eileen? Wiem, że krótkie, ale to zawsze coś...

niedziela, 1 czerwca 2014

Od Robina - CD historii Eileen

 - Poprzedniej? - zdziwiłem się. Nigdy nie słyszałem o poprzedniej Sforze Psiego Głosu.
 - Nic nie wiesz? - suczka wydawała się zaskoczona.
 - A powinienem? - uniosłem brwi.
 - Cóż, bez tamtej SPG nie byłoby tej...
 - Mogłabyś mi opowiedzieć o tym wszystkim? - spytałem zaciekawiony.

Eileen? Rozmowa się nie klei XD

Od Robina - CD historii Madeline

 - A więc chodź ze mną. - wkroczyłem w ciemny las, wiodąc za sobą Madeline.
 Była późna wiosna, tak więc intensywnie szmaragdowe liście gęsto otulały wszystkie drzewa, zasłaniając dokładnie niebo. Szliśmy w półmroku, a dookoła roztaczał się zapach ziół, słychać też było szelesty i pohukiwania ptaków. W powietrzu czuło się życie, ale też nieme i ledwo wyczuwalne ostrzeżenie przed utratą własnego. Nadal wyczuwalny smak krwi w moim pysku tylko potęgował to wrażenie, ale byłem przyzwyczajony do ciągłej czujności i niebezpieczeństwa.
 - Też to czujesz? - z wahaniem spytałem
 - Co? - zaciekawiona, przechyliła łeb.
 - Też masz wrażenie, że coś wisi w powietrzu? Jakieś niebezpieczeństwo?

Madeline? XD Moja chora wyobraźnia potrafiła wymyślić tylko to

Od Robina - CD historii Akity

Ludzie. Przeklęci ludzie!
 - Dzięki za uratowanie życia... - powiedziałem do Akity i spojrzałem na nią z uznaniem - ...ale trzeba teraz to znowu zrobić. - wskazałem na człowieka. - Na niego! Nie zabijaj, obezwładnimy go - dodałem.
 Rzuciliśmy się na myśliwego. Walczył dzielnie, ale nie miał szans przeciwko dwójce dużych psów.
 - Musimy zawiadomić Hockey'a albo Drina. - dodałem, kiedy człowiek leżal nieprzytomny na ziemi.
- On zadecyduje, co zrobimy. - kiwnęła głową suczka.
- Prawdopodobnie wyda mordercy nakaz egzekucji. - mruknąłem.

Akita? A może zjawi się ktoś inny, np. Alfa czy Beta?

Od Robina - CD historii Shisuhito

 W chwili, w której Ellie wyraziła swoje obawy, poczułem, że coś jest nie tak. Kiedy spróbowałem płynąć, okazało się co jest nie tak.
 Nie mogłem się ruszyć, gdyż lepkie błoto powoli zasysało mnie do ciemnego, mokrego grobu. To samo działo się z Shi.
 - Ekhem, Ellie, mamy kolejne zmartwienie. - krzyknąłem do wilczycy nadal stojącej na brzegu.

< Ellie? Shisuhito? >

niedziela, 18 maja 2014

Od Robina - CD historii Eileen

Cicho zakradłem się za nieznaną mi suczkę, ale najwidoczniej nie stanowiła zagrożenia, założyłem też, że należy do Sfory. Towarzyszący jej pies tej samej rasy właśnie wolno odchodził, zamyślony. Nie zauważył mojej postaci na tle pomarańczowego piasku.
- Witaj. - oznajmiłem spokojnym głosem.
Nieznajoma cicho krzyknęła, szybko odskoczyła i spojrzała na mnie nieufnie. Krople wody z jeziora poleciały na mnie. Woda była - o dziwo - bradzo chłodna.
- Kim jesteś?
Wstchnąłem.
- Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć. Mam na imię Robin, jestem opiekunem chorych w Sforze Psiego Głosu.
Rozluźniła się, ale nadal uważnie mnie obserwowała.
- Jam mam na imię Eileen.

 Eileen? Brak weny :( 

sobota, 17 maja 2014

Od Robina

Słońce stało już wysoko na niebie, kiedy wytropiłem odpowiednią zwierzynę. Przyczajony między liśćmi leszczyny obserwowałem dorodnego jelenia, który nie wiedzieć czemu odłączył się od stada. Kiedy obrałem dobrą pozycję do biegu, szybko wypadłem z krzaków, bo wiatr w każdej chwili mógł zmienić kierunek i zdradzić rogaczowi moją obecność.
 Dopiero kiedy doskoczyłem do gardła ofiary, zauważyłem drugiego psa, atakującego z drugiej strony. Najwidoczniej nie tylko ja widziałem w jeleniu swoją zdobycz.
 - Skoro... - suczka drapnęła po boku zwierzęcia - już tu jesteśmy, to możemy się podzielić, ok? - oznajmiła między jednym ciosem a drugim.
 Czemu nie? Potakująco kiwnąłem łbem, jednocześnie wyrywając kawał mięsa z szyi zwierzęcia i wpijając pazury przednich łap w łopatkę zwierzyny. Poczułem metaliczną, gorącą krew w pysku, co pobudziło mnie do ataku.
 Szybko załatwiliśmy jelenia, w końcu było nas dwoje. Stojąc nad drżącym w agonii ciałem, patrząc na suczkę rasy belgian malinois, oznajmiłem:
 - Mam na imię Robin.
 - Ja nazywam się Madeline.

< Madeline? >

Od Robina

 - Aaa!!! - krótko wrzasnąłem, kiedy zacząłem staczać się się ze stromego pagórka. Na jego szczycie biegnąc, potknąłem się o resztkę kamiennego murku - wiele lat temu pewnie mieszkali tu ludzie.
 Teraz już milcząc i obijając się o wszystko na swojej drodze, dotoczyłem się na sam dół. Nagle uderzyłem o czyjeś nogi.
 - Nie patrzyłeś pod łapy, co? - usłyszałem drwiący głos.
 Zaciskając zęby z bólu, podniosłem się. Przede mną stała suczka. Owczarek australijski.

< Nesty? Brak weny... >

piątek, 16 maja 2014

Od Robina CD historii Akity

 - Ja mam na imię Robin. - podałem jej łapę. - Jesteś nowa w Sforze? - bacznie ją obserwowałem. Nie wyglądała na wrogo nastawioną ani nietowarzyską, więc lekko się uśmiechałem. Miałem nadzieję, że mój wygląd - w końcu byłem dingo, wilkiem dingo - nie wzbudzi niczyjej niechęci czy braku zaufania.
 - Tak, niedawno dołączyłam. - odparła.
 - Znasz tutejsze tereny? - zapytałem niepewnie- Jeśli nie, to mogę cię oprowadzić.
 - Chętnie, niezbyt orientuję się, gdzie co jest, nie miała czasu na zwiady. Wiesz może, gdzie są dobre tereny łowieckie?- przyjęła propozycję.
 - Tak, ale jeśli chodzi o Avendeer, nie ma w nim zbyt wiele lasów. Mieszkam w sektorze Fallendeer, tam jest dobre miejsce - Las.
 - Wspaniale! Chodźmy. - raźnym krokiem pomaszerowaliśmy we właściwym kierunku, a rozmowa potoczyła się gładko, jednakże nie mówiłem wiele o sobie.

< Akita? >

* Tak, dingo to wilki...

środa, 14 maja 2014

Od Ellie i Robina

Zakląłem.
 Po raz pierwszy w życiu udało mi się zgubić. Wczoraj wyszedłem z domu na kilkudniową wyprawę, nie zamierzałem jednak spędzić tych kilku dni w lesie pełnym dziwnych, kolorowych grzybów. Zjadłem kilka (dookoła brak zwierzyny), i zapewne są halucynogenne, bo zza drzewa wyszła jakaś postać, a od wielu godzin nie widziałem  żywej duszy.
*************
- Dlaczego jesz grzyby? - spytałam niezbyt przyjaznym tonem.
- Bo jestem głodny - odparł lekko zdezorientowany Robin.
- Po kilku godzinach zrobi ci się słabo. Nie radzę.
Pies wypluł to, co właśnie przeżuwał.
*************
 - Masz rację. Nawet nie są smaczne. A poza tym, cześć.
 - Taaa, cześć. - niedbale rzuciła. - Ale też do widzenia, bo zamierzałam wracać.
 Odwróciła się i powoli ruszyła naprzód.
 - Ej, chwileczkę! Mogę iść z tobą.
 Spojrzała w moją stronę i uniosła pytająco brwi.
 - Zgubiłem się.
*************
- Wiesz w co się pakujesz idąc ze mną? - spytałam uśmiechając się złowrogo.
- Tak.
- Świetnie. Chodź.
Potruchtałam przed siebie, a Robin za mną.
*************
Już miałem zagaić rozmowę, ale gdy otwierałem pysk, przypomniało mi się, z kim zamierzałem pogadać. Tak więc nic nie powiedziałem, a Ellie także, rzecz jasna.
 - Co? - z westchnieniem zapytała.
 - Hę? Nic nie mówiłem.
 - Zamierzałeś.
 - Podobno nie lubisz rozmawiać.
 "Nie gasząc wypowiedzi innych", dodałem w myślach.
*************
- Wierzysz plotkom? - uniosłam wysoko brew.
- Nah, nie, to dzięki tobie jestem w tej Sforze...?
- Aha, świetnie. Ale masz rację, zbyt rozmowna to ja nie jestem - odparłam.
Zapadła cisza.
- Dokąd idziemy? - spytał w końcu dingo.
*************
 - Na tereny sfory. - lakonicznie odparła.
 Wzniosłem wzrok ku niebu. A właściwie ku niebu zasłoniętemu ciemnym listowiem.
 - To wiem.
 - To po co pytasz?
 - Dobra, to dokąd dokładnie idziemy?
*************
- Pobawmy się w zgadywanki - odparłam ze słodkim uśmieszkiem.
- Wracasz do swojego domu...?
- Brawo! A teraz: dokąd idziesz ty?
- Też do domu? Eeee... nie, chwila. Na wycieczkę.
- Wycieczkę, powiadasz... Musi być super. Hasasz sobie po lasach i łąkach, beztrosko konsumując trujące grzyby. Następnym razem wybierz inne biuro podróży.
*************
 - Cóż, jak widać mam...miałem małe problemy techniczne.
 "I nadal mam problem. Ciebie"
 - Z których musi cię wybawiać morderczyni, niezbyt rozmowna, jak wywnioskowałeś? Znajdź sobie też innego superbohatera.
*************
- Superbohatera? Jasne.
- No cóż, każdy uważa kogo innego za bohatera. Jedni silnych wojowników, inni inteligentnych czarodziejów, a ty - najwyraźniej sarkastycznych odludków.
- Twierdzisz, że cię podziwiam? - parsknął.
- Oczywiście! - uśmiechnęłam się promiennie.
*************
 - Chciałabyś.
 - Nie, nie chciałabym.
 - Czyli uważasz, że jesteś moją idolką, i jesteś przez to pokrzywdzona, bo nie chciałabyś nią być? - byłem coraz bardziej zdezorientowany.
 Pacnęła się łapą w czoło.
- Nie wiesz co to sarkazm?
*************
- Nie uczyli nas tego w szkole. - mruknął sarkastycznie pod nosem - Oczywiście, że wiem.
- No widzisz? Kolejny punkt dla ciebie. A teraz, panie Robinie, Sfora przed nami. Leć szukać biura podróży, czy jakichkolwiek innych atrakcji turystycznych. - zmrużyłam oczy i odwróciłam się do psa.
- Jest tylko jeden mały problemik... - mruknął znowu.
- Znowu masz jakieś zmartwienie?
- Nie widzisz? Ścieżka jest zalana. Nie przejdziesz.
*************
- Do psa ciężkiego! jeszcze więcej czasu z tobą. Masz jakiś pomysł? - westchnęła zrezygnowana.
 - To ja jestem zgubiony! Wymyśl coś! - jęknąłem.
 Nagle padł na mnie jakiś cień, ale Ellie tego nie zauważyła, przeklinając swój los.
*************

CD nastąpi w opowiadaniach :)