Jak dobrze - niemal bezbłędny i długi formularz! Po ciężkim tygodniu tego potrzebowałam. Nie mówię, że inne były złe, gdyby każdy był taki długi chyba by mnie już tu nie było xD
Do tego Cavalier, czyli spaniel, a ja spaniele bardzo lubię :3
Fairchild jest idealnie taką suczką, jaką mam w wyobraźni, gdy myślę o swoim pierwszym, w stu procentach własnym psie. Właścicielką jest smoczajama20, kolejna nowa twarzyczka na SPG.
Imię: Fairchild
Płeć: Suczka
Wiek: 1,5 roku
Rasa: Cavalier King Charles Spaniel
Głos: Lenka - Everything At Once
Stanowisko: Strażniczka Fallendeer
Partner: Na razie nie ma ochoty na wiązanie się z kimkolwiek.
Młode: Brak
Rodzina: Matka: Mirabelle, Ojciec: Meredith, starsza siostra Jessamine
Urodziny: 19 dzień lata
Sektor: Fallendeer
Cechy: Fairchild jest tym typem, którego każdy zna. Mimo, że dzieckiem
już nie jest, uwielbia wszelkiego rodzaju zabawy, a szczególnie te, przy
których można się śmiać. Nie będzie błędem stwierdzenie, że Fairchild
po prostu uwielbia się być wesoła. Choć sama nigdy nie potrafi
opowiedzieć żadnego żartu bez „spalenia” go, to chętnie słucha innych.
Uwielbia nawiązywać kontakty i choć nie przepada za romansami, zawsze
otacza się psami. Nie lubi być typową suczką, rozmawiać o delikatnych
sprawach i zajmować się swoim wyglądem. Chce za wszelką cenę udowodnić,
że małe pieski o długiej sierści, kiedy chcą, też potrafią być waleczne,
zadziorne i wcale nie uciekną z piskiem z bitwy. Stara się być jak
najlepszym wojownikiem, chętnie wykonuje prace przeznaczone dla płci
przeciwnej, nie narzeka gdy musi spać w bardzo niedogodnych warunkach, a
kiedy trzeba staje się surowa i przerażająco spokojna. Ustanawia sobie
dyscyplinę jak w wojsku i do niej się dostosowuje. Ma to jednak swoje
wady. Fairchild nie zna granic, a żeby wykazać swoją „męskość” może
dokonać bardzo nieprzemyślanych decyzji i gdyby nie przyjaciele pewnie
wiele razy by już nie żyła. I choć nie chce się do tego przyznać, w
rzeczywistości jej życie jest prawie całkowicie uzależnione od innych.
Historia: Życie Fairchild było jednocześnie piekłem i niebem. Z jednej
strony należała do bardzo słynnej rodziny psów wystawowych, już jako
szczeniak była rozchwytywana przez wiele różnych agencji wystawowych,
miała kochających rodziców, którzy wręcz puszyli się z dumy nad swoją
młodą córeczką. Z drugiej strony, Fairchild po prostu tego nienawidziła.
Nienawidziła karmy z jagnięciną, aksamitnych poduszek, zamkniętej
przestrzeni, a najbardziej udawania spokojnej suczki, którą nie była.
Podczas gdy spędzała godziny w fotelu, oczami wyobraźni widziała siebie
hasającą po bezkresnych łąkach, wolną od wszystkich formalności. Jednym
słowem, Fairchild była niepoprawną księżniczką.
A wtedy, pewnej gwieździstej nocy, kiedy tarcza księżyca górowała nad
uśpionym miasteczkiem, pod oknem Fairchild pojawił się kształt. Ów
kształt zaczął stukać łapą w okno, próbując je otworzyć, a sparaliżowana
strachem suczka pomogła mu w tym. Nie miała jeszcze doświadczenia z
włamywaczami. Okazało się, że nieokreślonym „czymś”, była bardzo
zaniedbana, ubłocona suczka rasy Cavalier King Charles Spaniel.
Zaczęły rozmawiać. Fairchild dowiedziała się kilku najważniejszych
rzeczy, od których po chwili rozbolała ją głowa. Po pierwsze, nieznajomą
była zaginiona córka Mirabelle i Mereditha – Jessamine. I, wbrew temu
co mówili rodzice Fairchild, wcale nie uciekła z własnej woli. Jessamine
nie była dość piękna, aby startować w wystawach, dlatego została
najzwyczajniej w świecie wyrzucona z własnego domu. Fairchild, jak
przystało na uczuciową suczkę bardzo przejęła się historią siostry, bez
chwili namysłu po prostu wyskoczyła przez okno i po długich kłótniach
stała się włóczęgą, tak jak Jessamine.
Przez pewien czas jej życie było sielanką. Wreszcie spełniły się
szczenięce marzenia o taplaniu w błocie i wędrowaniu zgodnie z ruchem
słońca. Lecz wszystko co dobre szybko się kończy. Pewnego, najgorszego
dnia w życiu Fairchild, Jessamine wybrała się do miasta po zapasy. Miała
wrócić za godzinę. Minęły dwie doby. Trzy, a potem cztery. Jessamine
nie wróciła i choć Fairchild szukała jej, płakała, wyła, nic się nie
zmieniło. Tak mijały dni, aż w końcu jakby otrząsnęła się ze snu.
Postanowiła poszukać sfory, w której odnajdzie nową rodzinę. Ale nie
było to takie łatwe. W każdej z nich, w której chciała zamieszkać, była
wykpiwana i wyśmiewana z powodu niskiego swojej rasy i pochodzenia .
Mimo licznych walk, które odbyła z dorosłymi, nieraz pokaźnej wielkości
psami, z każdego miejsca była wyrzucana. Aż znalazła Sforę Psiego
Głosu.
Nick na howrse.pl i/lub mail: smoczajama20, smoczajama200@gmail.com