Biłem się z myślami. To nie może być prawda! Byłem prawie pewien, że wybierze mnie. Nie! Moja
pierwsza, ta jedyna i ostatnia miłość... Skończona na zawsze... Już miałem powiedzieć o skończonej jaskini i ją do niej zaprosić. Wszystko stracone. Nikogo nigdy nie kochałem bardziej i nie będę kochał. To była ta jedyna. Muszę z sobą skończyć! Nie... Tylko dla tego, że jestem Gammą i muszę dbać o sforę.
*kilka minut później*
- Maya! Szpital! - usłyszałem krzyk jakiegoś przebiegającego psa.
- Co?!
Biegłem ile sił w nogach. Czułem, że muszę tam być. Teraz wiem co czuła jak ją odrzuciłem. Nie! Ja jestem inny. Ja to lepiej zniosę, nie. Ona miała Setha, ja nie mam nikogo. Jako psycholog, powinienem być na to przygotowany, lepiej to znieść. Nie ważne. Dobiegłem do szpitala. Zakłopotany biegałem po szpitalu szukając sali Mayi. Nagle zobaczyłem ją, leżącą, martwą.
- Nie! - krzyknąłem płacząc - Nie!
Trzeba było ją lepiej traktować. Ostatnie chwile spędziła nie jako moja przyjaciółka. Pie**zyć życie. Ono nie ma sensu. Jednak ma. Jestem Gammą. Dam radę, nie, nie dam. To za dużo jak na jeden dzień. Zdecydowanie. Ochroniarze czy coś wyprosili mnie z sali i wypchnęli na korytarz. Stała tam Kasumi i Seth i parę innych psów.
- Nie! - krzyknąłem - Jestem Gammą, proszę mnie wpuścić.
Jest! Udało się. Podbiegłem złapałem za jej łapę i płakałem, parę godzin...
- Już późno - powiedział Seth, któremu również udało się wejść.
- Bardzo - przytaknęła mu Kasumi.
Spojrzałem na nią bardzo zdenerwowany. To co było pękło. Potem na Mayię, ostatni raz. Gdy wszyscy wyszli szepnąłem jej do ucha:
- Będziesz w lepszym świecie...
Kasumi?