Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kyra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kyra. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 grudnia 2014

Od Kyry - CD historii Fretsa

To było zabawne! Skakałam, śmiałam się... To samo robił mój przewodnik i towarzysz. Zabawa niby wesoła, szybko się znudziła.
- Wiesz co ja robiłam w dzieciństwie? - spytałam, choć wiedziałam, że odpowie nie. - Myła taka zabawa... Złap, rzuć, chwyć!
Wzięłam w pysk najbliższą gałąź i rzuciłam do Fretsa. On chyba zrozumiał bo złapał i odrzucił. Bawiliśmy się tak, aż Frets nie złapał i wskazał mi pięknego wodospadu.
- To tu? - spytałam.
- Tak, to tu – odpowiedział pies. - Oto Wodospad Rożka.
- Czemu rożka? - spytałam.
- Rożek to jednorożec, którego można tu czasem spotkać – wytłumaczył Frets.
- Widziałeś go kiedyś?
- Nie...
- Szkoda... - powiedziałam i spojrzałam na ziemię. Błoto! Łapkami narysowałam w nim kwiat.
- Znowu kwiat? - zaśmiał się Frets.
- Tylko do nich mnie ta okolica inspiruje

<Frets?>

środa, 10 grudnia 2014

Od Kyry - CD historii Fretsa

- Idziemy zwiedzać dalej? - spytał pies.
- Oczywiście! - odparłam z entuzjazmem. - Te okolice są wspaniałe! Tyle tu barw!
- Widzisz kolory? - spytał.
- Tak! Dzięki nim widzę świat wspaniałym! Przepięknym! Te wszystkie kolory! Inspirują!
I wtedy położyłam się na ziemi i zaczęłam turlać ugniatając trawę. Przewracałam się, a gdy skończyłam stanęłam obok Fretsa.
- Po co to było? - spytał.
- Podskocz i zobacz! - uśmiechnęłam się.
Pies wyskoczył w górę tak wysoko jak tylko umiał. Skok trwał ułamek sekundy więc od razu po upadku spytałam:
- I jak?
- Piękny kwiat - odpowiedział.
Tak, turlałam się aby stworzyć kwiat ugnieciony z trawy. Jakoś tak mam, że zawsze tworzę sztukę. Inspirują mnie nawet najzwyklejsze wróble umieją mnie natchnąć.
- Tylko nie zbojkotuj tak reszty terenów. Niektóre są nawet tysiąckroć piękniejsze!
- "Nie zbojkotuj"? - zdziwiłam się. - To sztuka! Jestem artystką!
- I chyba takie sobie stanowisko wybrałaś?
- Ja - powiedziałam. - A ty? Jakie masz stanowisko?
- Chronię bety
- Mało ciekawe... - prychnęłam. - Kiedy dołączyłeś do sfory?
- Urodziłem się tu.
- Wreszcie mówisz ciekawie! - uradowałam się. - A kolory widzisz?
- Nie za dużo pytań? - zachichotał pies.
- "Pytając się wiele nauczysz" Tak mi babcia prawiła.
- ...

<Frets?>

Od Kyry

Szliśmy z Johanem polną drogą, choć nie była to dokładniej droga, a ścieżka. Była pokryta żwirem, na którym ciągle się ślizgałam. Johan był kilka metrów za mną i ciężko dysząc próbował dotrzymać mi kroku. Spojrzałam na niego i zachichotałam. Wróciłam do wbiegania na górę uciekając przed psem. Gdy oddaliłam się od niego znacznie postanowiłam odpocząć i poczekać. Ułożyłam się więc wygodnie na najbliższej skale.
Zobaczyłam na drzewie dziwne stworzenie... Przypominało trochę kota, trochę sowę, ciut wiewiórkę. Odwróciłam się od dziwadła by zobaczyć co z kuzynem, a gdy znów spojrzałam na gałąź stworka nie było.
- Na co się patrzysz? - spytał pies gdy był już przy mnie.
- Nie, na nic... - mruknęłam. - Idź do przodu, dogonię cię.
- Jak chcesz.
Siedziałam jeszcze chwilę oglądając się wokoło, czy może stwora gdzieś tu nie ma, ale nic nie zauważyłam. Nic prócz małej żabki skaczącej w trawie.
Spojrzałam w górę i spostrzegłam, że Johan jest już dobre trzydzieści metrów przede mną. Podniosłam się i ruszyłam za nim.
- Kiedy będziemy na miejscu - spytałam psa, gdy nadrobiłam drogi. - Łapy mnie bolą i jestem głodna.
- W nocy będziemy już w miasteczku, które widziałaś wczoraj z oddali - odparł. - Jeszcze kawałek.
Racja. Wczoraj przed snem zobaczyłam migoczące światła. Popytałam zwierząt i dowiedziałam się, że jest tam miasteczko, Pyskowice. Teraz tam idziemy.
- Johan? - spytałam.
- Hę?
- Nie wydaje ci się... - zaczęłam nieśmiało. - Że bardzo tu czuć psem?
- Też mnie to zastanawiało - odparł pies. - Kilka metrów za nami widziałem strzępek futra. Mógłbym przysiąc, że to były psie włosy.
- Niepokoi cię to?
- Trochę... Jeśli znaleźliśmy się na zajętym terenie możemy mieć przechlapane.
- Daj losie, żeby to była sierść lisa lub wilka! - krzyknęłam w niebo. Kilka dni po ucieczce od Amy, naszej byłej okropnej pani wkroczyliśmy na tereny pewnej psiej bandy. Zaatakowali nas i ledwo uszliśmy z życiem. Goniły nas długi czas, ale jakoś ich zgubiliśmy. Nie chcę powtórki.

Dwie godziny później leżałam pod restauracją w miasteczku, a Johan przeglądał śmietnik. Była to piękna pizzeria. W koszach takich lokali zawsze są jakieś kąski. Ciasto, które spadło na ziemię, mięsa, sery... Często też niedojedzone kawałki pizzy. Taki śmietnik to Szwecki Stół!
- Łap! - krzyknął pies i rzucił mi kawałek kiełbasy. - Pewnie stara...
Ale ja nie wybrzydzam! Chwyciłam mięso w pysk i zaczęłam jeść. Była to pyszna wołowina. Żułam ją nie myśląc skąd ją wzięto. To było jedzenie, a jedzenie się je. Szybko skończyłam frykas, podczas gdy Johan żuł jeszcze ciasto.
- Czemu nie wziąłeś kiełbasy? - spytałam.
- Ostatnio zostawiłem ci tylko skrzydła bażanta - odparł. - Zasłużyłaś na coś lepszego.
I za to go kochałam. Troszczył się o mnie, karmił i bronił... Gdybyśmy nie byli kuzynostwem dawno temu miała bym z nim szczeniaki. Ale jesteśmy rodziną i musimy się kochać i o siebie troszczyć, ale nie mieć dzieci.
- Co zrobimy później? - spytał.
- Możemy tu zostać lub iść dalej - oznajmiłam.
- Jeśli naprawdę są tu psy powinniśmy odejść.
- A jeśli będą nas chciały? - spytałam. Dużo myślałam i stwierdziłam, że istnieje taka opcja. Mogą nas zechcieć w sforze.
- To zostaniemy - rzekł Johan. - Mam dość ucieczki i wędrówki.

Opuszczaliśmy już Pyskowice. Odwróciłam się jeszcze ostatni raz na pożegnanie miasteczka. I szliśmy dalej. Nagle usłyszałam spadający kamień. Spojrzałam w górę. Stał tam pies...

<Ktoś ze skały?>

wtorek, 9 grudnia 2014

Nowa suczka w Sforze - Kyra!

Dzisiaj do SPG Forever zawitała śliczna Kyra, pierwszy pies gracza Derahni!
Mam nadzieję, że zostaniesz tu długo!

Imię: Kyra
Płeć: Suka
Wiek: 5 lat
Rasa: Mieszaniec
Stanowisko: Malarka
Partner: Szuka
Młode: Na razie brak
Rodzina: 
Babcia (MM) - Silla (Duży Münsterländer)
Dziadek (OM) - Aron (Mieszaniec)
Babcia (MO) - Iga (Pudel)
Dziadek (OO) - Shono (Sznaucer)
Matka - Iga (pół Münsterländer)
Ojciec - Kokos (Pudel/Sznaucer)
Rodzeństwo - Izzy, Carol (siostry)
Urodziny: 19 dzień lata
Sektor: Navydeer 
Cechy: Kyra to optymistycznie nastawiona na życie suczka o wielu ambicjach i inspiracjach. Kocha malować różnego rodzaju obrazy! Robi je z liści, kwiatów, błota... Rozmazuje na ścianach, układa na ziemi... Jest bardzo śmiała i ma zaufanie do wielu, wielu osób. Nie ważne czy to psy, koty, niedźwiedzie... Nawet ludzi umie kochać, choć ją zawsze krzywdzili! Łatwo zawiera nowe przyjaźnie, umie się doskonale komunikować z każdym. Jednak nie jest święta. Gdy ktoś jej podpadnie umie wybaczyć, ale ciężko jej to przychodzi. Zwykle staje się wtedy mściwa i odsłania swoje drugie, złe oblicze. Przy innych damach otwarta i gadatliwa, przy panach... nieśmiała. Jednak czy jest ktoś kto by jej nie lubił?
Historia:  Kyra urodziła się i wychowała w świecie ludzi. Jej matka Iga zawsze powtarzała - "Jesteś piękna i delikatna niczym kwiat róży, i bardzo do mnie podobna". Matka zawsze mówiła córce, że jest piękniejsza od sióstr. Te bowiem odziedziczyły cechy ojca, którego Iga szczerze nienawidziła. Gdy szczeniaki miały po pół roku postanowiono je pooddawać. Izzy trafiła do sąsiadki, Carol do odległej wioski, a Kyra do domu matki jej matki. Babcia kochała i lubiła wnuczkę. Oprócz nich w domu było jeszcze 6 psów, 8 kotów, konie, krowy i inne zwierzęta. Nietrudno się więc dziwić, że farma niedługo potem splajtowała. Psy trafiły do schroniska, okrutny rok życia w smrodzie i brudzie... Ją i jej odległego kuzyna ocaliła jednak przed tym mała dziewczynka. Zabrała Kyrę i Johana do swojego domu. Ona była gorsza niż schronisko! Ciągnęła, szarpała, dusiła... Gdy psy próbowały kontrataku zostawały zbite. Dlatego uciekli. Po długiej wędrówce trafili na te tereny i zostali członkami sfory.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Derahni