Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lipca 2017

Od Luny "konkurs"

Był piękny,słoneczny dzień. Nie było za gorąco ani za zimno. Idealna pogoda na spacer. Wybrałam się do Pyskowic. Natrafiłam na zły dzień bo w miasteczku było mnóstwo ludzi i... Tych warczących potworów zwanych autami. Co chwilę mnie przeganiano i dwa razy prawie mnie auto potrąciło. Szczeniaki zostały z Delim. Biedaczysko. Ale i tak czy siak on jest ich ojcem a ja cały czas przy nich siedzę. Poszłam dalej. Gdy wyszłam z tłumu byłam przed łąką. Biegałam po niej z godzinę i zobaczyłam tam dziewczynę. Ona patrzył się na mnie a ja na nią. Nie biegła,nie krzyczała tylko kucnęła i spokojnie do mnie mówiła. Wahałam się przez chwilę ale ostatecznie tam poszłam. Gdy byłam blisko, podniosła rękę a ja odruchowo się cofnęłam. Od razu ją dała niżej. Teraz nie podchodziłam ale po chwili wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Mama,tata,siostra dziewczynka identyczna jak ta tyle że mniejsza. Nazywała się chyba Paulina. Jej mama Katarzyna i tata Jurek. Przyjeżdżający do Pauliny starszy kuzyn Natan i jego siostra Zuzia. Wszyscy razem,szczęśliwi. Aż do czasu gdy zginął tata,potem mama a na koniec Zora. Została starsza ode mnie ciocia Amber,Która jak się ostatnio dowiedziałam jest moją siostrą. No i jeszcze Czarna. Ale ona miała sparaliżowane tylne łapy i na mnie warczała jak podchodziłam do niej. Nie wierzyłam że to może być ona. Przyjrzała się mi. Ja miałam dziwne rozłożenie plam więc łatwo mnie było rozpoznać.
- Luna?
Podeszłam powoli i teraz gdy wyciągnęła rękę nie bałam się i spokojnie przyszłam do niej.
Po psiemu jej odpowiedziałam
- Tak, to ja! A to naprawdę ty Paulina?
- Lufka! Chodź!
Poszłam za nią. A tu... Dom! Mój stary dom! Obwąchałam go dookoła. Napotkałam Czarną. Wszystkie koty czyli : Tigera,Chitę,Spartę,Panterę,Zorana,Sebastiana i Rica. No i jeszcze kociaki których imion nie znam. Paula otworzyła drzwi a ja wparowałam do środka. W kuchni nic się nie zmieniło, w pokoju "Chorwackim" też. U Pauli się dużo pozmieniało a w salonie tylko kolor ścian.
- Mamo! Chodź tutaj!
W drzwiach stanęła mama mojej dawnej pani.
- Patrz! Byłam na spacerze i znalazłam Lunę! Nie było jej od 2 lat!
- To niemożliwe Paula! To nie może być Lufka!
- Niemożliwe!? To czemu reaguje na imię? Luna! Leżeć!
Wykonałam polecenie chociaż bez większych chęci.
- To o niczym nie świadczy!
- Nie świadczy!? Luna! Chodź,idziemy na dwór.
Poszliśmy nad rzeczkę. Paulina wyjęła coś z torebki i mi dała.
- Proszę kochana. Czeka na ciebię od 2 lat. Dzisiaj jest dzień psa!
Był tam ręcznie robiony gryzak z włóczki. Zamerdałam ogonem i skoczyłam na moją panią. Bawiłyśmy się do wieczora. Najpierw w berka. Wygrałam ja oczywiście. Potem leżałyśmy i odpoczywałyśmy. Bawiłyśmy się razem w rzece. Byłyśmy tak wykończone że leżałyśmy tam na brzegu do jakoś 17. Nagle usłyszałam jakieś warczenie i wycie. Warknęłam do Pauliny żeby się odsunęła a ja sama ruszyłam do przodu. Z lasu wybiegł... Ten pies co pomagał w walce! Stanęliśmy jak wryci.
- Hej! My się chyba już znamy!
- Tak. To ty ratowałeś nas przed watahą wilków jakoś tydzień temu. A w ogóle Luna jestem. Należysz do SPG?
- Onyx. Co to SPG?
- To sfora do której należę. Byłeś wtedy na jej terenach. Jeśli nie należysz, to może dołączysz?
- Co! Nie ma mowy! Jestem samotnikiem i nie mam zamiaru nigdzie dołączyć!
Powiedział i pobiegł do lasu.
- Onyx!Stój!Co ja narobiłam?
Odwróciłam się w stronę Pauliny. Podbiegłam do niej. Wróciłyśmy do domu. Brry... Kojec. Musiała mnie tam zamknąć? Naprawdę? Była noc. Wyłam do psów z SPG.
- Cicho bądź Luna! Niektórzy chcą spać!
Czarna się odezwała.
- Jak chcesz!
Powiedziałam i ucichłam. Planowałam ucieczkę. Jak to robiła mama? Wiem tylko że płot ma dwa metry i na górze jest pastuch elektryczny. Ucieczka wyglądała tak: skoczyłam na budę,potem na dach pomieszczenia Czarnej. Zostało mi do pokonania ok. 30cm. Przeskoczyłam to nie biorąc pod uwagę wysokości z której spadnę. Spadłam na grzbiet. Zaskomlałam. Wstałam i przez moje tajemne przejście które do dzisiaj jest tajemne skierowałam się w stronę sfory. Grzbiet mnie bolał jak nie wiem co.
- Jutro chyba znowu mnie czeka wizyta u lekarza
Pomyślałam.Dobrze że nie zapomniałam o prezencie bo nie mam zamiaru tam wracać. Doszłam do mojego domu. Deli tam był i spał razem ze szczeniakami. Położyłam się obok niego i zasnęłam...

KONIEC.

Od Luny CD. historii Delgada

Chciałam coś powiedzieć ale Delgado był już za drzwiami.
Spojrzałam w stronę szczeniaków bo usłyszałam pisk któregoś z nich. To Alvaro,Fire i Capsel gryźli Wiktorię która miała jakąś "zabawkę" a Lay próbowała ich odgonić i uratować siostrę.
- Ej! Spokój!
Wszyscy znieruchomieli. Alvaro dalej patrząc się na mnie warknął.
- Chodźcie. Idziemy na dwór!
- Oł jea!
Wszyscy według swoich"stanowisk" wyszli na dwór. Wyglądało to tak:
Layla szła dumnie potykając się o własne łapy,za nią Alvaro który odganiał Fire'go, Fire który rozglądał się i przewracał,za nim Leo który normalnie szedł,za Leo Caps który sobie wesoło szedł i wpadł w Leo,Leo w Fire'a,Fire w Alvara a Alvaro w Laylę. Za Capselem był Piorun a za nim szła Wiktoria z podkulonymi ogonem. Wyszłam za nimi. Hmmm... Delgado już długo nie wraca. Zwykle chodzi na godzinę nawet jej nic nie złapie. Poszłam do Reny. W takiej sytuacji gdy muszę iść ze szczeniakami bo jestem jedyną opiekunką szczeniąt w SPG.
<U Reny>
- Rena! Możesz mi pomóc?
- W czym?
Wyszła i się przewróciła bo najwyraźniej nie dowiedziała się o tym że mam szczeniaki.
- No co się tak gapisz? Szczeniaków w życiu nie widziałaś?
- Czyje to szczeniaki!?
- Moje. A co?
- No... OK, a po co przyszłaś?
- Delgado poszedł na polowanie i nie wraca od jakoś dwóch godzin a zwykle wraca po godzinie
- Czyli mam rozumieć to tak że chcesz żebym ci pomogła? Okay.
- Yyyy... No to idziemy?
- A co z szczeniakami?
- Muszą iść z nami. No cóż.
- Hej! Maluchy! Idziemy!
Powiedziała Rena do szczeniaków
- Kto to jest mamo?
- Moją przyjaciółka Rena.
Po godzinie drogi usłyszeliśmy głosy
Wyjrzałam zza krzaków i zobaczyłam tą watahę która mnie kiedyś złapała.
- O! Patrzcie kogo tu mamy! To ta suczka co ją on i jeszcze jedna uwolnili.
- Maluchy. Zostańcie tutaj!
Powiedziałam i wyszłam zza krzaków z Reną. Zaczęła się walka. Samiec Alfa kontra ja i Rena.
Powalił mnie i skoczył. Już chciał mnie zabić gdy moja przyjaciółka na niego skoczyła nie wiem jak to się skończyło bo zamknęłam oczy czekając na śmierć. Powiedziałam tylko szczeniakom żeby wezwali pomoc.
Pov.Layla
Poszliśmy do sfory tak jak powiedziała mama i wezwaliśmy pomoc. Zaczepiłam jakiegoś psa. Powiedział żeby go tam zaprowadzić. Zaprowadziliśmy go tam. Mama była przy Tacie i go uwalniała a ciocia dalej walczyła. Ten pies rzucił się na wilka i przygniótł go do ziemi. Gdy walka się skończyła zabrali mamę do szpitala a my musieliśmy iść z tatą do domu.

Pov.Luna
Rozwiązałam Delgada akurat jak skończyła się walka. Wróciłam do domu z Reną i poszłam do szpitala. Pies odrazu po końcu walki uciekł więc nie wiedziałam kim był.
Okazało się że mam tylko kilka ran. Obmyli je i założyli opatrunek. Na noc mnie tam zatrzymali ale nie wiem po co. Rano przyszedł Alex. Zmienił opatrunki i spytał jak to się stało.
- To Rena ci nie powiedziała?
- Nie. To opowiesz?
- No więc Deli poszedł na polowanie i długo nie wracał więc poszłam z Reną go szukać. Szczeniaki poszły z nami. No i znalazłyśmy watahę i tam był uwięziony Delgado. No i zaczęła się walka i ich alfa mnie powalił i zrobił te rany. No i Rena z nim walczyła a ja leżałam i powiedziałam szczeniakom żeby zawołali kogoś z SPG. No i przyprowadzili jakiegoś psa. Nie wiem jakiego. A ja w międzyczasie uwolniłam Delgada. No i oni wygrali a ten pies uciekł. No i teraz są z Delgadem w domu a ja tutaj.
- Hmmm... Ciekawe. Poczekaj chwilę zaraz będziesz mogła iść do domu.
Powiedział i wyszedł.
< W domu>
-Wróciłam!
- Mama!
- O! Już jesteś? Chodź. Musisz dużo odpoczywać.
- Delgado,to była wataha która mnie wtedy zaatakowała. Miałam większą ranę a nawet do lekarza nie szłam.
Cały dzień siedzieliśmy w domu. Był już wieczór. Poszliśmy spać...

<Delgado? Sory że tyle czekałeś. Wena mnie opuściła na pisanie Luną XD>

piątek, 30 grudnia 2016

Luna jest w ciąży!

Luna i Delgado spodziewają się szczeniąt! :D

Matka: Luna
Ojciec: Delgado
Liczba szczeniąt: 7 (5 piesków, 2 suczki)
Rasa szczeniąt: owczarek niemiecki
Data narodzin: 5-7 stycznia
Lekarz prowadzący: Lastrada

Od Luny

Dni mijały szybko. Delgado po swoich przeżyciach już ochłonął. Ja za to odkryłam że mam smykałkę do hiszpańskiego. Słyszałam jak ludzie w Pyskowicach liczą po hiszpańsku do 20 - chwilę powtarzali i się nauczyłam.
Wyruszyłam na spacer.
- Zima nie jest moją ulubioną porą roku ale wtedy są najpiękniejsze krajobrazy. - powiedziałam do siebie.
Spacerowałam po sforze już dobrą godzine. Nagle ktoś we mnie rzucił śnieżką. Zaczęłam lepić śnieżkę i wyszukiwać sprawcę. Usłyszałam znajomy chichot.
- Deli, wyłaź.
- Nie możesz mi rozkazywać. - powiedział i znowu rzucił śnieżką.
- Ej,to nie fair.
- Nie starasz się Luna. Myślałem że wiesz o mnie wszystko.
- Powiedz czy jesteś wysoko czy nisko.
- Okay, wysoko.
Popatrzyłam się na drzewa i tam zobaczyłam Delgada.
- Złaź stamtąd, Deli.
- Dobra, schodzę.
Nie zobaczył że naszykowałam dużą śnieżkę i zaraz jak zszedł z drzewa rzuciłam w niego i uciekłam do domu ile sił w nogach. Po bokach widać było tylko śnieg.
Byłam już w domu i piłam herbatę. Ktoś zapukał, był to Delgado.
- Doigrasz się Luna.
- A kto zaczął?
- No... Ja.
- Właśnie. Chcesz coś ciepłego do picia?
- Okay, na dworze jest zimno, więc to miła odmiana.
Wypiliśmy herbatę i rozmawialiśmy. W końcu zrobiło się ciemno.
- Mogę u ciebie przenocować?
- A co, w domu nie masz łóżka?
- Mam, ale lepiej będzie jak zostanę tutaj. Na dworze jest ciemno i zimno, jeszcze na jakiś korzeń wpadnę.
- No skoro chcesz.
- Dzięki, Luna.
- Spoko. Jutro też bitwa na śnieżki?
- Jak chcesz to może być.
- No to dobranoc, Delusiu-Lalusiu.
- Ej, pani Lusia-Smarkusia nie pozwala sobie czasem na za wiele?
- Dobra, koniec tych głupstw.
- Dobranoc.
- Dobranoc, pchły na noc.
- Karaluchy pod poduchy.
- A szczypawki na huśtawki.

XxX

Obudziłam się rano i zaczęłam budzić Delgada.
- Deli, wstawaj!
- Chwilę... - odpowiedział mi zaspany głos.
Zrobiłam śniadanie i dopiero wtedy Delgado wstał.
- Witaj, panie śpiochu-żarłoku.
- No weź, koniec tego.
Zjedliśmy i zgodnie z planami udaliśmy się na plac gdzie wczoraj trwała bitwa na śnieżki. Nagle...
- Ałć!
Krzyknęłam i upadłam na ziemię.
- Nic ci nie jest Luna?
- Tylko brzuch mnie mocno boli.
- Dasz radę dojść do szpitala?
- Nie wiem.
- Wstawaj, pomogę ci dojść.
- Dzięki, kochanie.
No i poszliśmy tam. Ja ledwo co trzymałam się na nogach i Deli pomagał mi wejść do środka.
- Alex! Geris! Lastrada! - krzyczał Delgado.
- Co się stało Delgado?! Nie wydzieraj się na cały szpital. - zza drzwi wyszedł Alex.
- Z Luną coś nie tak, mówi że ją brzuch mocno boli i nie wie co jej jest.
- Spokojnie, Deli. Nie krzycz tak i chodź za mną. Z Luną oczywiście. Tam mi powiesz co się stało.

Na miejscu

- No więc słucham, Delgado.
- Byliśmy na dworze robić bitwę na śnieżki i gdy dotarliśmy, Luna krzyknęła i upadła na śnieg.
- Ok. Ty możesz iść do domu, bo to trochę zajmie, a nie potrzebujemy nikogo do pomocy.
- Wrócę za dwie godziny, Luna!
- Dobrze, Delgado.

Later

- Minęło już 1,5 godziny a ich dalej nie ma. - myślałam na głos i w tym momencie drzwi się uchyliły i do środka pomieszczenia wszedł Alex z wynikami badań.
- No i co?
- Dobra wiadomość.
- Czyli?
- Zostaniesz mamą!
- Ile szczeniaków?
- Jeszcze nie wiadomo.
Naszą konwersację przerwał Delgado
- (D)Hej Luna! Hej Alex! No i jakie wyniki?
- (L) Będziemy mieli dzieci, kochanie.
- (A) Potwierdzam.

(Delgado? Wreszcie się odezwałam.)

niedziela, 6 listopada 2016

Nowa para!

Dzisiaj złączyli się...

Delgado&Luna

Życzmy im szczęścia!


Od Luny - CD historii Delgada

Wstałam rano,patrzę przez okno - Leje,że też pogoda nie wybrała sobie innego dnia tylko ten w którym miałam podjąć decyzje o partnerstwie. Ale OK to dalej ten sam dzień...ten ważny dzień. Zjadłam śniadanie i poszłam się przygotować. Gdy wychodziłam już nie padało. Całe szczęście bo zgubiłam ''parasol''. Zapukałam do drzwi. Delgado powiedział:
- Chodź,wszystko naszykowane.
- Hej Delgado.
- Hej Lunka.
- Nie mów tak na mnie. To mnie wkurza.
- Dobrze dobrze,przepraszam.
- Podjęłam decyzję.
- I cooo???
- I to. Zostanę twoją partnerką.
- Na serio???
- Tak.
- Mam coś dla ciebie.Poczekaj
Powiedział i poszedł do innego pokoju. Po chwili przyszedł z obrożą.
- Proszę Luna.To dla ciebie.
Powiedział podając mi piękną obrożę:
- Piękna Delgado. Też mam dla ciebie ale w domu. Ty też mi ją daj później. Na razie jeszcze nie było ślubu.
- Dobrze Luna.
- Idziemy na spacer?
- Okay Luna.
- Może pójdziemy na łąki. Jest tam tak ładnie.
- A możemy iść nad staw? Lubię się tam kąpać.
- Dobrze Deliś.
Potem jeszcze długo rozmawialiśmy i przed wieczorem wróciłam do domu.

(Delgado? To dla ciebie.)

wtorek, 1 listopada 2016

Od Luny C.D. historii Delgada


Stałam jak wmurowana - Yyyyy, daj mi czas do jutra. Muszę się zastanowić. Znasz Deli zasady partnerstwa. Prawda?
- Tak tak znam. Okay.
- Dobra. To do jutra!
- Do jutra!
Powiedział po czym odbiegłam. Wyszłam na spacer gdzie ostaniu byłam z Delgadem. Wziełam ze sobą koc coś do picia i parę smakołyków. Jak byłam na miejscu,rozłożyłam koc i wyciągnełam wyciągnełam wszystkie rzeczy poczułam się jakoś dziwnie. Nie wiedziałam co się dzieje. Zjadłam parę smakołyków i trochę się napiłam. Nagle zobaczyłam psa,a bardziej sukę doga niemieckiego. Skądś ją znałam,tylko skąd? Zaczęłam przypominać sobie imiona gdy jeszcze nie byłam w SPG. Ambyr,Imbra,Amibra,Amber. No tak Amber! Ale skąd ona się tu wzięła? Widocznie ona też mnie zauważyła bo zaczęła biec. A za nią był jeszcze jeden dog którego też z kądś znałam. To był mój wujek Merlin! Byli już bardzo blisko mnie.
- (A) Luna? Czy to naprawdę ty?
- (L) Tak Amber.
- (M) Luna! Jak uciekłaś my tak się o ciebie martwiliśmy!
- (L) Spokojnie,spokojnie.
- (A)Gdzie ty przez tyle czasu byłaś!?
- (L) W Sforze Psiego Głosu.
- (M)Gdzie?
- (L) W Sforze.
Dyskutowaliśmy jeszcze przez chwilę po czym razem usiadliśmy na kocu i się zajadaliśmy. W końcu zrobiło się ciemno.
- (A) Luna,jutro tu przyjdziemy się spotkać i porozmawiać. Dobra?
- (L) A może być po jutrze?
- (A)Okej. A teraz zmykaj do tej Sfory Psiego Głosu czy coś.
- (M)Pa Luna!
- (L) Pa!
Powiedziałam i spakowałam koszyk. Gdy wróciłam do domu. Zauważyłam list w drzwiach. Przeczytałam go.

Hej Luna!
Chciałem ci powiedzieć ale już nie słyszałaś.
Gdybyś mogła jutro przyjść porozmawiać ze mną był bym ci bardzo wdzięczny.
Muszę ci coś powiedzieć,ale musisz być u mnie w domu.
Proszę przyjdź bo jest to bardzo ważne.
Twój Delgado

(Deliś?)

środa, 5 października 2016

Od Luny C.D. historii Delgada

Jak się obudziłam miałam dwa wielkie pytania.Pierwsze-czemu Deli śpi zaraz obok mnie? A drugie-gdzie ja jestem?Chwilę potem wszystko sobie przypomniałam.Ale czemu nie wróciłam do domu? Miałam totalny mętlik w głowie.Obudziłam Delgada.
- Deli,wstawaj !
- Już wstaję,nie denerwuj się tak.
- Nie powinniśmy wracać do sfory?
- To dobry pomysł.
- Wracajmy bo będą się o nas martwić.
Powiedziałam przegarniając liście żebym mogła przejść.Poczekałam chwilę na Delgada po czym pobiegliśmy do sfory. Właśnie miałam wracać do domu gdy Delgado powiedział
- Przyjdź do mnie za trzy dni to ci coś dam i spytam.
- A nie możesz dać i powiedzieć mi tego teraz?
- Nie bo jeszcze tego nie przygotowałem.
- Dobrze.Pa!
- Pa!
Wróciłam do domu i dalej myślałam co Delgado szykuje.Poszłam do Reny żeby z nią porozmawiać.Rozmawiałyśmy bardzo długo aż w końcu naszą rozmowę przewało pukanie do drzwi.
- (R)Kto tam?
- (D) Hipopotam,Rena otwórz drzwi.
- (R)Już otwieram
- (D) Więc tu jesteś Luna!
- (L) Noo.Siedzę u już z 3-4 godziny geniuszu.
- (D) Warto wiedzieć.Jak wrócisz przyjdziesz do mnie?
- (L) Dobra.
-(D) To już wam nie przeszkadzam.Do zobaczenia!
- (L) Na razie!
Powiedziałam a on wyszedł.Potem kontynuowałam rozmowę z Reną.

(Deliś ?)

poniedziałek, 3 października 2016

Od Luny C.D. historii Delgada

Zanim wróciłam do domu,poszłam jeszcze na przechadzkę po sforzę. Najpierw poszłam do Fallendeer a potem do Avendeer. Gdy przechadzałam się po Avendeer, zaczęłam rozmyślać nad Delgadem. Niespodziewanie wyszłam ze sfory chociaż sama o tym niewiedziałm. Próbowałam wrócić lecz nic nie pamiętałam. Zaczełam za to zagłębiać się w las coraz dalej i dalej. Usłyszałam wycie i byłam pewna że to inne psy mnie wołają. Pobiegłam ile sił w nogach lecz jak dobiegłam do miejsca wmurowano mnie w ziemię. To nie psy mnie wolały tylko wilki z jakiejś watahy. Zauważyli mnie i rzucili na mnie. Nie zdążyłam uciec i niestety mnie złapali. Próbowałam się wyrwać lecz tylko pogorszyłam sprawę. Teraz nie dość że mnie złapali to jeszcze miałam wielką ranę zrobioną przez Alfę wilków. Zaczełam wzywać pomocy chociaż wiedziałam że nikt mnie nie słyszy. O dziwo się myliłam bo po 15 minutach przybył Delgado wraz z Rena. Reną? Skąd Deli wie że ona jest moją najlepszą przyjaciółką? W każdym razie się cieszyłam. Uratowali mnie i razem wróciliśmy do domu.

Delgado?

środa, 27 lipca 2016

Luna!

Powitajmy gorąco Lunę! Jest ona drugim psem graczki wolfik, która jest tu jeszcze zielona C:
Osobiście już Cię kocham za imię Luna, ponieważ sama mam cztero-miesięcznego szczeniaka o tym imieniu ♥


Imię : Luna
Płeć : suczka
Wiek : 4 lata
Rasa : owczarek niemiecki
Głos : Violetta - En mi mundo
Stanowisko : opiekunka szczeniąt
Partner : szuka
Młode : brak
Rodzina : Kira i Nero oraz młodsza siostra Zora (nikt nie żyje) 
Urodziny : 1 dzień wiosny
Sektor : Navyedeer Wodne oko
Cechy : Wyjątkowo energiczna, bardzo lubi się kąpać w Wodnym oku przy którym mieszka,bardzo lubi też w nocy wejść na mostek i powyć do księżyca (w końcu dlatego się tak nazywa. Zrozumie to ten kto zna hiszpański)
Historia : urodziłam się w hatce niedaleko sfory moja siostra i ja miałyśmy szczęśliwe życie.niedaleko nas było bagienko gdzie chodziliśmy z mamą się pozbawić. Mój tata gdzieś poszedł i nie wrócił a z mamą było tak samo ale później zora moja siostra z pół roku temu zrobiła tak samo i zostałam tylko ja. Szukałam kogoś kto mnie przygarnięty i całkowicie niechcący trafiłam do sfory gdzie bardzo miło mnie przyjęli.
NIK na howrse.pl/mail : wolfik

czwartek, 14 sierpnia 2014

Od Luny


- Harley! Harley! - nawoływałam brata. Nie mogę tu zostać... co jak ktoś mnie zaatakuje? Z spuszczonym łbem ruszyłam przed siebie. Łzy naleciały mi do oczu, przez co wszystko było rozmazane.
-Co tu robisz? -podskoczyłam, gdy usłyszałam głos.
-Szukam bezpiecznego miejsca. -nie podnosiłam łba. Po co ktoś miał widzieć, jak płaczę?
-To tereny Sfory Psiego Głosu... Możesz do nas dołączyć, jest bezpiecznie. -powiedział.
-Chętnię... Dziękuję, że mnie nie wyrzuciłeś. -mówiłam drżącym głosem.
-Jak się nazywasz? -spytał.
Szybko otarłam łzy i podniosłam łeb.
-Harley? -spytałam zaskoczona.
-Nazywasz się Harley? -teraz to on był zdziwiony.
-Nie, jestem Luna... Ty wylądasz, jak Harley... -westchnęłam.
-Jak kto?
-Mój brat... Nie wrócił dziś z polowania. -niestety nie umiałam ukryć łez.
-Nie płacz, na pewno nic mu nie jest. -powiedział przekonany.
-A ty jesteś...?
-Hockey.
-Hockey, Harley... podobne imię.
Pies wzruszył ramionami, po czym powiedział:
-(...)

Hockey? Będzie mi miło, jeśli odpiszesz.

piątek, 8 sierpnia 2014

Nowa suczka w Sforze - Luna!

Oto Luna, nowa członkini!
Jej właścicielka również jest nowa, więc powitajmy ją z otwartymi rękoma!
Dodam tylko, że formularz poprawię po powrocie, gdyż jestem na wyjeździe ;)

Imię: Luna
Płeć: Suczka
Wiek: 2 lata
Rasa: Biały Owczarek Szwajcarski
Stanowisko: Poetka
Partner: Ma kogoś na oku...
Młode: Brak
Rodzina: Zaginiony brat - Harley, reszta nie jest istotna i tak jej nie kochali.
Urodziny: 17 dzień wiosny
Sektor: Fallendeer
Cechy: Na pewno znacie różne psy i ich charaktery, ale założę się, że kogoś takiego jak Luna w życiu nie widzieliście. Taki typ... radosnej pesymistki. Dla psów jest miła, nigdy nikogo nie zaatakuje bez powodu, a dla siebie? Dla siebie jest surowa, każdy swój błąd wypomina sto razy. Nie widzi żadnych pozytywnych cech w swoim życiu, oprócz kontaktu z "o wiele lepszymi ode mnie psami", co znaczy u niej z wszystkimi. Tak więc uprzejma suczka, stara się nie narzucać, co nie znaczy, że nie ma swoich gorszych dni, w których to na świat wychodzi naprawdę złośliwa, wredna a nawet chamska osoba. Szanuje każdego, oprócz swojej osoby. Lubi towarzystwo, pomimo nieśmiałości. Zwyczajnie trudno jej rozmawiać z innymi, pomimo to lubi przebywać w większych grupach. Dla tych, których daży zaufaniem, bądź miłością (nawet nieodwzajemnioną) zrobi wszystko.
Historia: Luna nie miała się w ogóle urodzić, nie była planowana, przez co cała rodzina oprócz brata traktowała ją jak gorszą. Po dłuższym czasie sama zaczęła uważać siebie za tą wziętą z niższej półki (gorszą). Raz brat się za nią postawił, gdy matka obwiniała ją za coś, co zrobiła jej siostra i oboje zostali wygnani z domu. Długo się za to obwiniała, co tylko pogorszało sprawę. Wraz z bratem zamieszkała w lesie. On polował, ona dbała o norę, którą sobie znaleźli. Pewnego dnia Harley nie wrócił z polowania... Nadal nikt nie wie, gdzie był. Luna bała się zostać sama, więc wyruszyła w poszukiwanie jakiejś sfory. Natknęła się na Sforę Psiego Głosu Forever i została.
Nick ma howrse: Zuza1470