Nie wiedziałem czy powiedzieć jej o tym co widziałem...może trochę z tym poczekać.Spróbowałem wstać,ale Nixa od razu kazała mi się położyć.Wojna już powoli ucichała,ale wilki nadal przybywały mniejszymi grupami.
(Nixa?)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Despero El Diablo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Despero El Diablo. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 lutego 2015
Od Despero - CD historii Nixy
-Tak.-Odpowiedziała, a mi spadł kamień z serca. Jak tylko wyzdrowieję obiecałem sobie, że pójdę do Miskina i wszystko sobie wyjaśnimy. Tylko nie chciałem teraz informować o tym Nixy lub kogoś innego...czekałem tylko, aż wszystko będzie dobrze i będę mógł stanąć o własnych nogach. Wszyscy się cieszyli z tego, że jednak przeżyłem, ale jak zresztą zawsze widziałem tylko jedną poważną twarz w tym towarzystwie.
Nixa? Szczeniaki?
Nixa? Szczeniaki?
Od Despero - CD histroii Nixy
Akurat zrobiłem obiad i tylko czekałem na Nixę. Nie wiedziałam, że kogoś zaprosi, więc szybko wszystko poprawiłem. Kiedy Nixa i Vanija weszły do jaskini szczeniaki weszły za nimi, i wszyscy usiedli przy „stole”.
Nixa? Vanija? Szczeniaki?
Nixa? Vanija? Szczeniaki?
Od Despero - CD historii Jared'a
Kiedy byłem już na sali operacyjnej stała nad mną medyczka. Podała mi znieczulenie. Wtedy wyjęła swoje narzędzie i zaczęła mi odwijać opatrunki.
-To stało się podczas wojny?-Spytała. Kiwnąłem głową na potwierdzenie, a dalszy zabieg przebiegał w ciszy. Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie, a kiedy patrzyłem na sufit wydawało mi się, że on rozdwaja się. Kiedy jeszcze zaczęła boleć mnie głowa powiedziałem cicho:
-Kręci mi się w głowie.
Medyczka coś mi podała...zasnąłem...znaczy chyba. Dookoła ciemność...pustka. Nagle światło! Powoli idę w jego stronę i wyciągnąłem prawą łapę...nie było już na niej tamtej głębokiej rany i nie czułem bólu. Spojrzałem się w dół...stała tam ta medyczka. Biegała dookoła mnie i...chyba próbowała mnie ratować. Umarłem?
-Despero...-Powiedział ktoś. Ten ktoś stał w tym świetle i zbliżał się do mnie powoli. Był to...tak...był to Attaki. Zapłakałem ze szczęścia i wtuliłem się w jego futro. Attaki uśmiechnął się ciepło i stanął przed mną.
-Witaj.-Powiedział.
-Czy ja umarłem?
-Tak, niestety.
-Ale ja muszę wracać!-Krzyknąłem patrząc w dół.
-Dess...pogódz się z tym. Tu będzie ci lepiej.-Powiedział i położył łapę na moim ramieniu. Ja zrzuciłem jego łapę i odpowiedziałem z smutkiem:
-Nie mogę dostać ostatniej szansy...?
Attaki zamyślił się. Ta krótka chwila dłużyła mi się strasznie. Po chwili na pysku Attaki'ego pojawił się uśmiech.
-Wracaj.-Powiedział.
Znów go przytuliłem i wtedy zacząłem spadać. Znów ciemność...otworzyłem oczy. Znów poczułem ból, ale było mi lepiej. Nad mną stał Jared i Nixa, a szczeniaki siedziały obok. Wszyscy płakali jakby nie wiadomo co się stało.
-Jeszcze nie umarłem.-Uśmiechnąłem się lekko.
Jared? Nixa?
-To stało się podczas wojny?-Spytała. Kiwnąłem głową na potwierdzenie, a dalszy zabieg przebiegał w ciszy. Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie, a kiedy patrzyłem na sufit wydawało mi się, że on rozdwaja się. Kiedy jeszcze zaczęła boleć mnie głowa powiedziałem cicho:
-Kręci mi się w głowie.
Medyczka coś mi podała...zasnąłem...znaczy chyba. Dookoła ciemność...pustka. Nagle światło! Powoli idę w jego stronę i wyciągnąłem prawą łapę...nie było już na niej tamtej głębokiej rany i nie czułem bólu. Spojrzałem się w dół...stała tam ta medyczka. Biegała dookoła mnie i...chyba próbowała mnie ratować. Umarłem?
-Despero...-Powiedział ktoś. Ten ktoś stał w tym świetle i zbliżał się do mnie powoli. Był to...tak...był to Attaki. Zapłakałem ze szczęścia i wtuliłem się w jego futro. Attaki uśmiechnął się ciepło i stanął przed mną.
-Witaj.-Powiedział.
-Czy ja umarłem?
-Tak, niestety.
-Ale ja muszę wracać!-Krzyknąłem patrząc w dół.
-Dess...pogódz się z tym. Tu będzie ci lepiej.-Powiedział i położył łapę na moim ramieniu. Ja zrzuciłem jego łapę i odpowiedziałem z smutkiem:
-Nie mogę dostać ostatniej szansy...?
Attaki zamyślił się. Ta krótka chwila dłużyła mi się strasznie. Po chwili na pysku Attaki'ego pojawił się uśmiech.
-Wracaj.-Powiedział.
Znów go przytuliłem i wtedy zacząłem spadać. Znów ciemność...otworzyłem oczy. Znów poczułem ból, ale było mi lepiej. Nad mną stał Jared i Nixa, a szczeniaki siedziały obok. Wszyscy płakali jakby nie wiadomo co się stało.
-Jeszcze nie umarłem.-Uśmiechnąłem się lekko.
Jared? Nixa?
Od Despera - CD historii Jared'a
-Nie wiem,ale chyba jeszcze dziś...-Powiedziałem ledwo,bo strasznie bolał mnie bok.-Ale ja będę tam na pewno.-Dodałem po chwili z powagą i spróbowałem wstać,ale z tego nic nie wyszło i tylko upadłem.
-Lepiej tu zostań.-Powiedział Jared i pomógł mi się znów położyć.Westchnąłem ciężko.
-Jared...je nie chcę zrobić tego samego błędu co w przeszłości...ja nie chcę by inni musieli ginąć za moją słabość.Tak jak...Frets.-Powiedziałem,a do oczu zaczęły mi napływać łzy,ale powstrzymałem je w odpowiedniej chwili.
-Ale...-Spróbował coś powiedzieć.
-To mój obowiązek.
-Twoim obowiązkiem jest iść tam na pewną śmierć?-Spytał.
-Tak...-Odpowiedziałem i wstałem.Trzy pierwsze kroki sprawiały mi ból,ale po czwartym już udawałem,że go nie czuję.Umrę...dla sfory i dla Nixy...żeby w przyszłości nasze szczeniaki mogły swobodnie chodzić po sforze bez obawy przed wilkami.
Jared poszedł niepewnie za mną aż na polanę gdzie ciągle zbierały się wilki.Ludzie już powoli odchodzili.
-Idz lepiej do siebie.-Powiedziałem cicho,a na polanie zebrali się wojownicy.Brakowało mi tylko Frest'a...kiedy Jared był już bezpieczny zaczęła się walka.Od razu naskoczyłem na jednego z pierwszych wilków.Nasza walka stoczyła się na boku polany i nikt nie zwracał na nas uwagę.Już resztkami sił uderzałem go i gryzłem,ale on udawał,że nic nie czuje i wydawało się tylko,że przybywa mu siły.Kopnął mnie mocno,a ja odleciałem parę metrów dalej.Podszedł do mnie,a ja zwinąłem się z bólu.
-To ty ten Despero?-Spytał zdyszany.-Ten...dowódca dingo.Wojownik oddany w pełni.Dziś słaba resztka prawdziwego dowódcy...mały,mikroskopijny pies bez żadnego znaczenia.-Mówił podchodząc do mnie powoli.Każde słowo bolało mnie jeszcze mocniej niż rany.
-To przez twoją dumę zginęło tyle dingo.Przez twoją głupotę zabili Attakiego!
-Dość!-Krzyknąłem ze łzami w oczach.Zastanawiałem się tylko skąd on o tym wie...ale za krótki czas poznałem odpowiedz.Był to Miskin...kiedyś mój przyjaciel,ale pewnego dnia odszedł by dołączyć do watahy.
-Miskin...proszę...litości.-Powiedziałem bardzo cicho i nie wiem czy nawet to usłyszał.Wilk zaśmiał się szyderczo i pokręcił głową.
-Czemu niby?-Spytał kładąc łapę na moim barku.
-Mam rodzinę...wspaniałą partnerkę i szczeniaki.-Odpowiedziałem.
-Rodzinę...słowo niedawno dla ciebie obce.-Powiedział.Wtedy zwołał do siebie jeszcze trzy wilki,a one wywlokły mnie głęboko w las.Jeden przytrzymywał mnie przy drzewie,a drugi strasznie bił.Po drzewie spływała moja...niewinna krew.
-Zrobię wszystko tylko zostawcie sforę!-Krzyknąłem już ledwo żywy.-Proszę!
-Dość.-Powiedział Miskin kiedy zobaczył,że jestem już wykończony.Wilk puścił mnie,a ja padłem na ziemię.Dyszałem głośno i zaciskałem co chwilę powieki.
-Niech teraz cię zobaczą.Byłeś kiedyś zwykłym samolubnym idiotą.A teraz...oddałbyś życie za jakąś głupią sforę i rodzinę...zostawcie go.Niech umiera przynajmniej w spokoju.-Powiedział i odeszli zostawiając mnie samego.Czyli umrę...to mój koniec?Płakałem...ale nie z powodu ran.Z powodu tego,że zostawiam Nixę,szczeniaki i przyjaciół...czemu?Gdybym mógł jeszcze zobaczyć Nixę...Jared'a...pożegnać się z nimi i przytulić szczeniaki mówiąc,żeby były dzielne.Czemu ten świat jest taki okrutny?Czemu tak szybko?Chcę jeszcze tyle zobaczyć...jeszcze tyle poczuć.Nagle z krzaków wybiegł Jared.Usiadł nad mną.
-Co ci jest?-Spytał zmartwiony.
-Pójdz po Nixę...-Odpowiedziałem mu tylko.Jared wziął mnie tylko na plecy i pobiegł przez pole walki ze mną do medyka.Wtedy straciłem przytomność.
~~~~
Kiedy obudziłem się leżałem cały w bandażach,a nad mną stał medyk.Kręcił głową patrząc na otwarte rany i moją łapę którą ledwo mogłem ruszać.Nie wiedziałem co się dzieje i ledwo pamiętałem co się stało.Pozostał tylko straszliwy ból.Nagle wbiegł Jared.
Jared?Czy ktoś uratuje Despero?
-Lepiej tu zostań.-Powiedział Jared i pomógł mi się znów położyć.Westchnąłem ciężko.
-Jared...je nie chcę zrobić tego samego błędu co w przeszłości...ja nie chcę by inni musieli ginąć za moją słabość.Tak jak...Frets.-Powiedziałem,a do oczu zaczęły mi napływać łzy,ale powstrzymałem je w odpowiedniej chwili.
-Ale...-Spróbował coś powiedzieć.
-To mój obowiązek.
-Twoim obowiązkiem jest iść tam na pewną śmierć?-Spytał.
-Tak...-Odpowiedziałem i wstałem.Trzy pierwsze kroki sprawiały mi ból,ale po czwartym już udawałem,że go nie czuję.Umrę...dla sfory i dla Nixy...żeby w przyszłości nasze szczeniaki mogły swobodnie chodzić po sforze bez obawy przed wilkami.
Jared poszedł niepewnie za mną aż na polanę gdzie ciągle zbierały się wilki.Ludzie już powoli odchodzili.
-Idz lepiej do siebie.-Powiedziałem cicho,a na polanie zebrali się wojownicy.Brakowało mi tylko Frest'a...kiedy Jared był już bezpieczny zaczęła się walka.Od razu naskoczyłem na jednego z pierwszych wilków.Nasza walka stoczyła się na boku polany i nikt nie zwracał na nas uwagę.Już resztkami sił uderzałem go i gryzłem,ale on udawał,że nic nie czuje i wydawało się tylko,że przybywa mu siły.Kopnął mnie mocno,a ja odleciałem parę metrów dalej.Podszedł do mnie,a ja zwinąłem się z bólu.
-To ty ten Despero?-Spytał zdyszany.-Ten...dowódca dingo.Wojownik oddany w pełni.Dziś słaba resztka prawdziwego dowódcy...mały,mikroskopijny pies bez żadnego znaczenia.-Mówił podchodząc do mnie powoli.Każde słowo bolało mnie jeszcze mocniej niż rany.
-To przez twoją dumę zginęło tyle dingo.Przez twoją głupotę zabili Attakiego!
-Dość!-Krzyknąłem ze łzami w oczach.Zastanawiałem się tylko skąd on o tym wie...ale za krótki czas poznałem odpowiedz.Był to Miskin...kiedyś mój przyjaciel,ale pewnego dnia odszedł by dołączyć do watahy.
-Miskin...proszę...litości.-Powiedziałem bardzo cicho i nie wiem czy nawet to usłyszał.Wilk zaśmiał się szyderczo i pokręcił głową.
-Czemu niby?-Spytał kładąc łapę na moim barku.
-Mam rodzinę...wspaniałą partnerkę i szczeniaki.-Odpowiedziałem.
-Rodzinę...słowo niedawno dla ciebie obce.-Powiedział.Wtedy zwołał do siebie jeszcze trzy wilki,a one wywlokły mnie głęboko w las.Jeden przytrzymywał mnie przy drzewie,a drugi strasznie bił.Po drzewie spływała moja...niewinna krew.
-Zrobię wszystko tylko zostawcie sforę!-Krzyknąłem już ledwo żywy.-Proszę!
-Dość.-Powiedział Miskin kiedy zobaczył,że jestem już wykończony.Wilk puścił mnie,a ja padłem na ziemię.Dyszałem głośno i zaciskałem co chwilę powieki.
-Niech teraz cię zobaczą.Byłeś kiedyś zwykłym samolubnym idiotą.A teraz...oddałbyś życie za jakąś głupią sforę i rodzinę...zostawcie go.Niech umiera przynajmniej w spokoju.-Powiedział i odeszli zostawiając mnie samego.Czyli umrę...to mój koniec?Płakałem...ale nie z powodu ran.Z powodu tego,że zostawiam Nixę,szczeniaki i przyjaciół...czemu?Gdybym mógł jeszcze zobaczyć Nixę...Jared'a...pożegnać się z nimi i przytulić szczeniaki mówiąc,żeby były dzielne.Czemu ten świat jest taki okrutny?Czemu tak szybko?Chcę jeszcze tyle zobaczyć...jeszcze tyle poczuć.Nagle z krzaków wybiegł Jared.Usiadł nad mną.
-Co ci jest?-Spytał zmartwiony.
-Pójdz po Nixę...-Odpowiedziałem mu tylko.Jared wziął mnie tylko na plecy i pobiegł przez pole walki ze mną do medyka.Wtedy straciłem przytomność.
~~~~
Kiedy obudziłem się leżałem cały w bandażach,a nad mną stał medyk.Kręcił głową patrząc na otwarte rany i moją łapę którą ledwo mogłem ruszać.Nie wiedziałem co się dzieje i ledwo pamiętałem co się stało.Pozostał tylko straszliwy ból.Nagle wbiegł Jared.
Jared?Czy ktoś uratuje Despero?
sobota, 31 stycznia 2015
Od Despera - CD historii Nixy
-Do siebie.-Odpowiedział oschle i pobiegł.
-Mściciel!-Krzyknęła Nixa.Mściciel biegł dalej.
-Pobiegnę za nim.-Powiedziałem szybko i pobiegłem za Mścicielem.
-Mściciel!Czekaj!!-Krzyczałem.
-Zostaw mnie!-Odpowiedział i przyspieszył.
Wreszcie go dogoniłem i zatrzymałem.
-Puść mnie.-Warknął.
-Co się stało?-Spytałem.
-I ty się jeszcze pytasz?-Spytał ze łzami w oczach,ale szybko je powstrzymał.-Ty w ogóle się mną nie przejmujesz!Wychodzę tak od dobrych paru nocy!Uciekam!Na pustynię do innych dingo...wypuść mnie...-Powiedział,a ja przestałem go trzymać.
-Ja nie czuję się tu swój...każdy się ze mnie śmieje...z mojego imienia,a tam?Traktują mnie zupełnie inaczej...
Nixa?
-Mściciel!-Krzyknęła Nixa.Mściciel biegł dalej.
-Pobiegnę za nim.-Powiedziałem szybko i pobiegłem za Mścicielem.
-Mściciel!Czekaj!!-Krzyczałem.
-Zostaw mnie!-Odpowiedział i przyspieszył.
Wreszcie go dogoniłem i zatrzymałem.
-Puść mnie.-Warknął.
-Co się stało?-Spytałem.
-I ty się jeszcze pytasz?-Spytał ze łzami w oczach,ale szybko je powstrzymał.-Ty w ogóle się mną nie przejmujesz!Wychodzę tak od dobrych paru nocy!Uciekam!Na pustynię do innych dingo...wypuść mnie...-Powiedział,a ja przestałem go trzymać.
-Ja nie czuję się tu swój...każdy się ze mnie śmieje...z mojego imienia,a tam?Traktują mnie zupełnie inaczej...
Nixa?
Od Despero - CD historii Jared'a
-Nie wiem...przybywa ich i przybywa...-Odpowiedziałem poważnie chociaż smutek aż mi się ciskał na pysk.
-Jeśli to się nie skończy...to koniec.-Dodałem po chwili i spojrzałem się na dość sporą ranę na łapie i ślad po kuli w boku.
-A tak zmieniając temat...bardzo dobrze Ci idzie. Byłby z Ciebie niezły wojownik.-Powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko.
Jared?
-Jeśli to się nie skończy...to koniec.-Dodałem po chwili i spojrzałem się na dość sporą ranę na łapie i ślad po kuli w boku.
-A tak zmieniając temat...bardzo dobrze Ci idzie. Byłby z Ciebie niezły wojownik.-Powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko.
Jared?
Od Despera - CD historii Jared'a
-Nie wiem...przybywa ich i przybywa...-Odpowiedziałem poważnie chociaż smutek aż mi się ciskał na pysk.
-Jeśli to się nie skończy...to koniec.-Dodałem po chwili i spojrzałem się na dość sporą ranę na łapie i ślad po kuli w boku.
-A tak zmieniając temat...bardzo dobrze Ci idzie.Byłby z Ciebie niezły wojownik.-Powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko.
Jared?
-Jeśli to się nie skończy...to koniec.-Dodałem po chwili i spojrzałem się na dość sporą ranę na łapie i ślad po kuli w boku.
-A tak zmieniając temat...bardzo dobrze Ci idzie.Byłby z Ciebie niezły wojownik.-Powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko.
Jared?
piątek, 30 stycznia 2015
Od Despero - CD historii Nixy
Tylko nie widziałem jednego szczeniaka. Był to Mściciel...siedział jak zwykle w kącie użalając się nad sobą.
-O co chodzi?-Spytałem.
-O nic.-Odwrócił się do mnie plecami i wyszedł z jaskini. Nie wiedziałem czy iść za nim czy powiedzieć o tym Nixie.
Nixa?
-O co chodzi?-Spytałem.
-O nic.-Odwrócił się do mnie plecami i wyszedł z jaskini. Nie wiedziałem czy iść za nim czy powiedzieć o tym Nixie.
Nixa?
Od Despera - CD historii Jared'a
Kiedy Jared wszedł odwróciłem się od razu w jego stronę.
-Lepiej się czujesz?-Spytał.
-Czemu to zrobiłeś...?
-Ale co?
-Czemu mnie tam nie zostawiłeś...przecież sam ryzykowałeś życie by mnie uratować...-Odpowiedziałem.
Jared?
-Lepiej się czujesz?-Spytał.
-Czemu to zrobiłeś...?
-Ale co?
-Czemu mnie tam nie zostawiłeś...przecież sam ryzykowałeś życie by mnie uratować...-Odpowiedziałem.
Jared?
czwartek, 29 stycznia 2015
Od Despero - CD historii Jared'a
-Uciekajcie!-Krzyknąłem tylko, a Flama i szczeniaki uciekli. Jared też chciał uciec, ale ja go zatrzymałem.
-O co chodzi?-Spytał lekko przestraszony.
-Chodź.-Powiedziałem tylko, a Jared poszedł za mną. Wdrapałem się na najbliższe drzewo, a Jared za mną.
-Musisz pomóc nam w walce...
-Ale...
-Już jest bardzo mało wojowników, a inni boją się nawet wyjść z nory.-Odpowiedziałem stanowczo.
Jared?
-O co chodzi?-Spytał lekko przestraszony.
-Chodź.-Powiedziałem tylko, a Jared poszedł za mną. Wdrapałem się na najbliższe drzewo, a Jared za mną.
-Musisz pomóc nam w walce...
-Ale...
-Już jest bardzo mało wojowników, a inni boją się nawet wyjść z nory.-Odpowiedziałem stanowczo.
Jared?
Od Despero - CD historii Nixy
Szczeniaki zmierzyły wzrokiem swojego nowego nauczyciela. Mściciel spojrzał się na niego wyzywająco i wszedł przodem do jaskini. Za nim reszta szczeniaków. Kiedy wszyscy weszli Nixa podeszła do psa, który miał uczyć nasze szczeniaki i przez krótką chwilę rozmawiali.
Nixa?
Nixa?
Od Despero - CD historii Nixy
Połowa szczeniaków niebyła zadowolona z tego, że musi iść do szkoły.
-A czemu sami nas nie nauczycie?-Spytał Mściciel siedzący w ciemnym rogu jaskini.
-A po co nam dobre wychowanie?-Spytał Niburu.
Zaczęły się inne pytania.
-Musicie się uczyć od prawdziwych nauczycieli.-Wyjaśniłem.
Nixa? Szczeniaki?
-A czemu sami nas nie nauczycie?-Spytał Mściciel siedzący w ciemnym rogu jaskini.
-A po co nam dobre wychowanie?-Spytał Niburu.
Zaczęły się inne pytania.
-Musicie się uczyć od prawdziwych nauczycieli.-Wyjaśniłem.
Nixa? Szczeniaki?
Od Despero - CD historii Jared'a
Pod czas kiedy Jared biegał ostrzegając wszystkich członków sfory ja walczyłem z jednym z wilków. Pokonałem go i rzuciłem o drzewo obok. Potem naskoczyły na mnie aż trzy wilki, a człowiek zaczął we mnie celować. Nagle na polanę wbiegł Jared.
-Oszalałeś?!-Krzyknąłem, bo nic nie było słychać i zacząłem unikać ataku.
-Uciekaj!-Znów krzyknąłem.
Jared?
-Oszalałeś?!-Krzyknąłem, bo nic nie było słychać i zacząłem unikać ataku.
-Uciekaj!-Znów krzyknąłem.
Jared?
Od Despero - CD historii Jaread'a
-Co się stało?!-Spytał zdyszany Jaread.
-Z prawej nadchodzą wilki, a z lewej ludzie.-Odpowiedziałem. Pewnie ominęli kanion i zapuścili się aż tu albo wszystkich już powybijali. Bałem się...bałem się, że ten koszmar powróci.Wszyscy wojownicy zebrali się na polanie.
Jaread?
-Z prawej nadchodzą wilki, a z lewej ludzie.-Odpowiedziałem. Pewnie ominęli kanion i zapuścili się aż tu albo wszystkich już powybijali. Bałem się...bałem się, że ten koszmar powróci.Wszyscy wojownicy zebrali się na polanie.
Jaread?
Od Despero - CD historii Nixy
Kiedy Nixa się obudziła dopiero pozwolono mi wejść. Kiedy wszedłem do jaskini od razu przeniosłem wzrok na Nixę i leżące obok niej szczeniaki. Uśmiechnąłem się i przytuliłem Nixę, a potem przyjrzałem się uważnie szczeniakom. Każdemu nadaliśmy wspólnie imiona.
Nixa?
Nixa?
Od Despero - CD historii Jaread'a
Wtedy jeden z głównych wojowników wyszedł z ukrycia i podszedł do Jaread'a z groźnym wyrazem psyka.Wypiął klatkę piersiową pchając psa aż do ściany kanionu.
-Pytasz dlaczego się Ciebie boimy?-Zaczął.-Bo jesteście bezwzględnymi mordercami.-Warknął.
-Właśnie!-Dodał drugi wojownik wychodzący z ukrycia.
Wtedy podszedłem i rozdzieliłem wojownika i Jaread'a mówiąc:
-Jakoś na to zaradzimy...
-Zawsze tak mówisz!Co z ciebie z zastępca alfy jak pozwalasz by twoi poddani ginęli dzień w dzień!-Zaczął wojownik i popchnął mnie na ścianę z taką siłą,że aż upadłem na ziemię.
-Bruto!-Krzyknął Zirgos do wojownika.
-On ma racje!-Krzyknęła jedna z suczek dingo.
-Dość tego!Dość tego!Dość tego!-Krzyczeli wszyscy po kolei.
-CISZA!-Krzyknąłem,a wszyscy umilkli.-Staram się jak mogę!Nic nie poradzę na ludzi ani na inne psy!Zostaje nam tylko walka!-Dokończyłem wchodząc na podwyższenie.
-Dobrze mówi!-Poparł mnie Zirgos i wlazł ledwo na podwyższenie.Wtedy wszyscy razem zawyli na znak,że tak zrobią i przygotowywali się do wyjścia.Siedziałem z Jaread'em na wysokiej skale obserwując jak inni szykują się do walki.
-Zle to wygląda...-Powiedział Zirgos który wrócił od medyka.
-Wiem...muszę wracać.Wiem co powiedzą inni.Że jestem tchórzem...nieodpowiedzialnym przywódcą...oszustem i zdrajcą.-Odpowiedziałem ze smutkiem i wstałem,a za mną Jaread.
Jaread?
-Pytasz dlaczego się Ciebie boimy?-Zaczął.-Bo jesteście bezwzględnymi mordercami.-Warknął.
-Właśnie!-Dodał drugi wojownik wychodzący z ukrycia.
Wtedy podszedłem i rozdzieliłem wojownika i Jaread'a mówiąc:
-Jakoś na to zaradzimy...
-Zawsze tak mówisz!Co z ciebie z zastępca alfy jak pozwalasz by twoi poddani ginęli dzień w dzień!-Zaczął wojownik i popchnął mnie na ścianę z taką siłą,że aż upadłem na ziemię.
-Bruto!-Krzyknął Zirgos do wojownika.
-On ma racje!-Krzyknęła jedna z suczek dingo.
-Dość tego!Dość tego!Dość tego!-Krzyczeli wszyscy po kolei.
-CISZA!-Krzyknąłem,a wszyscy umilkli.-Staram się jak mogę!Nic nie poradzę na ludzi ani na inne psy!Zostaje nam tylko walka!-Dokończyłem wchodząc na podwyższenie.
-Dobrze mówi!-Poparł mnie Zirgos i wlazł ledwo na podwyższenie.Wtedy wszyscy razem zawyli na znak,że tak zrobią i przygotowywali się do wyjścia.Siedziałem z Jaread'em na wysokiej skale obserwując jak inni szykują się do walki.
-Zle to wygląda...-Powiedział Zirgos który wrócił od medyka.
-Wiem...muszę wracać.Wiem co powiedzą inni.Że jestem tchórzem...nieodpowiedzialnym przywódcą...oszustem i zdrajcą.-Odpowiedziałem ze smutkiem i wstałem,a za mną Jaread.
Jaread?
środa, 28 stycznia 2015
OD Despera - CD historii Jareada
-Trochę...-Powiedziałem zasmucony.-Ale nie dopuszczę do tego żeby zabijano niewinne dingo które wchodzą na ten teren.-Powiedziałem pewny siebie i spoważniałem.
-Ja już będę musiał się zbierać...-Powiedziałem po chwili.
-Dokąd idziesz?-Spytał.
-Chciałem iść do kanionu...muszę zobaczyć jak ma się sfora po tym ataku ludzi.Jak chcesz to możesz iść ze mną...-Powiedziałem,a Jaread poszedł na początku trochę niepewnie wolno za mną.
Kiedy byliśmy już przy kanionie na przeciw wybiegł nam Zirgos - dowódca wojowników.Strasznie poraniony i można powiedzieć,że ledwo żywy.Padł przed mną na ziemię ciężko oddychając.
-D-D-Despero?-Spytał cicho.
-Tak.-Odpowiedziałem i pomogłem mu wstać.
Jaread zmierzył wzrokiem dowódcę.
-Co się stało?-Spytałem spokojnie.
-Ludzie...oni tu byli.Trzech morderców nie żyje.-Odpowiedział i złapał się za ranę na brzuchu.
-Nie mogę tu zostać Zirgos...mam rodzinę.Chciałem tylko upewnić się,że z wami wszystko dobrze.-Powiedziałem i spojrzałem mu w oczy.Potem poszliśmy wolno do kanionu gdzie była cała sfora.Wszyscy z swoich ukryć patrzyli na mnie,ale nikt nie wybiegał.Chyba bali się Jaread'a,bo większość oczy było skierowane właśnie na niego.Wojownicy powoli wychodzili z ukryć prosto na Jaread'a,ale ja zatrzymałem ich łapą.Widać było,że pies nie był tu mile widziany.
Jaread?
-Ja już będę musiał się zbierać...-Powiedziałem po chwili.
-Dokąd idziesz?-Spytał.
-Chciałem iść do kanionu...muszę zobaczyć jak ma się sfora po tym ataku ludzi.Jak chcesz to możesz iść ze mną...-Powiedziałem,a Jaread poszedł na początku trochę niepewnie wolno za mną.
~~~
Kiedy byliśmy już przy kanionie na przeciw wybiegł nam Zirgos - dowódca wojowników.Strasznie poraniony i można powiedzieć,że ledwo żywy.Padł przed mną na ziemię ciężko oddychając.
-D-D-Despero?-Spytał cicho.
-Tak.-Odpowiedziałem i pomogłem mu wstać.
Jaread zmierzył wzrokiem dowódcę.
-Co się stało?-Spytałem spokojnie.
-Ludzie...oni tu byli.Trzech morderców nie żyje.-Odpowiedział i złapał się za ranę na brzuchu.
-Nie mogę tu zostać Zirgos...mam rodzinę.Chciałem tylko upewnić się,że z wami wszystko dobrze.-Powiedziałem i spojrzałem mu w oczy.Potem poszliśmy wolno do kanionu gdzie była cała sfora.Wszyscy z swoich ukryć patrzyli na mnie,ale nikt nie wybiegał.Chyba bali się Jaread'a,bo większość oczy było skierowane właśnie na niego.Wojownicy powoli wychodzili z ukryć prosto na Jaread'a,ale ja zatrzymałem ich łapą.Widać było,że pies nie był tu mile widziany.
Jaread?
Od Despera - CD historii Jareda
Uśmiechnąłem się tylko.
-Jasne.-Odpowiedziałem.
Chyba pierwszy raz w życiu ktoś powiedział mi,że na początku mnie się bał.Wszyscy zgrywali takich twardzieli licząc na to,że zyskają moją przyjazń i przy okazji swojego osobistego strażnika.Kiedy Jared to mówił nie widziałem w jego oczach takiego czegoś czego u innych psów,ale już mniejsza o to.
-Mogę tylko o coś spytać?-Spytałem trochę niepewnie.
-O co?
-Co się stało zanim tu przybyłem?Wiem tylko,że teraz jest jakaś wojna między jakąś watahą...-Odpowiedziałem.
(Jared?)
-Jasne.-Odpowiedziałem.
Chyba pierwszy raz w życiu ktoś powiedział mi,że na początku mnie się bał.Wszyscy zgrywali takich twardzieli licząc na to,że zyskają moją przyjazń i przy okazji swojego osobistego strażnika.Kiedy Jared to mówił nie widziałem w jego oczach takiego czegoś czego u innych psów,ale już mniejsza o to.
-Mogę tylko o coś spytać?-Spytałem trochę niepewnie.
-O co?
-Co się stało zanim tu przybyłem?Wiem tylko,że teraz jest jakaś wojna między jakąś watahą...-Odpowiedziałem.
(Jared?)
Od Despera - CD historii Jared'a
-Na to wygląda.-Odpowiedziałem,a na moim pysku pojawił się nawet mały
cień uśmiechu.Widziałem,że na początku się mnie bał...ale już nie jestem
taki jaki byłem wcześniej.Wtedy odwróciłem się i chciałem już iść w
swoją stronę,ale Jaread mnie zatrzymał.
Jared?
Jared?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)