Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Easy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Easy. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 grudnia 2016

Od Easy

 Wschodzące słońce zwiastowało początek dnia, nowy poranek, dla niektórych będący powodem do radości, dla innych niekoniecznie. Easy bez wątpienia należała do tych pierwszych. Wdzierające się do jaskini pojedyncze promienie słoneczne zmusiły ją do przebudzenia się. Otworzyła leniwie oczy, po czym przeciągnęła się i wstała, by z szerokim uśmiechem zawitać kolejny dzień. Niewiele myśląc, wyszła ze swojego mieszkania. Jej oczom ukazał się znajomy widok, towarzyszący jej codziennie - słońce wychylające się zza szczytów góry Farreferre oraz olbrzymie jezioro. Obecna pora roku sprawila, że temu wszystkiemu towarzyszyła równueż niezliczona ilość białego puchu. Młoda borderka zakochała się w tym miejscu odkąd pierwszy raz się w nim pojawiła. Nie musiała się długo zastanawiać, czy tutaj zamieszkać.
 Nagle zatrzymała się, w bezruchu stała jeszcze przez chwilę. Do jej nozdrzy dotarł zapach, który każdego głodnego psa doprowadziłby do szaleństwa. Wystawiła język, z jej pyska pociekła ślina. Wyostrzyła wzrok, kierując go w stronę, z której dobiegała woń. Nadstawiła uszu, była gotowa, by w każdej chwili rzucić się w pogoń za swą przyszłą ofiarą. Znajdowała się akurat pod wiatr, by zwierzyna nie wyczuła jej zapachu. Schowała się za krzakiem. Układając się pod nim, czekała na odpowiedni moment do ataku, choć serce waliło jej jak oszalałe. Musiała jednak wykazać się cierpliwością. Chociaż teraz.
 Młoda sarna spokojnie skubała sobie trawę, niczego się nie spodziewając. Po kilkunastu minutach wreszcie odwróciła się tak, że nie mogła zauważyć łowcy. Easy nie potrzebowała ani chwili na przemyślenie swojej decyzji - od razu rzuciła się w jej kierunku. W kilku susach dobiegła do zwierzęcia, po czym wskoczyła na nie. Zatopiła swe kły w szyi ofiary, zaciskając najmocniej, jak tylko mogła, zwierzę jeszcze przez chwilę, resztkami sił, próbowało walczyć o swoje życie. Suczka szarpała na wszystkie strony, jednocześnie rozkoszując się znajomym smakiem krwi na języku. Dobiła sarnę ostatnim kłapnięciem szczęki, na co ta padła na ziemię i znieruchomiała. Zadowolona z siebie Easy zaciągnęła ją do siebie do jaskini, by nikt inny nie zainteresował się jej jedzeniem. Tym razem wyjątkowo nie miała ochoty na dzielenie się nim z kimkolwiek.
 Dotarła do domu kilka minut później. Zjadła swoje śniadanie, resztę zostawiła na później w głębi jaskini. Wyszła w poszukiwaniu nowych przygód, tym razem tych miłych. Po zakończeniu wojny wszystko ucichło. Dawna młoda Beta poznała prawdziwe życie w Sforze, o jakim marzyła już od pierwszych dni, gdy tylko odkryła, że coś jest nie tak. W przeciwieństwie do wielu swoich przyjaciół, ona do końca wierzyła, że kiedyś to się skończy. Tyle miesięcy czekała na wolność. I doczekała się.
 Nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się w Tajemniczym Ogrodzie. Szła po ścieżce ułożonej z dużych kamieni, mających stanowić coś w rodzaju mostu umożliwiającego przedostanie się na drugą stronę rzeczki. W przypadku Easy przechodzenie przez most było równoznaczne z przeskakiwaniem z jednego głazu na drugi, o mało nie spadając do wody, która tutaj z jakiegoś powodu nie zamarzła. Chwilę później znalazła się w lesie, by następnie dotrzeć do granicy Sfory. Zatrzymała się na moment. Chwila wahania, lekkie ukłucie w sercu. Później już przestała myśleć. Suczka wyszła przez bramkę i ruszyła wąską, zaśnieżoną ścieżką. Śnieg sypał leniwie, zostawiając na sierści borderki białe plamki, nadając jej wygląd zbliżony do dalmatyńczyka.
- Gdzie idziesz? - odezwał się głos, który odbił się echem od pobliskich skał. Suczka nie rozpoznała, do kogo należał, jednak jej towarzyska natura sprawiła, że odpowiedziała nawet się nie odwracając.
- Do Pyskowic. Idziesz ze mną? - odkrzyknęła, dopiero wtedy obróciwszy się i spojrzawszy na psa, który ją zagadał.

Może ktoś ma ochotę dokończyć?

wtorek, 2 sierpnia 2016

Od Easy - CD historii Devo

Roześmiałam się. Na początku byłam pewna, że Devo żartuje. Przecież nie mamy szans tutaj wejść, a co dopiero cokolwiek zjeść.
- To jak? - powtórzył border.
- Ale co? - Nie rozumiałam.
- Wchodzimy tam? - spytał, uśmiechając się do mnie łobuzersko. Uwielbiałam ten uśmiech.
- To chyba nie jest dobry pomysł... - stwierdziłam. Nie byłam przekonana do tego pomysłu. Chyba pierwszy raz w życiu nie chciałam zrobić czegoś w tym rodzaju.
- Jak to nie? - zaśmiał się pies. - Wejdziemy i nic się nie stanie.
Uwierzyłam mu.
Zakradliśmy się do wejścia po drugiej stronie. Drzwi były uchylone - jakby właściciele restauracji czekali na naszą wizytę! Uśmiecnęłam się pod nosem, wiedząc, że tak nie jest. Devo podszedł bliżej, a ja tuż za nim. Kuszący zapach przeróżnych potraw dotarł do moich nozdrzy. Już nie mogłam się doczekać, aż tam wejdziemy.
Border collie dotknął nosem drzwi, aby otworzyć je szerzej. Przeszliśmy przez nie. W korytarzu nikogo nie było, więc szybko, ale jednocześnie po cichu przemknęliśmy przez niego.
Za następnymi drzwiamy była kuchnia. To z niej dochodziła woń jedzenia, jakiego nigdy nie miałam okazji poznać w Sforze. Teraz miałam szansę, której żaden pies nigdy by nie przegapił. Wystrzeliłam do przodu, mijając Devo i wpadłam do pomieszczenia, gdzie ku mojemu zdziwieniu znajdowało się kilkanaście osób.
- Pies!
- Skąd on się tutaj wziął?!
- Kto go tu wpuścił?!
- Wynocha!
- Tam jest kolejny!
Dostrzegłam kilka kiełbasek połączonych ze sobą. Ruszyłam w ich stronę i podskoczyłam, łapiąc je zębami. Zerwałam je, przy okazji zrzucając również jakąś patelnię, która na szczęście nie spadła na mnie.
- Easy! - krzyknął Devo. - Chodźmy stąd!
- Ten pies jest wściekły! - Usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny. Nie rozpoznałam, czy był to wrzask, czy też jęk. Byłam pewna tylko jednego - nie byliśmy tu mile widziani.
Wybiegliśmy z restauracji, uciekając najszybciej, jak tylko się da. Zatrzymaliśmy się dopiero około kilometra, może dwóch, dalej. Stanęliśmy na przeciwko siebie. Jednocześnie wybuchnęliśmy śmiechem, upuściłam przy tym moją zdobycz na ziemię.
Z pewnością była to jedna z ciekawszych przygód w moim życiu.
W drodzę do SPG, zjedliśmy kiełbaski ukradzione przeze mnie (chyba pierwsza rzecz, jaką ukradłam...). Śmialiśmy się z tego, co wydarzyło się w restauracji. Dawno nie widziałam Devo tak roześmianego i szczęśliwego. Ba, od czasu śmierci Green Day, w ogóle nie widziałam, żeby się uśmiechał, chociażby delikatnie. Widok takiego Devo wiele dla mnie znaczył. Takiego go zapamiętałam.
Dotarliśmy na Romantyczną Łąkę. Nawet nie zauważyłam, jak późno się zrobiło. Nadchodził wieczór, a słońce zachodziło. Niby wcześnie, ale wyszliśmy stąd po śniadaniu.
Weszliśmy do jaskini. Spojrzałam na Devo z uśmiechem. Tak bardzo cieszyłam się, gdy on był szczęśliwy... Nie mogłam się powstrzymać i pocałowałam go w policzek.

Devo? :3

czwartek, 16 czerwca 2016

Od Easy - CD historii Devo

Była to wyjątkowo smutna kolacja. Nadal nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało. Czułam, jak łzy płyną mi do oczu. Za wszelką cenę starałam się je powstrzymać. Easy, nie rozklejaj się, powtarzałam sobie.
Wszyscy tęskniliśmy za Green Day.
Każdy próbował co jakiś czas powiedzieć coś weselszego, ale nikomu nie poprawiało to nastroju. Zaczęliśmy normalnie rozmawiać dopiero godzinę później, jednak nadal była pewna bariera, której żaden z nas nie chciał przekraczać.
Spuściłam wzrok. Nawijałam dalej, by odwrócić myśli reszty od tragicznego wydarzenia, jakie miało miejsce. Mizu trochę mi w tym pomogła.
Kolacja skończyła się późnym wieczorem. Ja z Devo wyszliśmy jako ostatni. Pożegnaliśmy się z Alexem, a następnie wróciliśmy do naszej jaskini. Zasnęliśmy w milczeniu. Pierwszy raz, odkąd Devo mieszka u mnie.
***
Kilka miesięcy później wszystko się zmieniło. Strata Green nie była już tak bolesna jak kiedyś, lecz nadal nam jej brakowało.
Poszłam z Devo na spacer. Udaliśmy się nad Fioletową Rzeczkę.
- Pamiętasz, jak się tutaj bawiliśmy? - spytał border.
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Kiedyś tutaj mieszkałam, więc wiele znajomych szczeniąt przychodziło tutaj, żeby się bawić. W końcu przebywało tutaj moje rodzeństwo, rodzeństwo Devo... Niegdyś było to najbardziej zatłoczone (a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało) w całym sektorze Avendeer. Teraz już mało kto je odwiedza.
- Pamiętam. - odrzekłam. - Cześć, mam na imię Easy. - wymruczałam. To zdanie zaczęło moją znajomość z Devo. Słysząc to, mój pół-partner (jak to dziwnie brzmi...) uśmiechnął się. - Czuję się tak, jakby to było wczoraj! Czas tak szybko zleciał.
- Prawda. - zgodził się.
- A jeszcze tak niedawno wpadłam do wody! - krzyknęłam, na co Devo wybuchnął śmiechem. Ja bez zastanowienia zaczęłam się śmiać razem z nim.
- Wtedy nie zauważałam tego, co tu się dzieje... - wyszeptałam. Pies nagle spoważniał. Objął mnie jedną łapą.
- Niedługo to się skończy. - powiedział.
- Wiem. - odparłam. - Musimy to wygrać.
- I wygramy. - Pies nie był do końca przekonany, jednak ja mu uwierzyłam. Wierzyłam w każde jego słowo.
Poszliśmy dalej. W końcu dotarliśmy nad Końską Plażę. Minęło nas stado galopujących przez plażę koni. My natomiast usiedliśmy kilka metrów od brzegu.
Położyłam głowę na ramieniu Devo. Zamknęłam oczy. Słyszałam jedynie szum wiatru i fale uderzające o brzeg. W końcu zasnęłam, wtulona w sierść bordera.

Devo? Ja długo czekałam? O.O (Przepraszam, że tak długo)

poniedziałek, 1 lutego 2016

Od Easy - CD historii Devo

Krążyłam niespokojnie po mojej jaskini. Cały czas wydawało mi się, że o czymś zapomniałam.
Nie, powtarzałam sobie bez końca. Wszystko jest przygotowane.
Przygotowanie mojej jaskini zajęło mi kilka godzin. Gdy tylko po rozmowie z Devo każde z nas poszło w swoją stronę, weszłam do mojego mieszkania i zdałam sobie sprawę z tego, jaki panuje tu bałagan. Mimo że jaskinia była ogromna, sposób, w jaki ją "umeblowałam" ledwo pozwalał mi się tutaj zmieścić, a co dopiero dwóm psom.
Usiadłam, oparta o ścianę. Westchnęłam ze zmęczenia.
Nagle do środka wszedł Niger.
- Hej, Easy! - zawołał.
- Cześć. - przywitałam się, posyłając bratu szeroki uśmiech. Nie kryłam swojego zdziwienia spowodowanego jego obecnością. - Myślałam, że jesteś z Roxolanne. - uniosłam brwi.
- Roxo jest w szpitalu. - odparł ze zdumiewającym spokojem.
- Co?! - wykrzyknęłam. - Co jej się stało?
- Nie! - Niger pokrecił głową. - Ona też jest psychoterapeutką, pamiętasz? Pracuje tam.
- Aaa... - odetchnęłam z ulgą. Nie chciałam, żeby przyjaciółce mojego brata coś się stało.
Niger rozejrzał się po mojej  jaskini. Zmarszczył "brwi".
- Easy... - zaczął niepewnie.
- Hm? - przekrzywiłam głowę.
- W twojej jaskini jest porządek. To nie jest normalne. Co się stało? - spytał, bacznie mi się przyglądając.
Nie chciałam zdradzać mu, ze będę mieszkać razem z Devo. Wolałam powiedzieć mu o tym później, ale emocje nie pozwoliły mi powstrzymać słów cisnących się na język.
- Zamieszkam razem z Devo. - wypaliłam, zamiast ugryźć się w język. Z drugiej strony, nie obiecywałam mojemu pół-partnerowi, że nikomu o tym nie powiem.
-To super! - Niger uśmiechnął się do mnie. - Jesteście... parą?
- Pół-parą. - sprostowałam.
- W takim razie gratuluję. - odrzekł toller. - Ech... Muszę wracać do pracy. Mam nadzieję, że niedługo znowu się zobaczymy. Pa! - rzucił, wychodząc.
- Pa... - Nawet nie dokończyłam, a on już biegł w stronę szpitala.
Usiadłam na kocu w jednym z pomieszczeń jaskini. Postanowiłam zaczekać na  Devo.

Devo? Przepraszam, że tak długo...

niedziela, 29 listopada 2015

Od Easy - CD historii Devo

  Suczka spojrzała na bordera zaskoczona. Po chwili zganiła się w myślach. Przecież on spytał cię o pół-partnerstwo! A to co innego! - powiedziała sobie w myślach, zdenerwowana tym, że nie wiedziała, jak zareagować.
  Easy, podobnie jak Devo, nie była gotowa na partnerstwo. Czuła się za młoda na trwały związek. Uważała, że to zdecydowanie za wcześnie. Jednak nie mogła zaprzeczyć, że do szaleństwa zakochała się w swoim przyjacielu.
  Tak naprawdę nie miała pojęcia, jak zachować się w takiej sytuacji. Rzucić się na szyję Devo i wrzasnąć "TAK!", czy może po prostu przytaknąć szeptem, z delikatnym uśmiechem na pysku. Nie wiedziała też, jakiej reakcji oczekiwałby jej ukochany. Ona była już pewna swojej odpowiedzi, lecz jak powinna mu o tym powiedzieć...?
  Postanowiła zachować się naturalnie.
  - Ja też nie jestem gotowa na partnerstwo... - zaczęła, z każdym słowem ściszając głos. Poczuła, jak łzy płyną jej do oczu, a później płyną jej po "policzkach". - Ale kocham cię, Devo. Tak. - wyszeptała. - Zostanę twoją... pół-partnerką. - Ostatnie słowo brzmiało dla niej tak dziwnie, ale wyjątkowo zarazem. Easy właśnie tak się poczuła. Dziwnie i wyjątkowo jednocześnie.
  Czy tak czuli się jej rodzice? Czy tak czuli się Alex i Green Day? Czy tak czuła się każda inna para, nie tylko w Sforze? Tak, jak ona w tej chwili?
  Nachyliła się, by pocałować Devo. Ich pyski zetknęły się ze sobą. Niespodziewanie zalała ją fala ciepła.
  Odsunęli się od siebie dopiero po dłuższej chwili. Borderka uniosła wzrok, by spojrzeć mu w oczy. Nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, który cisnął się na jej pysk. Pies go odwzajemnił. Suczka zbliżyła się do niegu i wtuliła się w jego miękką sierść. Przeszedł ją dreszcz. Coś w niej drgnęło.
  Ale jednego była pewna - jeszcze nigdy dotąd nie była szczęśliwa tak, jak teraz.
  Przyjemna cisza powoli stawała się dla niej nie do wytrzymania. Jak to ona, musiała ją przerwać swoimi słowami.
  - To... co teraz? - wymamrotała, lekko zawstydzona tym, że w ogóle się odezwała. To uczucie jeszcze jej nie towarzyszyło. Do dziś. Spojrzała ponownie na Devo i uśmiechnęła się blado. Niemalże słyszała głośne bicie własnego serca, które łomotało jak szalone. Przełknęła ślinę. Następnie oparła głowę na "ramieniu" bordera.

Devo? Przepraszam, że takie krótkie... Totalny brak weny.

niedziela, 15 listopada 2015

Od Easy - CD historii Devo

  - Nie, nie jesteśmy. - pokręciłam głową szybko, po czym uśmiechnęłam się do Frei. Suczka odpowiedziała mi lekkim uśmiechem.
  - Oni są po prostu zakochani. - dodał Niger, za co uderzyłam go lekko łapą. Skulił się, udając przy tym skruchę. Frei uśmiechnęła się do mnie złośliwie, wiedziałam jednak, że tylko żartowała.
  Rozmawialiśmy jeszcze chwilę (o ile czterdzieści minut można nazwać chwilą), a następnie każde z nas musiało wrócić do swoich zajęć. Pożegnałam się z siostrą i resztą mojego rodzeństwa. Przyszli wszyscy z wyjątkiem Black Abyss. Jej nieobecność nikogo nie zdziwiło. Bardziej martwilibyśmy się o nią, gdyby zjawiła się na spotkaniu.
  Razem z Devo udałam się w stronę Romantycznej Łąki. Odprowadził mnie do domu. Był już późny wieczór, zbliżała się noc. Księżyc od dawna wisiał nad nami, niebo stawało sięc coraz ciemniejsze, a gwiazdy świeciły. Spojrzałam w górę. Niestety, nie potrafiłam rozpoznać żadnego spośród widocznych gwiazdozbiorów. Konstelacje wydawały się jedną wielką plamą, która niczego nie tworzyła.
  Weszłam do środka mojej jaskini. Odwróciłam się w stronę Devo, który stał w wejściu.
  - Eee... Nie chcesz wejść? - spytałam zakłopotana. Zdałam sobie sprawę z tego, że ja tutaj stoję, a on jest na zewnątrz, gdzie pada śnieg.
  - Chyba powinieniem wracać. - stwierdził border ze smutkiem w oczach. Nie chciałam zostać sama, mimo że tutaj mieszkałam i przeważnie właśnie tak było. Spuściłam wzrok, starając się ukryć zakłopotanie. Zrobiłam kilka kroków w jego stronę, aż w końcu go pocałowałam. Po chwili odsunęłam się do tyłu. Uśmiechnęłam się lekko.
  - Dobranoc. - szepnęłam.
  - Dobranoc. - odrzekł pies, odwzajemniając mój uśmiech. Następnie odszedł. Wychyliłam się na zewnątrz jaskini i odprowadzałam go wzrokiem, aż zniknął w lesie.
  Wtedy cofnęłam się i udałam się w stronę mojego 'pokoju'. Położyłam się w kącie groty i oparłam głowę na łapach. Zamknęłam oczy i niedługo potem zasnęłam.
  Śniły mi się chwile, które razem spędziliśmy.

Devo? Wybacz, totalny brak weny. ;c

poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Easy - CD historii Devo

  Na pysku Easy od razu pojawił się szeroki uśmiech.
  - To słodkie. - wymruczała, szczerząc się. Nachyliła się do psa i pocałowała go w nos. Wdrygnęła się, lecz nie z obrzydzenia.
  Przed oczami pojawił jej się dzień, kiedy najtrudniej było jej się dogadać z Devo. Podejrzewała, że to właśnie wtedy śnił mu się ich pocałunek. Przez moment zastanowiła się, czy już wtedy nie była w nim zakochana...
  Była.
  Na pewno była.
  Easy ziewnęła, po czym podniosła wzrok na swojego przyjaciela... to znaczy ukochanego. To ostatnie słowo tak dziwnie brzmiało... Devo prawie przez całe jej życie był jej najlepszym przyjacielem.
  - Która godzina? - spytała zaspanym głosem.
  - Nie wiem. - pies rozerzał się dookoła, jakby gdzieś tutaj odpowiedź na zadane przez suczkę pytanie była napisana gdzieś na ścianie. - W każdym razie musi być już dość późny poranek. - stwierdził po krótkiej chwili namysłu.
  Easy kiwnęła lekko głową.
  - Okej. Gdzie są wszyscy... - nie zdążyła zaakcentować pytania. Wystarczyło spojrzeć na podłogę, by się tego dowiedzieć. Co dziwne, wśród członków imprezy borderka dostrzegła również Heaven. Nie miała pojęcia, co siostra Devo tuaj robiła. Po chwili zobaczyła również Nigera. Westchnęła cicho i pokręciła głową.
  - Co robimy? - Devo jakby czytał w jej myślach. Budzenie wszystkich tu obecnych nie miało sensu.
  - Nie wiem. - odparła suczka. Przez 'okno' jaskini wyjrzała na zewnątrz. Całą okolicę zasypał śnieg. Każde drzewo zostało nim przykryte. - Mam pomysł. - uśmiechnęła się tajemniczo, a następnie wybiegła na zewnątrz.
  - Easy? - 'brwi' border collie'ego powędrowały wysoko do góry. - Co ty robisz? - Nie odpowiedziała mu. Zamiast tego rzuciła w niego śnieżką. - Ej! - wykrzyknął. Easy zachichotała, lecz po chwili także ona dostała śniegiem w 'twarz'.
  Zabawa trwała dość długo. W tym czasie oboje poczuli się tak, jak dawniej, gdy byli jeszcze szczeniętami. I chociaż Easy rzadko bawiła się z innymi w rzucanie śnieżkami, taki sposób spędzania czasu kojarzył jej się z dzieciństwem. Uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie dnia, w którym pierwszy raz zobaczyła Devo.
  Cześć. Mam na imię Easy.
  Wówczas wydawało jej się, że border będzie kolejną osobą, która zapomni o niej od razu po tym, jak mu się przedstawi. Kto by pomyślał, że zaledwie rok później wyznają sobie miłość?
  W tym czasie tak wiele się wydarzyło. Wielokrotne wyprowadzenie szczeniąt ze szkoły z powodu ataku wilków. Poznanie Mizu i Kaze. Zaginięcie Missisipi. Easy nadal była ogromnie wdzięczna Devo za to, że ją odnalazł. Gdyby nie on, jego siostra mogłaby już nigdy nie wrócić na tereny Sfory Psiego Głosu.
  Zawiał silniejszy wiatr, a śnieg zaczął padać intensywniej. Sierść Easy była już cała przykryta płatkami białego puchu.
  - Wracamy? - zaproponowała cicho.
  - Okej. - Devo wzruszył 'ramionami'.
  Weszli z powrotem do środka jaskini, która zdaniem Easy była ogromna. Co najmniej dwa razy większa niż jej i Nigera razem wzięte.
  Usiedli przy stole, gdzie wcześniej zjedli śniadanie. Plusem tego było to, że to pomieszczenie znajdowało się trochę dalej niż to, w którym odbywała się impreza, więc nikt nie mógł usłyszeć ich rozmów. Tym razem suczka nie miała ochoty na spędzanie czasu z kimś innym. Chciała jak najwięcej przebywać ze swoim ukochanym.
  - Pamiętasz, jak wpadłam do wody ze skały przy Stawie Zakochanych? - wybuchła śmiechem, gdy przypomniało jej się to wydarzenie.
  - O, tak. - roześmiał się pies. - Potem miałaś karę.
  Siedzieli przy stole, wspominając 'dawne czasy'.

Devo?

niedziela, 1 listopada 2015

Od Easy - CD historii Devo

  - Easy? - zagadnął Devo.
  Znów stali w pobliżu szkoły. Missisipi dowodziła jakąś grupką szczeniąt. Niger rozmawiał z Roxolanne, Frei z Rafaello. Wszędzie było słychać głośne rozmowy, śmiech i krzyki szczeniaków. Wszystko wyglądało tak, jak każdego innego dnia. Czyli tak, jak powinno być.
  - Tak? - Easy zwróciła się do swojego nowego kolegi. Tak dobrze jej się z nim rozmawiało!
  - Zauważyłaś, że praktycznie każdy oprócz szczeniaków Despera trzyma się z płcią przeciwną? - spytał, a jego głos przez krótką chwilę zabrzmiał niepewnie.
  - Tak, a czemu pytasz? - Suczka przekręciła łeb w prawą stronę, a na jej pyszczku zagościł wesoły uśmiech.
  - Obiecaj mi coś. - Devo nachylił się do niej. - Nie skończmy tak, jak nasze rodzeństwa. - ściszył głos.
  - To znaczy? - "brwi" Easy powędrowały wysoko do góry. Nie wiedziała, do czego zmierzał border.
  - Obiecaj, że nie zostaniemy partnerami. - rzekł szczeniak i podał jej łapę. Po chwili namysłu Młoda Beta ją uścisnęła i uśmiechnęła się szerzej.

  Easy nie pamiętała, co działo się dalej. Większość wspomnień ze swojego życia w szkole pamiętała jak przez mgłę, lecz tamtej chwili nie było jej dane zapomnieć. W głowie rozbrzmiewały jej słowa Devo. "Obiecaj, że nie zostaniemy partnerami". Obiecała. A ona nigdy nie złamała żadnej obietnicy. Żadnej.
  - Devo... - zaczęła niepewnie. - A co z obietnicą? - zapytała, jakby to miało zwolnić ją z odpowiedzi na zadane pytanie.
  Dlaczego teraz jej serce waliło tak, jakby zaraz miało wyskoczyć? Dlaczego tak bardzo chciała być blisko Devo? Dlaczego tak bardzo zasmucił ją dzień, gdy jej najlepszy przyjaciel skończył szkołę, a ona nie? Przecież wcale mu tego nie zazdrościła...
  Czy to było możliwe? Ona, suczka, na której być może już niedługo będzie spoczywać obowiązek zastępowania Alfy, mogłaby się zakochać? I do tego tak szybko? Niby znała Devo tak długo, tak bardzo mu ufała.., a jednak dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo była w nim zakochana...
  - Wiesz co? - mruknął pies, przerywając jej rozmyślania.
  Nie odpowiedziała. Nie wiedziała, co jej przyjaciel miał zamiar zrobić. Do czasu.
  - Walić zasady. - rzucił Devo, zanim ona zdążyła jeszcze coś dodać, a następnie przyciągnął ją do siebie. Nie minęła chwila, a ich pyski były zetknięte ze sobą. Całowali się? Dla suczki było to dziwne uczucie. To, co jej siostra, Missisipi, uznałaby za bezczelne zachowanie, Easy uważała za przyjemne.
  Nie miała pojęcia, co się z nią działo. Zakręciło jej się w głowie. Nie była pewna, czy to ze względu na tą chwilę, czy też przez to, co miała okazję wypić na imprezie Devo i Horizona.
  Usłyszała oklaski. Ktoś wykrzyknął coś, czego nie była w stanie zrozumieć. Zamknęła oczy. W tym momencie poza Devo nikt się dla niej nie liczył.
  Po dłuższej chwili odsunęli się od siebie. Easy otworzyła oczy i podniosła wzrok na swojego przyjaciela. Czy naprawdę mogła się w nim zakochać? Bała się, że coś pójdzie nie tak i zniszczy ich relację... Młoda Beta nie chciała stracić Devo. Zajął ważne miejsce w jej sercu.
  Ale jednak do tego doszło. Zakochała się w nim.
  - Devo. - suczka odezwała się szeptem.
  - Tak, Easy? - Border wyraźnie silił się na spokojny ton głosu. Easy czuła bijący od niego niepokój. Ona sama była wręcz przerażona. Nie wiedziała, jak wyznać mu swoje uczucia. Na samą myśl o tym w jej gardle rosła gula.
  - Złamałeś obietnicę... - powiedziała z wyrzutem.
  Pies już otworzył pysk, by coś powiedzieć, gdy ona dotknęła łapą jego pyska, uniemożliwiając mu zabranie głosu.
  - I ja też. - dokończyła.
  Nachyliła się do Devo i pocałowała go. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Chciała tego.
  Kątem oka zobaczyła swojego brata. Niger stał obok Roxolanne i uśmiechał się szeroko na widok siostry i jej najlepszego przyjaciela. Wyglądał na rozbawionego tym widokiem, lecz tym razem Easy nie zwróciła na to uwagi.
  Wydawało jej się, że poza nia i Devo nikogo tutaj nie było. Że muzyka w ogóle nie była włączona i nie powodowała tak dużego hałasu. Słyszała jedynie bicie swojego serca. Waliło jak oszalałe.
  Ich spojrzenia się spotkały. Easy uniosła kącik pyska w delikatnym uśmiechu.

Devo?

sobota, 17 października 2015

Od Easy - CD historii Devo

  Suczka zbliżyła się do niego. Zaraz... Co ona najlepszego wyprawiała? Dzieliło ich zaledwie kilkanaście centymetrów. Easy bała się przełamać dzielącą ich barierę. Byli przyjaciółmi... a ona nie była nawet pewna, co czuła do Devo...
  Odrzuciła tę ostatnią myśl. Jak mogła nawet myśleć w ten sposób? Obiecała mu, że nigdy nie zostaną parą... Nie mogła zrujnować tego, co ich łączyło. Easy ufała mu bezgranicznie i nie potrafiła wyobrazić sobie sytuacji, w której traktowałaby go jako obcą osobę. A była pewna, że do tego dojdzie, gdy teraz zniszczy ich przyjaźń.
  Znowu odepchnęła myśli krążące po jej głowie. Uśmiechnęła się słabo do swojego przyjaciela, który od razu odwzajemnił jej uśmiech. Odsunęła się dwa kroki dalej, żeby... Sama nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Chyba po to, by poczuć się pewniej.
  Muzyka, którą włączył, zagłuszała rozmowę Horizona z jakąś suczką, z którą po chwili się całował. W jaskini była tylko ta czwórka.
  - Zaraz wracam. - odezwał się Devo, dużo głośniej niż zwykle, lecz w takich okolicznościach Easy nie zwróciła na to uwagi. Pies spojrzał na nią. - Okej?
  - Okej. - potwierdziła suczka, a border zdążył już zniknąć w innej grocie.
  W tym czasie do środka jaskini weszła Mizu, a razem z nią Kaze. Horizon minął Easy, by do nich podejść. W ciemności, która tu panowała, nawet nie zdołał jej zauważyć. Po chwili usłyszała jego głos.
  - Witaj, Easy. - przywitał się brat jej najlepszego przyjaciela.
  - Cześć, Horizon. - Nawet nie zdążyła dodać niczego więcej, ponieważ pies poszedł dalej. Otworzyła szeroko oczy, niemal je wytrzeszczając. Podszedł do kolejnej suczki, jednakże Easy jej nie znała. Patrzyła, jak owczarek wita się z pozostałymi suczkami, po kolei każdą całował. Zamrugała oczami, nie wierząc w to, co widzi. Słyszała, że brat Devo jest podrywaczem, ale tego się nie spodziewała. I do tego każda z nich przyjmowała to bez problemu.
  Odwróciła wzrok. Nie była pewna, czy chce na to wszystko patrzeć.
  Później podszedł do niej Devo.
  - Hej. - mruknął. Easy ucieszyła się na jego widok. Poczuła się lepiej w towarzystwie znajomej osoby. Nie była przyzwyczajona do takich tłumów, mimo że zawsze należała do towarzyskich osób, dziś ogarniał ją niepokój.
  - Cześć, Devo. - uśmiechnęła się.
  Coraz więcej psów zbierało się w jaskini jej przyjaciela i Horizona.
  - Czy u was zawsze jest tyle psów? - spytała Easy, rozglądając się dookoła.
  - Przeważnie tak... - odpowiedział Devo.
  Zamilkli oboje. Horizon podszedł do głośników (Easy nie miała pojęcia, skąd bracia je wytrzasnęli, podejrzewała, że z Pyskowic) i nastawił muzykę jeszcze głośniej niż była wcześniej. Młoda Beta potrzebowała chwili, by przyzwyczaić się do tego hałasu. Dodatkowo rozmowy, krzyki i śmiech wszystkich...
  Spojrzała przyjacielowi w oczy. Nie chciała jednak, by pies pomyślał, że ma ochotę już się stąd wynosić, bo wcale tak nie było. Wiedziała jednak, że po pewnym czasie odnajdzie się w nowym środowisku.
  - Znasz kogoś z tu obecnych? - zagadnęła. - Poza Horizonem, Kaze i Mizu. - dodała.

Devo?

piątek, 16 października 2015

Szczeniaki Another i Gerisa dorosły!

Jako że Another ma Zmetalizowany liść z Drzewa Karea, szczeniaki dorastają wcześniej. Nie mogłam tyle czekać. ;D

Wstawiam znowu, bo tamten post się skasował.

Pies, Pasterski, Łąka, Panorama, Border Collie
Imię: Jej pełne imię brzmi Freiheit, lecz prawie wszyscy mówią do niej Frei.
Płeć: Suczka
Wiek: 1 rok
Rasa: Mieszaniec nova scotia duck tolling retrievera i border collie
Stanowisko: Potomkini Bet/Morderca
Partner: Frei uważa, że darzenie uczuciem drugą osobę tylko osłabia. Nie szuka.
Młode: Z jej matczyną miłością może być kiepsko.
Rodzina: Jest córką obecnej pary Beta w SPG, czyli Another i Gerisa. Ma czwórkę rodzeństwa i to ona jest najstarsza spośród nich. W tej piątce znajduje się tylko jeden pies, Niger. Pozostałe suczki są siostrami Frei - Missisipi, za którą ta nie przepada, Black Abyss, której prawie nie zna, oraz Easy, której nie da się nie spotkać ani razu, będąc na terenach Sfory Psiego Głosu. Z pewnością jest jeszcze wiele innych psów, z którymi Freiheit jest spokrewniona, jednak ona nigdy nie słyszała ani słowa na ich temat.
Urodziny: 9 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Na pierwszy rzut oka Freiheit nie sprawia wrażenia groźnej. Średniego wzrostu suczka, mająca zaledwie 52,5 cm w kłębie, o smukłej sylwetce. Waży niecałe 18 kilogramów. Jej sierść jest średniej długości o umaszczeniu black and white, co nie jest zbyt dużym zaskoczeniem. Rzadko merdający ogon jest niedługi, wygląda wręcz na skrócony. Łapy na tyle długie, by umożliwiać jej osiąganie dużej prędkości. Oczy są tak ciemne, że światło niemalże się od nich odbija. Nieduże, jednak nie zmienia to faktu, że Frei ma bardzo dobry wzrok. Nigdy nie przestaje być czujna. Jej trójkątne, odchylone do tyłu uszy są w stanie wychwycić każdy, nawet najcichszy dźwięk w jej pobliżu. Nieczęsto zdarza się coś, co jest w stanie umknąć jej uwadze. Jej nos znajduje się na samym czubku dosyć długiego pyska, lecz nie zawsze daje jej wiele, gdyż zmysł węchu u Frei jest znacznie słabszy niż pozostałe.
Niezależna. Stara się nie przywiązywać do nikogo, gdyż uważa, że to ją osłabia. Potrafi radzić sobie sama, bez niczyjej pomocy. Typ buntowniczki. Przytakuje, a mimo to robi swoje. Nienawidzi słuchać rozkazów. Słucha tylko tych, których musi, rzadko z własnej woli się na coś zgodzi. Woli sama wybierać, a swoje decyzje podejmuje rozważnie.. Na codzień pewna siebie. Lubi towarzystwo, lecz dusi się przy zbyt dużej liczbie psów. Potrafi być miła, jeśli się postara. Raz na jakiś czas musi zniknąć i udać się w niedługą, kilkudniową podróż. Wówczas nie zostawia żadnych wskazówek, nie chce, by ją odnaleziono. Często ładuje się tam, gdzie nie trzeba, przez co pakuje się w tarapaty, ponieważ chce, by w jej życiu coś się działo. Nie znosi rutyny, zaś uwielbia adrenalinę. Gotowa zaryzykować życie, by spróbować czegoś ekstremalnego. Lubi łamać zasady. Nieodpowiedzialna. Nie nadałaby się na matkę, jak sama twierdzi, gdyż nie zadbałaby o dobro szczeniąt. Sarkastyczna. Nie boi się mówić, co myśli. Z jej prawdomównością bywa różnie - przez cały dzień jest szczera do bólu, by następnego od rana kłamać jak z nut. Jej pojęcie honoru jest zbliżone do znanego w mitologii. Potrafi być brutalna, umie znęcać się nad innymi i zrujnować życie swoim wrogom. Jednak przyjaźń z Rafaello dała jej więcej ciepła niż mogłoby się wydawać. Bywa, że zaprzecza swoim cechom i pomaga innym. Co prawda niechętnie, lecz to zawsze coś... Freiheit to egoistka. To nie jest typ suczki, która poświęci życie, by kogoś uratować, mimo, że można z czystym sumieniem nazwać ją odważną. Jednak o tym, czy w jej przypadku odwaga jest pozytywną cechą, powinno się zdecydować samemu... Lubi coś komuś udowadniać. Jest wyjątkowo uparta, nie przestanie walczyć, dopóki ktoś jej nie powie 'dość'. Zawsze musi postawić na swoim. Jednak ma również zalety. Jedną z nich jest dyskrecja. Cudze sekrety są u niej bezpieczne, nie wyda ich nikomu... pod jednym warunkiem - dana osoba musi sama, z własnej woli jej o tym powiedzieć. Jeśli usłyszy przypadkowo czyjąś tajemnica, nie czuje się zobowiązana do zachowania jej dla siebie.
Jak każdy, Freiheit też się czegoś boi, między innymi ognia. Nie znaczy do jednak, że w obliczu zagrożenia spowodowanego tym żywiołem suczka zaczyna szaleć. Ona boi się do tego przyznać. Nawet ogień nie jest w stanie dorównać jej największemu lękowi - tego, co się stanie, gdy przeciwnik dowie się o jej słabościach. Głęboko wzięła sobie do serca słowa nauczycielki walk: "Nigdy nie okazuj po sobie strachu. To może cię zabić". Ostatnie słowo do dziś rozbrzmiewa echem w jej głowie. Postanowiła nigdy nie popełnić żadnego błędu w tym rodzaju.
Historia: Urodziła się w Sforze Psiego Głosu Forever jako córka Bet - tollerki Another i bordera o imieniu Geris. Wówczas trwała wojna z wrogą watahą wilków. Kto by pomyślał, że właśnie w takim czasie drogi Another i Gerisa się skrzyżują? Zostali parą kilka tygodni po pierwszym spotkaniu.
Another zaszła w ciąże w pierwszej połowie jesieni. Nie chciała szczeniąt, jednak nie miała wyboru. Stawiła czoło wyzwaniu, jakim było wychowanie piątki kuleczek. Dzieciństwo Frei było trudne, jednak jakoś sobie poradziła. Pewnego dnia poznała Rafaello, który został jej najlepszym przyjacielem. Ich przyjaźń miała kilka załamań, głównie z winy suczki, jednak przetrwała do dziś. Teraz jest już dorosła. Została mordercą, tak, jak chciała (to nie brzmi dobrze). Nie ciągnie jej do władzy, nie chce zostać wybrana na przyszłą zastępczynię. I chociaż często znika, zawsze tutaj wraca i raczej nie odejdzie. To miejsce stało się dla niej bardzo ważne.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

Imię: Missisipi
Płeć: Suczka
Wiek: 1 rok
Rasa: Mieszaniec nova scotia duck tolling retrievera i border collie
Stanowisko: Chciałaby kiedyś zostać Betą... Na razie jest nauczycielką ogólną (specjalizującą się głównie w geografii), lecz stara się wznieść jak najwyżej, tym bardziej, że nie lubi szczeniąt.
Partner: Jakby to właśnie jej groziło posiadanie partnera...
Młode: Nie potrzebuje ich do szczęścia.
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Black Abyss, Easy
° Brat - Niger
Urodziny: 9 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Missisipi to twarda i niezależna suczka. Nie pozwala nikomu sobie w kaszę dmuchać. Potrafi podporządkować sobie nawet Freiheit. Dobrze czuje się w roli dowódcy. Stara się wyróżniać na tle rodzeństwa, by kiedyś zostać wybrana na samicę Beta. Ostra, rzadko lituje się nad kimkolwiek. Nie jest zbyt wylewna, nie lubi się zwierzać. Nie znaczy to jednak, że zawsze trzyma się na uboczu i nie chce z nikim rozmawiać, skądże. Ona potrafi być nawet miła, jeśli tylko chce. Chętnie zawiera nowe znajomości, lecz ma spore problemy z pocieszaniem innych. Przez inne psy często jest postrzegana jako osoba niedelikatna, ponieważ do bycia empatyczną trochę jej brakuje, lecz pracuje nad tym. Jej marzenie o byciu Betą nie jest jedynie dziecięcym marzeniem, wręcz przeciwnie. Dlatego stara się trochę zmienić. Nieprzewidywalna. Jej próby okazywania sympatii zakłócają kształtowanie trwałego charakteru. Nie zawsze zachowanie Missisipi zależy to od tego, jak zostanie potraktowana. Czasem w trakcie rozmowy daje sprzeczne sygnały.
Taka była wcześniej. Teraz dawnego charakteru używa jedynie jako maskę, by nie wzbudzać podejrzeń. Ma powierzone jedno zadanie, które obiecała sobie wykonać bez względu na wszystko.
Historia: Missisipi przyszła na świat tutaj, w Sforze Psiego Głosu Forever. Jest córką Bet, Another i Gerisa, i chciałaby kiedyś zostać samicą Beta. Po jej charakterze trudno domyślić się, że urodziła się w trakcie wojny, tylko z jednego powodu - ona to ukrywa.
W dzieciństwie z nikim się nie przyjaźniła, jako jedyna ze swojego rodzeństwa (nie licząb Black Abyss). Ze względu na jej żądzę władzy niewielu potrafiło z nią wytrzymać. Pewnego dnia, w trakcie wycieczki, została porwana przez jednego z członków Watahy Braterskiej Krwi. Obiecał jej jedną rzecz, która odmieniła całe jej życie. Powiedział, że w watasze może awansować ją nawet na samicę Beta. Warunek był jeden - musiała zabić przynajmniej jednego, najlepiej ważnego członka SPG.
Zgodziła się.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15


Smutny, Border, Collie, Ławka
Imię: Black Abyss (z ang. czarna otchłań)
Płeć: Suczka
Wiek: 1 rok
Rasa: Mieszaniec nova scotia duck tolling retrievera i border collie
Stanowisko: Potomkini Bet/Projektantka architektury
Partner: Boi się miłości.
Młode: Nie zapanowałaby nad szczeniakami...
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Missisipi, Easy
° Brat - Niger
Urodziny: 9 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Black Abyss jest przede wszystkim bardzo tajemnicza i skryta. Nigdy nie okazuje po sobie emocji, zawsze zwraca się do innych tym samym tonem. Nie uśmiecha się, nie płacze. Po jej zachowaniu ciężko odczytać, co naprawdę czuje. Nikomu się nie zwierza. Nie potrafi komuś zaufać i przywiązać się do niego. Nie zna słowa 'miłość' ani jego znaczenia. Strachliwa. Nie lubi ryzyka, preferuje nudę i rutynę. Perfekcjonistka. W jej otoczeniu wszystko musi być idealne. Wiele psów ma ją za wariatkę. Trudno się temu dziwić... Abyss często mówi do siebie, rozmawia ze sobą, a nawet podśpiewuje sobie coś smutnego.
Typ samotnika, trzyma się z dala od innych.
Historia: Przyszła na świat, kiedy trwała wojna pomiędzy Sforą Psiego Głosu, a Watahą Braterskiej Krwi, co znacznie wpłynęło na jej charakter. Jest córką Bet, Another i Gerisa, lecz mimo to często pozostaje niezauważona. Większość nawet nie wie o jej istnieniu. Black Abyss może by odeszła, lecz boi się tego, co może spotkać ją poza terenami SPG...
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

Łąka, Border
Imię: Easy
Płeć: Suczka
Wiek: 1 rok
Rasa: Mieszaniec tollera i border collie
Stanowisko: Potomkini Bet/Obrońca ogólny
Partner: Jak sama twierdzi, nie jest gotowa na stały związek.
Młode: Na razie wciąż czuje się na to za młoda.
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Missisipi, Black Abyss
° Brat - Niger
Urodziny: 9 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Wystarczy pierwsze wrażenie, by zobaczyć, jaka jest Easy. Radosna, pełna energii i nie marnująca czasu na załamania. Średniego wzrostu, natomiast odpowiedniego dla swojej rasy - ma 51,7 cm w kłębie. Szczupła, waży równo 16 kilogramów. Jej sierść jest dość długa, jednakże jej barwa posiada jedną wadę - przeważa kolor biały, co nie przeszkadza suczce w codziennym życiu. Jej trójkątne uszy są delikatnie odchylone do tyłu, a zwłaszcza to lewe. Oczy przepełnione radością, nieduże, w kolorze jasnego brązu, przechodzącego w złoty. Na pysku niemalże zawsze pojawia się serdeczny uśmiech, który przyprawia o uśmiech także innych. Bowiem Easy wręcz zaraża swoim optymizmem. O tak, suczka jest otymistką, dla której szklanka zawsze jest do połowy pełna. Jej punkt widzenia rzadko zmienia się w realistyczny, zaś pesymistką Easy nigdy nie była, nie jest i raczej nie będzie. Woli cieszyć się dniem dzisiejszym zamiast martwić dzisiejszym. Mimo że wolałaby być szczera, stara się chować swoje myśli, by nie nie wyszły na jaw. Nie chce nikogo zranić, natomiast jej same da się urazić jej zwykłymi, pustymi słowami i właśnie dlatego ona lubi prawie każdego, gdyż nie przejmuje się tym, co inni myślą. Nawet jeśli suczka jest smutna, potrafi dobrze to ukryć i nikt się nie domyśli, co czuje naprawdę.  Swoimi uczuciami również się nie dzieli, gdyż nie chce zawracać innym głowy swoimi sprawami. Nie żali się nikomu, chyba, że ma naprawdę duży problem i zaufaną osobę.
Bardzo chętnie zawiera nowe znajomości, jest miła dla każdego, nawet dla tych, którzy nie okazują jej sympatii. Zawsze chętna do pomocy, nie odpuszcza, dopóki nie znajdzie rozwiązania. Niestety, pomimo tylu pozytywnych cech nie nadałaby się na Betę, gdyż jej optymizm przeszedł granice głupoty i naiwności. Łatwo ją wykorzystać, ponieważ potrafi zaufać każdej osobie. Jest bardzo kochliwą suczką... Marzy o swoim księciu na białym koniu, nie myśląc zbyt wiele o tym, jakie może on mieć zamiary. Gdy raz ktoś zdobędzie jej zaufanie (a dochodzi do tego niezwykle szybko), ciężko jest je stracić, gdyż Easy ślepo dąży za taką osobą, nieważne, gdzie ta ją poprowadzi.
Historia: Easy urodziła się w SPG Forever jako córka Bet, Another i Gerisa. W tym czasie trwała wojna z Watahą Braterskiej Krwi, lecz po niej nie widać niczego, co mogłoby ją z tego powodu zmienić. Zawsze była pełna radości i zdawała się nie wiedzieć, co dzieje się wokół niej. Dopiero zaginięcie Missisipi uświadomiło jej, czym jest wojna. Jednak nawet to nie zmieniło jej punktu widzenia.
Zaprzyjaźniła się z synem Alexa i Green Day, borderem o imieniu Devo. Ich więź stała się nierozerwalna. Dla Easy Devo stał się najważniejszą osobą w całym jej życiu. To jego pierwszego poznała w szkole, to z nim siedziała w ławce, z nim spędzała całe dnie, to on odnalazł Missisipi... Suczka do dziś wiele mu zawdzięcza. Kiedy dorosła, również postanowiła zajmować się czymś związanym z walką, by móc widywać go każdego dnia.
Na dziś jej historia się kończy, mimo że nadal trwa... Kto wie, o czym zadecyduje los?
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15



Imię: Niger
Płeć: Pies
Wiek: 1 rok
Rasa: Mieszaniec tollera i border collie
Stanowisko: Potomek Bet/Psychoterapeuta
Partner: Na chwilę obecną nie szuka stałej partnerki.
Młode: Jeszcze tego brakowało...
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Missisipi, Black Abyss, Easy
Urodziny: 9 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Niger jest psem, który potrafi cieszyć się z życia i stara się wykorzystać je jak najlepiej. To osobnik pewny siebie, nie boi się mówić tego, co myśli. Prawie zawsze wali prosto z mostu to, co ma do powiedzenia, nie licząc się przy tym z konsekwencjami. Rzadko się przed tym powstrzymuje. Nie zawsze liczy się z uczuciami innych. Nie znosi nudy, żyje każdą chwilą. Gotowy zaryzykować wiele, by spróbować czegoś ekstremalnego. Jego odwaga nie jest w pełni pozytywną cechą, gdyż ten pies zbyt często się naraża na niebezpieczeństwo. Bywa, że najpierw coś robi, a dopiero potem myśli. Zawsze walczy do końca. Buntownik, często przytakuje, a mimo to robi swoje, co jest jedną z cech, która łączy go z Freiheit. Uparty w dążeniu do wyznaczonego celu, do którego dąży bez względu na wszelkie przeciwności losu. Ambitny. Lubi towarzystwo suczek, jest typem podrywacza. Ale czy tak łatwo zdobyć jego serce? Nic bardziej mylnego! Niger nie jest zbyt kochliwy, wręcz przeciwnie - bardzo trudno mu zaimponować. To, że podrywa jakąś suczkę, nie znaczy, że myśli o niej jak o swojej przyszłej partnerce. Jego punkt widzenia stale się zmienia - jednego dnia jest realistą, następnego wszystko wydaje mu się pozbawione sensu, by później patrzeć na świat przez różowe okulary. Pojawia się na wszystkich możliwych imprezach, gdzie zostaje do końca.
Lubi się wydurniać. Często robi z siebie idiotę, mimo że jest naprawdę inteligentym psem. Szybko się uczy, najczęściej na własnych błędach, do których nie boi się przyznać. Jest oddany Sforze i przyjaciołom, gotowy stanąć w ich obronie. Chętnie pomaga i doradza innym, dlatego wybrał sobie takie stanowisko. Raczej nie zależy mu na władzy, lecz od biedy mógłby poradzić sobie na wysokim stanowisku. Potrafi zapanować nad grupą dużo lepiej niż jego siostra, Missisipi.
Historia: Przyszedł na świat w czasie wojny jako syn Another i Gerisa - pary Beta w Sforze Psiego Głosu. Wówczas trwała wojna z wrogą watahą wilków. Kto by pomyślał, że właśnie w takim czasie drogi Another i Gerisa się skrzyżują? Zostali parą kilka tygodni po pierwszym spotkaniu.
Another zaszła w ciąże w pierwszej połowie jesieni. Nie chciała szczeniąt, jednak nie miała wyboru. Stawiła czoło wyzwaniu, jakim było wychowanie piątki kuleczek. Dzieciństwo Nigera było trudne, jednak jakoś sobie poradziła. Pewnego dnia poznał Roxolanne, który została przyjaciółką. Na początku suczka chyba za nim nie przepadała, zwłaszcza wtedy, gdy ją wyśmiał... Jednak dzisiaj ich relacje są jak najbardziej w porządku.
Teraz Niger jest już dorosły. Został psychoterapeutą, by móc pracować razem z Roxo. Z każdym dniem powstaje nowy rozdział w jego życiu.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

Od Easy - CD historii Devo

  Każdego dnia tak bardzo brakowało jej najlepszego przyjaciela. Siedziała sama, wszyscy pozostali już mieli kogoś do pary. Zwiesiła łeb. Jeszcze nigdy nie czuła się tak samotna. Tak bardzo tęskniła za Devo. Różnica wieku, jaka ich dzieliła, była tak nieduża, a jednak te dni zdawały się trwać w nieskończoność.
  Wyjrzała przez 'okno' jaskini. Było tam pełno obrońców i wojowników. Aż ona sama się dziwiła, że takie dzieciństwo nie zostawiło trwałego śladu w jej psychice.
  - Jutro wasz test. On zakończy edukację w szkole. - głos Nirvany przywołał ją do rzeczywistości. - Mam nadzieję, że jesteście przygotowaniu. - uśmiechnęła się lekko. Easy zdziwiła się widząc uśmiechniętą nauczycielkę walk. Tego jeszcze nie było. Aż chciała nachylić się w tej chwili do Devo i zażartować na ten temat, lecz w porę przypomniała sobie, że jego tutaj nie ma. Smutek ponownie ścisnął jej serce.
  - Myślę, że jesteście wystarczająco przygotowani. - stwierdziła biała wadera o złotych oczach. - Macie przerwę. - lekcja się skończyła. Wszyscy wyszli na zewnątrz. Easy z siostrami i bratem usiadła pod ulubionym drzewem.
  - Gdzie Devo? - odezwała się Frei, rozglądając się dookoła.
  - Nie dobijaj mnie. - burknęła Easy, zdenerwowana zachowaniem siostry. - On już tutaj nie chodzi. To nie jest śmieszne.
  - Ale jest wojownikiem. - odrzekła suczka.
  - Wojownikiem? - powtórzyła Easy. - Słucham?
  - Tak. - potwierdził Niger. - Nie wiedziałaś o tym?
  Borderka opadła na trawę ze zdumienia, szoku i strachu. Jej Devo... wojownikiem? Czyli będzie brał udział w tych bitwach... Będzie ryzykował swoje życie... dla członków Sfory... w tym dla niej... Poczuła rosnącą w jej gardle gulę, którą z trudem przełknęła.
  Zmieniła swoje plany. Miała zamiar być językoznawczynią, ale nie wytrzymałaby tyle czasu bez Devo. Musiała zająć się czymś związanym z walką.
  Po raz pierwszy w życiu podziękowała w duchu Nirvanie za to, jak ta się na nią darła na lekcjach. Kto wie, co by bez niej zrobiła.

  Nadszedł dzień testu. Easy czekała, aż nauczyciel ją zawoła. Czas zdawał się ciągnąć i ciągnąć. Kolejne szczeniaki wchodziły do środka, aż w końcu ona została sama. Westchnęła cicho.
  - Easy. - odezwał się głos Nera. - Zapraszam.
  Suczka przełknęła ślinę, po czym wstała i przekroczyła próg jaskini.
  - Najpierw czeka cię część związana z walką. - rzekła Nirvana, która również tam była. - Zadam ci dwa pytania, a potem będzie czas na część praktyczną, czyli walkę. - wyjaśniła. Zestresowana Easy tylko kiwnęła głową, ale Nirvana była od niej odwrócona, więc nie mogła tego zobaczyć.
  - Dobrze. - pisnęła suczka.
  - Pierwsze pytanie: czy dobrze jest atakować części ciała takie jak pysk czy ogon? - zapytała Nirvana.
  - Dobrze, lecz nie najlepiej. - odrzekła Easy. - Najlepiej gryźć w szyję lub, gdy nie da się tego zrobić, w łapy. Wtedy wróg nie ucieknie.
  - Drugie pytanie: co zrobić, żeby przewidzieć następny ruch przeciwnika? - spytała nauczycielka, nie odrywając wzroku od kartki.
  - Patrzeć mu w oczy. - odpowiedziała Młoda Beta. - Wrogowie często patrzą tam, gdzie mają zamiar zaatakować i to ich zdradza.
  - A teraz walka. - powiedziała Nirvana i zaprowadziła ją do innej sali. - Będziesz walczyć z jednym z wojowników, który zgłosił się, by pomagać w dzisiejszym egzaminie. Winner! - rzuciła. Seter podszedł do Easy i obrzucił ją zaciekawionym wzrokiem, który po chwili powędrował do Nirvany.
  Niespodziewanie rzucił się na suczkę i przygniótł ją do ziemi. Easy, zdezorientowana, z początku nie wiedziała, co się dzieje. Sekundę później dotarło do niej, co miałą zrobić. Odepchnęła psa i szybko podniosła się z ziemi. Była więcej niż pewna, że ten musiał dawać wszystkim fory. Wiedziała, że mógł zabić ją jednym ruchem. Rzuciła się na jego szyję, przewracając go w ten sposób. Zacisnęła kły na jego szyi i wytrzymała w tej pozycji kilka sekund. Następnie odskoczyła od Winnera, gdy usłyszała głos Nirvany:
  - Koniec!
  Spojrzała na nią wyczekująco. W tym czasie Win wstał. Nie wyglądał na poszkodowanego.
  - Zaliczone. - oznajmiła. - Możesz iść.
  Easy posłusznia wyszła z pomieszczenia. Następnie zdawała polowanie z Nero. Poszło jej podobnie jak w walkach. Z przetrwania tylko odrobinę słabiej, natomiast najlepiej z wychowania. W części ogólnej również wypadła całkiem nieźle. Udało jej się zdobyć posadę obrońcy.
  Wybiegła na zewnątrz, czując się wolna. Oczyma wyobraźni zobaczyła Romantyczną Łąkę. W okolicach tego miejsca pragnęła zamieszkać. Już miała wybraną ogromną jaskinię. Pobiegła w jej kierunku i wpadła do niej.
  Było dość jasno. Światło dzienne docierało do środka, a korytarze prowadziły do czterech pomieszczeń. Easy udała się jednym z nich i trafiła do dużej groty, w której znajdowała się woda. Dotknęła jej łapą. Była dość ciepła, lecz nie gorąca. Merdając ogonem, Easy zobaczyła pozostałe pomieszczenia. Postanowiła spać w tym z wodę, a nad przeznaczeniem pozostałych chciała jeszcze się zastanowić.
  Stanęła w wejściu, po czym ruszyła w kierunku jeziora na Romantycznej Łące. Nagle wpadła na Devo. Jeszcze nigdy tak się nie ucieszyła na czyiś widok. Przytuliła mocno swojego najlepszego przyjaciela.

Devo? :3

środa, 14 października 2015

Od Easy - CD historii Devo

  Żadne słowa nie były w stanie oddać tego, jak bardzo Easy była w tej chwili wdzięczna swojemu przyjacielowi. Puste 'dzięki' wydawało się absurdalne w takiej sytuacji. Wtuliła się w sierść Devo i wyszeptała:
  - Dziękuję... - Jednak nawet tak szczere słowa tutaj nie pasowały. Odsunęła się od niego dopiero po dłuższej chwili. Spojrzała mu prosto w oczy i uśmiechnęła się przez łzy. Pies odwzajemnił uśmiech. Easy patrzyła na niego z góry. Mimo że różnica między nimi wynosiła zaledwie kilka centymetrów, wydawało jej się, że Devo jest od niej znacznie większy.
  Spędzili razem jeszcze kilka minut. Następnie Geris powiedział Missisipi, że powinna iść spać. Ku zdumieniu wszystkich obecnych, ta nie zaprotestowała. Chociaż w takich okolicznościach nie robiło to aż tak dużego wrażenia, jakie wywołałaby taka odpowiedź jeszcze kilka tygodni temu.
  Nagle Devo przypomniał sobie, że powininen przygotowywać się do testu kończącego szkołę. Easy przytuliła go na pożegnanie. Odprowadzała go wzrokiem, aż zniknął w lesie.
  Dopiero wtedy odwróciła się w stronę swojej rodziny. Było już wyjątkowo późno. Rodzice kazali wszystkim wrócić do swoich 'pokoi'. Easy niechętnie weszła do środka. Położyła się w kącie groty, zwinięta w kłębek. Jej powieki opadły, a ona sama zasnęła.

  Następnego dnia wstała wyjątkowo wcześnie. Zbudził ją śpiew ptaków, które niedawno osiedliły się w pobliżu ich jaskini. Suczka próbowała jeszcze zasnąć, jednak nic z tego nie wyszło.
  Westchnęła cicho i podniosła się z ziemi. Przeciągnęła się, po czym rozejrzała dookoła. Wszyscy jeszcze spali, co jeszcze bardziej sprawiło, że ogarnęło znudzenie. Wyszła na zewnątrz i od razu zauważyła, jak wiele kałuży znajdowało się przed wejściem. W nocy musiał padać deszcz, jak na jesień przystało.
  Przeskoczyła przez wodę, by znaleźć się przy rzeczce. Podmich wiatru sprawił, że zadrżała z zimna. Na niebie nie było widać słońca, zasłoniły je chmury. Zapowiadało się na kolejną ulewę. Easy zatrzymała się przed uskokiem, prowadzącym do rzeczki. Dzisiaj płynęła nieco szybciej niż normalnie.
  Obróciła się na pięcie i zaczęła wracać do środka swojej jaskini. Ujrzała swoje odbicie w tafli wody z kałuży. Wyglądała już jak dorosła suczka - w końcu miała nią być, i to już za niecałe dwa tygodnie*.
  Wchodząc do jaskini swojej rodziny, zostawiła ślady mokrych łap. W czasie, gdy jej nie było, wszyscy się obudzili.
  - Easy. - mruknęła Frei. - Idziemy do szkoły.
  - Sami? - 'brwi' borderki powędrowały wysoko do góry.
  - W połowie drogi spotkamy Ross'a. - odrzekła najstarsza z całego rodzeństwa. Nikt już nic nie dodał. Geris poszedł do pracy, Another wyruszyła na patrol sektoru. Szczeniaki zostały same.
  - To jak? - zniecierpliwiła się Missisipi. Wszyscy spojrzeli na nią z niedowierzaniem. Nadal się nie zmieniła? - Idziemy czy nie?
  - Idziemy. - powiedziała cicho Easy. Cała piątka wyruszyła na lekcję myślistwa. Po krótkim czasie trafili na obrońcę Bet, który zaprowadził ich na miejsce, jakby sami nie znali drogi. Easy nie podobało się to, w jakich warunkach się wychowywała, jednak wiedziała, że nie miała na to wpływu i nie było to niczyją winą.
  Usiadła pod drzewem i zaczęła rozmawiać ze swoim rodzeństwem. Nagle jej oczom ukazała się czwórka szczeniąt Alexa i Green Day. Wśród nich był Devo. Pobiegła w ich stronę. W tym czasie zobaczyła również Mizu i Kaze.
  - Cześć. - przywitała się Młoda Beta, merdając lekko ogonem.
  - Cześć, Easy. - odpowiedział Devo, a na jego pysku zawitał lekki uśmiech.
  - Hej. - odezwali się chórem Kaze i Mizu.
  - Z tego co wiem macie teraz sprawdzian, prawda? - zagadnęła po chwili ciszy.
  - Mhm. - wymruczał Devo, najwyraźniej niezbyt zachwycony faktem, że borderka mu o tym przypomniała. Szybko posłała mu przepraszające spojrzenie.
  - Muszę już iść na lekcje. Powodzenia. - błysnęła zębami w uśmiechu. Odwróciła się i pobiegła do swojego rodzeństwa. Spojrzała jeszcze w kierunku swoich przyjaciół i pomachała im łapą, na co część z nich (ci, którzy ją zauważyli) odpowiedziała tym samym.
  Widząc ich wszystkich razem, Easy poczuła ukłucie zazdrości. Już jutro będą dorośli, co znaczy, że przez dwanaście dni nie będzie mogła ich widywać tak często. A co, jeśli zbliżą się do siebie i zapomną o niej?
  Odrzuciła tę myśl. Nie. Devo by jej tego nie zrobił.
  Jej rozmyślania przerwał głos Nera, nauczyciela myślistwa. Ruszyła za nim na lekcje. Zajęła miejsce w jego pobliżu, jednak nie była w tak dobrym nastroju, jak zazwyczaj. Devo nie siedział obok niej. Towarzyszyła jej samotność.
  Paskudne uczucie, którego jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyła.

Devo? ^^

*Tak, dwa tygodnie. Easy jest młodsza od reszty szczeniąt o 12 dni, więc nie wiem, czemu tak często jest odmładzana. :P

piątek, 9 października 2015

Od Easy - CD historii Devo

  Devo wydał z siebie zduszony okrzyk.
  - Co? - wydusił. - Już za tydzień?
  Easy posłała mu współczujące spojrzenie. Nie miał wiele czasu, by móc się przygotować. Ona miała zakończyć szkołę prawie dwa tygodnie później niż jej przyjaciel.
  - Na pewno dasz radę... - zaczęła przyjacielsko, lecz nawet ona nie była pewna swoich słów. Oczywiście, wierzyła w Devo, wiedziała, że sobie poradzi, jednak nie mogła ukryć faktu, że tydzień to nie jest dużo czasu.
  Border spojrzał na nią z niedowierzaniem malującym się na pysku. Dopiero teraz Easy zauważyła, że nie wyglądał już jak szczeniak, tylko jak dorosły pies. Mimo że ona również się zmieniła, wzrostem nie mogła mu dorównać, choć jeszcze tak niedawno byli podobnej wielkości.
  - Mogę ci pomóc. - zaoferowała się suczka. Zamerdała przyjaźnie ogonem. Chciała chociaż na chwilę nie zaprzątać sobie głowy problemami, zwłaszcza zaginięciem Missisipi.
  - W czym? - westchnął zrezygnowany Devo, opierając głowę o ścianę jaskini.
  - W nauce... - odrzekła Młoda Beta, dalej pewna skuteczości swojego pomysłu.
  - Masz karę. - przypomniał jej pies. Jego nastrój nie uległ zmianie.
  - No, faktycznie. - zmartwiła się Easy. Jej najlepszy przyjaciel miał rację. Za próbę ucieczki dostała zakaz wychodzenia z domu po zajęciach. Nie miała co liczyć na złagodzenie kary. W tym przypadku nie miała żadnych szans.
  Zamilkli oboje. W tym czasie nauczycielka dalej coś mówiła, jednak żadne z nich jej nie słuchało. Oboje byli pogrążeni w swoich myślach. Easy zastanawiała się, gdzie teraz jest jej siostra. Co robiła? Dlaczego była tam, a nie tutaj, z nimi? Po raz pierwszy brakowało jej dążącej do władzy Missisipi.
  Nim się obejrzała, lekcja dobiegła końca. Wyszła na zewnątrz razem z Devo. Od razu zobaczyła Ross'a, który miał na oku każdego ze szczeniąt Bet. Ani na chwilę nie wydawał się być chociaż w niewielkim stopniu mniej czujny.
  Easy i Devo usiedli na kamieniu. Border collie odezwał się pierwszy.

Devo?

piątek, 2 października 2015

Od Easy - CD historii Devo

  Zawładnęło nią przerażenie. Dopiero co zaginęła jej siostra, Missisipi, a teraz miała stracić również Devo? Swojego najlepszego przyjaciela? Nie mogła na to pozwolić.
  Nauczyciele byli tak przejęci zaginięciem Młodej Bety, że nawet nie zauważyli szczeniaka pędzącego w kierunku lasu. Easy aż chciała podejść do nich i wrzasnąć im prosto w 'twarz': Zatrzymajcie go!
  Poczuła, jak do jej oczu płyną łzy. Próbowała je powstrzymać, mrugając swymi oczami. Nie wiedziała, co zrobić. Po raz pierwszy suczka, która zawsze była radosna i cieszyła się życiem, nie wiedziała, co ma zrobić, i do tego zaczynała płakać.
  Musiała zacząć działać.
  Ruszyła w kierunku Devo, który już znikał w lesie. Po drodze wpadła na kogoś, jednak to nie sprawiło, że się zatrzymała. Dalej biegła za Devo, nie zważając na krzyki skierowane do niej.
  - Easy, wracaj tu natychmiast! - wrzasnął ktoś.
  - Zatrzymaj się! - dorzucił inny głos, w którym Easy rozpoznała Nirvanę.
  - Gdzie jest Devo?! - Tym razem odezwał się Nero.
  Easy zdawała się ich nie słyszeć.
  Wiedziała, że będzie miała kłopoty, jednak za bardzo bała się o przyjaciela. Wpadła do lasu, gdzie zobaczyła Devo, który rozglądał się dookoła, najprawdopodobniej szukając Missisipi. Młoda Beta pobiegła do niego, zatrzymując się dosłownie kilka centymetrów przed jego nosem.
  - Nie możesz tego zrobić! - krzyknęła.
  - Dlaczego? - zdziwił się Devo. - Chyba chcesz ją jeszcze kiedyś zobaczyć, prawda?
  Suczka poczuła rosnącą w jej gardle gulę.
  - Chcę... - wydukała. - Ale nie mogę przy tym stracić ciebie.
  Nie zdążył jej odpowiedzieć. Już otworzył pysk, gdy nagle otworzył szerzej oczy i wskazał wzrokiem za Easy, która zamarła, bojąc się odwrócić. Poczuła czyiś oddech na szyi. Odwróciła się na pięcie. Stanęła twarzą w twarz z Nirvaną.
  - Idziecie za mną. - oświadczyła biała wadera. Bił od niej chłód, Easy jeszcze nigdy tak bardzo nie bała się nauczycielki walk. - Natychmiast.
  Żadne z nich jej się nie sprzeciwiło.
  Nirvana odprowadziła ich do jaskiń. Szczeniaki nie zdążyły się nawet pożegnać, co nie zdażyło się pierwszy raz.

  Następnego dnia rano miała odbyć się lekcja przetrwania. Easy przybyła na miejsce godzinę wcześniej, niż zwykle. Widok Devo w tym miejscu o takiej porze ją zaskoczył, ale i ucieszył. W dwóch susach znalazła się przy nim. Nie mogła go nie uściskać na przywitanie.
  - Hej. - Na jej pyszczku od razu pojawił się uśmiech.
  - Cześć. - szczeniak go odwzajemnił, po czym na chwilę spoważniał. - Jest źle?
  - Nie najlepiej. - westchnęła cicho. - Mam karę.
  Posłał jej pytające spojrzenie.
  - Mimo wszystko dość łagodną jak na to, co zrobiłam. Nie mogę wychodzić z domu poza lekcjami. - wytłumaczyła suczka.
  Devo skinął głową, po czym przełknął ślinę i spytał niepewnie:
  - A co z Missisipi?
  Easy odwróciła wzrok, po czym spojrzała mu prosto w oczy.
  - Nadal jej nie odnaleziono. - odpowiedziała zdławionym głosem.

Devo?

sobota, 26 września 2015

Od Easy - CD historii Devo

  Easy nie chciała jeszcze narzekać, chociaż nie była zachwycona z powodu przerwanej wycieczki. Jej największym marzeniem było zakończenie tych wszystkich walk. Przez wojnę z wilkami nie mogła żyć tak, jak chciała.
  Rozejrzała się dookoła jaskini, do której ich przyprowadzono. Zobaczyła Nigera obok Roxo. Poza nim nie było tu nikogo z jej rodzeństwa.
  Wejścia do jaskini pilnowali dwaj wojownicy, Maybe i Winner. Krążyli wokół niej, przygotowani na wszystko.
  Easy usiadła w kącie groty. Nieobecność Abyss, Frei i Missisipi ją zaniepokoiła. Nagle jej najstarsza siostra wbiegła do środka. Mściciel i Nibiru dotrzymywali jej kroku. Za całą trójką biegł Nero.
  - Są już wszyscy? - odezwał się, gdy tylko przekroczył próg jaskini.
  - Jeszcze nie. - odrzekła Nirvana. Chyba po raz pierwszy w życiu Easy wyczuła w jej głosie niepokój i niepewność, co sprawiło, że się przestraszyła. Nirvana zawsze wypowiadała się stanowczym głosem. To w ogóle nie było do niej podobne...
  - Będzie dobrze. - wyszeptała i sama w to uwierzyła.
  Stanęła przed nią Frei.
  - Taa, jasne. - zgasiła młodszą suczkę. - A wojna dzisiaj się skończy, już nigdy nie zobaczymy wilków, a Black Abyss wreszcie się odezwie. - Na koniec przewróciła teatralnie oczami.
  Easy spuściła wzrok, a jej siostra odeszła i usiadła obok Devo. Zostawiła ją samą, lecz nie na długo. Po chwili przy niej znalazł się Devo.
  - Wszystko w porządku? - spytał i uśmiechnął się, na co ona również odpowiedziała uśmiechem.
  - Chciałabym, żeby to się skończyło. - szepnęła Easy.
  W tym czasie do środka weszła Abyss, razem z Mikey i Deą, na której widok Devo się skrzywił.
  - Chyba są już wszyscy. - stwierdziła Rozie.
  Easy kontrolnie rozejrzała się dookoła. Było całe rodzeństwo jej przyjaciela, Frei, Niger, Black Abyss...
  Nigdzie nie było Missisipi.
  - Nie wszyscy! - wykrzyknęła ogarnięta przerażeniem suczka.
  - Kigo jeszcze nie ma? - 'brwi' Nirvany powędrowały do góry.
  - Missisipi. - powiedziała Easy. - Nie ma jej.

Devo?

piątek, 25 września 2015

Od Easy - CD historii Mizu

  - Witajcie! - woła nauczycielka wychowania, jak zawsze uśmiechnięta rozpoczyna lekcje. - Dzisiaj porozmawiamy o... - zawiesza się na moment. W tym czasie w sali mogę bez trudu usłyszeć szept każdego szczeniaka, który rozmawia za głośno. Siedzę cicho, jednak chyba tylko ja, Mizu i z wielkim trudem Devo się nie odzywamy, starając się nie przeszkadzać Salavanie. - O tym, jak odnosić się do dorosłych psów.
  Jęki roznoszą się echem po jaskini, w której trwa lekcja.
  - To jest ważne! - Nauczycielka zwraca się do tych, którzy najbardziej okazują swe niezadowolenie spowodowane dzisiejszym tematem, który prawdopodobnie nie wydaje im się ciekawy.
  Przenoszę wzrok na Devo, który siedzi obok mnie. Wygląda na znudzonego i chyba już dawno przestał udawać, że tak nie jest. Nasze spojrzenia spotykają się na krótką chwilę. W jego oczach dostrzegam coś, co zdaje się mówić: "Kiedy to się wreszcie skończy?".
  - Dobrze... - mruczy Salavana. - Kogo by tu spytać...
  Zapada cisza. Nawet ci, którzy najgłośniej rozmawiali, zamilkli na ten moment. Wodzę wzrokiem po całej jaskini. Wszystkie oczy skierowane są na Salavanę.
  - Freiheit. - odzywa się suczka.
  - Co? - mamrocze moja siostra, jakby wyrwana z zamyślenia. Widać, że w ogóle nie słuchała. Po minie Salavany mogę stwierdzić, że bardzo jej się nie podoba podejście Frei do tego tematu.
  - Freiheit. - powtarza. - Nie tak zwracamy się do dorosłych. - upomina ją. - Proszę, zmień swoje pytanie.
  - O co chodziło? - pyta zniechęcona Frei.
  Salavana wzdycha.
  - Siadaj. Nie słuchałaś. - patrzy na nią z dezaprobatą. - Jeszcze raz coś takiego, a poinformuję twoich rodziców. - odwraca się w stronę reszty, więc nie widzi, jak moja starsza siostra przewraca oczami. - W takim razie kto odpowie na moje pytanie? Jak należy zwracać się do starszych od nas psów?
  Zgłasza się szczeniak, którego znam tylko z widzenia. Nawet nie wiem, jak ma na imię.
  Czas płynie szybko. Nawet nie zauważam, kiedy wszyscy wychodzą, by pobawić się na łące pod okiem nauczycieli, opiekunów i oczywiście wojowników... Przy drzewie zauważam Ross'a, obrońcę Bet. Nie spuszcza z oczu mnie i mojego rodzeństwa.
  Staję obok Devo. Zerkam na niego kątem oka.
  - Co robimy? - przekręcam łeb w prawą stronę.
  Dostrzegam Mizu siedzącą na kamieniu ze spuszczoną głową. Ten widok sprawia, że nawet komuś takiemu jak ja może zrobić się smutno.
  - Może do niej pójdziemy? - proponuję, nie czekając, aż Devo odpowie na moje poprzednie pytanie.
  - Okej. - border collie wzrusza "ramionami".
  Idziemy w kierunku waderki. Zatrzymujemy się przed nią.
  - Cześć. - wyszczerzam zęby w szerokim uśmiechu.

Mizu?  Devo? c:

sobota, 19 września 2015

Od Easy - CD historii Devo

  Nie rozumiała jego negatywnego nastawienia do nowych szczeniaków. Według niej zarówno Mizu, jak i jej brat, Kaze, wydawali się sympatyczni. Ale co w tym dziwnego, skoro ona lubiła wszystkich?
  - Wytrzymasz. - stwierdziła Easy i błysnęła zębami w uśmiechu.
  Devo tylko westchnął, a  następnie zamilkł.
  Easy zobaczyła Mizu idącą w ich stronę. Odwróciła się w jej stronę i wyciągnęła łapę w jej stronę.
  - Cześć. Jestem Easy. - przywitała się. Waderka otworzyła szerzej oczy, zdziwiona jej zachowaniem, które w ogóle nie przypominało zachowania Devo.
  - Mizu no shizukana oto. - wymamrotała nowa w odpowiedzi. Mała suczka wytrzeszczyła oczy. Była więcej niż pewna, że nigdy nie zapamięta tego imienia.
  W ich stronę ruszyła Nirvana. To ona miała ich pilnować w trakcie dzisiejszej wycieczki. Easy trochę się jej bała, co nie znaczy, że z powodu ostatnich wydarzeń przestała ją lubić. W oczach Devo pojawiła się radość. Easy już wcześniej zauważyła, że lubił nauczycielkę walk.
  - Dobrze. Każdej grupie został przydzielony nauczyciel. - powiedział nauczyciel myślistwa, Nero. - Wycieczkę czas zacząć. Grupy pójdą w różne miejsca, ustalone przez opiekunów.
  Nirvana gestem łapy wskazała całej trójce, gdzie mają się udać. Poszła przodem, co jakiś czas oglądając się za nimi, by sprawdzić, czy nadal za nią idą.
  - Mizu no shi... - zaczęła Easy, zwracając się do nowo poznanej waderki. Spojrzała jeszcze na Devo, który szedł naburmuszony za nimi.
  Ta spojrzała nań niepewnie.
  - Czy do tego imienia istnieją jakieś skróty? - spytała Młoda Beta. - Jest trochę... długie.
  - Istnieją. - Mizu no shizukana oto kiwnęła lekko głową. - Mizu. Shizu. Shizukana. Wszystko jedno.
  - Okej. - odchrząknęła Easy. - W takim razie... Mizu, od kiedy jesteś w Sforze Psiego Głosu? Nie widziałam cię wcześniej. - zmrużyła oczy.
  - Od kilku dni. - odrzekła cicho Shizu.
  Easy chciała jeszcze o coś zapytać, jednak Nirvana zatrzymała się i zabrała głos.
  - W tym miejscu sprawdzę, co umiecie z lekcji polowań. - odezwała się swoim donośnym głosem. - Wprawdzie nie uczę tego przedmiotu, ale ta część wycieczki jest poświęcona tej tematyce, więc nie mam wyboru.
  Młoda Beta podeszła do Devo i usiadła obok niego.
  - Możecie pracować całą grupą lub osobno. - ciągnęła Nirvana. - Jest was tylko trójka, więc nie możecie dobierać się w pary, gdyż byłoby to niesprawiedliwe.
  Easy mogłaby się założyć, że w tej chwili Devo nie był zachwycony.
  - Ja zaczekam tutaj. Macie pół godziny, by przynieść tutaj niewielką zwierzynę. - zakończyła nauczycielka. - Czas start!
  Bez zastanowienia Easy, Devo i Mizu pobiegli w stronę lasu.
  - Na co będziemy polować? - wykrzyknęła borderka w biegu.
  - A na co chcesz? - odkrzyknął Devo. - Chyba nie możemy liczyć na coś większego niż zając!
  - W sumie masz rację. - westchnęła suczka.
  Jedynie Mizu biegła w ciszy.
  Nagle Devo się zatrzymał. Rozpędzona Easy na niego wpadła, a Shizukana zderzyła się z nią.
  - Co jest? - zawołała Eas.
  - Cicho! - Najstarszy szczeniak skarcił ją krótkim syknięciem.
  Wyjrzała zza niego i zobaczyła kilka zająców, które spokojnie jadły trawę. Schowali się za krzakami i cierpliwie czekali na odpowiedni moment. Kiedy nadszedł czas, wybiegli z ukrycia. Ruszyli do ataku.
  Easy rzuciła się na średnią sztukę i wgryzła się w jej szyję, szarpiąc. Poczuła smak krwi na języku.
  Po chwili każde z nich miało swoją zdobycz. Z dumą zanieśli zwierzynę Nirvanie.
  - Nieźle, jak na wasz wiek i wzrost. - stwierdziła wadera. - Teraz pora na próbę przetrwania. Zostawię was tutaj na godzinę. - Widząc ich zaskoczone miny, dorzuciła: - Bez obaw. W okolicy są strażnicy, wojownicy i obrońcy. Nic nie powinno wam się stać.

Devo?

niedziela, 13 września 2015

Od Easy - CD historii Devo

  - Gdzie byłaś? I czemu wróciłaś cała mokra? - Another nie próbowała ukryć zdenerwowania. Spojrzała na swoją córkę z dezapropatą.
  - Nad Stawem Zakochanych. - wymamrotała owinięta kocem Easy.
  Samica Beta wytrzeszczyła oczy.
  - Easy, masz jesteś przecież szczeniakiem! - wykrzyknęła, po czym uśmiechnęła się szeroko.
  - Mamo! - jęknęła suczka.
  Dorosła tollerka zachichotała. Fakt, takie zachowanie nie było do niej podobne, ale dzisiaj miała wyjątkowo dobry humor, mimo że jej córka wróciła cała mokra do domu w taką pogodę.
  Ale za to poprawiła jej nastrój tym Stawem Zakochanych.
  Easy spojrzała na mamę ze złością.
  - A co ty tam robiłaś? - Another zmieniła temat. - I czemu wróciłaś cała mokra? - powtórzyła.
  - Weszłam na górę takiej skały i spadłam.- odpowiedziała szeptem mała suczka, obawiając się kary. Nie wspomniała o tym, że poszła tam z Devo, nie chciała, by miał przez nią kłopoty. W końcu to była jej propozycja i jej wina.
  Another westchnęła i pokręciła głową.
  - I co ja mam z tobą zrobić?
  Easy spuściła wzrok. Siedziała cicho.
  - Tym razem ci daruję. - oznajmiła w końcu samica Beta. - Ale następnym razem, gdy coś takiego się powtórzy, dostaniesz karę.
  - Dobrze. - pisnęła sunia.
  - Idź już spać. - Another uśmiechnęła się, lekko popychając szczeniaka w stronę reszty młodych.
  Easy nawet nie zauważyła, jak bardzo zrobiło się późno. Położyła się obok Nigera. Zasnęła niemal od razu po zamknięciu oczu.

  Obudziła się wczesnym rankiem. Jej rodzice już poszli do pracy. Widok stojącej w wejściu do jaskini Bony wcale ją nie zdziwił. Another i Geris naprawdę rzadko znajdywali czas dla swoich pociech...
  Easy głośno ziewnęła i powoli podniosła się z ziemi.
  - Dzień dobry, ciociu. - przywitała się z opiekunką, która naprawdę była dla niej jak ciocia.
  - Witaj, Easy! - charcica uśmiechnęła się.
  Ich rozmowa obudziła resztę szczeniąt.
  - Co tak głośno? - zdenerwował się Niger. Otworzył oczy i rozejrzał się dookoła, wciąż nieobecnym wzrokiem. Nagle jakby się obudził. - Dzień dobry. - wymamrotał.
  Bona miała dla nich przygotowane śniadanie. Kiedy zjedli posiłek, odprowadziła ich do szkoły. Wyruszyli wcześnie, więc gdy dotarli, jeszcze prawie nikogo nie było, jedynie młoda tollerka, która usiadła przy dużym kamieniu. Easy zawołała:
  - Cześć, Mikey!
  Nawet nie wiedziała, skąd ją zna.
  - Hej. - odpowiedziała suczka.
  Easy ruszyła w stronę miejsca przy drzewie. Nagle usłyszała głos.
  - Cześć, Easy. Mam coś dla ciebie... - odezwał się.
  Odwróciła się w jego stronę. Za nią stał Devo. W łapie trzymał piękną różę. Młoda Beta zakryła łapką pysk, bezskutecznie tłumiąc okrzyk zdumienia. Spoglądała to na Devo, to na czerwony kwiat.
  - Dla mnie? - wyszeptała.
  - Mhm. - pokiwał głową. - Słuchaj, przepraszam za...
  Nie pozwoliła mu dokończyć. Mocno uścisnęła szczeniaka.

Devo? ^^

piątek, 11 września 2015

Od Easy - CD historii Devo

  Zachowywał się dziwnie. Easy nie potrafiła zrozumieć tego zachowania. Nie takiego Devo zapamiętała. Jej Devo był pewny siebie, odważny i nie uważał w trakcie lekcji, a Devo, którego miała przed sobą, sprawiał wrażenie zawstydzonego i z jakiegoś powodu zdenerwowanego.
  Gdyby nie wygląd, Easy by go nie poznała. W ogóle nie przypominał jej najlepszego kolegi.
  - Wszystko w porządku? - spytała jeszcze raz, gdy dotarli do jaskini, w której dziś mieli zajęcia.
  - T-tak, jasne, że tak. - Devo uśmiechnął się do niej szeroko. Niby robił to tak często, a jednak tym razem Easy coś w tym uśmiechu nie pasowało. Był... inny. Nie wyglądał w pełni szczerze.
  - Na pewno? - Jej 'brwi' powędrowały wysoko do góry.
  - Nic mi się nie stało, Easy. - odrzekł szczeniak. - Wszystko okej.
  - A może jednak? - suczka nie chciała ustąpić.
  - Nic mi nie jest. - powtórzył Devo.
  Westchnęła cicho. Już się nie odzywała.
  - Dzisiaj powiem wam o... - zaczął nauczyciel przetrwania, w tym przypadku Grave. Uśmiechnął się, zastanawiając się nad tematem dzisiejszej lekcji. - O Stawie Zakochanych. - dokończył po krótkiej chwili.
  Wśród szczeniąt rozległy się jęki.
  - Staw Zakochanych? - powtórzył ktoś, wyraźnie rozczarowany.
  - To jest nudne! - marudziła jakaś suczka.
  - Właśnie! - potwierdził stojący obok niej psiak.
  Nawet Niger, którego ulubionym przedmiotem była lekcja przetrwania, nie wyglądał na zachwyconego.
  Grave niezauważalnie przewrócił oczami, po czym roześmiał się.
  - Wcale nie takie nudne. - stwierdził.
  - Nudne. - zaprzeczyła Missisipi. Siedziało za nią kilka szczeniaków, które najwyraźniej sobie podporządkowała. Gdyby Easy nie była taka otwarta i przyjazna dla otoczenia, zapewne nie lubiłaby swojej siostry.
  - Tak wam się wydaje. - Grave uśmiechnął się tajemniczo. - Owszem, to miejsce jest piękne i często przebywają tam zauroczeni. Ale czy macie świadomość, jak bardzo niebezpieczne występują tam rośliny? - zapytał.
  Easy odruchowo pokręciła przecząco głową. Podobnie zrobiło kilkoro innych szczeniąt.
  - Nie będę podawał wam nazw tych roślin, gdyż nie jest to potrzebne. Są długie, a ich znajomość raczej się nie przyda. - powiedział Grave.
  Jego podejście bardzo spodobało się Easy.
  - Pierwsza z nich jest granatowa. Rośnie tuż obok stawu. I chociaż wygląda niegroźne, kolce, które znajdują się na jej łodydze, w skrajnych przypadkach mogą doprowadzić nawet do śmierci. - tłumaczył nauczyciel.
  Młodej Becie nawet by przez myśl nie przeszło, że miejsce, w którym tak często się bawiła, może być aż tak niebezpieczne. Zdała sobie sprawę, jak często nieświadomie narażała się na śmierć. Kiedy przebywała w okolicac Stawu Zakochanych, nigdy nie uważała na siebie i innych. W myślach podziękowała Grave'owi za to, że posiadał tak dużą wiedzę na temat terenów Sfory Psiego Głosu.
  - Druga, często spotykana, rośnie w pobliżu skał. - ciągnął pies. - Jest olbrzymia, mógłbym schować się za nią nawet ja. Jednak nie należy przebywać zbyt blisko niej, grozi to oparzeniem.
  Easy nigdy nie widziała tej rośliny, lecz postanowiła sobie, że koniecznie musi ją zobaczyć.
  - I ostatnia, chyba najbardziej niebezpieczna. - kontynuował Grave. - Często mylona z tą do przygotowywania leków przez zielarzy. Ma czarną łodygę i błękitne płatki. Połknięcie choćby jednego z nich to długa śmierć w męczarniach. - zakończył dramatycznie.
  I na tym lekcja się skończyła.
  Szczeniaki wyszły na zewnątrz. Easy od razu dopadła Devo.
  - Co będziemy dziś robić? - spytała. Już nie mieli mieć żadnych zajęć w tym dniu.
  - Nie wiem. - mruknął szczeniak. - Możemy gdzieś pójść.
  - A gdzie? - ożywiła się suczka, merdając ogonem. - Może nad Staw Zakochanych? - zasugerowała.
  Devo spojrzał na nią tak, jakby właśnie zaproponowała mu skakanie z Olimpusa.
  - To jak? - spytała. - Idziemy nad Staw Zakochanych?
  - Bleee... - skrzywił się Devo.
  Easy przewróciła oczami.
  - Nie to miałam na myśli! - wykrzyknęła.
  - No to możemy pójść. - border collie wzruszył 'ramionami'.
  Ruszyli w kierunku wybranego przez suczkę terenu. Co dziwne, nikogo z nimi nie było. Wyprawa była więc trochę ryzykowna. Gdy dotarli na miejsce, Easy wdrapała się po skałach na górę. Nagle straciła równowagę, kiedy stanęła na bardziej wilgotnym kamieniu. Spadła do wody.

Devo? Zdecyduj, czy Easy umie pływać. xd

piątek, 4 września 2015

Od Easy - CD historii Devo

  Znowu, pomyślała Easy.
  To nie był pierwszy raz, gdy z powodu kolejnego ataku wilków. Już parę razy wtargnęły na terytorium tego sektoru. Wówczas obrońcy, nauczyciele, opiekunowie lub rodzice szczeniąt mieli za zadanie przeprowadzenie ich w bezpieczne miejsce.
  Za każdym razem Easy szalała ze strachu, chociaż nie dawała tego po sobie poznać. Nie chciała nikogo jeszcze bardziej martwić. Bowiem zdarzały się sytuacje, kiedy optymizm Młodej Bety nieco przygasł. Nie zmienia to jednak faktu, że nie przestawała się uśmiechać.
  Obejrzała się, by jeszcze raz zobaczyć Devo, lecz ten już zniknął w lesie.
  Uwadze suczki nie umknął widok, który wtrząsnąłby każdym szczeniakiem.
  Biały, lekko szarawy wilk rzucił się na jednego z wojowników. Zaczął wgryzać się w jego kark, lecz odepchnął go inny. Zacisnął kły na jego szyi i zaczął szarpać. Po kilkunastu sekundach wilk padł na ziemię.
  Martwy.
  Easy wydała z siebie zduszony okrzyk. Zatrzymała się, lecz ktoś pociągnął ją do siebie. Odwróciła się i szybko pobiegła posłusznie za rodzeństwem oraz obrońcą, już się nie oglądając. Próbowała wymazać obraz nieżywego wilka, którego otaczała ogromna kałuża krwi, lecz nie potrafiła.
  Wstrząsnął nią dreszcz na samo wspomnienie tej krótkiej chwili, która tak bardzo zapadła jej w pamięć.
  Ross odprowadził ich aż do jaskini w okolicach Fioletowej Rzeczki. Tam czekała na nich Afua, która dziś miała się nimi zająć do końca dnia. Easy ją lubiła, jednak dziwiło ją to, że opiekunka nie uczyła wychowania.
  Młoda suczka postanowiła się czymś zająć. Zaczęła bawić się z Nigerem. Oboje zachęcili do zabawy w berka Missisipi, lecz ona tylko prychnęła w odpowiedzi, po czym odmówiła. Była przecież taka dumna.
  Easy westchnęła cicho, a następnie wróciła do zabawy z bratem. Przepychali się, w pewnym momencie wpadając na Afuę, która stała przy wejściu do jaskini, z niespokojnym wzrokiem utkwionym w odległy punkt. Jednak gdy Easy i Niger zderzyli się z nią, mruknęła pod nosem coś o niewychowanych szczeniakach, po czym dodała, już głośniej i wyraźniej, jakby wyrwana z chwilowego transu:
  - Dzieciaki, bawcie się w głębi jaskini, nie tutaj. - Spojrzała na nich, po czym uśmiechnęła się lekko. Easy odwzajemniła uśmiech, odsłaniając przy tym wszystkie zęby i kiwnęła głową. Popchnęła brata w kąt jaskini.
  Kiedy zabawa się skończyła, Easy położyła się na ziemi, zwinięta w głębek. Było już późno, na niebie wisiał księżyc i pojawiały się pierwsze gwiazdy. Młoda Beta zerknęła na resztą rodzeństwa, które już spało.
  Zamknęła oczy i pomyślała o Devo. Czy już spał? Jeśli nie, to co robił w tej chwili? I, co najważniejsze, czy był bezpieczny...?
  Mogła mieć tylko nadzieję, że tak.
  Leżała przy ścianie, z mocno zaciśniętymi powiekami. Nagle przypomniał jej się obraz wielkiego wilka, upadającego na ziemię. Nie powinna tego widzieć.
  Minęło pół godziny. Easy zasnęła.

Devo?