Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bring The Horizon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bring The Horizon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 czerwca 2017

Od Horizona C.D. historii Nuti

- N-nie. Ja. Ten. Co? - skrzywiłem się budząc się z transu. - Po prostu tak słodko wyglądasz, gdy śpisz... -mruknąłem - Nie chciałem cię niepotrzebnie budzić.
- Coś się stało? - ziewnęła patrząc prosto w moje oczy.
-  Nie. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. - zapewniłem
- Co chciała matka Mumtaz w naszym domu? - zmarszczyła brwi.
Wiedziałem, że Kathie bardzo ją denerwowała. Z resztą nie dziwię się. Może ją bardzo irytować nie tyle z charakteru, co z roli jaką pełni w naszym harmonijnym życiu.
- Ustalaliśmy... szczegóły.? - szukałem odpowiedniego słowa. - Mumtaz będzie do nas niekiedy przychodzić. Tak po prostu. Sama. Bez matki. Niekiedy będzie tu spała, bądź jadła z nami obiad.. O ile ty nie będziesz miała nic przeciwko.. Nie mogę działać wbrew tobie.
- Nie mam. O ile będzie to w granicach rozsądku.. Jesteś jej to winny. Nie możesz odbierać jej ojca, więc tak będzie najlepiej. - uśmiechnęła się lekko, a mi spadł kamień z serca. Nie czekając dłużej pocałowałem ją z ulgą.
- Kocham Cię, Yvette. Chodź. - złapałem ją za kołnierz.
- Gdzie?
- Do Parku Greckiego Zielonego Dnia. Coś ci się należy. - mruknąłem z błyskiem w oku.

W Parku latem roiło się od kwiatów. Ptaki śpiewały jednym chórem. Ciepła woda.. Obok wodospadu, pod wielkim drzewem rozścielony był duży koc. Koszyk, zastawa, świeży posiłek.. a nad uroczym zakątkiem, na koronach jabłoni widniał napis

Wszystkiego Najlepszego!

- Wszystkiego najlepszego, Nuti, z okazji Twoich trzecich urodzin. - uśmiechnąłem się wyciągając zza krzaczka bukiet kolorowych kwiatów i wręczając go waderze.
Yvette tylko otworzyła szeroko oczy niepewnie odbierając kwiaty.
- Skąd wiedziałeś, że to dzisiaj? -popatrzyła na mnie. - Nawet ja zapomniałam.. 
- Będziesz tak stać i rozmyślać nad sensem istnienia, czy w końcu mnie przytulisz? - uśmiech nie znikał z mojego pyska. Uniosłem brew wyciągając łapy. 
Czekał na nią jeszcze prezent.

Nutiś? :3 Rozpoczynamy? B)

wtorek, 20 grudnia 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

Gdy tylko wadera wybiegła, osunąłem się na ziemię. Straciłem przytomność. Gdy otworzyłem oczy, nade mną stał lokaj i biała suczka.
- Kiedy zemdlałem? - zmarszczyłem czoło łapiąc się za głowę.
- Jakieś siedem minut temu, sir. - oświadczył pracownik.
- Nie mów do mnie sir. - zganiłem go podnosząc się do góry.
- Gdzie Nuti i Mumtaz? - popatrzyłem na Kathie.
- Wybiegła za nią. Pójdę jej szukać.- chciała wychodzić, ale ją zatrzymałem.
- Nuti doskonale wie co robi. Znajdzie ją. - zapewniłem kiwając głową. - Nie masz się czego bać o swoją córkę.
- To też jest Twoja córka.
- Ta. Musisz dać mi czas. Przyzwyczaję się.
Czekaliśmy na nich około dwudziestu minut w ciągu których zdążyłem się już zestresować, ale żeby nie zarazić tym matki mojego dziecka, z zewnątrz pozostawałem twardy. Gdy drzwi się otworzyły, oboje natychmiast wstaliśmy.
Najpierw do środka wbiegła łaciata krówka pędząc w moją stronę, a zaraz za nią, ujrzałem moją partnerkę. Mała podbiegła do mnie i przytuliła.
- Cieszę się, że jesteś moim tatą. - oznajmiła.
- Ja też się bardzo cieszę. - wyznałem.
Mam córkę. Na dodatek taką dużą...

**********************************************

Gdy dwie suczki opuściły naszą jaskinię, razem z waderą poszliśmy do salonu.
- Jak to jest mieć dziecko? - zagadnęła wilczyca.
- Nie wiem. Dziwnie. Ale jednocześnie się cieszę.. Nie wiem jak to ująć.
- Po tej małej zobaczyłam, że byłbyś wspaniałym ojcem. - uśmiechnęła się w moją stronę.
- Roxo jest w ciąży. Trzynaście szczeniaków. - uniosłem jedną brew.
- Trzynaście?! - jestem pewien, że gdyby Nuti teraz coś jadła, to by się zakrztusiła. - Matko jedyna! Jak oni je wychowają?!
- Jakoś dadzą radę. Wyobraź sobie teraz taką... no.. dziesiątkę biegającą po naszym domu... - uśmiechnąłem się w jej kierunku, co odwzajemniła.
- Nie umiem sobie tego tak dokładnie wyobrazić. Takie małe mieszanki, kolorowe wilki po tatusiu. - zaśmiała się.
- Ta. - spojrzałem na nią i dopiero uświadomiłem sobie co właśnie powiedziała.
Miałbym pełnić taką samą rolę, jaką pełnił Alex wychowując naszą piątkę? Całe życie w roli ojca przeleciało mi przed oczami. To by dopiero było...

Nuti? ♥

wtorek, 6 grudnia 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

Mumtaz była cudownym szczeniakiem. Tak zabawnym, tak mądrym, tak ładnym...
Zaczynała być mi bliska. Nawet jeśli nie jestem jej ojcem, to przypomniała mi się mała Aspe, którą uratowałem z mrozu zeszłej zimy. Inaczej było z suczką owczarka szwajcarskiego. Nie. Oczywiście, że jej nie kochałem. Teraz, była mi niemalże zupełnie obca ale to małe kolorowe dziecię było cudne.
Ja i dzieci. Czysta enigma.
Gdy dziewczyny usiadły na przeciw siebie, zrobiłem po szklance jabłkowego soku i dosiadłem się do nich.
- a więc? - zadałem pytanie. Nie miałem pojęcia od czego zacząć...
- Od początku.- zadecydowała Nuti unosząc łapy.
- A więc.. Spotkałem Kathy na imprezie tutaj.. siedziała przy stole, podeszły do niej jakieś suczki zaczęły się czepiać...
- Uratował mi tyłek i tak to się zaczęło. Resztę możesz już sobie dopowiedzieć. - suczka wyjątkowo łagodnie podeszła do sprawy.
- Byliśmy ze sobą jakiś czas.. Ale to nie był typowy związek. Nakreśliłem Kathy, że jej nie darzę miłością, jaką darzy się drugą połówkę.
- Wtedy powiedziałam mu, że może się jeszcze to zmieni. - wtrąciła. - Tak wyszło, że ósmego dnia wiosny byłam tutaj ostatni raz. Na tym kontakt się urwał.
- I co wtedy robiliście?
- Nie chcesz wiedzieć.
- Rozumiem..Nie. Na serio rozumiem.- chciałem jej przerwać, ale mnie powstrzymała. - Miałaś kogoś potem? - zwróciła się Kathy
Cisza.
- Miałaś?
- Nie. - szepnęła.
- Wszystko jasne. Przedstaw Mumtaz jej ojca. - wstała dolewając sobie soku.
Uniosłem brew obserwując waderę. Mimo, że teraz przejawiała anielski spokój, to wiedziałem, że jest zła. I to bardzo.

Nuti? Dawej zwrot akcji

Od Horizona C.D. historii Nuti

W drodze na główne tereny zajęcze, napotkałem znajomą postać.
- Hej, Kathy. - wypowiedziałem niemal bez uczuć i przystanąłem.
- Horizon... - skinęła głową ku górze. Zaniepokoiła się i przystanęła z łapy na łapę.
- Dobrze, że cię widzę, bo chciałbym z tobą porozmawiać. - postanowiłem tego nie przeciągać.
- Ale.. - zawahała się.
- Muszę jeszcze złapać jakieś króliki i wtedy moglibyśmy iść, albo do mnie, albo do ciebie, bo musimy coś wyjaśnić.
- Ja...Um.. Dobrze. - bąknęła.
Poszliśmy razem na tereny zajęcze i z łatwością wytropiliśmy trzy duże zające. Poszliśmy do mojej jaskini, gdzie ku mojemu zdziwieniu, nie zastaliśmy Nuti. Usiedliśmy przy stole jedząc nasze zdobycze, a trzeciego zwierzaka zostawiłem dla wadery. Cały czas przyglądałem się lekko zestresowanej suczce owczarka, która jakby już błagała o odwleczenie rozmowy w czasie.
W drzwiach za Kathy stanął lokaj, ale natychmiast odesłałem go wzrokiem. Wiedział co to znaczy: Wszystko fajnie, ale teraz wynoś się stąd.
Zmierzył mnie smutnym wzrokiem i wyszedł. Zmrużyłem oczy i wróciłem do posiłku.
- Może lepiej chodźmy do mnie? - w pewnym momencie suczka sama wznowiła temat.
- Jak Ci lepiej. Możemy iść do tego... zielonego lasu?
- Dokładnie. - uśmiechnęła się delikatnie. Świetnie. Zaczyna się otwierać. Powie mi więcej.
Zjedliśmy nasze porcje i wyszliśmy mijając się w drzwiach z moim bratem. Przyznam, że w lesie, gdzie jest więcej psów, dziwnie było mi iść z inną dziewczyną niż z moją kochaną Nuti.
Po drodze do zielonego boru, Kathy nabierała pewności siebie.  Starałem się jej pomóc i udało się. Wyznała, że jej córka jest teraz w szkole. Poszła pierwszy raz i za dwie godziny musi ją odebrać. Opowiadała o ich dniu codziennym i co mała Mumtaz lubi, ale ani razu nie wsomniała o ich przeszłości, ojcu łaciatego szczeniaka i o swoich odczuciach. Aż dotarliśmy do jej jaskini. Wnętrze było przytulne i ciepłe. Po piętnastu minutach samego zielonego koloru, dobrze było odpocząć w szarym, kamiennym schronieniu.
- Siadaj -wskazała iść łapą na stolik z dwoma siedziskami uplecionymi ze słomy. Gdy to zrobiłem, usiadła naprzeciwko mnie nie wierzę, że kiedyś nas coś łączyło..
- Co chcesz wiedzieć. - uśmiechnąła się lekko.
- Powiedz mi, co robiłaś, gdy przestaliśmy się widzieć.
Jej mina od razu zrzędła. Westchnęła.
- Tylko nie kłam. - ubiegłem ją.
- Dobrze..  Wtedy po mniej więcej miesiącu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. USG wykazało dwa szczeniaki, ale jedno umarło zanim urodziłam. Musiałam mieć operację, a po kolejnym miesiącu urodziła się Mumtaz. I tak żyjemy tu w lesie... - zakończyła unosząc barki.
- Dobrze. Powiem inaczej. - czułem jej ledwo wyczuwalny strach. - Kto jest ojcem Mumtaz? - spojrzałem w jej oczy.
Wystraszyła się tym pytaniem. Przymknęła lewą powiekę i wbiła we mnie swój wzrok.
- Ty. - jej głos odbił się w moich uszach. Nastała cisza. Ale ja? Na prawdę? Jak... Jak to w ogóle możliwe?
- To chciałbyś usłyszeć? - kontynuowała. - Nie jesteś jej ojcem.  Po Twoim odejściu poznałam miłość mojego życia, chciałam mieć z nim dzieci, ale zginął na wojnie. To jego córką jest Mumtaz. Jedyne co mi po nim pozostało.
- Po kim?
- Abnis.
- Tak miał na imię?
-  Tak. Strasznie go kochałam, ale musiał odejść. Życie nie zawsze jest sprawiedliwe.
- Współczuję. Mumtaz nie ma ojca, to też musi być dla niej dość przykre...  - zwiesiłem łeb. - Wiesz.. Pójdę już.. Nie będę Ci przeszkadzał. - wstałem odstawiając na bok miskę z wodą.
Pożegnałem się z nią i wyszedłem, jednak będąc już przy drzwiach, zauważyłem jedną, małą drobnostkę. Skoro nie jestem jej ojcem, to dlaczego na komodzie, stoi moje oprawione zdjęcie?

Wróciłem do jaskini, po drodze zatrzymując się w domu mojej partnerki. Opowiedziałem jej o tym, czego się dowiedziałem, ale i o wątpliwościach jakie poczułem wychodząc. Razem przysnęliśmy przy ognisku, a następnie wolnym krokiem dotarliśmy do mojej jaskini. Przerwałem natychmiastowe pytania Devo i pracownika idąc z Nuti do salonu. Podczas gdy ona jadła swój obiad, ja udałem się do biura i zacząłem wertować wszelkie papiery jakie otrzymałem od Gerisa. Pełną listę członków stada, na której znalazłem zarówno Kathy, jak i Mumtaz, zapis urodzenia suczki, gdzie w rubryce ojciec, widniał napis NIEZNANY, imiona psów poległych w czasie wojny z watahą... i nigdzie śladu po imieniu Abnis. W historii sfory zasiedlającej dawne tereny, te imię wystąpiło, ale nosił trzyletni husky, a nic nie wskazywało na to, żeby ta mała była mieszanką huskiego...
Wybiegłem z biura rozrzucając niedbale białe kartki. Pędem zbiegłem na dół i rzuciłem się do wyjścia.
- Bring, gdzie idziesz? - krzyknęła wadera wzrokiem odprowadzając mnie do końca.
Zarzuciłem na szyję szal.
- Okłamała mnie! - warknąłem zostawiając uchyloną drewnianą część wejścia i pognałem w kierunku szkoły.

Gdy dotarłem na miejsce, akurat rozbrzmiał dzwonek ogłaszający koniec zajęć. W czterdziestu przeszło centymetrach śniegu, jaki zdążył napada, raczej ciężko było dostrzec białą sukę. Ujrzałem ją dopiero po chwili opierającą się o drzewo. Okrążyłem mały,odśnieżony placyk i po chwili znalazłem się obok niej.
- Okłamałaś mnie. - rzuciłem prosto z mostu.
- Ale jak to? - zmrużyła oczy robiąc krok do tyłu. Widząc to, od razu wykonałem krok w przód.
- Nie było żadnego Abnisa. - postawiłem uszy prostując się.
Mimo, że jestem owczarkiem australijskim, to w rasie zdarzają się często większe osobniki zwane wyjątkami i właśnie byłem takim wyjątkiem. Sześćdziesiąt centymetrów w kłębie, więc troszeczkę wyżej od niej. Co dopiero Nuti! No ona jest troszkę większa.
- Co ty wygadujesz? Oczywiście, że był. To on jest ojcem Mumtaz.
- A więc jakiej rasy był ten cały Abnis? - wykonałem kolejny krok w jej stronę.
- Przestań. Proszę, nie ciągnij tematu.
- Kathy, powiedz mi jakiej był rasy! - znów podszedłem.
- Owczarek. - mruknęła.
- JAK? - skrzywiłem się.
- Owczarek! - zmrużyła oczy.
- No to bardzo ciekawe. - uśmiechnąłem się. - Bo w tej sforze nigdy nie było takiego psa. Takie imię nie wystąpiło w liście psów goszczących tu na chwilę, ani też poległych na wojnie... Wszystkie psy, które zginęły zostały rozpoznane przez rodzinę, a ich imiona uwiecznione. - wzruszyłem barkami.
W tej chwili ze szkoły wyszła Mumti.
- Trzymaj się z daleka od mojej córki. - syknęła odwracając się do mnie bokiem.
- Mamo! Holizon! - ucieszyła się mała znikając na chwilę w śniegu. Wtedy zza drzew wyszła dobrze mi znana wadera.
- To jeszcze nie koniec, Kathy. Możesz się wypierać, ale ja wiem. - mruknąłem patrząc na nakrapiane szczenię. Pogłaskałem go łapą po głowie i wyszedłem na spotkanie Nuti, która zatopiła swój pyszczek w moim.

Nuti? :c


wtorek, 29 listopada 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

- To nie tak. Posłuchaj. - westchnąłem ciężko. - Z mamą Mumtaz nie utrzymuję żadnych kontaktów. - nakreśliłem na wstępie. - Nie widziałem jej już jakieś pół roku. Ostatni raz widzieliśmy się... no.. jakieś... to będzie gdy jeszcze cię nie poznałem... może tydzień.. dwa przed?  - dałem sobie chwilę na zebranie informacji. - byliśmy czymś.. w rodzaju pary, ale nie funkcjonowało to tak do końca. Nie wiem jak Ci to wytłumaczyć, bo to dość skomplikowane.. Pokazywaliśmy się wszędzie razem, nie mieszkaliśmy ze sobą,  nie moglibyśmy wskoczyć za sobą w ogień. Zaczęło się od tego, że zrobiłem jej przysługę ratując przed  ośmieszeniem ze strony innych suczek ze sfory. Wypytywały ją o to, czy już kogoś znalazła, czy nie jest samotna, bo przecież tak nie można. Zaczęła się szamotać, gadać jakieś bzdety, a że akurat byłem w pobliżu, to podeszłem i zagrałem jej partnera. Niby nic wielkiego, ale od tego się zaczęło.. no. Nie kochałem jej. I ona doskonale o tym wiedziała. Rozmawialśmy przecież o tym.
- I jak to się stało, że... że dowiedziałeś się o... o... - nie potrafiła tego wymówić.
-No właśnie nie dowiedziałbym się, gdyby ten szczeniak nie wybiegł mi przed pyskiem na ścieżce w lesie. - spojrzałem na nią wzrokiem idioty. Ten widok chyba poprawił jej tak odrobinkę, na chwilkę nastrój.
- To małe coś chciało mnie aresztować, a kiedy zapytałem, gdzie jej rodzice, to rozejrzała się na boki i z uśmiechem stwierdziła, że chyba się zgubiła. Co miałem zrobić? Zostawić dzieciaka samego w lesie? Zacząłem szukać jej matki. Dopiero, gdy ją znalazłem, to przypomniałem sobie o jej istnieniu. Cicha i przygnębiona jakaś oznajmiła, że dziecko ma taki i taki wiek, że jej ojciec zginął, a ona zamieszkała w zielonym lesie i ani widu ani słychu o niej przez tyle czasu.
Pożegnałem się i odeszłem. Przyszedłem tutaj. Jak widzisz, nie mam pojęcia kim jest ojciec Mumtaz, a mimo to, nie daje mi to spokoju.
- Horizon.. Ja muszę to przemyśleć, dobrze? Nie - na te zdanie, serce podskoczyło mi do gardła. Błagam, Nuti. Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj mnie..  - Nie zostawię Cię z tym. Przecież jestem Twoją partnerką i przyjaciółką, ale nie zostawiaj też mnie.
- Nuti, kocham Cię ponad wszystko. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, wiesz o tym, prawda?
- Tak.. Wiem. - westchnęła opuszczając gabinet.
Miałem dyżur, więc spotkaliśmy się w domu dopiero wieczorem. Od lokaja dowiedziałem się, że miłość mojego życia śpi w sypialni, więc nie jadłem już nic, tylko poszedłem na gôrę. Odchylając drzwi, zobaczyłem jej sylwetkę. Pochylała się nad albumem ze zdjęciami. Patrzyła na zdjęcie czegoś kolorowego.
- To ja, gdy byłem szczeniakiem. Kolorowy, co? - oparłem się o framugę.
- O. Rise. - była zaskoczona moją obecnością. - Tak. Kolorowa, puchata kulka. - uśmiechnęła się nieco krzywo. - tak właśnie wygląda to dziecko? - zapytała po chwili trochę nieobecna.
-  Podobnie. - powoli zamknąłem powieki.
- Chodź obok mnie.
Podszedłem i położyłem się na miękkim materacu.
- Myślę, że jutro pójdę do nich i wyjaśnię sprawę. - głośno pomyślałem.
- Mogę iść z Tobą?
- Chyba jednak jest to zbyt delikatny temat.. ale opowiem Ci wszystko jak wrócę, dobrze?
- Tylko nie siedź tam zbyt długo, bo będę zazdrosna.
- Zazdrosna myszo. - skwitowałem przejeżdżając językiem po jej pysku. Wtuliła się w moje futro i po chwili oboje spaliśmy głębokim snem.

Nutiś?

piątek, 21 października 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

Popołudnie minęło nam przyjemnie. Razem z psem pasterskim pilnowaliśmy owiec, a najbardziej zafacynowany był człowiek, cały czas głaszczący Nuti.
- Nuuutiiiś.. - jęknąłem. - Jestem zazdrosnyy.. - zrobiłem na pysku podkówkę.
- O kogo? - zaśmiała się wadera.
- O niego. - wskazałem na Macieja, przy którym leżała.
Słysząc to, z uśmmiechem przewróciła oczyma i podeszła do mnie przykładając swoje czoło do mojego w międzyczasie delikatnie całując.
- Przecież wiesz, że jesteś najważniejszy.
- Wiem.
Koniec końców poszliśmy z borderem i Maćkiem do domu, gdzie dostaliśmy obiad, a potem wróciliśmy do Sfory. Zasnęliśmy w sypialni mojej jaskini. Rano oddzieliliśmy się, bo każde z nas poszło do pracy. To, co popsuło całą harmonię obecną wtedy w moim i Nuti życiu nadeszło, gdy szedłem lasem. W pewnym momencie, dosłownie wskoczyło mi pod nogi.
- Poddaj się! - krzyknął rozbawiony, łaciaty szczeniak.
- Hej. Kim jesteś? - zapytałem zniżając się do jego poziomu ( xD )
- Jestem Mumtaz - usiadła uśmiechając się.
- Mumtaz, gdzie Twoja mama? - zapytałem rozglądając się na boki.
- Oo.. - pokręciła glową. - chyba się zgubiłam..
- Chodź. Pomogę Ci ją znaleźć. Jak ma na imię? - wciąż nie mogłem się napatrzeć na ten wybryk natury. Cielaczek jak ja, gdy byłem mały.
- Kathie.
- Kathie.. Kathie.. Kathie... - przeszukiwałem pamięć w poszukiwaniu psa o takim imieniu. - Czyba nie znam Twojej mamy. Jak wygląda?
- Ona jest taka piękna i cała biała.
- A tata?
- Nie mam taty. - dziecko usiadło przypatrując się mi uważnie. - Mam tylko jego zdjęcie i jest podobny do Ciebie, ale jakiś młodszy.
- Tak? - zdziwiłem się patrząc na suczkę. - A masz rodzeństwo?
- Nie. Jestem sama. - przekręciła smutno łebkiem.
- A ile masz lat?
- Hahaahh.. Nie wygłupiaj się! Nie mam jeszcze lat! Mam sześć miesięcy. - wypięła dumnie do przodu kołnierz.
- Poszukamy Twojej mamy. Gdzie ją ostatnio widziałaś?
- Na łące.
- Więc idziemy na łąkę. - uśmiechnąłem się i odpowiedział mi pisk cienkiego głosiku.
- Juhu! Na łąkę! Tęsknię za mamą..
- Znajdziemy.. jak mówiłaś..? Kathie. I to zanim zdążysz powiedzieć 'biszkopcik'
- Biszkopcik. Gdzie mama?
- hahah.. Pocieszna jesteś.

Z małą, nakrapianą krówką błądziłem jeszcze przez godzinę, gdy nagle wyrwała się mi z łapy i pobiegła z piskiem przed siebie.
- Mumtaz, nie! - krzyknąłem zrywając się do biegu.
- Mamo, mamo! - nakrapiane szczenię podbiegło do postaci wyłaniającej się zza pagórka.
- Mumtaz! - znałem ten głos, ale.. wszystko stało się jasne, gdy zobaczyłem białą suczkę owczarka. Nie. To nie była ona. Objęła dziecko i popatrzyła na mnie, a uśmiech z naszych pysków od razu zszedł.
- To jest moja mama! Znaleźliśmy ją! - Mumtaz uśmiechnęła się w moją stronę, a ja powoli do nich podszedłem.
- Witaj, Kathie. - prawie szepnąłem.
- Cześć. Horizon. - jej głos też był ledwie słyszalny.
- Dawno się nie widzieliśmy. - zmrużyłem lekko oczy.
- Będzie już dziewięć miesięcy, od kiedy... - nie dokończyła. Oboje wiedzieliśmy od czego minął ten czas i co wtedy robiliśmy. Od kiedy się zmieniłem.
- Słyszałam, że zostałeś alfą..
-Tak. A ty masz.. córkę.
- Tak. Mumtaz ma sześć miesięcy i niedługo idzie do szkoły. Jest moją jedyną córką. Nie wiem co bym zrobiła gdyby było więcej szczeniąt.
- A jej ojciec?
- Nie żyje. - odpowiedziała niemal od razu. - Mumtaz go nie zna. Odszedł gdy byłam w ciąży. Właściwie, to gdy zaszłam.
- Rozumiem. Bardzo mi przykro. - popatrzyłem w jej przez chwilę nieobecne oczy. - Gdzie teraz mieszkacie? Małą widzę pierwszy raz...
- Zielony las. Zawsze się gdzieś mijaliśmy. Z resztą zaszyłam się tam i nie wychodziłam. 
- Powodzenia, Kathie. Spóźniłem się już dwie godziny do pracy, a pacjenci czekają. Do zobaczenia, Kathie. - ukłoniłem się i popatrzyłem w dół. - do widzenia, Mumtaz. Bądź grzeczna i opiekuj się mamą. - uśmiechnąłem się, gdy mała mnie przytuliła. Łapą delikatnie dotknąłem jej główki nie wiedząc w ogóle jak postępować ze szczynem.  - Kathie, wszystko okay? - zmrużyłem oczy patrząc na białą suczkę. 
- Ja.. tak. - westchnęła. 
- Do widzenia. - puściłem oczko małej i podszedłem pod wzgórze. 
- Holizon! - usłyszałem, więc się odwróciłem i machnąłem jeszcze łapą na pożegnanie. 


Sprawa małej Mumtaz nie dawała mi spokoju. Wreszcie badając wzrok jednej z suczek doszedłem do konkretnego wniosku. Mała Mumty ma sześć, prawie siedem miesięcy, a ja i jej matka ostatnio widzieliśmy się dziewięć miesięcy temu, gdy po raz ostatni odwiedziła mnie w jaskini. Już wtedy się zmieniałem na lepszą osobę, ale nadal było ciężko i..
Nieświadomie złamałem ołówek. Czy.. czy ona.. NIE. TO NIE JEST MOŻLIWE. CZY.. CZY MOGĘ BYĆ OJCEM MUMTAZ?!
Matko Boska i wszystko co najświętsze.. Nie. Przecież to nie może być prawda. Na pewno nie. Coś sobie uroiłem. To nakrapiane dziecię nie jest moje.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi, a zza nich wyjżał znajomy, piękny łepek.
- Witaj Nuti. - uśmiechnąłem się, gdy mijała się w drzwiach z wychodzącą pacjentką.
- Hej, kochanie. - podeszła przytulając się do mojego kołnierza.

Nuti dramat... Co ja właśnie zrobiłam...?


poniedziałek, 5 września 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

- Nie! - krzyknąłem. - Uwielbiam gonić owce. Kiedyś przychodziłem tutaj z grupą znajomych i.. ale się działo..! - prawie się zaśmiałem.
- A więc?
- Dajemy. - uśmiechnąłem się schylając bliżej ziemi.
- To teraz się skradamy, tak? - zapytała.
- Aleś ty niemądra. Oczywiście że tak. - przewróciłem z uśmiechem oczyma i liznąłem ją po nosie.
Przyczailiśmy się obierając cel.
- Owce wiedzą, że jesteśmy drapieżnikami. Jeśli psy pracują w charakterze pasterskim, to też nie przyjaźnią się z nimi, ale udają wroga. - szepnąłem.
- Skąd ty to wiesz?
- Tu i tam, tam i tu.. Chodźmy. Tam jest człowiek. Od niego z daleka. - wskazałem pyskiem.
- O! Widzisz ten bujny ogon unoszący się ponad trawą? To pies pasterski. Zaraz będzie zaganiał owce do tamtego rogu, a my mu w tym przeszkodzimy. Chodź! - krzyknąłem na koniec i wstałem pędząc w kierunku zwierzyny. Wadera naturalnie pobiegła za mną. Podbiegliśmy do jednego kąta i spłoszyliśmy wełnę. Usłyszeliśmy za sobą oburzone krzyki pasterza nakłaniające podopiecznego do reakcji. Do naszych uszu, wśród przeróżnych beków , dobiegł też głos zbulwersowanego psa. Poznałem go po głosie.
- Z drugiej! - wrzasnąłem do Nuti, która też bawiła się przednio. Okrążyliśmy owce.
- Horizon! Znowu psujesz mi pracę! - obydwoje usłyszeliśmy nieco zły, ale głównie rozbawiony głos. Zatrzymałem się na chwilę.

Znalezione obrazy dla zapytania psy pasterskie owce
- Witaj, Hamfrey. - przywitałem się z borderem.
- Hej, Rise. Dawno się nie widzieliśmy, ale zawsze jak nas odwiedzasz, to płoszysz mi stado. - wadera usłyszała ten czysto górski akcent należący do psa. - A tej pani jeszcze nie znam.. - uśmiechnął się.
Z jednej strony go rozumiałem. Zawsze zjawiałem się u niego z inną suczką..
- Uh? No tak! To jest Hamfrey. - zwróciłem się do Nuti. - A to jest Nuti. Moja ukochana, partnerka i razem ze mną samica alfa. - pochwaliłem się.
- Ohoho!  To dużo zmian u Ciebie, widzę! Wyszedłeś na ludzi! Witaj Nuti! - uśmiechnął się szeroko. Zawsze podziwiałem optymizm tego bordera.
- Michał nie będzie zły? - wskazałem na człowieka.
- Niee! On już Cię zna i wie, że nie jesteś głoźny! Tylko panienka wygląda trochę jak wilk, ale on zrozumie..!

Nutiś?

piątek, 2 września 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

- Jednak ja jestem trochę inną łanią! - krzyknąłem uciekając.
- Tak? A niby czy się różnisz? -zaśmiała się.
- A więc.. - wziąłem oddech uważając, żeby się nie przewrócić. - Po pierwsze, za bardzo mnie kochasz, żeby mnie zabić..
- Yhm. A po drugie?
- A po drugie.. - zrobiłem pauzę wskakując na drzewo. Zacząłem się błyskawicznie wspinać i usiadłem na gałęzi. - Ta sarna potrafi chodzić po drzewach. - wskazałem na siebie.
- E. Poczekam aż zejdziesz.
- Kanibalizm jest surowo zabroniony. - położyłem się kładąc łapę na łapę. Nuti ułożyła się pod drzewem. Nie zamierzałem zejść. Dopiero gdy przysnęła. Otworzyłem pomału oczy i w ciszy zeskoczyłem na dół. Przez chwilę poczułem się jak skradający lew w afrykańskich gęstwinach. Poduszki bezszelestnie stykały się z podłożem. Doszedłem do niej i położyłem za nią, tak, żeby ją przytulać. Zacząłem bawić się kosmykami jej sierści. Nie obudziła się, więc również zasnąłem.
Podobnie stało się piętnaście minut później. Obudziłem się i w łapie kręciłem sobie jej futro. Tym razem z odwrotnym skutkiem.
- Em.. Kotku.. Kici.. kici.. - zaczęła gadać przez sen.
Przystawiłem pysk do jej ucha i najdokładniej jak potrafiłem, wydałem z siebie ciche "Miau".
- Co? Boże, Horizon! - zaśmiała się otwierając oczy.
- Miau. - powtórzyłem ale już nie tak dobrze jak za pierwszym razem. Nie umiałem miauczeć, ale chyba nie było to dziwne. Przecież jestem p s e m.
- Co, Mruczku? - pogłaskała mnie po głowie i zaczęła łapą kręcić po niej kółka tak, jak już zwykła to robić.
- To bardzo przyjemne. - zamknąłem oczy.
- Wiem.

Nuti?

środa, 31 sierpnia 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

- Zdajesz sobie sprawę, że od teraz jesteśmy parą? - uniosłem brew patrząc w ogniki w jej oczach.
- No tak.. Tak się skupiłam na słowie 'alfa' , że mój strach jakoś to odrzucił.. - westchnęła i przez chwilkę odwróciła wzrok, żeby zaraz wbić go z powrotem we mnie. Uśmiechała się od ucha do ucha. Tak jak, z resztą, ja. Byłem tak szczęśliwy. Zgodziła się.
 - Nareszcie jesteśmy razem! - krzyknęła i pisnęła na końcu. Pocałowała mnie bardzo delikatnie... i jeszcze raz.. jeszcze raz..


Wschodzące słońce raziło mnie w oczy. Otworzyłem jedno z nich i coś mruknąłem. Popatrzyłem przed siebie, na śpiący pysk wadery i uśmiechnąłem się. Leniwie wstałem i podszedłem do okna. Rozejrzałem się po okolicy i zamknąłem okiennice. Na dźwięk wprawionych w ruch zawiasów, Nuti zaczęła przez sen nasłuchiwać i chwilę później miała otwarte oczy.
- Dzień dobry. - mruknąłem patrząc na nią.
- Hej. - uśmiechnęła się szeroko, przeciągając.
Podszedłem do ramy łóżka i dałem jej całusa.
- Ale mi się fajnie spało. - wskazała na puchową poduszkę. - Tobie też?
- Śpię tu odkąd pamiętam. Jestem przyzwyczajony. - uniosłem brew.
- A no tak.. Zapomniałam. - zaśmiała się.
- Jeśli nie chce ci się wstawać z łóżka, to nie wstawaj, a ja pójdę na dół po jakiejś jedzenie. - wzruszyłem ramionami. Wiedziałem, że chce jeszcze zostać.
- Dzięki. - humor jej strasznie dopisywał. Z resztą mi też..
Powoli zszedłem ze schodów ostatni raz ziewając. Obudziłem się dopiero w pełni, w kuchni. Przygotowałem jajecznicę ze szczypiorkiem i kawałkami mięsa. Coś nowego. Do tego szaszłyki z sarniego mięsa zawiniętego w plastry sera, bądź cukinii i pieczonego królika. Nim się obejrzałem, znajoma osoba zeszła na dół.
- Ściągnął cię z łóżka zapach jedzenia? - to było raczej stwierdzenie, niż pytanie.

Nuti? c:



wtorek, 30 sierpnia 2016

niedziela, 28 sierpnia 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

- Jest piękna. - wyznałem.
- Prawda? - widziałem jak bardzo się jej podoba. Pięknie wyglądałaby na jej szyi. Ciekawe tylko czy na wie, do czego ta ozdóbka.
- Wiesz, że jutro wychodzę? - pochwaliłem się.
- tak? - zapytała radośnie dla pewności.
- Alex odprowadzi mnie do domu, bo muszę co nieco porobić. Moglabyś przyjść jutro o 18 na kolację?


Wszystko poszło gładko i o 13 zostałem wypisany do domu. W środku przywitałem się z lokajem i poprosiłem go, żeby przygotował kolację, bo sam nie miałem siły.Wypłaciłem mu też należną, tygodniową wypłatę. Na początku odwracał się słysząc o pieniądzach, ale wcisnąłem mu je do łapy prawie na siłę. Podziękował, chociaż stwierdził, że nie powinien dostać tyle, bo gdy mnie nie było, to prawie nic nie robił.
Zbliżała się 18. Rozpalałem ognisko w salonie, a przyjaciel ustawial na stoliku dania i wino. Patrzyłem na obrożę schowaną w pięknym wiśniowym, wyłożonym poduszką pudełku.
Włączałem właśnie radio, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Lokaj już chciał otworzyć, ale go pogoniłem.
- Umiem otworzyć drzwi. Możesz już zmykać do siebie.
- Rozumiem. - przytaknął i ulotnił się.
Za dębowymi drzwiami ujrzałem piękno samo w sobie. Piękna wilczyca o zabójczym, głębokim spojrzeniu. Wyglądała jednak.. trochę inaczej. Starannie wyczesane futro. To chyba było to.
- Hej. - mruknąłem puszczając jej oczko. - wejdź. Pięknie wyglądasz.
- Dzięki. Zarumieniła się.
Zjedliśmy obiad i rozlałem słodkie wino. Z osiemnastej, zrobiła się 21.
- Zatańczysz? - wstałem włączając odpowiednią piosenkę. Everything i do, i do it for you. - Bryan Adams.
Wstała z gracją trzymając moją łapę. Zaczęliśmy tańczyć wolnego. Położyła głowę na moim ramieniu, a ja zacząłem śpiewać.
W między czasie kierowałem ją do kilku obrotów i cierpliwiie uczyłem ją kierować łapami.

Look into my eyes, you will see 
What you mean to me 
Search your heart, search your soul 
And when you find me there, you will search no more 

Don't tell me it's not worth tryin' for 
Can't tell me it's not worth dyin' for 
You know it's true 
Everything I do, I do it for you 

Look into your heart, you will find 
There's nothin' there to hide 
Take me as I am, take my life 
I would give it all, I would sacrifice 

Don't tell me it's not worth fightin' for 
I can't help it, there's nothin' I want more 
You know it's true 
Everything I do, I do it for you 

There's no love like your love 
And no other could give more love 
There's nowhere unless you're there 
All the time, all the way 

Look into your heart, babe

Oh, you can't tell me it's not worth tryin' for 
I can't help it, there's nothin' I want more 
Yeah, I would fight for you, I'd lie for you 
Walk the wire for you – yeah, I'd die for you 

You know it's true 
Everything I do, oh, I do it for you


Posłała mi uśmiech i na powrót się przytuliła.
- Kocham Cię. - wyznała mocniej mnie przytulając.
- Mam pytanie, wiesz? - przegryzłem wargę. Zdobędę się na to. Odważę. Chcę tego jak nigdy wcześniej. 
- Tak? 
Podszedłem do kolii i otworzyłem pudełko, po czym na powrót zjawiłem się obok wadery. Zasłoniła łapą pyszczek patrząc to na obrożê, którą sama sobie kupiła, to na mnie.
- Kocham Cię Nuti Yvette. Najmocniej na świecie. - zrobiłem pauzę. - Czy zostaniesz moją partnerką i razem ze mną alfą Sfory Psiego Głosu?

Nuti? *°*

sobota, 27 sierpnia 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

Rozmowa z Mizu tylko mnie w tym upewniła. Wiedziałem co należy zrobić, jeśli na prawdę się kogoś kocha. Bałem się tego i to bardzo. To miało być coś, czego nigdy wcześniej nie zaznałem. Zdawałem sobie sprawę z tego, że nie powinienem się obawiać ani trochę. Byłem pewny, że to minie, bo jest bezpodstawne i bezsensowne.

Następnego dnia przyszła do mnie Nuti.
- Jak się czujesz? - zapytała.
- Bywało lepiej ale antybiotyki chyba zaczynają działać. - mruknąłem
- Potrzebujesz czegoś? - zapytała trochê nieobecna. Coś ją gryzło.
- Nie. - pokręciłem głową, aby zadać jej ważne pytanie. Jednak czegoś potrzebowałem. - Nuti, co się dzieje? - zmarszczyłem brwi. Wiedziałem co, a raczej kto. Mizu.
- Nic. - wykręciła się.
- Przecież widzę. - przekręciłem oczyma. - Mniejsza. Powiesz mi później. - urwałem. - Pomogłabyś mi? Potrzebuję czegoś z Pyskowic, a sam nie dam rady iść.. Chyba wiesz dlaczego.. - wskazałem  wszystkie te ustrojstwa.
- Rozumiem. Co to mialoby być? - ciekawa była tego, co potrzebuję. Podziwiałem w tym momencie jej piękne rysy.. Kolory..
- Proszę Cię jak najlepszą przyjaciółkę, którą jesteś. Idź do mojego domu i poproś lokaja o gotówkę. Jeśli go nie będzie, to podejdź do starej komody drewnianej w salonie i otwórz trzecią szufladę. Będą tam pieniądze. Idź do Pyskowic i wejdź do sklepu jubilerskiego. Wybierz najpiękniejszą obroże dla dużego psa, weź ją i w jej miejscu zostaw należność taką, jaką zobaczysz na metce.
- W jubilerskim? - uniosła brew. W ogóle nie rozumiała po co to i na co.
- Bogaci ludzie kupują takie swoim psom, więc w tamtym sklepie jak najbardziej. Wybierz tą, która ci się najbardziej podoba i nie patrz na cenę. Wyjdź zanim Cię zauważą. Ufam w to, że masz dobry gust, bo niejeden raz to pokazałaś.
- To wszystko? - nadal była zmieszana
- Tak. Sklep jest dzisiaj otwarty do 17.
- Cholerka. Jest 15. Zdążę?
- Powinnaś. Ale.. - Krzyknąłem gdy wychodziła. Popatrzyła na mnie.
- Uważaj, Nuti.

Nuti? Wybacz. Ale mam słabą baterię...

czwartek, 25 sierpnia 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

- Kochanie.. - westchnąłem biorąc jej łapy w swoje.
W tej chwili dotarło do mnie, że chyba pierwszy raz się tak do niej zwróciłem.
- Jesteś dla mnie najważniejsza, uwierz. Przed nikim innym nigdy nie otworzyłem się tak, jak przed Tobą, ale..
- Ale? - spojrzała w moje oczy.
- Wiem, że powinienem zmienić to w sobie, ale nie umiem mówić innym o rzeczach dotyczących mnie, mojego zdrowia, czy czegokolwiek w związku z tym. Powinienem być z Tobą szczery. Tak. Wiem. Przepadło. - wzruszyłem ramionami na moment odrywając od niej swój wzrok. - Przepraszam Cię bardzo mocno. Postaram się, żeby to się więcej nie przytrafiło. Mój błąd, ale w końcu wziąłem te antybiotyki. Nie dla mnie, czy dla kogokolwiek innego. Może odrobinę dla sfory. - ostatnie zdanie mruknąłem trochę ciszej, jednak na tyle, żeby mnie usłyszała. - Zrobiłem to dla Ciebie, kochanie. - po raz kolejny użyłem tego słowa. Bardzo przyjemnie wymawiało mi się je w kierunku do Nuti. -  Nuti Yvette, czy dasz radę mi wybaczyć?
Tylko mnie pocałowała na co natychmiast oddałem.
- Wiem, że będę jeszcze być może popełniał błędy, bo nie wiem jeszcze wielu rzeczy o miłości, ale jestem pewien, że przy Tobie się nauczę.. - dodałem, gdy skończyliśmy.
- Ja to wiem. - uśmiechnęła się.

Antybiotyki muszę brać trzy miesiące. Co ja będę wtedy ze sobą robił? Dobrze, że chociaż będzie już zima i nie będę cierpiał patrząc jak inni godzinami przesiadują w wodzie. Mi jedynie wolno się wykąpać i na ląd. Tragedia. Przecież kocham pływać.
 Powód, dla którego muszę spożywać lekarstwa, a jednocześnie ktoś, dzięki komu ten czas minie mi zdecydowanie szybciej i przyjemniej, siedział na przeciwko mnie.
- Co się tak patrzysz? - wyszczerzyła w moim kierunku białe ząbki.
- Nie mogę? - uniosłem z cwanym uśmieszkiem brew. - Cuda nie zdarzają się zbyt często, a ja mam jeden przed sobą.
- Przestań. - zarumieniła się lekko.
- A jak mam do Ciebie mówić? Kotku?
- Nie obrażaj mnie.
- Tylko zacytowałem. - przewróciłem oczyma. Uwierzcie mi. Psy nie znoszą, gdy ktoś mówi do nich "kotku". Zastanawia mnie tylko, dlaczego zakochani ludzie nie mówią do siebie "Psiaku". Przecież wiadomo, że psy są o niebo lepsze od kotów..
- Dobre wieści! - usłyszałem znajomy głos. Do pokoju wkroczył Geris. - Za cztery dni najprawdopodobniej wyjdziesz. - uśmiechnął się w stronę Nuti, a następnie moją.
- To nie są dobre wieści. Wolałbym wyjść dzisiaj. - westchnąłem.
- Ciesz się i z Tego. Jutro odbędzie się narada alf, bet i gamm. Nie możesz przybyć na Olimp, więc będzie ona tutaj.. - wskazał łapą pomieszczenie. - lub w gabinecie lekarzy. - machnął daleko pokazując kierunek, gdzie mieści się tamten pokój.

Nuti? :33 <3

Od Horizona C.D. historii Nuti

- W miarę. - westchnął pies ściągając z pyska maskę.
- I jak, zdecydowałeś? - popatrzyła na niego wyczekująco.
- Proszę, Nuti. Możemy teraz o tym nie mówić..? - posłał jej spokojny uśmiech, w którym można było zauważyć delikatnie ból.
- Więc o czym mamy mówić? - widocznie była nadal urażona postępowaniem alfy.
- Po prostu tutaj bądź.
- Em.. Dobrze. - westchnęła kładąc się na podłogę obok.
Zdołał jeszcze szepnąć ciche "Dziękuję".

Po południu ponieważ była piękna, wręcz gorąca pogoda, mogli wyjść na chwilę przed szpital. Horizon znów cieszył się wiatrem w sierści.
- Coraz bardziej zaczynam rozumieć co czułaś, gdy tyle czasu dochodziłaś do siebie w szpitalu.
- Widzisz? Są jakieś plusy. - zaśmiała się.
Było wręcz upalnie. Czuć było w powietrzu Pyskowicki, stopiony asfalt.
- Ale bym się teraz wykąpał w jeziorze.. - mruknął z grymasem.
- Nie trzeba było się rozchorowywać. Teraz przez długi okres nie będziesz mógł się kąpać w niczym.
- Dobrze przynajmniej,  że zaczyna się jesień. - wzruszył ramionami.
Długo nie posiedzieli. Kelpie po dziesięciu minutach, i tak ubłaganych i przedłużonych o ile można, wyszła, żeby zawołać ich do środka. Aussie mamrocząc coś pod nosem wszedł do sali i ponownie wylądował w łóżku.
- Błagam, zrób coś z tymi piszczadłami wszystkimi, bo mnie trafi szlag. - przewrócił oczyma. Będąc przez krótki czas na świeżym powietrzu i teraz wracając znów musiał się przyczaić do maszyn.
- Jeśli nie weźmiesz leków, takie dźwięki będziesz musiał słuchać częściej. - starała się go przekonać.
- Proszę, Nuti.
- Ale dlaczego nie chcesz chociaż dać sobie szansy?! Dać szansy mi.. NAM?! Ja chcę mieć Ciebie przy sobie i nie obchodzi mnie to, że nie chcesz wziąć tych cholernych leków! Nie bądź takim okropnym egoistą! Dlaczego myślisz tylko o sobie?! Może ja nie chcę, żebyś umierał?! - zaczęła krzyczeć, gdy wszystkie jej emocje się skumulowały.
- Ale Nuti.. Proszę.. - mówił bardzo spokojnie. - Zostań, proszę...
Jednak wyszła. Udała się do gabinetu lekarzy, żeby powiadomić o tym, że już wychodzi.
- Alex.. Próbowałam, ale się nie udało. On nie chce wziąć tych leków. - w jej oczach nagromadziły się łzy.
- Ale.. On już je wziął... Nic Ci nie powiedział?

Nuti? :') <3

środa, 24 sierpnia 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

- Role się odwróciły, co? - ledwo dałem radę się zaśmiać.
- Trochę - podzieliła mój entuzjazm.
- Umieram, Nuti. - spojrzałem z powagą w jej oczy.
- Ale jak to? - spoważniała. - Żartujesz. - prychnęła.
- Nuti, to jest bardzo ciężkie zapalenie płuc. Nie wiadomo czy wyjdę z tego tak szybko.
- Trudno. Będę tutaj czekać.
- Jesteś kochana. - przyznałem.
- Wiem o tym! - zaśmiała się.- zwłaszcza, że jakiś czas temu ktoś siedział tutaj ze mną.
Nagle jeszcze bardziej zaczęło mnie drapać w gardle. Zacząłem dusić się kaszlem i w ostatniej chwili zdążyłem wcisnąć czerwony przycisk koło łóżka, aby wezwać lekarzy.
 - Horizon?! - krzyknęła z przerażeniem wadera. Nie wiedziała co robić, a ja czułem, że zaraz wypluję płuca. Ból rozdzierał całą moją klatkę.
W chwilę później przybiegła Kelpie i podała mi inhalator z tlenem. Zaciągnąłem się gazem, gdy tylko maska dotarła na mój pysk. Zacząłem szybko dyszeć i próbowałem to uspokoić wciąż czując się okropnie.

Pół godziny później usłyszałem rozmowę za drzwi jaką prowadził mój ojciec i moja ukochana.
- To już jego trzecie zapalenie płuc wciągu roku. - wyznał.
- Ale jak, to? **** ***** ******* ******? - zadała pytanie, którego nie usłyszałem dokładnie. Chyba ściszyła głos. Myślę, że było to coś w stylu 'I nic nie da się zrobić? '
- Niestety. - westchnął Alex. - Jest w grupie ryzyka, odkąd był ofiarą wilków i stracił nerki. Efekt uboczny tortur. - ciężko przechodziło mu to przez pysk.
Uśmiechnąłem się słysząc jego słowa.
- I co będzie dalej?
- Nie wątpię, że może dostać ponownego zapalenia płuc za jakiś czas. Z czasem będą one coraz bardziej niebezpieczne, Wystarczyło tylko to, że się przeziębił i nadwyrężył narząd oddechowy. Być może gdzieś na deszczu, albo kąpiąc się w zimny dzień. Może to jeszcze leczyć zanim jeszcze nie jest za późno. Wystarczy brać antybiotyki i myślę, że udałoby się,  ale jemu nic nie wytłumaczysz. Jest uparty i wie, że naraża życie i tak robiąc to, co robi. Nuti.. Jesteś jedyną nadzieją. Spróbuj przemówić mu do rozsądku.
Uśmiechnąłem się jeszcze bardziej, zamykając powoli oczy. Taki jestem.. Co zrobić.

- Słyszałam o Twoich poczynaniach, młody psie. - po minie Nuti wnioskowałem, że jest na coś zła. Spojrzałem na nią tylko pytająco i uniosłem brew znad tlenowej maski.

Nutiś? Dramat :')

wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Horizona C.D. historii Cayle

- I co? O czym plotkujecie? - dosiadłem się do nich.
- Obgadujemy Cię. - Vincent wzniósł kieliszek z winem upijając łyk.
- Nic nowego. - odgryzłem mu się. - To co Cayle? Jak Ci się podoba?
- Znośnie. - ucięła. Wiedziałem, że więcej z niej na razie nie wycisnę.
- Umiesz tańczyć? - krzyknąłem przez muzykę.
- Em.. Nie zbyt.
- W takim razie Vini Cię nauczy. Jest doskonałym nauczycielem. Vincenty! Zaproś Panią do tańca!
- Ależ naturalnie i z ogromną chęcią. Cayle, zgodzisz się ze mną zatańczyć jeden taniec? - zapytał kłaniając się w pół.
- E.. - widać było, że się zastanawia, więc odrobinę ją popchnąłem w stronę jej partnera do tańca. Nie miała wyjścia i poszła. Fajnie razem tańczyli. Szybko złapała i wyglądało jakby oboje mieli wieloletnią wprawę. Jednak Vincenty, to na prawdę ekstra nauczyciel. Pokiwałem z niedowierzaniem głową.

Cayle?

Od Horizona C.D. historii Nuti

Dzień w Pyskowicach zleciał im bardzo szybko i przyjemnie. Nie było żadnych incydentów, ale gdy mieli przejść przez znajome mu przejście dla pieszych obeszli wszystko dookoła.
- To.. to tu? - zapytała
- Tak. - uciął i nic więcej o tym nie mówili.

Pies odprowadził waderę do jaskini i sam poszedł do swojej. Mieli spotkać się nazajutrz o 10 nad ranem. Ustalili, że Horizon po nią przyjdzie, jednak on się nie pojawił. Nuti zaczęła go gorączkowo szukać. Na prawdę tym razem napędził jej stracha. Zwłaszcza, że nie było go w swojej jaskini. Dopiero o 14, zrezygnowana zawitała w progach Hospitallo, aby poprosić o pomoc Alex'a. Ten jednak wiedział, gdzie znajduje się jego syn.
- Trzecia sala na lewo. - wskazał. Jednak nie siedź długo, dobrze? Musi odpocząć.

***Horizon***

Do mojej głowy zaczęły dochodzić najróżniejsze odgłosy. Zobaczyłem przed sobą zamazaną sylwetkę i usłyszałem czyiś głos.
- Czy.. Czy ja umarłem? - zdołałem wymamrotać.
- Nie. Jesteś wśród żywych.
Wzrok mi się wyostrzył i przed sobą ujrzałem Nuti.
- Przepraszam, że nie przyszedłem po Ciebie. Nie pozwolili mi.- mruknąłem.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęła się lekko. - Ale co Tobie się stało?
- Nic wielkiego. Zapalenie płuc. - kaszlnąłem. - Do tego chyba mam gorączkę.
- Chyba?! Jesteś rozpalony!
- Przepraszam, Nutiś. Zawiodłem Cię. - westchnąłem i powoli oddychając przymknąłem oczy. Chyba ze zmęczenia zasnąłem.


Nutiś? :C

Od Horizona C.D. historii Nuti

Spacerowaliśmy po brzegu. Fal nie było prawie w ogóle. Słońce odbijało się w tafli jak w lustrze.
- Horizon? - zapytała po jakimś czasie.
- Słucham? - przystanąłem i zbadałem ją wzrokiem. - Coś nie tak?
-Nie, nie.. Wszystko w porządku. - uśmiechnęła się chcąc mnie zapewnić o prawdziwości swoich słów.
- W takim razie o co chodzi?
- Co później będzie? W sensie, wiesz.. Dalej? Codziennie będziemy robili obchód, albo szli na spacer, polowali i .. to wszystko? Co będzie z Nami?
- Kiedyś czułem się podobnie jak ty, ale musisz wiedzieć, że żaden dzień nie jest taki sam i nic nie zdarza się dwa razy. Wiesz, kiedyś gdzieś słyszałem taki wiersz.. Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. - wyrecytowałem z pamięci. - "Żaden dzień się nie powtórzy. Nie ma dwóch jednakich nocy. Dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy. "
- Piękne. - uśmiechnęła się
- Prawda? Wiesz.. Czasami tylko dla Ciebie chce mi się wstawać rano z łózka.
- Jesteś uroczy. I będę Ci to powtarzać na okrągło. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też, Nuti. Już raz Ci to powiedziałem. Jak się coś zmieni, dam Ci znać. - zaśmiałem się.

Nuti?:v

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

- Musi się coś stać, żebym przyszedł? - uniosłem brew wchodząc do środka.
- Racja. - pacnęła się w głowę.
Przeciągnęła się i usiadła.
- Chcesz coś do picia? Jeśli tak, to. AAAWWH - ziewnęła. - idź i sobie weź.
- Śpiąca królewna. - podsumowałem wpatrując się w waderę.
- Nie muszę przypominać chyba kto jest męską wersją tej postaci. - wskazała na mnie łapą.
- A więc śpiąca królewna i śpiący..
- Książę. - dokończyła.
- Ale żeśmy się dobrali! - krzyknąłem.
- Para idealna. - wyszczerzyła w szerokim uśmiechu swoje białe ząbki.
Przewróciłem ją na plecy i sam upadłem na nią.
- Idealna, powiadasz? -mruknąłem z chytrym uśmieszkiem wymalowanym na pysku.
Otworzyła szerzej oczy.
- Pięknie pachniesz. - wyznałem, ale szybko się ocknąłem i polizałem ją w nos, wstając.
- Księżniczko, chodź na spacer. Jest piękna pogoda.

Nuti? Piszę z telefonu, więc krótkie.

sobota, 20 sierpnia 2016

Od Horizona C.D. historii Nuti

- Co? - zdążyłem zapytać, a ona skoczyła w dół. Lecieliśmy przez jakieś..cztery, do pięciu sekund? Po tym czasie, wpadliśmy do wody. Nie wypłynąłem jednak na powierzchnię. Z dna jeziora widziałem, jak suczka wychyla się ponad taflę wody. Wierciła się w tą i z powrotem. Pewnie teraz krzyczała coś w stylu: "Horizon, nie wygłupiaj się! Wyłaź! Gdzie jesteś?!" Podpłynąłem do brzegu i wyszedłem chowając się za konarami. Nie wiem, na prawdę nie mam pojęcia co mnie natchnęło na ten wygłup.
- Horizon! Gdzie jesteś? Horizon?! - prawie płakała. - Bing The Horizon, nie rób mi tego! Proszę! - Zaczęła nurkować i mnie szukać.
- Wow. - mruknąłem wychodząc. - To mnie wzrusza... i przekonuje. - oparłem się o drzewo.
Natychmiast do mnie podbiegła.
- Debilu! - krzyknęła w moją stronę. Mimo wszystko przytuliła mój kołnierz.
- Czegoś tu nie rozumiem. Jeszcze przed chwilą mnie kochałaś, a teraz jestem debilem...? - Mruknąłem.
- Bo nadal Cię kocham, idioto. Wystraszyłeś mnie! - odpowiedziała po chwili namysłu patrząc mi głęboko w oczy.
Oboje się zarumieniliśmy. Ona mnie kocha. Na prawdę mnie kocha. Czułem, że zaraz serce podskoczy mi do gardła, i bałem się, żeby kamień spadający z niego nie urwał mi czegoś po drodze.
Powoli przetrawiałem bieżące informacje. Nuti Yvette mnie kocha. I... O Boże. Czy ja też pierwszy raz w życiu doświadczyłem uczucia, które nie miało nigdy się w nim pojawić? Czy ten pies z tak złą przeszłością, za które dano mu pokutować otworzył swoje serce? Czy.. Czy ja się zakochałem?
- Nuti..  - zrobiłem krótką przerwę.  - Ja też Cię kocham. - z uśmiechem przymknąłem oczy przytulając ją do siebie, po czym szepnąłem jej do ucha: - Tak bardzo, bardzo.

Nutiś? *-* <3