Czasami jedna chwila może zmienić wszystko.
Dosłownie.
Moje życie odmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni, odkąd pojawił się w nim Rafaello. To on sprawił, że się zmieniłam i zaczęłam widzieć sens we wstawianiu codziennie rano. Dla niego... żyłam. Był powodem, dla którego po prostu mi się chciało. Nie potrafiłam wyobrazić sobie co by było gdybym nigdy go nie poznała. Westchnęłam i pokręciłam głową na samą myśl o tym. Co to by było za życie?
Ale mimo szczęścia, jakie otrzymałam od losu, czasami nadal potrzebowałam samotnych wycieczek. Musiałam odpocząć. Nie od Rafa, ale od reszty Sforzan. A nawet nie od nich... Od samego poczucia tłoku, od hałasu. Udawało mi się to osiągnąć jedynie w górach Farreferre. Najczęściej nikogo tam nie było, co bardzo mi odpowiadało. Nawet jeśli zdarzało mi się kogoś spotkać, rozmowy ograniczały się jedynie do Krótkiego "cześć" i wymuszonego uśmiechu. Trafiałam tu jedynie na psy podobne do mnie, takie, które jak ja potrzebowały chwili wytchnienia.
Bycie Betą było dla mnie bardzo trudne. Dawniej prawie nikt mnie nie znał, nie pytał o radę. Mogłam spędzać czas tylko w towarzystwie mojego Rafa, nikogo innego. Obecnie było to jednak niemożliwe. Rzadko zdarzały się dni, kiedy nie byłam do niczego potrzebna. Ale pogodziłam się z tym. Po pewnym czasie po prostu się do tego przyzwyczaiłam. Może nawet to polubiłam. A to już olbrzymi krok do przodu.
Poza tym teraz miałam Rafa. Odkąd stał się moim partnerem (nadal nie oswoiłam się z tym słowem. Przez całe życie był moim przyjacielem, teraz stał się kimś dużo ważniejszym), jakoś dzieliliśmy te obowiązki między siebie. Byłam mu niezmiernie wdzięczna za to. Dziś akurat poszedł w odwiedziny do Horizona, ja natomiast zostałam w domu. Długo tam nie wytrzymałam i wybrałam się na spacer w moje ulubione miejsce.
Podmuch wiatru uderzył w moją sierść. Niebo było niemalże całe zachmurzone, lecz na moje oko nie zbliżał się deszcz. Rozejrzałam się dookoła. W górach Farreferre zdążyłam poznać chyba prawie wszystkie ścieżki. Gdzie udać się dzisiaj?
Zaczęłam biec w kierunku najbliższej polany. Naszła mnie nagła chęć spędzenia tam trochę czasu. Zatrzymałam się przy wielkim jeziorze. Podeszłam do brzegu i zaczerpnęłam łyk wody. Przymknęłam oczy, rozkoszując się spokojem, jaki tu był. Otworzyłam je po chwili i podniosłam wzrok. Już miałam odwrócić się i iść dalej, gdy nagle coś przykuło moją uwagę. Pies.
Akurat w tym miejscu nie spodziewałam się nikogo.
Przez chwilę biłam się z myślami. Podejść do niego czy nie? Nie miałam dziś szczególnej ochoty na towarzystwo, jednak poczucie, że jako Beta mam pewne obowiązki, sprawiło, że nie odeszłam. Pies chyba mnie zauważył, ponieważ zaczął powoli zmierzać w moją stronę.
Może ktoś się nudzi i chciałby dokończyć? C;
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Freiheit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Freiheit. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 sierpnia 2017
poniedziałek, 31 lipca 2017
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Ich nosy zetknęły się ze sobą. Suczka zamknęła oczy, rozkoszując się jego obecnością. Gdzieś w głębi duszy zawsze o tym marzyła, nawet wtedy, gdy oboje byli jeszcze mali. Tylko że wówczas nie zdawała sobie z tego sprawy.
Ta noc była wyjątkowa. Spędzili ją wspólnie - i to już nie tylko jako bliscy przyjaciele. Byli parą, parą Beta.
***
Obudziła się późnym rankiem, wtulona w sierść bordera. Czuła jego spokojny, miarowy oddech oraz każde uderzenie serca. Nie ruszyła się z miejsca, tylko przytuliła się do niego mocniej i westchnęła z zadowoleniem. Zamknęła oczy jeszcze raz i odpłynęła w świat marzeń.
Śniło jej się, że biegli przez otwartą łąkę. Była tak szeroka, że rozciągała się przed nimi jeszcze przez dziesiątki kilometrów. Nie miała pojęcia, jak się tu znaleźli, ale... nie obchodziło ją to zupełnie, była szczęśliwa. Śmiali się, przepychali siebie nawzajem, o mało co nie lądując na ziemi.
Chciała, by tak wyglądał każdy jej dzień. Bez zmartwień, strachu i smutku. I czuła, że dzięki Rafowi takie będzie jej życie. Wiedziała, że zgoda na partnerstwo była najlepszą decyzją, jaką mogła podjąć.
***
- Frei. - Do jej uszy dobiegł głos Rafa. Brzmiał jakby przez mgłę, którą w rzeczywistości był jej sen.
- Mmm.
- Frei. - roześmiał się pies. Borderka podniosła głowę do góry, przed oczami pojawił się jej ukochany. Pocałowała go i uśmiechnęła się szeroko.
- Chyba strasznie długo spałam. - stwierdziła.
- To fakt. - przyznał Rafaello.
- Która godzina? - spytała, przeciągając sie i mrucząc z zadowoleniem.
- Nie wiem. - odparł. - Zrobiłem śniadanie.
Frei spojrzała w stronę, w którą wskazał. Znajdował się tam stos królików, różnych roślin i młoda sarna. Była zdziwiona i trochę zawstydzona tym, ile on dla niej robi. Chyba ona na to nie zasługiwała. Podziękowała, po czym oboje zabrali się do jedzenia.
Gdy skończyli, wyszli przed swoją dotychczasową jaskinię. Musieli pomyśleć o wyborze wspólnego mieszkania, ale na razie żadne z nich o tym nie myślało. Frei oparła głowę na 'ramieniu' Rafa, a on pochylił swoją tak, żeby dotknęła jej.
- Raf? - zagadnęła suczka.
- Tak? - odezwał się border, a po jego głosie wyczuła, że się uśmiecha. Odsunęła się tak, by spojrzeć mu w oczy.
- Zróbmy coś szalonego. - wyszczerzyła się.
- Co masz na myśli? - przekręcił głowę, robiąc to samo.
- Nie wiem. - zastanowiła się. - Chodźmy gdzieś. Może w góry. Albo nie. Tam już byliśmy. Chodźmy gdzieś, gdzie jeszcze nie byliśmy. - zapronowała, merdając ogonem.
Raf? ;*
Ta noc była wyjątkowa. Spędzili ją wspólnie - i to już nie tylko jako bliscy przyjaciele. Byli parą, parą Beta.
***
Obudziła się późnym rankiem, wtulona w sierść bordera. Czuła jego spokojny, miarowy oddech oraz każde uderzenie serca. Nie ruszyła się z miejsca, tylko przytuliła się do niego mocniej i westchnęła z zadowoleniem. Zamknęła oczy jeszcze raz i odpłynęła w świat marzeń.
Śniło jej się, że biegli przez otwartą łąkę. Była tak szeroka, że rozciągała się przed nimi jeszcze przez dziesiątki kilometrów. Nie miała pojęcia, jak się tu znaleźli, ale... nie obchodziło ją to zupełnie, była szczęśliwa. Śmiali się, przepychali siebie nawzajem, o mało co nie lądując na ziemi.
Chciała, by tak wyglądał każdy jej dzień. Bez zmartwień, strachu i smutku. I czuła, że dzięki Rafowi takie będzie jej życie. Wiedziała, że zgoda na partnerstwo była najlepszą decyzją, jaką mogła podjąć.
***
- Frei. - Do jej uszy dobiegł głos Rafa. Brzmiał jakby przez mgłę, którą w rzeczywistości był jej sen.
- Mmm.
- Frei. - roześmiał się pies. Borderka podniosła głowę do góry, przed oczami pojawił się jej ukochany. Pocałowała go i uśmiechnęła się szeroko.
- Chyba strasznie długo spałam. - stwierdziła.
- To fakt. - przyznał Rafaello.
- Która godzina? - spytała, przeciągając sie i mrucząc z zadowoleniem.
- Nie wiem. - odparł. - Zrobiłem śniadanie.
Frei spojrzała w stronę, w którą wskazał. Znajdował się tam stos królików, różnych roślin i młoda sarna. Była zdziwiona i trochę zawstydzona tym, ile on dla niej robi. Chyba ona na to nie zasługiwała. Podziękowała, po czym oboje zabrali się do jedzenia.
Gdy skończyli, wyszli przed swoją dotychczasową jaskinię. Musieli pomyśleć o wyborze wspólnego mieszkania, ale na razie żadne z nich o tym nie myślało. Frei oparła głowę na 'ramieniu' Rafa, a on pochylił swoją tak, żeby dotknęła jej.
- Raf? - zagadnęła suczka.
- Tak? - odezwał się border, a po jego głosie wyczuła, że się uśmiecha. Odsunęła się tak, by spojrzeć mu w oczy.
- Zróbmy coś szalonego. - wyszczerzyła się.
- Co masz na myśli? - przekręcił głowę, robiąc to samo.
- Nie wiem. - zastanowiła się. - Chodźmy gdzieś. Może w góry. Albo nie. Tam już byliśmy. Chodźmy gdzieś, gdzie jeszcze nie byliśmy. - zapronowała, merdając ogonem.
Raf? ;*
niedziela, 23 lipca 2017
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Były to najpiękniejsze słowa, jakie Frei usłyszała w całym swoim życiu. Poczuła łzę spływającą po jej sierści. Jeszcze nigdy nie była tak szczęśliwa, przerażona i zaskoczona jednocześnie. Szybko jednak wzięła się w garść. Zmrugała, by powstrzymać zbliżający się płacz, po czym otworzyła pysk, by coś powiedzieć. Zajęło jej to dłuższą chwilę.
Przed oczami pojawiły jej się wszystkie wspomnienia, jakie wiązała właśnie z Rafem. Dzień, kiedy się poznali. Ich pierwsze wspólne rozmowy i zabawy. Wiele razy wspólnie otarli się o śmierć, lecz jakimś cudem wyszli z tego cało... Problemy, które stwarzała tylko ona... Coś ścisnęło ją w środku. Nie była dobrą suczką, nie dało się ukryć, że do ideału brakowało jej wiele. Wiele razy była naprawdę nie do wytrzymania, a mimo to on zawsze jej wybaczał. Zdała sobie sprawę, że całe swoje dotychczasowe życie z nim spędziła. I była pewna, że chce, by dalej tak było. Przy nim była zupełnie inna.
Borderka podniosła wzrok, napotykając po drodze oczy Rafa. Były przepełnione niepewnością i czymś w rodzaju strachu, ale również miłością.
Czuła, że właśnie z Rafaello jej życie będzie takie, o jakim marzyłaby każda suczka. Nie wydawało jej się, że specjalnie na to zasługiwała. Tyle szczęścia trafiło się właśnie jej? Nie mogła w to uwierzyć. Nawet nigdy o tym nie marzyła. Frei po prostu nie wiedziała, że życie może być tak... wspaniałe. Pierwszy raz pomyślała o tym w ten sposób. Budząc się wtulona w sierść tego właśnie bordera, zupełnie inaczej spoglądałaby na świat.
- Tak... - usłyszała cichy pisk, do tego swój własny. Postanowiła się ogarnąć i odezwała się ponownie, tym razem głośniej. Jej głos zabrzmiał zdecydowanie. - Tak, zostanę. - uśmiechnęła się przez łzy, które ponownie wypełniły jej oczy. Były to jednak łzy szczęścia. - Kocham cię, Raf. Kocham cię całym sercem. - Zawsze chciała powiedzieć mu to w tak piękny sposób, jak on to potrafił. Jednak z tych wszystkich emocji zabrakło jej słów. Przez chwilą nie mogła się odezwać. - Jesteś powodem, dla którego wstaję codziennie rano. Dzięki tobie czuję, że żyję. - przełknęła ślinę. Tego rodzaju wyznania zawsze wydawały jej się przesłodzone, ale nie tym razem. Nie, dopóki sama tego nie powiedziała. Jej słowa były w pełni szczere.
Raf? ♥
Przed oczami pojawiły jej się wszystkie wspomnienia, jakie wiązała właśnie z Rafem. Dzień, kiedy się poznali. Ich pierwsze wspólne rozmowy i zabawy. Wiele razy wspólnie otarli się o śmierć, lecz jakimś cudem wyszli z tego cało... Problemy, które stwarzała tylko ona... Coś ścisnęło ją w środku. Nie była dobrą suczką, nie dało się ukryć, że do ideału brakowało jej wiele. Wiele razy była naprawdę nie do wytrzymania, a mimo to on zawsze jej wybaczał. Zdała sobie sprawę, że całe swoje dotychczasowe życie z nim spędziła. I była pewna, że chce, by dalej tak było. Przy nim była zupełnie inna.
Borderka podniosła wzrok, napotykając po drodze oczy Rafa. Były przepełnione niepewnością i czymś w rodzaju strachu, ale również miłością.
Czuła, że właśnie z Rafaello jej życie będzie takie, o jakim marzyłaby każda suczka. Nie wydawało jej się, że specjalnie na to zasługiwała. Tyle szczęścia trafiło się właśnie jej? Nie mogła w to uwierzyć. Nawet nigdy o tym nie marzyła. Frei po prostu nie wiedziała, że życie może być tak... wspaniałe. Pierwszy raz pomyślała o tym w ten sposób. Budząc się wtulona w sierść tego właśnie bordera, zupełnie inaczej spoglądałaby na świat.
- Tak... - usłyszała cichy pisk, do tego swój własny. Postanowiła się ogarnąć i odezwała się ponownie, tym razem głośniej. Jej głos zabrzmiał zdecydowanie. - Tak, zostanę. - uśmiechnęła się przez łzy, które ponownie wypełniły jej oczy. Były to jednak łzy szczęścia. - Kocham cię, Raf. Kocham cię całym sercem. - Zawsze chciała powiedzieć mu to w tak piękny sposób, jak on to potrafił. Jednak z tych wszystkich emocji zabrakło jej słów. Przez chwilą nie mogła się odezwać. - Jesteś powodem, dla którego wstaję codziennie rano. Dzięki tobie czuję, że żyję. - przełknęła ślinę. Tego rodzaju wyznania zawsze wydawały jej się przesłodzone, ale nie tym razem. Nie, dopóki sama tego nie powiedziała. Jej słowa były w pełni szczere.
Raf? ♥
piątek, 14 lipca 2017
Od Frei - CD historii Rafa
Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście.
Poczułam zbierające się w moich oczach łzy. Czułam się, jakby moje serce miało za chwilę wyskoczyć z radości. Wiedziałam, Raf czuł to samo. Zamknęłam oczy... i powoli je otworzyłam. Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie żadnego słowa.
- Raf... - zaczęłam.
Podobno nie da się zobaczyć w jednej chwili całego świata. Mnie się udało. Miałam w tym momencie przed sobą cały mój świat. Raf był najważniejszą osobą w moim życiu. Nie dałabym rady bez niego. Tyle razy mnie wspierał, mimo nie zawsze właściwego zachowania zawsze był przy mnie...
- Ja też cię kocham. - mój głos stawał się coraz bardziej cichy, aż w końcu zszedł do szeptu. - Jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjacielem...
Nie chciałam go stracić. Gdzieś w głębi duszy bałam się, że to nie wyjdzie. Przez całe życie się bałam. Mimo wszystko przejście z przyjaźni na "coś więcej" może wszystko zmienić. W tym momencie jednak moje obawy zniknęły.
Był to pies, z którym chciałam spędzić resztę swojego życia. Wiedziałam, że z nim mogę doczekać starości... Zbliżyłam się do bordera i pocałowałam go jeszcze jeden raz. I kolejny...
- I czuję to samo... - głos mi się załamał. Nie mogłam już się odezwać, więc czekałam. Po prostu czekałam.
Raf? <3 Przepraszam, że tak późno - szkoła, a później wypadek... ;/
Poczułam zbierające się w moich oczach łzy. Czułam się, jakby moje serce miało za chwilę wyskoczyć z radości. Wiedziałam, Raf czuł to samo. Zamknęłam oczy... i powoli je otworzyłam. Nie byłam w stanie wykrztusić z siebie żadnego słowa.
- Raf... - zaczęłam.
Podobno nie da się zobaczyć w jednej chwili całego świata. Mnie się udało. Miałam w tym momencie przed sobą cały mój świat. Raf był najważniejszą osobą w moim życiu. Nie dałabym rady bez niego. Tyle razy mnie wspierał, mimo nie zawsze właściwego zachowania zawsze był przy mnie...
- Ja też cię kocham. - mój głos stawał się coraz bardziej cichy, aż w końcu zszedł do szeptu. - Jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjacielem...
Nie chciałam go stracić. Gdzieś w głębi duszy bałam się, że to nie wyjdzie. Przez całe życie się bałam. Mimo wszystko przejście z przyjaźni na "coś więcej" może wszystko zmienić. W tym momencie jednak moje obawy zniknęły.
Był to pies, z którym chciałam spędzić resztę swojego życia. Wiedziałam, że z nim mogę doczekać starości... Zbliżyłam się do bordera i pocałowałam go jeszcze jeden raz. I kolejny...
- I czuję to samo... - głos mi się załamał. Nie mogłam już się odezwać, więc czekałam. Po prostu czekałam.
Raf? <3 Przepraszam, że tak późno - szkoła, a później wypadek... ;/
środa, 7 września 2016
Od Freiheit - CD historii Rafaello
To miejsce było cudowne. Dawno tak dobrze się nie bawiłam. Ochalywapliśmy się wodą i wzajemnie podtapialiśmy, podobnie jak szczeniaki, które widywałam jeszcze zanim stałam się dorosła. Nie mogłam powiedzieć tak o sobie, gdyż najczęściej trzymałam się boku. Wolałam tylko na to patrzeć niż brać w tym czynny udział. Jako szczeniak trzymałam się z Rafem, odpychając od siebie wszystkich innych, skutkiem tego jest to, że dziś poza nim nie mam nikogo tak bliskiego. Ale z drugiej strony nikogo więcej nie potrzebuję.
Kiedy wracaliśmy, było już późno. Słońce dawno zaszło, a na niebie pojawiły się już wszystkie gwiazdy. Księżyc, który tej nocy był w pełni, oświetlał nam drogę. Bez problemu dotarliśmy do mojej jaskini, gdzie dodatkowym światłem było Odbicie zimowe. Zostawialiśmy ślady łap w głębokim o tej porze roku śniegu. Mimo że były to dopiero pierwsze dni jesieni, tutaj mogłam nazwać to środkiem zimy.
Zasnęliśmy na moim posłaniu. Zamknęłam oczy i po krótkiej chwili odpłynęłam, wtulona w miękką sierść bordera.
Wracając z góry wojny, spotkałam moich rodziców.
- Frei, masz chwilkę? - zwrócili się do mnie. Miałam, dlatego udałam się z nimi. Nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo ta rozmowa i ich decyzja wpłynie na moje życie...
Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Nie odwróciłam się.
- Wiedziałem, gdzie cię szukać. - znajomy głos zabrzmiał ciepło. Westchnęłam cicho i usiadłam, spoglądając na Rafaello. - Czy coś się stało?
Pokiwałam powoli głową w milczeniu, nie będąc w stanie wykrztusić z siebie ani słowa.
- Mogę spytać, co? - zapytał spokojnie. Nie zmuszał mnie do odpowiedzi. Pozwolił mi wybrać. Zdołałam wymamrotać pod nosem "mhm".
Wzięłam głęboki wdech i odezwałam się po raz pierwszy, odkąd pies się tutaj znalazł.
- Nie uwierzysz, co się stało. - Posłał mi pytające spojrzenie, które w pierwszej chwili zignorowałam. Wiedziałam jednak, że nie tędy droga. Spojrzałam przyjacielowi głęboko w oczy. - Raf, zostałam Betą. - Nie wykrzyknęłam tego, nie wybuchłam płaczem. Po prostu pozostawiłam przyjaciela z tym fantem.
Na początku nie zareagował. Po chwili na jego pysku odmalowało się zaskoczenie, ale i spokój. Natomiast po mojej głowie krążyły tysiące przeróżnych myśli. Z jednej strony chciałam tego, ale naszły mnie również wątpliwości. Czy na pewno sobie poradzę? Czy nie zawiodę członków sfory? Czy dam radę w każdej chwili zastąpić Horizona i Nuti albo doradzać im w ważnych kwestiach?
Spojrzałam w oczy Rafaello, z niecierpliwością czekając na jego reakcję.
Raf? :3
Kiedy wracaliśmy, było już późno. Słońce dawno zaszło, a na niebie pojawiły się już wszystkie gwiazdy. Księżyc, który tej nocy był w pełni, oświetlał nam drogę. Bez problemu dotarliśmy do mojej jaskini, gdzie dodatkowym światłem było Odbicie zimowe. Zostawialiśmy ślady łap w głębokim o tej porze roku śniegu. Mimo że były to dopiero pierwsze dni jesieni, tutaj mogłam nazwać to środkiem zimy.
Zasnęliśmy na moim posłaniu. Zamknęłam oczy i po krótkiej chwili odpłynęłam, wtulona w miękką sierść bordera.
***
Minęło kilka dni od mojego ostatniego spotkania z Rafem. Ostatnio mój wierny przyjaciel oddał się swojej pracy, na którą wreszcie miał trochę więcej czasu. Natomiast ja jako morderczyni codziennie do upadłego trenowałam z Fartem. Mimo tego, że nierzadko po prostu brakowało mi tchu, dowódca wojsk nie odpuszczał ani mnie, ani komukolwiek innemu.Wracając z góry wojny, spotkałam moich rodziców.
- Frei, masz chwilkę? - zwrócili się do mnie. Miałam, dlatego udałam się z nimi. Nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo ta rozmowa i ich decyzja wpłynie na moje życie...
***
Siedziałam przy strumyku gdzieś w pobliżu mojego ulubionego szczytu w Farreferre. Liczyłam na to, że dźwięk wody wpływającej po skałach jakoś mnie uspokoi, lecz nic z tego. Mój oddech z każdą chwilą stawał się coraz szybszy, serce waliło jak oszalałe.Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Nie odwróciłam się.
- Wiedziałem, gdzie cię szukać. - znajomy głos zabrzmiał ciepło. Westchnęłam cicho i usiadłam, spoglądając na Rafaello. - Czy coś się stało?
Pokiwałam powoli głową w milczeniu, nie będąc w stanie wykrztusić z siebie ani słowa.
- Mogę spytać, co? - zapytał spokojnie. Nie zmuszał mnie do odpowiedzi. Pozwolił mi wybrać. Zdołałam wymamrotać pod nosem "mhm".
Wzięłam głęboki wdech i odezwałam się po raz pierwszy, odkąd pies się tutaj znalazł.
- Nie uwierzysz, co się stało. - Posłał mi pytające spojrzenie, które w pierwszej chwili zignorowałam. Wiedziałam jednak, że nie tędy droga. Spojrzałam przyjacielowi głęboko w oczy. - Raf, zostałam Betą. - Nie wykrzyknęłam tego, nie wybuchłam płaczem. Po prostu pozostawiłam przyjaciela z tym fantem.
Na początku nie zareagował. Po chwili na jego pysku odmalowało się zaskoczenie, ale i spokój. Natomiast po mojej głowie krążyły tysiące przeróżnych myśli. Z jednej strony chciałam tego, ale naszły mnie również wątpliwości. Czy na pewno sobie poradzę? Czy nie zawiodę członków sfory? Czy dam radę w każdej chwili zastąpić Horizona i Nuti albo doradzać im w ważnych kwestiach?
Spojrzałam w oczy Rafaello, z niecierpliwością czekając na jego reakcję.
Raf? :3
niedziela, 21 sierpnia 2016
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Stanęłam przed Rafem. Nie byłam przekonana do jego pomysłu.
- Raf, ja nie umiem tańczyć. - uprzedziłam go.
- Ja też nie. - roześmiał się.
- Ale ja nie umiem bardziej. - przekrzywiłam głowę, odsłaniając kły w uśmiechu.
- Cicho! - parsknął pies. Zamilkłam i poddałam się jego ruchom. Byłam jednak stanowczo zbyt spięta, by można to było nazwać tańcem. Raczej po prostu za nim szłam. Oparłam głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy z zadowoleniem.
Zostaliśmy dłużej. Horizon podał mi coś do picia, a ja nawet nie patrzyłam, co to jest. Po prostu się tego napiłam.
Muzyka była włączona chyba tak głośno, jak tylko się dało. Oprócz tego większość uczestników tej imprezy coś wołała, część próbowała również śpiewać. Natomiast druga część była już półprzytomna od ilości wypitego alkoholu. Reszta to byli ci, którzy postanowili przeżyć ten bal w normalny sposób, w tym ja i Raf.
Usiedliśmy na chwilę z boku, by coś zjeść. Byliśmy odsunięci od pozostałych psów, które siedziały i rozmawiały. Nie był to chyba jakiś poważny temat, gdyż co chwilę któryś z nich wybuchał śmiechem. Wśród nich dostrzegłam moją siostrę, Easy, oraz Devo, co mnie zbytnio nie zdziwiło. Oni nigdy nie mieli problemów w relacjach z innymi.
Spojrzałam mojemu przyjacielowi w oczy. Nagle wszystko inne przestało się dla mnie liczyć. Muzyka i krzyki stopniowo się wyciszały. Moje serce zabiło szybciej. Nasze pyski zbliżały się ku sobie, aż w końcu się spotkały. Zamknęłam oczy, wciągając się w wir pocałunku...
- Frei! - z zamyślenia wyrwał mnie Raf. Pomachał mi łapą przed oczami, patrząc na mnie z niepokojem. - Wszystko w porządku?
Zakręciło mi się w głowie.
Frei, ogarnij się, powiedziałam sobie, odrzucając od siebie tę wizję która pojawiła mi się w głowie. Co ja sobie myślałam... Raf był przecież moim przyjacielem, tak...? Poczułam, że palę się ze wstydu. Szybko jednak ogarnęłam się, potrząsając głową.
- Frei! - border prawie krzyknął.
- Och, wybacz. - westchnęłam cicho. - Wyłączyłam się.
Pies uniósł jedną brew, ale nich nie powiedział.
Raf? B)
- Ja też nie. - roześmiał się.
- Ale ja nie umiem bardziej. - przekrzywiłam głowę, odsłaniając kły w uśmiechu.
- Cicho! - parsknął pies. Zamilkłam i poddałam się jego ruchom. Byłam jednak stanowczo zbyt spięta, by można to było nazwać tańcem. Raczej po prostu za nim szłam. Oparłam głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy z zadowoleniem.
Zostaliśmy dłużej. Horizon podał mi coś do picia, a ja nawet nie patrzyłam, co to jest. Po prostu się tego napiłam.
Muzyka była włączona chyba tak głośno, jak tylko się dało. Oprócz tego większość uczestników tej imprezy coś wołała, część próbowała również śpiewać. Natomiast druga część była już półprzytomna od ilości wypitego alkoholu. Reszta to byli ci, którzy postanowili przeżyć ten bal w normalny sposób, w tym ja i Raf.
Usiedliśmy na chwilę z boku, by coś zjeść. Byliśmy odsunięci od pozostałych psów, które siedziały i rozmawiały. Nie był to chyba jakiś poważny temat, gdyż co chwilę któryś z nich wybuchał śmiechem. Wśród nich dostrzegłam moją siostrę, Easy, oraz Devo, co mnie zbytnio nie zdziwiło. Oni nigdy nie mieli problemów w relacjach z innymi.
Spojrzałam mojemu przyjacielowi w oczy. Nagle wszystko inne przestało się dla mnie liczyć. Muzyka i krzyki stopniowo się wyciszały. Moje serce zabiło szybciej. Nasze pyski zbliżały się ku sobie, aż w końcu się spotkały. Zamknęłam oczy, wciągając się w wir pocałunku...
- Frei! - z zamyślenia wyrwał mnie Raf. Pomachał mi łapą przed oczami, patrząc na mnie z niepokojem. - Wszystko w porządku?
Zakręciło mi się w głowie.
Frei, ogarnij się, powiedziałam sobie, odrzucając od siebie tę wizję która pojawiła mi się w głowie. Co ja sobie myślałam... Raf był przecież moim przyjacielem, tak...? Poczułam, że palę się ze wstydu. Szybko jednak ogarnęłam się, potrząsając głową.
- Frei! - border prawie krzyknął.
- Och, wybacz. - westchnęłam cicho. - Wyłączyłam się.
Pies uniósł jedną brew, ale nich nie powiedział.
Raf? B)
czwartek, 18 sierpnia 2016
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Suczka zamknęła oczy, a jej serce zabiło mocniej, gdy Raf był tak blisko niej. Chwilę myślała nad życzeniem, po czym wyszeptała:
- Chcę, żebyś zawsze był przy mnie. - Jej głos był tak cichy, że nie była pewna, czy przyjaciel ją usłyszał. Bała się jednak powtórzyć tych słów. Ona, gdy ktoś zbyt często jej coś powtarzał, zaczynała wątpić w szczerość słów tej osoby. Dlatego nie chciała tego robić. - Ja też cię kocham, Raf.
Odwróciła się w jego stronę i zanurzyła w jego miękkiej sierści. Rafaello zajął ważne miejsce w jej życiu. Nie wiedziała, co by bez niego zrobiła. Nawet nie potrafiła sobie tego wyobrazić.
Dźwięk szeleszczących liści zdradził obecność młodej sarny. Frei ożywiła się, jednak nie rzuciła się w pogoń od razu. Zaczęła się skradać, od ślina już ciekła jej z pyska. Kiedy znalazła się w odpowiednim miejscu, w kilku susach dotarła do swego celu. Wgryzła się z szyję sarny, przegryzając ją swymi kłami. Jej pysk był niemalże cały we krwi po tym polowaniu. Zaciągnęła zdobycz do jaskini, widząc, że border nadal śpi. Wróciła się po coś wegetariańskiego. Właśnie. Coś wegetariańskiego...
Suczka nigdy nie jadła takich rzeczy, stąd brak jej było wiedzy w tym temacie. Co mógł jeść Raf, skoro nie polował?
Wróciła z powrotem. Raf roześmiał się, widząc ją z ogromną kępą trawy w pysku. Rzuciła to na głaz, który dzisiaj miał posłużyć im jako stół. Zjedli dosyć szybko, po czym wyruszyli w drogę powrotną.
- Eee... Gdzie my jesteśmy? - próbowała sobie przypomnieć borderka. - Chyba nie wrócimy.
- Jakoś wrócimy. - pies miał zdecydowanie bardziej optymistyczne podejście do życia niż ona, co wielokrotnie im pomagało, gdy gdzieś razem szli.
W końcu, po kilku godzinach wędrówki i przerw dotarli do Odbicia zimowego. Po śniegu weszli do jaskini Frei, gdzie postanowili zostać już do końca dnia.
Raf? C:
Odwróciła się w jego stronę i zanurzyła w jego miękkiej sierści. Rafaello zajął ważne miejsce w jej życiu. Nie wiedziała, co by bez niego zrobiła. Nawet nie potrafiła sobie tego wyobrazić.
***
Następnego poranka Freiheit obudziła się wcześniej niż jej przyjaciel. Postanowiła, że tym razem ona pójdzie po śniadanie. Wyszła z jaskini, przez chwilę nie wiedząc, gdzie jest. Dopiero po chwili przypomniała sobie o wczorajszej wyprawie. Poszła wgłąb lasu. Uznała, że tam będzie miała większe szanse na znalezienie czegoś dla Rafa, który przecież nie jadał mięsa. Przy okazji tam zapewne jest więcej zwierzyny dla niej.Dźwięk szeleszczących liści zdradził obecność młodej sarny. Frei ożywiła się, jednak nie rzuciła się w pogoń od razu. Zaczęła się skradać, od ślina już ciekła jej z pyska. Kiedy znalazła się w odpowiednim miejscu, w kilku susach dotarła do swego celu. Wgryzła się z szyję sarny, przegryzając ją swymi kłami. Jej pysk był niemalże cały we krwi po tym polowaniu. Zaciągnęła zdobycz do jaskini, widząc, że border nadal śpi. Wróciła się po coś wegetariańskiego. Właśnie. Coś wegetariańskiego...
Suczka nigdy nie jadła takich rzeczy, stąd brak jej było wiedzy w tym temacie. Co mógł jeść Raf, skoro nie polował?
Wróciła z powrotem. Raf roześmiał się, widząc ją z ogromną kępą trawy w pysku. Rzuciła to na głaz, który dzisiaj miał posłużyć im jako stół. Zjedli dosyć szybko, po czym wyruszyli w drogę powrotną.
- Eee... Gdzie my jesteśmy? - próbowała sobie przypomnieć borderka. - Chyba nie wrócimy.
- Jakoś wrócimy. - pies miał zdecydowanie bardziej optymistyczne podejście do życia niż ona, co wielokrotnie im pomagało, gdy gdzieś razem szli.
W końcu, po kilku godzinach wędrówki i przerw dotarli do Odbicia zimowego. Po śniegu weszli do jaskini Frei, gdzie postanowili zostać już do końca dnia.
Raf? C:
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Suczka parsknęła urywanym śmiechem, po czym spojrzała na swojego przyjaciela z ukosa. Raf uniósł brwi, patrząc na nią dziwnie, co jeszcze bardziej ją rozbawiło. Starała się zapanować nad mimiką swojego pyska, jednak kącik jej warg cały czas wędrował do góry. Pies uśmiechnął się do niej, a ona odpowiedziała mu tym samym. Jedynie przy nim czuła się na tyle swobodnie, by śmiać się i uśmiechać bez większego zdenerwowania.
- Skoro tak mówisz... - wymruczała i wstała. Przeszła obok niego, dotykając go swoim dość krótkim jak na borderkę ogonem. Raf na krótką chwilę znieruchomiał, lecz niemalże od razu ruszył za nią. - To gdzie idziemy? - spytała Frei, patrząc na niego kątek oka.
- Nie wiem, gdzie konkretnie. - przyznał.
- Przed siebie? - zapytała. Jak najbardziej rozumiała jego podejście. Ona sama wielokrotnie wybierała się w stronę gór Farreferre, tak po prostu, bez żadnego celu. W takim razie dziś miała być jej pierwsza taka wyprawa z Rafaello.
- Dokładnie. - odrzekł, szczerząc się do niej. Takiego Rafa zapamiętała i takiego chciała mieć zawsze przy sobie. Dzięki niemu przestała być oschłą i wiecznie samotną suczką, której nic nie obchodzi. Nadal była egoistyczna i z pewnością nie należała do pełnych optymizmu, empatycznych psów, jednakże z pewnością zmieniła się chociaż w niewielkim stopniu.
Ich wspinaczka trwała bardzo długo. Wybrali trasę, której w ogóle nie zaplanowali, co nie było zbytnio odpowiedzialne, aczkolwiek nie była to jedyna taka wycieczka w życiu Freiheit.
Dotarli do ścieżki idącej stromo pod górę. Zaczęli wspinać się po skałach oraz kamieniach, które spadały, gdy któreś z nich popchnęło je łapą. Dostrzegli strumyk wody, gdzie postanowili się zatrzymać. Borderka pierwsza rzuciła się w kierunku wody, nie bardzo myśląc o swoim towarzyszu. Łapczywie piła, jakby ktoś miał jej to zabrać. Odsunęła się dopiero po chwili, a Raf bez słowa zajął jej miejsce. Nie zwrócił jej uwagi. Być może się przyzwyczaił.
Zdecydowali, że zrobią sobie przerwę. Frei usiadła na dość sporym kamieniu. Wiatr szumiał dookoła, sprawiając, że rośliny znajdujące się tutaj, pochylały się to w lewo, to w prawo. Samiczka zanurzyła pysk w kosodrzewinie, wciągając do swych nozdrzy jej uspokajający zapach. Przymknęła oczy z zadowoleniem. Wiatr rozwiewał jej sierść.
- Idziemy dalej? - odezwał się Raf.
Freiheit kiwnęła głową. Podniosła się ze skały i szła obok bordera. Nagle poczuła woń zwierzęcia, a do jej uszu dotarł dźwięk małych łapek odbijających się od ziemi. Spojrzała na Rafa z nadzieją, po chwili przypominając sobie, że jest on wegetarianinem. Jednak jemu nie przeszkadzały jej upodobania, a nawet jeśli, to nie dawał tego po sobie poznać.
- Śmiało. - szepnął, by nie spłoszyć niczego nie spodziewającego się zająca.
Przybrała postawę gotową do polowania. Napięła wszystkie mięśnie i zaczęła się skradać. Ustawiła się pod wiatr, by zwierzę nie wyczuło jej zapachu. Dwa szybkie susy i już mogła zatopić swe kły w jego szyi. Smak krwi na języku obudził w niej to, czym była naprawdę. Nie była to suczka, która mogłaby żyć wśrod ludzi. Wraz z wiekiem i dłuższym wykonywaniem swojej pracy, stawała się dziką, wygłodniałą bestią, dla której zabijanie było jedynym sposobem na przetrwanie.
Raf?
- Skoro tak mówisz... - wymruczała i wstała. Przeszła obok niego, dotykając go swoim dość krótkim jak na borderkę ogonem. Raf na krótką chwilę znieruchomiał, lecz niemalże od razu ruszył za nią. - To gdzie idziemy? - spytała Frei, patrząc na niego kątek oka.
- Nie wiem, gdzie konkretnie. - przyznał.
- Przed siebie? - zapytała. Jak najbardziej rozumiała jego podejście. Ona sama wielokrotnie wybierała się w stronę gór Farreferre, tak po prostu, bez żadnego celu. W takim razie dziś miała być jej pierwsza taka wyprawa z Rafaello.
- Dokładnie. - odrzekł, szczerząc się do niej. Takiego Rafa zapamiętała i takiego chciała mieć zawsze przy sobie. Dzięki niemu przestała być oschłą i wiecznie samotną suczką, której nic nie obchodzi. Nadal była egoistyczna i z pewnością nie należała do pełnych optymizmu, empatycznych psów, jednakże z pewnością zmieniła się chociaż w niewielkim stopniu.
Ich wspinaczka trwała bardzo długo. Wybrali trasę, której w ogóle nie zaplanowali, co nie było zbytnio odpowiedzialne, aczkolwiek nie była to jedyna taka wycieczka w życiu Freiheit.
Dotarli do ścieżki idącej stromo pod górę. Zaczęli wspinać się po skałach oraz kamieniach, które spadały, gdy któreś z nich popchnęło je łapą. Dostrzegli strumyk wody, gdzie postanowili się zatrzymać. Borderka pierwsza rzuciła się w kierunku wody, nie bardzo myśląc o swoim towarzyszu. Łapczywie piła, jakby ktoś miał jej to zabrać. Odsunęła się dopiero po chwili, a Raf bez słowa zajął jej miejsce. Nie zwrócił jej uwagi. Być może się przyzwyczaił.
Zdecydowali, że zrobią sobie przerwę. Frei usiadła na dość sporym kamieniu. Wiatr szumiał dookoła, sprawiając, że rośliny znajdujące się tutaj, pochylały się to w lewo, to w prawo. Samiczka zanurzyła pysk w kosodrzewinie, wciągając do swych nozdrzy jej uspokajający zapach. Przymknęła oczy z zadowoleniem. Wiatr rozwiewał jej sierść.
- Idziemy dalej? - odezwał się Raf.
Freiheit kiwnęła głową. Podniosła się ze skały i szła obok bordera. Nagle poczuła woń zwierzęcia, a do jej uszu dotarł dźwięk małych łapek odbijających się od ziemi. Spojrzała na Rafa z nadzieją, po chwili przypominając sobie, że jest on wegetarianinem. Jednak jemu nie przeszkadzały jej upodobania, a nawet jeśli, to nie dawał tego po sobie poznać.
- Śmiało. - szepnął, by nie spłoszyć niczego nie spodziewającego się zająca.
Przybrała postawę gotową do polowania. Napięła wszystkie mięśnie i zaczęła się skradać. Ustawiła się pod wiatr, by zwierzę nie wyczuło jej zapachu. Dwa szybkie susy i już mogła zatopić swe kły w jego szyi. Smak krwi na języku obudził w niej to, czym była naprawdę. Nie była to suczka, która mogłaby żyć wśrod ludzi. Wraz z wiekiem i dłuższym wykonywaniem swojej pracy, stawała się dziką, wygłodniałą bestią, dla której zabijanie było jedynym sposobem na przetrwanie.
Raf?
środa, 10 sierpnia 2016
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Dawno nie bałam się tak bardzo, jak teraz. Raf rzucił się na mnie, jakby próbował mnie zabić. A ja, jako morderczyni, zrobiłam to samo. Mogłam go zabić. Mojego najlepszego przyjaciela. Jedynego przyjaciela...
- Freiheit... - szepnął. Po raz pierwszy od bardzo dawna zwrócił się do mnie pełnym imieniem. - Dziękuję...
Border objął mnie i przyciągnął do siebie. Przytuliłam się do niego. Ufałam mu bezgranicznie i wiedziałam, że nigdy nie zrobiłby mi niczego złego. Oparłam głowę na jego ramieniu, wtulając się w jego miękką sierść.
Deszcz zaczął padać ponownie.
- ... i przepraszam... - dodał po chwili.
Odsunęłam się od niego, posyłając mu spojrzenie pełne niedowierzania.
- Raf, nie masz za co przepraszać. - wydusiłam.
- Mało co cię nie zabiłem. - spuścił wzrok.
- A ja ciebie. - odrzekłam.
Spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się słabo. Nagle uświadomiłam sobie coś, co sprawiło, że moje serce jakby na chwilę przestało bić. Raf nie chciał mnie zabić, coś mu kazało. A ja? Broniąc się, mogłam odebrać mu życie, i to z własnej woli. Jęknęłam cicho.
Raf spojrzał na mnie pytająco. Tym razem nie chciałam mu tego tłumaczyć... Moja sierść była już cała mokra. Zlizałam strużkę krwi spływającej po moim pysku. Byłam trochę poraniona po tej krótkiej, aczkolwiek zaciętej walce.
- Frei... - border spojrzał na mnie z niepokojem. W jego oczach dostrzegłam ból, najprawdopodobniej wywołany wyrzutami sumienia. - Prze...
- Cicho! - przerwałam mu. - Nic mi nie jest.
- Ale... - zaczął, lecz ponownie nie dałam mu dokończyć.
- Sam nie wyglądasz lepiej. - rzuciłam. Dopiero teraz pies zauważył liczne, choć niegroźne obrażenia na swoim ciele.
- Chyba powinniśmy iść z tym do lekarzy. - stwierdził. Z naszej dwójki to on był bardziej rozważny, jednak tym razem się z nim nie zgodziłam.
- I co im powiemy? "To nie wilk nas zaatakował. Sami się pobiliśmy". - prychnęłam, na co Raf parsknął śmiechem. Lekko się uśmiechnęłam, po czym sama zaczęłam się śmiać. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
- W takim razie może chodźmy do jaskini? - zasugerował. - Chyba nie chcesz stać na tym deszczu?
- Masz rację. - przytaknęłam. - Nie chcę. Może pójdziemy do mnie? Odbicie zimowe jest niedaleko stąd.
- Dobra. - zgodził się.
Biegiem ruszyliśmy do mojego domu. Kilka minut później wpadliśmy do groty, oświetlonej blaskiem księżyca. Było już późno, dlatego szybko poszliśmy spać. Położyłam się na moim posłaniu, a border obok mnie. Przysunęłam się do niego, po czym zamknęłam oczy.
- Kocham cię. - wyszeptałam, jednak odpłynęłam, zanim do moich uszu dotarła jego odpowiedź.
Raf? Wybaczam. <3
- Freiheit... - szepnął. Po raz pierwszy od bardzo dawna zwrócił się do mnie pełnym imieniem. - Dziękuję...
Border objął mnie i przyciągnął do siebie. Przytuliłam się do niego. Ufałam mu bezgranicznie i wiedziałam, że nigdy nie zrobiłby mi niczego złego. Oparłam głowę na jego ramieniu, wtulając się w jego miękką sierść.
Deszcz zaczął padać ponownie.
- ... i przepraszam... - dodał po chwili.
Odsunęłam się od niego, posyłając mu spojrzenie pełne niedowierzania.
- Raf, nie masz za co przepraszać. - wydusiłam.
- Mało co cię nie zabiłem. - spuścił wzrok.
- A ja ciebie. - odrzekłam.
Spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się słabo. Nagle uświadomiłam sobie coś, co sprawiło, że moje serce jakby na chwilę przestało bić. Raf nie chciał mnie zabić, coś mu kazało. A ja? Broniąc się, mogłam odebrać mu życie, i to z własnej woli. Jęknęłam cicho.
Raf spojrzał na mnie pytająco. Tym razem nie chciałam mu tego tłumaczyć... Moja sierść była już cała mokra. Zlizałam strużkę krwi spływającej po moim pysku. Byłam trochę poraniona po tej krótkiej, aczkolwiek zaciętej walce.
- Frei... - border spojrzał na mnie z niepokojem. W jego oczach dostrzegłam ból, najprawdopodobniej wywołany wyrzutami sumienia. - Prze...
- Cicho! - przerwałam mu. - Nic mi nie jest.
- Ale... - zaczął, lecz ponownie nie dałam mu dokończyć.
- Sam nie wyglądasz lepiej. - rzuciłam. Dopiero teraz pies zauważył liczne, choć niegroźne obrażenia na swoim ciele.
- Chyba powinniśmy iść z tym do lekarzy. - stwierdził. Z naszej dwójki to on był bardziej rozważny, jednak tym razem się z nim nie zgodziłam.
- I co im powiemy? "To nie wilk nas zaatakował. Sami się pobiliśmy". - prychnęłam, na co Raf parsknął śmiechem. Lekko się uśmiechnęłam, po czym sama zaczęłam się śmiać. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
- W takim razie może chodźmy do jaskini? - zasugerował. - Chyba nie chcesz stać na tym deszczu?
- Masz rację. - przytaknęłam. - Nie chcę. Może pójdziemy do mnie? Odbicie zimowe jest niedaleko stąd.
- Dobra. - zgodził się.
Biegiem ruszyliśmy do mojego domu. Kilka minut później wpadliśmy do groty, oświetlonej blaskiem księżyca. Było już późno, dlatego szybko poszliśmy spać. Położyłam się na moim posłaniu, a border obok mnie. Przysunęłam się do niego, po czym zamknęłam oczy.
- Kocham cię. - wyszeptałam, jednak odpłynęłam, zanim do moich uszu dotarła jego odpowiedź.
Raf? Wybaczam. <3
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
Od Freiheit - CD jej własnej historii
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, jak nieznajomy stanął przede mną. Ponownie chuchnął mi w pysk. Szok sprawił, że nawet się nie skrzywiłam. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej, jakby chciało ze mnie wyskoczyć. Jednak bałam się poruszyć. Ucieczka do SPG sprowadziłaby go do nas, co nie byłoby bezpieczne, natomiast pozostanie cały czas w jednym miejscu jest zagrożeniem tylko dla mnie.
Rzadko się zdarza, że nie myślę tylko o sobie. Teraz nadszedł właśnie ten moment.
Odsłoniłam kły i warknęłam cicho.
- Kim jesteś? - syknęłam. Odchyliłam uszy do tyłu, napinając wszystkie mięśnie. Byłam gotowa do ataku lub obrony. Wilk stojący przede mną ani trochę nie wzbudzał zaufania. Zmrużyłam oczy, czekając na jego odpowiedź.
- Uważasz, że tak po prostu ci się przedstawię i wszystko będzie w porządku? - parsknął śmiechem. Przez chwilę mogłabym nawet pomyśleć, że jego śmiech był szczery. Ale tylko przez chwilę. - Mów, kim ty jesteś, i dlaczego znajdujesz się na m o i m terenie.
- Twoim? - prychnęłam. - To teren Watahy Braterskiej Krwi. - poprawiłam go, jednak jego wypowiedź wywołała mój niepokój. Jak to możliwe, że jest na terenie wrogów SPG i twierdzi, że to jego teren?
- Żadnej Watahy Braterskiej Krwi. - Tym razem zwrócił się do mnie tonem, jakiego się używa tłumacząc coś małemu dziecku. - Coś ci się pomyliło. Ich terytorium jest tam. - wskazał łapą w stronę wielkiego wzgórza. - Za tą górą.
- Aha. - mruknęłam, niezadowolona, że nie miałam racji. Po chwili jednak oprzytomniałam. Właśnie rozmawiałam z wilkiem i w ogóle przestałam być czujna. Natychmiast wyprostowałam się i warknęłam ostrzegawczo.
Wilk podniósł do góry jedną brew.
- W takim razie... co tutaj robisz? - spytałam lodowatym głosem.
- Nie należę do tej watahy. - odparł.
- Ale przecież jesteś wilkiem, więc... - chciałam coś powiedzieć, lecz nie było mi to dane. Samiec spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam wściekłość.
- NIE JESTEM WILKIEM. - wycedził. Widać było, że go wkurzyłam. Ale... skoro nie był wilkiem, to kim? Z kim ja w ogóle rozmawiam?
- W takim razie... - zaczęłam, ale ponownie mi przerwał.
- Jestem wilczakiem saarloosa, ale nie wilkiem. - wytłumaczył zirytowany.
Zapadła cisza. Spojrzałam na niego spode łba.
- Freiheit. - burknęłam.
- To twoje imię? - mruknął.
Nie, tak sobie powiedziałam.
- Tak. - westchnęłam.
- Marvel. - odrzekł.
Marvel? Co to w ogóle za imię? Zaśmiałam się cicho.
- A ty co nagle taka wesoła? - spytał oschle, widząc, jak zaczęłam się śmiać. Chyba uświadomił sobie, że właśnie z niego się śmieję. Nie odpowiedziałam mu. Wyglądał bardzo śmiesznie, gdy się na mnie wkurzał. Ponownie parsknęłam złośliwym śmiechem.
Zmrużył oczy i spojrzał na mnie niechętnie.
- Ja już się wytłumaczyłem. - rzekł. - Teraz twoja kolej.
Coś sprawiło, że powiedziałam mu, skąd jestem.
- Należę do Sfory Psiego Głosu... - zaczęłam.
- Sfory Psiego Głosu?! - wykrzyknął, jakby nie wierzył w to, co słyszy.
- Dasz mi kiedyś dokończyć? - zdenerwowałam się. - Należę do Sfory Psiego Głosu Forever i jestem tam córką Bet. - powiedziałam z dumą. Urwałam na chwilę, myśląc nad pewną rzeczą... - I jeśli chcesz, to możesz dołączyć. - Sama nie wierzyłam, że to powiedziałam.
- Zapraszasz mnie? - spytał. On również był w szoku.
- To mój obowiązek. - wytłumaczyłam się, starając się, by mój głos zabrzmiał oschle. Nie chciałam, żeby poczuł się jakoś wyjątkowo. - Dlatego albo się do nas przyłączysz, albo będę musiała cię tu zostawić i tam wrócić.
Pies zastanowił się na moment.
- Wybieram pierwszą opcję. - uśmiechnął się. Chyba pierwszy raz od naszego spotkania.
Westchnęłam.
- No dobra. W takim razie będę musiała cię tam zaprowadzić, bo pewnie nie wiesz, gdzie to jest. - mruczałam pod nosem, bardziej do siebie niż do niego.
- Masz rację, nie wiem. - zgodził się.
Zamkniesz się wreszcie?, pomyślałam.
Przeszliśmy przez Pyskowice. Po zachowaniu wilczaka wiedziałam, że nie jest tutaj pierwszy raz. Nic go nie zaskoczyło. Kilkanaście minut później dotarliśmy do granicy dzielącej miasteczko od terenów SPG. Przekroczyłam ją, a Marvel szedł za mną.
Najpierw szliśmy przez kawałek Navydeer, następnie przez Las znajdujący się w sektorze Fallendeer. Dopiero później znaleźliśmy się w Avendeer. Przez całą drogę musiałam mu tłumaczyć na czym polega życie w naszej Sforze i opowiadać o terenach. Jedna rzecz w tym wszystkim mnie cieszyła - wreszcie mnie słiuchał, i to z zainteresowaniem.
Poszliśmy do moich rodziców. Zdziwili się, że Marvel chciał dołączyć do Sfory i do tego już wcześniej o niej słyszał, ale nic na ten temat nie powiedzieli. Przyjęli go. Westchnęłam z ulgą. Teraz nie musiałam się z nim tak męczyć. Przynajmniej dopóki nie oprowadzę go po terenach.
Pokazałam mu chyba wszystko, ze szczegółami opowiadając o każdym miejscu w Sforze, zaczynając od Fioletowej Rzeczki, gdzie mieszkałam jako szczeniak, kończąc na Odbiciu zimowym, gdzie mieszkam teraz.
- To gdzie chcesz się wprowadzić? - zapytałam.
- Na Wyspach. - odrzekł po dłuższej chwili. Kiwnęłam głową. Było to nowe miejsce w SPG, odkryte niedawno.
Zostawiłam go w miejscu, gdzie postanowił się wprowadzić. Stwierdziłam, że już sobie poradzi - był w końcu starszy ode mnie. Z dumą odkryłam, że przyczyniłam się do rozwoju SPG, przyprowadzając tu nowego członka. Niby nic niezwykłego, ale dla mnie znaczyło to dużo.
Wróciłam na Odbicie zimowe, jakby nigdy nic.
Rzadko się zdarza, że nie myślę tylko o sobie. Teraz nadszedł właśnie ten moment.
Odsłoniłam kły i warknęłam cicho.
- Kim jesteś? - syknęłam. Odchyliłam uszy do tyłu, napinając wszystkie mięśnie. Byłam gotowa do ataku lub obrony. Wilk stojący przede mną ani trochę nie wzbudzał zaufania. Zmrużyłam oczy, czekając na jego odpowiedź.
- Uważasz, że tak po prostu ci się przedstawię i wszystko będzie w porządku? - parsknął śmiechem. Przez chwilę mogłabym nawet pomyśleć, że jego śmiech był szczery. Ale tylko przez chwilę. - Mów, kim ty jesteś, i dlaczego znajdujesz się na m o i m terenie.
- Twoim? - prychnęłam. - To teren Watahy Braterskiej Krwi. - poprawiłam go, jednak jego wypowiedź wywołała mój niepokój. Jak to możliwe, że jest na terenie wrogów SPG i twierdzi, że to jego teren?
- Żadnej Watahy Braterskiej Krwi. - Tym razem zwrócił się do mnie tonem, jakiego się używa tłumacząc coś małemu dziecku. - Coś ci się pomyliło. Ich terytorium jest tam. - wskazał łapą w stronę wielkiego wzgórza. - Za tą górą.
- Aha. - mruknęłam, niezadowolona, że nie miałam racji. Po chwili jednak oprzytomniałam. Właśnie rozmawiałam z wilkiem i w ogóle przestałam być czujna. Natychmiast wyprostowałam się i warknęłam ostrzegawczo.
Wilk podniósł do góry jedną brew.
- W takim razie... co tutaj robisz? - spytałam lodowatym głosem.
- Nie należę do tej watahy. - odparł.
- Ale przecież jesteś wilkiem, więc... - chciałam coś powiedzieć, lecz nie było mi to dane. Samiec spojrzał na mnie, a w jego oczach dostrzegłam wściekłość.
- NIE JESTEM WILKIEM. - wycedził. Widać było, że go wkurzyłam. Ale... skoro nie był wilkiem, to kim? Z kim ja w ogóle rozmawiam?
- W takim razie... - zaczęłam, ale ponownie mi przerwał.
- Jestem wilczakiem saarloosa, ale nie wilkiem. - wytłumaczył zirytowany.
Zapadła cisza. Spojrzałam na niego spode łba.
- Freiheit. - burknęłam.
- To twoje imię? - mruknął.
Nie, tak sobie powiedziałam.
- Tak. - westchnęłam.
- Marvel. - odrzekł.
Marvel? Co to w ogóle za imię? Zaśmiałam się cicho.
- A ty co nagle taka wesoła? - spytał oschle, widząc, jak zaczęłam się śmiać. Chyba uświadomił sobie, że właśnie z niego się śmieję. Nie odpowiedziałam mu. Wyglądał bardzo śmiesznie, gdy się na mnie wkurzał. Ponownie parsknęłam złośliwym śmiechem.
Zmrużył oczy i spojrzał na mnie niechętnie.
- Ja już się wytłumaczyłem. - rzekł. - Teraz twoja kolej.
Coś sprawiło, że powiedziałam mu, skąd jestem.
- Należę do Sfory Psiego Głosu... - zaczęłam.
- Sfory Psiego Głosu?! - wykrzyknął, jakby nie wierzył w to, co słyszy.
- Dasz mi kiedyś dokończyć? - zdenerwowałam się. - Należę do Sfory Psiego Głosu Forever i jestem tam córką Bet. - powiedziałam z dumą. Urwałam na chwilę, myśląc nad pewną rzeczą... - I jeśli chcesz, to możesz dołączyć. - Sama nie wierzyłam, że to powiedziałam.
- Zapraszasz mnie? - spytał. On również był w szoku.
- To mój obowiązek. - wytłumaczyłam się, starając się, by mój głos zabrzmiał oschle. Nie chciałam, żeby poczuł się jakoś wyjątkowo. - Dlatego albo się do nas przyłączysz, albo będę musiała cię tu zostawić i tam wrócić.
Pies zastanowił się na moment.
- Wybieram pierwszą opcję. - uśmiechnął się. Chyba pierwszy raz od naszego spotkania.
Westchnęłam.
- No dobra. W takim razie będę musiała cię tam zaprowadzić, bo pewnie nie wiesz, gdzie to jest. - mruczałam pod nosem, bardziej do siebie niż do niego.
- Masz rację, nie wiem. - zgodził się.
Zamkniesz się wreszcie?, pomyślałam.
Przeszliśmy przez Pyskowice. Po zachowaniu wilczaka wiedziałam, że nie jest tutaj pierwszy raz. Nic go nie zaskoczyło. Kilkanaście minut później dotarliśmy do granicy dzielącej miasteczko od terenów SPG. Przekroczyłam ją, a Marvel szedł za mną.
Najpierw szliśmy przez kawałek Navydeer, następnie przez Las znajdujący się w sektorze Fallendeer. Dopiero później znaleźliśmy się w Avendeer. Przez całą drogę musiałam mu tłumaczyć na czym polega życie w naszej Sforze i opowiadać o terenach. Jedna rzecz w tym wszystkim mnie cieszyła - wreszcie mnie słiuchał, i to z zainteresowaniem.
Poszliśmy do moich rodziców. Zdziwili się, że Marvel chciał dołączyć do Sfory i do tego już wcześniej o niej słyszał, ale nic na ten temat nie powiedzieli. Przyjęli go. Westchnęłam z ulgą. Teraz nie musiałam się z nim tak męczyć. Przynajmniej dopóki nie oprowadzę go po terenach.
Pokazałam mu chyba wszystko, ze szczegółami opowiadając o każdym miejscu w Sforze, zaczynając od Fioletowej Rzeczki, gdzie mieszkałam jako szczeniak, kończąc na Odbiciu zimowym, gdzie mieszkam teraz.
- To gdzie chcesz się wprowadzić? - zapytałam.
- Na Wyspach. - odrzekł po dłuższej chwili. Kiwnęłam głową. Było to nowe miejsce w SPG, odkryte niedawno.
Zostawiłam go w miejscu, gdzie postanowił się wprowadzić. Stwierdziłam, że już sobie poradzi - był w końcu starszy ode mnie. Z dumą odkryłam, że przyczyniłam się do rozwoju SPG, przyprowadzając tu nowego członka. Niby nic niezwykłego, ale dla mnie znaczyło to dużo.
Wróciłam na Odbicie zimowe, jakby nigdy nic.
wtorek, 26 lipca 2016
Od Freiheit
Budzi mnie promień słońca, wdzierąjacy się przez niewielką szparę w mojej jaskini. Otwieram leniwie oczy.
Wschodzi słońce. Zaczyna się nowy dzień. Kolejny rozdział w moim życiu. Wmawiam to sobie każdego poranka. Wzdycham ciężko, po czym wstaję i wychodzę z jaskini. Od dawna potrzebowałam kolejnej samotnej wyprawy.
Nadal nie wiem, kto zabił Missisipi, Black Abyss i Nera. Ich śmierć mną wstrząsnęła. Nigdy nie przypuszczałam, że coś takiego może spotkać nawet Black Abyss, która tak naprawdę w nic się nie mieszała. Albo Nera, który nawet nie zajmował się walką. Nawet Missisipi w ogóle nie była dla nich zagrożeniem...
Odrzucam od siebie wszystkie te myśli. Nie chcę o tym rozmyślać. Odczuwam dziwny rodzaj bólu, nie taki, jaki dotychczas był mi znany.
Idę przez las. Cała ścieżka jest pełna błota i pozostałości po wczorajszym deszczu. Moja miejscami biała sierść przybiera brązową barwę. Nie przeszkadza mi to.
Docieramy do granicy terenów Sfory. Nie wiem, co mną kieruje, by ją przekroczyć. Moja łapa staje poza naszym terytorium. Idę dalej, w kierunku Pyskowic.
Sama wystawiam się na śmierć, myślę. Albo w ogóle nie myślę. Parskam pod nosem.
Mijam ludzi, którzy mylą mnie z psami, mieszkającymi w tym miasteczku. "Czy to Jerry?", pyta ktoś. "Piesek!", woła jakieś dziecko, około pięcioletnie.
Przyspieszam. Nie czuję się dobrze w tym miejscu. Nie potrafiłabym tutaj mieszkać. Brakuje mi tu wolności.
Nawet nie zauważam, kiedy znajduję się po drugiej stronie Pyskowic. Bez zastanowienia idę dalej, patrząc pod swoje łapy. Dopiero po chwili dociera do mnie, gdzie się znalazłam. Nagle zatrzymuję się i wstrzymuję oddech. Cofam się. Jak ja tu trafiłam?
Jestem w pobliżu terenów Watahy Braterskiej Krwi. Nigdy tam nie byłam. Przez chwilę biję się z myślami.
Ciekawość wygrywa.
Ruszam przed siebie, z każdą chwilą coraz bardziej podekscytowana, ale i pełna obawy. Czy moje życie przestało być dla mnie ważne?
Kilkanaście minut spaceru po obcym terytorium pozwala mi zapomnieć o wszystkim innym.
Nagle czuję lodowaty oddech na mojej szyi. Ogarnia mnie przerażenie, staję niczym sparaliżowana.
- Nie zaszłaś przypadkiem za daleko, kochana? - szepcze mi do ucha nieznajomy głos, brzmiący niezbyt przyjaźnie. Zamykam oczy. Brakuje mi sił, by się odwrócić.
CDN.
Wschodzi słońce. Zaczyna się nowy dzień. Kolejny rozdział w moim życiu. Wmawiam to sobie każdego poranka. Wzdycham ciężko, po czym wstaję i wychodzę z jaskini. Od dawna potrzebowałam kolejnej samotnej wyprawy.
Nadal nie wiem, kto zabił Missisipi, Black Abyss i Nera. Ich śmierć mną wstrząsnęła. Nigdy nie przypuszczałam, że coś takiego może spotkać nawet Black Abyss, która tak naprawdę w nic się nie mieszała. Albo Nera, który nawet nie zajmował się walką. Nawet Missisipi w ogóle nie była dla nich zagrożeniem...
Odrzucam od siebie wszystkie te myśli. Nie chcę o tym rozmyślać. Odczuwam dziwny rodzaj bólu, nie taki, jaki dotychczas był mi znany.
Idę przez las. Cała ścieżka jest pełna błota i pozostałości po wczorajszym deszczu. Moja miejscami biała sierść przybiera brązową barwę. Nie przeszkadza mi to.
Docieramy do granicy terenów Sfory. Nie wiem, co mną kieruje, by ją przekroczyć. Moja łapa staje poza naszym terytorium. Idę dalej, w kierunku Pyskowic.
Sama wystawiam się na śmierć, myślę. Albo w ogóle nie myślę. Parskam pod nosem.
Mijam ludzi, którzy mylą mnie z psami, mieszkającymi w tym miasteczku. "Czy to Jerry?", pyta ktoś. "Piesek!", woła jakieś dziecko, około pięcioletnie.
Przyspieszam. Nie czuję się dobrze w tym miejscu. Nie potrafiłabym tutaj mieszkać. Brakuje mi tu wolności.
Nawet nie zauważam, kiedy znajduję się po drugiej stronie Pyskowic. Bez zastanowienia idę dalej, patrząc pod swoje łapy. Dopiero po chwili dociera do mnie, gdzie się znalazłam. Nagle zatrzymuję się i wstrzymuję oddech. Cofam się. Jak ja tu trafiłam?
Jestem w pobliżu terenów Watahy Braterskiej Krwi. Nigdy tam nie byłam. Przez chwilę biję się z myślami.
Ciekawość wygrywa.
Ruszam przed siebie, z każdą chwilą coraz bardziej podekscytowana, ale i pełna obawy. Czy moje życie przestało być dla mnie ważne?
Kilkanaście minut spaceru po obcym terytorium pozwala mi zapomnieć o wszystkim innym.
Nagle czuję lodowaty oddech na mojej szyi. Ogarnia mnie przerażenie, staję niczym sparaliżowana.
- Nie zaszłaś przypadkiem za daleko, kochana? - szepcze mi do ucha nieznajomy głos, brzmiący niezbyt przyjaźnie. Zamykam oczy. Brakuje mi sił, by się odwrócić.
CDN.
czwartek, 16 czerwca 2016
Od Frei - CD historii Rafaello
Zaczynał powoli padać deszcz. Moja półdługa sierść stawała się coraz bardziej mokra. Szybko pobiegliśmy do wspólnej jaskini Devo i Easy. Moja siostra i Devo wbiegli do jaskini. Ja i Raf zatrzymaliśmy się przy wejściu. Na chwilę zostaliśmy sami. Mimo że zabawa była przednia, bardzo chciałam pobyć chwilę sama z Rafem.
Zbliżyłam się do niego. Staliśmy w odległości kilku centymetrów od siebie.
Przełamałam dzielącą nas barierę, robiąc jeden krok do przodu. Pocałowałam go. Border objął mnie jedną łapą. W tej chwili przestałam myśleć o wszystkim innym. O Easy i Devo, którzy mam nadzieję, że w tej chwili na nas nie patrzyli. O tym, co mnie czeka. O stanowisku, które prawdopodobnie mnie przerośnie. To wszystko nagle przestało dla mnie istnieć. Liczył się tylko on. Raf. Mój Raf.
Nie mam pojęcia, jak się tutaj dostaliśmy.
- Raf? - wyszeptałam cichutko.
- Frei? - usłyszałam jego odpowiedź, równie cichą.
NIe mogłam powstrzymać uśmiechu. Obróciłam się w jego stronę, następnie oboje usiedliśmy. Nasze spojrzenia się spotkały. Czułam się dobrze w jego obecności.
Nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Miałam wrażenie, że zawsze zajmował w nim ważne miejsce. Zawsze mogłam na nim polegać, nigdy by mnie nie zostawił. Ufałam mu bezgranicznie. Jak teraz mógłby wyglądać ten poranek, gdybym wtedy nie usiadła z nim ławce? Pewnie już bym nie żyła... Rafaello wielokrotnie uratował mi życie.
Oparłam głowę na jego ramieniu.
- Freeeei! Raaaaf! - usłyszałam głos Easy.
Moja siostra jak zwykle musiała wszystko zepsuć. Poszłam za Rafem, w myślach wyzywając Easy.
- Która godzina? - spytał Devo, ziewając. Wszedł do groty, w której Easy przygotowała śniadanie dla wszystkich. Były to króliki. W tej okolicy było ich dużo, natomiast u mnie o wiele mniej.
- Trzynasta. - powiedziała dobitnie suczka, patrząc na mnie wymownie. Odpowiedziałam jej spojrzeniem mówiącym "No co?!".
Zabraliśmy się do jedzenia. Później chwilę porozmawialiśmy, a następnie pożegnaliśmy się. Ja z Rafem wyszliśmy.
Udaliśmy się na spacer po terenach SPG. W ostatnich czasach nie było to zbyt bezpieczne.
Najbardziej żałowałam tego, że nigdy nie mogłam doświadczyć wolnej Sfory Psiego Głosu. Takiej, w której nic by mi nie groziło. Takiej, w której nie oglądałabym się za siebie co kilka sekund, w obawie, że za chwilę wilk z Watahy Braterskiej Krwi skoczy mi do gardła. Wychowałam się w czasie wojny. To bardzo mocno wpłynęło na moją psychikę. I do tego jeszcze moje stanowisko... Bałam się, że bycie Betą w Sforze mnie przerośnie. Nie chciałam tego, ale czułam się zobowiązana do pełnienia tej roli. Czułam, że tak powinnam zrobić.
No i miałam Rafa.
- Frei? - odezwał się border. - Co się stało?
- Nic. - odparłam szybko, bez przekonania. Raf mi nie uwierzył. Znał mnie zbyt dobrze. Westchnęłam cicho, po czym kontynuowałam. - Raf... Ja mam tego dość. Tej wojny. Niech to się wreszcie skończy. - nawet nie zauważyłam, że z każdym słowem podnosiłam głos. Kończąc moją wypowiedź, niemalże krzyczałam.
- Frei... Już niedługo. Wygramy to. - rzekł pies. Starał się mnie przekonać, ale chyba nie tylko mnie. Samego siebie również.
Przytuliłam się do niego. Zamknęłam oczy i starałam się zapomnieć o wszystkim. Zawiał wiatr. Wtedy je otworzyłam.
Rozejrzałam się wokół. Byliśmy przy opuszczonej stacji metra. Moje serce zabiło szybciej. Zaszliśmy zbyt daleko.
- Raf... Wracajmy... - szepnęłam. - Wracajmy! - krzyknęłam.
Usłyszałam trzask. Ktoś nadepnął na gałąź, zdradzając tym samym swoją obecność. Przed oczami stanęło mi wspomnienie mojej walki, kiedy byłam blisko śmierci. To było dokładnie tutaj...
Poczułam zapach krwi. Z każdą chwilą stawał się coraz bardziej intensywny. Zaczęłam się cofać, ciągnąc za sobą Rafaello, który stał ze zmrużonymi oczami, wpatrując się w drzewa. Jakby coś chciał zobaczyć. Jednak ja nic nie widziałam.
Nie podobało mi się to.
Nagle coś zobaczyłam. Para złotych oczu zaświeciła w ciemności. Teraz wiedziałam...
Raf? Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać...
Zbliżyłam się do niego. Staliśmy w odległości kilku centymetrów od siebie.
Przełamałam dzielącą nas barierę, robiąc jeden krok do przodu. Pocałowałam go. Border objął mnie jedną łapą. W tej chwili przestałam myśleć o wszystkim innym. O Easy i Devo, którzy mam nadzieję, że w tej chwili na nas nie patrzyli. O tym, co mnie czeka. O stanowisku, które prawdopodobnie mnie przerośnie. To wszystko nagle przestało dla mnie istnieć. Liczył się tylko on. Raf. Mój Raf.
***
Obudziłam się, leżąc wtulona w jego miękką sierść. Otworzyłam najpierw jedno oko, a następnie drugie. Jednak nie ruszyłam się z miejsca. Czułam, że on już nie śpi. Zauważyłam, że jesteśmy w jednej z grot.Nie mam pojęcia, jak się tutaj dostaliśmy.
- Raf? - wyszeptałam cichutko.
- Frei? - usłyszałam jego odpowiedź, równie cichą.
NIe mogłam powstrzymać uśmiechu. Obróciłam się w jego stronę, następnie oboje usiedliśmy. Nasze spojrzenia się spotkały. Czułam się dobrze w jego obecności.
Nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Miałam wrażenie, że zawsze zajmował w nim ważne miejsce. Zawsze mogłam na nim polegać, nigdy by mnie nie zostawił. Ufałam mu bezgranicznie. Jak teraz mógłby wyglądać ten poranek, gdybym wtedy nie usiadła z nim ławce? Pewnie już bym nie żyła... Rafaello wielokrotnie uratował mi życie.
Oparłam głowę na jego ramieniu.
- Freeeei! Raaaaf! - usłyszałam głos Easy.
Moja siostra jak zwykle musiała wszystko zepsuć. Poszłam za Rafem, w myślach wyzywając Easy.
- Która godzina? - spytał Devo, ziewając. Wszedł do groty, w której Easy przygotowała śniadanie dla wszystkich. Były to króliki. W tej okolicy było ich dużo, natomiast u mnie o wiele mniej.
- Trzynasta. - powiedziała dobitnie suczka, patrząc na mnie wymownie. Odpowiedziałam jej spojrzeniem mówiącym "No co?!".
Zabraliśmy się do jedzenia. Później chwilę porozmawialiśmy, a następnie pożegnaliśmy się. Ja z Rafem wyszliśmy.
Udaliśmy się na spacer po terenach SPG. W ostatnich czasach nie było to zbyt bezpieczne.
Najbardziej żałowałam tego, że nigdy nie mogłam doświadczyć wolnej Sfory Psiego Głosu. Takiej, w której nic by mi nie groziło. Takiej, w której nie oglądałabym się za siebie co kilka sekund, w obawie, że za chwilę wilk z Watahy Braterskiej Krwi skoczy mi do gardła. Wychowałam się w czasie wojny. To bardzo mocno wpłynęło na moją psychikę. I do tego jeszcze moje stanowisko... Bałam się, że bycie Betą w Sforze mnie przerośnie. Nie chciałam tego, ale czułam się zobowiązana do pełnienia tej roli. Czułam, że tak powinnam zrobić.
No i miałam Rafa.
- Frei? - odezwał się border. - Co się stało?
- Nic. - odparłam szybko, bez przekonania. Raf mi nie uwierzył. Znał mnie zbyt dobrze. Westchnęłam cicho, po czym kontynuowałam. - Raf... Ja mam tego dość. Tej wojny. Niech to się wreszcie skończy. - nawet nie zauważyłam, że z każdym słowem podnosiłam głos. Kończąc moją wypowiedź, niemalże krzyczałam.
- Frei... Już niedługo. Wygramy to. - rzekł pies. Starał się mnie przekonać, ale chyba nie tylko mnie. Samego siebie również.
Przytuliłam się do niego. Zamknęłam oczy i starałam się zapomnieć o wszystkim. Zawiał wiatr. Wtedy je otworzyłam.
Rozejrzałam się wokół. Byliśmy przy opuszczonej stacji metra. Moje serce zabiło szybciej. Zaszliśmy zbyt daleko.
- Raf... Wracajmy... - szepnęłam. - Wracajmy! - krzyknęłam.
Usłyszałam trzask. Ktoś nadepnął na gałąź, zdradzając tym samym swoją obecność. Przed oczami stanęło mi wspomnienie mojej walki, kiedy byłam blisko śmierci. To było dokładnie tutaj...
Poczułam zapach krwi. Z każdą chwilą stawał się coraz bardziej intensywny. Zaczęłam się cofać, ciągnąc za sobą Rafaello, który stał ze zmrużonymi oczami, wpatrując się w drzewa. Jakby coś chciał zobaczyć. Jednak ja nic nie widziałam.
Nie podobało mi się to.
Nagle coś zobaczyłam. Para złotych oczu zaświeciła w ciemności. Teraz wiedziałam...
Raf? Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać...
poniedziałek, 1 lutego 2016
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Nie wiedziałam, jak zareagować. Mój najlepszy przyjaciel, któremu byłam gotowa powiedzieć wszystko, ufałam mu bezgranicznie, mogłam za nim nawet pójść w ogień (co już się zdarzyło)... nagle wyznał mi miłość.
Co miałam mu odpowiedzieć? Nie znałam znaczenia jego słów. "Kocham cię całym sercem...". Nigdy nikt mi tego nie powiedział, a ja sama nie zastanawiałam się nad tym.
Nie dałabym sobie rady bez Rafa. Nie mogłabym żyć bez niego. Czy to znaczy, że go kocham? "Lubię" to chyba za mało powiedziane... Ale czy to właśnie była miłość, o której tak naprawdę nie wiedziałam nic, zupełnie nic? Przecież obiecałam sobie, że nigdy się do nikogo nie przywiążę, tak...?
Otworzyłam pysk, by zabrać głos.
- Ja... - wydukałam. - Raf, ja też Cię kocham.
Podniosłam wzrok. Nasze spojrzenia się spotkały. Podeszłam na niego. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów.
Nachyliłam się do owczarka. Przełamałam dzielącą nas barierę. Zamknęłam oczy i pocałowałam go.
Raf? <3 Wybacz długość.
Co miałam mu odpowiedzieć? Nie znałam znaczenia jego słów. "Kocham cię całym sercem...". Nigdy nikt mi tego nie powiedział, a ja sama nie zastanawiałam się nad tym.
Nie dałabym sobie rady bez Rafa. Nie mogłabym żyć bez niego. Czy to znaczy, że go kocham? "Lubię" to chyba za mało powiedziane... Ale czy to właśnie była miłość, o której tak naprawdę nie wiedziałam nic, zupełnie nic? Przecież obiecałam sobie, że nigdy się do nikogo nie przywiążę, tak...?
Otworzyłam pysk, by zabrać głos.
- Ja... - wydukałam. - Raf, ja też Cię kocham.
Podniosłam wzrok. Nasze spojrzenia się spotkały. Podeszłam na niego. Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów.
Nachyliłam się do owczarka. Przełamałam dzielącą nas barierę. Zamknęłam oczy i pocałowałam go.
Raf? <3 Wybacz długość.
piątek, 1 stycznia 2016
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Na chwilę zapomniałam, jak się oddycha. Zasłoniłam pysk łapą i poczułam, jak łzy płyną mi do oczu. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Byłam jednocześnie zdumiona, szczęśliwa i przerażona.
Przerażenie i ból towarzyszący mi odkąd martwy już wilk się na mnie rzucił, górowały nad wszystkim innym. Na mojej łapie pozostał ślad po zadrapaniu, a po pysku spływała strużka krwi.
Zakręciło mi się w głowie, gdy usłyszałam słowa wypowiedziane przez Rafa. Były tak ciche, że ledwo dotarły do moich uszu. Ale było też coś, co w tej wypowiedzi nie mogło umknąć mojej uwadze.
Zakręciło mi się w głowie, gdy usłyszałam słowa wypowiedziane przez Rafa. Były tak ciche, że ledwo dotarły do moich uszu. Ale było też coś, co w tej wypowiedzi nie mogło umknąć mojej uwadze.
"Nie wiem, czy przeżyję...".
Wydawało mi się, że moje serce na chwilę przestało bić. Zamarłam, kiedy dotarł do mnie sens tych słów.
Ogarnęło mnie przerażenie, które sprawiło, że niemal zapomniałam o tym, co mój najlepszy przyjaciel powiedział później.
Raf powoli zamykał oczy.
- Raf! - wrzasnęłam, a mój głos odbił się echem od ściany jaskini Rafaello, która znajdowała się tak blisko. Nie wierzę, że nawet w miejscu, które było jednym z niewielu, gdzie czułam się bezpiecznie, mogło wydarzyć się coś takiego.
- Raf! - powtórzyłam. - Obudź się! - Mój krzyk zmienił się w głuchy jęk. - Pomocy. - wyszeptałam. - Pomocy! - odewałam się jeszcze raz.
Zrobiło mi się słabo. Upadłam na ziemię.
- Raf. - szepnęłam. - Proszę.
Wiedziałam jednak, że już nie mógł mnie usłyszeć. Nagle usłyszałam czyjeś wołanie. Głos dobiegał z lasu. Nie był znajomy, lecz nie brzmiał jak należący do kogoś z Watahy Braterskiej Krwi. Nie rozpoznałam, do kogo należał.
- Pomocy.- powtórzyłam. Podniosłam głowę do góry. Mój wzrok przeszłoniła mgła, która sprawiła, że nie rozpoznałam przybysza.
- Freiheit! - usłyszałam swoje imię. - Rafaello! - Moje oczy powoli się zamykały. Nie pamiętam, co działo się później.
Nie otwierałam oczu. Chciałam dowiedzieć się, z kim rozmawiała główna lekarka.
- Przekażę Fartowi, żeby wysłał więcej wojowników na teren Avendeer. - Easy? Tutaj? - Niedawno Catherine zginęła właśnie w tym sektorze. - Po raz pierwszy jej głos nie był przepełniony radością. Prawie jej nie rozpoznałam. Uchyliłam jedną powiekę.
- Dobrze. - Casey skinęła głową. Uśmiechnęła się lekko do mojej siostry, która odpowiedziała tym samym. Następnie odwróciła się na pięcie i odeszła. Zaś Casey ruszyła w przeciwnym kierunku.
Powoli dźwignęłam się z ziemi. Dopiero gdy stanęłam na własnych łapach, poczułam ból w prawej przedniej kończynie. Podniosłam ją do góry, po czym ponownie postawiłam na ziemi. Wyszłam na zewnątrz niewielkiej groty, do której już nie pierwszy raz mnie przeniesiono.
Kuśtykając, szłam korytarzem przepełnionym niewyobrażalną ilością rannych i lekarzy. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Starałam się, by to się nie zmieniło, jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu Rafa.
Nagle go zobaczyłam. Siedział, rozmawiając z Veroną. Jego sierść była pozlepiana zaschłą krwią, na ciele miał liczne zadrapania.
- Frei? - zdziwił się moją obecnością. Następnie na jego pysku pojawił się słaby uśmiech. Verona cofnęła się kilka kroków do tyłu, po czym wyszła, zostawiając nas samych.
Milczałam przez pierwsze kilkanaście sekund. Następnie uniosłam wzrok. Nasze spojrzenia się spotkały.
- Przeżyłeś. - odezwałam się zupełnie bez sensu, tylko po to, by cokolwiek powiedzieć. Ponownie zamilkłam. - Cieszę się, że cię widzę. - oznajmiłam, kontynuując tą wypowiedź.
- Ja też. - odparł cicho.
Spuściłam wzrok. Zastanowiłam się nad tym, co powiedział wcześniej. Czy ja też go kocham? Skąd miałam to wiedzieć, skoro nawet nie znam znaczenia tego słowa? Co to znaczy "kochać"? Ufać komuś, nawet w takich okolicznościach? Wiedzieć, że można na kimś polegać? Być przywiązanym do kogoś? Jeśli tak, to naprawdę kochałam Rafa... Był dla mnie prawdziwym oparciem. Nigdy mnie nie zostawił. Zawsze był przy mnie.
- Raf... - zaczęłam cichym, niepewnym głosem. - Czy... czy to, co powiedziałeś... tamtego dnia... - Nawet nie wiedziałam, ile czasu upłynęło od tamtej walki. Zupełnie straciłam poczucie czasu. Przełknęłam ślinę. - To była prawda?
Raf?
Ogarnęło mnie przerażenie, które sprawiło, że niemal zapomniałam o tym, co mój najlepszy przyjaciel powiedział później.
Raf powoli zamykał oczy.
- Raf! - wrzasnęłam, a mój głos odbił się echem od ściany jaskini Rafaello, która znajdowała się tak blisko. Nie wierzę, że nawet w miejscu, które było jednym z niewielu, gdzie czułam się bezpiecznie, mogło wydarzyć się coś takiego.
- Raf! - powtórzyłam. - Obudź się! - Mój krzyk zmienił się w głuchy jęk. - Pomocy. - wyszeptałam. - Pomocy! - odewałam się jeszcze raz.
Zrobiło mi się słabo. Upadłam na ziemię.
- Raf. - szepnęłam. - Proszę.
Wiedziałam jednak, że już nie mógł mnie usłyszeć. Nagle usłyszałam czyjeś wołanie. Głos dobiegał z lasu. Nie był znajomy, lecz nie brzmiał jak należący do kogoś z Watahy Braterskiej Krwi. Nie rozpoznałam, do kogo należał.
- Pomocy.- powtórzyłam. Podniosłam głowę do góry. Mój wzrok przeszłoniła mgła, która sprawiła, że nie rozpoznałam przybysza.
- Freiheit! - usłyszałam swoje imię. - Rafaello! - Moje oczy powoli się zamykały. Nie pamiętam, co działo się później.
***
- Oboje przeżyli. - Zbudził mnie spokojny, uspokajający głos Casey. - Raf jest znacznie bardziej poturbowany niż Frei, ale on również dojdzie do siebie. - zapewniła bohundka. Odetchnęłam z ulgą. Mój przyjaciel przeżył. Co za szczęście.Nie otwierałam oczu. Chciałam dowiedzieć się, z kim rozmawiała główna lekarka.
- Przekażę Fartowi, żeby wysłał więcej wojowników na teren Avendeer. - Easy? Tutaj? - Niedawno Catherine zginęła właśnie w tym sektorze. - Po raz pierwszy jej głos nie był przepełniony radością. Prawie jej nie rozpoznałam. Uchyliłam jedną powiekę.
- Dobrze. - Casey skinęła głową. Uśmiechnęła się lekko do mojej siostry, która odpowiedziała tym samym. Następnie odwróciła się na pięcie i odeszła. Zaś Casey ruszyła w przeciwnym kierunku.
Powoli dźwignęłam się z ziemi. Dopiero gdy stanęłam na własnych łapach, poczułam ból w prawej przedniej kończynie. Podniosłam ją do góry, po czym ponownie postawiłam na ziemi. Wyszłam na zewnątrz niewielkiej groty, do której już nie pierwszy raz mnie przeniesiono.
Kuśtykając, szłam korytarzem przepełnionym niewyobrażalną ilością rannych i lekarzy. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Starałam się, by to się nie zmieniło, jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu Rafa.
Nagle go zobaczyłam. Siedział, rozmawiając z Veroną. Jego sierść była pozlepiana zaschłą krwią, na ciele miał liczne zadrapania.
- Frei? - zdziwił się moją obecnością. Następnie na jego pysku pojawił się słaby uśmiech. Verona cofnęła się kilka kroków do tyłu, po czym wyszła, zostawiając nas samych.
Milczałam przez pierwsze kilkanaście sekund. Następnie uniosłam wzrok. Nasze spojrzenia się spotkały.
- Przeżyłeś. - odezwałam się zupełnie bez sensu, tylko po to, by cokolwiek powiedzieć. Ponownie zamilkłam. - Cieszę się, że cię widzę. - oznajmiłam, kontynuując tą wypowiedź.
- Ja też. - odparł cicho.
Spuściłam wzrok. Zastanowiłam się nad tym, co powiedział wcześniej. Czy ja też go kocham? Skąd miałam to wiedzieć, skoro nawet nie znam znaczenia tego słowa? Co to znaczy "kochać"? Ufać komuś, nawet w takich okolicznościach? Wiedzieć, że można na kimś polegać? Być przywiązanym do kogoś? Jeśli tak, to naprawdę kochałam Rafa... Był dla mnie prawdziwym oparciem. Nigdy mnie nie zostawił. Zawsze był przy mnie.
- Raf... - zaczęłam cichym, niepewnym głosem. - Czy... czy to, co powiedziałeś... tamtego dnia... - Nawet nie wiedziałam, ile czasu upłynęło od tamtej walki. Zupełnie straciłam poczucie czasu. Przełknęłam ślinę. - To była prawda?
Raf?
sobota, 5 grudnia 2015
Od Freiheit
Promienie słoneczne z samego rana wdarły się do jaskini Rafaello. Ledwo uchyliłam jedną powiekę, a oślepiające światło dotarło do moich oczu. Skrzywiłam się, po czym otworzyłam oczy. Obejrzałam się za siebie. Mojego przyjaciela tutaj nie było. Pewnie gdzieś wyszedł, pomyślałam.
Przeciągnęłam się i głośno ziewnęłam. Następnie powoli podniosłam się z ziemi. Zrobiłam kilka kroków w stronę okna, by móc przez nie wyjrzeć.
Śniegu już prawie nie było, znajdował się jedynie w pojedynczych miejscach, rzucając się przy tym w oczy. Nie sposób było ich nie zauważyć - tak rzadko się pojawiały.
Skierowałam się w stronę wyjścia. Z każdym dniem czułam się coraz lepiej. Byłam gotowa do walki, a przynajmniej tak uważałam. Napawałam coraz większą odrazą do wrogiej watahy. Musiałam się na niej zemścić...
Pogrążona w swoich rozmyślaniach, wyszłam na zewnątrz jaskini. Nawet nie patrzyłam, dokąd szłam. Mój wzrok utkwiony był w ziemi.
Nagle dostałam śnieżką w pysk. Śnieg był mokry i nieprzyjemny.
Wyrzuciłam z siebie parę przekleństw, mrucząc je pod nosem. Ogarnęła mnie złość. Natychmiast podniosłam wzrok do góry, jednocześnie zdejmując z siebie resztki śniegu.
Dzięki temu udało mi się dostrzec kolejną śnieżkę. Zdążyłam w porę się odsunąć. Wtedy zobaczyłam mojego brata zwijającego się ze śmiechu.
- Niger! - wrzasnęłam. Nie chciałam tracić czasu na zadawanie mu pytań takich jak "Co ty tu robisz?!". Od razu rzuciłam się za nim w pogoń. Już nie sprawiało mi to problemu. Niger dopiero po dłuższej chwili zauważył, że biegnę w jego stronę. Zatrzymałam się i zebrałam część białego puchu, jaki pozostał na wilgotnej trawie. Trafiłam w tollera dopiero za drugim razem. Po chwili kolejna śnieżka uderzyła we mnie.
- Dobra, spokój. - powiedział pies, otrzepując się. Podszedł do mnie, ignorując morderczy wzrok, który w niego wlepiłam. Roześmiał się na mój widok.
Nie rozumiałam jego podejścia do życia. On, podobnie jak Easy, potrafił cieszyć się ze wszystkiego, z czego tylko mhógł.
- Cześć, Frei. - uśmiechnął się do mnie ciepło. Dopiero wtedy zmusiłam się do uśmiechu.
- Hej, Niger. - mruknęłam. - Mogę wiedzieć, czemu rzucasz we mnie tym obrzydliwym śniegiem?
- Nie jest obrzydliwy. - zaprzeczył Niger, jakby w ogóle nie zorientował się, że zadałam mu pytanie.
- Jest. - upierałam się. - Taki mokry i lepki. Fuj.
- Te siedzenie w domu wcale ci nie pomaga. - stwierdził toller, zmieniając prz tym temat. Zmarszczył "brwi" i przyjrzał mi się z uwagą. . - Wiesz może, kiedy będziesz mogła wrócić... do walki? - spytał niechętnie, przełykając przy tym ślinę. Nigd nie był zadowolony z moich planów dotyczących bycia mordercą. Nie odpowiadało mu to stanowisko.
- Jeszcze nie. - posmutniałam. Znowu poczułam się źle z tym, że na tak długi czas mieszkam u Rafa. Czułam się, jakbym była dla niego tylko obowiązkiem. To poczucie dręczyło mnie już od dwóch tygodni.
Niger pokiwał głową, jak mi się zdawało, ze zrozumieniem. Uśmiechnęłam się smutno.
Bałam się dalej walczyć. Przyznaję się bez bicia, że się bałam. Ale jeszcze bardziej bałam się odpowiedzialności, która już niedługo mogła spoczywać na mnie. W takim stanie, jak teraz, nie mogłabym być zastępcą Alfy.
Nagle w mojej głowie pojawiła się myśl, która sprawiła, że w moim gardle urosła gula. Czy tak czuł się Hockey, opuszczając Sforę...? Czy on też bał się, że zawiedzie Sforzan?
Spuściłam wzrok. Pożegnałam się z bratem i wróciłam do jaskini Rafa. Niedługo po moim przybyciu, w wejściu zjawił się Rafaello z dwoma zającami w pysku. Uśmiechał się najszerzej, jak tylko mógł. Odwzajemniłam uśmiech.
Położył przede mną swoją zdobycz.
- Smacznego. - rzekł, lekko merdając ogonem. Odpowiedziałam mu to samo. Następnie w ciszy zabraliśmy się do jedzenia.
Nawet nie wspomniałam o moich ostatnich rozmyślaniach. Nie powiedziałam również ani słowa o tym, że niedługo mija pół roku od mojej pierwszej bitwy.
Po południu pies udał się na spotkanie z rodziną. Zostałam sama w jego jaskini. Siedziałam tam przez pół godziny, po czym wyszłam na zewnątrz, kierując się w stronę szpitala.
Trawa pokryta jest kroplami rosy. Moja sierść na łapach staje się mokra z tego powodu. Podnoszę wzrok. Cały czas rozglądam się dookoła, nie przestaję być czujna. Wciąż wydaje mi się, że z każdej strony czyha wilk z wrogiej watahy.
Wszędzie są strażnicy, powtarzam sobie w myślach, jakby to miało mi w czymś pomóc. Nie pomaga.
Staję w wejściu do groty medyków, którzy jeszcze przed moimi narodzinami przenieśli się pod Olimpusa. Z tego, co słyszałam, wcześniej pracowali w Navydeer, które odebrane zostało nam przez wilki.
Wchodzę do środka i od razu mrużę oczy. Nie chcę widzieć tylu rannych członków Sfory, którzy patrzą na mnie z nadzieją za każdym razem, gdy tylko tutaj wchodzę. Nie mogę znieść tych spojrzeń, tym bardziej, że nie umiem im pomóc.
Niechcący wpadam na Veronę.
- Freiheit? - słyszę jej głos, po którym od razu rozpoznaję jej zmęczrnie. Otwieram oczy szerzej. - Wszystko w porządku?
- Tak. - odpowiadam bez wahania.
- Chodźmy do środka. - mówi suczka, wskazując łapą na grotę znajdującą się kilka metrów dalej. Uśmiecha się blado.
Posłusznie idę za nią.
We wskazanej grocie nie.ma nikogo oprócz nas. Wyglądam przez "drzwi". Po korytarzach krzątają się lekarze. Dostrzegam również Nigera i Roxolanne.
Przenoszę wzrok na Veronę, która obserwuje mnie uważnie spod przymkniętych powiek.
- Jest coraz lepiej. - stwierdza. - Za kilka dni możesz wrócić do pracy.
Do pracy. To tak dziwnie brzmi. Nie jestem przyzwyczajona do nazywania tego pracą, chociaż wiem, że tak jest. Chce mi się śmiać, mimo że nie ma w tym nic śmiesznego. Zabijanie jest moją pracą.
Co ja najlepszego zrobiłam?
Wychodzę ze szpitala kilkanaście minut później. Zaczyna padać deszcz. Przyśpieszam kroku.
Po chwili docieram do lasu w Fallendeer. Zawsze słyszałam, że tutaj mieszka większość psów z SPG, a teraz nikogo tutaj nie widzę.
Kręcę głową, kłusując leśną ścieżką. Mijam drzewa, które niczym nie różnią się od siebie. Przede mną przebiega wiewiórka. Nie mam siły za nią biec, więc nie przestaję iść do przodu.
Nawet nie zauważam, kiedy znajduję się pod Starym domem. Lekki deszcz przemienia się w ulewę. Mimo że nie mam nic przeciwko takiej pogodzie, wchodze do drewnianego budynku, gdzie nie zastaję żadnego psa. Kładę się metr przed drzwiami, obserwując kałuże, które powstają w wyniku ulewy.
W oddali zauważam psa, zbliżającego się do mnie. Podnoszę się z ziemi, próbując rozpoznać, czy jes on członkiem Sfory Psiego Głosu, lecz w takiej odległości mój wzrok zawodzi, dlatego czekam.
Ktokolwiek? :P
Przeciągnęłam się i głośno ziewnęłam. Następnie powoli podniosłam się z ziemi. Zrobiłam kilka kroków w stronę okna, by móc przez nie wyjrzeć.
Śniegu już prawie nie było, znajdował się jedynie w pojedynczych miejscach, rzucając się przy tym w oczy. Nie sposób było ich nie zauważyć - tak rzadko się pojawiały.
Skierowałam się w stronę wyjścia. Z każdym dniem czułam się coraz lepiej. Byłam gotowa do walki, a przynajmniej tak uważałam. Napawałam coraz większą odrazą do wrogiej watahy. Musiałam się na niej zemścić...
Pogrążona w swoich rozmyślaniach, wyszłam na zewnątrz jaskini. Nawet nie patrzyłam, dokąd szłam. Mój wzrok utkwiony był w ziemi.
Nagle dostałam śnieżką w pysk. Śnieg był mokry i nieprzyjemny.
Wyrzuciłam z siebie parę przekleństw, mrucząc je pod nosem. Ogarnęła mnie złość. Natychmiast podniosłam wzrok do góry, jednocześnie zdejmując z siebie resztki śniegu.
Dzięki temu udało mi się dostrzec kolejną śnieżkę. Zdążyłam w porę się odsunąć. Wtedy zobaczyłam mojego brata zwijającego się ze śmiechu.
- Niger! - wrzasnęłam. Nie chciałam tracić czasu na zadawanie mu pytań takich jak "Co ty tu robisz?!". Od razu rzuciłam się za nim w pogoń. Już nie sprawiało mi to problemu. Niger dopiero po dłuższej chwili zauważył, że biegnę w jego stronę. Zatrzymałam się i zebrałam część białego puchu, jaki pozostał na wilgotnej trawie. Trafiłam w tollera dopiero za drugim razem. Po chwili kolejna śnieżka uderzyła we mnie.
- Dobra, spokój. - powiedział pies, otrzepując się. Podszedł do mnie, ignorując morderczy wzrok, który w niego wlepiłam. Roześmiał się na mój widok.
Nie rozumiałam jego podejścia do życia. On, podobnie jak Easy, potrafił cieszyć się ze wszystkiego, z czego tylko mhógł.
- Cześć, Frei. - uśmiechnął się do mnie ciepło. Dopiero wtedy zmusiłam się do uśmiechu.
- Hej, Niger. - mruknęłam. - Mogę wiedzieć, czemu rzucasz we mnie tym obrzydliwym śniegiem?
- Nie jest obrzydliwy. - zaprzeczył Niger, jakby w ogóle nie zorientował się, że zadałam mu pytanie.
- Jest. - upierałam się. - Taki mokry i lepki. Fuj.
- Te siedzenie w domu wcale ci nie pomaga. - stwierdził toller, zmieniając prz tym temat. Zmarszczył "brwi" i przyjrzał mi się z uwagą. . - Wiesz może, kiedy będziesz mogła wrócić... do walki? - spytał niechętnie, przełykając przy tym ślinę. Nigd nie był zadowolony z moich planów dotyczących bycia mordercą. Nie odpowiadało mu to stanowisko.
- Jeszcze nie. - posmutniałam. Znowu poczułam się źle z tym, że na tak długi czas mieszkam u Rafa. Czułam się, jakbym była dla niego tylko obowiązkiem. To poczucie dręczyło mnie już od dwóch tygodni.
Niger pokiwał głową, jak mi się zdawało, ze zrozumieniem. Uśmiechnęłam się smutno.
Bałam się dalej walczyć. Przyznaję się bez bicia, że się bałam. Ale jeszcze bardziej bałam się odpowiedzialności, która już niedługo mogła spoczywać na mnie. W takim stanie, jak teraz, nie mogłabym być zastępcą Alfy.
Nagle w mojej głowie pojawiła się myśl, która sprawiła, że w moim gardle urosła gula. Czy tak czuł się Hockey, opuszczając Sforę...? Czy on też bał się, że zawiedzie Sforzan?
Spuściłam wzrok. Pożegnałam się z bratem i wróciłam do jaskini Rafa. Niedługo po moim przybyciu, w wejściu zjawił się Rafaello z dwoma zającami w pysku. Uśmiechał się najszerzej, jak tylko mógł. Odwzajemniłam uśmiech.
Położył przede mną swoją zdobycz.
- Smacznego. - rzekł, lekko merdając ogonem. Odpowiedziałam mu to samo. Następnie w ciszy zabraliśmy się do jedzenia.
Nawet nie wspomniałam o moich ostatnich rozmyślaniach. Nie powiedziałam również ani słowa o tym, że niedługo mija pół roku od mojej pierwszej bitwy.
Po południu pies udał się na spotkanie z rodziną. Zostałam sama w jego jaskini. Siedziałam tam przez pół godziny, po czym wyszłam na zewnątrz, kierując się w stronę szpitala.
Trawa pokryta jest kroplami rosy. Moja sierść na łapach staje się mokra z tego powodu. Podnoszę wzrok. Cały czas rozglądam się dookoła, nie przestaję być czujna. Wciąż wydaje mi się, że z każdej strony czyha wilk z wrogiej watahy.
Wszędzie są strażnicy, powtarzam sobie w myślach, jakby to miało mi w czymś pomóc. Nie pomaga.
Staję w wejściu do groty medyków, którzy jeszcze przed moimi narodzinami przenieśli się pod Olimpusa. Z tego, co słyszałam, wcześniej pracowali w Navydeer, które odebrane zostało nam przez wilki.
Wchodzę do środka i od razu mrużę oczy. Nie chcę widzieć tylu rannych członków Sfory, którzy patrzą na mnie z nadzieją za każdym razem, gdy tylko tutaj wchodzę. Nie mogę znieść tych spojrzeń, tym bardziej, że nie umiem im pomóc.
Niechcący wpadam na Veronę.
- Freiheit? - słyszę jej głos, po którym od razu rozpoznaję jej zmęczrnie. Otwieram oczy szerzej. - Wszystko w porządku?
- Tak. - odpowiadam bez wahania.
- Chodźmy do środka. - mówi suczka, wskazując łapą na grotę znajdującą się kilka metrów dalej. Uśmiecha się blado.
Posłusznie idę za nią.
We wskazanej grocie nie.ma nikogo oprócz nas. Wyglądam przez "drzwi". Po korytarzach krzątają się lekarze. Dostrzegam również Nigera i Roxolanne.
Przenoszę wzrok na Veronę, która obserwuje mnie uważnie spod przymkniętych powiek.
- Jest coraz lepiej. - stwierdza. - Za kilka dni możesz wrócić do pracy.
Do pracy. To tak dziwnie brzmi. Nie jestem przyzwyczajona do nazywania tego pracą, chociaż wiem, że tak jest. Chce mi się śmiać, mimo że nie ma w tym nic śmiesznego. Zabijanie jest moją pracą.
Co ja najlepszego zrobiłam?
Wychodzę ze szpitala kilkanaście minut później. Zaczyna padać deszcz. Przyśpieszam kroku.
Po chwili docieram do lasu w Fallendeer. Zawsze słyszałam, że tutaj mieszka większość psów z SPG, a teraz nikogo tutaj nie widzę.
Kręcę głową, kłusując leśną ścieżką. Mijam drzewa, które niczym nie różnią się od siebie. Przede mną przebiega wiewiórka. Nie mam siły za nią biec, więc nie przestaję iść do przodu.
Nawet nie zauważam, kiedy znajduję się pod Starym domem. Lekki deszcz przemienia się w ulewę. Mimo że nie mam nic przeciwko takiej pogodzie, wchodze do drewnianego budynku, gdzie nie zastaję żadnego psa. Kładę się metr przed drzwiami, obserwując kałuże, które powstają w wyniku ulewy.
W oddali zauważam psa, zbliżającego się do mnie. Podnoszę się z ziemi, próbując rozpoznać, czy jes on członkiem Sfory Psiego Głosu, lecz w takiej odległości mój wzrok zawodzi, dlatego czekam.
Ktokolwiek? :P
poniedziałek, 16 listopada 2015
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Słowa Rafaello dotarły do moich uszu zanim zasnęłam. Jeszcze chwila, a nie mogłabym go usłyszeć.
- Dobranoc. - wyszeptałam. Następnie oparłam głowę na łapach i zamknęłam oczy. Ku mojemu zdziwieniu, jeszcze długo nie mogłam zasnąć. Nastąpiło to dopiero godzinę później.
Czarny wilk stał przede mną. Odsłonił kły i warknął, a następnie zawył przeraźliwie. Słyszałam bicie własnego serca.
Wszystko potoczyło się tak szybko. Rzuciłam się na przeciwnika, który bez trudu powalił mnie na ziemię. Nie minęła chwila, a już spadałam. Ziemia zdawała się być tak bardzo blisko...
Silne uderzenie zakończyło mój koszmar. Obudził mnie mój własny krzyk.
- Frei? - Najwyraźniej obudziłam również mojego przyjaciela. - Wszystko w porządku? - zapytał z troską w oczach.
Nie odpowiedziałam. Rozejrzałam się niespokojnie po jaskini. Wydawało mi się, że każdy niewinny podmuch wiatru zwiastuje niebezpieczeństwo.
- Frei? - powtórzył, tym razem nieco głośniej.
- Tak. - odrzekłam szeptem. - Wszystko w porządku. - zapewniłam go. Rafaello spojrzał na mnie z powątpiewaniem. Przewróciłam oczami, ale tak, by border tego nie wiedział. - Która godzina? - spytałam półprzytomnym głosem.
- Jest... - Raf obejrzał się w stronę zegara wiszącego na ścianie w jaskini. Nie miałam pojęcia, skąd go wytrzasnął, podobne wątpliwości miałam w dniu pożaru oraz wtedy, gdy podarował mi naszyjnik. Nie zmieniało to jednak faktu, że podziwiałam tą.umiejętność. Ja nie potrafiłam znaleźć niczego nawet we własnej jaskini. - Trzecia w nocy. - dokończył.
Pokiwałam głową.
- Lepiej chodźmy spać. - mruknęłam.
Ziewnęłam cicho. Po chwili postanowiłam wstać. Położyłam się obok mojego przyjaciela i wtuliłam się w jego sierść.
Raf spojrzał na mnie ze zdziwieniem,.lecz nic nie mówił.
- Dobranoc. - odezwałam się.cichym głosem. Odpowiedzi psa już nie mogłam usłyszeć.
Raf? Przepraszam, że krótkie, brak czasu. ;/
- Dobranoc. - wyszeptałam. Następnie oparłam głowę na łapach i zamknęłam oczy. Ku mojemu zdziwieniu, jeszcze długo nie mogłam zasnąć. Nastąpiło to dopiero godzinę później.
Czarny wilk stał przede mną. Odsłonił kły i warknął, a następnie zawył przeraźliwie. Słyszałam bicie własnego serca.
Wszystko potoczyło się tak szybko. Rzuciłam się na przeciwnika, który bez trudu powalił mnie na ziemię. Nie minęła chwila, a już spadałam. Ziemia zdawała się być tak bardzo blisko...
Silne uderzenie zakończyło mój koszmar. Obudził mnie mój własny krzyk.
- Frei? - Najwyraźniej obudziłam również mojego przyjaciela. - Wszystko w porządku? - zapytał z troską w oczach.
Nie odpowiedziałam. Rozejrzałam się niespokojnie po jaskini. Wydawało mi się, że każdy niewinny podmuch wiatru zwiastuje niebezpieczeństwo.
- Frei? - powtórzył, tym razem nieco głośniej.
- Tak. - odrzekłam szeptem. - Wszystko w porządku. - zapewniłam go. Rafaello spojrzał na mnie z powątpiewaniem. Przewróciłam oczami, ale tak, by border tego nie wiedział. - Która godzina? - spytałam półprzytomnym głosem.
- Jest... - Raf obejrzał się w stronę zegara wiszącego na ścianie w jaskini. Nie miałam pojęcia, skąd go wytrzasnął, podobne wątpliwości miałam w dniu pożaru oraz wtedy, gdy podarował mi naszyjnik. Nie zmieniało to jednak faktu, że podziwiałam tą.umiejętność. Ja nie potrafiłam znaleźć niczego nawet we własnej jaskini. - Trzecia w nocy. - dokończył.
Pokiwałam głową.
- Lepiej chodźmy spać. - mruknęłam.
Ziewnęłam cicho. Po chwili postanowiłam wstać. Położyłam się obok mojego przyjaciela i wtuliłam się w jego sierść.
Raf spojrzał na mnie ze zdziwieniem,.lecz nic nie mówił.
- Dobranoc. - odezwałam się.cichym głosem. Odpowiedzi psa już nie mogłam usłyszeć.
Raf? Przepraszam, że krótkie, brak czasu. ;/
niedziela, 8 listopada 2015
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Podniosłam wzrok na swojego przyjaciela. Nasze spojrzenia się spotkały.
- Tak. - wyszeptałam, nie wiedząc, jak mu podziękować. Jedno, z pozoru proste 'dziękuję' zawsze z trudem przechodziło mi przez gardło. - Bardzo mi się podoba. - Zdałam sobie sprawę z tego, że mój głos zabrzmiał słabo. Zamerdałam ogonem, by zatrzeć to wrażenie. Uniosłam prawy kącik pyska w delikatnym uśmiechu.
Raf w odpowiedzi uśmiechnął się do mnie ciepło.
Zarzuciłam naszyjnik na szyję. Motylek przyczepiony do rzemyka zniknął w mojej sierści, był ledwo widoczny. Jednak to się zmieniło, gdy podeszłam do Rafaello, by go uściskać. Odsunęłam się po chwili i spuściłam wzrok.
- Eee... Co robimy? - wymamrotałam.
- Idziemy do mnie? - Raf przekręcił głowę w lewą stronę.
- Okej. - odparłam bez zastanowienia. Już nawet nie myślałam o powrocie do mojego domu. Było za daleko i nie byłabym w stanie tam dojść.
Ruszyliśmy pięć minut później. Słońce zaczynało zachodzić, a śnieg sypał leniwie, zostawiając białe plamki na mojej sierści. Border szedł tuż obok mnie, a ja czułam się bezpiecznie w jego obecności.
Moje łapy zanurzały się w śniegu, który sięgał mi aż do kolan, co tylko utrudniało mi poruszanie się. Jednak mimo to nie zatrzymałam się ani razu.
- Gdzie mieszkasz? - spytałam, przenosząc wzrok na mojego towarzysza.
- Już niedaleko. - uśmiechnął się. - Zobaczysz.
- Nie lubię niespodzianek. - mruknęłam, na co Raf roześmiał się.
- W takim razie zgadnij. - zaproponował.
- Zgadywanek też nie lubię! - burknęłam, lecz wiedziałam, że tej krótkiej wymiany zdań o charakterze kłótni żadne z nas nie brało na poważnie. Już po chwili śmiałam się razem z nim.
Śmiech poprawił mi nastrój, od razu poczułam się lepiej. Minęło wiele czasu, odkąd czułam się tak wspaniale. Szybko udało mi się zapomnieć o tym, że niedługo któreś z mojego rodzeństwa zostanie Betą i prawdopodobnie padnie na mnie.
Przypomniałam sobie o tym, gdy byliśmy już prawie na miejscu. Ta myśl od razu mnie zgasiła. Okej, nie miałam nic przeciwko byciu zastępcą Alfy. Pogodziłam się z tym, a po pewnym czasie nawet sama tego chciałam. Jednak świadomość tego, że obecnie nie mieliśmy Alfy, sprawiała, że coś ściskało mnie w gardle. Bałam się obowiązków, które wiązały się z byciem Betą. Wysokie stanowisko, duża odpowiedzialność... Czułam się na to za młoda...
Na domiar złego fakt, że nie będę mogła walczyć przez następne pół roku. Wilki po tym zdarzeniu już na pewno wybrały sobie mnie jako łatwy cel. Nie miałam najmniejszych szans w następnej bitwie...
Raf zerknął na mnie kątem oka i najwyraźniej dostrzegł moją nagłą zmianę nastroju.
- Hej. - przemówił łagodnie. Stanął przede mną, przez co ja również się zatrzymałam. Rozejrzałam się dookoła, by upewnić się, że to miejsce na pewno jest bezpieczne. - Co się stało?
- Jestem Młodą Betą. To się stało. - wydukałam.
- To chyba nie jest nic strasznego... - odrzekł pies niepewnie. Widząc, że nic nie odpowiedziałam, zwrócił się do mnie ponownie. - Jeśli to ciebie wybiorą na Betę, na pewno sobie poradzisz. - stwierdził. - Ale chyba chcesz tego, prawda? - dorzucił szybko.
- To nie jest tak, że nie chcę być Betą. - Ostatnie słowo dziwnie zabrzmiało w moich 'ustach'. - Ja nie mam nic przeciwko temu, nawet odpowiada mi tak wysokie stanowisko. Ja się po prostu boję, że to wszystko mnie przerośnie. - wyznałam. Wspomnienie dnia, w którym dowiedziałam się, że Nageezi zrezygnowała, sprawiło, że poczułam rosnącą gulę w gardle.
Raf?
- Tak. - wyszeptałam, nie wiedząc, jak mu podziękować. Jedno, z pozoru proste 'dziękuję' zawsze z trudem przechodziło mi przez gardło. - Bardzo mi się podoba. - Zdałam sobie sprawę z tego, że mój głos zabrzmiał słabo. Zamerdałam ogonem, by zatrzeć to wrażenie. Uniosłam prawy kącik pyska w delikatnym uśmiechu.
Raf w odpowiedzi uśmiechnął się do mnie ciepło.
Zarzuciłam naszyjnik na szyję. Motylek przyczepiony do rzemyka zniknął w mojej sierści, był ledwo widoczny. Jednak to się zmieniło, gdy podeszłam do Rafaello, by go uściskać. Odsunęłam się po chwili i spuściłam wzrok.
- Eee... Co robimy? - wymamrotałam.
- Idziemy do mnie? - Raf przekręcił głowę w lewą stronę.
- Okej. - odparłam bez zastanowienia. Już nawet nie myślałam o powrocie do mojego domu. Było za daleko i nie byłabym w stanie tam dojść.
Ruszyliśmy pięć minut później. Słońce zaczynało zachodzić, a śnieg sypał leniwie, zostawiając białe plamki na mojej sierści. Border szedł tuż obok mnie, a ja czułam się bezpiecznie w jego obecności.
Moje łapy zanurzały się w śniegu, który sięgał mi aż do kolan, co tylko utrudniało mi poruszanie się. Jednak mimo to nie zatrzymałam się ani razu.
- Gdzie mieszkasz? - spytałam, przenosząc wzrok na mojego towarzysza.
- Już niedaleko. - uśmiechnął się. - Zobaczysz.
- Nie lubię niespodzianek. - mruknęłam, na co Raf roześmiał się.
- W takim razie zgadnij. - zaproponował.
- Zgadywanek też nie lubię! - burknęłam, lecz wiedziałam, że tej krótkiej wymiany zdań o charakterze kłótni żadne z nas nie brało na poważnie. Już po chwili śmiałam się razem z nim.
Śmiech poprawił mi nastrój, od razu poczułam się lepiej. Minęło wiele czasu, odkąd czułam się tak wspaniale. Szybko udało mi się zapomnieć o tym, że niedługo któreś z mojego rodzeństwa zostanie Betą i prawdopodobnie padnie na mnie.
Przypomniałam sobie o tym, gdy byliśmy już prawie na miejscu. Ta myśl od razu mnie zgasiła. Okej, nie miałam nic przeciwko byciu zastępcą Alfy. Pogodziłam się z tym, a po pewnym czasie nawet sama tego chciałam. Jednak świadomość tego, że obecnie nie mieliśmy Alfy, sprawiała, że coś ściskało mnie w gardle. Bałam się obowiązków, które wiązały się z byciem Betą. Wysokie stanowisko, duża odpowiedzialność... Czułam się na to za młoda...
Na domiar złego fakt, że nie będę mogła walczyć przez następne pół roku. Wilki po tym zdarzeniu już na pewno wybrały sobie mnie jako łatwy cel. Nie miałam najmniejszych szans w następnej bitwie...
Raf zerknął na mnie kątem oka i najwyraźniej dostrzegł moją nagłą zmianę nastroju.
- Hej. - przemówił łagodnie. Stanął przede mną, przez co ja również się zatrzymałam. Rozejrzałam się dookoła, by upewnić się, że to miejsce na pewno jest bezpieczne. - Co się stało?
- Jestem Młodą Betą. To się stało. - wydukałam.
- To chyba nie jest nic strasznego... - odrzekł pies niepewnie. Widząc, że nic nie odpowiedziałam, zwrócił się do mnie ponownie. - Jeśli to ciebie wybiorą na Betę, na pewno sobie poradzisz. - stwierdził. - Ale chyba chcesz tego, prawda? - dorzucił szybko.
- To nie jest tak, że nie chcę być Betą. - Ostatnie słowo dziwnie zabrzmiało w moich 'ustach'. - Ja nie mam nic przeciwko temu, nawet odpowiada mi tak wysokie stanowisko. Ja się po prostu boję, że to wszystko mnie przerośnie. - wyznałam. Wspomnienie dnia, w którym dowiedziałam się, że Nageezi zrezygnowała, sprawiło, że poczułam rosnącą gulę w gardle.
Raf?
piątek, 6 listopada 2015
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Zdawało mi się, że śniłam całą wieczność. Przez cały czas przed oczami pojawiało mi się przerażające wspomnienie. Upadek z ruin stacji metra. Olbrzymi ból po silnym uderzeniu, a następnie ciemność, która spowiła świat.
To wszystko, co udało mi się zapamiętać z tamtegos dnia. Było niczym nieustannie powtarzający koszmar.
Uchyliłam jedną powiekę, a następnie leniwie otworzyłam drugie oko. Tuż przed moim nosem znajdowała się kaczka, a tuż obok stała miska z wodą. Zmarszczyłam "brwi", po czym podniosłam wzrok. Moim oczom ukazał się marmurkowy border collie. Bez trudu rozpoznałam w nim najlepszego przyjaciela.
- Raf. - wyszeptałam, prawie bezgłośnie. - Tak się cieszę, że jesteś... - Moje słowa były w pełni szczerze. Jeszcze nigdy tak bardzo nie cieszyłam się na czyiś widok.
- Cześć, Frei. - Na jego pysku zawitał delikatny uśmiech, który sprawił mi tyle radości. Odwzajemniłam go, co przyszło mi z wielkim trudem.
Spróbowałam się podnieść. Tym razem poszło mi lepiej niż ostatnio. Położyłam się tak, by głowę mieć podniesioną.
- Jak długo byłam nieprzytomna? - spytałam szeptem. Nie byłam w stanie wypowiedzieć się głośniej.
- Kilka dni. - odrzekł border.
Wytrzeszczyłam oczy. Kilka dni? Kilka dni spędziłam leżąc tutaj bezczynnie? Jedynie tracąc czas?
Ból w łapie powrócił. Wydawało mi się, że ani trochę nie ustąpił. Moja łapa była owinięta bandażem, który sprawiał, że nawet nie mogłam nią poruszyć.
Powoli usiadłam. Raf mi przy tym pomógł. Cały czas stał obok. Przytuliłam go mocno. Tak wiele dla mnie zrobił. Teraz nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez niego.
Dzień, w którym pierwszy raz go spotkałam, był jednym z moich najszczęśliwszych. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego na początku odeszłam bez słowa. Tak wiele mogłam stracić.
- Dziękuję. Za wszystko. - Nigdy nie potrafiłam dziękować. Zawsze miałam wrażenie, że moje słowa brzmią sztucznie. Wiedziałam jednak, że on to zrozumie.
Zawsze rozumiał.
- Nie poradziłam sobie. - mruknęłam, bardziej do siebie niż do niego. - Nie wykonałam zadania, które mi powierzono. - Zmieniłam przy tym temat.
- To była twoja pierwsza walka... - Raf próbował jakoś mnie obronić. Mimo wszystko byłam mu za to wdzięczna. - Jesteś jeszcze młoda... i niedoświadczona... - starał się mnie pocieszyć.
Niedoświadczona, powtórzyłam w myślach. Nienawidziłam tego słowa.
Ale wiedziałam, że pies miał rację.
- A wiesz, kiedy będę mogła wrócić do walki? - spytałam zrezygnowana.
Nagle spuścił wzrok. Jego reakcja mnie zaniepokoiła.
- Raf? - przestraszyłam się.
- Za pół roku. - Słowa wypowiedziane przez niego zabrzmiały niczym wyrok. Poczułam ucisk w sercu. Pół roku. To połowa mojego życia. Miałabym przez tak długi czas nie robić nic? Zupełnie nic?
W moim gardle urosła gula. Niedługo ja lub któreś z mojego rodzeństwa zostanie wybrane na przyszłą Betę. Na razie wszystko wskazywało na mnie lub Easy. Jeśli to ja zostałabym samicą Beta... co miałabym robić, nie będąc w stanie walczyć przez pół roku?
- Dasz radę. - Nie wiem, czemu, ale te proste i krótkie słowa dodały mi otuchy. Wierzyłam, że mój najlepszy przyjaciel miał rację. Nawet w takiej sytuacji.
Oparłam głowę na jego "ramieniu".
- Dogadałem się z Gerisem... - zaczął Raf. - Przez pewien czas będziesz mieszkać u mnie.
Zamerdałam lekko ogonem.
- U ciebie? - ucieszyłam się. - Kiedy?
- Kiedy będziesz mogła stąd wyjść. - odparł border i uśmiechnął się do mnie ciepło. - Poczekaj chwilę. Pójdę po jednego z lekarzy.
Położyłam się i posłusznie zaczekałam. Po chwili Raf zjawił się przede mną, razem z Veroną. Zagryzłam dolną wargę, niecierpliwie czekając na jakąś informację.
Bałam się spytać.
Raf?
To wszystko, co udało mi się zapamiętać z tamtegos dnia. Było niczym nieustannie powtarzający koszmar.
Uchyliłam jedną powiekę, a następnie leniwie otworzyłam drugie oko. Tuż przed moim nosem znajdowała się kaczka, a tuż obok stała miska z wodą. Zmarszczyłam "brwi", po czym podniosłam wzrok. Moim oczom ukazał się marmurkowy border collie. Bez trudu rozpoznałam w nim najlepszego przyjaciela.
- Raf. - wyszeptałam, prawie bezgłośnie. - Tak się cieszę, że jesteś... - Moje słowa były w pełni szczerze. Jeszcze nigdy tak bardzo nie cieszyłam się na czyiś widok.
- Cześć, Frei. - Na jego pysku zawitał delikatny uśmiech, który sprawił mi tyle radości. Odwzajemniłam go, co przyszło mi z wielkim trudem.
Spróbowałam się podnieść. Tym razem poszło mi lepiej niż ostatnio. Położyłam się tak, by głowę mieć podniesioną.
- Jak długo byłam nieprzytomna? - spytałam szeptem. Nie byłam w stanie wypowiedzieć się głośniej.
- Kilka dni. - odrzekł border.
Wytrzeszczyłam oczy. Kilka dni? Kilka dni spędziłam leżąc tutaj bezczynnie? Jedynie tracąc czas?
Ból w łapie powrócił. Wydawało mi się, że ani trochę nie ustąpił. Moja łapa była owinięta bandażem, który sprawiał, że nawet nie mogłam nią poruszyć.
Powoli usiadłam. Raf mi przy tym pomógł. Cały czas stał obok. Przytuliłam go mocno. Tak wiele dla mnie zrobił. Teraz nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez niego.
Dzień, w którym pierwszy raz go spotkałam, był jednym z moich najszczęśliwszych. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego na początku odeszłam bez słowa. Tak wiele mogłam stracić.
- Dziękuję. Za wszystko. - Nigdy nie potrafiłam dziękować. Zawsze miałam wrażenie, że moje słowa brzmią sztucznie. Wiedziałam jednak, że on to zrozumie.
Zawsze rozumiał.
- Nie poradziłam sobie. - mruknęłam, bardziej do siebie niż do niego. - Nie wykonałam zadania, które mi powierzono. - Zmieniłam przy tym temat.
- To była twoja pierwsza walka... - Raf próbował jakoś mnie obronić. Mimo wszystko byłam mu za to wdzięczna. - Jesteś jeszcze młoda... i niedoświadczona... - starał się mnie pocieszyć.
Niedoświadczona, powtórzyłam w myślach. Nienawidziłam tego słowa.
Ale wiedziałam, że pies miał rację.
- A wiesz, kiedy będę mogła wrócić do walki? - spytałam zrezygnowana.
Nagle spuścił wzrok. Jego reakcja mnie zaniepokoiła.
- Raf? - przestraszyłam się.
- Za pół roku. - Słowa wypowiedziane przez niego zabrzmiały niczym wyrok. Poczułam ucisk w sercu. Pół roku. To połowa mojego życia. Miałabym przez tak długi czas nie robić nic? Zupełnie nic?
W moim gardle urosła gula. Niedługo ja lub któreś z mojego rodzeństwa zostanie wybrane na przyszłą Betę. Na razie wszystko wskazywało na mnie lub Easy. Jeśli to ja zostałabym samicą Beta... co miałabym robić, nie będąc w stanie walczyć przez pół roku?
- Dasz radę. - Nie wiem, czemu, ale te proste i krótkie słowa dodały mi otuchy. Wierzyłam, że mój najlepszy przyjaciel miał rację. Nawet w takiej sytuacji.
Oparłam głowę na jego "ramieniu".
- Dogadałem się z Gerisem... - zaczął Raf. - Przez pewien czas będziesz mieszkać u mnie.
Zamerdałam lekko ogonem.
- U ciebie? - ucieszyłam się. - Kiedy?
- Kiedy będziesz mogła stąd wyjść. - odparł border i uśmiechnął się do mnie ciepło. - Poczekaj chwilę. Pójdę po jednego z lekarzy.
Położyłam się i posłusznie zaczekałam. Po chwili Raf zjawił się przede mną, razem z Veroną. Zagryzłam dolną wargę, niecierpliwie czekając na jakąś informację.
Bałam się spytać.
Raf?
niedziela, 1 listopada 2015
Od Freiheit - CD historii Rafaello
Suczka powoli wracała do świadomości po długim śnie, który zdawał się trwać całą wieczność. Z trudem oddychała, jakby samo nabranie powietrza wymagało tak dużego wysiłku. Delikatnie uchyliła jedną powiekę, by następnie otworzyć oczy. Obraz, który miała przed sobą, przez dłuższą chwilę był zamazany.
Frei nie miała siły, by się podnieść. Wszystko ją bolało, nie była w stanie nawet się poruszyć. Do jej uszu dobiegł czyiś głos. Potrzebowała czasu, by rozpoznać w nim swojego przyjaciela. Raf! On tu był! Dzieliła ich zaledwie jedna ściana...
Uświadomiła sobie, że właśnie leży w szpitalu.
Powoli przypominała sobie powód, dla którego się tu znalazła. Pamiętała tylko walkę z ogromnym wilkiem. O ile pamięć jej nie myliła, miał on czarną sierść. Powalił ją bez trudu. Jej ostatnim wspomnieniem przed utratą przytomności był upadek z pozostałości po stacji metra. Potem tylko silne uderzenie... i ciemność.
Wzdrygnęła się na samą myśl o tej chwili.
Podniosła głowę, ignorując ból, jaki spowodował ten ruch, i oparła ją na ziemi. Rozejrzała się dookoła. Nikogo tutaj nie było, a ona nadal była w małym pomieszczeniu bez 'okien'.
Postanowiła wstać, lecz bezskutecznie. Silny ból przeszył jej łapę. Opadła z powrotem na ziemię. Zerknęła w bok. Jej łapa była zabandażowana tak bardzo, że nie mogła jej zgiąć. Westchnęła cicho i ponownie się położyła.
Pomyślała o Rafaello. Skąd się tu wziął? Czy to on ją tutaj sprowadził? Jeśli tak, to nie było słów, jakimi mogłaby wyrazić swą wdzięczność. Pewnie gdyby pies nie zjawił się na polu walki, ona już dawno by nie żyła.
Otworzyła pysk, by go zawołać, jednak zamiast imienia jej najlepszego przyjaciela wydobył się jedynie niezrozumiały pomruk. Pozostawało jej tylko czekać, aż ktoś tu przyjdzie, a na razie się na to nie zapowiadało.
Freiheit poczuła, jak ogarnia ją zmęczenie. Jej powieki zaczęły opadać, a ona sama powoli odpływała. Gwałtownie otworzyła oczy. Nie chciała znowu zasypiać. Chciała chociaż przez krótką chwilę zobaczyć Rafa.
- Raf? - wyszeptała. Jej głos zabrzmiał niewyraźnie. Nie było żadnych szans na to, że border mógł ją usłyszeć. - Raf? - powtórzyła, tym razm głośniej. A przynajmniej tak jej się zdawało.
Brak reakcji.
Zrezygnowana suczka po raz kolejny położyła się na ziemi i dała za wygraną.
Zmęczenie powróciło. Głosy zza ściany z wyciszały się z każdą sekundą. Frei wypuściła powietrze z płuc i zasnęła.
Rafaello? Przepraszam, że takie krótkie. :/
Frei nie miała siły, by się podnieść. Wszystko ją bolało, nie była w stanie nawet się poruszyć. Do jej uszu dobiegł czyiś głos. Potrzebowała czasu, by rozpoznać w nim swojego przyjaciela. Raf! On tu był! Dzieliła ich zaledwie jedna ściana...
Uświadomiła sobie, że właśnie leży w szpitalu.
Powoli przypominała sobie powód, dla którego się tu znalazła. Pamiętała tylko walkę z ogromnym wilkiem. O ile pamięć jej nie myliła, miał on czarną sierść. Powalił ją bez trudu. Jej ostatnim wspomnieniem przed utratą przytomności był upadek z pozostałości po stacji metra. Potem tylko silne uderzenie... i ciemność.
Wzdrygnęła się na samą myśl o tej chwili.
Podniosła głowę, ignorując ból, jaki spowodował ten ruch, i oparła ją na ziemi. Rozejrzała się dookoła. Nikogo tutaj nie było, a ona nadal była w małym pomieszczeniu bez 'okien'.
Postanowiła wstać, lecz bezskutecznie. Silny ból przeszył jej łapę. Opadła z powrotem na ziemię. Zerknęła w bok. Jej łapa była zabandażowana tak bardzo, że nie mogła jej zgiąć. Westchnęła cicho i ponownie się położyła.
Pomyślała o Rafaello. Skąd się tu wziął? Czy to on ją tutaj sprowadził? Jeśli tak, to nie było słów, jakimi mogłaby wyrazić swą wdzięczność. Pewnie gdyby pies nie zjawił się na polu walki, ona już dawno by nie żyła.
Otworzyła pysk, by go zawołać, jednak zamiast imienia jej najlepszego przyjaciela wydobył się jedynie niezrozumiały pomruk. Pozostawało jej tylko czekać, aż ktoś tu przyjdzie, a na razie się na to nie zapowiadało.
Freiheit poczuła, jak ogarnia ją zmęczenie. Jej powieki zaczęły opadać, a ona sama powoli odpływała. Gwałtownie otworzyła oczy. Nie chciała znowu zasypiać. Chciała chociaż przez krótką chwilę zobaczyć Rafa.
- Raf? - wyszeptała. Jej głos zabrzmiał niewyraźnie. Nie było żadnych szans na to, że border mógł ją usłyszeć. - Raf? - powtórzyła, tym razm głośniej. A przynajmniej tak jej się zdawało.
Brak reakcji.
Zrezygnowana suczka po raz kolejny położyła się na ziemi i dała za wygraną.
Zmęczenie powróciło. Głosy zza ściany z wyciszały się z każdą sekundą. Frei wypuściła powietrze z płuc i zasnęła.
Rafaello? Przepraszam, że takie krótkie. :/
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

