Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Heaven. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Heaven. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Od Heaven - CD historii Lucasa

Powoli się uspokajałam, aż w końcu starłam łzy i odsunęłam się od Lucasa. Czułam się dziwnie, tak wtulając się do ledwie poznanego psa i płakać przy nim, ale wydawał mi się dość bliską osobą.
- Dziękuję, Lucas... musiałam się uspokoić. - powiedziałam cicho.
- Rozumiem. - uśmiechnął się łagodnie.
Ta jego cierpliwość jest anielska. Ja bym zwariowała z taką suczką, jak ja. Cóż... Można powiedzieć, że jestem dorosła wiekowo, a w duszy wciąż małym szczeniaczkiem.
- Może odprowadzić Cię do Twojej jaskini? - zaproponował.
- Nie wiesz, gdzie mieszkam... - zaśmiałam się.
- Możesz mnie zaprowadzić! - uśmiechnął się głupio, na co zaczęłam się śmiać.
- Dobrze, dobrze, chodź za mną. - zaczęłam iść, a Lucas szedł obok mnie.
Niedługo potem, stanęliśmy pod moją jaskinią. Rozglądnęłam się i zapytałam krótko psa, gdzie mieszka.
- Cóż... nie aż tak daleko. - rozglądał się za drogą, którą mógłby wrócić.
- Może chcesz u mnie zanocować? - palnęłam. - No wiesz... lepiej, żebyś się nie włóczył, jak jeszcze nie znasz okolic. Poza tym, rano bym cię w końcu oprowadziła po SPG...
- No nie wiem...
- Prooooszę... - zrobiłam słodkie oczka szczeniaczka, na których widok w końcu border mięknął i zgodził się.

*****

Następnego ranka, obudziłam się wcześnie i poszłam na polowanie, jednocześnie zostawiając w jaskini Lucasa, który jeszcze spał w przygotowanym przeze mnie posłaniu. Upolowałam sarnę, z czego byłam dość zadowolona. Gdy wróciłam z nabytkiem, border już nie spał.
- Dzień dobry. - na moim pysku zawitał wesoły uśmiech.
- Proszę, proszę, nigdy nie widziałem Cię takiej wesołej... - uśmiechnął się lekko.
Lucas akurat poznał mnie w moje ciężkie dni. Miałam nadzieję, że moje wcześniejsze zachowanie nie przeszkodzi w zaprzyjaźnieniu się z nim...
Zjedliśmy razem śniadanie i wyszliśmy z mojego domu. Zgodnie z obietnicą, w końcu rozpoczęłam oprowadzanie po terenach SPG. Lucas był wiernym słuchaczem i niczym turysta, uważnie przyglądał się wszystkim terenom. Najbardziej zachwycał się prawdopodobnie Wodospadem Rożka, który zresztą też bardzo lubiłam. Staram się tam przychodzić, gdy tylko mam czas. To miejsce przypomina czasy mojego dzieciństwa, te wycieczki rodzinne, zabawy z rodzeństwem...
Wycieczkę zakończyliśmy na Końskiej Plaży, jednym z moich ulubionych miejsc w całej Sforze. Zwiedzanie zajęło nam większość dnia i miałam wrażenie, że zaraz rozpocznie się zachód słońca.
Usiadłam na piasku, a Lucas obok mnie. Zachwycona rozglądałam się dookoła i patrzyłam na galopujące po całej plaży konie.
- Jak podobała się wycieczka? - zapytałam wesoło.

Lucas? Długość czasu pisania tego opo jest powalająca, wiem. 

poniedziałek, 7 marca 2016

Od Heaven - CD historii Lucasa

- Dziękuję. - powiedziałam z łzami w oczach, po czym go odruchowo przytuliłam.
Byłam naprawdę wdzięczna temu psu. Chociaż go trochę uważałam za dziwaka, to powiedział naprawdę mądre słowa. Rodzinę zawsze trzeba stawiać na miejscu.
Odprowadziłam jeszcze Lucasa do okolic Wodospadu Rożka. Tam border bezproblemowo znalazł idealną jaskinię dla siebie. Pożegnałam się z nim i popędziłam do grobowca. Tam zaczęłam szukać jak poparzona grobu mojej matki. Po kilku minutach go odnalazłam. Dookoła niego było mnóstwo kwiatów oraz małych drobiazgów. List od mojego taty, róża od Horizona, kwiaty od jej współpracowników oraz jakiś mały misiek i kwiatek od Roxolanne. Został jeszcze mój prezent. Położyłam na grobie tekst wierszu, który napisałam z dedykacją dla niej. Obok niego zostawiłam też śliczny, biały kwiat.
- Witaj, mamo. - powiedziałam łamiącym się głosem patrząc na jej grób. - Tęsknię za Tobą... pamiętasz, jak kiedyś całą rodziną poszliśmy do parku i Devo "zaginął"? To była przygoda... szkoda, że naszych wycieczek było tak mało... - powiedziałam, a łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
Nie potrafiłam już nic powiedzieć na głos. Jedyne co już mogłam zrobić, to rozpłakać się.

*****

Kilka godzin później miała być wspólna, rodzinna kolacja dodatkowo z Easy i Mizu. Musiałam się jakoś pozbierać, ale zbyt się zasmuciłam nad grobem mamy. Postanowiłam się jednak wziąć w garść i chociaż poudawać, że jest wszystko w porządku. Do domu taty przyszłam pierwsza. Był bardzo zadowolony z mojej wizyty i podziękował mi, że mogłam przyjść.
- Och, tato... - odpowiedziałam mu i od razu go przytuliłam.
Ściskałam go jakieś kilka minut, dopóki nie przyszedł do domu Devo razem z Easy. Zaskoczona, szybko się odtuliłam i odwróciłam wzrok w kierunku pół-pary. Uśmiechnęłam się na ich widok. Razem wyglądali naprawdę uroczo... Cieszyłam się szczęściem mojego brata. Ciekawa byłam, kiedy ja spotkam "tego kogoś".
- Cześć, Devo. Hej, Easy. - powiedziałam, starając się uśmiechać.
- Dzień dobry. - odpowiedziała borderka w moim i taty kierunku.
- Dzień dobry. Cieszę się, że przyszliście. - Alex uśmiechnął się.
Przynajmniej jego uśmiech był szczery. Co prawda, blady i niezbyt widoczny z jego wymęczonego pyska, ale szczery.
Postanowiłam usiąść w kącie i poczekać w spokoju na pozostałych gości. Nie miałam ochoty na żadną imprezę. Wolałam leżeć w legowisku i sobie popłakać. Ale nie chciałam robić tacie przykrości, który z resztą też nie wygląda najlepiej...
Po chwili przyszła Roxo, a jeszcze później Mizu z Horizonem, na końcu Raf. Wilczyca od razu spostrzegła mój niezbyt dobry humor, i podeszła do mnie.
- Cześć, Heaven. - uśmiechnęła się.
- Hej, Mizu... - powiedziałam, wymuszając z siebie uśmiech.
- Nie musisz wymuszać uśmiechu... Każdy jest smutny z powodu tego co się stało.
- Racja... - westchnęłam, a sceniczny uśmiech od razu zniknął z mojego pyska.
Mizu starała się mnie pocieszyć, a kiedy powiedziałam że już lepiej, to poszła do rozmawiającego Devo z Horizonem. Ja tymczasem zostałam sama.
Czas kolacji szybko zleciał. Podziękowałam wszystkim i szybko wyszłam z domu. Nie mogłam już wytrzymać. Każda wzmianka o mamie podczas naszego wspólnego czasu jeszcze bardziej mnie bolała. Kiedy znalazłam się w jakimś cichym, pustym miejscu, nie powstrzymywałam się i zaczęłam głośno płakać. Musiałam wreszcie wyrzucić z siebie te łzy.
Nagle, poczułam ścisk na moim "ramieniu" i usłyszałam skądś znajomy głos:
- Wszystko w porządku, Heaven?
Głos był taki czuły... taki troskliwy. Jakby ktoś się naprawdę martwił. Kiedy zdałam sobie sprawę, że to na pewno żaden z wilków, odwróciłam się. Przede mną stał Lucas.

Lucas?

piątek, 19 lutego 2016

Od Heaven - CD historii Lucasa

Lucas zachowywał się trochę dziwnie. Lekko mnie zawstydził, gdy cały czas się na mnie patrzył...
Po dłuższej chwili zapytał:
- Heaven, to zaprowadzisz mnie do kogoś, kto mnie przyjmie?
- Wiesz... ostatnio nasza Alfa zeszła ze swojego stanowiska i nie znaleźliśmy nowego przywódcy. Mogę Cię zaprowadzić do Bet. - odpowiedziałam lekko skrępowana.
- Prowadź. - uśmiechnął się.
Zaczęłam iść w stronę jaskini Another i Gerisa, a border szedł za mną. Gdy szliśmy, panowała niezręczna cisza. Nie miałam nic do powiedzenia, Lucas pewnie też nie. Cały czas myślałam o mojej mamie, która niedawno zginęła. Od czasu jej pogrzebu nie odwiedziłam jej grobu, a miałam zamiar to dziś zrobić.
Kiedy dotarliśmy do jaskini, delikatnie zapukałam. Otworzył mi współpracownik mojego taty - Geris.
- Dzień dobry. Nie mamy jeszcze Alfy, więc przyprowadziłam do Ciebie psa, który chce dołączyć - Lucasa. - wyjaśniłam.
- Wejdź, Lucas. - uśmiechnął się w jego stronę i wszedł z nim do środka jaskini.
Minęło około 20 minut i bordery wyszły.
- Heaven, oprowadzisz Lucasa po naszej Sforze? - zapytał Beta z nadzieją w głosie.
Cicho jęknęłam. Miałam wielką ochotę to zrobić, ale musiałam postawić moją mamę na pierwszym miejscu. Nawet, jeśli już nie żyje.
- Przepraszam, ale chciałam odwiedzić grób mojej mamy... - odpowiedziałam patrząc smutnym wzrokiem na nowego psa.
Lucas również widocznie się zasmucił.
- A na pewno musisz dzisiaj? Ja muszę iść do szpitala, Another również musi się czymś zająć.. - powiedział lekarz.
- No dobrze... postaram się to zrobić jak najszybciej.
Geris uśmiechnął się i pobiegł w stronę szpitala. Ja tymczasem spojrzałam na Lucasa i bez słowa wskazałam mu drogę do pierwszego terenu, który chciałam mu pokazać.

Lucas? Przepraszam, że tak długo...

sobota, 28 listopada 2015

Od Heaven - CD historii Horizona

Stałam, przyglądając się sytuacji. Łzy znów zaczęły mi lecieć po "policzkach". To ja zasłużyłam na to, nie Horizon... On mnie uratował i teraz będzie musiał być operowany.
- Roxo, nie ma takiej opcji. Ja będę dawcą. - odezwał się tata, a ja spojrzałam na niego zaskoczona.
- Tato... - powiedziałam zdumiona.
- Jesteście młodzi, a ja się starzeje... - wytłumaczył Alex.
Wyglądał na w stu procentach pewnego swojej decyzji. Szukałam wśród tłumu mamy, ale jej nie znalazłam. Widocznie ktoś dalej od zamieszania ją pocieszał. Nie była w zbyt dobrym stanie, po tym jak dowiedziała się, że Horizon nie ma ani jednej nerki.
- To co? Operujemy? - zapytał Geris, po dłuższej chwili ciszy.
- Operujemy. - odpowiedział Alex.
Do sali nagle wtargnął Devo z Easy.
- Tato, nie pozwolę Ci! - wrzasnął border.
- Devo, jestem dorosły i nie będziesz mi rozkazywać!
Kłócili się tak przez kilka minut, aż Devo "przegrał" i musiał pozwolić naszemu tacie na oddanie nerki.
Kiedy Geris, Alex wraz z Horizonem, który wciąż się nie obudził szli w stronę sali operacyjnej, zaczęłam głośniej płakać. A co jeśli ta operacja się nie uda? Co jeżeli to zaszkodzi na zdrowiu taty? Poczułam, jak ktoś kładzie mi łapę na moim "ramieniu". Odwróciłam się i zobaczyłam Roxo, która również była smutna. Przytuliłam się do niej, a do nas dołączył Devo z Nigerem i Easy.

Czekaliśmy wszyscy razem kilka godzin. Dołączyła do nas Green Day oraz Futura, które były zaskoczone decyzją Alex'a. W końcu, z sali operacyjnej wyszedł Geris. Podszedł do nas i wszyscy wstali i oczekiwali na to, co powie.
- Operacja się udała. Nie wiem, jak będzie ze zdrowiem Alex'a, ale na pewno uratował tym swojego syna. - powiedział.
Green Day zaczęła płakać ze szczęścia, a Futura wkurzyła się, że nie wiadomo, jak to może wpłynąć na jej przyjaciela.
Tymczasem ja nie wiedziałam czy płakać ze szczęścia czy smutku.

Horizon? 

niedziela, 22 listopada 2015

Od Heaven - CD historii Horizona

Łapy niosły mnie w stronę ukochanej sfory. Łzy jednak leciały strumieniami i zamazywały mi obraz. Zostawiłam brata... Tam... Samego. Musiałam coś zrobić, on nie może zginąć! Kiedy tylko znalazłam się w SPG, popędziłam do jaskini Bet. Tylko oni mogli coś zrobić. 
Gdy tylko pojawiłam się przed ich domem, nerwowo pukałam. Otworzył mi Geris, zszokowany moją wizytą. 
- Heaven, co tu robisz? - zapytał. 
- Horizon... Uratował mnie... i teraz sam jest w niebezpieczeństwie. - wydyszałam, wykończona bieganiem. 
Beta wprowadził mnie do środka swojej jaskini i zostawił mnie z Another. Powiedział, że idzie po "posiłki". Nie wiedziałam, o co mu chodzi, natomiast jego partnerka doskonale go rozumiała. Chciałam z nią o tym porozmawiać, ale ona tylko odpowiedziała, że nie mamy czasu i potrzebujemy broni. 
Po dwudziestu minutach, Geris wrócił do jaskini z moimi rodzicami, Devo, Winnerem oraz wieloma innymi wojownikami. Nageezi nie było, Prince'a i jego dzieci też nie. Musieliśmy sami radzić. Wszyscy mieli co najmniej jedną broń, ja również. Cały czas trzymałam w łapie sztylet, który dał mi mój brat. 
- Słuchajcie, idziemy do... naszych wrogów. Musimy pomóc jednemu z członków naszej sfory. - ogłosił Geris. 
- Na co czekamy? Ruszamy! - powiedziała moja mama, która była zdenerwowana zaistniałą sytuacją.

Weszliśmy do watahy naszych wrogów. Wskazałam jaskinię, w której był Horizon. Poszliśmy tam wszyscy i przystanęliśmy przed nią. Słyszeliśmy głosy Horizona i wilków. 
- Moje dziecko... - jęknęła Green Day, a Futura przewróciła oczami. 
Po kilku minutach Geris wrzasnął "Teraz!" i wtargnęliśmy do środka. Zaczęła się walka. Beta zdążył mi tylko powiedzieć, żebym odnalazła brata i już go jakiś wilk zaczął atakować. Zaczęłam się pchać i szukać Bringa. Znalazłam go. 
- Horizon, spadamy! - krzyknęłam do niego. 
- A co.. - nie dokończył, bo wzięłam go za "ramię" i wyszłam z nim z jaskini. 
Później i inne psy z naszej sfory zaczęły uciekać. 

Horizon?
Wiem, krótkie. :/

Od Heaven - CD historii Rafaello

Raf zachowywał się bardzo dziwnie. Tak, jakby był w zupełnie innym świecie. Dalej też nie rozumiałam przyczyny jego omdlenia. Może to przez złe odżywianie się? Albo przez jego psychikę? W każdym razie, było mi go bardzo żal, chociaż dalej byłam wobec niego oziębła. Nie wiedzieć czemu, wciąż uważałam swojego przyrodniego brata za kłamcę. Wciąż mi nie przeszło po ostatniej zabawie z kaczką, mimo tego, że już jestem dorosła.
Starałam się z nim rozmawiać o tym, co u mnie w pracy. Nie słuchał mnie, więc zaczęłam mu mówić, że powinniśmy iść do Frei. I nic. Był zbyt zamyślony.
- Raf, czy ty mnie słuchasz?! - zaczęłam krzyczeć, gdyż nie miałam już innego sposobu na "wybudzenie go" z myśli.
- Emm... Co mówiłaś? - zapytał, a ja byłam wściekła, że znów mnie nie słuchał.
- Że musimy iść do Frei! - warknęłam.
Raf zaczął się głośno śmiać, a ja z nim. Tylko śmiech mógł zakamuflować moje prawdziwe uczucia. Tak naprawdę zrobiło mi się przykro, tak, jak wtedy gdy bawiliśmy się w polowanie.
- No to idę, idę... - powiedział i zeskoczył z posłania szpitalnego.
Wyszliśmy ze szpitala i w kilka minut dotarliśmy do jego domu. Raf pozwolił mi wejść pierwszej. Moim oczom ukazała się ogromna jaskinia, która była praktycznie przeznaczona dla chorej Frei. Wszędzie porozkładane lekarstwa i bandaże, a na ogromnym legowisku sama przyjaciółka Rafa. Gdy tylko ją zobaczyłam, serce mi zmiękło. Biedna, ledwo po cokolwiek sięgała i się w ogóle ruszała. Potrzebna jej była pomoc, ale nie od Rafa. On ostatnio również był zbyt zamyślony.
- Witaj, Frei. - uśmiechnęłam się lekko do niej.
- Cześć, Heaven. - odwzajemniła uśmiech.
Zaczęłyśmy rozmawiać o jej stanie zdrowia, oraz opowiadałam jej, co się dzieje poza jaskinią Rafaello. Nagle przypomniałyśmy sobie o moim przyrodnim bracie. Rozejrzałam się po całej jaskini. Nigdzie go nie było. Wyjrzałam na zewnątrz. Leżał tam, znów zemdlał.
Szybko dałam kolację dla Frei i zawołałam jakiegoś psa, który był niedaleko, żeby pomógł mi. Uczynny pies zabrał mojego brata do szpitala, a ja poszłam tam, kiedy Młoda Beta zjadła kolację.

Czekałam i czekałam, aż wejdę do sali, gdzie leżał Raf. Ponownie nie mogłam pojąć, dlaczego z nim było tak źle. Po kilkunastu minutach, mój tata pozwolił mi odwiedzić bordera.
Gdy weszłam, obok niego stała Grace. Postanowiłam im nie przeszkadzać, jednak Raf mnie zobaczył i mnie zawołał. Suczka wyszła i zostałam sama z przyrodnim bratem.
- Raf... Co Ci jest? - zapytałam.
- Nie wiem... to prawdopodobnie przez złe wspomnienia...
- Tak jak myślałam. To coś z Twoją psychiką jest nie tak, Raf. Musisz się ogarnąć, bo to Cię wykończy. - powiedziałam.
- Wykończy mnie to, że dalej jesteś tak oschła dla mnie.
Serce mi stanęło na sekundę. Spojrzałam bratu w jego smutne oczy. Nie miałam pojęcia, że między innymi ja go niszczę... Swoimi słowami... Zrobiło mi się wstyd.
- Raf... - szepnęłam, a łzy zaczęły mi spływać po "policzkach".
- Wyjdź. Jeśli masz mi coś do powiedzenia znowu o tej kaczce, to nie chcę tego słuchać. - powiedział.
- Dobrze. Już nigdy Cię nie zniszczę słowami... Przepraszam. - odpowiedziałam, z trudem wymawiając ostatnie słowo.
Powoli wstałam i zapłakana wyszłam ze szpitala. Poczułam się jak najgorszy pies na świecie. Zraniłam swojego przyrodniego brata. Nie pistoletem, nożem, czy innym ostrym przedmiotem. Słowami. Użyłam najgorszej broni. Obiecałam sobie, że będę trzymać się jak najdalej od brata. Skoro on pewnie nienawidzi mnie za to, co powiedziałam, a ja dalej czułam do niego rozczarowanie, nie chciałam już do niego podchodzić.

Rafaello?
Dramat część... któraś. xD

wtorek, 17 listopada 2015

Od Heaven - CD historii Horizona

Otworzyłam oczy. Próbowałam ruszyć przednimi łapami, ale były związane grubą liną. Spojrzałam na siebie. Byłam przywiązana do dużego drzewa. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, co się stało. Porwano mnie. Na szczęście wciąż byłam w Sforze. Jeszcze...
Niedaleko mnie zauważyłam jezioro, na które często przychodziłam. Zawsze tutaj uspokajałam się i przychodziły mi nowe pomysły do piosenek. Taa... Idealne miejsce na śmierć.
Rozejrzałam się ponownie. Nagle, zauważyłam czarnego basiora stojącego niedaleko mnie. Szybko odwróciłam głowę i zamknęłam oczy. Niestety, zobaczył, że się poruszam i podszedł do mnie. Trzymał coś ostrego. Podniósł przedmiot i już obawiałam się, że będzie chciał nim zakończyć moje życie. Ale po chwili, upuścił niebezpieczną rzecz i odezwał się:
- Możesz pożegnać się ze Sforą - po tych słowach tajemniczo się uśmiechnął.
Serce zaczęło mi szybciej bić. Co prawda, nie oznaczało to mojej natychmiastowej śmierci, ale... Mógł mnie porwać z SPG. Nie chciałam tego! Miałam tu rodzinę i przyjaciół... W myślach mówiłam sobie, że muszę z nim walczyć, chociaż doskonale wiedziałam, że nie dam rady zabić potężniejszego od siebie basiora.
Nagle pociągnął mnie za łapy. Zaczęłam krzyczeć. Nagle związał moje przednie łapy i wziął mnie w swoje "ramiona". Próbowałam mu się wyrwać, ale był zbyt silny. Wepchnął mi do buzi jakąś tabletkę. Po kilku minutach poczułam się senna. Chciało mi się spać... ale nie mogłam. Musiałam walczyć.
Próbowałam dalej się od niego wyrwać, ale miałam coraz mniej siły... Nagle usłyszałam, jak ktoś woła moje imię. To był Horizon. Niestety, powoli wilk znikał w krzakach. Usłyszałam jeszcze strzały... i straciłam przytomność.

********

Obudziłam się w jakimś kocu. Rozejrzałam się. Obok mnie leżał wilk, uśmiechnięty od ucha do ucha. Przeraził mnie ten widok. Po chwili zorientowałam się, gdzie jestem z basiorem. 
Byliśmy z dala od Sfory Psiego Głosu Forever. 

Horizon? 
Brak weny...

niedziela, 15 listopada 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

Siedziałam w szpitalu. Miałam wielką ochotę spotkać się z tatą. Dawno z nim nie rozmawiałam, ponieważ on dużo pracuje, a ja staram się poświęcać jak największej uwadze śpiewaniu. Dziś nastał przełom i w końcu go odwiedziłam.
Czekałam na tatę przed jego gabinetem. Miał jeszcze jednego pacjenta, który był ranny w wyniku kolejnego ataku wilków. Minęło 10 minut i border z pacjentem wyszedł z sali. Gdy nieznajomy mi pies odszedł, Alex przywitał się ze mną i mocno przytulił.
- Oj, jak dawno Cię nie wiedziałem. Co u Ciebie? - zapytał.
Zaczęłam mu opowiadać, co się dzieje u mnie w pracy i ile już miałam występów. Tata był doskonałym słuchaczem.
Nagle usłyszeliśmy krzyki młodej suczki. Lekarz popędził w jej stronę, a ja za nim. Suczka trzymała mojego przyrodniego brata - Rafaello. Był osłabiony. Jego widok, w takim stanie przeraził mnie.
- Trochę czasu minęło, odkąd zemdlał... Jestem kilka dni tutaj i nie wiedziałam, gdzie jest szpital. - mówiła nieznajoma.
Alex bez słowa zaniósł Rafa do swojego gabinetu.

Po godzinie, tata pozwolił mi i Grace wejść do jego gabinetu i zobaczyć, co się dzieje z Rafem. Obie weszłyśmy do środka. Mój brat spokojnie leżał. Wyglądał, jakby spał.
Trochę tęskniłam, za czasami, kiedy miałam do niego stuprocentowe zaufanie. A teraz, odkąd zagraliśmy o to polowanie... Łza zakręciła mi się w oku.
Usiadłam obok Rafa.
- Raf... Zdrowiej. Proszę, już teraz musisz opiekować się swoją przyjaciółką... - szeptałam.
Po kilku sekundach mój brat zaczął otwierać oczy, a ja poczułam ulgę.
- H-Heaven? To ty? - próbował wstać, jednak ja go zatrzymałam.
- Nie wstawaj. Musisz odpoczywać. - powiedziałam.
Obok nas znalazła się nieznajoma, która zaczęła rozmawiać z Rafem. Postanowiłam zostawić ich samych. Kiedy nie patrzyli, wyszłam z gabinetu mojego taty.

Rafaello?

Od Heaven

Kolejny, zimowy dzień nastał w Sforze Psiego Głosu Forever. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Byłam w swojej własnej jaskini. Dobrze, że nie u Horizona i Devo, a zdarzały się takie sytuacje.
Wyszłam z dużej ilości ciepłych koców i wyciągnęłam ze spiżarni zająca. Zaczęłam go w spokoju zajadać, dopóki nie usłyszałam pukania do jaskini. Wyszłam przed mój dom i zobaczyłam przed sobą mojego przyrodniego brata - Rafaello.
- Cześć, Heaven. - lekko się uśmiechnął.
- Cześć, Raf. Wejdźmy do środka, strasznie zimno na dworze...
Oboje weszliśmy do jaskini. Chciałam podzielić się z nim pożywieniem, ale szybko przypomniałam sobie o tym, że mój brat jest wegetarianinem. Dałam mu zieleninę, którą wygrzebałam z kąta spiżarni.
- Pamiętasz o rodzinnym obiedzie u rodziców? - zapytał po długiej, niezręcznej ciszy.
Niech to.
Kompletnie zapomniałam o spotkaniu z rodzicami! Zaczęłam się obwiniać w myślach, jaką niedobrą jestem córką, siostrą i członkinią rodziny.
- Zapomniałam... - wyszeptałam i ukryłam łapami swój pysk ze wstydu.
Kiedy Raf zobaczył moją reakcję, położył mi łapę na "ramieniu" i rzekł:
- Każdy o czymś zapomina. Nie przejmuj się, tylko lepiej się przygotuj.
Kiwnęłam głową i podziękowałam za radę. Szybko skończyłam jeść śniadanie i uczesałam swoją sierść. Kiedy byłam już gotowa, wyszłam z jaskini ze swoim przyrodnim bratem.
Rafaello wskazał skrót - las. Od dzieciństwa z lasem miałam złe wspomnienia. Zaginięcie Missisipi, a także wiele innych ataków. Nawet kiedyś i ja zostałam zaatakowana przez basiora z wrogiej watahy. Jednak w końcu uległam swojemu bratu i razem poszliśmy.
Szliśmy baaardzo wąską drogą, przez co musieliśmy iść "na gęsiego". Nagle usłyszałam wycie wilków. Przystanęłam i czekałam, póki Raf nie zrobi tego samego. Ale on dalej szedł, jakby nigdy nic się nie stało.
- Raf! - krzyknęłam, a ten w końcu się zatrzymał.
Border odwrócił się i spojrzał na mnie, jak na idiotkę. Uniosłam "brwi", zdziwiona, że mój brat jest tak głuchy.
- Niczego nie słyszałeś? - nie dowierzałam.
- Nie... Chodźmy. - odpowiedział.
"Pewnie znowu zgłupiałam..." - westchnęłam i poszłam za nim.
Ale po kilku minutach znowu usłyszałam coś, tym razem warknięcie. W dodatku dźwięk był bardzo blisko mnie... Nagle poczułam dotyk czyjejś łapy. Ktoś ciągnął mnie. Zaczęłam krzyczeć. Szukałam wzrokiem swojego brata, ale go już nigdzie nie widziałam.
Ktoś, w dodatku potężniejszy ode mnie zaciągnął mnie w głąb lasu.

Ktoś mnie uratuje...?

środa, 14 października 2015

Devo

Nadszedł ten dzień, kiedy szczeniaki Alex'a i Greenie dorosły! :3 Czas tak szybko zleciał.


Imię: Devo
Płeć: pies
Wiek: 1 rok
Rasa: Border collie
Stanowisko: W dziecięcych latach chciał zostać wojownikiem... Jego marzenie się spełniło. 
Partner: Nie jest pewny, czy byłby jej wierny do końca życia. 
Młode: Nigdy! 
Rodzina: 
Matka - Green Day
Ojciec - Alex
Siostry - Roxolanne, Heaven
Bracia - Horizon i jego przyrodni brat Rafaello 
Urodziny: 7 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: W dzieciństwie był buntowniczym dowcipnisiem. I dalej nim jest. 
Devo jest typowym optymistą. Nigdy nie myśli realistycznie. Lubi opowiadać kawały oraz rozśmieszać innych. Jest to hobby i jednocześnie jego cel w życiu. Od szczeniaka chciał sprawiać uśmiechy na psich pyskach. Sprawiało mu to wielką radość, patrzeć na ich szczęście. 
Kiedy był mały, wierzył w duchy i inne nadprzyrodzone postacie. Pod tym względem też się nie zmienił. Jest strasznie infantylny. 
Pies uwielbia robić imprezy - nie ważne gdzie. W jaskini, pustyni czy nawet nad Stawem Zakochanych! Jeżeli chodzi o miłość, Devo jest wielkim flirciarzem. Wiele suczek mu ulega, między innymi jego romantycznymi piosenkami oraz zaproszeniami na piknik, czy oglądanie zachodu słońca. Jednak border collie nie jest zbytnio angażujący się w związek. Z nim nie ma 100% gwarancji wierności!    
Cechuje go też odwaga, co trochę wymaga od niego zawód wojownika. Jest też silny psychicznie. Nie podda się, będzie walczyć za SPG Forever. Przez jego namiętne walki, podczas których nie mógł się poddawać, stał się uparty jak osioł. Przegrywanie sprawia go wściekłego i niezrównoważonego psa. 
Mimo tych cech, jest świetnym przyjacielem. Pomoże Ci, doradzi... i oczywiście pocieszy! Co prawda, nie można na niego liczyć, jeżeli zostanie partnerem... ale na przyjaźń zdecydowanie tak.
Historia: Urodził się w Sforze Psiego Głosu. Miał mieć jeszcze jednego brata - Huntera, ale on zmarł w wynik wypadku, o którym Devo i jego rodzeństwo prawdopodobnie nie wie. 
Jego dzieciństwo minęło spokojnie... Może poza kilkoma zdarzeniami, jak śpiączka Alex'a czy ataki wilków. Podczas dziecięcych chwil zdobył brata - Rafaello, który zastąpił rodzicom zmarłego Huntera. Zaprzyjaźnił się też z córką Bet - Easy, a został największym wrogiem Dei. Nauczył się również tolerancji - został przyjacielem Kaze i Mizu, którzy byli wyzywani przez wiele rówieśników. Zdobył mnóstwo innych kolegów, na których może dziś liczyć. 
Teraz jest już dorosłym psem. Wyprowadził się od rodziców i zamieszkał z Horizonem w gigantycznej jaskini. Również zaczął pracować jako wojownik. 
Postanowił zostać w Sforze Psiego Głosu. Po co się męczyć długimi (a zarazem męczącymi) podróżami?
Nick na howrse.pl i/lub mail: Belliss



Imię: Heaven
Płeć: suczka
Wiek: 1 rok
Rasa: Owczarek Australijski 
Stanowisko: Śpiew jest jej pasją, a chciała, żeby jej stanowisko było z tym związane. Została śpiewaczką.
Partner: Nie! Chociaż... czuje coś więcej do pewnego dobrze jej znanego border collie'go...
Młode: Widzi się w roli matki. Szczeniaki są jednym z jej największych marzeń. 
Rodzina: 
Matka - Green Day
Ojciec - Alex
Siostra - Roxolanne
Bracia - Horizon, Devo, Rafaello
Urodziny: 7 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Pomimo tego, że Heaven przeżyła mnóstwo złych wydarzeń, jest bardzo przyjazna i towarzyska. 
Każdemu pomoże i doradzi. Prawdziwa z niej przyjaciółka. Od zawsze była tolerancyjna i szybko zdobywała nowych znajomych bądź przyjaciół. Również to bardzo troskliwa suczka. Często myśli o swojej rodzinie i odwiedza ich z nadzieją, że nie mają żadnych problemów.
To wielka marzycielka. Zamyka oczy i rozmyśla godzinami, czego nikt nie potrafi jej przerwać. Dosyć rozśpiewana, dlatego też została śpiewaczką. Często pisze dla siebie lub innych teksty piosenek. 
Jest romantyczna, ale to nie flirciara. Czuje już nawet miętę do pewnego border collie'go... 
Nie jest głupia. Nie da się łatwo złapać w pułapkę, co czyni ją sprytną i inteligentną. Podczas nauki w Psiej Szkole, była pilną uczennicą. Teraz wszystkiego, czego się tam nauczyła stosuje w życiu codziennym. Kiedy tylko widzi swoich dawnych nauczycieli, dziękuje im za dobrą naukę. 
Rodzice dosyć dobrze ją wychowali, chociaż idealnej z niej nie zrobili. Potrafi być zazdrosna o swoją rodzinę i przyjaciół. Jest też uparta i wrażliwa. Łatwo ją skrzywdzić psychicznie. 
Historia: Urodziła się w Sforze Psiego Głosu. Miała mieć jeszcze jednego brata - Huntera, ale on zmarł w wynik wypadku, o którym Heaven i jej rodzeństwo prawdopodobnie nie wie. 
Jej dzieciństwo minęło spokojnie... Może poza kilkoma zdarzeniami, jak śpiączka Alex'a czy ataki wilków. Podczas dziecięcych chwil zdobyła brata - Rafaello, który zastąpił rodzicom zmarłego Huntera i stał się jednym z przyjaciół suczki. Jeżeli chodzi o przyjaźnie, to ma ich całkiem sporo. Najbardziej zaprzyjaźniła się z Jonah'em, synem Goury i zmarłego Houstona. Polubiła też resztę jego rodzeństwa. Dla każdego zawsze była tolerancyjna, chociaż nie z każdym szczeniakiem Heaven zdążyła porozmawiać.
Teraz jest już dorosłą suczką. Opuściła dom rodzinny. Znalazła piękną, dużą jaskinię, w której zamieszkała. Zaczęła też pracować jako śpiewaczka, co było jej wielkim marzeniem.
Postanowiła zostać w Sforze Psiego Głosu. Jest jej zbyt wierna, żeby ją opuszczać. Poza tym ma tu rodzinę, bez której trudno byłoby jej przeżyć.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Belliss



Imię: Roxolanne
[Roxo, Lanne]
Płeć: suczka
Wiek: rok
Rasa: owczarek australijski.
Głos: Sylwia Banasik
Stanowisko: Psychoterapeutka
Partner: Nie mówię "tak", nie mówię "nie"
Młode: Pożyjemy, zobaczymy
Rodzina:
Matka - Green Day
Ojciec - Alex
Siostra - Heaven
Bracia - Horizon, Devo, Rafaello
Urodziny: 7 dzień Jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Roxolanne jest oczywiście młodą i pełną energii suczką, która w pełni poświęca się temu co robi. Jak każdy w jej wieku lubi się bawić, choć nie jest też w gorącej wodzie kąpaną imprezowiczką. Narazie nie myśli ani o małżeństwie, ani o szczeniętach. Nie interesuje jej przyszłość. Chociaż sama tego nie widzi, to jednak potrzebuje kogoś kto swoimi słowami i czynami zdołałby odciągnąć ją od pracoholizmu. W przeciwnym razie już zawsze zostanie sama w swojej nowej jaskini z jej sublokatorką, żółtą papugą z czerwonymi policzkami o wdzięcznym imieniu Elanor. Być może znalazłby się jakiś pies, ale zajęłoby to bardzo dużo czasu, ponieważ Lanne ma na pierwszy rzut oka trudny charakter, bo tak na prawdę jej prawdziwe " ja " ukryte jest za szczelną szybą którą stłuc może tylko druga osoba. Jako, że Aussie od dziecka lubiła się uczyć i chciała mieć jakąś ważniejszą rolę w życiu sfory niż jakaś szara myszka kucharka, stała się odpowiedzialna za psychikę innych psów, które mocno przeżywają wojnę. Gdyby można było określić jej charakter ubiorem, z pewnością byłaby cichą bibliotekareczką z okularkami o cienkich oprawkach osadzonymi na nosie oraz krawatem. Niestety, kilka psów skomentowało już jej charakter, który nie pasuje do jej urody. Były to psy próżne, lubiące tylko rozrywkę, ale cóż poradzić.. Taka jest i JA mam szczerą nadzieję, że ta piękna suczka kiedyś zmądrzeje na tyle, że zacznie jeszcze żyć tak jak jej rówieśnicy. Jeśli chodzi zaś o przyjaciół to takowych posiada kilka, znajomych- dużo.
Historia: Roksolanne przyszła na świat jako trzecia z czwórki szczeniąt pierwszego miotu Green Day i Alex'a w sforze Psiego Głosu. Jej zmarłego przed porodem brata zastąpił jej przyszywany border Rafaello. Między innymi przez to, że dowiedziała się co było przyczyną śmierci Huntera,  zdecydowała się pomagać zestresowanym psom i zostać psychoterapeutką. Usamodzielniła się i zamieszkała we własnej skromnej jaskini blisko centrum Avendeer.
Nick na howrse: wercia1002



Imię: Bring The Horizon
[Horizon]
Płeć: pies
Wiek: rok
Rasa: owczarek australijski.
Głos: Jurzyk
Stanowisko: Okulista
Partner: ,a w życiu!
Młode: --||--
Rodzina:
Matka - Green Day
Ojciec - Alex
Siostry - Heaven, Roxolanne
Brat -  Devo, Rafaello
Urodziny: 7 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: No cóż.. jeśli mam skupić się na jednej cesze tego psa, to z pewnością będzie to niezależność. Powiem też wprost: Horizon ma paskudny charakter. Pies ten nie jest typem romantyka. Nie kochał jeszcze nigdy żadnej dziewczyny, chociaż miał ich dużo nawet jedną z wrogiej watahy przez co miał niezłe kłopoty gdy ją wykorzystał i rzucił.. Kiedyś był nakrapianym cielęciem,  a dziś najbardziej pożądanym psem w całej sforze. W gruncie rzeczy sama nie wiem dlaczego się w nim zakochałam, skoro gdy tylko odwiedza rodziców, oni żegnają go słowami oburzenia: "Horizon!!?"  Gdy ten wybiega w pośpiechu tłumacząc swoje wyjście spotkaniem z "kolejną". Nie wiem też czy ten flirciarz kiedykolwiek się zmieni, jeśli w każdej dziewczynie widzi jedno i to samo. Już jest z nią.. już mają ogłosić partnerstwo.. lądują w łóżku.. koniec. Na drugi dzień wychodzi wcześnie zostawiając na stoliku śniadanie, różę i małą kartkę.. "Taki jestem, wybacz ❤" Nie obchodzi go to, że łamie serca rodzicom i rodzeństwu, bo suczkom raczej nie..są w zbytnim omamie.. Zdobywa nowe dziewczyny w mgnieniu oka jego gadkami o wrażliwości lub innymi.. Dodatkowe względy zawdzięcza swojej posadzie okulisty, zwłaszcza, że w jakimś stopniu poświęca się temu co robi. Jednak ktoś od medycyny to jednak i tak wykształcony lekarz! Pies jest królem imprez i dobrej zabawy uwielbianym przez towarzystwo nie tylko w swoim wieku, ale jest też bardzo samotny pocieszany jedynie przez swoją siostrę Roxo, która dosłownie olewa jego charakter i stara się mu pomóc stać się lepszym i ustatkowanym oraz przez przyjaciółkę Mikey która mu doradza i pociesza, a z wiadomych przyczyn jest na niego wściekła. Rzecz jasna pies nic do niej nie czuje. Uspokaja ją tylko słowami:"Daj spokój, Mikey! ". Czy kiedyś znajdzie się " ta jedyna " która trafi mu do rozumu i do jego pokrytego taflą lodu serca?
Historia: Urodził się jako ostatni z pierwszego miotu lekarza i stratega wojennego Alexa i Green Day. Idąc w ślady ojca postanowił pracować z nim w jednej jaskini i zostać okulistą. Dorósł i jako ostatni wyprowadził się z domu zamieszkując w " willi " (czyt. Dużej jaskini ) w której towarzyszy mu tylko służba i piranie w akwarium w salonie,oraz jego współlokator, brat-Devo, który dzieli z nim nie tylko dom, ale też charakter. Wracając do Bring. Z wygadanego, zabawnego i roztropnego szczeniaka stał się.. nadal wygadanym, zbudowanym i silnym idiotą podrywającym wszystkie "warte jego" suczki.
Nick na howrse: wercia1002


piątek, 18 września 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

"Prawdopodobnie ktoś podpalił naszą szkołę!" - powiedziałam do siebie spanikowana widokiem ognia, który był coraz bliżej mnie i innych szczeniaków.
Ogień zajmował prawie całą drogę wyjścia z jaskini, służącej jako jaskinię. Nauczycielka zaczęła panikować. Nic nie robiła - nie próbowała kogoś zawołać po pomoc czy po prostu sama zgasić ogień. Po prostu krzyczała.
- A pani nas uczy wychowania... - prychnął Devo. 
- Devo! To nie pora na żarty! - wrzasnęła Roxo, która stała obok Nigera na końcu jaskini. 
Nagle poczułam, jak Raf dotyka mnie łapką. Odwróciłam się do niego. Szczeniak wskazał mi dosyć szerokie miejsce na wyjście z jaskini. Kiwnęłam głową i podczas, gdy nauczycielka panikowała i nie zwracała uwagi na swoich uczniów, wszyscy ostrożnie gęsiego wychodziliśmy z jaskini. 
Kierowaliśmy się całą grupą na zewnątrz, kiedy usłyszałam krzyki Easy i Devo: 
- A nauczycielka? Nie możemy jej tak zostawić! 
Prawie nikt nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy chcieli ratować tylko własną skórę. Po chwili ponownie usłyszałam wrzask koleżanki mojego brata. Devo wszedł do sali. 
- Co on sobie myśli?! - wrzasnęłam i pociągnęłam Rafa, który był obok mnie. 
Devo wpadł praktycznie z nauczycielką w płomienie. Z moich oczu zaczęły wypływać łzy, a w głowie przeradzały się najgorsze rzeczy, które mogły się w tym momencie stać. Nagle Rafaello wbiegł do sali.
- Raf! - krzyknęłam prawie równocześnie z Easy.
Stałyśmy kilka minut przed salą. Nie widziałyśmy nic, oprócz ognia.
Nagle mój przyrodni brat wyszedł, z Salavaną oraz Devo. Trzymał ich, ledwo oddychali.
Zobaczyłam Nirvanę i Nero, biegli w naszą stronę. Wzięli ze sobą mojego brata i nauczycielkę, mnie, Rafowi i Easy kazali wyjść na zewnątrz.

- Raf... Jesteś bohaterem. - powiedziałam, nie odsuwając wzroku od szkoły.
Szkoła była w płonieniach. Moje miejsce nauki... Spłonęło. Gdzie teraz będę się uczyć? Co teraz zrobimy? I kto spalił szkołę?
Nagle zobaczyłam trzech nauczycieli i Devo. Nirvana i Nero trzymali Salavanę i mojego brata. Żyli. Całe szczęście.
- Uczniowie. Wasi rodzice myślę, że zostali powiadomieni przez Rozie. Nie udawajmy głupków. Ktoś podpalił szkołę. Nasze miejsce pracy, nauki zostało zniszczone. Póki co macie wakacje od nauki, później wymyślimy coś, żebyście nie musieli przerywać uczenia się na długi czas. - powiedziała Nirvana.
Większość uczniów ucieszyła się, chociaż wszyscy byli zdziwieni i trochę zasmuceni zaistniałą sytuacją. Wydawało mi się, że jestem najbardziej zdziwiona z powodu spalenia szkoły. Bo kto odważyłby się ją podpalić? Wilki? Aż tak nas nienawidzą...?

Rafaello?
Dziękuję za podsunięty pomysł na opowiadanie. XD

piątek, 28 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

- A skąd wiedzieć, czy zwierzę już nie żyje? - zapytałam, udając zainteresowanie lekcją.
- Dziękuję za te pytanie, Heaven. Trzeba przede wszystkim sprawdzić, czy oddycha oraz czy jego serce bije. - odpowiedział nauczyciel.
- Rozumiem. - kiwnęłam głową, a potem przeniosłam wzrok na Rafa. 
Mój przyrodni brat padał z nudów. Zaśmiałam się pod nosem, ponieważ zachowywał się dokładnie, jak Devo. 
- Czy ktoś jeszcze ma jakieś pytania? - zapytał po chwili Nero. 
Prawie wszystkie szczeniaki podniosły łapy. Spowodowało to, że nauczyciel odpowiadał przez resztę lekcji. Powoli też zaczęłam się nudzić, ponieważ prawie wszystkie pytania powtarzały się z ostatnich zajęć. 
Kiedy lekcja się skończyła, natychmiastowo wyszłam z Rafem z jaskini. Tuż za nami poszli Jonah i Irish. 
- Raf! Heaven! - usłyszeliśmy ich krzyki. 
Odwróciliśmy się. Jonah natychmiastowo mnie mocno przytulił. Oczy prawie wyskoczyły mi z orbit. 
- Jonah, dusisz! - zaczęłam się śmiać. 
- Przepraszam... Nic Ci nie jest? - zapytał wyraźnie zmartwiony. 
- Nic już nie jest, spokojnie. - uśmiechnęłam się lekko. 
- Skoro jesteśmy w czwórkę, co powiecie na zabawę? - zapytała cichutko Irish. 
- Jasne, byle nie w polowanie! - odpowiedziałam. 
Wszyscy zaczęli się śmiać, wspominając wcześniejsze wydarzenia. 
- Berek! - nagle krzyknął Raf i dotknął mnie w "ramię". 
Zaczęłam go gonić, aż w końcu dotknęłam Irish. Zabawa trwała do końca przerwy.
Kiedy usłyszeliśmy krzyki nauczycielki wychowania, skończyliśmy się bawić i poszliśmy za nią do jaskini. 

Rafaello? Wybacz długość. 

wtorek, 25 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

Nic nie zrozumiałam z tego, co powiedział mi Raf. Nie byłam zła na niego z powodu kaczki, tylko z tego jaką zabawę wymyślił. Nie chciałam się jednak z nim kłócić. Pobiegłam za nim i krzyknęłam cicho jego imię.
- Nie jestem potworem... - odpowiedział i cicho płacząc wybiegł z jaskini.
Wszystko słyszał tata. Spojrzał na mnie smutno i starając się mnie pocieszyć szepnął:
- Przejdzie mu, zobaczysz.
Wyroniłam łzę i również wybiegłam z jaskini. Zaczęłam szukać Rafaello. Nagle usłyszałam czyiś szybki oddech. Odwróciłam się. Przed sobą zobaczyłam wilka, uśmiechającego się tajemniczo. Przy sobie miał broń. Zorientowałam się, że jest on z wrogiej watahy. Zaczęłam uciekać przed nim, lecz i tak udało mu się szybko mnie złapać.
- Puszczaj mnie! Pomocy! - krzyczałam.
- Kochana, czy ty tutaj kogoś widzisz? - zaśmiał się.
Pociągnął mnie i walnął w drzewo. Pisnęłam z bólu. Wziął mnie ponownie. Myślałam, że to są moje ostatnie minuty życia. Wszędzie widoczna była moja krew. Widok z horroru.
Nagle zobaczyłam Rafa, był bardzo przestraszony.
- Raf... Pomocy... - mówiłam bardzo cicho.
W odpowiedzi on pobiegł. Zamknęłam oczy i czekałam na śmierć.

Otworzyłam swoje senne oczy. Rozejrzałam się. Nie byłam w moim pokoju, tylko w jakiejś dużej jaskini. Po kilku minutach zorientowałam się, że to szpital. To groty wszedł tata.
- Dziecko, żyjesz! - ucieszył się i przytulił mnie.
- Tato... Co się stało? - zapytałam.
- Wilk Cię zaatakował. Na szczęście Raf szybko pobiegł po pomoc.
A jednak nie uciekł. Tylko chciał mi pomóc. Poprosiłam tatę, by mój przyrodni brat wszedł.
Alex uśmiechnął się i zaprowadził Rafaello do mnie.
- Raf... Dziękuję. Nie jesteś potworem, nigdy tak nie myślałam. - uśmiechnęłam się do niego.
Dumny szczeniak odwzajemnił gest.

Raf? ^^

środa, 19 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

- Jonah, to nie ma sensu! - krzyknęłam.
Dalej nie udało się znaleźć jakiegoś królika. Poza tym nie chciałam nikogo zabijać. Byłam jeszcze szczeniakiem, nie miałam serca do zabijania kogokolwiek.
- Taa, tym bardziej, że tu praktycznie nie ma królików. Myślisz, że już upolowali kaczkę? - zapytał zrezygnowany.
- Pewnie tak, Raf jest całkiem dobry w polowaniu.
- To co tu jeszcze robimy, skoro już przegraliśmy?
Wzruszyłam "ramionami" i pobiegłam za swoim przyjacielem. Stanęliśmy przed Rafaello i Irish. Przed nimi leżała kaczka, wyglądała na martwą.
- Haha, przegraliście! - uśmiechnął się mój brat.
- Lepiej się tak nie śmiej... Skoro jest martwa, to ją zjedz. - odpowiedział Jonah.
Popatrzyłam na szarego border collie'go dużymi oczami. Z początku nie rozumiałam, o co mu chodziło. Potem jednak odkryłam to samo, co on. Kaczka tylko udawała martwą.
Mój przyjaciel podniósł kaczkę. Zwierzę bez słowa odeszło w swoją stronę.
- Raf, zawiodłam się... - powiedziałam do niego.
- Ale my nie chcieliśmy zabijać... - szepnęła Irish.
- My też nie. - mruknął Jonah.
- Więc po co była ta głupia "zabawa"? - westchnęłam.
Popatrzyłam na Rafa. Byłam zawiedziona. Chociaż to było małe kłamstwo, to i tak ich nie cierpię. Myślałam, że szczeniak jest wobec mnie w 100% szczery. I po co wymyślił tą zabawę?! Dobrze wiedział, że jestem wrażliwa na takie polowania.
Odwróciłam się i zaczęłam iść w swoją stronę.
- Heaven! Dokąd idziesz? - usłyszałam krzyk Jonah'a.
- Do domu. - odpowiedziałam.
************
Bawiłam się w pokoju z Roxo. Pocieszyła mnie i powiedziała, że nie powinnam się przejmować. Moja siostra zawsze potrafi podnieść mnie na duchu, za co ją uwielbiam.
Co robili Devo i Horizon? Ćwiczyli walkę... Znowu. Chyba nigdy im się to nie znudzi.
Do pokoju wszedł Raf. Popatrzyłam na niego zimnym wzrokiem, a potem ignorując go wróciłam do zabawy z Roxolanne.
- HEAVEN! - nagle szczeniak wydarł się na cały głos.
Spojrzałam na niego, a potem na tatę, który był za nim.
- Rafaello, czemu tak krzyczysz? - zapytał tata z wyjątkowym spokojem.
- Bo Heaven mnie ignoruje! - wrzasnął.
- Chyba ma prawo, co? Czemu wymyśliłeś tamtą zabawę? A gdyby coś się komuś stało?
Mały border collie odwrócił się do mnie. Spojrzał na mnie, jakby chciał powiedzieć "Powiedziałaś mu?".
Kiwnęłam głową dalej obrażona na Rafa.

Rafaello?
Heaven strzela focha XD

sobota, 15 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

Kiwnęłam głową i wzięłam kartkę. Raf znał piosenkę na pamięć, więc oddał mi ją zgodnie. Podzieliliśmy się tekstem i zaczęliśmy śpiewać. Na szczęście Beta pomógł nam przynieść pianino. Coś tam się nauczyłam w szkole. Ja grałam i śpiewał, a mój przyrodni brat tylko robił tą ostatnią rzecz. Po zaśpiewaniu nasz tata otworzył oczy. Spojrzał na nas i uśmiechnął się.
- Piękna piosenka. Wy napisaliście? - Alex pochwalił nas, zadając nam też pytanie.
- Ja tylko napisałem. Ale oboje wpadliśmy na ten pomysł. - odpowiedział Raf, z wielkim uśmiechem.
Tata podszedł do nas i mocno przytulił. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a potem wróciliśmy do domu. I tak za kilka godzin do domu miał przyjść nasz rodzic, ponieważ jego stan był już stabilny.
Powiedzieliśmy mamie, że idziemy odwiedzić Irish i Jonah'a. Na szczęście się zgodziła, ciesząc się, że mamy przyjaciół. Natychmiastowo wyszliśmy z domu i ruszyliśmy do nory rodziny szczeniaków.
Staraliśmy się być ostrożni, żeby czasem nie napadły nas wilki. Dzięki Bogu, na terenie, gdzie szliśmy ich nie było. W kilka minut dotarliśmy i wesoło weszliśmy do dużej jaskini. Przywitała nas mama Irish i Jonah'a - Goura. Akurat cała rodzina jadła obiad. Dorosła suczka stwierdziła, że starczy dla wszystkich jelenia i zaprosiła nas. My jednak odmówiliśmy, ze względu na "dietę" Rafaello.
W spokoju czekaliśmy na naszych przyjaciół. Kilka minut później przybiegli do nas w dobrych humorach.
- Cześć Raf, hej Heaven! - przywitali się z nami.
- Cześć! Co robimy? - zapytał Raf.
- Co powiecie na zabawę w berka? - zaproponowałam.
- Eee, nuda. Bawimy się w to codziennie. - przyznał mój przyrodni brat.
- Może w chowanego? - tym razem Irish zadała pytanie, jak zwykle cichutko.
- Zbrzydła mi ta zabawa. - odpowiedział Jonah, krzywiąc się jednocześnie.
- A znacie jakieś inne zabawy? - zapytał zrezygnowany Rafaello.
Wszyscy zaczęli się zastanawiać. Niektórzy mieli nawet łapy za łbem, inni po prostu stali, z nadzieją na czyjąś wypowiedź. Ja tymczasem miałam dużo pomysłów, ale nie byłam do końca pewna, czy je wyjawić. W końcu postanowiłam coś powiedzieć.
- Może "Zgadnij kto to"? - zaproponowałam, rozumiejąc, że nikt nie ma pomysłów.
Wszyscy się zdziwili. Nikt nie znał tej zabawy.
- Na czym to polega? - w końcu jako pierwszy zainteresował się Raf.
- Wymyślamy sobie jakąś postać. Psa, postać z bajki itp. Opisujemy ją. Kto pierwszy odpowie poprawnie zdobywa jeden punkt. Kto ich zdobędzie najwięcej wygrywa! - wyjaśniłam zasady wymyślonej przez siebie gry.
- Ciekawe. - powiedział Jonah.
Przez kilka minut nikt się nie odzywał.
- To... Kto chce się w to bawić? - zapytałam nieśmiało.

Raf? :)

Chciałaś, żeby było bez autora, to jest XD
Spodziewaj się, że mogę odpisać dopiero w poniedziałek. 

wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

- Brawo, Raf... Zachowałeś się, jak bohater. - powiedziała cicho Irish.
Mój przyrodni brat uśmiechnął się i nabrał pewności siebie.
- To było bardzo odważne. - dodał Jonah, również chwaląc border collie'go.
- Raf, możemy porozmawiać na osobności? - palnęłam nagle.
Irish z Jonah'em wymieniła zdziwione spojrzenia. Tymczasem Raf jeszcze raz się uśmiechnął i odpowiedział:
- Jasne. Chodźmy do naszego pokoju.
Zostawiliśmy swoich przyjaciół w naszej jadalni i poszliśmy do pokoju.
- To, co chciałaś mi powiedzieć? Pewnie to ważne i osobiste, skoro kazałaś pójść do pokoju... - powiedział mój przyrodni brat.
- Chciałam Ci podziękować, Raf.
Moje oczy zaświeciły się. Powoli łzy zaczęły spływać mi po pysku. Border collie szybko je starł i powiedział z troską w głosie:
- Nie dziękuj. Przecież nie zostawiłbym Cię w takiej sytuacji. W końcu... jesteś moją siostrą.
W odpowiedzi go mocno przytuliłam. Po kilku minutach szczeniak wyrwał się z uścisku i postanowił zmienić na weselszy temat:
- Irish i Jonah na nas czekają. Co powiesz na wspólną zabawę w berka?
W odpowiedzi wesoło zamerdałam ogonem i kiwnęłam głową. Pobiegliśmy do szczeniaków i zaczęliśmy z nimi się bawić. Podczas zabawy Irish wydawała się już być bardziej odważniejsza. Po kilku minutach dołączył do nas Devo, potem Horizon z Roxo. Zabawa była przednia. Po jakiś dwudziestu minutach mama zawołała wszystkich na kolację. Zjedliśmy upieczone ryby. Wyjątkiem był oczywiście Raf, który dostał od wszystkich zieleninę. Ja jednak zostawiłam sobie troszkę, żeby spróbować. I w sumie... nie była taka zła.

Następnego dnia ja i Raf wstaliśmy jako pierwsi (jak zwykle). Dzisiaj nie było szkoły. Mama powiedziała, że będziemy mogli robić co chcemy.
- Co chciałabyś dzisiaj robić? - szepnął szczeniak, żeby czasem nie obudzić reszty rodzeństwa i gości, którzy zostali na noc.
- Ja proponuję odwiedziny taty w szpitalu lub pójście do domu Irish i Jonah'a. Co wybierasz?

Raf? 

niedziela, 9 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

- Dlaczego? - Raf ponownie powiedział to słowo.
Spojrzałam na Bostona, a potem na Jonah'a. "Starszy" brat mojego przyjaciela dalej nie krył złości do Rafaello. Znów zaczął krzyczeć.
- Co Cię to obchodzi? Zakochałeś się w niej? - zaczął się śmiać.
Czułam, jak rumieńce malowały się na mojej "twarzy". To nieprzyjemne uczucie, widzieć jak ktoś śmieje się z Twojego brata, nawet przyrodniego. Tymczasem Raf nie wiedział co odpowdzieć. Poczułam łapę szarego border collie'go. Chciał mnie przytrzymać, żebym nie zrobiła nic głupiego. Dobrze znał moje uczucia. Widząc reakcję Rafa, Boston zaczął się głośniej śmiać.
- Haha, widzicie? Rafaello się zakochał, tylko pewnie bez wzajemności. HAHA!
Wyrwałam się z uścisku Jonah'a i podeszłam do Bostona.
- Odczep się od niego! Nie masz innych rzeczy do roboty? - warknęłam.
Pierwszy raz reagowałam złością. Nie potrafiłam się powstrzymać przed krzykami na Bostona. Jestem inteligentną osobą nie wdającą się w bójki, ale nie mogłam tak zostawić bliskiego sobie psa. Kocham Rafa, jak to brata.
- Powiedział szczeniak, który okłamywał swoje rodzeństwo. Ty i Rafaello jesteście siebie warci. - prychnął.
Chciałam naskoczyć na niego, ale Jonah mnie powstrzymał. Dl rozmowy dołączyła Alaska, zażenowana zachowaniem swojego brata. Przyszła również nauczycielka i wszystkich nas rozdzieliła. Za karę musieliśmy wszyscy zostać po lekcjach.


Po skończonej lekcji walki, ruszyłam z Jonah'em do jaskini, gdzie mieliśmy spędzić godzinę. Weszliśmy do środka. Typowa grota do nauki. Nauczycielka, która "przyłapała nas na gorącym uczynku" (tak na to mówiłam) uczyła myślistwa. Dlatego też trochę się ucieszyłam, bo lubię ten przedmiot. Na stole dorosłej suczki dało się zauważyć kilka ziół. Razem z Jonah'em zajęliśmy miejsce przy jednym z kamieni. Powoli innych szczeniaków zaczęło przybywać. Przyszedł Rafaello, a kilka minut potem Alaska z Bostonem. Wszyscy usiedli na miejscach. Po chwili przyszła też nauczycielka. Zaczęła prowadzić dodatkową lekcję o ziołach. Co prawda, było to w postaci kary, ale ja nie nudziłam się ani jednej sekundy. Godzina upłynęła mi bardzo szybko. Wyszliśmy z Jonah'em ostatni. O dziwo, czekał na mnie Raf, a na mojego przyjaciela Boston i Alaska. Pożegnałam się z szarym border collie i poszłam z przyrodnim bratem w stronę domu.
- Wiesz, Heaven? Dzięki, ale nie musiałaś... - powiedział do mnie.
- Musiałam, Raf. Nie pozwolę, żeby ktoś śmiał się z bliskiej mi osoby. - odpowiedziałam i wymusiłam uśmiech.
Po kilku minutach weszliśmy do naszego domu. Roxolanne bawiła się z Devo, a Horizon rozmawiał z mamą. Gdy nasza rodzicielka zobaczyła, że wróciliśmy od razu się na nas wydarła.
- Mamo, ja tylko broniłam Rafa! Boston się z niego śmiał! - krzyknęłam.
Do niej jednak nic nie docierało i mówiła, że jeśli sytuacja się powtórzy, dostaniemy karę. Tymczasem gniew znów zaczął mną sterować.
- Wiesz co? To przez Ciebie tata jest teraz w śpiączce!
Po tych słowach zakryłam pysk łapami. Jak ja mogłam to powiedzieć? W oczach mojej mamy zauważyłam łzy. Wzmianki o tacie były dla niej bardzo delikatnym tematem.
- Mamo... - szepnęłam.
- Wyjdź. Idź do swojego pokoju. Nie chcę Cię widzieć. - odpowiedziała, a po jej pysku leciały łzy.
Zapłakana pobiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i dalej płakałam. Nagle, wszedł Raf. Usiadł obok mnie i powiedział:
- Nie płacz. Strach i gniew Tobą sterował.
Starłam łzy i przeniosłam wzrok na zabawki. Nie potrafiłam spojrzeć w tamtej chwili na żadnego psa.

Raf?

wtorek, 4 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Jonah'a

- Jasne. - uśmiechnął się.
Ruszyliśmy do stołówki. Jonah wziął kawałek sarny, a ja królika. Zajęliśmy wolne miejsca. Jedliśmy, nic do siebie nie mówiąc. Z mojej "twarzy" zniknął wesoły uśmiech. Znów w głowie główną myślą był mój tata. Zakryłam swoje oczy łapą. Nie minęła sekunda, a już łzy zaczęły mi spływać po "policzkach".
- Heaven... Co się stało? - zapytał mój przyjaciel.
- Mój tata... Jest w śpiączce. - zwierzyłam się mu.

Razem z Jonah'em wracaliśmy do domu. Nie chciałam iść z rodzeństwem, szczeniak tak samo. Oboje mieliśmy grobowe, smutne miny. Miło mi było, że mogłam się zwierzyć. Jonah był prawdziwym przyjacielem.
- Wiesz... Może gdzieś tak za godzinę pójdziemy do Twojego taty? - zaproponował.
- Jasne, tylko muszę o tym powiedzieć mamie. Widzimy się przed szpitalem?
Ten potaknął. Pożegnaliśmy się i poszliśmy do swoich domów. Na szczęście mama zgodziła się. Powiedziała, żebym czekała na nią w szpitalu, to ona też przyjdzie. Gdy wyszłam z jaskini, akurat przyszło całe moje rodzeństwo. Bez wymienionego z nimi słowa poszłam tam, gdzie umówiłam się ze szczeniakiem.

Byliśmy przed szpitalem. Śmiało weszliśmy do środka. Zapytaliśmy się jednego z współpracowników taty, czy można go odwiedzić. Na szczęście zgodził się. Poszliśmy do jaskini, gdzie leżał. Spojrzałam na Jonah'a, a potem na tatę.

Jonah? 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

Wstałam, zalana łzami. Po "stracie" taty nie potrafiłam się pozbierać... Czułam się, jakbym go straciła na zawsze, a moja nadzieja umarła. Reszta rodzeństwa smacznie spała. Oprócz Rafa. 
- Rafaello! - krzyknęłam cicho. 
Przerażona, nie chcąc stracić też jego wyszłam na dwór. Rozejrzałam się. Niektóre ptaki już zaczęły śpiewać. Usłyszałam czyjeś ruchy łapy. Ktoś pisał coś na kartce. Podeszłam do krzaków, z których docierał ten dźwięk. Siedział w nich mój przyrodni brat. Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na niego i wymusiłam uśmiech. Ten jednak się nie uśmiechał. Spojrzał na mnie, a później na kartkę. 
- Co piszesz? - zapytałam. 
W odpowiedzi szczeniak spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Usiadłam obok niego. Zastanawiałam się, czy smuci się z tego samego powodu, co ja. Bez zastanowienia wzięłam z jego łapki kartkę. 
- Hej! - krzyknął. 
- Daj mi przeczytać! - odpowiedziałam. 
To był wiersz. Dość smutny, ale niezbyt o tacie. W dodatku po angielsku, a bardzo lubiłam takie czytać. 


I'm holding on your rope, 
Got me ten feet off the ground 
I'm hearin what you say but I just can't make a sound 
You tell me that you need me 
Then you go and cut me down, but wait 
You tell me that you're sorry 
Didn't think I'd turn around, and say... 
It's too late to apologize, it's too late 
I said it's too late to apologize, it's too late 


Wiersz był dość długi, ale przeczytałam go bardzo szybko. Spojrzałam na niego i szepnęłam: 
- Ładny. Można go nawet przerobić w piosenkę. 
W odpowiedzi Raf kiwnął głową, nie odrywając wzroku od kartki, którą dalej trzymałam. 
- Co Cię zainspirowało do napisania takiego tekstu? I czemu jest po angielsku? - zapytałam. 

Raf?

sobota, 1 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

Uniosłam lekko "brew". Co on myślał, że zadał mi takie pytanie?
- Nie, ale wolę śpiewać sama. - odpowiedziałam.
- Rozumiem.
Nagle usłyszeliśmy, jak ktoś idzie. Szybko schowaliśmy się w krzakach. Okazało się, że to tata, który prawdopodobnie słyszał naszą rozmowę. Nie zauważył nas, więc poszedł z powrotem do jaskini. Razem z Rafem musieliśmy być bardziej ostrożni.
- Raf, idź do jaskini! - szepnęłam.
- A co z Tobą?
- Ja zostanę. Nie chcę iść spać. - odpowiedziałam.
- Dobra, pójdę do jaskini pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Zaśpiewaj mi coś! - zaczął się śmiać.
- Ech... - westchnęłam.
Zaczęłam się zastanawiać, jaką piosenkę zaśpiewać. W końcu pomyślałam o piosence, niedawno przez siebie napisaną. To znaczy, nie do końca. Bez zgody taty wzięłam jeden z jego tekstów i troszkę go poprawiłam.
- Okey... Już? - zapytałam nieśmiało.
Raf pokiwał głową z uśmiechem. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam śpiewać:


When tomorrow comes
I'll be on my own
Feeling frightened up
The things that I don't know
When tomorrow comes
Tomorrow comes
Tomorrow comes

And though the road is long
I look up to the sky
In the dark I found, I stop and I won’t fly
And I sing along, I sing along, then I sing along

I got all I need when I got you and I
I look around me, and see sweet life
I'm stuck in the dark but you're my flashlight
You're gettin’ me, gettin’ me through the night
Can’t stop my heart when you shinin’ in my eyes
Can’t lie, it’s a sweet life
I'm stuck in the dark but you're my flashlight
You're gettin’ me, gettin’ me through the night
Cause you're my flash light
You're my flash light, you're my flash light


Po chwili zauważyłam tatę. Ponownie wyszedł z jaskini, żeby sprawdzić co się dzieje. Wymieniłam z Rafem przerażone spojrzenia, a potem poszliśmy za Alex'em (naszym tatą). 

- Dlaczego wyszliście z jaskini w środku nocy? - zapytał. 
- M-My nie chcieliśmy już spać... - powiedziałam nieśmiało i cichutko. 
- Przynajmniej teraz wiem, dlaczego nie mam jednego ze swoich tekstów... - westchnął. 
- To ty też śpiewasz? - zachwycił się Raf, aż prawie krzyknął. 
- Cicho, bo jeszcze kogoś obudzisz! - zwróciłam uwagę przyrodniemu bratu. 
- Dokładnie. Raf, zostaw mnie i Heaven samych. Dosłownie na chwilkę. - powiedział tata. 
Raf pokiwał głową i poszedł do naszego pokoju. Ja zestresowana zaczęłam się trząść. Tata jednak pogłaskał mnie po łbie i szepnął: 
- Bardzo ładnie śpiewasz. Masz talent. Tekst świetnie przerobiłaś. Sam nie widziałem, co tam dodać. 
W odpowiedzi uśmiechnęłam się i przytuliłam go mocno. Potem poszłam do pokoju. O dziwo całe rodzeństwo nie spało. 

Raf?