Pora uporządkować psy, które odchodzą. Zarówno te nieaktywne, jak i usunięte. Trochę się tego uzbierało, ale przynajmniej będzie łatwiej się ogarnąć :3
Mam nadzieję, że wkrótce ktoś zgarnie ich miejsca :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saturn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saturn. Pokaż wszystkie posty
piątek, 30 maja 2014
Odchodzą...
piątek, 4 kwietnia 2014
Od Saturna - CD historii Amicy
- To mi wytłumacz, Amica. Chcesz pomagać, czy nie? - Podniosłem głos.
- Jasne, że chcę.
- To w czym problem?
- Nie mam jak.
- O, no jasne. Dla chcącego, nic trudnego. Ty nie chcesz pomagać, wolisz schować się w jaskini i udawać, że nic się nie dzieje.
- Wcale nie. - Odpowiedziała dość piskliwym głosem. Zdenerwowałem się. Nie rozumiałem czemu się tak upierała. Jakby chciała pomóc, to na pewno by coś wymyśliła, ale nie, lepiej siedzieć i rozmyślać, że ja w niczym nie mogę pomóc.
- Tchórzysz. - Powiedziałem poważnym tonem. - Problem jest jeden, nie wiem dlaczego. A ty nie odejdziesz, dopóki mi tego nie powiesz. Dopilnuję tego. - Wpatrywałem się w nią, czekając na odpowiedź.
< Amica? Przepraszam że takie krótkie >
- Jasne, że chcę.
- To w czym problem?
- Nie mam jak.
- O, no jasne. Dla chcącego, nic trudnego. Ty nie chcesz pomagać, wolisz schować się w jaskini i udawać, że nic się nie dzieje.
- Wcale nie. - Odpowiedziała dość piskliwym głosem. Zdenerwowałem się. Nie rozumiałem czemu się tak upierała. Jakby chciała pomóc, to na pewno by coś wymyśliła, ale nie, lepiej siedzieć i rozmyślać, że ja w niczym nie mogę pomóc.
- Tchórzysz. - Powiedziałem poważnym tonem. - Problem jest jeden, nie wiem dlaczego. A ty nie odejdziesz, dopóki mi tego nie powiesz. Dopilnuję tego. - Wpatrywałem się w nią, czekając na odpowiedź.
< Amica? Przepraszam że takie krótkie >
niedziela, 30 marca 2014
Od Saturna - CD historii Amicy
- To nie moje życie jestem tu od niedawna. – Powiedziałem. Niestety to jej nie pocieszyło. – Chodź musimy się stąd wydostać. – Popchnąłem ją w kierunku z którego przyszliśmy. Usiedliśmy pod drzewem.
- Posłuchaj wszystko będzie dobrze. Na pewno wygramy.
- A jeśli nie? – powiedziała drżącym głosem.
- Jeśli nie damy rady – Zastanowiłem się chwilę - Przeżyjemy wszyscy, znajdziemy nowe tereny, odbudujemy sforę. Nic nam się nie stanie. Potem wszyscy będziemy szczęśliwi, a ty będziesz najszczęśliwsza z nas wszystkich. – Uśmiechnąłem się do niej. Amica trochę się uspokoiła.
- Wierzysz w to?
- Tak – Umiałem dobrze kłamać, właśnie teraz to wykorzystałem.
- I tak będzie walka.
- Nie musisz walczyć w bitwie. Nie jesteś wojowniczką. Zostaniemy tutaj i będziemy pomagać w inny sposób.
< Amica? >
- Posłuchaj wszystko będzie dobrze. Na pewno wygramy.
- A jeśli nie? – powiedziała drżącym głosem.
- Jeśli nie damy rady – Zastanowiłem się chwilę - Przeżyjemy wszyscy, znajdziemy nowe tereny, odbudujemy sforę. Nic nam się nie stanie. Potem wszyscy będziemy szczęśliwi, a ty będziesz najszczęśliwsza z nas wszystkich. – Uśmiechnąłem się do niej. Amica trochę się uspokoiła.
- Wierzysz w to?
- Tak – Umiałem dobrze kłamać, właśnie teraz to wykorzystałem.
- I tak będzie walka.
- Nie musisz walczyć w bitwie. Nie jesteś wojowniczką. Zostaniemy tutaj i będziemy pomagać w inny sposób.
< Amica? >
Psowaty Wędrowny!
A oto następny Psowaty Wędrowiec, tym razem dla Saturna!
Życzę powodzenia!
Imię: Arnada
Płeć: Samica
Wiek: 37 lat
Rodzaj: Psowaty Specjalny
Krótki opis: Jest kolejnym idealnym przykładem wędrownego psowatego. Niczym się pośród nich nie wyróżnia... Może ma tylko większą tendencję do spania w dziwnych miejscach.
Uwagi:
- Lepiej pilnować, gdzie idzie spać...
Okres pobytu: 10 dni
Pies: Saturn
Od Saturna - CD historii Hockey'a
Czułem się głupio gdy to mówiłem.
- Czy mógłbyś mnie poinformować jak już znajdą tego stwora. – Tak naprawdę trochę się go bałem i wolałbym wiedzieć co się z nim stanie.
- Oczywiście.
- Jego jaskinia jest za krzakami dość wysoko. I …to chyba wszystko. –Uśmiechnąłem się, a Hockey tak samo. – No to do widzenia.
- Do zobaczenia. – ruszyłem powolnym krokiem z oazy. Słońce już zachodziło. Przez to moje tempo do statku dotarłem dopiero późnym wieczorem. Od razu ułożyłem się spać. Czułem się jakbym cały dzień biegał w te i na zad. Nie rozmyślając wiele zasnąłem.
- Czy mógłbyś mnie poinformować jak już znajdą tego stwora. – Tak naprawdę trochę się go bałem i wolałbym wiedzieć co się z nim stanie.
- Oczywiście.
- Jego jaskinia jest za krzakami dość wysoko. I …to chyba wszystko. –Uśmiechnąłem się, a Hockey tak samo. – No to do widzenia.
- Do zobaczenia. – ruszyłem powolnym krokiem z oazy. Słońce już zachodziło. Przez to moje tempo do statku dotarłem dopiero późnym wieczorem. Od razu ułożyłem się spać. Czułem się jakbym cały dzień biegał w te i na zad. Nie rozmyślając wiele zasnąłem.
Od Saturna
Ostatnio usłyszałem o wędrownych zwierzakach. Pomyślałem, że ciekawie by było gościć u mnie jednego z nich. Od jednego z psów usłyszałem, że można je znaleźć u alfy. Zamierzałem ruszyć po niego od razu, ale na szczęście przypomniałem sobie o jednej rzeczy. On miał mieszkać u mnie na statku, a on nie wyglądał najpiękniej. Wziąłem się za sprzątanie. Wszystkie rzeczy z pokładu powrzucałem w najróżniejsze miejsca. Pod pokład, za schody, no i takiej dziury. Właściwie nawet nie wiedziałem, po co ona była, ale trudno. Później wielkie porządki ruszyły do małego pokoiku, w którym spałem. Z powodu mojego lenistwa nawet nie próbowałem tam pozamiatać. Właściwie teraz też tego nie zrobiłem. Śmieci wyrzuciłem przez okienko i zakopałem. Miałem się nimi zająć później. Wędrowiec musiał gdzieś spać. Ja miałem swoją dość dużą poduchę. Znalazłem na szczęście trochę kocyków. Rozłożyłem je w jednym miejscu. Nie wyglądały za dobrze. Pewnie to ja będę na nich spał, a wędrowcu sam moją poduchę. Porządki były już zakończone. Statek z zewnątrz nie wyglądał źle, nie licząc tego że był cały pokryty rdzą. Trudno tego już nie mogłem zmienić. Ruszyłem po wędrownego zwierzaka.
sobota, 29 marca 2014
Od Saturna - CD historii Hockey'a
Mogłem powiedzieć „ Tak, po prostu jestem ciekawski”. Pewnie by mi uwierzył, dobrze kłamię, jednak nie zrobiłem tego. Ten stwór mógł być niebezpieczny. Pewnego dnia może przestać bawić się w te zagadki i po prostu kogoś zamknąć w swojej jaskini. W najgorszym wypadku po prostu skonsumować.
- Odpowiedział bym Ci, ale weźmiesz mnie za świra i wyślesz do psychiatry.
- Nic takiego się nie stanie. Powiedź o co Ci chodzi? – Wziąłem głęboki oddech. Mówiłem jak najbardziej owijając w bawełnę.
- W Fallendeer mamy pomarańczową pustynię. No to ja poszedłem na tą pustynie. Za pustynią są góry no i tam też wszedłem. Byłem mniej więcej w połowie drogi i przystanąłem. – Przerwałem na chwilę. Dobra teraz już nie mogę przerwać. – Zobaczyłem tam potwora. Stare dziwne zwierzę. Połączenie psa, lwa, jeżozwierza, konia i jakiejś wieloogonowej jaszczurki. Mówił że jest Chydrą i nazywa się Monarcha. – Nie patrzyłem psu w pysk więc nie wiem jaka była jego mina. – Wiem jak to brzmi, ale to stworzenie jest niebezpieczne i powinieneś o nim wiedzieć.
< Hockey? >
- Odpowiedział bym Ci, ale weźmiesz mnie za świra i wyślesz do psychiatry.
- Nic takiego się nie stanie. Powiedź o co Ci chodzi? – Wziąłem głęboki oddech. Mówiłem jak najbardziej owijając w bawełnę.
- W Fallendeer mamy pomarańczową pustynię. No to ja poszedłem na tą pustynie. Za pustynią są góry no i tam też wszedłem. Byłem mniej więcej w połowie drogi i przystanąłem. – Przerwałem na chwilę. Dobra teraz już nie mogę przerwać. – Zobaczyłem tam potwora. Stare dziwne zwierzę. Połączenie psa, lwa, jeżozwierza, konia i jakiejś wieloogonowej jaszczurki. Mówił że jest Chydrą i nazywa się Monarcha. – Nie patrzyłem psu w pysk więc nie wiem jaka była jego mina. – Wiem jak to brzmi, ale to stworzenie jest niebezpieczne i powinieneś o nim wiedzieć.
< Hockey? >
Od Saturna - CD historii Amicy
- Powoli idziemy w tył. Na nic nie nadepnij. - powiedziałem jej cicho. Ruszyliśmy tyłem. Kiedy oddaliliśmy się spory kawałek odezwałem się.
- Musimy znaleźć alfę. Nie licząc tego że ciągle nie wiemy gdzie oni są. - Zacząłem się denerwować. To ważna informacja a ja nie mogę tego zrobić.
- Chodź dalej tam jest centrum. Tam zbierają się psy podczas narad. - Ruszyłem za nią.
- Czemu ta ruda suczka chcę wojny! Co oni jej zrobili! - mówiłem o wiele za głośno, ale dopiero co dochodzę do sfory i wojna.
- Nic jej nie zrobili ona po prostu jest...zła. Nie wiem dlaczego.
- Czemu ma być zła, może jest po prostu świrnięta. - uśmiechnąłem się do siebie. Amica nie zdążyła odpowiedzieć mi na pytanie, bo doszliśmy do centrum.
- Dobra, gdzie jest Alfa?
< Amica? >
- Musimy znaleźć alfę. Nie licząc tego że ciągle nie wiemy gdzie oni są. - Zacząłem się denerwować. To ważna informacja a ja nie mogę tego zrobić.
- Chodź dalej tam jest centrum. Tam zbierają się psy podczas narad. - Ruszyłem za nią.
- Czemu ta ruda suczka chcę wojny! Co oni jej zrobili! - mówiłem o wiele za głośno, ale dopiero co dochodzę do sfory i wojna.
- Nic jej nie zrobili ona po prostu jest...zła. Nie wiem dlaczego.
- Czemu ma być zła, może jest po prostu świrnięta. - uśmiechnąłem się do siebie. Amica nie zdążyła odpowiedzieć mi na pytanie, bo doszliśmy do centrum.
- Dobra, gdzie jest Alfa?
< Amica? >
Od Saturna - Quest I "Zagadka"
Był środek dnia, słońce pięknie świeciło. Poszedłem na pomarańczową pustynie. Niestety nie przemyślałem jednej rzeczy. Na pustyni w samo południe jest strasznie gorąco. Ja na dodatek mam czarną sierść, więc ledwo żyłem. Doszedłem pod górę, tam była odrobina cienia. Nabrałem nagle ochoty na wspinaczkę. W górach zawsze wieje taki przyjemny wietrzyk. Rozpocząłem moją powolną wędrówkę. Gdy byłem mniej więcej w połowie drogi, przystanąłem. Oparłem się o skałę. W pewnym momencie zobaczyłem w pobliżu mnie łapę. Była biała i wyglądała jak psia, tylko sporo większa. Podszedłem bliżej i ujrzałem właściciela kończyny. Było to niezwykłe stworzenie. Całe ciało miał pokryte krótkim srebrnym futrem. Był o wiele większy ode mnie. Głowę miał lwią. Wielką o zielonych oczach. Jego grzywa czarna jak smoła. Łapy jak już wspominałem wyglądały jak psie. Teraz zauważyłem jednak że mają dość długie, ostre pazury. Na plecach miał kolce jak jeżozwierz, biało – czarne. Teraz wszystkie postawił do góry. Tylne łapy podobne do kopyt konia. Były jednak ostro zakończone. Najdziwniejszy w całym stworzeniu był jednak ogon. Właściwe były to cztery ogony. Każdy był pokryty łuską, miał małe kolce i ostre zakończenie jak dzida. Zanim zdążyłem zareagować stwór syknął na mnie i odszedł kawałek. Ja oczywiście ruszyłem za nim. Kiedy zbliżyłem się do niego na 10 metrów zawsze na mnie warczał i sykał. Po którymś razie z kolei, zwierzę się zdenerwowało. Podbiegło do mnie i gdy chciał już się na mnie rzucić, zatrzymał się. Uśmiechnął się pod nosem i powiedział:
- Witaj. – Głos miał słaby, musiał być stary. Przez chwilę byłem na tyle zdziwiony że nic nie powiedziałem. Potem wymamrotałem:
-Dzień dobry. Jestem Saturn.
- Miło Cię poznać mnie zwą Monarchą. – Imię było dość dziwne, ale nie powiedziałem tego.
- Czym jesteś? – Monarcha spojrzał na mnie, a ja szybko uświadomiłem sobie mój błąd.- Kim jesteś.
- Bardzo starym stworzeniem. Niektórzy nazywają mnie Chimerą. – Nazwa nic mi nie mówiła.
- Czemu żyjesz sam tu sam na górze?
- Ja nie żyje na górze tylko w jaskini. Niestety jest to dość daleko, a wchodzenie jest dość męczące. Na dodatek muszę schodzić w dół by na coś zapolować.
- Jeśli chcesz mógłbym Ci pomóc. Raz na jakiś czas przynieść Ci coś do jedzenia. – Zrobiło mi się go żal. W końcu był już dość stary.
- Byłbym Ci bardzo wdzięczny, choć pokaże Ci jaskinie. – Zgodziłem się na jego propozycję. Szliśmy jakiś czas. Doszliśmy do kępki krzaków. Monarcha przeszedł między nimi, ja ruszyłem za nim.
Jaskinia była bardzo duża. W jednym miejscu płynął strumyk. W jej suficie były dziury. Wpuszczały promienie słoneczne, dlatego było dość jasno. Rozgadałem się aż usłyszałem jakiś dźwięk za mną. Obejrzałem się i zobaczyłem jak chimera zamyka wejście do jaskini, wielkim głazem.
-Co ty robisz?! – Wrzasnąłem. Jak mogłem byś taki głupi i pójść z takim potworem do domu!
- Chcę zadać Ci zagadkę. – Odparł spokojnie.
- Jaką zagadkę!
- Była sobie kiedyś Agatka. Agatka była bardzo ciekawska. Lubiła patrzeć jak ludzie grają w piłkę. Pewnego razu piłka poleciała za daleko, a Agatka pożałowała swojej ciekawości. – W zagadkach byłem beznadziejny nie chciało mi się w to bawić. Podbiegłem do głazu, ale stwór zagrodził mi drogę.
- Odpowiesz to Cię wypuszczę.
- A jak nie?
- To zostaniesz tu razem ze swoimi psimi przyjaciółmi. – Wskazał w ciemny kąt jaskini. Sądziłem że nie ma tak żadnych żywych psów. – Masz czas do zachodu słońca. Zdenerwowałem się. Zacząłem myśleć nad zagadką. Pewnie piłka ją uderzyła, albo może coś jej złamała. Nie chciałem mówić nic dopóki nie będę do końca pewien. Po pewnym czasie, Monarcha podszedł do mnie i powiedział:
- Agatka już nigdy nie była ciekawska. – Niewiele mi to pomogło. Czas mijał. Byłem coraz bardziej przestraszony. Wtedy przypomniało mi się jak mieszkałem w mieście. Ludzkie dzieci grały w piłkę. W pewnym momencie ktoś kopnął za daleko i zbił szybę. Piłka walnęła w akwarium. Może mi się wydawało, ale rybka która wcześniej tam pływała, obserwowała grę. Była ciekawska.
- Mój drogi zostało Ci coraz mniej czasu. – „Dobra, żyję się raz” pomyślałem.
- Agatka była rybką, piłka trafiła w jej akwarium. Ona przez to że była ciekawska także nią dostała. Gdyby jak inne rybki siedziała w domkach, zamkach i innych takich, nic by jej się nie stało. – Nie miałem pojęcia czy dobrze powiedziałem. – Stwór który mnie tu więził, uśmiechnął się.
- Brawo to była prosta zagadka, odwiedź mnie następnym razem, a będzie trudniej. – Odsunął głaz blokujący przejście, a ja wybiegłem. Gnałem jak najszybciej w stronę sfory. Parę razy przewróciłem się. Zwolniłem za pomarańczowej pustyni. W tedy też dostrzegłem że słońce zbliża się ku zachodowi. Postanowiłem pogadać o tym wydarzeniu z betą, Hockey’em. Morze nie dokładnie o wydarzeniu, ale o samym potworzę. Musiałem się czegoś o nim dowiedzieć. Spotkałem go w dolnej Oazie.
- Witaj – powiedziałem.
- Dzień dobry. – Odparł
- Jestem tu od niedawna i tak się zastanawiam czy są tu jakieś lokalne legendy, lub potwory do straszenia dzieci? – Powiedziałem z uśmiechem. Miałem nadzieje że weźmie to pytania za niewinne.
< Hockey? >
- Witaj. – Głos miał słaby, musiał być stary. Przez chwilę byłem na tyle zdziwiony że nic nie powiedziałem. Potem wymamrotałem:
-Dzień dobry. Jestem Saturn.
- Miło Cię poznać mnie zwą Monarchą. – Imię było dość dziwne, ale nie powiedziałem tego.
- Czym jesteś? – Monarcha spojrzał na mnie, a ja szybko uświadomiłem sobie mój błąd.- Kim jesteś.
- Bardzo starym stworzeniem. Niektórzy nazywają mnie Chimerą. – Nazwa nic mi nie mówiła.
- Czemu żyjesz sam tu sam na górze?
- Ja nie żyje na górze tylko w jaskini. Niestety jest to dość daleko, a wchodzenie jest dość męczące. Na dodatek muszę schodzić w dół by na coś zapolować.
- Jeśli chcesz mógłbym Ci pomóc. Raz na jakiś czas przynieść Ci coś do jedzenia. – Zrobiło mi się go żal. W końcu był już dość stary.
- Byłbym Ci bardzo wdzięczny, choć pokaże Ci jaskinie. – Zgodziłem się na jego propozycję. Szliśmy jakiś czas. Doszliśmy do kępki krzaków. Monarcha przeszedł między nimi, ja ruszyłem za nim.
Jaskinia była bardzo duża. W jednym miejscu płynął strumyk. W jej suficie były dziury. Wpuszczały promienie słoneczne, dlatego było dość jasno. Rozgadałem się aż usłyszałem jakiś dźwięk za mną. Obejrzałem się i zobaczyłem jak chimera zamyka wejście do jaskini, wielkim głazem.
-Co ty robisz?! – Wrzasnąłem. Jak mogłem byś taki głupi i pójść z takim potworem do domu!
- Chcę zadać Ci zagadkę. – Odparł spokojnie.
- Jaką zagadkę!
- Była sobie kiedyś Agatka. Agatka była bardzo ciekawska. Lubiła patrzeć jak ludzie grają w piłkę. Pewnego razu piłka poleciała za daleko, a Agatka pożałowała swojej ciekawości. – W zagadkach byłem beznadziejny nie chciało mi się w to bawić. Podbiegłem do głazu, ale stwór zagrodził mi drogę.
- Odpowiesz to Cię wypuszczę.
- A jak nie?
- To zostaniesz tu razem ze swoimi psimi przyjaciółmi. – Wskazał w ciemny kąt jaskini. Sądziłem że nie ma tak żadnych żywych psów. – Masz czas do zachodu słońca. Zdenerwowałem się. Zacząłem myśleć nad zagadką. Pewnie piłka ją uderzyła, albo może coś jej złamała. Nie chciałem mówić nic dopóki nie będę do końca pewien. Po pewnym czasie, Monarcha podszedł do mnie i powiedział:
- Agatka już nigdy nie była ciekawska. – Niewiele mi to pomogło. Czas mijał. Byłem coraz bardziej przestraszony. Wtedy przypomniało mi się jak mieszkałem w mieście. Ludzkie dzieci grały w piłkę. W pewnym momencie ktoś kopnął za daleko i zbił szybę. Piłka walnęła w akwarium. Może mi się wydawało, ale rybka która wcześniej tam pływała, obserwowała grę. Była ciekawska.
- Mój drogi zostało Ci coraz mniej czasu. – „Dobra, żyję się raz” pomyślałem.
- Agatka była rybką, piłka trafiła w jej akwarium. Ona przez to że była ciekawska także nią dostała. Gdyby jak inne rybki siedziała w domkach, zamkach i innych takich, nic by jej się nie stało. – Nie miałem pojęcia czy dobrze powiedziałem. – Stwór który mnie tu więził, uśmiechnął się.
- Brawo to była prosta zagadka, odwiedź mnie następnym razem, a będzie trudniej. – Odsunął głaz blokujący przejście, a ja wybiegłem. Gnałem jak najszybciej w stronę sfory. Parę razy przewróciłem się. Zwolniłem za pomarańczowej pustyni. W tedy też dostrzegłem że słońce zbliża się ku zachodowi. Postanowiłem pogadać o tym wydarzeniu z betą, Hockey’em. Morze nie dokładnie o wydarzeniu, ale o samym potworzę. Musiałem się czegoś o nim dowiedzieć. Spotkałem go w dolnej Oazie.
- Witaj – powiedziałem.
- Dzień dobry. – Odparł
- Jestem tu od niedawna i tak się zastanawiam czy są tu jakieś lokalne legendy, lub potwory do straszenia dzieci? – Powiedziałem z uśmiechem. Miałem nadzieje że weźmie to pytania za niewinne.
< Hockey? >
piątek, 28 marca 2014
Od Saturna - CD historii Amicy
- Ja też nie wiem gdzie oni są. – Rozejrzałem się we wszystkie strony – Powinniśmy pójść w lewo.
- Dlaczego?
- Nie wiem, ale lewo nie wydaję się takie złe, co? – Amica nie odpowiedziała. Szliśmy równym krokiem. Panowała między nami dość niezręczna cisza. Miałem głowę zaprzątniętą własnymi myślami. W pewnym momencie moja towarzyszka podróży powiedziała:
- Słyszysz to?
- Nie. – Odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Spojrzała na mnie dość dziwnym wzrokiem.
- Tam – Ruszyła przed siebie biegiem. Zrobiłem to samo. Amica zatrzymała się i powiedziała.
< Amica? >
- Dlaczego?
- Nie wiem, ale lewo nie wydaję się takie złe, co? – Amica nie odpowiedziała. Szliśmy równym krokiem. Panowała między nami dość niezręczna cisza. Miałem głowę zaprzątniętą własnymi myślami. W pewnym momencie moja towarzyszka podróży powiedziała:
- Słyszysz to?
- Nie. – Odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Spojrzała na mnie dość dziwnym wzrokiem.
- Tam – Ruszyła przed siebie biegiem. Zrobiłem to samo. Amica zatrzymała się i powiedziała.
< Amica? >
czwartek, 27 marca 2014
Od Saturna
W sforze jestem od niedawna. Zauważyłem jednak, że wszyscy mówią o jakiejś „ rudej wiedźmie” biorąc pod uwagę, że nikogo nie znam, nikogo o nią nie zapytałem. Kroczyłem w stronę jaskini, gdzie mieli być lekarze. Postanowiłem pójść do nowej pracy. Może jakieś zadanie się dla mnie znajdzie, albo najwyżej kogoś poznam. Kiedy doszedłem do mojego celu zajrzałem i powiedziałem do znajdującego się tam psa:
- Mogę w czymś pomóc?
< Geris, lub ktokolwiek kto się tam znajduje >
- Mogę w czymś pomóc?
< Geris, lub ktokolwiek kto się tam znajduje >
środa, 26 marca 2014
Od Saturna - CD historii Amicy
- Należysz do sfory? - Zacząłem
- Tak – odpowiedziała niepewnie suczka.
- Musisz mieszać się w te sprawy, jeśli należysz do sfory. I przed tym i tak nie uciekniesz. – Prawie zacząłem robić jej wykład moralny, ale się powstrzymałem. – Choć do reszty psów w grupie raźniej.- Uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę skąd przybiegła. Miałem przy tym wielką nadzieje że ruszy za mną, bo nie miałem pojęcia gdzie oni mogą być.
< Amica? >
- Tak – odpowiedziała niepewnie suczka.
- Musisz mieszać się w te sprawy, jeśli należysz do sfory. I przed tym i tak nie uciekniesz. – Prawie zacząłem robić jej wykład moralny, ale się powstrzymałem. – Choć do reszty psów w grupie raźniej.- Uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę skąd przybiegła. Miałem przy tym wielką nadzieje że ruszy za mną, bo nie miałem pojęcia gdzie oni mogą być.
< Amica? >
Nowy pies w Sforze Saturn!
Saturn, cudowny kundelek, a także pierwszy chirurg. Dobrze mu z oczu patrzy :P
Ładny formularz... Co tu jeszcze napisać? Witamy!

Imię: Saturn
Płeć: Pies
Wiek: 3 lata
Rasa: Kundelek
Stanowisko: Chirurg
Partner: Brak
Młode: Brak
Rodzina: Tata Roger, mama Septra, siostry Kaia i Maria. Wszyscy poza sforą.
Urodziny. 12 dzień wiosny
Sektor: Fallendeer
Cechy: Saturn jest dość spokojnym psem. Można powiedzieć że nawet leniwym. Łatwo go zdenerwować, zazwyczaj kieruję się sercem. Zazwyczaj miły, może trochę oschły. Sporo kłamię, nie lubi być w centrum uwagi. Szuka kilku przyjaciół, nie stu kumpli. Lojalny wobec stada i odważny.
Historia: Urodził się na ulicy pewnego miasteczka. Miał dwie starsze siostry więc nigdy się nie nudził. Kiedy miał dwa lata rodzice odeszli od nich. Maria (siostra) znalazła partnera i żyją sobie teraz szczęśliwie. Saturn wraz z drugą siostrą uciekli z miasta i zaczęli żyć na własną łapę w dziczy. Podczas jednej z „ przygód” Saturn utracił słuch w jednym uchu, a jego siostra umarła. Pies postarał się pogodzić z jej śmiercią. Teraz sam wędruję.
Nick na howrse.pl: julkaczaps
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
