Heaven uniosła pysk i rozglądała się wokół, patrząc na galopujące po całej plaży konie, a ja tylko sobie leżałem i rozmyślałem. Nic więc dziwnego, że nie usłyszałem za pierwszym razem jej pytania. Suczka lekko się zaśmiała, gdy jej nic nie odpowiedziałem.
- No co? - zapytałem, uśmiechając się. - Zamyśliłem się. Możesz powtórzyć pytanie?
- Oczywiście - zaśmiała się znowu. - Pytałam się ciebie jak podoba ci się wycieczka.
- Wycieczka bardzo mi się spodobała i cieszę się, że miałem taką uroczą przewodniczkę - zaśmiałem się.
- Och, dziękuję...
Konie dalej galopowały po swojej plaży, a ja zazdrościłem im jednego. Były teraz takie wolne, pełne życia, a mi właśnie tego zawsze brakowało. Sfora była niby dobrym miejscem dla mnie, lepszym niż rodzinny dom, ale czułem się tutaj i tak dziwnie. Czas może mi pokaże czy lepiej odejść czy zostać, ale raczej nigdy się tutaj nie dopasuje. Zdarzają się na pewno przypadki, gdy inne psy też tak myślały, ale zostały, bo coś ich jednak tutaj trzymało, a mnie nie trzyma tu raczej nic. Lubiłem to, że nikt nie zwraca na mnie uwagi, a raczej się do tego przyzwyczaiłem. Tutaj było tak samo jak w domu. Nikt mnie nie zauważał, byłem jedynie cieniem. Sfora Psiego Głosu to na pewno dobre stado psów, ale czy dla mnie? Nim się obejrzę to pewnie wszystko się zmieni. Heaven - jedyna psinka, która mnie widzi, też przestanie się mną interesować. Dni miną, a ja nawet tego nie zauważę. Powoli opuściłem swój pysk.
- Nie mów, że jesteś śpiący - uśmiechnęła się lekko suczka.
- Nie jestem - odparłem zgodnie z prawdą. Byłem raczej... Smutny? Zagubiony? Sam dokładnie nie wiedziałem.
- Lucas, jak chcesz mogę cię odprowadzić do twojej jaskini - oznajmiła.
- Jeśli chcesz to możemy tu zostać, miło mi się z tobą spędza czas.
Uśmiech znowu zawitał na jej pysku, a ja się przyglądałem jej, udając wesołego. Eh... Czasem nienawidzę oszukiwać sam siebie, a tym bardziej innych. Zadowolona Heaven wydawała mi się taka urocza, łagodna... Nie Lucas, skarciłem sam siebie. Nie wolno mi się do nikogo przyzwyczajać. Wtedy życie jest lepsze, będziesz chciał odejść to odejdziesz od razu, nic cię nie będzie trzymało. Jednak, gdy ktoś cię "oswoi", jest dla ciebie jeden powód, aby zostać. Nie chciało mi się wierzyć, że Heav może być u mnie kiedyś tym powodem. Od razu było ją zostawić w spokoju, ale ja jednak nie mogłem zostawić jej takiej smutnej. Czy MY kiedyś będziemy przyjaciółmi? Chciałbym, ale sam sobie zabraniałem z kimkolwiek zawiązywać lepsze kontakty. Z suczką jednak było inaczej. Od razu ją polubiłem. Wstyd mi za samego siebie z powodu tego, że mam gdzieś własne zasady. A jednak może warto było dać szansę mojej znajomej i temu miejscu?
- Lucas, opowiesz mi coś o sobie? - zadała pytanie, wyrywając mnie z głębokiego zamyślenia.
- Hm... - zastanowiłem się. - Dobrze. To zacznijmy od tego, że urodziłem się w malutkiej sforze, gdzie wszyscy byli ze sobą spokrewnieni. Mój ojciec nazywa się Vito, matka Roksana, a starszy brat Len. W tej mojej rodzinnej sforze wszyscy mieli mnie gdzieś. Uwielbiali za to mojego starszego brata, który szczerze był ode mnie we wszystkim lepszy. Tak więc dorastałem w cieniu Lena. Nigdy nie usłyszałem jakieś pochwały rzuconej w moim kierunku. Miałem jednak tam dwie osoby, którym za dużo rzeczy mogę podziękować - mojemu kuzynowi Carlosowi i ciotce Kristinie. Dzięki nim bowiem poznałem swój...em... talent wokalny? Nie, to na pewno nie to. Po prostu dzięki nim zainteresowałem się śpiewem. Rodzice jednak zabronili mi śpiewać. Czemu? Sam nie wiem. Może bali się, że będę gorszy od ich pierwszego syna? Wtedy postanowiłem, że odejdę. Nie czułem się tam dobrze. Uciekłem, więc przy najbliżej okazji. Samotnie wędrowałem przez kilka dobrych dni, a potem sama wiesz... Gdy byłem zmęczony wędrówką, okazało się, że dostałem się na tereny SPG. No i wtedy zauważyłem ciebie. Resztę już chyba znasz.
O Heaven sam wiedziałem bardzo mało, ale na razie dobrze było jej trochę o sobie powiedzieć. Nie widziałem w tym nic złego, aby czegoś się o mnie dowiedziała. Uśmiechnąłem się lekko do niej, a ona jakby kalkulowała każde słowo, które wypowiedziałem.
- Proszę, a może ty coś mi powiesz o sobie? - zaproponowałem.
- Moja historia nie jest taka ciekawa - zaczęła. - Urodziłam się tutaj, w Sforze Psiego Głosu, czyli kompletnie inaczej niż w twoim przypadku.
- Wiem - przerwałem jej. - To znaczy, wydaje mi się, że kiedyś już o tym wspominałaś, że tu się urodziłaś.
- Możliwe. Tak więc... Moje dzieciństwo minęło spokojnie. Może poza kilkoma zdarzeniami, jak śpiączka mojego taty czy ataki wilków.
- Heaven, jeśli nie chcesz nie musisz mi opowiadać.
- Ale chcę - uśmiechnęła się. - Podczas dziecięcych chwil zdobyłam brata - Rafaello, który zastąpił rodzicom zmarłego Huntera i stał się jednym z moich przyjaciół. Jeżeli chodzi o przyjaźnie to mam ich całkiem sporo.
- Czyli kompletnie inaczej niż ja - smutno się uśmiechnąłem.
- Pewnie ty też z kimś złapiesz dobry kontakt. Wracając... Najbardziej zaprzyjaźniłam się z Jonah'em, synem Goury i zmarłego Houstona. Polubiłam też resztę jego rodzeństwa. Dla każdego zawsze byłam tolerancyjna, chociaż nie z każdym szczeniakiem zdążyłam porozmawiać.
- Heaven, musisz być naprawdę bardzo tolerancyjna i spokojna.
- Lucas! - krzyknęła, śmiejąc się. - Możesz mi nie przerywać? Tak więc... Teraz jestem już dorosłą suczką. Opuściłam dom rodzinny. Znalazłam piękną, dużą jaskinię, w której zamieszkałam. Zaczęłam też pracować jako śpiewaczka, co było moim wielkim marzeniem.
- Heaven, wybacz, ale po prostu lubię gadać - oznajmiłem. - Cieszę się, że mamy podobne zainteresowania.
- Ja też. Tak więc. Zostałam w Sforze Psiego Głosu. Jestem jej zbyt wierna, żeby ją opuszczać. Poza tym mam tu rodzinę, bez której trudno byłoby mi przeżyć. No i to tyle.
Zapewne po tej rozmowie obydwoje wiemy o sobie coś więcej, a dokładnie kilka szczegółów z życia. Jednak nie rozumiałem suczki pod tym względem, że nie potrafi opuścić sfory. Nie chciałem nic mówić, ale mi to wydawało się dość proste. W ten sposób znalazłem się tutaj. Znikasz, a potem nikt nie zauważa twojej obecności i tego, że cię nie ma. Sfora Psiego Głosu... A może jednak tutaj zostanę już do swojej śmierci?
- Rzeczywiście, moja historia jest ciekawsza - palnąłem.
- A uprzedzałam - znowu zauważyłem uśmiech na jej pysku.
Daleko mi do takiego prawdziwego śmieszka jak ona. Śmieszka! Właśnie! Heaven od dzisiaj jesteś dla mnie Śmieszką! Zastanowiłem się. Nie za często przypadkiem o niej myślałem? O ile się nie mylę mogłem o niej pomyśleć około... hm...jedenaście razy?
- Jestem geniuszem! - krzyknąłem. - Wymyśliłem dla ciebie ksywkę!
- Jaką? - spojrzała na mnie zaskoczona.
Cóż... Teraz już nie było odwrotu. Było kilka opcji. A) Uzna mnie za jeszcze większego dziwaka nich dotychczas. B) Zacznie się z tego wszystkiego śmiać. C) Ja będę dla niej jakimś flirciarzem (co jest dziwne, bo ja flirtować NIE UMIEM).
- Zastanów się Śmieszko - uśmiechnąłem się szeroko.
- Co? - spytała. - Śmieszka?
Jeszcze bardziej mam wrażenie, że robię z siebie idiotę. Meh, no cóż. Idioci też muszą istnieć na tym świecie, bo bez nich byłoby nudno. Nie można się ich tak po prostu pozbyć, bo ich i tak jest więcej niż normalnych psów. Co do normalnych psów... Takie nie istnieją. Wszyscy mamy w sobie coś z szaleńca, ale niektórzy to lepiej kryją. Uśmiechnąłem się, aby złagodzić sytuacje, lecz Heaven przyglądała mi się uważnie.
- Dlaczego chcesz na mnie tak mówisz? - zadała mi pytanie.
- Bo dzisiaj cały czas jesteś wesoła - odpowiedziałem. - Pełna energii i w ogóle. Lubię na ciebie patrzeć jak tak się śmiejesz i uśmiechasz.
Mogłem się w ogóle nie odzywać, bo nawet czegoś nie przemyślę i od razu to powiem. No i się dziwić, że nie mam przyjaciół. Oczywiście nie potrzebowałem ich, ale gdy tak się lepiej zastanawiam... Jeden by się przydał.
- Może rzeczywiście do mnie pasuje - łagodnie się uśmiechnęła.
- Pasuje i to bardzo - odparłem.
- Lucas, może pójdziemy teraz gdzieś indziej? - zapytała.
- Jak tam chcesz - powiedziałem i wstałem.
<Heaven? Pisanie od północy do 1:40, a i tak wyszło nudne :/>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucas. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 2 sierpnia 2016
poniedziałek, 14 marca 2016
od Lucasa C.D. historii Heaven
Niewiele wiedziałem o Heaven, ale tyle z pewnością wystarczyło abym coraz bardziej się w niej zakochiwał. Suczka w moich oczach była cudem i sprawiała, że moje życie znowu nabierało barw. Zamierzałem ją odwiedzić, ale nie wiedziałem gdzie mieszka. Nie dość dobrze zapoznałem się z terenami, więc tylko błądziłem z nadzieją, że się na nią natknę. Gdy błąkałem się przez kilka godzin, zacząłem się martwić, że dzisiaj już jej nie znajdę, a nikogo dobrze tutaj nie znam z kim mógłbym spędzić czas, oprócz niej. Ciekawe ile czasu bym jeszcze tak się włóczył, gdybym jej nie zauważył. Suczka biegła przed siebie i najwyraźniej szukała miejsca, gdzie mogłaby być całkiem sama. Wolnym krokiem poszedłem za nią, tak cicho, aby nie zauważyła mojej obecności, bo nie chciałem jej wystraszyć. Stanąłem, więc za nią i słysząc jej płacz położyłem łapę na jej "ramieniu".
- Wszystko w porządku, Heaven? - zapytałem czułym tonem.
Ona odwróciła się w moją stronę, ale nic nie mówiła. Nadal miała łzy w oczach, a to wszystko pewnie z powodu zmarłej matki. Kiedy suczka dalej nic nie odpowiadała, podniosłem łapę i wytarłem jej łzy.
- Proszę, nie płacz... - uśmiechnąłem się do niej. - Będzie dobrze.
Jednak moje słowa nie zadziałały i dalej płakała, odwracając się ode mnie. Bolało mnie to, że była smutna i, że tak źle znosiła śmierć matki. Heaven ciągle była smutna, a ja nie nadawałem się do tego, aby kogoś pocieszać. Bez słowa przytuliłem ją. Myślałem, że mnie odepchnie, ale ona tylko bardziej się wtuliła.
- Heaven... - wyszeptałem. - Nie stanie się już nic złego, zobaczysz... Wszystko będzie dobrze. Będę cię cały czas wspierał. W końcu od tego tu jestem, aby cię lepiej poznać, pocieszać w trudnych chwilach, chociaż wcale się do tego nie nadaję.
Ona przecież była cudowna, a ja ją tak sobie przytulałem. Nie czułem się tak dziwnie od dawna. Od kiedy uciekłem z domu, postanowiłem się do nikogo nie przywiązywać, ale sam złamałem tą zasadę. Sam nie wierzyłem, że kiedykolwiek polubię a tym bardziej pokocham kogoś w tak krótkim czasie.
- Powiedz mi - zacząłem. - Mam sobie iść?
- Nie... - odpowiedziała cicho, wycierając łzy.
Spojrzałem na nią i skinąłem łbem na znak, że rozumiem, a w duszy cieszyłem się, że nie musiałem zostawić jej samej. Uśmiech nadal nie znikał z mojego pyska i dalej trzymałem Heaven w objęciach.
<Heaven? Przepraszam, że tak długo ;-;>
- Wszystko w porządku, Heaven? - zapytałem czułym tonem.
Ona odwróciła się w moją stronę, ale nic nie mówiła. Nadal miała łzy w oczach, a to wszystko pewnie z powodu zmarłej matki. Kiedy suczka dalej nic nie odpowiadała, podniosłem łapę i wytarłem jej łzy.
- Proszę, nie płacz... - uśmiechnąłem się do niej. - Będzie dobrze.
Jednak moje słowa nie zadziałały i dalej płakała, odwracając się ode mnie. Bolało mnie to, że była smutna i, że tak źle znosiła śmierć matki. Heaven ciągle była smutna, a ja nie nadawałem się do tego, aby kogoś pocieszać. Bez słowa przytuliłem ją. Myślałem, że mnie odepchnie, ale ona tylko bardziej się wtuliła.
- Heaven... - wyszeptałem. - Nie stanie się już nic złego, zobaczysz... Wszystko będzie dobrze. Będę cię cały czas wspierał. W końcu od tego tu jestem, aby cię lepiej poznać, pocieszać w trudnych chwilach, chociaż wcale się do tego nie nadaję.
Ona przecież była cudowna, a ja ją tak sobie przytulałem. Nie czułem się tak dziwnie od dawna. Od kiedy uciekłem z domu, postanowiłem się do nikogo nie przywiązywać, ale sam złamałem tą zasadę. Sam nie wierzyłem, że kiedykolwiek polubię a tym bardziej pokocham kogoś w tak krótkim czasie.
- Powiedz mi - zacząłem. - Mam sobie iść?
- Nie... - odpowiedziała cicho, wycierając łzy.
Spojrzałem na nią i skinąłem łbem na znak, że rozumiem, a w duszy cieszyłem się, że nie musiałem zostawić jej samej. Uśmiech nadal nie znikał z mojego pyska i dalej trzymałem Heaven w objęciach.
<Heaven? Przepraszam, że tak długo ;-;>
poniedziałek, 29 lutego 2016
Od Lucasa C.D. historii Heaven
Nie jestem typem psa, który lubi być często w towarzystwie innych. Jednak z Heaven dość dobrze spędzało się czas, chociaż nie była tak rozmowna jakby mogło mi się wydawać. Lubię, kiedy ktoś zaczyna rozmowę, lecz podczas rozmowy z suczką to ja musiałem przerywać ciszę. Nawet tereny nie interesowały mnie tak bardzo jak ona czy też inne psy. Chciałem aby chociaż tutaj mnie zaakceptowali, ale wątpiłem w to.
- Dobra, to jak najszybciej spróbujesz mnie oprowadzić? - zapytałem, aby przerwać ciszę, uśmiechając się lekko.
- Tak, dobrze by było. No wiesz... Mam zamiar odwiedzić grób mojej mamy - odpowiedziała nadal smutna.
Nie potrafiłem jej jakoś rozgryźć i jak ją pocieszyć. Nie chciałem, aby była smutna. Jednak co ja mogłem poradzić? I tak o to zastanawiałem się czy zadawać pytanie, które może zranić Heaven, ale mnie ciekawiło czy spróbować ją jakoś pocieszyć i najwyżej oberwać. Może to dziwne, ale zazwyczaj nie myślałem nad tym czy kogoś zranię czy nie.
- Heaven, jak chcesz możesz mnie oprowadzić w inny dzień - uśmiechnąłem się.
- Na pewno? Prędzej się tu zgubisz... - odparła.
- I tak pewnie bym się kiedyś zgubił, lepiej późno niż wcale - zaśmiałem się.
- Sama nie wiem. Mogę cię przecież szybko odprowadzić, a potem iść na grób mojej mamy.
Nigdy nie rezygnowałem z tego co bardzo chciałem. Tym razem jednak zrobiłem wyjątek. To, że chciałem spędzić z suczką trochę czasu i bliżej ją poznać, nie było wcale aż takie ważne. Przecież to rodzina jest najważniejsza. No cóż... Tylko w moim przypadku to się nie sprawdziło. No, ale ja nie ucieknę stąd i oprowadzić mnie może w każdej chwili. Chyba... Bałem się trochę, że może potem nie znaleźć dla mnie czasu.
- Nie pozwalam ci się oprowadzać. Nie dzisiaj, nie teraz - uśmiechnąłem się, chociaż tak naprawdę było mi dość smutno. - Znajdziesz jeszcze dla mnie czas. Teraz biegnij do mamy.
- Na pewno...? Wiesz, mogę zawsze pójść wieczorem... - oznajmiła Heaven.
- Na pewno - odpowiedziałem. - Rodzinę zawsze stawiaj na pierwszym miejscu. Ja sobie mogę nawet tutaj poczekać. Nigdzie się nie wybieram.
<Heaven? Takie jakieś jest xd>
- Dobra, to jak najszybciej spróbujesz mnie oprowadzić? - zapytałem, aby przerwać ciszę, uśmiechając się lekko.
- Tak, dobrze by było. No wiesz... Mam zamiar odwiedzić grób mojej mamy - odpowiedziała nadal smutna.
Nie potrafiłem jej jakoś rozgryźć i jak ją pocieszyć. Nie chciałem, aby była smutna. Jednak co ja mogłem poradzić? I tak o to zastanawiałem się czy zadawać pytanie, które może zranić Heaven, ale mnie ciekawiło czy spróbować ją jakoś pocieszyć i najwyżej oberwać. Może to dziwne, ale zazwyczaj nie myślałem nad tym czy kogoś zranię czy nie.
- Heaven, jak chcesz możesz mnie oprowadzić w inny dzień - uśmiechnąłem się.
- Na pewno? Prędzej się tu zgubisz... - odparła.
- I tak pewnie bym się kiedyś zgubił, lepiej późno niż wcale - zaśmiałem się.
- Sama nie wiem. Mogę cię przecież szybko odprowadzić, a potem iść na grób mojej mamy.
Nigdy nie rezygnowałem z tego co bardzo chciałem. Tym razem jednak zrobiłem wyjątek. To, że chciałem spędzić z suczką trochę czasu i bliżej ją poznać, nie było wcale aż takie ważne. Przecież to rodzina jest najważniejsza. No cóż... Tylko w moim przypadku to się nie sprawdziło. No, ale ja nie ucieknę stąd i oprowadzić mnie może w każdej chwili. Chyba... Bałem się trochę, że może potem nie znaleźć dla mnie czasu.
- Nie pozwalam ci się oprowadzać. Nie dzisiaj, nie teraz - uśmiechnąłem się, chociaż tak naprawdę było mi dość smutno. - Znajdziesz jeszcze dla mnie czas. Teraz biegnij do mamy.
- Na pewno...? Wiesz, mogę zawsze pójść wieczorem... - oznajmiła Heaven.
- Na pewno - odpowiedziałem. - Rodzinę zawsze stawiaj na pierwszym miejscu. Ja sobie mogę nawet tutaj poczekać. Nigdzie się nie wybieram.
<Heaven? Takie jakieś jest xd>
sobota, 16 stycznia 2016
Od Lucasa do Heaven
Dreptałem sobie już dobre kilka dni po nieznanych mi terenach. Rodzina jednak mnie tak wkurzała, że musiałem uciec i wieść życie włóczęgi. Nie lubiłem tego życia. Nigdy ich nie interesowałem, co innego Len. Ja wiedziałem, że lepiej gdybym zniknął z ich życia i właśnie to zrobiłem. Nie żałuję swojej decyzji. Miałem tylko nadzieję, że znajdę jakąś sforę w czasie wędrówki, ale wątpiłem w to. Kto przyjąłby takiego wyrzutka jak ja?
***
Właśnie miałem paść ze zmęczenia, gdy zauważyłem czyjąś sylwetkę. To był pies, ale nie był sam, bo było tam też kilkoro innych, lecz widziałem też wilki. Uśmiechnąłem się sam do siebie, w końcu nie musiałem być sam. Zastanawiałem się czy do nich podbiec czy to nie będziesz dziwnie wyglądać. Len pewnie od razu by pędził jak szalony, nawet jeśli mieliby go zabić. Ja wolałem się dobrze im przyjrzeć. Wpatrywałem się w pewną suczkę. Wyglądała na Owczarka Australijskiego, a z tego co usłyszałem, miała na imię Heaven. Ta cała Heaven miała w sobie coś, co sprawiało, że trudno było oderwać mi od niej wzrok. "Ostrzegam cię, nie zaurocz się w niej" podpowiadał mi mózg, jednak serce wiedziało już swoje.
***
Może kiedyś byłbym bardziej gotowy, ale kiedy zobaczyłem ją. Po prostu musiałem się z nią przywitać i zagadać. Stanąłem na przeciwko niej. Heaven wydawała się zaskoczona widokiem kogoś obcego. Suczka zaczęła się pewnie zastanawiać, czemu tak się na nią gapię skoro i tak się nie odzywam. Moje oczy ciągle podziwiały jej urodę, przez co nie mogłem wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Cześć - przywitałem się. - Jestem Lucas i szukam sfory, do której mogę dołączyć. Znasz może jakąś? Tak w ogóle jak masz na imię.
- Witaj. Jestem Heaven - przedstawiła się, chociaż jej imię już znałem. - Ja należę do jednej sfory, która z chęcią przyjmie kogoś nowego.
Usiadłem na przeciwko niej i zacząłem się jej badawczo przyglądać. Ona jednak tylko się na mnie spojrzała ze zdziwieniem. Pewnie miała mnie za jakiegoś dziwoląga. Len pewnie już dawno by do niej zarywał, ale ja nie jestem aż taki śmiały, a po drugie to za słabo ją znam. Wyszedłem z zamyślenia.
- Heaven, to zaprowadzisz mnie do kogoś kto mnie przyjmie?
<Heaven? Brak weny ;-;>
***
Właśnie miałem paść ze zmęczenia, gdy zauważyłem czyjąś sylwetkę. To był pies, ale nie był sam, bo było tam też kilkoro innych, lecz widziałem też wilki. Uśmiechnąłem się sam do siebie, w końcu nie musiałem być sam. Zastanawiałem się czy do nich podbiec czy to nie będziesz dziwnie wyglądać. Len pewnie od razu by pędził jak szalony, nawet jeśli mieliby go zabić. Ja wolałem się dobrze im przyjrzeć. Wpatrywałem się w pewną suczkę. Wyglądała na Owczarka Australijskiego, a z tego co usłyszałem, miała na imię Heaven. Ta cała Heaven miała w sobie coś, co sprawiało, że trudno było oderwać mi od niej wzrok. "Ostrzegam cię, nie zaurocz się w niej" podpowiadał mi mózg, jednak serce wiedziało już swoje.
***
Może kiedyś byłbym bardziej gotowy, ale kiedy zobaczyłem ją. Po prostu musiałem się z nią przywitać i zagadać. Stanąłem na przeciwko niej. Heaven wydawała się zaskoczona widokiem kogoś obcego. Suczka zaczęła się pewnie zastanawiać, czemu tak się na nią gapię skoro i tak się nie odzywam. Moje oczy ciągle podziwiały jej urodę, przez co nie mogłem wydobyć z siebie ani jednego słowa.
- Cześć - przywitałem się. - Jestem Lucas i szukam sfory, do której mogę dołączyć. Znasz może jakąś? Tak w ogóle jak masz na imię.
- Witaj. Jestem Heaven - przedstawiła się, chociaż jej imię już znałem. - Ja należę do jednej sfory, która z chęcią przyjmie kogoś nowego.
Usiadłem na przeciwko niej i zacząłem się jej badawczo przyglądać. Ona jednak tylko się na mnie spojrzała ze zdziwieniem. Pewnie miała mnie za jakiegoś dziwoląga. Len pewnie już dawno by do niej zarywał, ale ja nie jestem aż taki śmiały, a po drugie to za słabo ją znam. Wyszedłem z zamyślenia.
- Heaven, to zaprowadzisz mnie do kogoś kto mnie przyjmie?
<Heaven? Brak weny ;-;>
piątek, 1 stycznia 2016
Nowy pies w Sforze - Lucas!
Powitajmy nowego psa Lucasa, którego właścicielką jest CelestiaAndLuna! Dziękujemy za dołączenie i mamy nadzieję, że aktywność wzrośnie. :)
Imię: Lucas
Płeć: pies
Wiek: 1 rok
Rasa: Border Collie
Stanowisko: Śpiewak. Postanowił nim zostać, bo wcześniej nigdy nie mógł pokazać swojego talentu wokalnego.
Partner: Szuka, chociaż podoba mu się jedna suczka...
Młode: Może kiedyś...
Rodzina:
ojciec - Vito
matka - Roksana
starszy brat - Len
Urodziny: 3 dzień Jesieni
Sektor: Avendeer - okolice Wodospadu Różka
Cechy: Lucas to osoba, której charakter trudno opisać. Ten pies ma na pewno problemy z wyrażaniem własnych uczuć. Gdy zacznie już mówić, trudno mu skończyć. Mówi wszystko co mu się na język naniesie, więc nie zawsze jest to przemyślane. Stara się być miły i towarzyski co mu nawet dobrze wychodzi. Można go rozpoznać w tłumie dzięki swojemu charakterystycznemu uśmieszkowi, który bardzo rzadko znika z pyska. Lepiej nie mieć go jednak za wroga, bo raczej jako osoba wybuchowa nie będzie bawił się w dyplomację, tylko od razu przejdzie do czynów. Lepiej go nie denerwować, bo nigdy nie wyjdzie się z tego cało. Popełnił wiele błędów podczas swojego nadal trwającego życia, ale niczego nie żałuje.
Lucas mimo swoich wad, uwielbia dobrą zabawę. Zdaje się nie mieć szacunku dla nikogo, ale tak naprawdę dla wader bywa prawdziwym dżentelmenem. Pies zwykle wtapia się w otoczenie innych i udaje takiego, jakiego oni chcą Lucasa. Posiada on niezwykle rozwinięty zmysł orientacji, przez co zainteresowania innych może łatwo dopasować i zapamiętać. Jest całkiem sprytny, ale ukrywa to. Nie bardzo interesuje się romansami, więc czasem bywa chłodny na flirty. Wbrew pozorom przy bliskim jest całkiem inny. Byłby w stanie bronić wszystkich przyjaciół i rodzinę nawet za cenę życia. Często mówi, że nie warto z nim rozmawiać, a tylko dlatego, że nie chce nikogo słownie skrzywdzić. Do wszystkiego podchodzi, więc z dystansem i próbuje się do niczego nie przyzwyczajać. Od zawsze kochał muzykę i śpiew, ale rodzina zakazała mu śpiewać.
Historia: Urodził się w malutkiej sforze, gdzie wszyscy byli ze sobą spokrewnieni. Jednak nikt nie chciał Lucas'a zaakceptować, co innego z jego bratem Lenem. Lena wszyscy uwielbiali. Pies dorastał bez większej miłości, jedynie kuzyn Carlos i ciotka Kristina mu pomagali. Dzięki nim poznał swój talent wokalny. Rodzice jednak zabronili mu śpiewać. Lucas zaś postanowił, więc uciec. Gdy pies był już zmęczony wędrówką, dotarł do tej sfory. Nie mógł uwierzyć, że tutaj może ktoś go zaakceptuje. No cóż... Zobaczymy jak się to dalej ułoży.
Nick na howrse.pl i/lub mail: CelestiaAndLuna teraz Vexy
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
