Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Catherine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Catherine. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2015

Catherine nie żyje!

Tak jak w opowiadaniu Winnera, Catherine straciła życie. Prawdopodobnie została zabita przez wilka z wrogiej watahy.



(zdjęcie nie działa)
Imię: Catherine (Cath, Cathie, Rine)
Płeć: Suczka
Wiek: 9 lat
Rasa: Border Collie
Głos: Evanescence - Tourniquet
Stanowisko: Strażniczka (Avendeer)
Partner: Gabriel
Młode: Może kiedyś...
Rodzina: 
*Matka - Shadow (nie ta, co odeszła ze Sfory)
*Ojciec- Dayan
*Bracia - Savoy, Xero
*Siostry - Annabeth, Louisa, Carmel
Urodziny: 15 dzień wiosny
Sektor: Avendeer
Cechy: Catherine jest odważna i pewna siebie, jednak nie lubi być w centrum uwagi. Na ogół jest spokojna i dość trudno ją zirytować, bo nie przejmuje się większością rzeczy.
Cath nie cierpi samotności, jedynie nocą tego potrzebuje, na przemyślenie ważnych spraw. Najczęściej jest wesoła i miła dla innych, ale nie należy do tych "najbardziej cierpliwych". Ona jest wręcz okropnie niecierpliwa. Nie lubi czekać, jest również bardzo ciekawska, co często prowadzi ją do zguby. Zawsze musi koniecznie się wszystkiego dowiedzieć, a to niepotrzebne.
Historia: Urodziła się w hodowli psów border collie. Miała zostać mistrzynią agillity, gdy dorośnie. Lubiła takie zawody, ale nie czuła się sobą. Postanowiła odejść... a raczej uciec.
Długo wędrowała sama. Była szczęśliwa, że jest wolna, ale tęskniła za towarzystwem. Szukała jakiejś sfory. Pewnego dnia zobaczyła jakiegoś psa z SPG. Pobiegła za nim.
Później okazało się, że Catherine może dołączyć do SPG i dołączyła.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

niedziela, 25 stycznia 2015

Od Catherine - CD historii Salavany, Jessy

  Idziemy na spacer. Jestem nieco zmęczona, ale próbuję to ukryć.
  - Coś ciekawego u Was? - pytam, uświadamiając sobie po dwóch sekundach, jak bardzo idiotycznie do zabrzmiało. Czekam, aż któraś z nich spojrzy na mnie jak na wariatkę lub ewentualnie odpowie.
 - Nic. - Jessy wzrusza ramionami, ale jej wzrok jest utkwiony w moich oczach. - Oprócz tego, że codziennie trwają walki... to nic. - Dodaje sarkastycznie.
  - A ty, Sala? - zwracam się do drugiej przyjaciółki.
  - To samo. - wzdycha.
  Nie trzeba długo się zastanawiać, by odkryć, że rozmowa się nie klei. Nagle uświadamiam sobie, która godzina.
  - Słuchajcie, nie chcę przerywać rozmowy, ale moje stanowisko... Avendeer. - zwieszam głowę.
  - Rozumiem. - odpowiadają jednocześnie. Uśmiecham się smutno i odchodzę.
* * *
  Schylam się, gdy widzę, że jakiś wilk usiłuje na mnie skoczyć. Odwracam się, by go zaatakować. Przygniatam wroga do ziemi. Niestety, ze względu na moją niewielką siłę, mój atak zostaje odepchnięty ze strony przeciwnika. Chwyta mnie za kark i uderza o twardą ziemię. Obraz zamazuje mi się na kilka sekund, ale decyduję się wstać.
  Odszukuję wzrokiem Drina, naszego Betę. O ile dobrze wiem, powinien być gdzieś na polu bitwy. Salavana jest obecnie ze szczeniakami, pilnuje je i uczy. Może to dobry sposób, by odwrócić uwagę małych.
  Ale Drina nigdzie nie ma.
  Niespokojnie obracam się. Nie udaje mi się znaleźć żadnej znajomej "twarzy". Za dużo wilków, za dużo...
  Biegnę do przodu, w sam środek walki. Na ziemi leży dużo martwych. W większości są to ci, z którymi ledwo co zamieniłam kilka słów. Kątem oka dostrzegam... Sachę la Fleur? To chyba ona. Duży, czarny basior podnosi ją za szyję i zaczyna wymachiwać na wszystkie strony. Ruszam w ich stronę szybkim krokiem, ale gdy jestem obok, wilk rzuca nią o drzewo. Suczka zamyka oczy i nieruchomieje.
  Z przerażeniem patrzę na tą brutalną scenę. Dociera do mnie, że nawet, gdybym próbowała coś zrobić, to z moim wzrostem niewiele mogłabym zdziałać. Nie jestem zbyt wysoka. Zanim dochodzę do siebię, ktoś mnie przewraca. Przyciska łapą i mówi chłodnym tonem:
  - Zaraz zginiesz, Catherine.
  Usiłuję przypomnieć sobie, skąd zna on moje imię.
  Wtedy sobie uświadamiam. To jest t e n  s a m wilk, z którym walczyłam kilka miesięcy lub nawet rok temu. Byłam wówczas przy ruinach zamku razem z Gabrielem. Wtedy prawie oboje straciliśmy życie. Niewiele brakowało.
  Dlatego on zna moje imię.
 Wyrywam się, staję przed nim i szczerzę kły. Kładę uszy po sobie, gotowa do walki. Rzucam się przeciwnikowi do gardła. Zaciskam zęby na szyi wilka, a ten potrząsa głową i uderza we mnie łapą. Upadam na ziemię, ale szybko wstaję i wracam do walki.
 Pewien widok sprawia, że na chwilę przestaję oddychać. Wilki atakują charta, którego rozpoznałabym wszędzie.
  Drin.
 Zamieram w bezruchu. Nie mogę się poruszyć. Chcę pobiec do Bety, ale nie potrafię przesunąć się o te kilka metrów. Czekam, aż wstanie do walki...
  Ale nic takiego nie następuje. Nie rusza się. Jest martwy.
 Z trudem tłumię szloch. Wilk tylko czekał na taką okazję. Przewraca mnie, unosi do góry i z dużą siłą uderze o ziemię. Wydaję z siebie cichy jęk. Przymykam oczy.
  Myślę o Gabrielu, który jest moich partnerem. O moich najlepszych przyjaciółkach - Jessy i Salavanie. Mogę ich tak po prostu zostawić? Odejść bez słowa?
  Jakiś pies przeskakuje nade mną i wgryza się w szyję mojego napastnika. Nie udaje mi się go rozpoznać. Powoli odpływam.

Ktoś chce być bohaterem?

piątek, 26 grudnia 2014

środa, 5 listopada 2014

Od Catherine - CD historii Jessy

Muszę przyznać - Jess nieźle się musiała przy tym napracować. Jej wisiłek na pewno sprawi, że szczeniaki będą miały trochę radochy na tym świecie.
- Wow. - To jedyne słowo, jakie Salavana może w tym momencie z siebie wykrztusić.
Kiwam powoli głową.
- Nieźle. - odzywam się. - Ile nad tym siedziałaś?
- Dużo czasu... Ale chyba warto było. - stwierdza.
- Na pewno. - uśmiecham się lekko.
- A ile będzie szczeniąt? - pyta Salavana.
- Dzięwięć. - odpowiada z dumą Jessy.
Dziewięć szczekających maluszków biegających pod łapami... Ja chyba bym nie umiała.
- Dasz radę je wychować? - tym razem ja zadaję pytanie.
- Chyba tak. - śmieje się suczka. - Muszę umieć.
Jeszcze jakiś czas rozmawiamy. Później każda z nas idzie zająć się swoją robotą.
Ponownie zostałam wysłana na patrol Avendeer. Udaję się nad Końską Plażę. Rozglądam się dookoła, biegają tu konie. Jeden z nich ucieka na mój widok.
- Co ja wilk jestem? - prycham, ale nie ścigam go.
Nagle coś przykuwa moją uwagę. A dokładniej - ktoś. Jest to pies, na pewno nie wilk z Watahy Braterskiej Krwi, lecz z takiej odległości trudno jest ocenić, kto to. Nawet nie udaje mi się rozpoznać, czy jest to któraś z moich przyjaciółek.
Idę w jego kierunku. Z każdym krokiem widzę psa wyraźniej.

Ktoś miałby ochotę dokończyć?

środa, 29 października 2014

Od Catherine - CD historii Salavany

  Jessy przytula i mnie, i Salavanę. czuję, że wreszcie mam przyjaciółkę, a właściwie nie jedną, tylko dwie. To dobrze. Oprócz mojego partnera, Gabriela, nie miałam w Sforze nikogo, komu mogłam zaufać.
  Jakiś czas później wszystkie wracamy do swoich jaskiń. Gdy jestem już na Romamtycznej Łące, robi mi się trochę smutno. Tak dawno nie rozmawiałam z Gabrielem. Jako pielęgniarz ma tyle roboty, że nie ma czasu. Szkoda.
  Kładę się w kącie jaskini i zamykam oczy. Leżę tak kilka minut i zasypiam.
***
  Wstaję chwilę po przebudzeniu. Słońce razi mnie w oczy. Wprawdzie jest zima, ale słońce mimo to świeci i nic na to nie poradzimy. Czasem jest dobrze, że jest, a innym razem źle. No cóż.
  Przeciągam się i wychodzę z jaskini. Rozglądam się po łące. Nikogo nie ma. Dziwne, przecież nie mieszkam tu sama. Kilka psów ze Sfory także mieszka gdzieś w okolicy...
  Zmierzam w kierunku lasu i trafiam na Salavanę oraz Jessy.

Jessy? Salavana? Wiem, powalająca długość...

wtorek, 28 października 2014

Od Catherine - CD jej własnej historii

  Nie miałam racji. Idąc niepewnie po ściankach rozglądam się uważnie.
  Nic. Cisza. Bezruch.
  - Coś tu nie gra. - mruczę. - Jest bardzo dziwnie. Nikogo nie ma, a to idealne miejsce, by rozpocząć walkę. Łatwo kogoś zrzucić...
  - Cathe... rine... - ktoś dyszy za mną. Odwracam się, a tu znowu Volta.
  - O co chodzi? - dziwię się.
  - Zmiana planów. - mówi. - Idziemy na Górę Wojny. Desperę.
  - Wszyscy? - upewniam się.
  - Ci, którym powiedziałam. Hockey kazał mi powiedzieć tobie i Cete, że nie idziecie na patrol. Teraz musimy walczyć. Sam Sao kogoś zaatakował, no i tak zaczęła się bójka. Dobra, sama zobaczysz.
  Kiwam głową i biegnę w kierunku Despery. Ogarnia mnie przedziwne uczucie. Nie jest to niepokój. Nie jest to przerażenie. Tych dwóch już doznałam. Teraz dociera do mnie, że nigdy nie czułam zwykłego, normalnego strachu.
  Wzdrygam się. Nie podoba mi się to uczucie. Jest takie... dziwne. Nienormalne. Tak w ogóle, to dlaczego my... się boimy? Co powoduje w nas taki strach? Co jest takiego strasznego?
  Już wiem.
  Już się przekonałam.
  Jeden obraz mi to uświadomił.
  Gdy docieram na górę, tam trwa krwawa bitwa. Walczy naprawdę wiele psów, gdzieś w oddali dostrzegam Jessy. Pewnie normalnie bym jej nie poznała, ale już z nią rozmawiałam. To dlatego ją znam.
  Wszędzie leżą trupy. Przeskakuję przez jednego wilka, który albo nie żyje, albo jest nieprzytomny. Nie czuję się dobrze z tym, że wolałabym, żeby nie żył.
  Rzuca się na mnie biały basior o jasnobrązowych oczach. Wydaje mi się, że chyba już go widziałam...
  Tak. Widziałam go. To on prawie mnie zabił, gdy ja i Gabriel mieliśmy udać się właśnie tutaj. Tutaj, żeby walczyć. By zginąć lub przeżyć. Teraz tylko te dwie rzeczy mogą się zdarzyć.
  - Co tam u ciebie, Catherine? - drwi wilk. Nie odpowiadam mu. Po co miałabym to robić? Nie ma sensu. Nic nie ma sensu.
  Gdy wilk wyje, ja rzucam się na niego. Wtedy dociera do mnie, że jest za duży i że nie mam szans. Za późno, o wiele za późno... Brązowooki odpycha mnie łapą i przygniata do ziemi. W tym momencie słyszę krzyk. Potrzebuję kilku sekund, by zrozumieć, że to ja krzyczę.
  - Krzycz dalej. Na pewno ci to pomoże. - szydzi.
  Nigdy nie widziałam najmniejszego sensu w dokuczaniu sobie podczas walk. Nie to się wtedy liczy, przynajmniej według mnie. Spuszczam wzrok, a gdy go podnoszę, zauważam, że wilk nie ma kawałka ucha. Jego końcówka... jest oderwana. Krzywię się i przełykam ślinę.
  Nie znam imienia tego wilka ani jego charakteru. Praktycznie nic o nim nie wiem... i mam go zabić? Co mi zrobił?
  Prawie cię zabił. W dodatku nie tylko ciebie, jeszcze Gabriela.
  No tak. To już coś.
  Biały chwyta kłami moją tylnią łapę i zaczyna rozszarpywać. Wyrywam się i czuję okropny ból, lecz nie mogę teraz użalać się nad sobą. Wgryzam się w szyję wilka i przytrzymuję. Ten ponownie odpycha mnie dalej, a ja uderzam się o drzewo. Pięknie. Już drugi raz w ciągu niecałej godziny.
  Wstaję i chcę dalej toczyć walkę, ale wilk już biegnie w innym kierunku. Przez chwilę patrzę na niego, ale nie na długo. Gdy obraz przestaje mi się zamazywać, dociera to do mnie. Biegnie do Jessy.
  Decyduję się, aby zaatakować wilka. Niestety, ktoś mi to uniemożliwie. Czuję silne uderzenie z tyłu głowy i tracę przytomność.
***
  Budzę się w grocie medyków. Otwieram oczy i dostrzegam Jessy, która siedzi naprzeciwko mnie.
  - Wyglądasz raczej... kiepsko. - stwierdza.
  Uśmiecham się.
  - Na pewno. - mówię.

Jessy?

poniedziałek, 27 października 2014

Od Catherine - CD historii Jessy

  Na chwilę zamykam oczy. Przed oczami staje mi dzień, gdy Gabriel wyznał mi miłość. Jakiś czas później Hockey powiedział, że jesteśmy potrzebni w walce, a tam mój partner został poważnie ranny. Potrząsam głową, aby przestać o tym myśleć.
  - Aa... A co z nim? - pytam nieśmiało. - Z Jasonem.
  - Chyba ma się dobrze. Mam nadzieję. - Jessy mruga kilkakrotnie oczami, pewnie by powstrzymać łzy. Podobnie robię ja, gdy zbiera mi się na płacz, a nie chcę płakać.
  - Też mam taką nadzieję. - mówię cicho. - Są strażnicy i wojownicy, na pewno uda się przegonić wilki. - Staram się ją pocieszyć. Ale co mogą moje słowa? Głupio robię, ostatnio wszystko jest smutne i trudne. Nie jest łatwo i do końca wojny na pewni nie będzie.
  - Dobra, zmieńmy temat. - suczka odzywa się po paru minutach. Nie przychodzi jej do głowy nic, o czym można mówić. W moich myślach ciągle krąży jedno słowo - wojna. Nie posiadam zdolności telepatycznych, więc na pewno nie dowiem się, o czym myśli dalmatyńczyk.
  W tym momencie słyszę głos Farta.
  - Catherine! Chodź razem z Cete na patrol granic Avendeer. Trzeba sprawdzić, czy nie grasują tam jakieś wilki czy coś. Podobno niecałą godzinę temu była tam ostra bójka.
  Kiwam powoli głową. Robię krok, a potem więcej kroków.
  - Pa. - rzucam do Jessy. Ona odpowiada tym samym.
  Ruszam biegiem do przodu. Przeskakuję przez zaspę i słyszę wycie. Usiłuję się zatrzymać, ale chyba mi nie wychodzi. Wpadam w poślizg, a następnie zatrzymuję się o drzewo. Powstrzymuję się od jęku.
  Wstaję i próbuję przypomnieć sobie, skąd pochodziło wycie, gdy nagle ktoś się odzywa.
  - Catherine.
  Podskakuję i odwracam się. To był głos Cete.
  - Och, to ty. - uspokajam się. - Myślałam, że to wilk. - wyjaśniam, na co suczka wywraca oczami. - No co?
  - Nic. - mruczy. - Chodźmy.
  Idę za nią. Słyszę dźwięk łap odbijających się o śnieg. To owczarek australijski, chyba Volta... Nie wiem, nieważne.
  - Miałam... przedstawić wam... plan... działania. - dyszy.
  - Dobrze. - mówię. - To co robimy? - pytam.
  - Ty i Cete macie się rozdzielić. Niech każda z was pójdzie w przeciwnym kierunku. Cete, ty idź na Romantyczną Łąkę. A ty, Catherine... Zorientuj się, co się dzieje przy Mgistej Rzeczce.
  Odwracam się i zmierzam do miejsca, gdzie miałam się udać. Co mnie tam czeka? Tego nie wiem, lecz dane mi będzie się tego dowiedzieć, już za niecały kwadrans.

CDN.

sobota, 25 października 2014

Od Catherine - CD historii Jessy

- Hm... Nie, nie przeszkadzasz mi. - uśmiechnęłam się.
Jessy odwzajemniła uśmiech.
- Czemu siedzisz tu sama? - spytała.
- Nie wiem... Jakoś tak wyszło. Mój partner ma dużo roboty wśród medyków, więc jestem sama. - odpowiedziałam.
- Nie nudzi ci się? - zdziwiła się.
- Trochę. - przyznałam.
W głębi duszy byłam zadowolona, że wreszcie z kimś porozmawiałam.
Hej...
Właśnie dotarło do mnie, że w Sforze nie rozmawiałam z żadną suczką dłużej, niż pięć minut. Nieźle. Teraz z Jessy rozmawiałam dłużej.
- Jakie masz stanowisko? - zapytałam.
- Śpiewak. - odpowiedziała. - A ty?
- Strażniczką jestem. - odparłam.
- A jakiego sektoru? - zainteresowała się.
- Avendeer.To sektor, w którym mieszkam. - odpowiedziałam. -  Dokładniej na Romantycznej Łące. - dodałam.
- Ja mieszkam w Fallendeer. - powiedziała.
- Ładnie tam? - spytałam. - Jakoś nigdy nie miałam okazji, by przyjść do tego sektoru.

Jessy?

Od Jessy

Byłam bardzo przejęta tym że Jason nie jest na siłach przez tą ranę. Chciałam go odwiedzić ale jak przyszłam to właśnie odpoczywał i nie chciałam mu przerzkadzać. Chciałam się spotkać z Sedą ale jej nie było w jaskini. Poszła na zwiady. Pomyślałam: Znam dużo psów z tej sfory ale... najbliżej tylko Jasona, Jessy i ostatecznie Hockeya. Czas naj wyrzszy zapocnać się z kimś innym.
Pobiegłam na pobliską łąkę, ponieważ tam najczęściej spędzała czas niewielka grupka psów. Pobięgłam i zobaczyłam jedną suczkę siędząca samą bez rzadnego towarzystwa. Podeszłam do niej.
- Cześć! Jestem Jessy.
- Hej. Ja Catherine- powiedziała patrząc na mnie z uśmiechem.
- Co ty tu robisz sama?
- Tak jakoś, przyszłam tu sobie posiedzieć.
- Aha... Może ci przeszkadzam?
Zapadła chwila ciszy co wskazywało na to że Catherine się zastanawia...

 Catherine? :D

wtorek, 21 października 2014

Od Catherine

 Budzę się wyjątkowo późno. Trwa wojna, więc szybko wstaję z ziemi.
 Wybiegam na Romantyczną Łąkę - to tutaj właśnie mieszkam. Zaczynam nerwowo kręcić się wokół różnych kwiatów. Zawsze taka okolica mnie cieszyła, lecz niestety nie teraz.
  Decyduję się na poszukiwania mojego partnera, Gabriela. Ciekawe, gdzie on jest... No tak, pewnie wśród medyków, gdyż jest on tu pielęgniarzem. Mają łapy pełne roboty... Nie będę zawracać im głowy.
Jak na co dzień idę na patrol Avendeer. Zaczynam oczywiście od terenu, na którym mieszkam. Nic się tam nie dzieje. Na wszelki wypadek rozglądam się jeszcze raz. Nadal nic.
  Ruszam wolnym krokiem w stronę następnego miejsca. Uważnie rozglądam się dookoła. Raz na jakiś czas jakiś pies z SPG biega tu i wrzeszczy coś o zbyt małej ilości medyków. To trochę denerwujące, lecz rozumiem jego zachowanie. Na pewno nie on jeden jest zdenerwowany tą wojną z wilkami...
  - Cath! - słyszę wołanie.
Odwracam się. Za mną stoi Gabriel.
  - Gabriel! - krzyczę.
Biegnę w jego kierunku. Gwałtownie hamuję, by na niego nie wpaść. Przez chwilę mamy okazję na rozmowę, lecz nie na długo. Szybko musi wracać do swojej roboty.
Wdycham i kątem oka dostrzegam kilka psów. Wtedy dociera do mnie, że są to strażnicy. Dołączam się do nich.
  - Gdzie idziecie? - pytam.
  - Hockey ma nam, strażnikom, powiedzieć czym się teraz zająć. - odpowiada mi suczka rasy owczarek niemiecki. Seda?

Seda lub jakiś inny strażnik?

niedziela, 24 sierpnia 2014

Od Catherine - CD historii Gabriela

 Wstaliśmy i ruszyliśmy szybko za Hockey'em. Biegliśmy, na spacerki nie było czasu.
- Zbiorę resztę. - powiedział Alfa, tak szybko, że ledwo co dało się cokolwiek zrozumieć.
Pies pobiegł w przeciwną stronę, po chwili już zniknął za drzewami.
- Co robimy? - wyszeptałam.
- Czekamy. - odpowiedział cicho Gabriel. - Na pewno tu są.
Miał rację - po chwili usłyszeliśmy warczenie wilków. Jeden z nich wyłonił się zza krzaków.
Odsłoniłam kły i warknęłam. Złotawe oczy wilka były bardzo dobrze widoczne w ciemności, to go zdradzało. Już miałam zaatakować, gdy...
- Cathie! - krzyknął Gabriel.
Jakiś wilk o białej sierści przygniótł mnie do ziemi. Jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie złowrogo.
- Za chwilę będziesz martwa, księżniczko. - warknął mi cicho do ucha.
Usiłowałam się wyrwać, ale wilk przytrzymywał mnie mocno. Moja próba uwolnienia się widocznie go bawiła, bo śmiał się idiotycznie ze mnie.
Zdecydowałam się ugryźć go w łapę, którą mnie przytrzymywał. Zacisnęłam na nim kły i trzymałam.
- Puszczaj! - wydarł się wilk.
- Ne. - mruknęłam niewyraźnie, bo miałam zajęty pysk.
W końcu się wyrwał. Jego łapa była zakrwawiona. Plułam gdzie się da, aby pozbyć się obrzydliwego smaku krwi.
Zerknęłam na Gabriela, który walczył z innym wilkiem. Przeciwnik mojego partnera był czarny, miał błękitne oczy. Długo patrzeć nie mogłam bo wściekły, biały wilk, którego przed chwilą ugryzłam w łapę postanowił się zemścić.
- A więc jesteś Cathie, tak? - spytał, kładąc uszy po sobie i odsłaniając kły.
- Catherine. - poprawiłam go.
Wilka zdecydowanie nie obchodziło moje imię. Gdy odwróciłam się w stronę Gabriela, skoczył na mnie i złapał za kark. Podniósł mnie i zaczął wymachiwać pyskiem na wszystkie strony.

Gabriel?

wtorek, 24 czerwca 2014

Nowa para!

Następni zakochani zostali dzisiaj parą!
Tym razem złączyli się...

Gabriel & Catherine

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Od Catherine - CD historii Gabriela

- Tak. - szepnęłam i wtuliłam się w sierść Gabriela. - Kocham Cię. - powtórzyłam.
Gabriel uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech. Pies powiedział:
- Cieszę się, że się zgodziłaś.
- Ja też się cieszę, że teraz mogę być z Tobą. - wygięłam wargi w uśmiechu.

Gabriel? Wybacz, że słabe i krótkie.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Od Catherine - CD historii Gabriela

- Szczerze to nie wiem. - przyznałam.
Postanowiliśmy, że pójdziemy do Stawu Zakochanych. Zawsze lubiłam tam przychodzić, a z Gabrielem to już w ogóle bajka...
Usiedliśmy przy brzegu. Oparałszy głowę o psa, jak kiedyś, powiedziałam cicho.
- Jesteś dla mnie całym życiem.
Liznęłam go w policzek. Uśmiechnął się do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.
Pragnęłam, abym cały ten dzień mogła spędzić tylko i wyłącznie z nim. Nie, nie cały dzień. Całe życie, a najlepiej od razu całą wieczność. Gdyby tylko było to możliwe...
Całym sercem kochałam Gabriela. Nikogo wcześniej nie darzyłam takim uczuciem. Nie chciałam zmarnować ani jednej sekundy spędzonej tu, z kimś, kogo kochałam do takiego stopnia.
Moje rozmyślania przerwał Gabriel, mówiąc:

Gabriel?

niedziela, 1 czerwca 2014

Od Catherine - CD historii Gabriela

Poszłam do swojej nory. Leżałam sobie w kącie i nie umiałam przestać myśleć o Gabrielu. W moich myślach pojawiało mi się jego imię, tak przez cały czas. W końcu zasnęłam.
***
Obudziłam się sama nie wiem, kiedy. Otworzyłam oczy i słońce zaświeciło na nie. Zamrugałam oczami z niezadowoleniem i wstałam.
Wyszłam z jaskini i zastałam Gabriela.

Gabriel? Ja też nie mam weny xd

piątek, 30 maja 2014

Od Catherine - CD historii Gabriela

Gabriel odwrócił się szybko i pocałował mnie.
- Kocham cię... - szepnął i odbiegł gdzieś.
Przez chwilę stałam jak w transie z zamkniętymi oczami i prawie upadłam. W końcu się ocknęłam i otworzyłam oczy. Gabriel był już daleko.
- Gabriel! - zawołałam.
Zaczęłam za nim biec, więc kawałek przebiegłam. Dalej krzyczałam, ale byłam za daleko, aby mógł mnie usłyszeć. W końcu byłam obok niego.
- Gabriel, błagam, zaczekaj. - wydyszałam.
- Co? - mruknął.
- Ja też Cię kocham. - powiedziałam.

Gabriel?

poniedziałek, 26 maja 2014

Od Catherine - CD historii Gabriela

Zatkało mnie. Czyżby mu na mnie zależało...?
- Ja... ja Ciebie też nie chcę stracić. - szepnęłam. - Nie wytrzymałabym takiego czekania w jaskini zamartwiania się o Ciebie. - powiedziałam.
- Rozumiem, ale... - chciał jeszcze coś powiedzieć.
- Nie mogę stać z założonymi łapami. - przerwałam mu. - Wybacz, że przerwałam. - zawstydziłam się. - Ale nie musisz mnie bronić, ja po prostu nie będę mogła tego znieść... Zawału dostanę.

Gabriel? xd

środa, 21 maja 2014

Od Catherine - CD historii Gabriela

- Gabriel! - krzyknęłam jeszcze, ale pies zdążył już odbiec.
Biłam się z myślami. Nie wiedziałam, czy go posłuchać, czy też nie. Jeśli się ukryję i nie będę walczyć, to spełnię oczekiwania Gabriela, ale będę przez cały czas głupio chodzić w kółko po jaskini i mieć tylko nadzieję, że on żyje i będę miała wyrzuty sumienia. A jeśli będę walczyć, będę przy nim. Tylko wtedy będę czuła się bezpieczna.
Pobiegłam za psem. Był daleko, ale go widziałam. Dobiegłam do niego (byłam zmęczona) i wydusiłam:
- Gabriel, ja nie będę się chować w czasie tej walki. - powiedziałam, a pies spojrzał na mnie z wytrzeszczonymi oczami. - Nie mogę. Wolę być w tym czasie z Tobą, wtedy będę bezpieczna. - uśmiechnęłam się blado.

Gabriel?

czwartek, 15 maja 2014

Od Catherine - CD historii Gabriela

Leżeliśmy sobie na łące. Wiatr powiewał delikatnie i sprawiał, że kwiaty na przemian stoją lub leżą. Było przyjemnie. Myślałam o Gabrielu. Naprawdę go polubiłam...
- Możesz mi mówić Cath, Cathie lub Rine. - powiedziałam do psa, aby przerwać ciszę.
- Okej. - uśmiechnął się.
- Catherine! Gabriel! - zawołał Hockey. - Chodźcie!
Spojrzałam na Alfę pytająco. Moje spojrzenie odczytał tak, jak miało być - "Gdzie mamy pójść i po co?".
- Teraz nie będę wyjaśniał. Dowiecie się od Susan. - odpowiedział.
Wymieniłam z Gabrielem zdziwione spojrzenia, ale nic nie mówiliśmy. Poszliśmy za Hockey'em i dotarliśmy na miejsce. Na środku stali Drin i Susan, a dookoła nich reszta Sfory, w tym my.
- Słuchajcie, kochani! - zaczął. - Susan ma wam coś do powiedzenia.
Suczka coś szepnęła do Bety, ale nie usłyszałam, co. Drin później coś jej odpowiedział, a później westchnął:
- Mianowicie chodzi o hycli.
Wiele psów zaczęło szeptać między sobą. To, co powiedział Drin wywołało ogólne poruszenie.

<Gabriel?>

czwartek, 8 maja 2014

Od Catherine - CD historii Gabriela

- Głodna jestem. - odpowiedziałam. - Idę na polowanie.
- Idę z tobą. - zaoferował się.
- Ale nie trzeba... - zaprzeczyłam.
- I tak nie mam co robić. - uśmiechnął się do mnie.
Ja również się uśmiechnąłam, po czym ośmielona spuściłam wzrok. Gabriel chyba tego nie zauważył.
Po kilkunastu minutach odpoczywaliśmy po polowaniu i posiłku.
< Gabriel? Nie mam weny xd >