Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brook. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brook. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 czerwca 2016

Od Brook

Obudziłam się w swoim legowisku. Zjadłam resztki z wczorajszej kolacji i wyszłam z jaskini. Od samego rana ptaki śpiewały, a słońce grzało ziemię. Wysoka temperatura tylko potwierdzała moje wróżby, że dziś będzie upalnie. Tak zaczynał się kolejny, jeszcze wiosenny dzień.
Spojrzałam za siebie. W jaskini już nikogo nie było, tylko "mały" nieporządek jaki za sobą zostawiłam. Seth już dawno wybrał się do Prince'a i jego syna. Ja musiałam pójść na kolejny trening, żeby wciąż przygotowywać się do ostatniej bitwy z wilkami z wrogiej watahy. Zwykle, szłam tam podekscytowana i energiczna, z nadzieją, że koniec wojny jest bliski. Dziś było jednak inaczej. Szłam przerażona, wyobrażając sobie najgorsze scenariusze. Czułam. jak szybko bije moje serce.  Miałam wrażenie, że tego dnia zdarzy się tragedia... 
Niestety, miałam rację.

Kilka godzin później, po samotnym treningu, byłam już bardziej spokojna. Kiedy chciałam wrócić do jaskini, zobaczyłam Devo biegnącego prosto do mnie. Znałam go właściwie od niedawna, ale wiele o nim słyszałam. Sprawował się całkiem dobrze jako wojownik.
- Brook! Nareszcie kogoś znalazłem! - krzyczał border.
- Devo, co się stało? - zaczęłam się niepokoić.
- Wilki! Atakują rodzeństwo Easy! 
Kiedy tylko to powiedział, serce zaczęło mi szybciej bić. Tylko nie to.
Trzeba ich ratować, pomyślałam. Starałam się zachować zimną krew i kazałam Devo pobiec po pomoc i powiedzieć mi, gdzie mam biec. Border wskazał mi najkrótszą drogę do lasu, a następnie popędził po jego pół-partnerkę oraz wojowników, w tym Bety. Zaczęłam jak najszybciej biec do lasu. Kiedy tam się znalazłam, usłyszałam krzyk jednej z sióstr Easy, prawdopodobnie Missisipi. Kiedy przybyłam tam, gdzie krzyczała, zauważyłam wilczycę. Miała przy sobie coś ostrego i dźgała tym przedmiotem niewinną Black Abyss. Nero już chyba nie oddychał, za to Missisipi jeszcze była przytomna, ale miała dużo ran wyrządzonych przez brutalną wilczycę. Naskoczyłam na nią i zaczęłam walkę. Chciałam zabrać od niej ostrą rzecz, ale kiedy tylko próbowałam to zrobić, raniła mnie. Wciąż uderzała mój pysk i raniła moje łapy. Kiedy już traciłam przytomność, wilczyca głośno krzyknęła i mnie puściła. Padłam na ziemię. Wszystko zaczęło robić się ciemne pod oczami. Kiedy spojrzałam na tajemniczą morderczynię, otworzyłam pysk ze zdumienia. To była Jasmine... moja siostra z wrogiej watahy. 
Miałam ochotę na nią nawrzeszczeć, powiedzieć, co o niej teraz myślę, ale nie miałam już siły, nawet aby wstać. Po chwili usłyszałam, jak ktoś mówi moje imię, a potem zobaczyłam jak atakuje Jas. 
- Ra...tujcie... poto...mstwo Beeet... umierają... - wybełkotałam, aż w końcu straciłam przytomność. 
Obudziłam się w szpitalu. Patrzyli na mnie Seth, Easy z Devo, lekarz Alex i Bety. Wszyscy nie mogli powstrzymać łez. 
- Do-Dobrze, że ty przeżyłaś... - powiedział smutnym głosem partner.
- Z Missisipi jeszcze nie wiadomo, lecz z Nero i Black Abyss... - Alexowi tak bardzo łamał się głos, że nie potrafił dokończyć zdania.
Spojrzałam na Easy, która wtulała się w sierść Devo i głośno płakała. Zrobiło mi się jej tak strasznie żal, a po chwili krew zaczęła mi buzować w żyłach.
Jasmine... jak ona mogła? Myślałam, że się zmieniła, że będzie chciała dołączyć do nas... Ufałam jej. 

Ktoś?

sobota, 5 grudnia 2015

Od Brook

Patrzę na to, co się dzieje przed jaskinią. Pada drobny deszczyk, jednak mimo tego wiele psów z spaceruje, co widać z dalszego widoku. Zapewne czują zadowolenie pomimo niezbyt ładnej pogody i staniu w miejscu podczas wojny. Nic praktycznie nie robimy, nie atakujemy wilków, a przynajmniej tak mi się wydaje. U moich znajomych również nie zauważyłam ataków ze strony wrogiej watahy, ale słyszałam już o porwaniu córki jednego z lekarzy w SPG Forever. Jak dobrze, że to się skończyło całkiem dobrze.
Pomimo tego, że już dawno nastała wiosna (a nawet za kilka dni miało być lato), ja wciąż czuje świątecznego ducha i zapach niezwykłych smakołyków w Pyskowicach. Chętnie bym wróciła do czasów Świąt, lecz z drugiej strony preferuję ciepłą temperaturę.
Patrzę za siebie. Seth już dwie godziny temu poszedł tam, gdzie Prince i jego syn. Chociaż Coffee jest już dorosły, wciąż chodzi za swoim ojcem. Mimo tego, od dłuższego czasu nie mogę znaleźć Bety w Sforze, a tym bardziej jego dzieci. Jest praktycznie niewidzialny odkąd Kasumi zginęła.
Pomimo tego, że nie mieliśmy Alfy i prawie nigdy Beta był obecny, nie czuję strachu. Jestem szczęśliwa i cieszę się swoim życiem, co wcześniej nie było do mnie podobne. Moi przyjaciele oraz Seth naprawdę mnie zmienili. Z nieogarniętej wadery udającą twardą psychicznie w uśmiechniętą Brook.
Wychodzę w końcu na zewnątrz. Idę przed siebie. Dookoła są psy, które maszerują, nawet nie wiedząc jaki jest ich cel. Ja sama nawet nie mam pojęcia. Nagle, po długiej wędrówce znajduję się poza terenami SPG Forever. Kilkoro ludzi chodzi ulicami swojego miasteczka. Po chwili uświadamiam sobie, że jestem w Pyskowicach.
Szybko chowam się w krzakach, żeby nikt z ludzi mnie nie zobaczył. Jestem w końcu wilkiem, a to nietypowe, żeby wadera chodziła po ulicach miasta. Przemieszczam się między krzakami, aż po chwili z daleka dostrzegam biały punkt z daleka. Przybliżam się do niego i uświadamiam sobie, że tą kropką jest suczka. Dość brudna, smutna suczka. Pies z ulicy.
Czuję smutek spowodowany losem biednej suczki. Na pewno nie zasługuje na takie życie, tutaj, na ulicy. Nikt na to nie zasługuje. Siadam obok niej i szepczę:
- Współczuję Ci. Życie na ulicy na pewno nie jest wesołe.
Suczka odwraca głowę do mnie i patrzy na mnie zdziwiona.
- Jesteś... waderą! - powiedziała zdumiona.
- Tak, jestem. W dodatku członkinią sfory. - zaśmiałam się, specjalnie rozpoczynając temat SPG Forever.
- Sfory? - zapytała, a oczy jej zabłyszczały.
- Tak, Sfory. Mogłabyś tam dołączyć, o ile tylko zechcesz. - posłałam jej delikatny uśmiech.

Gracy? :)

wtorek, 15 września 2015

Od Brook - CD historii Setha

Para zaczęła opracowywać plan dotyczący przepłynięcia przez rzekę Kanga. Postanowili, tak jak mówił wcześniej Seth, że popłyną na czymś w rodzaju tratwy. Ustalili też, że postarają się ją w kilka dni wybudować.
Dla Brook wydawało się to niemożliwe, ale szybko wyrwała się z tych myśli. Lista ją czegoś nauczyła. Wszystko jest możliwe, wystarczy tego chcieć.

Przez kilka dni para wyrywała się się z pracy, tylko po to, żeby zbudować tratwę. Oczywiście nie mówili przyczyny ich nieobecności, ale na szczęście nikt nie był tym zainteresowany.
W końcu, kiedy skończyli mogli sobie powiedzieć, że wykonali dobrą robotę. Wrócili do swojego domu bardzo zmęczeni.
Następnego dnia wstali i od razu zajęli się przygotowywaniami do podróży. Wzięli ze sobą koc, który zabrali z domu trzydziestoletniej kobiety oraz upolowanego wcześniej przez partnera wadery dużego jelenia. Wyszli z jaskini i wyruszyli nad rzekę Kangę.
Kanga toczyła się przez całą Sforę, więc szybko dotarli nad nią. Wskoczyli do tratwy ze swoimi rzeczami wziętymi na podróż i zaczęli pływanie.
Seth zajmował się wiosłowaniem, natomiast Brook rozkładała koc i położyła w odpowiednim miejscu jelenia. Czas leciał im szybko na wspólnych rozmowach i oglądaniu mnóstwo pięknych miejsc dookoła.
Wadera szybko zrozumiała, że to co poznała dotychczas w SPG były tylko jej małą częścią. Dlatego też każdy widziany nowy przez nią teren wzbudzał w niej zachwyt. Czuła się niczym turysta zwiedzający piękne, nieznane miasto.
Nagle tratwa stanęła. Brook szybko przeniosła wzrok na Setha. Ten spojrzał na nią i rzekł poważnym tonem:
- Widziałem wilki.
- I co teraz? - w jej głosie wyraźny był strach.
- Musimy wypłynąć na ląd i uciekać. - odpowiedział.
Para szybko wiosłowała, aż w końcu byli nad lądem. Wyszli z tratwy i rozejrzeli się. Byli w znanym sobie doskonale lesie.
Szli bardzo szybkim krokiem. Seth cały czas szedł przodem, Brook za nim. Nagle przewróciła się. Jej partner tego nie zauważył i szedł dalej. Gdy wstała, jego już nie było.
Niepewnie rozglądała się po lesie. Co robić? W którą stronę iść? I gdzie jest jej partner?
Nagle usłyszała czyiś głos. Odwróciła się, a przed sobą ujrzała wilka.
- Jasmine... Proszę... - mówił zdyszany.
- Ale... - powiedziała zdziwiona.
- Nic nie mów. Słuchaj. Wiem, że możesz mi nie wybaczyć. I wiem, że teraz zastępujemy zmarłego Alfę, ale ja odpadam. Przenoszę się do Sfory Psiego Głosu. - odpowiedział.
Wadera rozejrzała się. Nagle za drzewem zobaczyła swojego partnera. Był tak samo zaskoczony, jak ona. Po chwili też zauważyła dobrze znaną sobie waderę. Była bardzo do niej podobna.
- Brook?! - znana Brook wadera krzyknęła zdumiona.
- Jasmine!
Wadery pobiegły do siebie i się przytuliły. Basior, który znał Jas oraz Seth zaskoczeni patrzyli na całą sytuację.
- Siostro, myślałam, że też wtedy zginęłaś! - z oczu Brook leciały łzy.
- Nie, przeżyłam.
Seth podszedł do swojej partnerki i zapytał:
- Brook, kto to jest?
- Jasmine. Moja siostra. Myślałam, że nie żyje.

Seth?

wtorek, 8 września 2015

Od Brook - CD historii Setha

Para wyszła z jaskini i wyruszyła. Seth trzymał się swojej partnerki, która była prowadzącą. Przeszli przez prawie całe Księżycowe Pole i trafili przypadkowo do... pustyni.
Nagle Brook poczuła, jak było gorąco i sucho. Wszędzie był tylko piasek. Dla wadery nieciekawe miejsce.
- Może postaramy się stąd wyjść...? - zapytała, patrząc na psa, który wysunął język.
- Dobry pomysł.
Błąkali się przez prawie godzinę, aż w końcu udało im się wyjść z tego miejsca. Ruszyli dalej, omijali dużo skał, gór i rzek.
Nagle natknęli się na przejście w dwie strony. Lewo lub prawo. Brook właśnie na to czekała. Uśmiechnęła się pod nosem, i skręciła w prawo, tak jak podpowiadał jej instynkt. Szli przez nieściętą od dawna trawę. Nie było mowy o zatrzymaniu się. Brook cały czas szła, wręcz biegła. Seth natomiast dotrzymywał jej kroku, nic nie mówiąc. Ufał swojej partnerce i pozwolił jej całkowicie trzymać kontrolę. Nagle wadera stanęła.
- Czemu stoisz? - zapytał.
- Zamknij oczy.
Pies westchnął cicho i wykonał polecenie. Wilczyca wzięła jego łapę i pociągnęła go w pewno miejsce.
- Możesz otworzyć... - szepnęła.
Seth wykonał to polecenie. Jego oczom ukazała się piękny wodospad, jak z bajki. Miał on kolor siedmiu kolorów tęczy. Wszystko wydawało się tak kolorowe. Owczarek spojrzał na swoją partnerkę i pocałował ją delikatnie.
- Jak i kiedy znalazłaś to miejsce? - zapytał.
- Kilka dni po dołączeniu. Ale jestem tu dopiero drugi raz.
Pies kiwnął głową i ponownie spojrzał na piękny, tęczowy wodospad. Potem skierował wzrok na Brook i uśmiechnął się. Ona odwzajemniła ten gest i zapytała:
- Co powiesz na kąpiel?
- Chętnie!
Od razu wskoczyli do ciepłej wody. Razem pływali i ochalpywali siebie nawzajem.

Seth? Weny brak...

piątek, 28 sierpnia 2015

Od Brook - CD historii Setha

Wadera podała podekscytowanemu owczarkowi duży liść z zapisaną piosenką. Seth zaczął ją czytać.
Tekst brzmiał tak:

So close no matter how far
Couldn't be much more from the heart
Forever trusting who we are
And nothing else matters

Never opened myself this way
Life is ours, we live it our way
All these words I don't just say
And nothing else matters

Trust I seek and I find in you
Every day for us something new
Open mind for a different view
And nothing else matters

- Piękny tekst. - pies uśmiechnął się do Brook. 
- Dziękuję. Spróbujemy zaśpiewać? - zapytała, szczerząc się. 
W odpowiedzi Seth kiwnął głową na zgodę. Oboje podzielili się tekstem i zaczęli śpiewać. Dobrze im szło, dokładnie tak, jak wyobrażała sobie Brook. Idealnie. Nie mogła się doczekać, kiedy pokaże tekst swoim przyszłym szczeniakom... 
Szczeniaki. Kiedy wadera była coraz bliżej do spełnienia tego marzenia, tym częściej czuła ekscytację. Miała wrażenie, że kiedy pojawią się maluchy, problemy znikną. Może to złe porównanie, ale Brook naprawdę tak się czuła. 
- Wyszło całkiem dobrze. - usłyszała nagle głos swojego partnera. 
Spojrzała na niego. Na jego pysku zawitał uśmiech. Odwzajemniła ten gest i przytuliła się do niego. 
- Już połowa rzeczy z listy. - szepnęła. 
- Racja... Czas wybrać kolejną. - odpowiedział. 
Brook wyciągnęła duży liść z napisanymi rzeczami z listy. 
Zostało jeszcze "Wyruszyć przed siebie", szczeniaki, "Przepłynięcie jak najdalej rzeką Kanga" oraz zrealizowanie tych wszystkich punktów. 
Zaczęła się zastanawiać. Zima już minęła, zero śniegu, pogoda zaczęła dopisywać. Najbardziej pasowało jej wyruszenie przed siebie, na rzekę Kangę mogli poczekać do lata.
- Co powiesz teraz na wyruszenie przed siebie? - zapytała. 

Seth? ;3

wtorek, 25 sierpnia 2015

Od Brook - CD historii Setha

Wadera kiwnęła głową. Zaczęła się zastanawiać.
O czym marzyła? W szczenięcych latach była łobuziarą, a przede wszystkim myślała, że jest piratem. Chciała przeżyć piracką przygodę.
Ale szybko wyrwała się z tego marzenia. Jak niby miała to zrobić? Po prostu przebrać się za pirata i tak paradować po całej Sforze? Zaśmiała się cicho na tą myśl.
Drugim było napisać piosenkę. Pomimo tego, że była dzieckiem, tak jak teraz była marzycielką i co chwila coś chodziło jej po łbie.
- Co powiesz o napisaniu piosenki? - zapytała bez dalszego namysłu.
- Marzyłaś o tym, kiedy byłaś szczeniakiem? - zdziwił się.
- Trochę to dziwne, ale tak. Byłam marzycielką, tak jak teraz. - odpowiedziała.
Jej partner kiwnął głową. Nastała między nimi cisza, aż w końcu owczarek ją przerwał:
- Możemy to zrobić. - powiedział.
W odpowiedzi Brook szeroko się uśmiechnęła i przytuliła Setha.

- To... o czym będzie piosenka? - zapytał Seth, kiedy przechodzili już do pisania.
- Skoro spełniamy w tej chwili marzenie... To może o marzeniach, miłości...? - powiedziała, wyraźnie nieśmiało.
- A jaki gatunek?
Brook uniosła lekko "brwi", co można było już nazwać jej znakiem rozpoznawczym.
- Nie wiesz, co to gatunek muzyki? Pop, jazz...? - zapytał, a wadera pokręciła przecząco głową.
Seth zaczął jej wszystko wyjaśniać na temat gatunków muzyki. Chociaż zajęło im to dużo czasu, Brook nie wszystko zrozumiała.
- Może być gatunek, jaki chcesz... To zabieramy się za słowa..?
- Tak. - uśmiechnął się i zabrali się do pracy.
Pies wyrwał z drzewa duży liść i podał go waderze. Wilczyca zaczęła pisać.

Seth? Brak weny... 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Od Brook - CD historii Setha

Wadera rozejrzała się. Widok ze szczytu to był najpiękniejszy krajobraz zimowy, jaki Brook mogła ujrzeć. Uśmiechnęła się lekko. Poczuła łapę Setha na swoim ramieniu. Odwróciła się i go pocałowała.
- Piękny widok. - szepnęła, szeroko uśmiechnięta.
- Prawda.
- Zostańmy tu na noc. - powiedziała stanowczo.
- Na noc?
Po kilkunastu minutach w końcu owczarek uległ namowom swojej partnerki. Położyli się obok siebie i wpatrywali się w niebo.
Śniegu było już coraz mniej. Zbliżała się zima, co oznaczało dla wadery i jej ukochanego większą szansę na szybsze ukończenie ich marzeń.
Brook uśmiechnęła się szeroko i zamknęła oczy.

Obudziło ją szturchanie jej partnera. Natychmiastowo wstała. Przed sobą zobaczyła uśmiechniętego Setha z sarną. Od razu zaczęli jeść.
- Brook, co teraz spełnimy? - zapytał Seth.
- Ja proponuję powiększenie nory. Im szybciej, tym lepiej. - odpowiedziała.
- Zgoda!
Uśmiechnęli się do siebie i skończyli swoje śniadanie. Po posiłku od razu wyruszyli do domu.
Droga trwała na oko 2 godziny. Śnieg o dziwo nie padał w tym czasie.
"W końcu!" - pomyślała wadera, gdy byli już na dobrze znanej dolinie.
Już po kolejnych 20 minutach byli w domu. Brook padła na koc, a Seth nerwowo zaczął czegoś szukać.
- Czego szukasz? - zapytała, nie wstając.
- Kiedyś Maya robiła plan nory. Pomyślałem, że może się przydać. - powiedział.
"Znowu Maya." - pomyślała, i było blisko, żeby powiedzieć to na głos.
Ale nie zrobiła tego. Jednak wiedziała, że Seth coś czuje do byłej partnerki. Nie potrafiła tego zatrzymać.
"Kiedyś przestanie o niej myśleć. Będziemy mieli szczeniaki, a wojna się skończy. Wszystko się ułoży." - mówiła do siebie w myślach.
Przynajmniej miała nadzieję, że się wszystko poukłada. Przypomniało jej się, jak brat przygotował piosenkę. W jednym zdaniu słowa brzmiały tak: "Ponieważ już nigdy nie chcę zamknąć moich oczu". Według Brook jej członek rodziny bał się śmierci. Chciał walczyć dla niej. A teraz już go nie spotka. Smutne, ale prawdziwe.
- Brook? Słuchasz mnie? - usłyszała głos Setha.
- Przepraszam, Seth. Zamyśliłam się.
- Znalazłem plan. Zobacz. - pokazał jej szczegółowy plan.
Praktycznie był stworzony do jaskini, w której mieszkali. Zgodziła się na działanie.

Po kilku jakże wspaniałych tygodniach rozmyśleń, jaskinia Setha i Brook była upiększona i powiększona. Para przygotowała już pokój dla ich przyszłych szczeniaków oraz rozszerzyli spiżarnię. Wadera była zadowolona z nowej jaskini, jej partner również.
- To co następne? - zapytała zaciekawiona.

Seth? :D

sobota, 15 sierpnia 2015

Od Brook - CD historii Setha

Brook ponownie zaczęła się zastanawiać. Była zima, dużo śniegu, dodatkowo minusowa temperatura. Obie propozycje Setha nie były idealne na taką porę roku. Tratwa jednak wydawała się waderze gorszym punktem, przynajmniej na ten moment.
- Wejście na jedną z gór będzie w porządku. - powiedziała do swojego partnera.
- Okay. - uśmiechnął się do niej, jak zwykle według niej powalająco.
Wadera wtuliła się w jego puszystą sierść. Wpatrywała się jeszcze w gwiazdy. Wydawało się jej, że jest ich coraz więcej i więcej. Nie mogła się powstrzymać przed uśmiechem. Zamknęła oczy i ponownie uruchomiła długie myślenie w swojej głowie. Zaczęła się zastanawiać, tym razem nad imionami dla szczeniąt. Nigdy nad tym nie myślała, tym bardziej, że wcześniej ogromnie się bała macierzyństwa. Nie wiedziała też, ile ich wymyślić. Skąd mogła wiedzieć ile ich będzie miała? Szybko pojawiła się w niej myśl, żeby było ich nie za dużo. 13 było dla niej bardzo dużą liczbą. Chciała też, żeby imiona były oryginalne.
Zaczęła od psów. Spodobało jej się Next, które w tłumaczeniu na angielski oznaczało następny. Bardzo chciała, żeby jej szczenięta miały imiona po tym języku, co prawdopodobnie odziedziczyła po matce tą chęć. Następne imię wymyślone przez Brook - Night, tłumaczone na noc. Uważała też, że i suczka mogłaby je nosić. Następne - Joker. Słyszała o nim, zanim dołączyła do SPG. Wydawało się jej popularne, jednak żaden z członków tak się nie nazywał. Ostatnie imię, które udało jej się wymyślić dla małego psa to Jack.
Po chwili przyszła kolej na imiona dla suczki. Dla Brook była to łatwiejsza sprawa. Imiona dla istot płci żeńskiej szybko wymyślała. Pierwsze, które wydawało jej się trochę królewskie - Kireen. Drugie, które przyszło waderze sekundę potem to Destiny. Trzecie i czwarte - Autumn oraz Fearless. 
Zadowolona z imion, które przyszły jej do głowy natychmiastowo zasnęła.

- Brook, pora wstawać! - powiedział śpiewająco owczarek.
Wadera natychmiast otworzyła oczy. Przed nią stał jej partner z dużym królikiem. Uśmiechnęła się lekko i zabrała się za jedzenie.
- To dzisiaj idziemy na wycieczkę. - powiedział Seth, wyraźnie zadowolony.
- Tak. Czy coś bierzemy? - zapytała, biorąc sytuację na poważnie.
- Nie ma takiej potrzeby. Niedaleko można coś upolować. Chyba, że myślisz o zabraniu wody. - odpowiedział.
Kiwnęła głową i zeszła z dachu. Weszła do domku i wzięła trochę wody, którą zostawiła na zapas zimowy. Wróciła do owczarka i razem poszli w stronę gór Farreferre.

Seth? :3

środa, 12 sierpnia 2015

Od Brook - CD historii Setha

- Zgoda. - odpowiedziałam bez namysłu.
Seth w odpowiedzi uśmiechnął się szeroko. Odwzajemniłam ten gest.
- To od czego zaczniemy? - zapytał.
- Myślę, że od nocy na dachu naszego domku, a skończymy na nich. - odpowiedziałam, ciesząc się, z jaką łatwością przychodziło mi myśleć o szczeniakach.
Owczarek ponownie posłał mi pytające spojrzenie. Bardzo chciał szczeniąt, ja zresztą też.
- Musimy mieć czas, by to wszystko skończyć. Gdybyśmy mieli je wcześniej, nie moglibyśmy tego wszystkiego spełnić. - wyjaśniłam.
- Racja.
Kiwnęłam głową i ponownie spojrzałam na duży liść. Malutkim drukiem napisałam resztę propozycji, wymyślonych przez mojego partnera.
- Ósma rzecz... Zrealizowanie... wszystkich punktów... z listy. - mówiłam do siebie, gdy pisałam ostatni punkt.
- To jak? Idziemy do domu przygotować się do pierwszej rzeczy z listy? - owczarek ponownie uśmiechnął się.
Kiwnęłam głową i wróciliśmy do domu.

Zbliżała się już noc. Jest zima, więc zabrałam koc, który został zabrany z domu 30-letniej kobiety. Jest bardzo ciepły, więc nie powinniśmy narzekać na chłód. Seth natomiast wziął jelenia, gdybyśmy byli głodni. Spojrzałam na zewnątrz. Była dopiero 18, a ciemność już nastała. Jedynym światłem był śnieg. Uśmiechnęłam się lekko i podbiegłam do miejsca, gdzie najbardziej padał. Jedna ze śnieżynek spadła na mój nos.
- Brook! - usłyszałam krzyk Setha.
Odwróciłam się. Pies był już dachu i patrzył w moją stronę.
- Już idę! - powiedziałam głośno i weszłam na dach naszego domku.
Rozłożyłam koc i położyłam się na nim. Owczarek zrobił tak samo. Pomimo padającego śniegu można było zauważyć Księżyc i mnóstwo gwiazd. Seth wpatrywał się w nie, jak na piękny obraz. Uśmiechnęłam się lekko. Wyciągnęłam jelenia i zaczęłam jeść.
- Widziałeś kiedyś spadające gwiazdy? - zapytałam.
- Kiedyś pewnie widziałem, a ty?
- Niestety nie... - zasmuciłam się.
W mojej głowie przeleciało wspomnienie, jak mama opowiadała z chęcią o spadających gwiazdach. Widziała je już kilka razy, ze swoim partnerem, a moim tatą. Mówiła, że ostatnim razem (było to dawno temu) życzyła wspaniałych szczeniąt. Według niej to marzenie się spełniło. Tak się cieszyła, że ma dużą rodzinę... A teraz jej nie ma. Już mi żadnej rady nie da, ani pomocy...
- Brook... Wszystko w porządku? - Seth spojrzał w moje oczy, zamartwiając się.
- To nic, Seth... Tylko wspominałam. - wymusiłam uśmiech i wtuliłam się do partnera.
Zanim zdążył coś odpowiedzieć, przewróciłam jego łeb w stronę gwiazd. Oboje znów zaczęliśmy się w nie wpatrywać.

Seth?

wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Brook - CD historii Setha

Spodziewałam się innej odpowiedzi Setha. Myślałam, że da jakąś propozycję. I znowu zaczęłam się zastanawiać. Wzięłam pierwszy, duży liść, którego napotkałam i zaczęłam pisać. Owczarek uważnie przyglądał się. 
- Co piszesz? - zaciekawił się. 
- Listę naszych wspólnych marzeń. - odpowiedziałam, uśmiechając się. 
Przez kilkanaście minut pisałam. Kiedy liść był zapełniony moimi bazgrołami, zaczęłam czytać swojemu partnerowi: 
- Pierwsza rzecz: Noc na dachu naszego domku. 
Seth uśmiechnął się. Dla mnie był to świetny pomysł. Seth mógłby obejrzeć gwiazdy i księżyc, w ramach swojego marzenia o locie, a ja po prostu spędzić z nim czas na spokojnie. Ostatnio spędzamy dużo czasu, ale bez żadnej ciszy, której potrzebowałam. 
- A następna rzecz? - zapytał, spodziewając się jeszcze lepszych pomysłów. 
- Druga rzecz: Wyruszyć przed siebie. - uśmiechnęłam się. 
Seth lekko uniósł "brew", zastanawiając się, skąd przyszedł mi taki pomysł. Nic jednak nie odpowiedział. Tymczasem ja ze swoich snów wiedziałam... że to było też marzenie Mayi. Zginęła już dawno temu, jednak myśl o niej nie schodziła. Sethowi też nie. Znam go, więc wiem, że w głowie dalej ona siedzi. Nie jestem za to zła i nie będę. To normalne... Przynajmniej dla mnie. 
- Trzecia rzecz: Spełnić dziecięce marzenie. - czytałam dalej. 
- Dziecięce marzenie? - zdziwił się. 
- A w dzieciństwie nie miałeś marzenia? - zapytałam. 
- Miałem... - zaczął myśleć nad dawnymi marzeniami. 
- Ja na przykład marzyłam o pirackiej przygodzie. - zaśmiałam się, wspominając małego wilka, jakim byłam. 
Mój partner uśmiechnął się i znów zaczął czekać na następną propozycję. Ja odwróciłam liść. Było na nim dużo skreśleń. Nie miałam już pomysłów na czwartą i ostatnią rzecz. 
- Czwarta rzecz... Szczeniaki. - powiedziałam cicho. 
Nie dowierzałam, że to napisałam. Myślałam, że się boję... Cóż, czwartego marzenia Seth pewnie nie zaakceptuje, więc mogę o tym zapomnieć. 

Seth? Brak weny... Pieseł ją zjadł. 


sobota, 1 sierpnia 2015

Od Brook - CD historii Setha

Seth ruszył do otwartego okna. Ja stałam jak posąg. Wpatrzyłam się w 30-latkę. W oczach kobiety zauważyłam błysk. Nie chciała nas zabić, ani nic z tych rzeczy. Widocznie kochała zwierzęta. Nie rozumiałam jednak jej wcześniejszej reakcji. Cóż, w tej chwili nie było to tak strasznie ważne.
- Brook! - krzyknął owczarek w naszym języku.
Spojrzałam na psa i ruszyłam łbem w stronę kobiety. Ta się do mnie zbliżyła i kucnęła. Dała mi rękę (zwaną przez Setha łapę) do obwąchania. Ja w odpowiedzi podsunęłam jej swój łeb do pogłaskania. Mój partner stanął, jak słup i wpatrywał się w całą sytuację. Kobieta zaczęła mnie głaskać. Nie bała się tego, że jestem wilkiem. Traktowała mnie, jak zwykłego, dużego psa. Potem zbliżyła się do Setha. Owczarek jednak się odsuwał.
- Seth.. - szepnęłam.
Spojrzał na mnie, a potem na kobietę. W końcu również pozwolił się pogłaskać. Nagle kobieta zauważyła, że mam jej koc.
- Ech... Nie używałam go kilka lat. Jest mi niepotrzebny. - powiedziała i się uśmiechnęła.
Kiwnęłam porozumiewawczo głową. Poszłam z Sethem w stronę otwartego okna. Na szczęście mogliśmy odejść.

- To... Twoje marzenie spełnione. - uśmiechnęłam się do niego, gdy byliśmy już w SPG.
- Racja. Teraz czas na kolejne Twoje. - zaśmiał się i zaczął oczekiwać, aż powiem kolejne marzenie. 
Zaczęłam się zastanawiać. Tak szczerze, to swoje największe marzenia mam za sobą. Mam kogoś, kto mnie kocha, urządziłam przyjęcie z wszystkimi członkami Sfory, jestem normalnym wilkiem bez żadnej substancji. Jakie ja jeszcze powinnam mieć marzenia? 
- Seth... A może pomyślimy o naszym wspólnym marzeniu? Znajdźmy coś, w czym będziemy oboje zgodni. - powiedziałam. 
Owczarek zaczął się zastanawiać. Po kilku minutach na jego twarzy zawitał uśmiech. Spojrzałam na niego z ukosa, dalej cierpliwie czekając na jego odpowiedź. 

Seth? Wiem, krótkie ;/

piątek, 31 lipca 2015

Od Brook - CD historii Setha

- Naprawdę, masz głupiutkie marzenia. - uśmiechnęłam się.
Seth cierpliwie czekał, aż coś dopowiem. Dokładnie tak, jak wtedy, gdy pytał mnie o partnerstwo. Po kilku minutach dodałam:
- Ale skoro tego chcesz... Możemy to zrobić.
Owczarek w odpowiedzi uśmiechnął się i mnie przytulił.
*****
Nastał wieczór. My już byliśmy w Pyskowicach. Cały czas chodziliśmy przez różne krzaki, żeby ludzie nie spotkali w szczególności mnie. W końcu, to nie jest zbyt normalne, żeby wilk biegał po lesie. Nagle spotkaliśmy duży, czerwony dom. Wyglądał całkiem przytulnie. Na szczęście nie paliło się w środku światło. Ja i Seth mieliśmy pewność, że albo właściciele śpią, lub nie ma ich. Drzwi były jednak zamknięte. 
- Co teraz? - szepnęłam do swojego partnera. 
- Wejdziemy przez okno. - odpowiedział, uśmiechając się tajemniczo. 
Poszliśmy do pierwszego lepszego okna. Seth wszedł pierwszy, ja zaraz po nim. Trafiliśmy do ciepłego salonu. W domu nie było nikogo. 
- Co bierzemy? - zapytałam. 
- Możemy na przykład jakieś koce. - odpowiedział. 
Poszłam dalej, prosto przed siebie. Tym razem weszłam do sypialni. Ruszyłam do jakiejś szafy. Po cichu ją otworzyłam. W środku było dużo błyszczących, eleganckich ubrań. Nie obchodziły mnie one. Chciałam znaleźć jakiś ciepły koc. Udało mi się. Nie dość, że był milutki, to jeszcze duży. Wzięłam go ze sobą i podbiegłam do swojego partnera, który dalej był w salonie. 
- Mam koc! - powiedziałam. 
- Świetnie! - uśmiechnął się. 
Popatrzyłam na niego z ukosa. Otworzył jakąś szufladę z biżuterią. Wziął jakiś perłowy naszyjnik. Nałożył mi go na szyję. 
- Seth, dobrze wiesz, że nie lubię błyskotek. - powiedziałam i ściągnęłam go. 
- Jak chcesz. - odpowiedział i włożył go z powrotem. 
- To co chcesz wziąć? - zapytałam. 

Seth?

czwartek, 30 lipca 2015

Od Brook - CD historii Merci

- Ciekawa historia. - przyznałam.
Przez kilka minut patrzyłyśmy się na siebie. Merci cały czas czekała, aż ja zacznę coś opowiadać. Suczka uniosła lekko "brwi" i zapytała z nadzieją w głosie:
- A ty znasz jakieś historie, legendy...?
- W sumie to znam swoją historię... - zaśmiałam się.
- A jakąś jeszcze...?
- Hmm... Moja mama opowiadała mi bajkę o siedmiu krasnoludkach... - wspominałam.
- Możesz opowiedzieć.
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam opowiadać. Historia była bardzo podobna do bajki Disney'a "Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków". Potem opowiadała Merci, następnie ja i tak dalej, i tak dalej... Potem przyszedł wieczór i wróciłam do swojej jaskinii w dobrym nastroju. Cieszyłam się, że zaprzyjaźniłam się z border collie.


środa, 29 lipca 2015

Od Brook - CD historii Merci

- Seth... - szepnęłam.
Zaczęłam biec tam, skąd pochodził głos. Border collie nie chciała się zgubić, więc poszła za mną. Po kilku minutach dotarłam do owczarka. Przytuliłam go mocno. Tymczasem Merci też dotarła.
- Jak nas tu znalazłeś? - zapytałam.
- Nie było Cię w domu. Mogłaś być tylko tutaj. - odpowiedział.
Resztę już ułożyłam sobie sama. Pożegnałam się z suczką i poszłam do domu z Sethem.

Kilka miesięcy później nora Merci stała się ogromna, niczym jaskinia. Pomogłam jej w wykopaniu, urządzeniu i przemeblowaniu. Malutkie mieszkanko stało się wspaniałym, ogromnym domem.
- To teraz tylko myśleć o partnerze i szczeniakach. - zaśmiałam się.
- Haha, w sumie... - powiedziała.
Chwilę jeszcze rozglądnęłam się po norze. Nagle ponownie usłyszałam głos suczki.
- A ty? Marzysz o szczeniakach? - zapytała.
Spojrzałam na nią, a potem na siebie. Znowu muszę o tym myśleć. To dla była zbyt delikatna sprawa. Nie marzyłam o szczeniakach, bo się bałam. Tej ciąży, i tego, że będę musiała je wychować. Nie... Nie jestem na to gotowa.
- Brook...? - pomachała mi łapą.

Merci? Wenę zjadł mi pewien pieseł. 

Od Brook - CD historii Merci

- Merci, to jest mój partner - Seth. Seth, to jest moja koleżanka - Merci. - przedstawiłam ich z wielką radością. 
- Miło mi. - podała owczarkowi łapę. 
- Mi również, Merci. - uśmiechnął się lekko. 
- Ale fajnie, że się poznaliście! To co, może pójdziemy gdzieś w trójkę? - zapytałam. 
- Ja muszę wracać do pracy, a wy lepiej wracajcie. - powiedział poważnie. 
- Dlaczego?! - oburzyła się Merci, która najbardziej liczyła na nasze spotkanie. 
- Wilki znów napadły na Sforę. Szykuje się bitwa. 
Słowa Setha musiałam przetrawić przez kilka minut, żeby zrozumieć co się zaraz stanie. Prawdopodobnie zaraz będzie ostateczne starcie, albo kolejna bitwa, która nic nie zakończy. Jednak trzeba uważać. Wilki pragną zemsty za śmierć swojego przywódcy. 
- O rany... - zasłoniłam łapą swój pysk. 
Border collie również nie kryła swojego zaskoczenia. Mój partner nakazał mi pójść do nory swojej koleżanki, ponieważ jest bliżej. W odpowiedzi potaknęłam i poszłam z Merci do jej nory. Okazało się, że jednak jest mała, a na zewnątrz wydaje się taka duża... W jednym rogu był mały koc dla jednego psa. Naprzeciwko mała spiżarnia, gdzie można było przechować max. 1 dużego jelenia. Obok zauważyłam kamień średniej wielkości, służący jako stół. Tragedii nie było, ale nora mogła być troszkę większa. 
Wymieniłam ze swoją znajomą zakłopotane spojrzenia. Wesoły uśmiech, który widziałam niedawno na pysku suczki już zniknął. Zastąpiła ją zaskoczona mina. 
- To... Skoro nie powinnyśmy wychodzić z nory, to co będziemy robić? - zapytałam. 

Merci?

wtorek, 28 lipca 2015

Od Brook - CD historii Merci

Wstałam o dość wczesnej porze. Seth jeszcze spał. Postanowiłam coś upolować, bo ostatnio mój partner to robił. Na miejscu, gdzie zwykle polowałam spotkałam stado saren. Były zagubione, gdyż nie miały przy sobie Alfy.
"Pewnie ktoś już ją sobie upolował..." - powiedziałam do siebie w myślach.
Upolowałam dwie sarny i postanowiłam wrócić z nimi do domu. Szłam przez Romantyczną Łąkę. Nagle usłyszałam głos Merci:
- Cześć!
Odwróciłam się. Suczka pomachała mi łapą na powitanie. Odwzajemniłam ten gest i powiedziałam:
- Jeszcze nie zjadłam śniadania. Wrócę do domu, zjem to co upolowałam, i tu wrócę.. Okey?
- Okey. - uśmiechnęła się i położyła się przed swoją norą.
Ja wróciłam do swojego domku. Seth akurat wstał i razem zjedliśmy. Potem owczarek poszedł do pracy. Ruszyłam do nory Merci.
- Jestem! - krzyknęłam z daleka.
Border collie przybiegła do mnie. Cały czas się uśmiechała i merdała wesoło ogonem.
- Co dziś robimy? - zapytała.
- Nie wiem... Gdzie chcesz iść?
- A gdzie ty chciałabyś pójść?
Przewróciłam oczami i zaczęłam się zastanawiać.
- Co powiesz na... Wodospad Rożka? - powiedziałam, wybierając pierwsze lepsze miejsce.
- Okey. Chodźmy teraz! - odpowiedziała.
Droga nie była krótka, ale też długa. W sam raz. Merci cały czas opowiadała dowcipy, zadawała mi różne (moim zdaniem głupiutkie) pytania.
- Jaki jest twój ulubiony kolor? - zadała jedno z tych niezbyt mądrych pytań.
- Nie mam ulubionego... Lubię kolor czarny i żółty. - odpowiedziałam.
Zanim Merci zadała mi kolejne pytanie, krzyknęłam:
- Jesteśmy na miejscu! Chodź, wskoczymy do wody!
- Ale, ja...
Zanim dokończyła, śmiało wskoczyłam do wodospadu.

Merci?

poniedziałek, 27 lipca 2015

Od Brook - CD historii Merci

- A jak trafiłaś do SPG? - zapytałam, próbując porozmawiać z suczką.
Merci spojrzała na mnie, a później zaczęła swoją opowieść:
- Nie do końca pamiętam tej historii. Wiem, że jako szczeniak mieszkałam w hodowli. Nazywała się "Border Beauti". Miałam zostać czempionką tej rasy i wygrać swoją ostatnią wystawę. Zanim jednak to zrobiłam, uciekłam. Błąkałam się kilka tygodni po lesie, tym niedaleko SPG. Gdy już umierałam, zobaczyłam światełko w tunelu. I tak tu dotarłam.
- Niezła historia. - przyznałam.
- A ty? Jak tu się dostałaś? - zapytała.
- Och, musiałabym opowiadać godzinami! - zaczęłam się śmiać.
W końcu postanowiłam pokazać tereny suczce rasy border collie. Trwało to kilka godzin, w końcu nasza Sfora nie jest wcale taka mała. Przy okazji, razem z suczką się poznawałyśmy. Okazało się, że jest ona bardzo sympatyczna. Merci też się ode mnie dużo dowiedziała, oprócz mojej historii. Po mojej przygodzie nie miałam ochoty o tym rozmawiać. Gdy w końcu skończyłyśmy oprowadzanie, zapytałam:
- Gdzie mieszkasz? Mogę Cię odprowadzić. - powiedziałam, uśmiechając się pomimo zmęczenia.
- Na Romantycznej Łące... - zawstydziła się.
Pewnie, gdybym dalej miała w sobie Elentitious wyśmiałabym ją. Chyba rzeczywiście, bez tej substancji w sobie zmieniłam się na lepsze...
- Nie ma się co wstydzić! Teren, jak teren. - podniosłam ją na duchu.
Merci uśmiechnęła się i razem poszłyśmy. Kilka minut później znaleźliśmy się na miejscu.
- To... W której norze mieszkasz? - zapytałam.
- Tam. - wskazała jedną z nich, wyglądającą na dość wielką.
- Okey, może Cię kiedyś odwiedzę. Ja już idę... - odwróciłam się.
- Poczekaj! - zatrzymała mnie.

Merci? Wybacz długość ;-;

Od Brook - CD historii Setha

- Nie uśmiechaj się sztucznie. - powiedziałam.
Owczarek spuścił lekko głowę, ponownie rozmyślając.
- O czym myślisz? - zaciekawiłam się, spoglądając swojemu partnerowi prosto w oczy.
- Wiesz... Nie miała miejsca żadna wielka bitwa od kilku tygodni... - pies zaczął się zwierzać.
- Tak...
- I zbliża się coś wielkiego. I... Ja nie chcę Cię wtedy stracić. - powiedział.
- Och, Seth... - przytuliłam go mocno.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że w każdej chwili może nadejść ostateczne starcie. Ja z Sethem możemy być ofiarami...
- Brook? - odezwał się Seth.
Zauważyłam, że od kilku minut myślałam o naszej prawdopodobnej śmierci w bitwie.
- Seth, ja nie chcę Cię stracić. Nie Ciebie. - wyroniłam kilka łez i wtuliłam się w niego.
Owczarek pewnie zaczął żałować, że zwierzył się ze swoich zmartwień. Otarłam szybko łzy i powiedziałam:
- Wiesz... Skoro prawdopodobnie zginiemy... To żyjmy chwilą.
- Co chcesz przez to powiedzieć...? - zapytał, unosząc lekko "brwi".
- Róbmy to, co zawsze chcieliśmy robić. Spełnijmy chociaż część swoich marzeń. - wytłumaczyłam.
Seth w odpowiedzi uśmiechnął się i potaknął. Ja odwzajemniłam jego gest.

********

Dziś postanowiliśmy spełnić moje marzenie, czyli zorganizować ognisko, na którym będą wszyscy członkowie SPG Forever. Na szczęście Seth zna ich trochę, ja mniej, ale udało nam się wszystkich zaprosić. Mój partner poszedł coś upolować, a ja przygotowałam miejsce, gdzie miało odbyć się to (mówiąc oficjalnie) wydarzenie towarzyskie. Pomogła mi Goura, ze swoimi maluchami. O dziwo, były niemalże aniołami. Aż sama bym chciała takie mieć... Emmm, wracając do rzeczy! Gdy wszystko było już gotowe przyszli goście. Green Day z Alex'em i ich szczeniętami, Alfa, Bety, Gamma ze swoimi dzieciakami... Atmosfera była bardzo przyjemna. Na szczęście dla wszystkich starczyło miejsca i jedzenia, co wydawało mi się kiedyś niemożliwe. Poznałam dużo sympatycznych członków, których wcześniej o dziwo nie znałam. Żartowałam nawet z jednymi z najważniejszych psów! Czułam się jak w bajce, w jakimś śnie. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Po kilku godzinach zrobiło się bardzo późno i wszyscy się rozeszli. Zaczęłam sprzątać, Seth mi pomagał. Pomimo tego, że była już noc, ja i owczarek nie czuliśmy zmęczenia.
- Wiesz... Jedno z moich marzeń zostało już spełnione. Pora na twoje! - powiedziałam.

Seth? Moje też za długie nie jest... :C

niedziela, 26 lipca 2015

Od Brook - CD historii Ramzesa

Schowałam "twarz" ukrywając uśmiech. Nie powstrzymałam się przed śmiechem. Ramzes uniósł "brwi".
- Ramzes, to nie moja jaskinia! - powiedziałam.
- Ale jak to...
- Tam mieszkał Seth z Mayą. Ja mieszkam w tej norze. - wskazałam swój prawdziwy dom.
Pies również zaczął się śmiać. Kilka minut wpatrywaliśmy w moją norę.
- To ponawiam pytanie. Spotkamy się jutro? - zapytał.
- Jasne! To do jutra! - powiedziałam i natychmiastowo wbiegłam do nory.
**Następnego dnia...**
Wstałam i obok siebie zauważyłam karteczkę od Setha. Napisał w niej, że poszedł do pracy. Przypomniałam sobie, że przecież jest obrońcą Gammy. W nadziei, że Prince pozwoli mu szybko wrócić do domu, poszłam upolować coś na śniadanie. Po jakiś 30 minutach wróciłam zadowolona z królikiem. Przed moją norą zauważyłam stojącego Ramzesa. Pomachał mi z daleka na powitanie. Odwzajemniłam ten gest i pobiegłam do niego. 
- Jak widać, jeszcze nawet śniadania nie zjadłam. - powiedziałam. 
- To nic. Mogę zaczekać. - uśmiechnął się. 
Zaprosiłam go do nory. Położyłam zwierzynę na stole i zapytałam, czy pies również chciałby zjeść. Ten potaknął i razem zaczęliśmy jeść królika. Po zjedzeniu go, zadałam dość proste pytanie: 
- Dokąd idziemy? 
- Hmmm... To ty wybierz, księżniczko. - zaśmiał się. 
Zaczęłam wędrować w głowie po różnych terenach. Nie chciałam pójść do jakiegoś gorącego miejsca, ale też nie zimnego. Do takiego, w którym panowałaby teraźniejsza pora roku. 
- Co powiesz na... Wodospad Rożka? - zapytałam. 
- Okey, chodźmy teraz. - uśmiechnął się. 
Droga do tego miejsca zajęła nam jakieś 20 minut. Przy okazji opowiadaliśmy sobie dowcipy i zadawaliśmy sobie pytania. 
- Czy zadajesz się jeszcze z Napoleonem? - zapytał. 
- Szczerze, to go dawno nie widziałam... - powiedziałam, przypominając sobie o potomku Courage i Farta. 
- To teraz ty zadaj jakieś pytanie. - powiedział szybko, nie dając mi do myślenia o Napoleonie. 
Zaczęłam się zastanawiać nad pytaniem. 
- Hmm... A może w kimś się zakochałeś, podczas mojej "nieobecności"? - zapytałam śmiejąc się. 

Ramzes? 

piątek, 24 lipca 2015

Od Brook - CD historii Setha

Zaczęłam się rozglądać po całym terenie. Najbardziej spodobało mi się jedno z dużych miejsc, w którym można by było zbudować norę pod ziemią. Uśmiechnęłam się na myśl, że w dzieciństwie marzyłam o takim domku. Cały czas marudziłam, że jaskinia mojej rodzinki jest nieciekawa.
- Moglibyśmy zbudować norę pod ziemią, jeżeli to Ci nie przeszkadza... - powiedziałam.
- Haha, ja o tym samym wcześniej pomyślałem! - zaśmiał się.
Zaśmialiśmy się, a potem poszliśmy do architekta, żeby zaplanować, jak nasza nora będzie wyglądać. Na szczęście był dostępny, pomimo już późnej godziny.
**Parę miesięcy później**
Razem z Sethem stanęliśmy przed naszą niezwykłą norą. Uśmiechnęłam się i go pocałowałam. Będziemy mieszkać razem. Kolejny krok za nami. Teraz tylko szczeniaków brakuje... Ech, co ja mówię! Nie chcę ich mieć... Przynajmniej na razie. W tej chwili chcę się nacieszyć wolnością i swoim partnerem. Oboje weszliśmy do naszego domku. Zadowolona rozejrzałam się. W jednym rogu było śliczne legowisko z kocem "pożyczonym" z Pyskowic. Naprzeciwko wejście do tak zwanej "spiżarni". Dalej... Wielki kamień, służący jako stół do jedzenia. Również jeszcze były powalone pudełka z naszymi rzeczami. Póki co, my nie chcieliśmy ich jeszcze odpakowywać. 
- To... Co dziś robimy? - zapytał Seth. 
- Dziś zostajemy w domu. Jestem wykończona wnoszeniem tutaj tych wszystkich pudeł. - zaśmiałam się. 
- Okey. - uśmiechnął się. 
Położyliśmy się na łóżku. Wtuliłam się w psa. Postanowiłam zagadać. Pierwszym tematem, jaki przyszedł mi do głowy była ciąża Goury. 
- Wiesz, słyszałam, że Goura jest w ciąży... - powiedziałam. 
Seth zrobił wielkie oczy. Owczarek pewnie myślał, że też chcę mieć szczeniaki. 
- No co ty! Jest za wcześnie na szczeniaki... - rzekłam poważnie. 

Seth? Wiem, krótkie :C