Wyszłam z domu na spacer. Upewniwszy się, że dokładnie zamknęłam dom(ze względu na nachalnego Wolfika, nie lubię niezapowiedzianych gości), ostatni raz spojrzałam w okno sypialni i ruszyłam. Podróż minęła mi bez większych przygód, no, może zapatrzyłam się kilka razy na ledwo zauważalnie, a jednak gustownie wysypane żwirem ścieżki i potknęłam się, ale bez obaw, otrzepałam się i natychmiast wróciłam do stylu „roztrzepana ale wciąż piękna, czyli niestety-kluczy-zapomniałam-i-biec-po-nie-musiałam”.
Dotarłam do miasta. Postanowiłam przełamać charakter i zagadywałam przyjaźnie do napotkanych psów. Niektóre patrzyły na mnie jak na zadżumioną, ale większość odpowiadała wesoło. Czuć było atmosferę zimy, wolnego, spokoju, tej niezwykłej zimowej magii, której nie da się opisać. Odprężyłam się, gdyby nie grube futro na pysku, byłabym pewnie radośnie zaróżowiona. Machałam uszami, mój nos raz po raz marszczył się, zdobywając nowe zapachy. Z różnych nor i grot Lasu, przez który przechodziłam, dochodził miły aromat zup, ciast i pierników. Dołączyłam do dzieciaków rzucających się śnieżkami i pomogłam innym ustawić bałwana. Słodkie szczeniaczki, zrobiły tak wielką kulę, że nawet ja miałam z nią kłopot. Gdyby nie pomoc jakiegoś przystojnego owczarka, nie dalibyśmy rady. Jeśli nie miałabym Marvela, chybabym się zakochała.
- Quantus. - uśmiechnął się przyjaźnie.
- Lastrada. - odwzajemniłam ten miły rodzaj uśmiechu.
- Ta Lastrada?
- Och, stanowisko jak stanowisko. Po prostu mam wpływ na nieco więcej rzeczy, ale nadal jestem psem. - mój uśmiech stał się nieco nerwowy.
- Lastrada? Szukałem cię. - usłyszałam.
- Rafaello? Powinieneś być w domu i pomagać Freiheit! - pogroziłam mu łapą żartobliwie.
- Ja też wyszłam. Witaj, Lastrado. - odezwała się Beta, wychylając się zza psa. Quantus zaczął się wycofywać. Chyba pomyślał, że nie pasuje, czy coś.
- Pewnie zmarzliście! Zapraszam na herbatkę. Quantus, wracaj tu, mam wystarczająco herbaty.
Freiheit dość długo się opierała, ale kiedy jej partner uznał, że czemu nie, nadspodziewanie szybko przychyliła się do tego pomysłu.
Drogę spędziliśmy, rzucając się śnieżkami. Przygotowałam w głowie kilka ewentualności, z czego najstraszniejsza brzmiała Nie dokupiłaś ciasteczek, więc ich zabralnie. Nie przewidziałam jednak jednego.
Marvela w kuchni...
Rafaello? Quantus? Marvel? Freiheit?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 23 grudnia 2017
sobota, 14 października 2017
Od Alfy CD historii Akiry
Mimo że w Sforze byłam już jakiś czas nie miałam przyjaciół. Często zastanawiałam się co się dzieje z Eltrinem i moim rodzeństwem. A najbardziej ciekawił mnie moje imię. Dlaczego akurat Alfa? Przecież to głupie nazywać tak psa który nigdy nie będzie miał wysokiego stanowiska. Ale mnie to nie obchodzi. Zwykły członek niewiele różni się od alfy czy bety. Dzisiaj nie spałam w jaskini. Na niebie wisiał już księżyc. Położyłam się na trawie i zasnęłam...
* Następnego dnia*
Obudziłam się rano. Dziwnie rano. Zwykle tak szybko nie wstaję. Po kilku próbach upolowałam dorodnego jelenia. Zostawiłam go i poszłam się napić. Wróciłam do miejsca w którym zostawiłam zdobycz. Zobaczyłam psa łudząco przypominającego czarnego owczarka niemieckiego który dobierał się do MOJEGO jelenia. Warczałam tak żeby mnie usłyszał.
- Nie wiedziałem że to czyjeś... -powiedział a ja się na niego rzuciłam i wtedy zobaczyłam jaki jest przestraszony.
- Czekaj! - powiedział
- Co- rzuciłam ostro niemiła z powodu że ktoś przerwał tą piękną chwilę.
- Błagam... Nie zabijaj mnie... Dopiero dołączyłem do sfory i nie chcę tak szybko zginąć...- powiedział a wtedy z niego zeszłam i poczekałam aż wstanie.
- A w ogóle to Alfa jestem.
- Akira. Jesteś alfą? Nie,nie możesz być...- powiedział już bardziej pewny że mu nic nie zrobię...
- Nie jestem. Rodzice mnie tak nazwali,Akiro. -odpowiedziałam mu.
* Następnego dnia*
Obudziłam się rano. Dziwnie rano. Zwykle tak szybko nie wstaję. Po kilku próbach upolowałam dorodnego jelenia. Zostawiłam go i poszłam się napić. Wróciłam do miejsca w którym zostawiłam zdobycz. Zobaczyłam psa łudząco przypominającego czarnego owczarka niemieckiego który dobierał się do MOJEGO jelenia. Warczałam tak żeby mnie usłyszał.
- Nie wiedziałem że to czyjeś... -powiedział a ja się na niego rzuciłam i wtedy zobaczyłam jaki jest przestraszony.
- Czekaj! - powiedział
- Co- rzuciłam ostro niemiła z powodu że ktoś przerwał tą piękną chwilę.
- Błagam... Nie zabijaj mnie... Dopiero dołączyłem do sfory i nie chcę tak szybko zginąć...- powiedział a wtedy z niego zeszłam i poczekałam aż wstanie.
- A w ogóle to Alfa jestem.
- Akira. Jesteś alfą? Nie,nie możesz być...- powiedział już bardziej pewny że mu nic nie zrobię...
- Nie jestem. Rodzice mnie tak nazwali,Akiro. -odpowiedziałam mu.
Akira?
Od Aresa CD historii Arrow
Ares nadal stał w miejscu. Po jego 'policzku' stoczyła się pojedyncza łza, kiedy zobaczył, że znów mu nie wyszło.
- Arrow, wróć do mnie. - powiedział w przestrzeń.
Myśli biegały po nim, zaniepokojone tak samo jak on. Dopiero po kilku minutach kontaktował na tyle, by poskładać fakty do kupy. Suczka, która zabrała Arrow, to chyba Roxolanne. Psychoterapeutka, pewnie jej najbliższa przyjaciółka. No tak, przecież Arr potrzebowała pomocy po ostatnim zajściu. Czemu ją wzięła, już się domyślał. Tknięty nagłą myślą, pognał do domu.
Chwycił karteczkę papieru, na której nabazgrał, że przeprasza za wszystko, co kiedykolwiek zrobił nie tak, i zawsze może do niego przyjść.
Starałem się. Wiesz, gdzie mnie szukać, chociaż wiem, że z tego nie skorzystasz. Żegaj, sensie mojego życia.'' - tak wyglądała ostatnia linijka.
Pognał jak szalony pod drzwi, które - jak przypuszczał - należały do psychoterapeutki. Ostrożnie położył pod nimi karteczkę, przygwoździwszy ją kamieniem do ziemi. Odszedł, co kilka kroków oglądając się za siebie. W końcu nie wytrzymał i ułożył się wygodnie w krzakach, z których miał widok na interesujące go drzwi.
Ponad godzinę później, kiedy już prawie zrezygnował, dobiegła go głośna wymiana zdań. Po chwili uslyszał trzask otwieranych drzwi.
<Arrow? To w końcu kim ty zostałaś?>
- Arrow, wróć do mnie. - powiedział w przestrzeń.
Myśli biegały po nim, zaniepokojone tak samo jak on. Dopiero po kilku minutach kontaktował na tyle, by poskładać fakty do kupy. Suczka, która zabrała Arrow, to chyba Roxolanne. Psychoterapeutka, pewnie jej najbliższa przyjaciółka. No tak, przecież Arr potrzebowała pomocy po ostatnim zajściu. Czemu ją wzięła, już się domyślał. Tknięty nagłą myślą, pognał do domu.
Chwycił karteczkę papieru, na której nabazgrał, że przeprasza za wszystko, co kiedykolwiek zrobił nie tak, i zawsze może do niego przyjść.
Starałem się. Wiesz, gdzie mnie szukać, chociaż wiem, że z tego nie skorzystasz. Żegaj, sensie mojego życia.'' - tak wyglądała ostatnia linijka.
Pognał jak szalony pod drzwi, które - jak przypuszczał - należały do psychoterapeutki. Ostrożnie położył pod nimi karteczkę, przygwoździwszy ją kamieniem do ziemi. Odszedł, co kilka kroków oglądając się za siebie. W końcu nie wytrzymał i ułożył się wygodnie w krzakach, z których miał widok na interesujące go drzwi.
Ponad godzinę później, kiedy już prawie zrezygnował, dobiegła go głośna wymiana zdań. Po chwili uslyszał trzask otwieranych drzwi.
<Arrow? To w końcu kim ty zostałaś?>
Od Lastrady CD historii Wolfika
Bezpiecznie ukryta za dużymi krzakami Lastrada odetchnęła z ulgą. Trzeba będzie zrobić tabliczkę ,,Wilkom zakaz wstępu".
- Może i jestem aspołeczna, ale on jest idiotą. - wymamrotała do siebie.
- Zgadzam się. A o kim mówimy? - koło niej usiadł Wolfik, merdając ogonem.
- O tobie! - Gamma poderwała się z miejsca i pogoniła przed siebie.
Pędziła przez las, potykając się w ciemności. W końcu usiadła i zastanowiła się, co ma robić. Po długim i niepomagającym w niczym myśleniu zwinęła się w kłębek i zasnęła.
**Timeskip**
- Lastrada? Lastrada? Halo, Lastrada! - z wysiłkiem otworzyła oczy.
- Żyję. - burknęła, nawet nie patrząc, z kim rozmawia.
- No ja myślę. Czyś ty oszalała? Nocne spacerki po terenach? Żeby cię wilki pożarły?! I żebym ja się martwił, tak?!
- Wolfik, odczep się. - syknęła, wstając.
- Wolfik, tak? - mruknął po chwili zastanowienia osobnik z którym rozmawiała.
- Marvel? Marvel! - przyjrzała się znajomemu pyskowi i z impetem rzuciła się na wilczaka.
- Shhh... - położył jej 'palec' na 'ustach', kiedy chciała coś powiedzieć. - Wracamy. Pomyśl o szczeniaczkach.
- Już myślę. - burknęła, nieco obrażona, jak dziecko. Przysunęła się do Marvela i ruszyła.
Pomyśl o szczeniaczkach. Od kiedy Marvel tak mówi? - zaniepokoiła się trochę.
<Wolfik?>
- Może i jestem aspołeczna, ale on jest idiotą. - wymamrotała do siebie.
- Zgadzam się. A o kim mówimy? - koło niej usiadł Wolfik, merdając ogonem.
- O tobie! - Gamma poderwała się z miejsca i pogoniła przed siebie.
Pędziła przez las, potykając się w ciemności. W końcu usiadła i zastanowiła się, co ma robić. Po długim i niepomagającym w niczym myśleniu zwinęła się w kłębek i zasnęła.
**Timeskip**
- Lastrada? Lastrada? Halo, Lastrada! - z wysiłkiem otworzyła oczy.
- Żyję. - burknęła, nawet nie patrząc, z kim rozmawia.
- No ja myślę. Czyś ty oszalała? Nocne spacerki po terenach? Żeby cię wilki pożarły?! I żebym ja się martwił, tak?!
- Wolfik, odczep się. - syknęła, wstając.
- Wolfik, tak? - mruknął po chwili zastanowienia osobnik z którym rozmawiała.
- Marvel? Marvel! - przyjrzała się znajomemu pyskowi i z impetem rzuciła się na wilczaka.
- Shhh... - położył jej 'palec' na 'ustach', kiedy chciała coś powiedzieć. - Wracamy. Pomyśl o szczeniaczkach.
- Już myślę. - burknęła, nieco obrażona, jak dziecko. Przysunęła się do Marvela i ruszyła.
Pomyśl o szczeniaczkach. Od kiedy Marvel tak mówi? - zaniepokoiła się trochę.
<Wolfik?>
czwartek, 31 sierpnia 2017
Od Arrow CD historii Aresa
Ruszyli powoli w stronę domu Aresa, gdy Arrow usłyszała znajomy głos.
- Hej, Arrowciu! Gdzie lecisz? - Doskonale wiedziała do kogo należał.
- Roxo! Niedługo wrócę. - goldenka uśmiechnęła się w jej stronę.
- A kim to jest twój nowy kolega? - parsknęła podchodząc do nich.
- Ahm.. No tak.. - suka pacnęła się w głowę. - To... Jest.. - te imię bezpowrotnie utkwiło jej w gardle.
- Ares. - przedstawił się owczarek wyciągając łapę, a przez głowę Arr przebiegła jedna myśl: "Zaraz rzygnę".
Zaniepokoił ją natomiast wzrok psychoterapeutki, który mówił, że chyba zobaczyła ducha.
- Roxolanne. - rzuciła nie podając psu łapy. Czyżby ona poznała się na osobowości białego? - Arrow.. Musisz iść ze mną. Mam bardzo ważną sprawę. - oznajmiła poważnie. - Ktoś może zginąć.
- Ojej.. Skoro to takie ważne... Wybacz A.. Wybacz. Muszę iść. - Arrow spojrzała przez ułamek sekundy na swoje łapy, a następnie została pociągnięta za ucho przez aussie. Ta pociągnęła ją do Hospitallo co chwilę oglądając się do tyłu, za siebie, jakby patrząc, czy nikt ich nie goni.
- Roxo, co się stało? - złota zaśmiała się nerwowo, gdy byli już w gabinecie psychoterapeutów.
- On mi kogoś przypomina.. Nie wiem. Może to tylko przez imię, ale.. W jego wzroku było coś niepokojącego.. - westchnęła Aussie.
- Oszalałaś? - Arrow nadal była nerwowa. - To już obsesja. - rzuciła patrząc przyjaciółce prosto w oczy.
- Arrow.. Mówię to, co uważam za słuszne.
- Co proponujesz? - zdawało się, że goldenka uwierzyła psychoterapeutce.
- Pamiętasz, że miałaś jeszcze raz zmienić wygląd? - sprawa robiła się poważna
- No tak.. - szepnęła. Przywykła już do swojej złotej sierści.
- Myślę, że najwyższa pora. Oprócz tego, musisz się przeprowadzić. Może blisko łąki. Bliżej mnie.. To mieszkanie zdala od wszystkich nie jest dobre. Snow też mieszka bliżej mnie i Nigera.. - Arrow spojrzała na brzuch suki. Lada moment miała urodzić. Co wtedy? Ich relacje się zmienią? Arrow też miała mieć szczeniaki.. Poroniła. Teraz wydawało jej się to takie odległe..
- Dobrze. Zróbmy to jak najszybciej. - przytaknęła, kiedy suka postawiła przed nią znany flakonik. Jak będzie wyglądać? Nie chce być małym pieskiem. Najchętniej zostałaby goldenką na zawsze. Gdyby to było takie proste..
- Czy imię też będę musiała zmienić? - zapytała z obawą.
- Dla nas zawsze będziesz Arrow. Musisz tylko inaczej się przedstawiać..
Ares? To się porobiło
- Hej, Arrowciu! Gdzie lecisz? - Doskonale wiedziała do kogo należał.
- Roxo! Niedługo wrócę. - goldenka uśmiechnęła się w jej stronę.
- A kim to jest twój nowy kolega? - parsknęła podchodząc do nich.
- Ahm.. No tak.. - suka pacnęła się w głowę. - To... Jest.. - te imię bezpowrotnie utkwiło jej w gardle.
- Ares. - przedstawił się owczarek wyciągając łapę, a przez głowę Arr przebiegła jedna myśl: "Zaraz rzygnę".
Zaniepokoił ją natomiast wzrok psychoterapeutki, który mówił, że chyba zobaczyła ducha.
- Roxolanne. - rzuciła nie podając psu łapy. Czyżby ona poznała się na osobowości białego? - Arrow.. Musisz iść ze mną. Mam bardzo ważną sprawę. - oznajmiła poważnie. - Ktoś może zginąć.
- Ojej.. Skoro to takie ważne... Wybacz A.. Wybacz. Muszę iść. - Arrow spojrzała przez ułamek sekundy na swoje łapy, a następnie została pociągnięta za ucho przez aussie. Ta pociągnęła ją do Hospitallo co chwilę oglądając się do tyłu, za siebie, jakby patrząc, czy nikt ich nie goni.
- Roxo, co się stało? - złota zaśmiała się nerwowo, gdy byli już w gabinecie psychoterapeutów.
- On mi kogoś przypomina.. Nie wiem. Może to tylko przez imię, ale.. W jego wzroku było coś niepokojącego.. - westchnęła Aussie.
- Oszalałaś? - Arrow nadal była nerwowa. - To już obsesja. - rzuciła patrząc przyjaciółce prosto w oczy.
- Arrow.. Mówię to, co uważam za słuszne.
- Co proponujesz? - zdawało się, że goldenka uwierzyła psychoterapeutce.
- Pamiętasz, że miałaś jeszcze raz zmienić wygląd? - sprawa robiła się poważna
- No tak.. - szepnęła. Przywykła już do swojej złotej sierści.
- Myślę, że najwyższa pora. Oprócz tego, musisz się przeprowadzić. Może blisko łąki. Bliżej mnie.. To mieszkanie zdala od wszystkich nie jest dobre. Snow też mieszka bliżej mnie i Nigera.. - Arrow spojrzała na brzuch suki. Lada moment miała urodzić. Co wtedy? Ich relacje się zmienią? Arrow też miała mieć szczeniaki.. Poroniła. Teraz wydawało jej się to takie odległe..
- Dobrze. Zróbmy to jak najszybciej. - przytaknęła, kiedy suka postawiła przed nią znany flakonik. Jak będzie wyglądać? Nie chce być małym pieskiem. Najchętniej zostałaby goldenką na zawsze. Gdyby to było takie proste..
- Czy imię też będę musiała zmienić? - zapytała z obawą.
- Dla nas zawsze będziesz Arrow. Musisz tylko inaczej się przedstawiać..
Ares? To się porobiło
wtorek, 29 sierpnia 2017
Od Freiheit
Czasami jedna chwila może zmienić wszystko.
Dosłownie.
Moje życie odmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni, odkąd pojawił się w nim Rafaello. To on sprawił, że się zmieniłam i zaczęłam widzieć sens we wstawianiu codziennie rano. Dla niego... żyłam. Był powodem, dla którego po prostu mi się chciało. Nie potrafiłam wyobrazić sobie co by było gdybym nigdy go nie poznała. Westchnęłam i pokręciłam głową na samą myśl o tym. Co to by było za życie?
Ale mimo szczęścia, jakie otrzymałam od losu, czasami nadal potrzebowałam samotnych wycieczek. Musiałam odpocząć. Nie od Rafa, ale od reszty Sforzan. A nawet nie od nich... Od samego poczucia tłoku, od hałasu. Udawało mi się to osiągnąć jedynie w górach Farreferre. Najczęściej nikogo tam nie było, co bardzo mi odpowiadało. Nawet jeśli zdarzało mi się kogoś spotkać, rozmowy ograniczały się jedynie do Krótkiego "cześć" i wymuszonego uśmiechu. Trafiałam tu jedynie na psy podobne do mnie, takie, które jak ja potrzebowały chwili wytchnienia.
Bycie Betą było dla mnie bardzo trudne. Dawniej prawie nikt mnie nie znał, nie pytał o radę. Mogłam spędzać czas tylko w towarzystwie mojego Rafa, nikogo innego. Obecnie było to jednak niemożliwe. Rzadko zdarzały się dni, kiedy nie byłam do niczego potrzebna. Ale pogodziłam się z tym. Po pewnym czasie po prostu się do tego przyzwyczaiłam. Może nawet to polubiłam. A to już olbrzymi krok do przodu.
Poza tym teraz miałam Rafa. Odkąd stał się moim partnerem (nadal nie oswoiłam się z tym słowem. Przez całe życie był moim przyjacielem, teraz stał się kimś dużo ważniejszym), jakoś dzieliliśmy te obowiązki między siebie. Byłam mu niezmiernie wdzięczna za to. Dziś akurat poszedł w odwiedziny do Horizona, ja natomiast zostałam w domu. Długo tam nie wytrzymałam i wybrałam się na spacer w moje ulubione miejsce.
Podmuch wiatru uderzył w moją sierść. Niebo było niemalże całe zachmurzone, lecz na moje oko nie zbliżał się deszcz. Rozejrzałam się dookoła. W górach Farreferre zdążyłam poznać chyba prawie wszystkie ścieżki. Gdzie udać się dzisiaj?
Zaczęłam biec w kierunku najbliższej polany. Naszła mnie nagła chęć spędzenia tam trochę czasu. Zatrzymałam się przy wielkim jeziorze. Podeszłam do brzegu i zaczerpnęłam łyk wody. Przymknęłam oczy, rozkoszując się spokojem, jaki tu był. Otworzyłam je po chwili i podniosłam wzrok. Już miałam odwrócić się i iść dalej, gdy nagle coś przykuło moją uwagę. Pies.
Akurat w tym miejscu nie spodziewałam się nikogo.
Przez chwilę biłam się z myślami. Podejść do niego czy nie? Nie miałam dziś szczególnej ochoty na towarzystwo, jednak poczucie, że jako Beta mam pewne obowiązki, sprawiło, że nie odeszłam. Pies chyba mnie zauważył, ponieważ zaczął powoli zmierzać w moją stronę.
Może ktoś się nudzi i chciałby dokończyć? C;
Dosłownie.
Moje życie odmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni, odkąd pojawił się w nim Rafaello. To on sprawił, że się zmieniłam i zaczęłam widzieć sens we wstawianiu codziennie rano. Dla niego... żyłam. Był powodem, dla którego po prostu mi się chciało. Nie potrafiłam wyobrazić sobie co by było gdybym nigdy go nie poznała. Westchnęłam i pokręciłam głową na samą myśl o tym. Co to by było za życie?
Ale mimo szczęścia, jakie otrzymałam od losu, czasami nadal potrzebowałam samotnych wycieczek. Musiałam odpocząć. Nie od Rafa, ale od reszty Sforzan. A nawet nie od nich... Od samego poczucia tłoku, od hałasu. Udawało mi się to osiągnąć jedynie w górach Farreferre. Najczęściej nikogo tam nie było, co bardzo mi odpowiadało. Nawet jeśli zdarzało mi się kogoś spotkać, rozmowy ograniczały się jedynie do Krótkiego "cześć" i wymuszonego uśmiechu. Trafiałam tu jedynie na psy podobne do mnie, takie, które jak ja potrzebowały chwili wytchnienia.
Bycie Betą było dla mnie bardzo trudne. Dawniej prawie nikt mnie nie znał, nie pytał o radę. Mogłam spędzać czas tylko w towarzystwie mojego Rafa, nikogo innego. Obecnie było to jednak niemożliwe. Rzadko zdarzały się dni, kiedy nie byłam do niczego potrzebna. Ale pogodziłam się z tym. Po pewnym czasie po prostu się do tego przyzwyczaiłam. Może nawet to polubiłam. A to już olbrzymi krok do przodu.
Poza tym teraz miałam Rafa. Odkąd stał się moim partnerem (nadal nie oswoiłam się z tym słowem. Przez całe życie był moim przyjacielem, teraz stał się kimś dużo ważniejszym), jakoś dzieliliśmy te obowiązki między siebie. Byłam mu niezmiernie wdzięczna za to. Dziś akurat poszedł w odwiedziny do Horizona, ja natomiast zostałam w domu. Długo tam nie wytrzymałam i wybrałam się na spacer w moje ulubione miejsce.
Podmuch wiatru uderzył w moją sierść. Niebo było niemalże całe zachmurzone, lecz na moje oko nie zbliżał się deszcz. Rozejrzałam się dookoła. W górach Farreferre zdążyłam poznać chyba prawie wszystkie ścieżki. Gdzie udać się dzisiaj?
Zaczęłam biec w kierunku najbliższej polany. Naszła mnie nagła chęć spędzenia tam trochę czasu. Zatrzymałam się przy wielkim jeziorze. Podeszłam do brzegu i zaczerpnęłam łyk wody. Przymknęłam oczy, rozkoszując się spokojem, jaki tu był. Otworzyłam je po chwili i podniosłam wzrok. Już miałam odwrócić się i iść dalej, gdy nagle coś przykuło moją uwagę. Pies.
Akurat w tym miejscu nie spodziewałam się nikogo.
Przez chwilę biłam się z myślami. Podejść do niego czy nie? Nie miałam dziś szczególnej ochoty na towarzystwo, jednak poczucie, że jako Beta mam pewne obowiązki, sprawiło, że nie odeszłam. Pies chyba mnie zauważył, ponieważ zaczął powoli zmierzać w moją stronę.
Może ktoś się nudzi i chciałby dokończyć? C;
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Posłałam mu niechętne spojrzenie, nie kryjąc przy tym swojego swojego rozczarowania.
- Chyba żartujesz. - skomentowałam. - Dopiero co przyszliśmy. Nawet nie zdążyłam się rozejrzeć.
- Coffee... - westchnął husky i pokręcił głową.
- Jak chcesz to idź. - wzruszyłam ramionami. Spojrzał na mnie zdezorientowany. Rozbawiło mnie to. - Zostanę tu sama.
- Nie trafisz z powrotem. - parsknął pies.
- Nieprawda! - roześmiałam się. Lacus uniósł brwi, najwyraźniej mi nie wierząc. - To jak? Zostajesz ze mną czy wracasz? Ja i tak na razie nigdzie się nie ruszam. Chcę zwiedzić to miasteczko. - oznajmiłam.
- Jak chcesz... - mruknął mój towarzysz. Zamerdałam ogonem i uśmiechnęłam się szeroko.
- No to w drogę! - zawołałam. Ruszyliśmy w stronę latarni. Mijaliśmy różne domy, gdzie paliły się światła. Słychać było stamtąd różne głosy - usłyszeliśmy młode małżeństwo spodziewające się dziecka, dzieci bawiące się w ogrodzie... Podsłuchiwanie rozmów dwunożnych było bardzo ciekawe. Jednak moją szczególną uwagę przyciągnął jeden dom, od którego wprost biło chłodem. Do moich uszu dotarły krzyki i płacz.
- Nienawidzę cię! - wrzasnęła jakaś dziewczyna, po tonie głosu stwierdziłam, że powiedziała to przez łzy. Obok niej stała jakaś kobieta, pewnie jej matka. Ona również płakała. Ale to wysokiego mężczyznę było słychać najbardziej. Krzyczał coś w ich stronę, ale co drugie słowo było dla mnie niezrozumiałe.
Zrobiło mi się przykro na ten widok. Była to moim zdaniem bardzo nieszczęśliwa rodzina. Nigdy nie chciałabym z taką mieszkać. Spojrzałam smutno na Lacusa. On chyba czuł to samo, co ja. Odeszliśmy stamtąd, zbliżając się bardziej w stronę centrum Pyskowic. Już z daleka było czuć cudowne zapachy restauracji. Zaburczało mi w brzuchu, a z mojego pyska pociekła ślina na samą myśl o tym. Przypominało mi się, że od kilku godzin nic nie jadłam. Wymieniłam z husky'm pojedyncze spojrzenia.
- Idziemy? - poruszyłam znacząco brwiami.
Pewnie Lacus miałby coś mądrego do powiedzenia na ten temat, ale tym razem chyba był tak głodny jak ja.
- Dobra. - zgodził się. Podskoczyłam radośnie. Potruchtaliśmy w kierunku miejsca, skąd dobiegał zapach. - Jak zamierzasz zdobyć to jedzenie? - przekręcił głowę.
Dobre pytanie.
- Eee... - wyjąkałam. - Po prostu tam chodźmy.
Wzruszył ramionami i otworzył pysk, by coś powiedzieć.
Lacus? c:
- Chyba żartujesz. - skomentowałam. - Dopiero co przyszliśmy. Nawet nie zdążyłam się rozejrzeć.
- Coffee... - westchnął husky i pokręcił głową.
- Jak chcesz to idź. - wzruszyłam ramionami. Spojrzał na mnie zdezorientowany. Rozbawiło mnie to. - Zostanę tu sama.
- Nie trafisz z powrotem. - parsknął pies.
- Nieprawda! - roześmiałam się. Lacus uniósł brwi, najwyraźniej mi nie wierząc. - To jak? Zostajesz ze mną czy wracasz? Ja i tak na razie nigdzie się nie ruszam. Chcę zwiedzić to miasteczko. - oznajmiłam.
- Jak chcesz... - mruknął mój towarzysz. Zamerdałam ogonem i uśmiechnęłam się szeroko.
- No to w drogę! - zawołałam. Ruszyliśmy w stronę latarni. Mijaliśmy różne domy, gdzie paliły się światła. Słychać było stamtąd różne głosy - usłyszeliśmy młode małżeństwo spodziewające się dziecka, dzieci bawiące się w ogrodzie... Podsłuchiwanie rozmów dwunożnych było bardzo ciekawe. Jednak moją szczególną uwagę przyciągnął jeden dom, od którego wprost biło chłodem. Do moich uszu dotarły krzyki i płacz.
- Nienawidzę cię! - wrzasnęła jakaś dziewczyna, po tonie głosu stwierdziłam, że powiedziała to przez łzy. Obok niej stała jakaś kobieta, pewnie jej matka. Ona również płakała. Ale to wysokiego mężczyznę było słychać najbardziej. Krzyczał coś w ich stronę, ale co drugie słowo było dla mnie niezrozumiałe.
Zrobiło mi się przykro na ten widok. Była to moim zdaniem bardzo nieszczęśliwa rodzina. Nigdy nie chciałabym z taką mieszkać. Spojrzałam smutno na Lacusa. On chyba czuł to samo, co ja. Odeszliśmy stamtąd, zbliżając się bardziej w stronę centrum Pyskowic. Już z daleka było czuć cudowne zapachy restauracji. Zaburczało mi w brzuchu, a z mojego pyska pociekła ślina na samą myśl o tym. Przypominało mi się, że od kilku godzin nic nie jadłam. Wymieniłam z husky'm pojedyncze spojrzenia.
- Idziemy? - poruszyłam znacząco brwiami.
Pewnie Lacus miałby coś mądrego do powiedzenia na ten temat, ale tym razem chyba był tak głodny jak ja.
- Dobra. - zgodził się. Podskoczyłam radośnie. Potruchtaliśmy w kierunku miejsca, skąd dobiegał zapach. - Jak zamierzasz zdobyć to jedzenie? - przekręcił głowę.
Dobre pytanie.
- Eee... - wyjąkałam. - Po prostu tam chodźmy.
Wzruszył ramionami i otworzył pysk, by coś powiedzieć.
Lacus? c:
Od Lacusa - CD historii Caffeine
Wzruszyłem ramionami, optymizm suczki cały czas mnie zadziwiał. Ruszyliśmy do miasteczka zwanego Pyskowice. Podobno mieszkają tam ludzie, ale pomimo tego i tak tam poszliśmy. Po jakimś czasie byliśmy już u celu, ludzie dreptali swoimi ścieżkami. Dwunożni nie zwracali na nas uwagi,.
-Mamo, zobacz jakie ładne pieski!- wykrzyczało nagle jakieś dziecko, podniosłem wzrok ze swoich łap, moim oczom ukazało się ludzkie dziecko które zbliżało się teraz do Coffe. Nie wiedziałem jak mam zareagować więc obserwowałem zaistniałą sytuację. W końcu dzieciak zostawił moją towarzyszkę i skierował się w moją stronę.
-Staś!- usłyszałem nagle dorosły głos kobiety- Zostaw te psy, mogą mieć wściekliznę!- skarciła swojego syna i trzymając go za rękę odeszła. Starałem się nie wybuchnąć śmiechem, ale słabo mi to wychodziło co musiało wyglądać komicznie. W jednej chwili ja i Coffe wybuchliśmy śmiechem.
-Lepiej wracajmy, za dużo ludzi się tu kręci- powiedziałem odwracając się w stronę terenów sfory. Jednak mała suczka uparcie stała w jednym miejscu.
Coffe?
-Mamo, zobacz jakie ładne pieski!- wykrzyczało nagle jakieś dziecko, podniosłem wzrok ze swoich łap, moim oczom ukazało się ludzkie dziecko które zbliżało się teraz do Coffe. Nie wiedziałem jak mam zareagować więc obserwowałem zaistniałą sytuację. W końcu dzieciak zostawił moją towarzyszkę i skierował się w moją stronę.
-Staś!- usłyszałem nagle dorosły głos kobiety- Zostaw te psy, mogą mieć wściekliznę!- skarciła swojego syna i trzymając go za rękę odeszła. Starałem się nie wybuchnąć śmiechem, ale słabo mi to wychodziło co musiało wyglądać komicznie. W jednej chwili ja i Coffe wybuchliśmy śmiechem.
-Lepiej wracajmy, za dużo ludzi się tu kręci- powiedziałem odwracając się w stronę terenów sfory. Jednak mała suczka uparcie stała w jednym miejscu.
Coffe?
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Wiatr mocno zawiał w ich stronę. Sheltie przymknęła oczy i ziewnęła zaspana. Spali bardzo krótko, więc nie zdążyli w pełni odpocząć. Była zmęczona, lecz nie przeszkadzało jej to zbytnio. Widok, jaki mogła podziwiać wraz ze swoim towarzyszem, zupełnie jej to wynagradzał. Otworzyła oczy, by móc dalej na to wszystko patrzeć.
Niebo miało piękną, kolorową barwę. Zza drzew powoli wyłaniało się słońce, a jego promienie oświetlały otaczający ich las.
Zerknęła kątem oka na Lacusa. Jeśli chodzi o rozmowę na jego temat, niewiele mogła z niego wyciągnąć. Mimo wszystko wydawało jej się to zrozumiałe. Może nie chciał od razu jej wszystkiego o sobie opowiadać. Pogodziła się z tym, ale nie zmieniło to nastawienia do jego osoby. W zamian postanowiła mówić mu o sobie. Bardzo chciała w jakiś sposób nawiązać z nim kontakt. Najłatwiej było osiągnąć to po prostu przez luźną rozmowę.
Tylko że jedynym problemem było to, że nie bardzo wiedziała, od czego zacząć. Zagryzła dolną wargę. Po raz pierwszy od bardzo dawna miała problem z odezwaniem się. Spuściła wzrok. Postanowiła jeszcze przez chwilę w milczeniu oglądać wschód słońca. Sprawiało jej to przyjemność. Wielokrotnie wstawała wcześniej niż znajome jej psy i podziwiała to zjawisko w różnych miejscach. Była to suczka, która zwiedziła naprawdę kawał świata jak na psa. Przynajmniej dla niej było to dużo. Chciała korzystać z życia i czerpać z niego jak najwięcej. Miała ogromną nadzieję, że w Sforze Psiego Głosu uda jej się to kontynuować. Nie potrafiłaby spędzić swoich dni nic nie robiąc, a swoją aktywność ograniczając do samotnych przechadzek po lesie.
Nie, ona chciała dużo więcej.
Słońce wznosiło się coraz wyżej, aż w końcu wisiało wysoko nad nimi. Nie wiedziała, jak długo tu siedzieli. W międzyczasie porozmawiali trochę na różne tematy, między innymi dotyczące polowań w sforze, psów, które tu poznali... Zrobiło się jasno i bardzo gorąco. Letnie upały nie były tu niczym zaskakującym.
- Jezu, jak gorąco. - jęknęła Coffee.
- Właśnie. - potwierdził Lacus. - Może chodźmy na plażę albo gdzieś?
- Na plaży już byliśmy. - mruknęła suczka. - Jest tu jakieś jezioro, rzeka albo coś w tym stylu? Chciałabym zobaczyć resztę terenów, a ty?
- Ja też. - rozmyślił się husky. - To może znajdźmy kogoś, kto nas tam zaprowadzi. Sami pewnie znowu nie trafimy. - parsknął.
- Oj tam. - roześmiała się sheltie, potrząsając głową. Zamerdała ogonem. - Chodźmy, na pewno coś się znajdzie.
Ruszyli w stronę lasu. Szli ścieżką, a wokół nich słychać było śpiew ptaków. Znowu nie spotkali nikogo należącego do Sfory. Było to dosyć frustrujące, ale i tak sobie poradzili. Po killkunastu minutach ich oczom ukazała się szeroka rzeka.
- Byłam tu! - wykrzyknęła Caffeine, zadowolona, że wreszcie udało jej się rozpoznać jakikolwiek teren. Lacus spojrzał na nią pytająco. - To rzeka Kanga. - wyjaśniła. - Chyba właśnie tutaj spotkałam Sforzanina, który zaprosił mnie do Sfory.
Pies skinął głową. Zbliżyli się do rzeki, żeby się napić. Nareszcie była to słodka woda, a nie taka, jak nad morzem. Nagle suczka poczuła uderzenie i przewróciła się do przodu, wpadając do rzeki. Jej nowy kolega postanowił wepchnąć ją do wody. Zanurkowała i po chwili wynurzyła się na powierzchnię. Zamrugała oczami i gdy wreszcie mogła normalnie widzieć, posłała husky'emu groźne spojrzenie.
- Zapamiętam to sobie. - burknęła, na co on się roześmiał. Ona również zaczęła się śmiać. Następnie pies sam wskoczył do wody, przy okazji ją ochlapując. - Dzięki. - prychnęła, ale z jej pyszczka nie znikał uśmiech. Skakali i ochlapywali siebie nawzajem, zupełnie jak wczoraj na plaży. Kiedy skończyli, wyszli na brzeg. Caffeine otrzepała się z wody, a pojedyncze krople spływały po jej sierści.
- Co teraz? - spytała głosikiem znudzonego szczeniaka.
- Może przejdźmy się. Zobaczymy więcej terenów. - zasugerował husky.
- Zgoda. - odparła. Udali się w przeciwną stronę i minęli po drodze Staw Zakochanych, Wodospad Rożka i Fioletową Rzeczkę. Avendeer bardzo podobało się Coffee, ale zdecydowanie wolała Navydeer. Spacerowali po terenach, aż w końcu zwiedzili chyba wszystkie. Następnym razem nie powinni się zgubić.
Robiło się coraz później. Słońce zaszło z powrotem, minął kolejny dzień. Nawet nie zauważyli, kiedy zrobiło się tak ciemno. Suczka z jakiegoś powodu nie była już zmęczona. Chciała zrobić coś szalonego, korzystać z tego dnia.
Nagle ją olśniło. Przypomniała sobie, jak pies, który ją oprowadzał, wspomniał coś o Pyskowicach - niewielkim miasteczku w pobliżu terytorium Sfory. Podobno było tam bezpiecznie i raczej miło.
- Ej, Lacus. - zagaiła. - Chcesz wybrać się ze mną do Pyskowic? Wiesz, do tego miasteczka niedaleko.
- Teraz? - upewnił się pies. Uniósł brwi i spojrzał na nią z powątpiewaniem.
- Mhm. - przytaknęła skinieniem głowy. Spojrzała mu w oczy, nie kryjąc nadziei. - To jak?
Lacus?
Niebo miało piękną, kolorową barwę. Zza drzew powoli wyłaniało się słońce, a jego promienie oświetlały otaczający ich las.
Zerknęła kątem oka na Lacusa. Jeśli chodzi o rozmowę na jego temat, niewiele mogła z niego wyciągnąć. Mimo wszystko wydawało jej się to zrozumiałe. Może nie chciał od razu jej wszystkiego o sobie opowiadać. Pogodziła się z tym, ale nie zmieniło to nastawienia do jego osoby. W zamian postanowiła mówić mu o sobie. Bardzo chciała w jakiś sposób nawiązać z nim kontakt. Najłatwiej było osiągnąć to po prostu przez luźną rozmowę.
Tylko że jedynym problemem było to, że nie bardzo wiedziała, od czego zacząć. Zagryzła dolną wargę. Po raz pierwszy od bardzo dawna miała problem z odezwaniem się. Spuściła wzrok. Postanowiła jeszcze przez chwilę w milczeniu oglądać wschód słońca. Sprawiało jej to przyjemność. Wielokrotnie wstawała wcześniej niż znajome jej psy i podziwiała to zjawisko w różnych miejscach. Była to suczka, która zwiedziła naprawdę kawał świata jak na psa. Przynajmniej dla niej było to dużo. Chciała korzystać z życia i czerpać z niego jak najwięcej. Miała ogromną nadzieję, że w Sforze Psiego Głosu uda jej się to kontynuować. Nie potrafiłaby spędzić swoich dni nic nie robiąc, a swoją aktywność ograniczając do samotnych przechadzek po lesie.
Nie, ona chciała dużo więcej.
Słońce wznosiło się coraz wyżej, aż w końcu wisiało wysoko nad nimi. Nie wiedziała, jak długo tu siedzieli. W międzyczasie porozmawiali trochę na różne tematy, między innymi dotyczące polowań w sforze, psów, które tu poznali... Zrobiło się jasno i bardzo gorąco. Letnie upały nie były tu niczym zaskakującym.
- Jezu, jak gorąco. - jęknęła Coffee.
- Właśnie. - potwierdził Lacus. - Może chodźmy na plażę albo gdzieś?
- Na plaży już byliśmy. - mruknęła suczka. - Jest tu jakieś jezioro, rzeka albo coś w tym stylu? Chciałabym zobaczyć resztę terenów, a ty?
- Ja też. - rozmyślił się husky. - To może znajdźmy kogoś, kto nas tam zaprowadzi. Sami pewnie znowu nie trafimy. - parsknął.
- Oj tam. - roześmiała się sheltie, potrząsając głową. Zamerdała ogonem. - Chodźmy, na pewno coś się znajdzie.
Ruszyli w stronę lasu. Szli ścieżką, a wokół nich słychać było śpiew ptaków. Znowu nie spotkali nikogo należącego do Sfory. Było to dosyć frustrujące, ale i tak sobie poradzili. Po killkunastu minutach ich oczom ukazała się szeroka rzeka.
- Byłam tu! - wykrzyknęła Caffeine, zadowolona, że wreszcie udało jej się rozpoznać jakikolwiek teren. Lacus spojrzał na nią pytająco. - To rzeka Kanga. - wyjaśniła. - Chyba właśnie tutaj spotkałam Sforzanina, który zaprosił mnie do Sfory.
Pies skinął głową. Zbliżyli się do rzeki, żeby się napić. Nareszcie była to słodka woda, a nie taka, jak nad morzem. Nagle suczka poczuła uderzenie i przewróciła się do przodu, wpadając do rzeki. Jej nowy kolega postanowił wepchnąć ją do wody. Zanurkowała i po chwili wynurzyła się na powierzchnię. Zamrugała oczami i gdy wreszcie mogła normalnie widzieć, posłała husky'emu groźne spojrzenie.
- Zapamiętam to sobie. - burknęła, na co on się roześmiał. Ona również zaczęła się śmiać. Następnie pies sam wskoczył do wody, przy okazji ją ochlapując. - Dzięki. - prychnęła, ale z jej pyszczka nie znikał uśmiech. Skakali i ochlapywali siebie nawzajem, zupełnie jak wczoraj na plaży. Kiedy skończyli, wyszli na brzeg. Caffeine otrzepała się z wody, a pojedyncze krople spływały po jej sierści.
- Co teraz? - spytała głosikiem znudzonego szczeniaka.
- Może przejdźmy się. Zobaczymy więcej terenów. - zasugerował husky.
- Zgoda. - odparła. Udali się w przeciwną stronę i minęli po drodze Staw Zakochanych, Wodospad Rożka i Fioletową Rzeczkę. Avendeer bardzo podobało się Coffee, ale zdecydowanie wolała Navydeer. Spacerowali po terenach, aż w końcu zwiedzili chyba wszystkie. Następnym razem nie powinni się zgubić.
Robiło się coraz później. Słońce zaszło z powrotem, minął kolejny dzień. Nawet nie zauważyli, kiedy zrobiło się tak ciemno. Suczka z jakiegoś powodu nie była już zmęczona. Chciała zrobić coś szalonego, korzystać z tego dnia.
Nagle ją olśniło. Przypomniała sobie, jak pies, który ją oprowadzał, wspomniał coś o Pyskowicach - niewielkim miasteczku w pobliżu terytorium Sfory. Podobno było tam bezpiecznie i raczej miło.
- Ej, Lacus. - zagaiła. - Chcesz wybrać się ze mną do Pyskowic? Wiesz, do tego miasteczka niedaleko.
- Teraz? - upewnił się pies. Uniósł brwi i spojrzał na nią z powątpiewaniem.
- Mhm. - przytaknęła skinieniem głowy. Spojrzała mu w oczy, nie kryjąc nadziei. - To jak?
Lacus?
Od Lacusa - CD historii Caffeine
Wzruszyłem ramionami
-Będziemy spać pod gołym niebem- powiedziałem, suczka przytaknęła
-To dobry pomysł- oznajmiła
-Przynajmniej zobaczymy wschód słońca- stwierdziłem wpatrując się niemrawo w gwiazdy. Coffe położyła się na ziemi i już po chwili była zwinięta w kulkę. Ja także położyłem się, oczywiście w odpowiedniej odległości od mojej towarzyszki która już smacznie spała. Po chwili także odpłynąłem do krainy snów.
~Timeskip~
Obudziłem się, idealnie przed wschodem słońca. Szybko zacząłem potrząsać Coffe
-Co jest?- spytała zaspanym głosem
-Wschód słońca- powiedziałem ziewając, suczka szybko podniosła się. Odwróciliśmy się w stronę wschodu, słońce powoli podnosiło się i dawało światło które oświetlało tereny sfory. Westchnąłem, w tamtej chwili wiatr zawiał w naszą stronę.
-Pod wiatr- wymruczałem
-Co?- spytała suczka która widocznie nie usłyszała tego co mówię
-Nic, nic- powiedziałem wpatrując się w horyzont.
Coffee?
-Będziemy spać pod gołym niebem- powiedziałem, suczka przytaknęła
-To dobry pomysł- oznajmiła
-Przynajmniej zobaczymy wschód słońca- stwierdziłem wpatrując się niemrawo w gwiazdy. Coffe położyła się na ziemi i już po chwili była zwinięta w kulkę. Ja także położyłem się, oczywiście w odpowiedniej odległości od mojej towarzyszki która już smacznie spała. Po chwili także odpłynąłem do krainy snów.
~Timeskip~
Obudziłem się, idealnie przed wschodem słońca. Szybko zacząłem potrząsać Coffe
-Co jest?- spytała zaspanym głosem
-Wschód słońca- powiedziałem ziewając, suczka szybko podniosła się. Odwróciliśmy się w stronę wschodu, słońce powoli podnosiło się i dawało światło które oświetlało tereny sfory. Westchnąłem, w tamtej chwili wiatr zawiał w naszą stronę.
-Pod wiatr- wymruczałem
-Co?- spytała suczka która widocznie nie usłyszała tego co mówię
-Nic, nic- powiedziałem wpatrując się w horyzont.
Coffee?
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Sheltie była cała mokra. Zachichotała i po chwili również wskoczyła do wody. Nie miała tu gruntu. Zanurzyła się cała w morzu, po czym wyłoniła się na powierzchnię. Podpłynęła z powrotem do wysepki. Wdrapała się na górę po skałach i położyła się obok husky'ego. Woda spływała po jej długiej sierści. Spojrzała na słońce, które powoli znikało już za horyzontem. Ten widok był cudowny, ale nie należał do jej ulubionych.
- Lubisz patrzeć na zachody słońca? - zagaił Lacus.
- Tak. - przytaknęła skinieniem głowy. - Ale nie aż tak bardzo jak wschody. Moim zdaniem są jeszcze piękniejsze, ale rzadziej się je ogląda. Niestety.
- Dobra, następnym razem możemy zobaczyć wschód słońca. - parsknął pies. Nie była pewna, czy mówił poważnie, lecz była zachwycona tym pomysłem. Tereny Sfory były śliczne, było tu naprawdę dużo miejsc, gdzie mogli to zrobić.
Jeszcze chwilę porozmawiali. Coffee bardzo polubiła swojego nowego znajomego. Wydawał się podobny do niej - mniej lub bardziej, ale podobny. Miała wrażenie, że dobrze się dogadywali. Uznała to za dobry początek życia w Sforze Psiego Głosu.
Zrobiło się ciemno. Na niebie pojawiały się pojedyncze gwiazdy, w oddali było widać księżyc.
- Robi się późno. - zauważyła suczka, choć dla niej to nie było problemem. Mogła mieć tylko kłopot z trafieniem do swojego domu w ciemności. Jeszcze nie znała terenów tak dobrze jak powinna. Czuła, że Lacus również. Oboje dołączyli dopiero niedawno.
Miała szczęście, że mieszkali blisko siebie.
- Chyba powinniśmy wracać. - stwierdził pies. Sheltie kiwnęła głową w odpowiedzi.
Szli wzdłuż plaży. Caffeine zastanawiała się, czy na pewno idą w dobrą stronę, ale na wszelki wypadek nie odzywała się. Sama nie wiedziała, jak dojść do Lasu wrzosowego.
Po pewnym czasie ujrzeli stado galopujących koni.
- Tędy chyba nie szliśmy. - stwierdziła Coffee.
- Racja. - przyznał Lacus. - Ale spokojnie, jakoś trafimy z powrotem...
Roześmiała się. Cała ta sytuacja była dla niej przygodą.
Skierowali się w stronę pobliskiego lasu. Nie spotkali na swojej drodze żadnego psa. Dotarli do wodospadu, w którym płynąca woda miała złotą barwę.
- Teraz to już naprawdę nie wiem, gdzie my jesteśmy. - sheltie rozejrzała się wokół. Kiedy nikogo nie potrzebowała, w okolicy było mnóstwo psów. A teraz, gdy jakiś doświadczony sforzanin by im się przydał, nikogo nie było. - Co teraz? - parsknęła.
Lacus? :'D
Od Lacusa - CD historii Caffeine
-Jeśli chodzi o to co robię w sforze to jestem czatującym- powiedziałem- A ty?- spytałem
-Ja jestem naganiającą- odpowiedziała, przytaknąłem. Siedzieliśmy w ciszy, w głowie próbowałem wymyślić jakiś temat do rozmowy, ale w głowie miałem tylko pustkę. Wbiłem wzrok w horyzont, dzień dzisiejszy był naprawdę gorący. Najgorsze było to że woda morska była słona i nie dało się z niej napić, a wokół nas było tylko morze.
-Miałeś kiedyś kogoś?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Coffe
-Nie, nie miałem- odpowiedziałem, suczka przytaknęła. Rozmowa znów wygasła i siedzieliśmy w milczeniu. Nie mogłem wytrzymać z gorąca, wstałem i cofnąłem się kilka kroków. Zacząłem biec, na krawędzi wysepki wybiłem się, z wielkim pluskiem wylądowałem w morskiej wodzie. Temperatura morza była idealna, nie za zimna i nie za ciepła, ale idealna aby się ochłodzić. Popływałem chwilę a potem wróciłem znowu na ląd. Otrzepałem wodę z futra przy tym ochlapując moją towarzyszkę. Ta zachichotała. Położyłem się na ziemi.
Coffe?
-Ja jestem naganiającą- odpowiedziała, przytaknąłem. Siedzieliśmy w ciszy, w głowie próbowałem wymyślić jakiś temat do rozmowy, ale w głowie miałem tylko pustkę. Wbiłem wzrok w horyzont, dzień dzisiejszy był naprawdę gorący. Najgorsze było to że woda morska była słona i nie dało się z niej napić, a wokół nas było tylko morze.
-Miałeś kiedyś kogoś?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Coffe
-Nie, nie miałem- odpowiedziałem, suczka przytaknęła. Rozmowa znów wygasła i siedzieliśmy w milczeniu. Nie mogłem wytrzymać z gorąca, wstałem i cofnąłem się kilka kroków. Zacząłem biec, na krawędzi wysepki wybiłem się, z wielkim pluskiem wylądowałem w morskiej wodzie. Temperatura morza była idealna, nie za zimna i nie za ciepła, ale idealna aby się ochłodzić. Popływałem chwilę a potem wróciłem znowu na ląd. Otrzepałem wodę z futra przy tym ochlapując moją towarzyszkę. Ta zachichotała. Położyłem się na ziemi.
Coffe?
Od Lacus'a CD. historii Akiry
Właśnie tego dnia przez moje lenistwo zabrakło jedzenia w spiżarni, postanowiłem udać się na polowanie. Ziewnąłem po czym skierowałem się do wyjścia z mojego domu. Zacząłem węszyć w zamiarze znalezienia czegoś dużego, ale na to na razie się nie zapowiadało. W tej chwili uświadomiłem że jest wczesna godzina i mam dużo czasu. Biegałem po całym lesie wrzosowym aż do momentu że stwierdziłem powinność zmiany miejsca. Zacząłem biec szybciej, dotarłem do jakiegoś innego lasu, nie wiem jak, nigdy mnie nie było w tym miejscu. Znów zacząłem poszukiwanie zdobyczy, tym razem do mich nozdrzy dotarł także zapach sarny. Na całe szczęście wiatr wiał w moją stronę więc mam dużą szansę aby wrócić z czymś do domu. Zacząłem się skradać w stronę źródła zapachu, aż zobaczyłem sarnę, od tamtego momentu jeszcze bardziej uważałem aby nie nastąpić na żadną gałązkę. Gdy już byłem wystarczająco blisko przygotowałem się do biegu. W momencie mojego startu sarna także wystartowała, lecz ja biegłem wystarczająco szybko aby podgryzać jej nogi od tyłu. Z powodu bólu sarna padła za ziemię, przytrzymałem ją łapą na wypadek jej ucieczki,krótką chwilę potem przegryzłam jej tętnicę. Byłem bardzo głodny więc zjadłem trochę na miejscu przez co z martwego ciała wydobył się kuszący zapach. Byłem najedzony, więc postanowiłem chwilę odpocząć w zaroślach obok. Po około 30 minutach do mojej sarny przyszedł jakiś pies, z mojego gardła wydobyło się głośne warczenie.
-Nie wiedziałem, że to czyjeś- parsknął a następnie odsunął od mojego obiadu.
-Nic się nie stało- powiedziałem wychodząc z zarośli- Jak ci na imię? Jestem Lacus- zadałem pytanie i wyciągnąłem do psa łapę
-Miło mi ciebie poznać, jestem Akira- powiedział po czym złapał za wyciągniętą wcześniej kończynę.
<Akira?>
niedziela, 27 sierpnia 2017
Od Caffeine - CD historii Lacusa
Ogród, do którego dotarli, był zdaniem suczki cudowny. Nie mogła przestać rozglądać się dookoła i podziwiać to piękne miejsce. Lacus parsknął śmiechem.
- Z czego się cieszysz? - odwróciła się do niego i przekręciła głowę. W jej głosie nie było ani cienia pretensji, ale nie brzmiało to również jak żart.
- Nic. Śmiesznie wyglądasz, kiedy tak to wszystko obserwujesz. - stwierdził. Coffee wiedziała, że swoim zachowaniem wielokrotnie przypominała szczeniaka, jednak nie wydawało jej się, żeby jej zachwyt był czymś zabawnym. Mimo to roześmiała się serdecznie, jak to ona. Po chwili jednak spoważniała.
- Bardzo. - burknęła, udając obrażoną. Długo nie wytrzymała takiej powagi. Dziś miała szczególnie dobry humor, a to nie była jej wina, że Lacus stał się tego ofiarą. Jej nastrój zwykle udzielał się wszystkim wokół niej. Potrafiła zarazić swoją radością całe otoczenie. Nigdy nikt nie miał jej tego za złe. Podeszła do niego i lekko uderzyła go łapą. - Berek. - rzekła.
- Słucham? - wydusił husky, patrząc na nią z niedowierzaniem. Jego mina mówiła wszystko. Sheltie mogła czytać z niej jak z otwartej księgi. "Chyba jesteś już dorosła. Tego typu zabawy dobre są dla szczeniąt, nie wydaje ci się?", zdawał się mówić, ale chyba był zbyt miły, by jej to powiedzieć w bardziej dobitny sposób.
- Berek. - powtórzyła. - Nigdy nie grałam w berka w tak pięknym miejscu, jak ten ogród! Chyba pora to nadrobić. - stwierdziła. - Ty pewnie też nigdy tego nie robiłeś. - dodała po chwili namysłu.
Pies nie wyglądał na przekonanego.
- Oj, no weeeeź... - uśmiechnęła się szeroko.
- No dobra. - ostatecznie się zgodził. Suczka wystrzeliła przed siebie, a husky ruszył za nią. Po chwili ją złapał, a role się odwróciły. Zabawa zajęła im dość dużo czasu. Biegali niemalże po całym Navydeer, co jakiś czas spotykając inne psy, które udawały, że ich nie widzą. No bo co mogli by powiedzieć? Dwójka dorosłych psów ganiających się niczym szczeniaki...
Po pewnym czasie dotarli na plażę. Zdyszani, wpadli do wody i zaczęli się wzajemnie ochlapywać. Ich oczom ukazała się śliczna, niewielka wysepka. Zanim Lacus zdążył cokolwiek powiedzieć, Coffee już szła w tamtą stronę. Wysepka była na tyle blisko brzegu, że nawet ona mogła tam po prostu dojść, dopiero pod koniec musiała kawałek podpłynąć, lecz nie sprawiło jej to problemu. Słyszała, że husky zmierza za nią. Wdrapała się na górę po kamieniach, co zajęło jej więcej czasu niż jej towarzyszowi. Znaleźli się na miejscu w tym samym czasie. Weszli trochę wyżej i usiedli obok rosnącej tam palmy. Przed nimi rozciągało się wielkie może. Fale uderzały o skały, co jakiś czas pojedyncze krople do nich sięgały.
Suczka przymknęła oczy, a wiatr dmuchnął w jej długą sierść. Westchnęła z zadowoleniem. Robiło się późno, słońce chyliło się ku zachodowi.
- Opowiesz mi coś o sobie? - zagadnęła. - Co lubisz robić?
- Czemu pytasz? - zaśmiał się. - A co konkretnie chcesz wiedzieć?
- Cokolwiek. - odparła. - Jestem ciekawa, z kim właśnie siedzę. Może jesteś zabójcą czy kimś, nie wiem. Albo co robisz, gdy cię tu nie ma. To jak? - spojrzała na niego kątem oka.
Lacus? Wybacz ten poślizg. ;-;
- Z czego się cieszysz? - odwróciła się do niego i przekręciła głowę. W jej głosie nie było ani cienia pretensji, ale nie brzmiało to również jak żart.
- Nic. Śmiesznie wyglądasz, kiedy tak to wszystko obserwujesz. - stwierdził. Coffee wiedziała, że swoim zachowaniem wielokrotnie przypominała szczeniaka, jednak nie wydawało jej się, żeby jej zachwyt był czymś zabawnym. Mimo to roześmiała się serdecznie, jak to ona. Po chwili jednak spoważniała.
- Bardzo. - burknęła, udając obrażoną. Długo nie wytrzymała takiej powagi. Dziś miała szczególnie dobry humor, a to nie była jej wina, że Lacus stał się tego ofiarą. Jej nastrój zwykle udzielał się wszystkim wokół niej. Potrafiła zarazić swoją radością całe otoczenie. Nigdy nikt nie miał jej tego za złe. Podeszła do niego i lekko uderzyła go łapą. - Berek. - rzekła.
- Słucham? - wydusił husky, patrząc na nią z niedowierzaniem. Jego mina mówiła wszystko. Sheltie mogła czytać z niej jak z otwartej księgi. "Chyba jesteś już dorosła. Tego typu zabawy dobre są dla szczeniąt, nie wydaje ci się?", zdawał się mówić, ale chyba był zbyt miły, by jej to powiedzieć w bardziej dobitny sposób.
- Berek. - powtórzyła. - Nigdy nie grałam w berka w tak pięknym miejscu, jak ten ogród! Chyba pora to nadrobić. - stwierdziła. - Ty pewnie też nigdy tego nie robiłeś. - dodała po chwili namysłu.
Pies nie wyglądał na przekonanego.
- Oj, no weeeeź... - uśmiechnęła się szeroko.
- No dobra. - ostatecznie się zgodził. Suczka wystrzeliła przed siebie, a husky ruszył za nią. Po chwili ją złapał, a role się odwróciły. Zabawa zajęła im dość dużo czasu. Biegali niemalże po całym Navydeer, co jakiś czas spotykając inne psy, które udawały, że ich nie widzą. No bo co mogli by powiedzieć? Dwójka dorosłych psów ganiających się niczym szczeniaki...
Po pewnym czasie dotarli na plażę. Zdyszani, wpadli do wody i zaczęli się wzajemnie ochlapywać. Ich oczom ukazała się śliczna, niewielka wysepka. Zanim Lacus zdążył cokolwiek powiedzieć, Coffee już szła w tamtą stronę. Wysepka była na tyle blisko brzegu, że nawet ona mogła tam po prostu dojść, dopiero pod koniec musiała kawałek podpłynąć, lecz nie sprawiło jej to problemu. Słyszała, że husky zmierza za nią. Wdrapała się na górę po kamieniach, co zajęło jej więcej czasu niż jej towarzyszowi. Znaleźli się na miejscu w tym samym czasie. Weszli trochę wyżej i usiedli obok rosnącej tam palmy. Przed nimi rozciągało się wielkie może. Fale uderzały o skały, co jakiś czas pojedyncze krople do nich sięgały.
Suczka przymknęła oczy, a wiatr dmuchnął w jej długą sierść. Westchnęła z zadowoleniem. Robiło się późno, słońce chyliło się ku zachodowi.
- Opowiesz mi coś o sobie? - zagadnęła. - Co lubisz robić?
- Czemu pytasz? - zaśmiał się. - A co konkretnie chcesz wiedzieć?
- Cokolwiek. - odparła. - Jestem ciekawa, z kim właśnie siedzę. Może jesteś zabójcą czy kimś, nie wiem. Albo co robisz, gdy cię tu nie ma. To jak? - spojrzała na niego kątem oka.
Lacus? Wybacz ten poślizg. ;-;
sobota, 12 sierpnia 2017
Od Akiry
Poranny, zimny wiatr wpadający do domu Akiry przez wejście zmusił go do zwinięcia się w kłębek. Miał na szczęście długą, miękką sierść, przez co nie musiał zwracać większej uwagi na panujące na zewnątrz warunki atmosferyczne. Futro idealnie izolowało psa przed napływającym z na dworu wiatrem. Pies złapał w jedną z przednich łap ogon, którego końcówką dotkną nos. Spowodowało to natychmiastowe kichnięcie. Akira podniósł łeb i pociągnął nosem, kilka razy mrugając. Powstał ospale, depcząc koc, który służył za posłanie. Nie miał pojęcia co dalej zrobić, jednak wiedział, że już nie zaśnie. Złożył koc i łapiąc go w pysk, przeniósł go na półkę. Dopiero niedawno pojawił się w owym mieszkaniu, dlatego starał się zajmować jak najmniej przeznaczonej dla jego użytku powierzchni. Nie miał pewności, że owa posesja nie zostanie mu od tak odebrana. Wszystko było również ułożone na półkach.
Szybko wyszedł z domu, podnosząc łeb do góry i zaciągając się czystym, lecz zimnym powietrzem. Jedynym celem w tej chwili było nie narobienie się i znalezienie jakiejś padliny, która mogłaby posłużyć jako śniadanie. Owczarek zaczął powoli kierować się przed siebie, a do jego nozdrzy zaczęły docierać z różnych stron piękne zapachy. Jedyny który go zainteresował, był należący do sarny, która na pewno skończyła już swój żywot. Gdy padlina pojawiła się w zasięgu jego wzroku, beztrosko podszedł, by zatopić w niej kły. Niestety powstrzymał się, słysząc warczenie jak i inny, nieznajomy zapach. Szybko odwrócił łeb w stronę centrum wydawanego, jak okazało się za chwilę, przez jakiegoś innego psowatego warkotu. Na jego pysk od razu wkroczył niezręczny uśmiech, a ślepia zaczęły penetrować pobliskie drzewa, byleby tylko nie wdać się w kontakt wzrokowy z 'towarzyszem'.
- Nie wiedziałem, że to czyjeś - parsknął, odsuwając się o parę kroków w tył, aby zachować bezpieczną odległość.
Halohalo ktoś chętny?
Szybko wyszedł z domu, podnosząc łeb do góry i zaciągając się czystym, lecz zimnym powietrzem. Jedynym celem w tej chwili było nie narobienie się i znalezienie jakiejś padliny, która mogłaby posłużyć jako śniadanie. Owczarek zaczął powoli kierować się przed siebie, a do jego nozdrzy zaczęły docierać z różnych stron piękne zapachy. Jedyny który go zainteresował, był należący do sarny, która na pewno skończyła już swój żywot. Gdy padlina pojawiła się w zasięgu jego wzroku, beztrosko podszedł, by zatopić w niej kły. Niestety powstrzymał się, słysząc warczenie jak i inny, nieznajomy zapach. Szybko odwrócił łeb w stronę centrum wydawanego, jak okazało się za chwilę, przez jakiegoś innego psowatego warkotu. Na jego pysk od razu wkroczył niezręczny uśmiech, a ślepia zaczęły penetrować pobliskie drzewa, byleby tylko nie wdać się w kontakt wzrokowy z 'towarzyszem'.
- Nie wiedziałem, że to czyjeś - parsknął, odsuwając się o parę kroków w tył, aby zachować bezpieczną odległość.
Halohalo ktoś chętny?
Od Wolfika CD historii Lastrady
Mimo tego jak suczka mnie potraktowała dalej stałem z nosem przyklejonym do szyby.
- Lastrada,jesteś PSEM,nie CZŁOWIEKIEM. Psy się nie przebierają Lassie - Wytłumaczyłem jej chociaż wiedziałem że doskonale o tym wie.- Wiem głupku - co jej odbiło? Nie wiem.
- Błagam Lastrado wyjdź... - powiedziałem do gammy.
- Tja... Po co niby? - odsłoniła kawałek zasłony.
- Wiesz jak nazywa się przesolona firanka? - spytałem sprawdzając czy wie.
- A co to ma do rzeczy? - odpowiedziała - nie wiem - po chwili dodała.
- Zasłona. A teraz wyjdź. - dalej chciałem żeby wyszła
- Powiesz mi po co,Wolfik? - spytała
- Nie.- odpowiedziałem
- To nie idę - odpowiedziała i sobie poszła.
- Powiedziałem że nie bo dobrze wiesz dlaczego, Lastrada. - zdziwiłem się sam sobie bo nigdy nie nadużywałem tak imienia innej osoby. Nawet Ufie tak często nie mówiłem jej imienia. Ale Lastrada to takie śliczne imię... O wiele lepsze niż moje... Po kilkunastu minutach w drzwiach stanęła Lastrada.
- Zadowolony?- powiedziała z dziwnym wyrazem pyska.
- Bardzo. A teraz chodź. - odpowiedziałem
- A gdzie mnie prowadzisz Wolfik? - Powiedziała suczka
- Jeszcze sam nie wiem. Gdzieś na spacer. - odpowiedziałem.
Po długim namawianiu poszła.
- Wiem! - Krzyknąłem
- Co? Dowiedziałeś się że nie masz mózgu? - Słowa suczki lekko mnie uraziły. Chociaż rozumiałem że mogła się wkurzyć. Nagle jakiś wilk wskazuje jej drogę do domu i kilka dni później znowu przychodzi
- Nie. Ale wiem gdzie pójdziemy. I gdybyś chciała wiedzieć to mam mózg bo gdybym nie miał to bym nie żył. - powiedziałem
- To gdzie masz zamiar pójść? - powiedziała znudzona.
- Zobaczysz! - powiedziałem i pobiegłem w stronę jeziora. Po jakimś czasie biegu ukazał m się piękny obraz.
Po chwili dołączyła do mnie Lassie.
- I co? Ładnie? - spytałem gdy zobaczyłem jej zdziwione oczy. Zanim doczekałem się odpowiedzi byłem już na drzewie i łapą łowiłem ryby. Gdy suczka do mnie dołączyła szybko złowiliśmy wystarczająco dużo ryb na obiad.ja szykowałem ryby a Lastrada rozpalała ognisko. Wszystkie ryby były gotowe a ona dalej trudziła się z rozpaleniem ogniska. Zdążyłem pójść po ziemniaki z sąsiedniej wsi. Pogonili mnie ale zdobyłem kilka. Gdy wróciłem suczka akurat rozpaliła ognisko. Zjedliśmy ryby i do resztek ognia wrzuciłem ziemniaki. Ponoć dobre. Odpoczęliśmy po posiłku i rozmawialiśmy. Potem ja wskoczyłem do wody przy okazji ochlapując gammę.
- Ej! - powiedziała zła.
- No co? Wskakuj! - Odpowiedziałem po chwili. Gdy Lastrada była już ze mną w wodzie robiliśmy konkursy kto szybciej dopłynie itp. Przy okazji dowiedziałem się o naszej gammie wiele rzeczy.
- Wracamy? - powiedziała zmęczona acz szczęśliwa.
- Ja tutaj zostaję. Nie mam zamiaru wracać jak jest nów- powiedziałem wskazując na puste niebo
- Ja nie mam zamiaru tutaj zostać na pastwę losu. Miłego pożarcia przez wilki albo coś innego! - krzyknęła i pobiegła w krzaki...
Lastrada?
piątek, 11 sierpnia 2017
Od Nageezi - CD historii Monday'a
Monday był inny niż ja. Zdawał się nie przejmować życiem tak bardzo. Przynajmniej nie w ten sam sposób. Przyglądałam mu się ukradkiem, gdy prowadził mnie do mojej nory. Był... radosny. Szedł pewnym krokiem, z uniesionym pyskiem i merdającym ogonem. Choć przewyższałam go dwukrotnie, czułam się mniejsza. Moje kroki zawsze pełne były ostrożności, a wzrok badał otoczenie. Przyzwyczaiłam się do przyjmowania pozycji bojowej w razie nagłej sytuacji. Monday zdawał się nigdy nie myśleć o zagrożeniu. Nie miał problemu z rozmową ze mną. Chciałabym wiedzieć, jak to robi.
- To już tu - rzuciłam, gdy dotarliśmy na miejsce.
Pies pokiwał głową. Skarciłam się w myślach. Przecież doskonale o tym wiedział. Dlaczego mówię o tak oczywistych rzeczach?
- W takim razie pora się pożegnać? - Zapytał, uśmiechając się delikatnie.
- Tak - odpowiedziałam szybko. Za szybko. - Możesz już iść.
Ponownie pożałowałam. To nie było miłe. Spodziewałam się reakcji w formie krzywej miny, jakiegoś komentarza, ale pies jakby nie zauważył mojego braku taktu. Po prostu się pożegnał, obdarzył spojrzeniem pełnym radości i się rozstaliśmy.
Usiadłam przed wejściem do nory, kiedy zniknął za drzewami. Tyle myśli przelatywało przez moją małą głowę... Ten dzień był znośny. Wymieniłam parę zdań z przedstawicielem mojego gatunku. Bawiłam się. Zachowywałam się w tak sprzeczny do mojej natury sposób. Czyżby ta przerwa coś zmieniła w moim życiu? Powinnam poszukać innych psów i sprawdzić, czy jestem w stanie utrzymać ten stan w ich obecności. Z drugiej strony bałam się. Spędzanie czasu z Monday'em tragiczne nie było, ale wciąż kosztowało mnie ogromną dozę stresu. W takich sytuacjach mózg pracuje na pełnych obrotach, to nie jest takie proste. Poza samą wymianą zdań muszę wciąż analizować. Być gotową nagle zakończyć rozmowę, gdyby się okazało, że psu przeszkadzam. A nigdy nie wiadomo, kiedy tak się dzieje. Dlatego to takie trudne.
Monday wrzucił mnie dzisiaj do wody. Wtedy wydawało mi się to zabawą, ale jak o tym dłużej myślałam, to może wcale nią nie było... Raczej zabić mnie nie chciał, ale czy nie było to zbyt... niemiłe? Ach, nie znoszę kontaktów międzypsich. Są takie skomplikowane.
Stwierdziwszy, że boli mnie głowa, schowałam się pod ziemię. Dzień był długi, a jutro czekał mnie następny. Nagle dostałam kolejnego napadu paniki. Serce zabiło mocniej, leżałam cała roztrzęsiona. Nie chciałam zasnąć, bo to by oznaczało, że rozpocznie się kolejna doba i znowu będę musiała spędzać czas z innymi. Spróbowałam się jednak wziąć w garść i podjęłam próbę uspokojenia się. W końcu się udało, choć minęło sporo czasu. Sen okazał się najlepszym lekarstwem, zresztą jak zawsze. Obudziłam się wypoczęta i szybko wybiegłam z nory, dopóki jeszcze moje wewnętrzne ja nie postanowiło przejąć steru. Mojego wczorajszego towarzysza spotkałam zaledwie kilka minut później.
- Nageezi! - Krzyknął na przywitanie.
Spojrzałam w stronę, z której dobiegł dźwięk.
- Hej - powiedziałam po prostu.
Nagle Monday zabiegł mi drogę. Wycofałam się, kuląc uszy, niepewna jego zamiarów...
< Monday? >
wtorek, 8 sierpnia 2017
Od Lastrady CD historii Wolfika
Suczka zamknęła drzwi i z westchnieniem ulgi oparła się o nie plecami.
Zakochał się czy co? - pomyślała ironicznie. Miała ochotę otworzyć drzwi i wrzasnąć w przestrzeń ,,Odwal się!", ale się powstrzymała. Gdyby tak stał tam Marvel? Nah, nah, nie mogła sobie na to pozwolić. Z jękiem ułożyła się na łóżku i zasnęła.
****Timeskip****
- Dzieńdoberek, księżniczko! - dobiegło radośnie od drzwi. Przerażona suczka nie wiedziała, czy biec po patelnię, zamknąć się w szafie czy otworzyć drzwi i udawać miłego psa.
Rozczochrała futro, nadała pyskowi rozespany wygląd i otworzyła drzwi.
Jezuuu... Znowu on? - pomyślała.
- Czego, hę? - warknęła nieprzyjaźnie.
- Obudzić. - uśmiechnął się głupkowato.
- Mam się śmiać, czy płakać?... - spytała mimo woli.
- Płakać ze śmiechu.
- To było pytanie retoryczne. - mruknęła.
- Aha. - kiwnął głową. Lastrada miała ochotę zrobić facepalma, ale się powstrzymała.
- I co ja mam teraz z tobą zrobić?
- Pójść na spacer, pogadać i otworzyć się naludzi psy. - wyrecytował wesoło.
Przez moment stała, oszołomiona pobudkami. Więc... Ratował ją jak jakąś sierotę?
- Dość! - wrzasnęła z furią. - Załóż wegańską fundację wspierania króliczków, a mnie zostaw! Odczep się, jasne?!
Wbiegła do domu i zamknęła za sobą drzwi. Przekręciła klucz w zamku i pozamykała okna, po czym pobiegła do siebie.
- Czemu to zrobiłam? - spytała w przestrzeń.
- Bo się zirytowałaś. - przytłumiony głos Wolfika dobiegał od okna. Wilk stał z nosem przylepionym do szyby i nadal się uśmiechał.
- A jakbym się przebierała. pajacu? - wysyczała, zasuwając zasłonkę.
<Wolfik? Co z tą fundacją? c:>
Rozczochrała futro, nadała pyskowi rozespany wygląd i otworzyła drzwi.
Jezuuu... Znowu on? - pomyślała.
- Czego, hę? - warknęła nieprzyjaźnie.
- Obudzić. - uśmiechnął się głupkowato.
- Mam się śmiać, czy płakać?... - spytała mimo woli.
- Płakać ze śmiechu.
- To było pytanie retoryczne. - mruknęła.
- Aha. - kiwnął głową. Lastrada miała ochotę zrobić facepalma, ale się powstrzymała.
- I co ja mam teraz z tobą zrobić?
- Pójść na spacer, pogadać i otworzyć się na
Przez moment stała, oszołomiona pobudkami. Więc... Ratował ją jak jakąś sierotę?
- Dość! - wrzasnęła z furią. - Załóż wegańską fundację wspierania króliczków, a mnie zostaw! Odczep się, jasne?!
Wbiegła do domu i zamknęła za sobą drzwi. Przekręciła klucz w zamku i pozamykała okna, po czym pobiegła do siebie.
- Czemu to zrobiłam? - spytała w przestrzeń.
- Bo się zirytowałaś. - przytłumiony głos Wolfika dobiegał od okna. Wilk stał z nosem przylepionym do szyby i nadal się uśmiechał.
- A jakbym się przebierała. pajacu? - wysyczała, zasuwając zasłonkę.
<Wolfik? Co z tą fundacją? c:>
środa, 2 sierpnia 2017
Od Marvela - CD historii Lastrady
- Też bym tego chciał. - mruknął Marvel na tyle głośno, by można to było uznać za odpowiedź. Nie wiedział co o tym wszystkim myśleć.
Wilczak westchnął cicho. W co on się wpakował? A właściwie oni oboje... Zrobił coś, co obiecał sobie, że nigdy nie zrobi. Przespał się z suczką, której aż tak dobrze nie znał, no i się doigrał. Trzynaście szczeniąt, powtórzył jeszcze raz w myślach. Nie wyobrażał sobie tego.
Nie chciał tych szczeniąt, podobnie jak Lastrada. Ale stało się. Teraz musieli stworzyć rodzinę - trudną, ale mimo wszystko rodzinę. Nie mógł jej z tym zostawić, mimo że przez chwilę się nad tym zastanawiał. Jednak sumienie mu na to nie pozwalało. Poza tym jakaś jego cząstka chciała dobrze wychować te szczeniaki.
Musiał po prostu się z tym pogodzić i... próbować żyć dalej. Miał przed sobą nowe wyzwanie, któremu musiał stawić czoła. Wiedział, że mogło być jednym z trudniejszych w jego życiu.
Siedzieli obok siebie, wpatrując się w ogień. Bez wątpienia łączyła ich dziwna relacja, której pies nie mógł opisać.
- Eee... Lassie? - odezwał się niepewnie.
- No? - uniosła jedną 'brew'.
- Musisz o czymś wiedzieć. - rzekł Marvel. Wiedział, że suczka się nie ucieszy na tą wieść.
- O czym? - westchnęła cicho. - Już wiem, że nie umiesz szukać przypraw. Coś jeszcze?
- Nie umiem zajmować się szczeniakami. - wypalił. - Nigdy nie pilnowałem żadnego, nawet na piętnaście minut.
- Ja chyba też nie. - stwierdziła borderka, zastanawiając się przez chwilę. - Chociaż, może kiedyś... Nie wiem.
Pewnie teraz oboje by się roześmiali, gdyby nie to, że nie było im do śmiechu.
- Poradzimy sobie. - powiedział piesx chociaż chyba bardziej starał się wmówić to sobie niż jej. Ej, głowa do góry, pomyślał. To jeszcze nie jest żadna tragedia. Zdarzają się gorsze rzeczy, prawda? Musiał sobie z tym poradzić.
Uśmiechnął się do niej słabo. Lastrada odpowiedziała tym samym. W ciszy patrzyli, jak ogień powoli wygasa. Najwięcej światła dawały jasno świecące gwiazdy oraz księżyc. Marvel przymknął leniwie oczy.
Lassie?
Wilczak westchnął cicho. W co on się wpakował? A właściwie oni oboje... Zrobił coś, co obiecał sobie, że nigdy nie zrobi. Przespał się z suczką, której aż tak dobrze nie znał, no i się doigrał. Trzynaście szczeniąt, powtórzył jeszcze raz w myślach. Nie wyobrażał sobie tego.
Nie chciał tych szczeniąt, podobnie jak Lastrada. Ale stało się. Teraz musieli stworzyć rodzinę - trudną, ale mimo wszystko rodzinę. Nie mógł jej z tym zostawić, mimo że przez chwilę się nad tym zastanawiał. Jednak sumienie mu na to nie pozwalało. Poza tym jakaś jego cząstka chciała dobrze wychować te szczeniaki.
Musiał po prostu się z tym pogodzić i... próbować żyć dalej. Miał przed sobą nowe wyzwanie, któremu musiał stawić czoła. Wiedział, że mogło być jednym z trudniejszych w jego życiu.
Siedzieli obok siebie, wpatrując się w ogień. Bez wątpienia łączyła ich dziwna relacja, której pies nie mógł opisać.
- Eee... Lassie? - odezwał się niepewnie.
- No? - uniosła jedną 'brew'.
- Musisz o czymś wiedzieć. - rzekł Marvel. Wiedział, że suczka się nie ucieszy na tą wieść.
- O czym? - westchnęła cicho. - Już wiem, że nie umiesz szukać przypraw. Coś jeszcze?
- Nie umiem zajmować się szczeniakami. - wypalił. - Nigdy nie pilnowałem żadnego, nawet na piętnaście minut.
- Ja chyba też nie. - stwierdziła borderka, zastanawiając się przez chwilę. - Chociaż, może kiedyś... Nie wiem.
Pewnie teraz oboje by się roześmiali, gdyby nie to, że nie było im do śmiechu.
- Poradzimy sobie. - powiedział piesx chociaż chyba bardziej starał się wmówić to sobie niż jej. Ej, głowa do góry, pomyślał. To jeszcze nie jest żadna tragedia. Zdarzają się gorsze rzeczy, prawda? Musiał sobie z tym poradzić.
Uśmiechnął się do niej słabo. Lastrada odpowiedziała tym samym. W ciszy patrzyli, jak ogień powoli wygasa. Najwięcej światła dawały jasno świecące gwiazdy oraz księżyc. Marvel przymknął leniwie oczy.
Lassie?
wtorek, 1 sierpnia 2017
Od Lacus'a- CD. historii Caffeine
Przytaknąłem z szerokim uśmiechem, Caffeine wygląda na miłą i wesołą suczkę. Rozpoczęliśmy wędrówkę po terenach sfory. Z początku przechodziliśmy obok lasu wrzosowego gdzie oboje mieszkaliśmy. Pokazałem suczce swoją jaskinię która znajdywała się obok dużego drzewa. Kilkadziesiąt metrów dalej mieszkała samiczka, jej norka znajdowała się na wprost złamanego pnia. Tak właśnie zapamiętuje różne miejsca poprzez szczegóły. Potem szliśmy cały czas na wprost i natrafiliśmy na most, za którym dało się zobaczyć mały malowniczy wodospad.
-Ale tu romantycznie!- powiedziała z zachwytem Caffeine, a ja przytaknąłem tylko. Suczka miała rację, to miejsce jest naprawdę romantyczne co widać po ilości par które tędy przechodzą. Miałem nadzieję że nikt nie postrzega mnie i małej suczki jako parę. Kontynuowaliśmy naszą wędrówkę po terenach sfory. Napotkaliśmy po drodze jeszcze starą linię kolejową nad którą tworzył się niesamowity tunel, tym razem suczka nie komentowała tego miejsca tylko z zachwytem rozglądała się po otoczeniu. W czasie drogi widywaliśmy jeszcze dużo miejsc do których nie wchodziliśmy na przykład taki dziwny las który miał tylko krzywe drzewa,biła od niego dziwna aura która odpychała od siebie odwiedzających. W końcu dotarliśmy do najpiękniejszego moim zdaniem miejsca na ziemi, prowadził tam tunel z drzew o pięknych kwiatach, a na końcu był piękny tajemniczy ogród...
<Coffeine?>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)