Miałam kilka godzin przerwy od operacji, więc poleciałam szukać Grave'a. Przy Fioletowej Rzeczce usłyszałam znajome piski... Pobiegłam w tamtym kierunku. Znalazłam tam Shopię. Młoda popiskiwała jak przerażony zając. I co ja mam robić?... Patrzę, przy niej futro. Normalne, futro starego szaraka. Pytam, nieźle wnerwiona:
- Co się stało?
- Upolowałam zająca i go zakopałam, bo wiadomo wojna ciężkie czasy, i zapomniałam gdzie... - wydusiła. Wiedziałam że dla szczeniaka lub młodziaka jak uda mu się coś upolować i zapomni gdzie, to, w przeciwieństwie do dorosłego psa, katastrofa duchowa.
- Spoko Shop, pomogę ci. Ale nie oczekuj wiele, nie przerąbię ci całej planety.
Pobiegłam to tu, to tam.. Nagle do mojego nosa dotarł duszący zapach starego, cuchnącego mięsa.
- To to! - wykrzyknęła radośnie mała... Odwróciłam się by zapach nie powalił mnie z nóg, wzięłam ostatkiem sił zająca, wymamrotałam: ''Chodź Shoppy!'' i poszłam na chwiejnych nogach do jaskini. Zakopałam zająca, wcześniej obłożonego liśćmi i innymi rzeczami mającymi zapobiec komplikacjom zapachowym.. Potem przykryłam to kamieniem i poszłam sprawdzić jak tam Grave. Znalazłam go niedaleko pola bitwy. Leżał, a z pyska i łapy ciekła krew. Nie no... Shopia ohydny zając i teraz jeszcze to!
- Grave, bez dyskusji leż spokojnie.
Już miałam pobiec po zioła i liście do pierwszej pomocy, gdy... Chole**a zima!! No cóż...
- Sasza, nie panikuj, nie panikuj...
Grave? Casey?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sasza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sasza. Pokaż wszystkie posty
piątek, 14 listopada 2014
piątek, 7 listopada 2014
Od Saszy - CD historii Campera
Wyszłam na chwilę z gabinetu aby iść po suczkę nie mającą siły dojść, aż nagle...
- AAAAAAAAAAAAA!!!!! Wilki!!!! - Wrzasnęłam na widok przebiegającej koło mnie grupy. Cas wyszła aby zobaczyć co kto i dlaczego wrzeszczy jakby go ze skóry obdzierali, i też nieco zdziwiła się mieszaniną wilków i psów.
- Hm... - Wymruczała... - Spore zamieszanie...
Camper?
- AAAAAAAAAAAAA!!!!! Wilki!!!! - Wrzasnęłam na widok przebiegającej koło mnie grupy. Cas wyszła aby zobaczyć co kto i dlaczego wrzeszczy jakby go ze skóry obdzierali, i też nieco zdziwiła się mieszaniną wilków i psów.
- Hm... - Wymruczała... - Spore zamieszanie...
Camper?
piątek, 31 października 2014
Od Saszy
Gdy wstałam, usłyszałam pukanie. Gdy poszłam otworzyć, zobaczyłam jakiegoś huskiego. Spytał:
- Sasza?
Podskoczyłam. No wiecie, tego już za wiele... Tamten znów odezwał się:
- Mam na imię Geart. Twój kuzyn. - dodał, widząc moją minę.- Chodź, mam dla ciebie niespodziankę.
Myślałam chwilę, po czym powiedziałam:
- A wiesz, mam robotę i nie mogę jej zostawić... Może potem... Em... Uch...Eee...
- To żaden kłopot, zostaw je u koleżanki i będzie.
- No dobra...
Poszłam do Fairchild i zostawiłam jej najedzone i napite, senne szczeniaki. Poszłam z Gea'ym do jakiejś chaty. Za drzwiami stała klatka do której... Normalnie weszłam. Geart momentalnie stanął przy innych psach. Z kuzyna stał się... Normalnym debilem. Poza nim stały tam jeszcze 2 psy - doberman biały Stweard i terier kaukaski Twin. Strzykawka z aż za dobrze znanym mi płynem wpiła mi się w skórę. Po kilku minutach znów siedziałam w klatce w której roiło się od suczek czytających raz po raz ze łzami w oczach jakieś kartki. Spostrzegła że i przy mnie leży jedna. Było na niej napisane:
Jam już nie mogła. Fałszywy kuzyn, klatka i jeszcze to to już stanowczo za wiele!
- Wstawiaj Sasza!
- Co co? - Pytam rozespanym głosem. Po 2 tygodniach życia w tłoku pochlipujących suczek jestem niewyspana, oczy zamykają się same.
- W s t a w a j. - Powtarza cierpliwie.
- Nie mam siły... Jęczę.
Grave? May? Optymizmy jakieś?
- Sasza?
Podskoczyłam. No wiecie, tego już za wiele... Tamten znów odezwał się:
- Mam na imię Geart. Twój kuzyn. - dodał, widząc moją minę.- Chodź, mam dla ciebie niespodziankę.
Myślałam chwilę, po czym powiedziałam:
- A wiesz, mam robotę i nie mogę jej zostawić... Może potem... Em... Uch...Eee...
- To żaden kłopot, zostaw je u koleżanki i będzie.
- No dobra...
Poszłam do Fairchild i zostawiłam jej najedzone i napite, senne szczeniaki. Poszłam z Gea'ym do jakiejś chaty. Za drzwiami stała klatka do której... Normalnie weszłam. Geart momentalnie stanął przy innych psach. Z kuzyna stał się... Normalnym debilem. Poza nim stały tam jeszcze 2 psy - doberman biały Stweard i terier kaukaski Twin. Strzykawka z aż za dobrze znanym mi płynem wpiła mi się w skórę. Po kilku minutach znów siedziałam w klatce w której roiło się od suczek czytających raz po raz ze łzami w oczach jakieś kartki. Spostrzegła że i przy mnie leży jedna. Było na niej napisane:
Zrobiłem ci tę przyjemność. iż jesteś w ciąży. Spokojnie, 2 tygodnie i wydostaniesz się stąd.
Stweard
Jam już nie mogła. Fałszywy kuzyn, klatka i jeszcze to to już stanowczo za wiele!
****** po 2 tygodniach*****
Istotnie, byłam wypuszczona po tych tygodniach. Wpadłam do domu i zaryglowałam drzwi. Wtem usłyszałam 2 rodzaje pukań. jedno i drugie rozpoznałam odryglowuję drzwi i wpuszczam Grave'a i May do środka. Ostatkiem sił podaję im kartkę i idę do Fair po szczeniaki. Suczka przewraca się ze zmęczenia. Muszę zapłacić więc idę i poluję na 2 sarny. Jedna dla mnie, jedna dla niej. Daję to Fair i ze szczeniakami i sarną idę do domu się przespać. Ave'owi nakazuję nakarmić siebie, szczeniaki i May a sam rzucam się na łóżko i natychmiast zasypiam. Budzi mnie Grave.- Wstawiaj Sasza!
- Co co? - Pytam rozespanym głosem. Po 2 tygodniach życia w tłoku pochlipujących suczek jestem niewyspana, oczy zamykają się same.
- W s t a w a j. - Powtarza cierpliwie.
- Nie mam siły... Jęczę.
Grave? May? Optymizmy jakieś?
środa, 29 października 2014
Od Saszy
Czuję, że nie potrafię wtopić się w wojnę. Idę i szukam rannych, ale bardziej szukam natchnienia niż psów. Nic więc dziwnego że tylko zakręciło mną kilka razy i byłam w Navendeer. Byłam niedaleko wyjścia, lecz krata trzymała mocno. Spojrzałam przed wyjście i krzyknęłam. Krajobraz wyglądał tak: śnieg, ośnieżone drzewa, psi ogon. Tak, oderwany psi ogon. Wystawiłam nos przez kraty. Poczułam zapach wilka, ale i wolności. Tylko aby dostać się do mojej ukochanej sfory musiałam przebyć cały ogromny sektor. Jakieś optymizmy? Nie? Wiedziałam. Chciałabym być... Człowiekiem. Wyłamać kraty, zdzielić wilki po grzbietach i uciec, co sił w nogach uciec. Do sfory, gdzie będę normalna. Nagle... Zobaczyłam słaby punkt ściany. Uderzałam tak długo aż wydostałam się na wolność. Byłam na terenach sfory, gdy uderzyłam w jakąś nową.
Liliana?
Liliana?
sobota, 25 października 2014
Od Saszy - Quest III "Zupa"
Pewnego dnia, gdy spacerowałam po łące rozglądając się trwożnie, wpadłam na... Hockey'a. Alfa poinformował mnie, iż jutro zamierza zajść do mnie w odwiedziny. Wyduszam krótkie: ''Pa!'' i pędzę do domu. No jasne. Akurat w ten jeden przeddzień, ten kiedy mam gościć Alfę, mój dom musi być gorszy od chlewu dla świń. Przede wszystkim zbieram pudła i je odkurzam. Potem odkurzyć jeszcze półki, szafki i resztę. Poukładać pudła pozmywać naczynia... Latam tak aż do rana, kiedy dom jest piękny i czysty. Kiedy po wduszeniu śniadania zasypiam na krześle, budzi mnie pukanie. Podchodzę na chwiejnych nogach do drzwi i je otwieram. Zastaję tam... Jessy paplającą szybko że trudno ją zrozumieć. Po chwili zwalnia i wyjaśnia:
- Jutro ma odwiedzić cię Alfa, tak? Znam przepis na jego ulubioną zupę. Nazywa się Kasha Kushi i żeby ją zrobić musisz zdobyć:
- 2 kurczaki
- zioła
- marchew, pietruszkę, kapustę, kaszę i ziemniaki.
Woda musi być gorąca. Wrzuć do niej przyprawionego kurczaka, wyczyszczone warzywa i zioła. Pa, idę.
Idę do miasta, poluję na kurczaki (które wcale nie chcą dać się złapać!), skratam ze stragany warzywa...
- AŁAAAAA! - Dostałam pałą w głowę od kobiety od straganu. Cóż, może przeżyję. Potem bez problemu skradam paczkę kaszy i biorę zioła. Biorę wodę z zapasów i ją zagotowuję, co zajmuje mi pół godziny. Przez ten czas czyszczę warzywa i wkładam je do wody. Zioła też się gotują. Obdrapuje kurczaki i je przyprawiam. Wkładam je do garnka i ustawiam budzik na za godzinę. Wpadam do rozkosznego łóżka, zasypiam... Budzik.
- CISZA! - Ryknęłam. Wiecie co?! Porządnemu psu nie dać spać! Zwłaszcza harującemu przez wieczór, noc i ranek. Ustawiam na pół godziny i nareszcie trochę się przesypiam. Razem z budzikiem jest dzwonek. Pędzę i próbuję zupy, czy nie trująca. Nie, nawet zjadalna. Idę otworzyć i wpuszczam Alfę do domu. Podaję zupę. Pies wącha i uśmiecha się pod nosem. Oddycham z ulgą.
- A więc Sasza...
Hockey?
- Jutro ma odwiedzić cię Alfa, tak? Znam przepis na jego ulubioną zupę. Nazywa się Kasha Kushi i żeby ją zrobić musisz zdobyć:
- 2 kurczaki
- zioła
- marchew, pietruszkę, kapustę, kaszę i ziemniaki.
Woda musi być gorąca. Wrzuć do niej przyprawionego kurczaka, wyczyszczone warzywa i zioła. Pa, idę.
Idę do miasta, poluję na kurczaki (które wcale nie chcą dać się złapać!), skratam ze stragany warzywa...
- AŁAAAAA! - Dostałam pałą w głowę od kobiety od straganu. Cóż, może przeżyję. Potem bez problemu skradam paczkę kaszy i biorę zioła. Biorę wodę z zapasów i ją zagotowuję, co zajmuje mi pół godziny. Przez ten czas czyszczę warzywa i wkładam je do wody. Zioła też się gotują. Obdrapuje kurczaki i je przyprawiam. Wkładam je do garnka i ustawiam budzik na za godzinę. Wpadam do rozkosznego łóżka, zasypiam... Budzik.
- CISZA! - Ryknęłam. Wiecie co?! Porządnemu psu nie dać spać! Zwłaszcza harującemu przez wieczór, noc i ranek. Ustawiam na pół godziny i nareszcie trochę się przesypiam. Razem z budzikiem jest dzwonek. Pędzę i próbuję zupy, czy nie trująca. Nie, nawet zjadalna. Idę otworzyć i wpuszczam Alfę do domu. Podaję zupę. Pies wącha i uśmiecha się pod nosem. Oddycham z ulgą.
- A więc Sasza...
Hockey?
wtorek, 14 października 2014
Od Saszy
W oddali zobaczyłam psa, najpewniej nowego. Podbiegłam.
- Cześć, mam nadzieję że nie jesteś z Watahy Braterskiej Krwi?
- No co ty? - Oburzył się. - Jestem Macho - dodał spokojniejszym głosem - a ty, jak się nazywasz?
- Sasza. Jesteś nowy?
- Tak.
Facet jak facet, fajnie że fajny nowy doszedł.
- Słuchaj, kiepski czasy ale zapewniam cię że jak już wygramy to lepszej sfory nie znajdziesz na kontynencie. Tymczasem na razie bądźmy cicho, wilki niedługo to rozpracują i lasery - zaśmiałam się - A wiesz...
- O rany!!!! - Wrzasnęłam gdy z krzaków wyłonił się... wilk? Nie, jakiś taki inny...
- Hej! - Nie byłam zadowolona że Macho odepchnął mnie - Stój! STÓJ!!!! To nie wilk! To tylko Sas Vegas!!!
- Co? - Macho zamarł. Nie na długo.
- Kurczę no. - Vegas przewrócił oczami - kiedy przestaniecie na mnie napadać? Mam tego dosyć. Macho, poznaj Sas Vegas'a.
- Cześć. - Przywitał się wilk - Mów mi Vegas.
- Vegas, poznaj Macho.
- Cześć.
- O, witajcieeeee STOP! - Przeraził się Hockey gdy rzuciliśmy się nań jak na wilka.
Hockey? Macho? Za błędy orto nie odpowiadam, gram na trudnym kompie... Tylko przy witajcieeeee ma być 5 e, to nie błd*,*
- Cześć, mam nadzieję że nie jesteś z Watahy Braterskiej Krwi?
- No co ty? - Oburzył się. - Jestem Macho - dodał spokojniejszym głosem - a ty, jak się nazywasz?
- Sasza. Jesteś nowy?
- Tak.
Facet jak facet, fajnie że fajny nowy doszedł.
- Słuchaj, kiepski czasy ale zapewniam cię że jak już wygramy to lepszej sfory nie znajdziesz na kontynencie. Tymczasem na razie bądźmy cicho, wilki niedługo to rozpracują i lasery - zaśmiałam się - A wiesz...
- O rany!!!! - Wrzasnęłam gdy z krzaków wyłonił się... wilk? Nie, jakiś taki inny...
- Hej! - Nie byłam zadowolona że Macho odepchnął mnie - Stój! STÓJ!!!! To nie wilk! To tylko Sas Vegas!!!
- Co? - Macho zamarł. Nie na długo.
- Kurczę no. - Vegas przewrócił oczami - kiedy przestaniecie na mnie napadać? Mam tego dosyć. Macho, poznaj Sas Vegas'a.
- Cześć. - Przywitał się wilk - Mów mi Vegas.
- Vegas, poznaj Macho.
- Cześć.
- O, witajcieeeee STOP! - Przeraził się Hockey gdy rzuciliśmy się nań jak na wilka.
Hockey? Macho? Za błędy orto nie odpowiadam, gram na trudnym kompie... Tylko przy witajcieeeee ma być 5 e, to nie błd*,*
środa, 1 października 2014
Od Saszy
Gdy na wieczór wilk-klucznik znów zrobił obchód, znowu mnie wypuścił. Żegnały mnie przerażone i zdziwione miny, jakie robili Safarina, Grave i Pink.
- Witaj.
- Cześć. Słuchaj, nie mógłbyś choć ich wypuścić?
- Nie. Wiesz czemu.
Przewróciłam tylko oczami. Już, już znów miałam zaproponować sojusz ale w porę przypomniałam ja to się kończy jak się ufa wilkom.
-Pa.
*********z powrotem kojec******
- I co?
- Półgłówek.
- No wiadomo. Sasza, jak ty to robisz że wracasz z tych rozmów żywa?
- Tajemnica.- Mrugnęłam znacząco.
CDN
- Witaj.
- Cześć. Słuchaj, nie mógłbyś choć ich wypuścić?
- Nie. Wiesz czemu.
Przewróciłam tylko oczami. Już, już znów miałam zaproponować sojusz ale w porę przypomniałam ja to się kończy jak się ufa wilkom.
-Pa.
*********z powrotem kojec******
- I co?
- Półgłówek.
- No wiadomo. Sasza, jak ty to robisz że wracasz z tych rozmów żywa?
- Tajemnica.- Mrugnęłam znacząco.
CDN
wtorek, 16 września 2014
Od Saszy
Wpadam do lekarzy. Teraz nie ma hop-siup po polu walki.
- Gdzie jest Casey?
- Kogoś operuje, za chwilę przyjdzie.
Za kilkanaście minut przyszła Casey. Zapytałam pierwsza:
- Casey, co ja mam robić?
Suczka zmierzyła mnie wzrokiem i spytała:
- Co umiesz robić?
Zamyśliłam się...
W końcu dałam 5 minutowy wykład na temat operowania rannych.
- No dobra, możesz pomagać Veronie, bo jesteś wyższa i możesz pomóc przy wyższych psach.
- Gdzie ona jest?
- Za chwilę przyjdzie.
I, jak powiedziała Cas, Verona zaraz przyszła. Spytałam ją:
- W czym mam pomóc?
W tej chwili przyczołgał się Jason. No cóż..
- Przy nim.
C.D.N.
- Gdzie jest Casey?
- Kogoś operuje, za chwilę przyjdzie.
Za kilkanaście minut przyszła Casey. Zapytałam pierwsza:
- Casey, co ja mam robić?
Suczka zmierzyła mnie wzrokiem i spytała:
- Co umiesz robić?
Zamyśliłam się...
W końcu dałam 5 minutowy wykład na temat operowania rannych.
- No dobra, możesz pomagać Veronie, bo jesteś wyższa i możesz pomóc przy wyższych psach.
- Gdzie ona jest?
- Za chwilę przyjdzie.
I, jak powiedziała Cas, Verona zaraz przyszła. Spytałam ją:
- W czym mam pomóc?
W tej chwili przyczołgał się Jason. No cóż..
- Przy nim.
C.D.N.
poniedziałek, 15 września 2014
Sasza kupuje Symbol Wieluletni!
Dzięki temu zmienia wygląd (nie rasę, tylko wygląd).
Stary wygląd:

Nowy wygląd:

Oprócz tego zmienia stanowisko (Dostawca LDK - Pielęgniarka).
(Z jej konta zostaje odjęte 100 LDK).
niedziela, 14 września 2014
Od Saszy
Trzęsłam się jak galareta. Teraz dopadło mnie, że nie jestem super psem. Wtrącili mnie do jaskini. Było tam kilka innych psów, ale z powodu ciemności nic nie mogłam zobaczyć. Zresztą... Nie ma co się wysilać. Spytałam:
- Kto już tu trafił?
Psy po kolei mówiły imiona. Zobaczyłam, że jeden leży i nic nie mówi.
- A ten, to kto?
- Jest za ciemno na rozpoznawanie.
Jak głupia zaczęłam okładać leżącego psa. Nie obchodziło mnie to że szybciej zginę. Chcę poznać kto to. Gdy pies jakimś cudem się budzi, pytam go:
- Jak masz na imię?
- Gra... Grav... Grave!
Rzucam się na szyję psu. Płaczę ze szczęścia:
To na prawdę ty?...
- Chyba nie wilk, co?
Ale zaraz szczęście znika. Jeśli nie chcę być przerobiona na baleron to muszę coś wygłówkować.
- Podrzucicie mnie na górę?
Psy niechętnie kiwają głowami. Na suficie znajduję dziurę, akurat dla mnie. Wydostaję się i wciągam kogo mogę. Potem pędem przytrzymywana przez ukochanego dociągam ostatniego. Wilki nas gonią, ale uciekamy? Tak, ale nie ja. Dostało mi się kiedyś, więc nie dokuczy mi następny raz. Ale czy na pewno...? Nie wiem. Dostaję kojec i pół połowy kromki nadżartego, cuchnącego chleba. Ironicznie i z podniesioną głową pytam ''klucznika'':
- Kiedy spotkam się z Najjaśniejszym Panem?
- Wieczorem.
Kładę się na twardym, zakurzonym sianie i myślę.W końcu zasypiam. Wieczorem wstawiają mnie na ''Salę Tronową''. Myślę sobie:
- Obciach... Ciekawe co ze mną zrobią?
Sam nie trudzi się jak na króla przystało, mówi wprost.
- Wolisz zginąć czy pracę niewolniczą?
- Sam, sam chba wiesz co?
- Mam sam wybrać? Nie zapominaj że nie obcuję na co dzień z psami...
- No dobra. Wybieram spokojną rozmowę na osobności.
Kiedy już jesteśmy sami, pytam wilka:
- Jeśli można... Czemu to dla mnie robisz? Jestem tylko zwykłą, pyskatą suczką z wrogiej sfory.
- I matką jednych z moich szczeniąt... Mam osierocić te malce?
Patrzę mu w oczy. Mam zostać z nim i być wilkiem, czy nie zdradzić sfory? Decyduję się być psem i nie wydać. Kręcę głową i mówię:
- Jeśli będę wilkiem, to nie dostanę wolności?
- Zwariowałaś?
- Niedużo mi brakuje do szaleństwa. Jeśli chcesz, to zabij, nie zdradzę sfory choć byś mnie ozłocił czego zresztą nie jesteś w stanie zrobić.
- Nie jestem potworem, mimo że wszystkim tak się wydaje. Nie wypuszczę cię ani cię nie zabije.
**********W kojcu************
Smutek i złość. Czy było gorzej? Tylko lepiej....
CDN
- Kto już tu trafił?
Psy po kolei mówiły imiona. Zobaczyłam, że jeden leży i nic nie mówi.
- A ten, to kto?
- Jest za ciemno na rozpoznawanie.
Jak głupia zaczęłam okładać leżącego psa. Nie obchodziło mnie to że szybciej zginę. Chcę poznać kto to. Gdy pies jakimś cudem się budzi, pytam go:
- Jak masz na imię?
- Gra... Grav... Grave!
Rzucam się na szyję psu. Płaczę ze szczęścia:
To na prawdę ty?...
- Chyba nie wilk, co?
Ale zaraz szczęście znika. Jeśli nie chcę być przerobiona na baleron to muszę coś wygłówkować.
- Podrzucicie mnie na górę?
Psy niechętnie kiwają głowami. Na suficie znajduję dziurę, akurat dla mnie. Wydostaję się i wciągam kogo mogę. Potem pędem przytrzymywana przez ukochanego dociągam ostatniego. Wilki nas gonią, ale uciekamy? Tak, ale nie ja. Dostało mi się kiedyś, więc nie dokuczy mi następny raz. Ale czy na pewno...? Nie wiem. Dostaję kojec i pół połowy kromki nadżartego, cuchnącego chleba. Ironicznie i z podniesioną głową pytam ''klucznika'':
- Kiedy spotkam się z Najjaśniejszym Panem?
- Wieczorem.
Kładę się na twardym, zakurzonym sianie i myślę.W końcu zasypiam. Wieczorem wstawiają mnie na ''Salę Tronową''. Myślę sobie:
- Obciach... Ciekawe co ze mną zrobią?
Sam nie trudzi się jak na króla przystało, mówi wprost.
- Wolisz zginąć czy pracę niewolniczą?
- Sam, sam chba wiesz co?
- Mam sam wybrać? Nie zapominaj że nie obcuję na co dzień z psami...
- No dobra. Wybieram spokojną rozmowę na osobności.
Kiedy już jesteśmy sami, pytam wilka:
- Jeśli można... Czemu to dla mnie robisz? Jestem tylko zwykłą, pyskatą suczką z wrogiej sfory.
- I matką jednych z moich szczeniąt... Mam osierocić te malce?
Patrzę mu w oczy. Mam zostać z nim i być wilkiem, czy nie zdradzić sfory? Decyduję się być psem i nie wydać. Kręcę głową i mówię:
- Jeśli będę wilkiem, to nie dostanę wolności?
- Zwariowałaś?
- Niedużo mi brakuje do szaleństwa. Jeśli chcesz, to zabij, nie zdradzę sfory choć byś mnie ozłocił czego zresztą nie jesteś w stanie zrobić.
- Nie jestem potworem, mimo że wszystkim tak się wydaje. Nie wypuszczę cię ani cię nie zabije.
**********W kojcu************
Smutek i złość. Czy było gorzej? Tylko lepiej....
CDN
Od Saszy
Wpadam na Hockey'a:
- Co mam zrobić ze szczeniakami?! Sorry, ale za chwilę będzie po nich!
Pies, najwyraźniej uspokojony, znów odzyskał niepokój. Sarabi nie bardzo wiedziała co mówić więc nie mówiła nic. Pies w końcu powiedział:
Hockey?
- Co mam zrobić ze szczeniakami?! Sorry, ale za chwilę będzie po nich!
Pies, najwyraźniej uspokojony, znów odzyskał niepokój. Sarabi nie bardzo wiedziała co mówić więc nie mówiła nic. Pies w końcu powiedział:
Hockey?
poniedziałek, 8 września 2014
Od Saszy
Mimo protestu Verie wyszłam. Wyglądało to tak: Ja wychodzę, Verona łapie mnie za ogon i ciągnie. W kółko. W końcu szarpnęłam i pobiegłam. Nie obchodzi mnie co inni myślą. Odszukałam w tłumie wilków(w efekcie poraniona) Sama:
- Oszukałeś mnie... Ty!
Wściekły husky? A jednak... Zwiewam i odszukuję specjalne, przeze mnie hodowane na jakąś okazję. Wyciągam jelenia i wpycham tam połowę hodowli Trutli. Na Trutlę nie ma odtrutki. Odszukuję Sama i podaję mu, niby z respektem jelenia i mówię żeby posilił siebie i najlepszych morderców. Wilk, głupek nie głupek nie mógł oprzeć się wyglądającemu tłusto jeleniowi. Dał spróbować najnajnajlepszemu mordercy. Po 1 morderca padł bez życia. Ale mnie nie dane było uciec... Miałam dziwną minę.
Ktoś?
- Oszukałeś mnie... Ty!
Wściekły husky? A jednak... Zwiewam i odszukuję specjalne, przeze mnie hodowane na jakąś okazję. Wyciągam jelenia i wpycham tam połowę hodowli Trutli. Na Trutlę nie ma odtrutki. Odszukuję Sama i podaję mu, niby z respektem jelenia i mówię żeby posilił siebie i najlepszych morderców. Wilk, głupek nie głupek nie mógł oprzeć się wyglądającemu tłusto jeleniowi. Dał spróbować najnajnajlepszemu mordercy. Po 1 morderca padł bez życia. Ale mnie nie dane było uciec... Miałam dziwną minę.
Ktoś?
czwartek, 4 września 2014
Od Saszy - CD historii Verony
Suczka pyta z uśmiechem:
- Tak?
Odpowiadam, odwzajemniając uśmiech:
- Dzięki... A tak w ogóle, Grave jeszcze walczy czy już jest jednym z rannych?
Suczka na chwilę odbiega, chyba się zapytać.
Vero?
- Tak?
Odpowiadam, odwzajemniając uśmiech:
- Dzięki... A tak w ogóle, Grave jeszcze walczy czy już jest jednym z rannych?
Suczka na chwilę odbiega, chyba się zapytać.
Vero?
środa, 3 września 2014
Od Saszy - CD jej własnej historii
Wilki zdziwione nagłą zmianą nic nie zrobiły, a ja gryzłam i kopałam gdzie popadnie. Pierwsi wrogowie w SPG. Pierwsza wojna w SPG. Przez kogo?! Przeze mnie!!! Ale i mnie opuszczają siły... Odskakuję i z pokrwawionym pyskiem czołgam się do lekarzy.
Lekarzu?
Lekarzu?
wtorek, 2 września 2014
Od Saszy
Nie śpię. Nie ma sensu próbować skoro i tak za chwilę jakiś spanikowany pies wyciągnie cię z łóżka... Tylko że tym spanikowanym psem byłam ja. Pozwoliłam sobie, jak Leen, zmienić stanowisko na wojownika. Teraz mocowałam się z jakimś niedouczonym lalusiem. Trochę techniki znam. Podziękowałam temu komuś na górze że byłam na Antarktydzie i polowałam na foki i morsy, tak, trzeba się było nieźle namocować... W tej chwili Laluś przejechał mi pazurem po pysku. Pomyślałam:
- To fajtłapa!
Krew lekko cieknie bo wilk nie umie walczyć. Nie czuję bólu, teraz tylko chcę się zemścić. Jakiś zirytowany wilk odpycha Lalusia; mocuje się teraz z zawodowym mordercą. Na Antarktydzie tylko się droczyłam, nie zabijałam. Spojrzałam wilkowi w oczy. Zobaczyłam tam niechęć i złość. Na kogo, nie wiem. I jeszcze coś... No dobra, trzeba troszkę wydostać z siebie słodyczy... Zręcznie uskakuję przed majtnięciem łapą i zaczynam: podchwytliwe, zadziorne oczka, słodkie minki, no wywdzięcz się! Wilk staje osłupiały, aa ja wybijam się na środek areny nie przestając. Wilki które mają olej w głowie tylko co jakiś czas przystają, żeby się nadziwić. Te bez oleju gapią się na moje wygibasy bez przerwy. Te psy które są ledwo żywe zwiały, dobra, mogę przestać. Chodziło mi tylko o to, żeby psy którym niewiele do śmierci przetransportowały się gdzieś. Nagle przestaję i wściekle rzucam się na najbliższych osłupielców.
CDN
- To fajtłapa!
Krew lekko cieknie bo wilk nie umie walczyć. Nie czuję bólu, teraz tylko chcę się zemścić. Jakiś zirytowany wilk odpycha Lalusia; mocuje się teraz z zawodowym mordercą. Na Antarktydzie tylko się droczyłam, nie zabijałam. Spojrzałam wilkowi w oczy. Zobaczyłam tam niechęć i złość. Na kogo, nie wiem. I jeszcze coś... No dobra, trzeba troszkę wydostać z siebie słodyczy... Zręcznie uskakuję przed majtnięciem łapą i zaczynam: podchwytliwe, zadziorne oczka, słodkie minki, no wywdzięcz się! Wilk staje osłupiały, aa ja wybijam się na środek areny nie przestając. Wilki które mają olej w głowie tylko co jakiś czas przystają, żeby się nadziwić. Te bez oleju gapią się na moje wygibasy bez przerwy. Te psy które są ledwo żywe zwiały, dobra, mogę przestać. Chodziło mi tylko o to, żeby psy którym niewiele do śmierci przetransportowały się gdzieś. Nagle przestaję i wściekle rzucam się na najbliższych osłupielców.
CDN
poniedziałek, 1 września 2014
Od Saszy
Byłam od pół godziny na nogach i wiedziałam co się dzieje. Niech ja go tylko dostanę! Kurcze pieczone, wilkom nie można było ufać! Jak ja mogłam być taka głupia, ja, która ze strachu uznała Fair za wilka!
Hockey? Casey?
Hockey? Casey?
czwartek, 28 sierpnia 2014
Od Saszy - CD historii Gabriela
- Gabriel! Żyjesz?! - jęknęłam.
Może nie znałam Gabriela zbyt dobrze, ale nie chciałam zgonu kolejnego psa. Opowiedziało mi jakieś mamrotanie. Pokręciłam z rezygnacją głową. Ledwie dociągnęłam psa na bezpieczniejsze miejsce, a zobaczyłam... Nie do wiary! On, ale jakże zmieniony... Stał tam, z czarnym błyszczącym futrem. Sam Sao...! Warczę:
- Witaj kotku, wpadłeś...
- Nie tak prędko mała... Pokonałaś mnie dzięki reszcie sfory, teraz każdy...
Rozejrzałam się. Każdy pies walczył z przynajmniej jednym wilkiem. Zaczęłam:
- Chwila... Nie możemy między nami zrobić choć tymczasowego zawieszenia broni?...
Mruknął:
- No... Dobra, jeśli jak przyjdę w odwiedziny to nikt mnie, jeśli nic wam nie zrobię, nie zje.
- Okej. Tylko pamiętaj; nie rób nic reszcie sfory bo będą zmuszeni się bronić.
Przeszłam cicho z wilkiem do jaskini. Powiedziałam pokazując małe:
- To owoc naszej jakże ogromnej miłości.
- Nie przesadzaj.
Nagle do jaskini wpadł przerażony Grave, a ze strachu mało nie skonał widząc jak normalnie rozmawiam z wilkiem:
- Saszsza, ttty...?
- Tak, wiem. Potrzeba nowe psy.... Mam pomysł! Sam, jesteś przecież przewodnikiem watahy. Może byś nakazał rozejm...?
Ogniki w oczach wilka zapaliły się. Nie był nawet taki okropny...
- Jasne! Pędzę lecę!
I rzeczywiście, ja pobiegłam do Hocka, a Sam nakazał rozejm swojej watasze.
Jakiś lekarz? Gabriel? Hockey? ew. Grave?
Może nie znałam Gabriela zbyt dobrze, ale nie chciałam zgonu kolejnego psa. Opowiedziało mi jakieś mamrotanie. Pokręciłam z rezygnacją głową. Ledwie dociągnęłam psa na bezpieczniejsze miejsce, a zobaczyłam... Nie do wiary! On, ale jakże zmieniony... Stał tam, z czarnym błyszczącym futrem. Sam Sao...! Warczę:
- Witaj kotku, wpadłeś...
- Nie tak prędko mała... Pokonałaś mnie dzięki reszcie sfory, teraz każdy...
Rozejrzałam się. Każdy pies walczył z przynajmniej jednym wilkiem. Zaczęłam:
- Chwila... Nie możemy między nami zrobić choć tymczasowego zawieszenia broni?...
Mruknął:
- No... Dobra, jeśli jak przyjdę w odwiedziny to nikt mnie, jeśli nic wam nie zrobię, nie zje.
- Okej. Tylko pamiętaj; nie rób nic reszcie sfory bo będą zmuszeni się bronić.
Przeszłam cicho z wilkiem do jaskini. Powiedziałam pokazując małe:
- To owoc naszej jakże ogromnej miłości.
- Nie przesadzaj.
Nagle do jaskini wpadł przerażony Grave, a ze strachu mało nie skonał widząc jak normalnie rozmawiam z wilkiem:
- Saszsza, ttty...?
- Tak, wiem. Potrzeba nowe psy.... Mam pomysł! Sam, jesteś przecież przewodnikiem watahy. Może byś nakazał rozejm...?
Ogniki w oczach wilka zapaliły się. Nie był nawet taki okropny...
- Jasne! Pędzę lecę!
I rzeczywiście, ja pobiegłam do Hocka, a Sam nakazał rozejm swojej watasze.
Jakiś lekarz? Gabriel? Hockey? ew. Grave?
środa, 20 sierpnia 2014
Od Saszy
Leżałam przy szczeniakach. To już nie maluchy, chociaż 5 latkami nie są fakt. Grave poszedł na polowanie. Ktoś puka. Poznałam te kroki, to wilk. Warczę do siebie cicho:
- Czy te wilki, do jasnej chole**, nie dadzą mi spokoju?!
Wilk był spokojny. Grave zdołał się niezauważony wemknąć do jaskini. Zaczęłam ewakuować siebie, Grave'a i szczeniaki, w końcu jeśli sprytnie zmanipuluję wilkiem uda się go wypędzić. Mówiliśmy na przemian; ja i wilk:
- Em... Witaj, co cię sprowadza?
- Do czego ci to potrzebne?
Przewróciłam oczami:
- A do czego CI to potrzebne?!
- Słuchaj mała, mogę cię zabić kilkoma uderzeniami łapy!
- Koleś, zapomniałeś, że nie jestem tu sama!
- A kogo masz?! Te szczeniaki cię nie obronią!
- Za chwilę poznasz, KTO mnie obroni!
- Ta, na pewno, ten zdechły jeleń?!
Tu wskazał szyderczo łapą na wczorajsze resztki jelenia.
Szepnęłam do Grave'a;
- Na 3 skaczemy, ok?
Mój prawie partner odszepnął:
- Ok.
Wrzasnęłam na całe gardło:
- 3 2 1!
Wilk był zaskoczony obecnością psa. Zawył przeciągle. Pojawiały się coraz to nowe wilki... Grave i ja opadliśmy bez siły. Przygotowana na najgorsze, zebrałam wszystkie siły i skoczyłam wilkowi do gardła wrzeszcząc najgłośniej jak teraz umiałam:
- Pomocy! Pomo...
A drugiego wyrazu nie dokończyłam, wilk zatkał mi pysk łapą.
Ktoś? Potrzebuję bohatera xD
- Czy te wilki, do jasnej chole**, nie dadzą mi spokoju?!
Wilk był spokojny. Grave zdołał się niezauważony wemknąć do jaskini. Zaczęłam ewakuować siebie, Grave'a i szczeniaki, w końcu jeśli sprytnie zmanipuluję wilkiem uda się go wypędzić. Mówiliśmy na przemian; ja i wilk:
- Em... Witaj, co cię sprowadza?
- Do czego ci to potrzebne?
Przewróciłam oczami:
- A do czego CI to potrzebne?!
- Słuchaj mała, mogę cię zabić kilkoma uderzeniami łapy!
- Koleś, zapomniałeś, że nie jestem tu sama!
- A kogo masz?! Te szczeniaki cię nie obronią!
- Za chwilę poznasz, KTO mnie obroni!
- Ta, na pewno, ten zdechły jeleń?!
Tu wskazał szyderczo łapą na wczorajsze resztki jelenia.
Szepnęłam do Grave'a;
- Na 3 skaczemy, ok?
Mój prawie partner odszepnął:
- Ok.
Wrzasnęłam na całe gardło:
- 3 2 1!
Wilk był zaskoczony obecnością psa. Zawył przeciągle. Pojawiały się coraz to nowe wilki... Grave i ja opadliśmy bez siły. Przygotowana na najgorsze, zebrałam wszystkie siły i skoczyłam wilkowi do gardła wrzeszcząc najgłośniej jak teraz umiałam:
- Pomocy! Pomo...
A drugiego wyrazu nie dokończyłam, wilk zatkał mi pysk łapą.
Ktoś? Potrzebuję bohatera xD
czwartek, 14 sierpnia 2014
Od Saszy - CD historii Grave'a
- Na polowania za małe, na tropienie za głupiutkie i małe, hm... Mam! Nauczymy je normalnie biegać, skakać i chodzić!
Pies ucieszył się:
- Jasne!
Ja mówiłam dalej:
Byłam kiedyś na Syberii, właściciel zawiózł tam nas i rodziców abyśmy poznali swojskie klimaty. Ciągnęłam sanie, a trzeba było bardzo uważać aby w nic się nie wplątać, nie rozjechały się łapy, aby nie wpaść do lodowatej wody na cienkim lodzie i takie tam...Nauczę je skakać i uważać na to co mają pod nogami. A ty, czego chcesz nauczyć te malce?
Grave? Bieganie - chodzenie albo coś?
Pies ucieszył się:
- Jasne!
Ja mówiłam dalej:
Byłam kiedyś na Syberii, właściciel zawiózł tam nas i rodziców abyśmy poznali swojskie klimaty. Ciągnęłam sanie, a trzeba było bardzo uważać aby w nic się nie wplątać, nie rozjechały się łapy, aby nie wpaść do lodowatej wody na cienkim lodzie i takie tam...Nauczę je skakać i uważać na to co mają pod nogami. A ty, czego chcesz nauczyć te malce?
Grave? Bieganie - chodzenie albo coś?
środa, 13 sierpnia 2014
Od Saszy i Grave'a
Szczeniaki otworzyły oczy, znalazłam swoją miłość... Czy może być lepiej? Stanowisko Alfy mnie nie interesuje, więc po co zawracać głowę Hockey'owi?
****
Spojrzałem na leżącą obok Saszę. Naprawdę nie spodziewałem się, że znajdę kogoś jak ona... Ciekawe czy rodzice... Rodzice!
- Hej, Sasza, słuchaj, może powinienem cię przedstawić swoim rodzicom?...
****
Zdziwiłam się. Odpowiedziałam jednak:
- No tak... Idziemy?
****
- Mhm.
Poszliśmy w kierunku mojej rodzinnej nory. Po drodze zacząłem opowiadać:
- Moi rodzice nazywają się Fart i Courage. Ojciec był młodą Betą w poprzedniej SPG. Mam też 12 rodzeństwa, ale ich poznasz przy okazji. Rodzice są naprawdę mili.
*****
- Fart i Cour? Poznaję, chociaż za dobrze nie znam... O tak, wiem że rodzeństwa masz sporo...
******
- No więc teraz poznasz - uśmiechnąłem się.
Już po chwili byliśmy przy norze. Podszedłem do wejścia i zapukałem.
- Mamo? Tato?
- Proszę! - Rozległo się ze środka.
*****
On czuł się pewnie, ja nie. Nie mówię żebym się bała, bo psy są miłe i grzeczne chyba że wnerwione. Powiedział:
******
- Nie obawiaj się - uśmiechnąłem się. Potem przyszli rodzice - Cześć, chciałbym wam kogoś przedstawić. To jest Sasza, jesteśmy razem.
****
Uśmiechnęłam się. Mruknęłam cichuteńko:
- Prawie.
A głośno powiedziałam:
- Są nawet szczeniaki, chociaż nie z Grave'a...
********
Matka uśmiechnęła się szczerze, miny ojca nie potrafiłem rozszyfrować. Ale raczej był szczęśliwy.
- Grave chciał zająć się szczeniakami? - Zaśmiała się mama. - Chyba musi cię na serio kochać...
****
Zaśmiałam się. wiedziałam już że jestem wśród przyjaciół. Zachichotałam:
- A ja wiem? Ja go kocham...
Gadaliśmy i gadaliśmy, aż w końcu zapytałam Grave'a:
- Może pójdźiemy do moich rodziców?...
*********
Zdziwiło mnie trochę to pytanie...
- Oni są w Sforze? - Zapytałem.
*****
- Nie, ale nie są niebezpieczni a i droga do nich nie jest długa jeśli wybierzemy się pociągiem, jak to już zostaw mnie.
*******
- Okay, ufam Ci. - Wstaliśmy, podziękowaliśmy moim rodzicom i poszliśmy...
****
Wpakowaliśmy się do towarowca na stacji którą zwiałam z farmy. Znalazłam kąt i wlazłam razem z Grave'jem. Wysiedliśmy w wiosce gdzie mieściła się rodzinna farma i ferma huskich. Odnalazłam rodziców i opowiedziałam w skrócie co robiłam i gdzie mieszkam. Tato zapytał:
- Co to za pies?
Odpowiedziałam, w duchu modląc się aby nie nazwał go ''typkiem'':
- Mój prawie partner...
Matka wrzasnęła z furią:
- CO?! Nic nie mówiłaś!
I zaczęła mnie okładać ogonem. Zastopował ją tati, mówiąc:
- Spokojnie, Sasza nie mogła nas odwiedzać co dzień...
Mama przestała. Spojrzała pytająco na mnie i Grave'a
*****
- Dzień dobry - przywitałem się. - Nazywam się Grave.
****
Tata odpowiedział też za mamę:
- Ja jestem Starling, a mama Saszy- wskazał na mamę- to Jessica. Saszę już znasz.
*****
- Co fakt, to fakt.
Zaczęliśmy rozmawiać...
*****
Wypytywali o różne rzeczy, jak to rodzice... Potem obiecałam, że jeszcze ich odwiedzę i pojechaliśmy do sfory. Stwierdziłam:
- Fajnie było.
****
Spojrzałem na leżącą obok Saszę. Naprawdę nie spodziewałem się, że znajdę kogoś jak ona... Ciekawe czy rodzice... Rodzice!
- Hej, Sasza, słuchaj, może powinienem cię przedstawić swoim rodzicom?...
****
Zdziwiłam się. Odpowiedziałam jednak:
- No tak... Idziemy?
****
- Mhm.
Poszliśmy w kierunku mojej rodzinnej nory. Po drodze zacząłem opowiadać:
- Moi rodzice nazywają się Fart i Courage. Ojciec był młodą Betą w poprzedniej SPG. Mam też 12 rodzeństwa, ale ich poznasz przy okazji. Rodzice są naprawdę mili.
*****
- Fart i Cour? Poznaję, chociaż za dobrze nie znam... O tak, wiem że rodzeństwa masz sporo...
******
- No więc teraz poznasz - uśmiechnąłem się.
Już po chwili byliśmy przy norze. Podszedłem do wejścia i zapukałem.
- Mamo? Tato?
- Proszę! - Rozległo się ze środka.
*****
On czuł się pewnie, ja nie. Nie mówię żebym się bała, bo psy są miłe i grzeczne chyba że wnerwione. Powiedział:
******
- Nie obawiaj się - uśmiechnąłem się. Potem przyszli rodzice - Cześć, chciałbym wam kogoś przedstawić. To jest Sasza, jesteśmy razem.
****
Uśmiechnęłam się. Mruknęłam cichuteńko:
- Prawie.
A głośno powiedziałam:
- Są nawet szczeniaki, chociaż nie z Grave'a...
********
Matka uśmiechnęła się szczerze, miny ojca nie potrafiłem rozszyfrować. Ale raczej był szczęśliwy.
- Grave chciał zająć się szczeniakami? - Zaśmiała się mama. - Chyba musi cię na serio kochać...
****
Zaśmiałam się. wiedziałam już że jestem wśród przyjaciół. Zachichotałam:
- A ja wiem? Ja go kocham...
Gadaliśmy i gadaliśmy, aż w końcu zapytałam Grave'a:
- Może pójdźiemy do moich rodziców?...
*********
Zdziwiło mnie trochę to pytanie...
- Oni są w Sforze? - Zapytałem.
*****
- Nie, ale nie są niebezpieczni a i droga do nich nie jest długa jeśli wybierzemy się pociągiem, jak to już zostaw mnie.
*******
- Okay, ufam Ci. - Wstaliśmy, podziękowaliśmy moim rodzicom i poszliśmy...
****
Wpakowaliśmy się do towarowca na stacji którą zwiałam z farmy. Znalazłam kąt i wlazłam razem z Grave'jem. Wysiedliśmy w wiosce gdzie mieściła się rodzinna farma i ferma huskich. Odnalazłam rodziców i opowiedziałam w skrócie co robiłam i gdzie mieszkam. Tato zapytał:
- Co to za pies?
Odpowiedziałam, w duchu modląc się aby nie nazwał go ''typkiem'':
- Mój prawie partner...
Matka wrzasnęła z furią:
- CO?! Nic nie mówiłaś!
I zaczęła mnie okładać ogonem. Zastopował ją tati, mówiąc:
- Spokojnie, Sasza nie mogła nas odwiedzać co dzień...
Mama przestała. Spojrzała pytająco na mnie i Grave'a
*****
- Dzień dobry - przywitałem się. - Nazywam się Grave.
****
Tata odpowiedział też za mamę:
- Ja jestem Starling, a mama Saszy- wskazał na mamę- to Jessica. Saszę już znasz.
*****
- Co fakt, to fakt.
Zaczęliśmy rozmawiać...
*****
Wypytywali o różne rzeczy, jak to rodzice... Potem obiecałam, że jeszcze ich odwiedzę i pojechaliśmy do sfory. Stwierdziłam:
- Fajnie było.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)