- Serio...chciałbyś mieć szczeniaki...?- Uniosłam na niego nieśmiały wzrok, co było u mnie rzadkością. Ten, westchnął przeciągle, nieznacznie się do mnie uśmiechając. Odwzajemniłam to, tak jak powiedział, wyobrażając sobie takie małe, słodziaśne kuleczki biegające po domu. Wydawało mi się, że ON byłby idealnym ojcem. Ale...
- Czy to nie za duża odpowiedzialność? Jesteśmy młodzi, mamy dużo czasu. A Mumtaz, potrzebuje cię. Nie chciałabym, abyś miał tyle na głowie.- Wzruszyłam ramionami, a mina mego ukochanego zrzedła.
- Czyli...nie chcesz ich mieć?- Spytał smutnym głosem. Od razu zaprzeczyłam, mówiąc, że nie chodzi o to- Więc boisz się, że nie będę odpowiedzialny?- Znów zaprzeczyłam, przybliżając się do niego. Dzieliły nas milimetry, mogłam poczuć na sobie jego niespokojny oddech. uspokajająco wtuliłam się w jego kolorowe, miękkie futro, po czym złączyłam nasze usta w krótkim, lecz intensywnym pocałunku.
- Będziesz idealnym ojcem, Horizon. Jedyną rzeczą, w jaką wątpię to to, że...Ja nie będę dobrą matką.- Westchnęłam, opuszczając bezwładnie łeb. Łapa Bringa spoczęła na moich plecach.
- A ty będziesz idealną matką. wierzę w to, a poza tym...-zaciął się w pół zdania, co mnie nieco zaniepokoiło.
- Więc?- Dopytałam, kierując źrenice na jego pysk.
- Jestem wróżbitą, więc musisz mi wierzyć. Ciesz się, że nie wziąłem za to pieniędzy! Moje przepowiednie to coś za co się normalnie płaci- Zaśmiałam się cicho, kiwając głową. Może ma rację? Niepotrzebnie się stresuję.
- Myślę, że dla mnie będziesz robił wyjątki?- Zatrzepotałam powiekami, robąc minę małego szczeniaka. Przytaknął z udawanym zamyśleniem, spoglądając w prawą stronę, na drzwi. Stała tam matka jego córki, nieznacznie się nam przyglądając. Zeszłam ze swojego partnera, odchrząkując do niego.
- Chciałam tylko coś powiedzieć...- zaczęła, przerywając niezręczną ciszę, a Horizon kiwnął zachęcająco w jej stronę. Czułam, że nie chce by to wyszło poza tą dwójkę, a partner mnie w tym przekonał. Udałam się więc na piętro...Nie chciałam podsłuchiwać, ale byłam zwyczajnie ciekawa co matka Mumtaz ma Horizonowi do przekazania. Mogłabym go o to zapytać, ale to później. Ułożyłam się pod jedną ze ścian, myśląc o czymś innym. Ha, najwyraźniej zasnęłam, bo gdy otworzyłam oczy, ujrzałam obok siebie duże, wlepione we mnie oczy. To było nieco...niepokojące, ale uśmiechnęłam się lekko w stronę psa, a ten podniósł się do siadu. Powtórzyłam jego krok, marszcząc przy tym brwi. Nie byłam pewna o co chodzi, ale wyglądał zbyt poważnie jak na jego codzienne zachowanie.
- Gadaj- mruknęłam przeciągle, chcąc by przedstawił mi sytuację która spowodowała u niego takie zawahania, miałam też nadzieję że nie chodzi o coś strasznego.- Horizon!- warknęłam lekko, czując szybkie bicie serca- Albo mi powiesz albo idę do tej twojej Kathie i z nią pogadam, jeśli to o nią chodzi.
Horeeeeeł? <3
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nuti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nuti. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 czerwca 2017
czwartek, 15 grudnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
- N...nie!- Zaprzeczyła, uporczywie starając się uciec wzrokiem jak najdalej ode mnie.
- Ona na to zasługuje.- Przybliżyłam się jeszcze bardziej. Dziecko powinno znać prawdę. Gdyby dowiedziała się potem, byłyby większe kłopoty.A i bolało by bardziej widząc, że własna matka okłamywała ją przez tyle czasu. Czy ona tego nie rozumie? Tak, jest jej matką i chce dla niej jak najlepiej. - jest mądrym szczeniakiem! Na pewno zrozumie...doceni, że powiedziałaś jej teraz.
- Znienawidzi mnie. Tyle czasu wmawiałam jej, że ojciec odszedł, że nie wróci. A teraz mam to tak szybko zmienić?
- Lepiej teraz, niż później - odezwał się Horizon. - Nuti ma rację. Jest niezwykle inteligentnym dzieckiem.
Suczka w zastanowieniu położyła łeb na stół, wzdychając głośno. W międzyczasie, posłałam Bringowi delikatny, pokrzepiający uśmiech, co odwzajemnił. Wznowiłam obserwowanie białego owczarka. Nie była pewna co do niczego. Czy ją rozumiałam? W połowie. Nigdy nie miałam szczeniąt, więc być może nie rozumiem jej uczyć, dla tego kieruję się swoimi.
- Jeśli nie zrobisz tego sama... Pomogę ci. - szepnęłam w końcu, napotykając ich zdziwione spojrzenia. Oaza spokoju? W duchu miałam ochotę wybić połowę zwierzęcej populacji. Ale każdy wie, że i tak by mi się to nie udało, poza tym, nie będę robić awantury przy dziecku, bo tak się spraw nie załatwia. Kathie kiwnęła głową, odchodząc od kawałka drewna, jednocześnie posyłając mi prowadzące do góry spojrzenie. Poszłam więc za nią, zostawiając Horizona samego. Ale i on chciał to zobaczyć, więc dołączył do nas.
- Mumtaz, kochanie...- zawołała suczka, a mała od razu pojawiła się tuż przed nami. Za nią, stał padający na łapy lokaj. Kiwnął jedynie głową, oddalając się.
- Tak? - uniosła na nas swój zaciekawiony wzrok.
- Bo wiesz...pamiętasz jak mówiłam o twoim tacie?
Zostaw ich...to przecież nie twoja sprawa. Pomyślałam. Nie chciałam, jednak może warto słuchać intuicji?
- Zostawię was.- Szepnęłam, oddalając się w kierunku salonu. Nie wiedząc, ile takie...przywitanie może trwać, rozłożyłam się na kanapie w celu drzemki.
~*~
mój odpoczynek nie był długi. Przerwał go czyjś szloch, oraz delikatny krzyk. Zmrużyłam oczy i wstałam, zaglądając do pokoju na samej górze. Przez małą szparkę dało się zauważyć córkę i matkę, które najwyraźniej głośno rozmawiały o tej sprawie. Z cichym westchnięciem pokonałam większość schodów, aż pod moimi łapami przebiegła nakrapiana postać.
- Mumtaz!- Krzyknęła Kathie, lecąc za nią, a w międzyczasie posyłając mi rozgniewane postacie.
- Co się stało?- spytałam, widząc smutnego Horizona. Ten tylko ukradkiem posłał mi zawiedzione spojrzenie.
- Najwidoczniej...nie zrozumiała tego, jak byśmy chcieli.- Wzruszył bezsilnie ramionami i razem zeszliśmy razem. Suczka, panicznie biegała po dworze, krzycząc imię swego szczeniaka. Zaniepokojona tą postawą, ponownie spytałam, o co chodzi.
- UCIEKŁA! I co?! "Ona zrozumie"?- wydarła się, powarkując- a jeśli coś się stanie? To będzie moja wina!- Tym razem złość dała miejsce płaczowi. Nie bardzo wiedząc co robić, poradziłam swemu partnerowi by z nią został. A sama ruszyłam biegiem, za nawet najcieńszą wonią małej suczki. Śnieg na nowo zaczął padać, co było utrudnieniem nie tylko dla mnie, ale i dla niej. Nawet mała zmiana pogody może sprawić, że to miejsce zmieni się nie do poznania. Dla takiego psa, ławo jest się zgubić. Od razu też do głowy wpadły mi okropne myśli, że...to też moja wina. to JA kazałam powiedzieć jej prawdę. Więc jeśli coś jej się stanie, to będzie MOJA wina...
-Mumtaz!- Krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam, gdy zatrzymała mnie ogromna przepaść.- Gdzie jesteś?! Odpowiedz!- gorączkowo rozglądałam się, nie dopuszczając do siebie myśli o tym, że mogła...mogła się poślizgnąć i spaść...
Ulgą było dla mnie to, iż zza jednego z kamieni wystawał mały, kolorowy ogonek. Podeszłam, oglądając "z góry" to, co siedziało za nim.- Jesteś...- szepnęłam, siadając obok niej. Ta, ze spuszczoną głową odwróciła się ode mnie. Westchnęłam, nie wiedząc, jak z nią rozmawiać.- Słuchaj..- zaczęłam niepewnie, dokładnie się jej przyglądając. Ta, zwróciła na mnie swój wzrok.- Moja mama odeszła, gdy byłam bardzo młoda. Nawet młodsza od ciebie. Więc wychowywał mnie ojciec.
- A co to ma do rzeczy?- Przerwała mi swoim delikatnym głosikiem.
- To, że on..potem jego też straciłam. Na początku byłam zdruzgotana. Robiłam..wiele złych rzeczy dla tego, że ich przy mnie nie było.- po chwili namysłu, nieco poprawiłam te zdanie- Uważałam, że to przeze mnie. Okłamał mnie. Miał pewne porachunki, o których ani ja, ani mama nie wiedziałyśmy. Ukrywał to dla naszego dobra. Jednak mu się nie udało uciec od przeszłości. Przez niego, zostałam osierocona. Ale oddał życie, broniąc mnie. I wiesz co? Brakowało mi go. To był mój ojciec i mimo kłamstwa, dalej nie mogłam pogodzić się z tym, że odszedł. Że zrobił to wszystko..dla mnie.A nie mogłam mu powiedzieć, jak jestem mu wdzięczna, że mnie obronił. Tak samo jest z twoją mamą. Kłamała, ale dla tego, że chciała dla ciebie jak najlepiej! A teraz ci powiedziała, bo uznała, że jesteś na to gotowa. Powiedziała, że jesteś niezwykle mądrą suczką i na pewno zrozumiesz. Kochasz ją. Wiem to. A ona ciebie, mimo wszystko. Nie pozwól, żeby takie coś was rozłączyło. Bo kiedyś może ci jej zabraknąć. W tedy będzie za późno.- Po mojej wypowiedzi, wtuliła się w moje futro, cicho płacząc. Uśmiechnęłam się lekko, dodając jej tym samym otuchy- Więc?
- Idźmy do nich.- zasugerowała, a ja, zaskoczona tym, przytaknęłam. Wzięłam ją na grzbiet i w miarę możliwości zaczęłam biec do domu Hoizona. Chciałabym mieć szczeniaki...przeszło mi przez myśl, przez potrząsnęłam głową. Ja i szczeniaki? Toż nie nadaję się nie matkę!
Horizon? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
- Ona na to zasługuje.- Przybliżyłam się jeszcze bardziej. Dziecko powinno znać prawdę. Gdyby dowiedziała się potem, byłyby większe kłopoty.A i bolało by bardziej widząc, że własna matka okłamywała ją przez tyle czasu. Czy ona tego nie rozumie? Tak, jest jej matką i chce dla niej jak najlepiej. - jest mądrym szczeniakiem! Na pewno zrozumie...doceni, że powiedziałaś jej teraz.
- Znienawidzi mnie. Tyle czasu wmawiałam jej, że ojciec odszedł, że nie wróci. A teraz mam to tak szybko zmienić?
- Lepiej teraz, niż później - odezwał się Horizon. - Nuti ma rację. Jest niezwykle inteligentnym dzieckiem.
Suczka w zastanowieniu położyła łeb na stół, wzdychając głośno. W międzyczasie, posłałam Bringowi delikatny, pokrzepiający uśmiech, co odwzajemnił. Wznowiłam obserwowanie białego owczarka. Nie była pewna co do niczego. Czy ją rozumiałam? W połowie. Nigdy nie miałam szczeniąt, więc być może nie rozumiem jej uczyć, dla tego kieruję się swoimi.
- Jeśli nie zrobisz tego sama... Pomogę ci. - szepnęłam w końcu, napotykając ich zdziwione spojrzenia. Oaza spokoju? W duchu miałam ochotę wybić połowę zwierzęcej populacji. Ale każdy wie, że i tak by mi się to nie udało, poza tym, nie będę robić awantury przy dziecku, bo tak się spraw nie załatwia. Kathie kiwnęła głową, odchodząc od kawałka drewna, jednocześnie posyłając mi prowadzące do góry spojrzenie. Poszłam więc za nią, zostawiając Horizona samego. Ale i on chciał to zobaczyć, więc dołączył do nas.
- Mumtaz, kochanie...- zawołała suczka, a mała od razu pojawiła się tuż przed nami. Za nią, stał padający na łapy lokaj. Kiwnął jedynie głową, oddalając się.
- Tak? - uniosła na nas swój zaciekawiony wzrok.
- Bo wiesz...pamiętasz jak mówiłam o twoim tacie?
Zostaw ich...to przecież nie twoja sprawa. Pomyślałam. Nie chciałam, jednak może warto słuchać intuicji?
- Zostawię was.- Szepnęłam, oddalając się w kierunku salonu. Nie wiedząc, ile takie...przywitanie może trwać, rozłożyłam się na kanapie w celu drzemki.
~*~
mój odpoczynek nie był długi. Przerwał go czyjś szloch, oraz delikatny krzyk. Zmrużyłam oczy i wstałam, zaglądając do pokoju na samej górze. Przez małą szparkę dało się zauważyć córkę i matkę, które najwyraźniej głośno rozmawiały o tej sprawie. Z cichym westchnięciem pokonałam większość schodów, aż pod moimi łapami przebiegła nakrapiana postać.
- Mumtaz!- Krzyknęła Kathie, lecąc za nią, a w międzyczasie posyłając mi rozgniewane postacie.
- Co się stało?- spytałam, widząc smutnego Horizona. Ten tylko ukradkiem posłał mi zawiedzione spojrzenie.
- Najwidoczniej...nie zrozumiała tego, jak byśmy chcieli.- Wzruszył bezsilnie ramionami i razem zeszliśmy razem. Suczka, panicznie biegała po dworze, krzycząc imię swego szczeniaka. Zaniepokojona tą postawą, ponownie spytałam, o co chodzi.
- UCIEKŁA! I co?! "Ona zrozumie"?- wydarła się, powarkując- a jeśli coś się stanie? To będzie moja wina!- Tym razem złość dała miejsce płaczowi. Nie bardzo wiedząc co robić, poradziłam swemu partnerowi by z nią został. A sama ruszyłam biegiem, za nawet najcieńszą wonią małej suczki. Śnieg na nowo zaczął padać, co było utrudnieniem nie tylko dla mnie, ale i dla niej. Nawet mała zmiana pogody może sprawić, że to miejsce zmieni się nie do poznania. Dla takiego psa, ławo jest się zgubić. Od razu też do głowy wpadły mi okropne myśli, że...to też moja wina. to JA kazałam powiedzieć jej prawdę. Więc jeśli coś jej się stanie, to będzie MOJA wina...
-Mumtaz!- Krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam, gdy zatrzymała mnie ogromna przepaść.- Gdzie jesteś?! Odpowiedz!- gorączkowo rozglądałam się, nie dopuszczając do siebie myśli o tym, że mogła...mogła się poślizgnąć i spaść...
Ulgą było dla mnie to, iż zza jednego z kamieni wystawał mały, kolorowy ogonek. Podeszłam, oglądając "z góry" to, co siedziało za nim.- Jesteś...- szepnęłam, siadając obok niej. Ta, ze spuszczoną głową odwróciła się ode mnie. Westchnęłam, nie wiedząc, jak z nią rozmawiać.- Słuchaj..- zaczęłam niepewnie, dokładnie się jej przyglądając. Ta, zwróciła na mnie swój wzrok.- Moja mama odeszła, gdy byłam bardzo młoda. Nawet młodsza od ciebie. Więc wychowywał mnie ojciec.
- A co to ma do rzeczy?- Przerwała mi swoim delikatnym głosikiem.
- To, że on..potem jego też straciłam. Na początku byłam zdruzgotana. Robiłam..wiele złych rzeczy dla tego, że ich przy mnie nie było.- po chwili namysłu, nieco poprawiłam te zdanie- Uważałam, że to przeze mnie. Okłamał mnie. Miał pewne porachunki, o których ani ja, ani mama nie wiedziałyśmy. Ukrywał to dla naszego dobra. Jednak mu się nie udało uciec od przeszłości. Przez niego, zostałam osierocona. Ale oddał życie, broniąc mnie. I wiesz co? Brakowało mi go. To był mój ojciec i mimo kłamstwa, dalej nie mogłam pogodzić się z tym, że odszedł. Że zrobił to wszystko..dla mnie.A nie mogłam mu powiedzieć, jak jestem mu wdzięczna, że mnie obronił. Tak samo jest z twoją mamą. Kłamała, ale dla tego, że chciała dla ciebie jak najlepiej! A teraz ci powiedziała, bo uznała, że jesteś na to gotowa. Powiedziała, że jesteś niezwykle mądrą suczką i na pewno zrozumiesz. Kochasz ją. Wiem to. A ona ciebie, mimo wszystko. Nie pozwól, żeby takie coś was rozłączyło. Bo kiedyś może ci jej zabraknąć. W tedy będzie za późno.- Po mojej wypowiedzi, wtuliła się w moje futro, cicho płacząc. Uśmiechnęłam się lekko, dodając jej tym samym otuchy- Więc?
- Idźmy do nich.- zasugerowała, a ja, zaskoczona tym, przytaknęłam. Wzięłam ją na grzbiet i w miarę możliwości zaczęłam biec do domu Hoizona. Chciałabym mieć szczeniaki...przeszło mi przez myśl, przez potrząsnęłam głową. Ja i szczeniaki? Toż nie nadaję się nie matkę!
Horizon? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
wtorek, 6 grudnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
Pies wybiegł szybko, jakby doznał jakiegoś objawienia...
- Okłamała mnie!- Rzucił na pożegnanie, co było dosyć dziwne. Kto? Ja suczka?
Zastanowiła mnie relacja ze spotkania. CZYLI JEST OJCEM?!
Wybiegłam za nim, o mało nie waląc w drzwi z prędkością światła.
- Czekaj!- Krzyknęłam, jednak straciłam go z widoku. Zatrzymując się, kręciłam głową w tę i wewte. Ani śladu. Pomyślałam nad tym, gdzie mógł pobiec. Może do niej..ale gdzie mieszka? Przeszukanie całych terenów zajmie mi wieki! Nagle, coś przykuło moją uwagę. A mianowicie szkółka, przy której stało trochę psów. To ja tak daleko wybiegłam od jaskini...?
No nic.
Szybkim tempem szłam w kierunku pary psów, z czego jeden wyglądał jak Horiś.
~*~
Niepewnym krokiem zbliżyłam się do nich. W jednym momencie, pies odwrócił się. Uśmiech wkradł się na mój pysk, mimo małego zakłopotania. Przytuliłam się do niego, łącząc się pocałunkiem. Ale coś było nie tak. A mianowicie biała suczka, owczarek, przypatrywałam nam się z rozwartą szczęką. A obok niej to nakrapiane szczenię. Mój partner zauważył iż zainteresowałam się tą istotą.
- Nuti, co jest? Chodźmy do jaskini- wiedziałam, że chciał zmienić. temat. O nie. Tak łatwo to nie będzie. Wyrwałam się z jego uścisku, mrużąc oczy. Moja głowa była nisko, poczułam jej zapach. Denerwowała się, a mimo to, stała w miejscu. Mała się cofnęła, by schować się między łapami swojej matki.
- Kim jesteś?- Z suki wydobył się cichy, stłumiony dźwięk.
- Raczej pytanie, kim TY jesteś- rozwarłam szerzej oczy, by się jej przyjrzeć. Poczułam łapę na swoim grzbiecie- To ona?- Tym razem zwróciłam się do niego. Przytaknął, odwracając wzrok.
- Musimy porozmawiać- zaczęłam, dając znak głową byśmy poszły z dala od jej dziecka. Najpierw nie chciała się zgodzić, jednak po naleganiach z mojej strony, zgodziła się.
Odeszłyśmy na bok, gdy Horizon został z małą Mumtaz. Zatrzymałam się, rozprostowując kości. Byłam od niej o niebo wyższa, co dawało mi taką jakąś..przewagę?
- Więc?- Uniosła na mnie wzrok.
- Kto jest jej ojcem?- Zadałam krótkie, sensowne pytanie. Czy zechce na nie odpowiedzieć? Mam nadzieję. Nie chciałam robić tutaj scen...jestem Aflą, a tak nie wypada.- Odpowiadaj- szepnęłam, by tylko ona to spytała.
- Nie.- odparła beznamiętnie.- Ale ja też muszę o coś zapytać...
- Pytaj.
- Jesteś jego...
- Partnerką. Tak- dokończyłam za nią, czym była nieco zdenerwowana. Przybliżyłam się, a ta cofnęła o dwa kroki.- Nie kłam i powiedz prawdę.
- Mówię!- Powiedziała głośniej, co spotkało się z mym morderczym wzrokiem.
- Tak nie dojdziemy do porozumienia- pokręciłam głową- chodźmy do Horizona jaskini.
- A Mumtaz?
- Zajmie się nią lokaj psa.- Przytaknęła niepewnie. Nie myślałam, że jest taka skora do rozmów. Obie podreptałyśmy w stronę psa, a ten ukradkiem posłał mi pytające spojrzenie. Oznajmiłam mu, że chcemy porozmawiać w spokoju. Zgodził się, abyśmy poszli do niego. Szczeniak szedł obok mamy, jednocześnie rozmawiając z Horizonem. Ja natomiast szłam najbardziej z tyłu, przyglądając się tej trójce.Wyobraziłam sobie, co dokładnie mogło ich łączyć? Jakiś poważniejszy związek? A może jakaś krótkotrwała znajomość?
Pozostaje mi czekać na wyjaśnienia...
~*~
Rozsiadłam się jako pierwsza przy stoliku, czekając da dwójkę pozostałych. Mumtaz poszła właśnie z lokajem, chcąc bawić się w....w sumie nie wiem co. Słyszałam tylko *No poooobaw się ze mną*
Uśmiechnęłam się pod nosem, myśląc, że fajni byłoby mieć dzieciństwo pełne miłości, zabawy...
Horizon?
- Okłamała mnie!- Rzucił na pożegnanie, co było dosyć dziwne. Kto? Ja suczka?
Zastanowiła mnie relacja ze spotkania. CZYLI JEST OJCEM?!
Wybiegłam za nim, o mało nie waląc w drzwi z prędkością światła.
- Czekaj!- Krzyknęłam, jednak straciłam go z widoku. Zatrzymując się, kręciłam głową w tę i wewte. Ani śladu. Pomyślałam nad tym, gdzie mógł pobiec. Może do niej..ale gdzie mieszka? Przeszukanie całych terenów zajmie mi wieki! Nagle, coś przykuło moją uwagę. A mianowicie szkółka, przy której stało trochę psów. To ja tak daleko wybiegłam od jaskini...?
No nic.
Szybkim tempem szłam w kierunku pary psów, z czego jeden wyglądał jak Horiś.
~*~
Niepewnym krokiem zbliżyłam się do nich. W jednym momencie, pies odwrócił się. Uśmiech wkradł się na mój pysk, mimo małego zakłopotania. Przytuliłam się do niego, łącząc się pocałunkiem. Ale coś było nie tak. A mianowicie biała suczka, owczarek, przypatrywałam nam się z rozwartą szczęką. A obok niej to nakrapiane szczenię. Mój partner zauważył iż zainteresowałam się tą istotą.
- Nuti, co jest? Chodźmy do jaskini- wiedziałam, że chciał zmienić. temat. O nie. Tak łatwo to nie będzie. Wyrwałam się z jego uścisku, mrużąc oczy. Moja głowa była nisko, poczułam jej zapach. Denerwowała się, a mimo to, stała w miejscu. Mała się cofnęła, by schować się między łapami swojej matki.
- Kim jesteś?- Z suki wydobył się cichy, stłumiony dźwięk.
- Raczej pytanie, kim TY jesteś- rozwarłam szerzej oczy, by się jej przyjrzeć. Poczułam łapę na swoim grzbiecie- To ona?- Tym razem zwróciłam się do niego. Przytaknął, odwracając wzrok.
- Musimy porozmawiać- zaczęłam, dając znak głową byśmy poszły z dala od jej dziecka. Najpierw nie chciała się zgodzić, jednak po naleganiach z mojej strony, zgodziła się.
Odeszłyśmy na bok, gdy Horizon został z małą Mumtaz. Zatrzymałam się, rozprostowując kości. Byłam od niej o niebo wyższa, co dawało mi taką jakąś..przewagę?
- Więc?- Uniosła na mnie wzrok.
- Kto jest jej ojcem?- Zadałam krótkie, sensowne pytanie. Czy zechce na nie odpowiedzieć? Mam nadzieję. Nie chciałam robić tutaj scen...jestem Aflą, a tak nie wypada.- Odpowiadaj- szepnęłam, by tylko ona to spytała.
- Nie.- odparła beznamiętnie.- Ale ja też muszę o coś zapytać...
- Pytaj.
- Jesteś jego...
- Partnerką. Tak- dokończyłam za nią, czym była nieco zdenerwowana. Przybliżyłam się, a ta cofnęła o dwa kroki.- Nie kłam i powiedz prawdę.
- Mówię!- Powiedziała głośniej, co spotkało się z mym morderczym wzrokiem.
- Tak nie dojdziemy do porozumienia- pokręciłam głową- chodźmy do Horizona jaskini.
- A Mumtaz?
- Zajmie się nią lokaj psa.- Przytaknęła niepewnie. Nie myślałam, że jest taka skora do rozmów. Obie podreptałyśmy w stronę psa, a ten ukradkiem posłał mi pytające spojrzenie. Oznajmiłam mu, że chcemy porozmawiać w spokoju. Zgodził się, abyśmy poszli do niego. Szczeniak szedł obok mamy, jednocześnie rozmawiając z Horizonem. Ja natomiast szłam najbardziej z tyłu, przyglądając się tej trójce.Wyobraziłam sobie, co dokładnie mogło ich łączyć? Jakiś poważniejszy związek? A może jakaś krótkotrwała znajomość?
Pozostaje mi czekać na wyjaśnienia...
~*~
Rozsiadłam się jako pierwsza przy stoliku, czekając da dwójkę pozostałych. Mumtaz poszła właśnie z lokajem, chcąc bawić się w....w sumie nie wiem co. Słyszałam tylko *No poooobaw się ze mną*
Uśmiechnęłam się pod nosem, myśląc, że fajni byłoby mieć dzieciństwo pełne miłości, zabawy...
Horizon?
poniedziałek, 5 grudnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
Obudziłam się w jego ramionach, co spowodowało niezmiernie wielki uśmiech na moim pysku. Nie zostawi mnie...Jednak nie byłam pewna, co do tego jest "Wyjścia". NIE. Jest dorosły, poradzi sobie...Ufam mu.
Poruszyłam łbem, by spojrzeć w jego zamknięte oczy. Równomierny oddech stawał się kojący i dla mnie, lecz po chwili zmienił swój bieg.
- Siema Nutts- Odezwał się z uśmiechem.
- Joł Horiś.- Zaśmiałam się cicho- co dzisiaj zjesz?
- Wiesz co..- przeciągnął się- marzy mi się królik.
- więc idź.- Zepchnęłam go, chwilę później rozkładając się na całej kanapie.
- Ej!- Usłyszałam jęk niezadowolenia.- Tak nie wolno!- Wyszczerzyłam się w szyderczym uśmieszku, wskazując łapą drzwi, jednocześnie robiąc minę szczeniaczka. Jedynie przewrócił oczami i wyszedł. Na pożegnanie dostał jeszcze krótkie "kocham cię".
Znikająca sylwetka za drzwiami stała się rozmazana. Ziewnęłam przeciągle pozwalając, by łzy spłynęły z moich oczu. Postanowiłam się ogarnąć. Zanim Horizon wróci, trochę minie...Więc można pójść na plażę. Chociaż kąpiel w zimę? A co tam! Jestem wolnym stworzeniem! Najwyżej zamarznę, ale przynajmniej będę ładnie pachnieć.
Z tą myślą zerwałam się na równe łapy i pognałam w stronę owego miejsca. Mijałam ośnieżone drzewa, ścieżki, zamarznięte rzeki, kałuże...Ładny widok. A przynajmniej dla mnie.
Doszłam wreszcie do upragnionego, spokojnego miejsca. Zamaczając łapy w zimnej, jak na razie nie zamarzniętej wodzie, poczułam przyjemne dreszcze. Nucąc jakąś melodię, rysowałam w piasku różne obrazki, potem się w nim tarzałam i biegałam jak szaleniec przez suche pasmo między wodą a lasem. Jak szczeniak...
Po chwili, usłyszałam coś. Było to...chrumkanie? Zmarszczyłam czoło, starając się dotrzeć do źródła dźwięku. Rzeczywiście, jakaś brązowa istota grzebała w ziemi niczym wiertnik. Przyglądałam się temu "zjawisku" z ciekawością. Ale gdy mój wzrok napotkał żółte tęczówki, zwierze zebrało się w sobie i wyszło mi na przeciw. Cofnęłam się, jednocześnie wiedząc, iż każde zwierze może być niebezpieczne. A taki dzik, wystarczy że cię staranuje i już żebra połamane. A jego wściekłe powarkiwaniu zmusiły mnie do zostawienia go w spokoju. Czas wracać.
Tak więc wybrałam drogę powrotną, która ciągnęła się jeszcze wzdłuż plaży aż do lasu.
~*~
- Horiiiś!- Krzyknęłam, pojawiając się w drzwiach. Zastałam tam jednak nie mego partnera, a jego brata.- Devo, widziałeś swego brata może?
- Myślałem, że...- zaczął, ukazując mi swoje pytające spojrzenie.
-że...?
- Właśnie wyszedł z kimś, myślałem, że to ty...-mruknął po chwili.- Jeśli chcesz
- Nie..dzięki- przerwałam mu- jak wróci, powiedz żeby przyszedł do mojej jaskini.
Pies kiwnął głową, więc zostawiłam go samego, wracając do owej jaskini.
Weszłam do zimnego pomieszczenia, zastanawiając się, czy zrobić sobie ognisko. Uznałam ten pomysł, za świetny! Ciepełko, które za chwilę rozleje się po zimnych kamieniach, i tak dalej, i tak dalej...Zanim to jednak uczynię, drewno samo się nie zbierze. Odetchnęłam, biorąc trzy długie wdechy. Wyszłam na mróz, chcąc poszukać suchych gałęzi. No ale, jeśli chodzi o to, w zimę jest mało prawdopodobne by znaleźć coś takiego. A w tym wszystkim myślałam, że może Horizon poszedł rozmawiać ze swoją....jak to nazwać? Z matką swojej córki?
<Horizon? Jakoś takoś wyszło..>
Poruszyłam łbem, by spojrzeć w jego zamknięte oczy. Równomierny oddech stawał się kojący i dla mnie, lecz po chwili zmienił swój bieg.
- Siema Nutts- Odezwał się z uśmiechem.
- Joł Horiś.- Zaśmiałam się cicho- co dzisiaj zjesz?
- Wiesz co..- przeciągnął się- marzy mi się królik.
- więc idź.- Zepchnęłam go, chwilę później rozkładając się na całej kanapie.
- Ej!- Usłyszałam jęk niezadowolenia.- Tak nie wolno!- Wyszczerzyłam się w szyderczym uśmieszku, wskazując łapą drzwi, jednocześnie robiąc minę szczeniaczka. Jedynie przewrócił oczami i wyszedł. Na pożegnanie dostał jeszcze krótkie "kocham cię".
Znikająca sylwetka za drzwiami stała się rozmazana. Ziewnęłam przeciągle pozwalając, by łzy spłynęły z moich oczu. Postanowiłam się ogarnąć. Zanim Horizon wróci, trochę minie...Więc można pójść na plażę. Chociaż kąpiel w zimę? A co tam! Jestem wolnym stworzeniem! Najwyżej zamarznę, ale przynajmniej będę ładnie pachnieć.
Z tą myślą zerwałam się na równe łapy i pognałam w stronę owego miejsca. Mijałam ośnieżone drzewa, ścieżki, zamarznięte rzeki, kałuże...Ładny widok. A przynajmniej dla mnie.
Doszłam wreszcie do upragnionego, spokojnego miejsca. Zamaczając łapy w zimnej, jak na razie nie zamarzniętej wodzie, poczułam przyjemne dreszcze. Nucąc jakąś melodię, rysowałam w piasku różne obrazki, potem się w nim tarzałam i biegałam jak szaleniec przez suche pasmo między wodą a lasem. Jak szczeniak...
Po chwili, usłyszałam coś. Było to...chrumkanie? Zmarszczyłam czoło, starając się dotrzeć do źródła dźwięku. Rzeczywiście, jakaś brązowa istota grzebała w ziemi niczym wiertnik. Przyglądałam się temu "zjawisku" z ciekawością. Ale gdy mój wzrok napotkał żółte tęczówki, zwierze zebrało się w sobie i wyszło mi na przeciw. Cofnęłam się, jednocześnie wiedząc, iż każde zwierze może być niebezpieczne. A taki dzik, wystarczy że cię staranuje i już żebra połamane. A jego wściekłe powarkiwaniu zmusiły mnie do zostawienia go w spokoju. Czas wracać.
Tak więc wybrałam drogę powrotną, która ciągnęła się jeszcze wzdłuż plaży aż do lasu.
~*~
- Horiiiś!- Krzyknęłam, pojawiając się w drzwiach. Zastałam tam jednak nie mego partnera, a jego brata.- Devo, widziałeś swego brata może?
- Myślałem, że...- zaczął, ukazując mi swoje pytające spojrzenie.
-że...?
- Właśnie wyszedł z kimś, myślałem, że to ty...-mruknął po chwili.- Jeśli chcesz
- Nie..dzięki- przerwałam mu- jak wróci, powiedz żeby przyszedł do mojej jaskini.
Pies kiwnął głową, więc zostawiłam go samego, wracając do owej jaskini.
Weszłam do zimnego pomieszczenia, zastanawiając się, czy zrobić sobie ognisko. Uznałam ten pomysł, za świetny! Ciepełko, które za chwilę rozleje się po zimnych kamieniach, i tak dalej, i tak dalej...Zanim to jednak uczynię, drewno samo się nie zbierze. Odetchnęłam, biorąc trzy długie wdechy. Wyszłam na mróz, chcąc poszukać suchych gałęzi. No ale, jeśli chodzi o to, w zimę jest mało prawdopodobne by znaleźć coś takiego. A w tym wszystkim myślałam, że może Horizon poszedł rozmawiać ze swoją....jak to nazwać? Z matką swojej córki?
<Horizon? Jakoś takoś wyszło..>
wtorek, 29 listopada 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
Miało być fajnie-wyszło jak zawsze. Miało być ciepło-było zimno. Nienawidzę tej pogody! W miarę ładne niebo zmieniło się na silne opady i zimny, porywisty wiatr. I po co mi było spać na łące?
Obolała wstałam, starając się przeciągnąć. Udało mi się to z trudem. Ruszyłam przodem, z zamiarem odwiedzenia Horizona. Powinien być w pracy...
~*~
Weszłam do znanej mi jaskini, otwierając drzwi i wymijając jakiegoś psa. wpatrując się w Horizona. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak..
- Witaj Nuti- uśmiechnął się blado. Zmrużyłam oczy, dokładnie lustrując go wzrokiem.
- Hej kochanie- Przytuliłam go jednak. Od razu zrobiło mi się cieplej, czując jego łapy na moim grzbiecie.- Koniec słodkości, gadaj co się stało.- Odsunęłam się od niego, widząc jego zdziwione spojrzenie.
- Ale co?- Uniósł brew, nie wiedząc o co mi chodzi. Westchnęłam, okrążając go i wchodząc do pustego pomieszczenia. Poszedł w moje ślady, a że byliśmy sami, mogłam go dokładnie wypytać o ten stan.
- Widzę, że coś nie gra...- Zbliżyłam się do niego, patrząc mu w oczy. Chwilę milczał, nad czymś się zastanawiając.
- Nic mi nie jest.- ponownie się uśmiechnął.- Nie martw się.
- Będę.- Odparłam z kamienną twarzą- więc? Mi możesz powiedzieć, wiesz o tym.
Dalej siedzieliśmy w milczeniu. Jego wzrok był nieobecny, mimo iż patrzył prosto na mnie.
- To tylko przez pracę..wiesz. Okulista nie ma łatwo- starał się coś wymyślić. Zaczęłam się irytować i denerwować. Może to coś związanego ze mną? Ta myśl spowodowała lekkie dreszcze.
- Horiś no...jeśli chodzi o coś ze mną, to chyba powinnam wiedzieć?
- Nie, tu nie chodzi o ciebie, tylko....eh...- Westchnął, głowę odchylając do tyłu. Podeszłam bliżej, kierując jego oczy prosto w moje. Stykaliśmy się czołami, przymykając lekko oczy. Poczułam jego płytki, szybki oddech i bicie serca. Denerwował się.
- Słuchaj. Jeżeli coś się stało, nawet najstraszniejsza rzecz na świecie, mi możesz powiedzieć. Dalej jestem twoją przyjaciółką, która pomoże ci zawsze i wszędzie. - na końcu pocałowałam go delikatnie, co odwzajemnił.
- A jeżeli przez to nasza relacja się popsuje?- Szepnął.- NASZA relacja?- Ale w jaki sposób? Zaczynam się bać...Jednak muszę wiedzieć o co chodzi.
- To w tedy nie dość, że przestanę cię lubić, to cię jeszcze zabiję.- Uśmiechnęłam się szeroko, ukazując białe kły. Cichy śmiech wyrywający się z jego pyska świadczył o tym, iż nieco się uspokoił. Znów powstała między nami przestrzeń, jednak kontakt wzrokowy pozostawał taki sam.- Więc?- pogoniłam go.
- Ale..obiecaj mi, że mimo to dalej będziemy razem- Złapał mnie za "ramiona ". Po chwili wahania pokiwałam głową na znak, że się zgadzam.- Nuti, ja...Byłem na spacerze i spotkałem takie szczeniaka.
- Jakiego szczeniaka?- Przerwałam mu- to chyba..normalne, nie?
- Prawie. To była suczka imieniem Mumtaz. podobna do mnie..-znów odwrócił wzrok. Chwilę mi zajęło przetworzenie tego słowa. "Podobna do mnie..." NO NIE.
Zatrzęsłam się, a moje serce gwałtownie biło. Otwarłam ze zdumieniem pysk, lustrując go uważnym wzrokiem.
-Czy to..-zaczęłam niepewnie, z trudem łapiąc powietrze. Jedno jego spojrzenie i już wiedziałam...To prawda.
- Nie wiem, czy to prawda...Ale..
- Jak mogłeś?!- Wyrwało mi się. Cofnęłam się o kilka kroków, zaciskając zęby. Pokręcił głową, smutno zatrzymując rogówki na jednym z łóżek.- Od ilu to trwa?
- Ale co?
- TO Z MAMĄ TEJ SUCZKI.- Krzyknęłam, co spotkało się z jakimiś szeptami na korytarzu.
- Ale Nuti, to nie tak...Wydaje mi się, że to było zanim cię poznałem i..
- A ona? wie, że jesteś ojcem jej dziecka? Jak to się w ogóle stało?!- nie wiedziałam, jak na to zareagować. To było ponad wszystkie moje siły..Horizon może mieć szczenię z kimś innym? A co jeśli...mnie zostawi? Dla niej?
Horiś? Trochę dramatu nie zaszkodzi :'D
Obolała wstałam, starając się przeciągnąć. Udało mi się to z trudem. Ruszyłam przodem, z zamiarem odwiedzenia Horizona. Powinien być w pracy...
~*~
Weszłam do znanej mi jaskini, otwierając drzwi i wymijając jakiegoś psa. wpatrując się w Horizona. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak..
- Witaj Nuti- uśmiechnął się blado. Zmrużyłam oczy, dokładnie lustrując go wzrokiem.
- Hej kochanie- Przytuliłam go jednak. Od razu zrobiło mi się cieplej, czując jego łapy na moim grzbiecie.- Koniec słodkości, gadaj co się stało.- Odsunęłam się od niego, widząc jego zdziwione spojrzenie.
- Ale co?- Uniósł brew, nie wiedząc o co mi chodzi. Westchnęłam, okrążając go i wchodząc do pustego pomieszczenia. Poszedł w moje ślady, a że byliśmy sami, mogłam go dokładnie wypytać o ten stan.
- Widzę, że coś nie gra...- Zbliżyłam się do niego, patrząc mu w oczy. Chwilę milczał, nad czymś się zastanawiając.
- Nic mi nie jest.- ponownie się uśmiechnął.- Nie martw się.
- Będę.- Odparłam z kamienną twarzą- więc? Mi możesz powiedzieć, wiesz o tym.
Dalej siedzieliśmy w milczeniu. Jego wzrok był nieobecny, mimo iż patrzył prosto na mnie.
- To tylko przez pracę..wiesz. Okulista nie ma łatwo- starał się coś wymyślić. Zaczęłam się irytować i denerwować. Może to coś związanego ze mną? Ta myśl spowodowała lekkie dreszcze.
- Horiś no...jeśli chodzi o coś ze mną, to chyba powinnam wiedzieć?
- Nie, tu nie chodzi o ciebie, tylko....eh...- Westchnął, głowę odchylając do tyłu. Podeszłam bliżej, kierując jego oczy prosto w moje. Stykaliśmy się czołami, przymykając lekko oczy. Poczułam jego płytki, szybki oddech i bicie serca. Denerwował się.
- Słuchaj. Jeżeli coś się stało, nawet najstraszniejsza rzecz na świecie, mi możesz powiedzieć. Dalej jestem twoją przyjaciółką, która pomoże ci zawsze i wszędzie. - na końcu pocałowałam go delikatnie, co odwzajemnił.
- A jeżeli przez to nasza relacja się popsuje?- Szepnął.- NASZA relacja?- Ale w jaki sposób? Zaczynam się bać...Jednak muszę wiedzieć o co chodzi.
- To w tedy nie dość, że przestanę cię lubić, to cię jeszcze zabiję.- Uśmiechnęłam się szeroko, ukazując białe kły. Cichy śmiech wyrywający się z jego pyska świadczył o tym, iż nieco się uspokoił. Znów powstała między nami przestrzeń, jednak kontakt wzrokowy pozostawał taki sam.- Więc?- pogoniłam go.
- Ale..obiecaj mi, że mimo to dalej będziemy razem- Złapał mnie za "ramiona ". Po chwili wahania pokiwałam głową na znak, że się zgadzam.- Nuti, ja...Byłem na spacerze i spotkałem takie szczeniaka.
- Jakiego szczeniaka?- Przerwałam mu- to chyba..normalne, nie?
- Prawie. To była suczka imieniem Mumtaz. podobna do mnie..-znów odwrócił wzrok. Chwilę mi zajęło przetworzenie tego słowa. "Podobna do mnie..." NO NIE.
Zatrzęsłam się, a moje serce gwałtownie biło. Otwarłam ze zdumieniem pysk, lustrując go uważnym wzrokiem.
-Czy to..-zaczęłam niepewnie, z trudem łapiąc powietrze. Jedno jego spojrzenie i już wiedziałam...To prawda.
- Nie wiem, czy to prawda...Ale..
- Jak mogłeś?!- Wyrwało mi się. Cofnęłam się o kilka kroków, zaciskając zęby. Pokręcił głową, smutno zatrzymując rogówki na jednym z łóżek.- Od ilu to trwa?
- Ale co?
- TO Z MAMĄ TEJ SUCZKI.- Krzyknęłam, co spotkało się z jakimiś szeptami na korytarzu.
- Ale Nuti, to nie tak...Wydaje mi się, że to było zanim cię poznałem i..
- A ona? wie, że jesteś ojcem jej dziecka? Jak to się w ogóle stało?!- nie wiedziałam, jak na to zareagować. To było ponad wszystkie moje siły..Horizon może mieć szczenię z kimś innym? A co jeśli...mnie zostawi? Dla niej?
Horiś? Trochę dramatu nie zaszkodzi :'D
poniedziałek, 12 września 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
- A co, jeśli nie?- spytałam podejrzliwie. Przyjaciel Bringa, mimo tego optymizmu wydawał mi się podejrzany...Ale nie chcę pokazać, że coś do niego mam...
- Wierz mi. - uśmiechnął się biało czarny border.
- okej...-westchnęłam. W tedy podszedł do nas ten człowiek. Swoją posturą starałam się odzwierciedlić psa. Głowę natomiast ukryłam w sierści Horizona, ukradkiem spoglądając na zbliżającą się do nas postać.
- Horizon, kolego! - mężczyzna pogłaskał psa, a ten uśmiechnął się w jego stronę.
W tedy, ręką powędrowała do mnie. Ja mam się bać? Chyba powinno być na odwrót.
Podniosłam głowę i zobaczyłam jak dłoń gwałtownie się odsuwa, a czlowiek leży na ziemi. Na moim pysku zagościł ledwo widoczny uśmiech.
Wstałam i podeszłam powoli. Ten jeszcze bardziej się cofnął.
Wzrok skierowałam na czarno białego bordera.
- Spokojnie. - uśmiechnął się delikatnie.
Usiadłam więc obok mężczyzny, a ten spojrzał na mnie pytająco. Jednak potem podniósł się i niepewnie mnie pogłaskał. Potem poszło z górki, mimo iż był zdziwiony. Nie dziwię mu się... Zazwyczaj tacy jak ja zabijali ludziom zwierzęta chodowlane.
Jeszcze potem rozmawialiśmy z dla mnie nowo poznanym psem. W sumie, może nie jest taki zły.
Horizon? Wybacz brak weny
- Wierz mi. - uśmiechnął się biało czarny border.
- okej...-westchnęłam. W tedy podszedł do nas ten człowiek. Swoją posturą starałam się odzwierciedlić psa. Głowę natomiast ukryłam w sierści Horizona, ukradkiem spoglądając na zbliżającą się do nas postać.
- Horizon, kolego! - mężczyzna pogłaskał psa, a ten uśmiechnął się w jego stronę.
W tedy, ręką powędrowała do mnie. Ja mam się bać? Chyba powinno być na odwrót.
Podniosłam głowę i zobaczyłam jak dłoń gwałtownie się odsuwa, a czlowiek leży na ziemi. Na moim pysku zagościł ledwo widoczny uśmiech.
Wstałam i podeszłam powoli. Ten jeszcze bardziej się cofnął.
Wzrok skierowałam na czarno białego bordera.
- Spokojnie. - uśmiechnął się delikatnie.
Usiadłam więc obok mężczyzny, a ten spojrzał na mnie pytająco. Jednak potem podniósł się i niepewnie mnie pogłaskał. Potem poszło z górki, mimo iż był zdziwiony. Nie dziwię mu się... Zazwyczaj tacy jak ja zabijali ludziom zwierzęta chodowlane.
Jeszcze potem rozmawialiśmy z dla mnie nowo poznanym psem. W sumie, może nie jest taki zły.
Horizon? Wybacz brak weny
sobota, 3 września 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
- mogę cię do tego zatrudnić.
- Ale będziesz musiał mi płacić.
- Czym i ile? - otworzył jedno oko, dalej mrucząc jak kotek.
- No chyba nie słomą- parsknęłam śmiechem.
- Mam jej dużo, jak chcesz.
Zaprzestałam pieszczot, a ten wydał z siebie odgłos niezadowolenia. Machnęłam w jego stronę ogonem, powodując to, że zachwiał się i upadł. Zaśmiałam się pod nosem i zaczęłam powoli iść przed siebie. Po chwili, pies znalazł się obok mnie.
- Co ty na to, aby poskakać po górach?- Zwróciłam się w jego stronę.- Kózko?
- Nie jestem kozą...-odparł z podejrzliwym wzrokiem. Wyszczerzyłam kły w uśmiechu, a ten trochę się odsunął.
- Spokojnie, nie gustuje tych stworzeniach. Chociaż..dla ciebie mogę zrobić wyjątek.- znacząco poruszyłam brwiami.
- O.Nie. Nie tym razem, KOTKU- podkreślił ostatnie zdanie, uśmiechając się złośliwie, przez co napotkał mój morderczy wzrok.
XxX
Zaczęliśmy wdrapywać się na wyższe części góry. Tam były największe skały, kamienie, zbocza i wiele zabawy. Niczym wcześniej wspomniane kozy. skakaliśmy z jednej skały na drugą, "zjeżdżaliśmy" ze zbocz i tak w kółko, bawiąc się w berka. Ale naszą zabawę przerwał dzwonek. Kojarzyłam go. Gestem łapy Horizon uciszył mnie i schował się. Ja poszłam w jego ślady. Delikatnie wysunęliśmy głowy.
- Górnik z owcami..- szepnął pies. W sumie...pasuje mi do zaganiania ich, ponieważ gdy za młodych czasów mój ojciec na nie polował, widziałam podobne psy.
- To co? Uciekamy, czy się trochę zabawimy?- spytałam, a pies uniósł jedną brew. Westchnęłam głośno.- Okej, spróbujmy ich ominąć.
Horizon?
- Ale będziesz musiał mi płacić.
- Czym i ile? - otworzył jedno oko, dalej mrucząc jak kotek.
- No chyba nie słomą- parsknęłam śmiechem.
- Mam jej dużo, jak chcesz.
Zaprzestałam pieszczot, a ten wydał z siebie odgłos niezadowolenia. Machnęłam w jego stronę ogonem, powodując to, że zachwiał się i upadł. Zaśmiałam się pod nosem i zaczęłam powoli iść przed siebie. Po chwili, pies znalazł się obok mnie.
- Co ty na to, aby poskakać po górach?- Zwróciłam się w jego stronę.- Kózko?
- Nie jestem kozą...-odparł z podejrzliwym wzrokiem. Wyszczerzyłam kły w uśmiechu, a ten trochę się odsunął.
- Spokojnie, nie gustuje tych stworzeniach. Chociaż..dla ciebie mogę zrobić wyjątek.- znacząco poruszyłam brwiami.
- O.Nie. Nie tym razem, KOTKU- podkreślił ostatnie zdanie, uśmiechając się złośliwie, przez co napotkał mój morderczy wzrok.
XxX
Zaczęliśmy wdrapywać się na wyższe części góry. Tam były największe skały, kamienie, zbocza i wiele zabawy. Niczym wcześniej wspomniane kozy. skakaliśmy z jednej skały na drugą, "zjeżdżaliśmy" ze zbocz i tak w kółko, bawiąc się w berka. Ale naszą zabawę przerwał dzwonek. Kojarzyłam go. Gestem łapy Horizon uciszył mnie i schował się. Ja poszłam w jego ślady. Delikatnie wysunęliśmy głowy.
- Górnik z owcami..- szepnął pies. W sumie...pasuje mi do zaganiania ich, ponieważ gdy za młodych czasów mój ojciec na nie polował, widziałam podobne psy.
- To co? Uciekamy, czy się trochę zabawimy?- spytałam, a pies uniósł jedną brew. Westchnęłam głośno.- Okej, spróbujmy ich ominąć.
Horizon?
środa, 31 sierpnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
- Jak ty umiesz tak cudownie gotować?- Spytała, dalej senna. Z przymkniętymi oczami podeszłam do psa i powąchałam zawartość patelni.- Ale to cudooownie pachnie!- Jęknęłam.
- Trudno. Musisz poczekać.- uśmiechnął się złośliwie. Zmierzyłam go wzrokiem i poszłam do wyjścia.
- Idę się umyć. Mam nadzieję, że jak wrócę, jedzenie będzie gotowe. Bo jak nie, o się policzymy.- Powiedziałam, wypinając pierś. zanim wyszłam, usłyszałam parsknięcie śmiechem. Pokręciłam z rozbawieniem głową i ruszyłam do rzeki, w której się wykąpałam. Woda była cudownie chłodna...spędziłam w niej jakieś pół godziny, więc wyszłam niechętnie.
Już rozbudzona rześkim powietrzem, wracałam po jedzenie...Znaczy do Horizona! Który miał jedzenie...
Gdy byłam na miejscu, ujrzałam pełno jedzenia! I ten zapach...Cudowny!
Podbiegłam do mojego partnera i pocałowałam go namiętnie, po czym usiadłam do stołu.
- Wiesz, jeszcze przyjdzie moja rodzina, więc nie zjedz od razu wszystkiego.
- rodzina?- spytałam, zapatrzona w jedzenie.- spoko.
XxX
Rodzina Horizona właśnie przybyła, więc wszyscy zabraliśmy się za jedzenie, wspólnie gawędząc i wygłupiając się. W końcu, Bring zabrał głos.
- Chciałbym wam coś..ogłosić.- zaczął niepewnie. Wszyscy zwrócili na niego uwagę, czekając na dalszą część wypowiedzi.- Ja i Nuti...My jesteśmy partnerami.- uśmiechnął się do mnie, a wszyscy zaczęli nam gratulować.- Więc. Nuti, razem ze mną, jest Alfą.- Teraz to szaleństwo. wszyscy wydawali się być szczęśliwi...
XxX
Po śniadaniu, poszłam na spacer, do lasu. Skakałam przez pnie, krzaki, kamienie. tak mała, acz przyjemna rzecz.
- Gdzie tak pędzisz?!- koś wpadł na mnie, więc zaczęliśmy się turlać. po kolorze futra, zorientowałam się, że to nikt inny jak mój ukochany Horizon. Zatrzymaliśmy się, jednak zaczęłam go gonić. Ten uciekał ze śmiechem, gdy ja goniłam go z morderczym spojrzeniem.
- Nie uciekniesz mi łanio!- krzyknęłam.,
Bring? :3
- Trudno. Musisz poczekać.- uśmiechnął się złośliwie. Zmierzyłam go wzrokiem i poszłam do wyjścia.
- Idę się umyć. Mam nadzieję, że jak wrócę, jedzenie będzie gotowe. Bo jak nie, o się policzymy.- Powiedziałam, wypinając pierś. zanim wyszłam, usłyszałam parsknięcie śmiechem. Pokręciłam z rozbawieniem głową i ruszyłam do rzeki, w której się wykąpałam. Woda była cudownie chłodna...spędziłam w niej jakieś pół godziny, więc wyszłam niechętnie.
Już rozbudzona rześkim powietrzem, wracałam po jedzenie...Znaczy do Horizona! Który miał jedzenie...
Gdy byłam na miejscu, ujrzałam pełno jedzenia! I ten zapach...Cudowny!
Podbiegłam do mojego partnera i pocałowałam go namiętnie, po czym usiadłam do stołu.
- Wiesz, jeszcze przyjdzie moja rodzina, więc nie zjedz od razu wszystkiego.
- rodzina?- spytałam, zapatrzona w jedzenie.- spoko.
XxX
Rodzina Horizona właśnie przybyła, więc wszyscy zabraliśmy się za jedzenie, wspólnie gawędząc i wygłupiając się. W końcu, Bring zabrał głos.
- Chciałbym wam coś..ogłosić.- zaczął niepewnie. Wszyscy zwrócili na niego uwagę, czekając na dalszą część wypowiedzi.- Ja i Nuti...My jesteśmy partnerami.- uśmiechnął się do mnie, a wszyscy zaczęli nam gratulować.- Więc. Nuti, razem ze mną, jest Alfą.- Teraz to szaleństwo. wszyscy wydawali się być szczęśliwi...
XxX
Po śniadaniu, poszłam na spacer, do lasu. Skakałam przez pnie, krzaki, kamienie. tak mała, acz przyjemna rzecz.
- Gdzie tak pędzisz?!- koś wpadł na mnie, więc zaczęliśmy się turlać. po kolorze futra, zorientowałam się, że to nikt inny jak mój ukochany Horizon. Zatrzymaliśmy się, jednak zaczęłam go gonić. Ten uciekał ze śmiechem, gdy ja goniłam go z morderczym spojrzeniem.
- Nie uciekniesz mi łanio!- krzyknęłam.,
Bring? :3
wtorek, 30 sierpnia 2016
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
Zaniemówiłam...Nie wiedziałam co powiedzieć, więc tylko patrzyłam z niedowierzaniem na psa.
- C..ja. eh..Um, wiesz..e..- zaczęłam się jąkać. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam jeszcze raz.- Horizon, kocham cię. Najmocniej we wszechświecie. Ale...ja nie nadaję się na Alfę!
- Nadajesz.- założył mi obroże, po czym uśmiechnął się szeroko.- Wyglądasz cudownie.
- Dzięki...Ale nie wiem, czy dam radę, nigdy nie byłam na jakimś wyższym stanowisku, a tym bardziej nigdy nie byłam przywódczynią.
- Słuchaj. Pamiętasz, jak mówiłaś, że zawsze mogę na ciebie liczyć? Że zawsze będziesz mi pomagała? Teraz ja to mówię tobie. Razem damy radę. Ja i ty. - swoją wypowiedź zakończył delikatnym pocałunkiem.
- Kocham cię i chcę, żebyś razem ze mną została Alfą. damy radę, wierz mi.
- Ja...ok.- odparłam ostrożnie. wiedziałam, że mogę zawalić. Ale mam przy sobie moją najukochańszą osobę na świecie i razem damy radę. Przytuliłam go.
- Jutro to ogłosimy. A teraz... Jeszcze jeden taniec? - zaproponował po namyśle.
Zgodziłam się, tym razem ja raczęłam śpiewać
I hear the sound
Echoes beneath
Angels and skylines meet
And I'm straining to reach
The light on the surface
Light on the otherside
I feel the pages turning
I see the candle burning down
Before my eyes
Before my wild eyes
I feel you holding me
Tighter, I cannot see
When will we finally
Breathe
Breathe
Breathe
Breathe
Breathe
- Jutro to ogłosimy. A teraz... Jeszcze jeden taniec? - zaproponował po namyśle.
Zgodziłam się, tym razem ja raczęłam śpiewać
I hear the sound
Echoes beneath
Angels and skylines meet
And I'm straining to reach
The light on the surface
Light on the otherside
I feel the pages turning
I see the candle burning down
Before my eyes
Before my wild eyes
I feel you holding me
Tighter, I cannot see
When will we finally
Breathe
Breathe
Breathe
Breathe
Breathe
Potknęłam się o swoje łapy i poleciałam na Horizona.
- Przepraszam - zaśmiałam się, patrząc w jego oczy.
Horizon? <3 :D
niedziela, 28 sierpnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
- Dobrze, skarbie. - uśmiechnęłam się i pocałowałam go na pożegnanie. Byłam ciekawa, po co mu obroża... I to u jubilera? Nie znam jeszcze zwyczajów sfory, ale... Ah. Zrobię to dla Horizona.
Tak jak mi powiedział, udałam się do jego domu. W wejściu stał lokaj. Znałam go mniej więcej i jest na prawdę fajnym psem,a do tego miłym. Na początku trudno było mi się z nim dogadać...
- Horizon poprosił mnie, abym poszła po coś...ważnego. I potrzebuję do tego jego pieniędzy. Mówił, że z tą prośbą mam iść do ciebie.
- Ale tylko on może to potwierdzić.
- Jest w szpitalu, niby jak ma przyjść? Może niech na łóżku przyjedzie?!- Zdenerwowałam się i zacisnęłam kły. Ten tylko kiwnął głową i poszedł po coś do innego pokoju.
Coś się przewróciło, coś trzasnęło i słychać było szmery. W końcu jednak pies wyszedł, trzymając w łapie niewielką kopertę. Zabrałam ją i zaczęłam iść w kierunku miasteczka, uprzednio zaglądając do środka. Była tam duża suma pieniędzy...Nie mam patrzeć na cenę, tak? Hm...wolałabym jednak, gdyby nie była za droga. I tania może być ładna.
XxX
Właśnie przekroczyłam ulicę Pyskowic, kierując się do najbliższego sklepu jubilerskiego. Na ścianie była mapa, którą dokładnie przeanalizowałam. Jakieś dziesięć minut stąd jest sklep. Ruszyłam więc, ostatni raz zerkając na mapę. Mijałam ludzi, jednak nie widzieli we mnie nic podejrzanego, gdyż głowę miałam skierowaną w dół. Po kilku minutach, natrafiłam na cichą, uroczą uliczkę, gdzie mieściły się kawiarnie i cukiernie...i sklep jubilerski! Dokładnie o ten mi chodziło. Z tego co się orientowałam, miałam jeszcze 20 minut przed zamknięciem, które miało nastąpić z niewiadomego powodu. Jakaś awaria, czy coś.
Zakradłam się więc do jubilera, chowając się za półką. Był tam tylko jakiś wysoki, młody, czarnowłosy chłopak. Oprócz niego, sprzedawca, podający mu różne pierścionki.
Korzystając z okazji, prześlizgnęłam się przez dziurę w blacie. Jednak upadłam, a starszy człowiek podszedł do mnie powoli. Jednak ja warknęłam i odsunęłam się. Ten człowiek był spokojny...mówił coś do mnie, uśmiechając się delikatnie. Położyłam po sobie uszy, gdyż ten wyciągnął w moją stronę rękę. Obwąchałam ją, po czym ostrożnie wyminęłam starca. Odwróciłam się w lewo, a tam, spostrzegłam obroże. Zachwycona, zaczęłam je wszystkie oglądać, otwierając szeroko pysk.
- Wow...-szepnęłam. Poczułam dotyk na grzbiecie. To było przyjemne uczucie.... Jednak byłam zbyt zapatrzona w obroże. Jedna z nich po prostu chwyciła mnie za serce. Była piękna... Musiałam ją wziąć. Ale miałam mały problem, gdyż coś, a raczej ktoś, patrzył mi na łapy. Delikatnie ściągnęłam obroże z psiej, plastikowej głowy i odsunęłam się. Łapą w stronę jubilera, pchnęłam kopertę, patrząc na niego oczami szczeniaczka. Ten wziął białą kartkę i coś na niej zapisał, po czym wziął kopertę.
- Weź ją... Pasuje ci. - uśmiechnął się szeroko, po czym wypuścił mnie. Ostatni raz na niego spojrzałam z uśmiechem. Byłam mu wdzięczna... Nie czekając dalej, pobiegłam z powrotem do lasu, trzymając mój łup w pysku. Ale cóż. Tak prosto pójść nie mogło. Gdy chciałam przejąć przez jezdnię, drogę zastawił mi jakiś chłopak. Był złym człowiekiem... Czułam to.
- No, no, no. - założył ręce na pierś. - co my tu mamy? Kundel z drogą obrożą, pewnie ukradzioną. Musiała drogo kosztować... A ja, mogę ją sprzedać. - Powiedział i ukląkł przede mną, chcąc zadbać obroże. O nie... Doigrasz się.
Warknęłam i odsunęłam się.
- Stawiasz mi się? - zaśmiał się kpiąco. Złapał mnie za skórę na karku i wyrwał te cudowne diamenciki, które widniały z tyłu obroży. Był wyraźnie zły. Chciał coś zrobić, ale wyrwałam mu się i wbiłam zęby w jego rękę. Puścił obroże, więc wzięłam ją i pognałam do lasu.
Po 30 minutach, już byłam w szpitalu. Za sobą, schowałam łup.
- Nutiś? - uśmiechnął się pies. - I jak ci poszło?
- Wiesz... -odwróciłam wzrok. Ten posmutniał. W tedy pobiegłam do niego i pokazałam to, co kupiłam...
Horizon?
Tak jak mi powiedział, udałam się do jego domu. W wejściu stał lokaj. Znałam go mniej więcej i jest na prawdę fajnym psem,a do tego miłym. Na początku trudno było mi się z nim dogadać...
- Horizon poprosił mnie, abym poszła po coś...ważnego. I potrzebuję do tego jego pieniędzy. Mówił, że z tą prośbą mam iść do ciebie.
- Ale tylko on może to potwierdzić.
- Jest w szpitalu, niby jak ma przyjść? Może niech na łóżku przyjedzie?!- Zdenerwowałam się i zacisnęłam kły. Ten tylko kiwnął głową i poszedł po coś do innego pokoju.
Coś się przewróciło, coś trzasnęło i słychać było szmery. W końcu jednak pies wyszedł, trzymając w łapie niewielką kopertę. Zabrałam ją i zaczęłam iść w kierunku miasteczka, uprzednio zaglądając do środka. Była tam duża suma pieniędzy...Nie mam patrzeć na cenę, tak? Hm...wolałabym jednak, gdyby nie była za droga. I tania może być ładna.
XxX
Właśnie przekroczyłam ulicę Pyskowic, kierując się do najbliższego sklepu jubilerskiego. Na ścianie była mapa, którą dokładnie przeanalizowałam. Jakieś dziesięć minut stąd jest sklep. Ruszyłam więc, ostatni raz zerkając na mapę. Mijałam ludzi, jednak nie widzieli we mnie nic podejrzanego, gdyż głowę miałam skierowaną w dół. Po kilku minutach, natrafiłam na cichą, uroczą uliczkę, gdzie mieściły się kawiarnie i cukiernie...i sklep jubilerski! Dokładnie o ten mi chodziło. Z tego co się orientowałam, miałam jeszcze 20 minut przed zamknięciem, które miało nastąpić z niewiadomego powodu. Jakaś awaria, czy coś.
Zakradłam się więc do jubilera, chowając się za półką. Był tam tylko jakiś wysoki, młody, czarnowłosy chłopak. Oprócz niego, sprzedawca, podający mu różne pierścionki.
Korzystając z okazji, prześlizgnęłam się przez dziurę w blacie. Jednak upadłam, a starszy człowiek podszedł do mnie powoli. Jednak ja warknęłam i odsunęłam się. Ten człowiek był spokojny...mówił coś do mnie, uśmiechając się delikatnie. Położyłam po sobie uszy, gdyż ten wyciągnął w moją stronę rękę. Obwąchałam ją, po czym ostrożnie wyminęłam starca. Odwróciłam się w lewo, a tam, spostrzegłam obroże. Zachwycona, zaczęłam je wszystkie oglądać, otwierając szeroko pysk.
- Wow...-szepnęłam. Poczułam dotyk na grzbiecie. To było przyjemne uczucie.... Jednak byłam zbyt zapatrzona w obroże. Jedna z nich po prostu chwyciła mnie za serce. Była piękna... Musiałam ją wziąć. Ale miałam mały problem, gdyż coś, a raczej ktoś, patrzył mi na łapy. Delikatnie ściągnęłam obroże z psiej, plastikowej głowy i odsunęłam się. Łapą w stronę jubilera, pchnęłam kopertę, patrząc na niego oczami szczeniaczka. Ten wziął białą kartkę i coś na niej zapisał, po czym wziął kopertę.
- Weź ją... Pasuje ci. - uśmiechnął się szeroko, po czym wypuścił mnie. Ostatni raz na niego spojrzałam z uśmiechem. Byłam mu wdzięczna... Nie czekając dalej, pobiegłam z powrotem do lasu, trzymając mój łup w pysku. Ale cóż. Tak prosto pójść nie mogło. Gdy chciałam przejąć przez jezdnię, drogę zastawił mi jakiś chłopak. Był złym człowiekiem... Czułam to.
- No, no, no. - założył ręce na pierś. - co my tu mamy? Kundel z drogą obrożą, pewnie ukradzioną. Musiała drogo kosztować... A ja, mogę ją sprzedać. - Powiedział i ukląkł przede mną, chcąc zadbać obroże. O nie... Doigrasz się.
Warknęłam i odsunęłam się.
- Stawiasz mi się? - zaśmiał się kpiąco. Złapał mnie za skórę na karku i wyrwał te cudowne diamenciki, które widniały z tyłu obroży. Był wyraźnie zły. Chciał coś zrobić, ale wyrwałam mu się i wbiłam zęby w jego rękę. Puścił obroże, więc wzięłam ją i pognałam do lasu.
Po 30 minutach, już byłam w szpitalu. Za sobą, schowałam łup.
- Nutiś? - uśmiechnął się pies. - I jak ci poszło?
- Wiesz... -odwróciłam wzrok. Ten posmutniał. W tedy pobiegłam do niego i pokazałam to, co kupiłam...
sobota, 27 sierpnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
Narada...ciekawe, z jakiego powodu. Szczerze...zdziwiło mnie postanowienie naszych psów. Tych z wyższych stanowisk. to było miłe. Inni by to pewnie przełożyli, albo naradzili się bez niego. Ale oni tak nie zrobili. Aż się mi ciepło na sercu zrobiło...
- O czym będziemy gadać?- Spytał pies, wpatrując się w Gerisa.
- No wiesz...- Powiedział oczywistym tonem, po czym spojrzał kątem oka na mnie.
- Spokojnie, nikomu nie powiem- podniosłam łapy w geście obronnym, a oni spojrzeli po sobie.
- Nie, tylko...Nikt oprócz mnie, gamm i bet nie może o tym wiedzieć.- Odparł dokładnie dobierając słowa.
- Spoko, rozumiem.- zaśmiałam się, a ten odetchnął z ulgą.
- To ja się zbieram. Jak będę wiedział dokładnie gdzie odbędzie się spotkanie, to przyjdę.- Pomachał nam i poszedł robić...to, co zawsze robi.
- Ja się zbieram.- Podeszłam do Horizona i pocałowałam go w czoło.
- Czemu?- mruknął.
- Obchód...podobno jakiś z psów zauważył coś niepokojącego przy granicy. wiesz jak to jest.- Wzruszyłam ramionami.
- Okej, to do później.
XxX
Okazało się, że na granicy nic nie było. Może coś przechodziło obok, ale to pewnie tylko jakieś leśne stworzenie, takie jak np. sarna. Eh...
- Halo?- Spytałam, wchodząc do jaskini, gdzie mieścił się szpital. Był wieczór, jednak nie słyszałam nic. Niepewnie rozglądałam się i cicho dreptałam do sali mojego ukochanego. Spał. A przy nim, siedziała jakaś wadera...
- Ty jesteś Mizu, tak?- Weszłam i stanęłam w progu. Ta pokiwała głową.
- Chciałam zobaczyć, jak się czuje, bo słyszałam ze znowu zachorował...
- Tak. Podobno za 4 dni wyjdzie.- Odparłam, marszcząc brwi.
W tym momencie, obudził się pies. Spojrzał na nas, po czym przetarł oczy.
- Hej...jak się czujesz?- Spytała biała wadera.
- Dobrze.- Odparł. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, spoglądając na mały monitor, tuż przy łóżku Horizona.
- Słyszałam, że wyjdziesz za 4 dni...
- Chyba tak.
Jeszcze zaczęli o czymś gadać, jednak nie miałam zamiaru im przeszkadzać...Co, jak co, ale są przyjaciółmi. Znaczy...tak mi się wydaje. Nie zważając na ból głowy, postanowiłam wyjść i znaleźć Alexa. Zobaczyłam go w gabinecie lekarskim. Uśmiechnął się na mój widok.
- Dobry wieczór.- Uśmiechnęłam się lekko. zakręciło mi się w głowie, więc złapałam się za nią. lekarz od razu to zauważył i dał mi lek przeciwbólowy.
- Dziękuję. - Powiedziałam, biorąc lek do pyska i popijając go wodą.
- Nie ma sprawy- zaśmiał się.- Nie idziesz o Horizona?
- Mizu z nim jest. ja przyjdę później.
Wyszłam na dwór. Chciało mi się spać...poszłam więc do siebie i zasnęłam po jakiś 40 minutach.
Bring? :'D
- O czym będziemy gadać?- Spytał pies, wpatrując się w Gerisa.
- No wiesz...- Powiedział oczywistym tonem, po czym spojrzał kątem oka na mnie.
- Spokojnie, nikomu nie powiem- podniosłam łapy w geście obronnym, a oni spojrzeli po sobie.
- Nie, tylko...Nikt oprócz mnie, gamm i bet nie może o tym wiedzieć.- Odparł dokładnie dobierając słowa.
- Spoko, rozumiem.- zaśmiałam się, a ten odetchnął z ulgą.
- To ja się zbieram. Jak będę wiedział dokładnie gdzie odbędzie się spotkanie, to przyjdę.- Pomachał nam i poszedł robić...to, co zawsze robi.
- Ja się zbieram.- Podeszłam do Horizona i pocałowałam go w czoło.
- Czemu?- mruknął.
- Obchód...podobno jakiś z psów zauważył coś niepokojącego przy granicy. wiesz jak to jest.- Wzruszyłam ramionami.
- Okej, to do później.
XxX
Okazało się, że na granicy nic nie było. Może coś przechodziło obok, ale to pewnie tylko jakieś leśne stworzenie, takie jak np. sarna. Eh...
- Halo?- Spytałam, wchodząc do jaskini, gdzie mieścił się szpital. Był wieczór, jednak nie słyszałam nic. Niepewnie rozglądałam się i cicho dreptałam do sali mojego ukochanego. Spał. A przy nim, siedziała jakaś wadera...
- Ty jesteś Mizu, tak?- Weszłam i stanęłam w progu. Ta pokiwała głową.
- Chciałam zobaczyć, jak się czuje, bo słyszałam ze znowu zachorował...
- Tak. Podobno za 4 dni wyjdzie.- Odparłam, marszcząc brwi.
W tym momencie, obudził się pies. Spojrzał na nas, po czym przetarł oczy.
- Hej...jak się czujesz?- Spytała biała wadera.
- Dobrze.- Odparł. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, spoglądając na mały monitor, tuż przy łóżku Horizona.
- Słyszałam, że wyjdziesz za 4 dni...
- Chyba tak.
Jeszcze zaczęli o czymś gadać, jednak nie miałam zamiaru im przeszkadzać...Co, jak co, ale są przyjaciółmi. Znaczy...tak mi się wydaje. Nie zważając na ból głowy, postanowiłam wyjść i znaleźć Alexa. Zobaczyłam go w gabinecie lekarskim. Uśmiechnął się na mój widok.
- Dobry wieczór.- Uśmiechnęłam się lekko. zakręciło mi się w głowie, więc złapałam się za nią. lekarz od razu to zauważył i dał mi lek przeciwbólowy.
- Dziękuję. - Powiedziałam, biorąc lek do pyska i popijając go wodą.
- Nie ma sprawy- zaśmiał się.- Nie idziesz o Horizona?
- Mizu z nim jest. ja przyjdę później.
Wyszłam na dwór. Chciało mi się spać...poszłam więc do siebie i zasnęłam po jakiś 40 minutach.
Bring? :'D
czwartek, 25 sierpnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
- C- co?! - wrzasnęłam.
- O... To chyba znaczyło nie. - pies podrapał się po karku- może chcesz z nim porozmawiać? - spytał.
- Nie. - odparłam sucho i wybiegłam ze szpitala. Jestem wściekła... I smutna. Ma przede mną tajemnice. Kij wie, czy nie jest ich więcej. Czy on mi nie ufa?
W głębi duszy byłam jednak szczęśliwa, że wziął pigułki.
Zamiast do siebie, poszłam na plażę. Przez całą drogę czułam, że zaraz wyjdę z siebie i wszystkich pozabijam. Jednak gdy doszłam, położyłam się na piasku i poprostu nie myślałam o niczym. Ciepło było tak przyjemne, że zasnęłam. Śniło mi się, że jestem szczeniakiem...
~~~
- Nuti, kochanie. Gdzie się tak rozchorowałaś? - pyta mój tata, patrząc jak zwijam się z bólu. Położył się obok mnie i przytulił do siebie.
- Cz.... Czemu tak się dzieje? Brzuch mnie boli często i chcę mi się rzygać. - szepnęłam. On zamyślił się. O dziwo słyszałam jego myśli...
~nie powiem jej, że może umrzeć. Lekarza nie ma, nie wiem co robić...
Czułam, jak łzy napływają mi do oczu.
- Ja umrę? - zaczęłam płakać.
- Nie, kochanie... Musimy tylko znaleźć lekarza i będzie dobrze. - pocieszał mnie, zamykając mnie w jeszcze bardziej szczelnym uścisku. Bałam się. Z dnia na dzień było coraz gorzej... Nie wytrzymywałam bólu, jaki czułam i fizycznie, i psychicznie. Ojciec cały czas był smutny, nie wiedział co robić, był załamany całą tą sytuacją...
~~~
Obudził mnie koń, przebiegający przede mną.
Spojrzałam po sobie. Miałam mokrą sierść, od przypływu. Łzy dalej leciały mi z oczu. Wiem, co w śnie byłoby dalej... Mój ojciec ryzykuje życiem, by znaleźć jakiegoś lekarza. Udaje mu się, ja dostaję leki ale potem sytuacja się powtarza. Ból mnie paraliżuje... Nie wiem co robić. I tak dzień w dzień, nawet po kilkanaście godzin.
Tak przez resztę mojego dzieciństwa, pobyt na arenie aż znalazłam lekarza, który mnie wyleczył. Ale było ciężko. Całe życie wisi na włosku, każdego dnia boisz się, że możesz umrzeć. Tak po prostu. I nikt się o tym nie dowie...
Po zakończeniu przypominania sobie tych rzeczy, postanowiłam odwiedzić Horizona. Może zbyt ostro go potraktowałam...
Udałam się więc do szpitala
Gdy przekroczyłam jego próg, usłyszałam rozmowę dochodzącą z sali Bringa.
Wiedziałam, że nie powinnam, ale posłuchałam intuicji i cicho podeszłam do drzwi.
- Powinieneś był jej powiedzieć... Wiesz, co było, jak złapałem ją na korytarzu? Płakała, była wściekła... Martwi się o ciebie.- w tedy weszłam bez wahania. Stanęłam przed nimi jak idiotka, z całym mokrym pyskiem od łez. Oni patrzyli, nie wiedząc, co powiedzieć. W końcu jednak odezwał się jeden z psów.
- Tato, mogę z nią porozmawiać? - spytał Horizon. Jego ojciec kiwnął głową i wyszedł, posyłając mi delikatny ,pocieszający uśmiech.
- Nuti, przepraszam.. - zaczął.
- Nie ufasz mi? Masz przede mną tajemnice... Nie mówię, że masz mi jak na tacy mówić mi o wszystkim ale... Tak poważne rzeczy? - szepnęłam, wpatrując się w moje łapy.
Bring? ≧﹏≦
- O... To chyba znaczyło nie. - pies podrapał się po karku- może chcesz z nim porozmawiać? - spytał.
- Nie. - odparłam sucho i wybiegłam ze szpitala. Jestem wściekła... I smutna. Ma przede mną tajemnice. Kij wie, czy nie jest ich więcej. Czy on mi nie ufa?
W głębi duszy byłam jednak szczęśliwa, że wziął pigułki.
Zamiast do siebie, poszłam na plażę. Przez całą drogę czułam, że zaraz wyjdę z siebie i wszystkich pozabijam. Jednak gdy doszłam, położyłam się na piasku i poprostu nie myślałam o niczym. Ciepło było tak przyjemne, że zasnęłam. Śniło mi się, że jestem szczeniakiem...
~~~
- Nuti, kochanie. Gdzie się tak rozchorowałaś? - pyta mój tata, patrząc jak zwijam się z bólu. Położył się obok mnie i przytulił do siebie.
- Cz.... Czemu tak się dzieje? Brzuch mnie boli często i chcę mi się rzygać. - szepnęłam. On zamyślił się. O dziwo słyszałam jego myśli...
~nie powiem jej, że może umrzeć. Lekarza nie ma, nie wiem co robić...
Czułam, jak łzy napływają mi do oczu.
- Ja umrę? - zaczęłam płakać.
- Nie, kochanie... Musimy tylko znaleźć lekarza i będzie dobrze. - pocieszał mnie, zamykając mnie w jeszcze bardziej szczelnym uścisku. Bałam się. Z dnia na dzień było coraz gorzej... Nie wytrzymywałam bólu, jaki czułam i fizycznie, i psychicznie. Ojciec cały czas był smutny, nie wiedział co robić, był załamany całą tą sytuacją...
~~~
Obudził mnie koń, przebiegający przede mną.
Spojrzałam po sobie. Miałam mokrą sierść, od przypływu. Łzy dalej leciały mi z oczu. Wiem, co w śnie byłoby dalej... Mój ojciec ryzykuje życiem, by znaleźć jakiegoś lekarza. Udaje mu się, ja dostaję leki ale potem sytuacja się powtarza. Ból mnie paraliżuje... Nie wiem co robić. I tak dzień w dzień, nawet po kilkanaście godzin.
Tak przez resztę mojego dzieciństwa, pobyt na arenie aż znalazłam lekarza, który mnie wyleczył. Ale było ciężko. Całe życie wisi na włosku, każdego dnia boisz się, że możesz umrzeć. Tak po prostu. I nikt się o tym nie dowie...
Po zakończeniu przypominania sobie tych rzeczy, postanowiłam odwiedzić Horizona. Może zbyt ostro go potraktowałam...
Udałam się więc do szpitala
Gdy przekroczyłam jego próg, usłyszałam rozmowę dochodzącą z sali Bringa.
Wiedziałam, że nie powinnam, ale posłuchałam intuicji i cicho podeszłam do drzwi.
- Powinieneś był jej powiedzieć... Wiesz, co było, jak złapałem ją na korytarzu? Płakała, była wściekła... Martwi się o ciebie.- w tedy weszłam bez wahania. Stanęłam przed nimi jak idiotka, z całym mokrym pyskiem od łez. Oni patrzyli, nie wiedząc, co powiedzieć. W końcu jednak odezwał się jeden z psów.
- Tato, mogę z nią porozmawiać? - spytał Horizon. Jego ojciec kiwnął głową i wyszedł, posyłając mi delikatny ,pocieszający uśmiech.
- Nuti, przepraszam.. - zaczął.
- Nie ufasz mi? Masz przede mną tajemnice... Nie mówię, że masz mi jak na tacy mówić mi o wszystkim ale... Tak poważne rzeczy? - szepnęłam, wpatrując się w moje łapy.
Bring? ≧﹏≦
Od Nuti C.D. historii Horizona
- Ale że jakich?- Spytał, wpatrując się we mnie miną niewiniątka.
- Czemu mi nie powiedziałeś.
- Nuti...ja nie wiem o- Gestem łapy przerwała mu wypowiedź.
- Wiedziałeś o tym doskonale, a mimo to mi nie powiedziałeś. Kąpaliśmy się, biegaliśmy w deszczu...A to wszystko przeze mnie! Przeze mnie, możesz mieć większe problemy.- Posmutniałam i wzrok wbiłam w jego oczy, chcąc go zabić za ukrywanie prawdy.
- To nie Twoja...
- MOJA WINA! A nie, sorry. Twoja, bo mi nie powiedziałeś. Rozmawiałam z Alexem. Jak tak dalej pójdzie będzie źle. Musisz zacząć brać antybiotyki.- Powiedziałam stanowczo, marszcząc brwi.
Ale on tylko westchnął.
- Nuti, ja wiem, ale nie chcę. Jak myślisz, ile minie zanim to wyleczę? Będę musiał zrezygnować wielu rzeczy.
- Trudno! Masz mnie, zawsze ci pomogę i dotrzymam towarzystwa. To dla twojego dobra.
- ale ty nie rozumiesz!- Uniósł głos, chcąc wstać. Jednak wskoczyłam na łóżko i zawisłam nad nim, utrudniając to. Mruknął jakieś niezrozumiałe słowo i położył się.
- Rozumiem. Nawet nie wiesz, jak bardzo. I chcę cię uchronić przed tym, co spotkało mnie.- Powiedziałam, łamiącym się głosem. Napotkałam jego zmartwiony wzrok.
- Co?- Spytał.
- Nie wiem, czy wiesz, ale od kiedy pamiętam, miałam problemy ze zdrowiem. Zawsze pomijam takie szczegóły, jak ktoś pyta. Bo po co to komu wiedzieć? będzie tylko "biedna Nuti", "a może ja zapoluję, a ty odpoczywaj?". Wszyscy by mnie na siłę wyręczali. Ale pomijając. Chcę cię uchronić od życia na krawędzi między życiem, a śmiercią. MUSISZ brać leki, albo sama ci je wcisnę, rozumiesz? Tu chodzi o twoje zdrowie. Nie będziesz przecież brał tych leków na zawsze...a po tym, będziesz mógł robić co chcesz. Tylko...zgódź się i bierz antybiotyki. Jeśli nie dla siebie, zrób to dla mnie. Jesteś dla mnie ważną osobą, kocham cię i nie chcę cię stracić.- Kończąc mój jakże cudowny monolog, zeszłam z łóżka i wyszłam z sali, napotykając wzrok lekarza.
- I co?- Spytał z nadzieją w głosie.
- Nie wiem..-westchnęłam, przecierając oczy.- Mam nadzieję, że, przemyśli to, co mu powiedziałam i zmieni nastawienie co do tego leczenia.
- Okej, mimo to dziękuję, że przynajmniej zgodziłaś się z nim porozmawiać...mnie nie słuchał, ale może zgodzi się ze względu na ciebie. A teraz...muszę iść, wybacz.- Odparł,szybko biegnąc do innej sali. Ja udałam się do domu... Dam czas Horizonowi ,niech to wszystko przemyśli. Od razu po wejściu do jaskini, zasnęłam.
XxX
- Nuti, wstawaj.
- Nie teraz, Horizon- burknęłam z przyzwyczajenia.
- To ja, Alex. - zaśmiał się pies. - Twój Horizon chciałby z tobą porozmawiać.
Wstałam więc i ospała poszłam za lekarzem, aż doszliśmy do sali.
Weszłam.
- I jak tam? - spytałam, siadając na krzesełku obok psa.
Bring? * *
- Czemu mi nie powiedziałeś.
- Nuti...ja nie wiem o- Gestem łapy przerwała mu wypowiedź.
- Wiedziałeś o tym doskonale, a mimo to mi nie powiedziałeś. Kąpaliśmy się, biegaliśmy w deszczu...A to wszystko przeze mnie! Przeze mnie, możesz mieć większe problemy.- Posmutniałam i wzrok wbiłam w jego oczy, chcąc go zabić za ukrywanie prawdy.
- To nie Twoja...
- MOJA WINA! A nie, sorry. Twoja, bo mi nie powiedziałeś. Rozmawiałam z Alexem. Jak tak dalej pójdzie będzie źle. Musisz zacząć brać antybiotyki.- Powiedziałam stanowczo, marszcząc brwi.
Ale on tylko westchnął.
- Nuti, ja wiem, ale nie chcę. Jak myślisz, ile minie zanim to wyleczę? Będę musiał zrezygnować wielu rzeczy.
- Trudno! Masz mnie, zawsze ci pomogę i dotrzymam towarzystwa. To dla twojego dobra.
- ale ty nie rozumiesz!- Uniósł głos, chcąc wstać. Jednak wskoczyłam na łóżko i zawisłam nad nim, utrudniając to. Mruknął jakieś niezrozumiałe słowo i położył się.
- Rozumiem. Nawet nie wiesz, jak bardzo. I chcę cię uchronić przed tym, co spotkało mnie.- Powiedziałam, łamiącym się głosem. Napotkałam jego zmartwiony wzrok.
- Co?- Spytał.
- Nie wiem, czy wiesz, ale od kiedy pamiętam, miałam problemy ze zdrowiem. Zawsze pomijam takie szczegóły, jak ktoś pyta. Bo po co to komu wiedzieć? będzie tylko "biedna Nuti", "a może ja zapoluję, a ty odpoczywaj?". Wszyscy by mnie na siłę wyręczali. Ale pomijając. Chcę cię uchronić od życia na krawędzi między życiem, a śmiercią. MUSISZ brać leki, albo sama ci je wcisnę, rozumiesz? Tu chodzi o twoje zdrowie. Nie będziesz przecież brał tych leków na zawsze...a po tym, będziesz mógł robić co chcesz. Tylko...zgódź się i bierz antybiotyki. Jeśli nie dla siebie, zrób to dla mnie. Jesteś dla mnie ważną osobą, kocham cię i nie chcę cię stracić.- Kończąc mój jakże cudowny monolog, zeszłam z łóżka i wyszłam z sali, napotykając wzrok lekarza.
- I co?- Spytał z nadzieją w głosie.
- Nie wiem..-westchnęłam, przecierając oczy.- Mam nadzieję, że, przemyśli to, co mu powiedziałam i zmieni nastawienie co do tego leczenia.
- Okej, mimo to dziękuję, że przynajmniej zgodziłaś się z nim porozmawiać...mnie nie słuchał, ale może zgodzi się ze względu na ciebie. A teraz...muszę iść, wybacz.- Odparł,szybko biegnąc do innej sali. Ja udałam się do domu... Dam czas Horizonowi ,niech to wszystko przemyśli. Od razu po wejściu do jaskini, zasnęłam.
XxX
- Nuti, wstawaj.
- Nie teraz, Horizon- burknęłam z przyzwyczajenia.
- To ja, Alex. - zaśmiał się pies. - Twój Horizon chciałby z tobą porozmawiać.
Wstałam więc i ospała poszłam za lekarzem, aż doszliśmy do sali.
Weszłam.
- I jak tam? - spytałam, siadając na krzesełku obok psa.
Bring? * *
środa, 24 sierpnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
Już chciałam coś powiedzieć, jednak zauważyłam, że pies zasnął. Zaczęłam się śmiać, kręcąc z politowaniem głową. Usiadłam w rogu sali i czekałam, aż się obudzi.
XxX
po jakiś 2 godzinach, wstał.
- Witaj, śpiąca królewno! Jak się spało.?- Szybko usiadłam obok niego położyłem głowę na łóżku.
- Mogłem spać dłużej, ale zaraz chyba umrę.
- Nie umrzesz, spokojnie. A jeśli tak, na swój pogrzeb wolisz róże czy tulipany?- Udałam zamyśloną. Ten szturchnął mnie z uśmiechem.
- Jeśli myślałaś, że szybko dam ci spokój, o wiedz, że nigdzie się nie wybieram.
- Szkoda..- Próbowałam szepnąć, ale tak żeby słyszał. Ten odwrócił się do mnie grzbietem, udając urażonego. Zeszłam więc i podbiegłam z drugiej strony. I tak z dziesięć razy. W końcu jednak przewidziałam jego ruch, i korzystając z okazji, pocałowałam go. Od razu się uśmiechnął.
- Nie chciałbym wam przeszkadzać, ale..- Do pokoju wszedł Alex. Oderwaliśmy się od siebie.
- Muszę go zbadać.- dokończył z wielkim uśmiechem.
zarumieniłam się i posłałam Horizonowi pokrzepiający uśmiech, po czym wyszłam z sali, z której słyszałam żywą rozmowę Bringa i jego Ojca.
Spojrzała na drewniany zegarek i westchnęłam.
Po kilku minutach, ujrzałam w drzwiach Alexa. Uśmiech nie schodził mu z pyska.
- Co z nim?- Spytałam zmartwiona.
- Spokojnie- zaśmiał się- musi jeszcze trochę zostać, potem wypiszę mu leki.
Kiwnęłam głową, a gdy lekarz odszedł, weszłam do sali.
- I jak?- Spytałam, siadając ponownie obok jego. Był tak zamyślony, że nie widział nawet jak weszłam.- Horizuś! Hello!- Pomachałam mu łapą przed oczami. Uśmiechnął się i posłał mi przepraszające spojrzenie.
- Coś się stało?- spojrzałam na niego z troską.
Horizon? :'D
XxX
po jakiś 2 godzinach, wstał.
- Witaj, śpiąca królewno! Jak się spało.?- Szybko usiadłam obok niego położyłem głowę na łóżku.
- Mogłem spać dłużej, ale zaraz chyba umrę.
- Nie umrzesz, spokojnie. A jeśli tak, na swój pogrzeb wolisz róże czy tulipany?- Udałam zamyśloną. Ten szturchnął mnie z uśmiechem.
- Jeśli myślałaś, że szybko dam ci spokój, o wiedz, że nigdzie się nie wybieram.
- Szkoda..- Próbowałam szepnąć, ale tak żeby słyszał. Ten odwrócił się do mnie grzbietem, udając urażonego. Zeszłam więc i podbiegłam z drugiej strony. I tak z dziesięć razy. W końcu jednak przewidziałam jego ruch, i korzystając z okazji, pocałowałam go. Od razu się uśmiechnął.
- Nie chciałbym wam przeszkadzać, ale..- Do pokoju wszedł Alex. Oderwaliśmy się od siebie.
- Muszę go zbadać.- dokończył z wielkim uśmiechem.
zarumieniłam się i posłałam Horizonowi pokrzepiający uśmiech, po czym wyszłam z sali, z której słyszałam żywą rozmowę Bringa i jego Ojca.
Spojrzała na drewniany zegarek i westchnęłam.
Po kilku minutach, ujrzałam w drzwiach Alexa. Uśmiech nie schodził mu z pyska.
- Co z nim?- Spytałam zmartwiona.
- Spokojnie- zaśmiał się- musi jeszcze trochę zostać, potem wypiszę mu leki.
Kiwnęłam głową, a gdy lekarz odszedł, weszłam do sali.
- I jak?- Spytałam, siadając ponownie obok jego. Był tak zamyślony, że nie widział nawet jak weszłam.- Horizuś! Hello!- Pomachałam mu łapą przed oczami. Uśmiechnął się i posłał mi przepraszające spojrzenie.
- Coś się stało?- spojrzałam na niego z troską.
Horizon? :'D
wtorek, 23 sierpnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
- Oby nie. - mruknęłam, patrząc na wodę. Podeszłam do niej i zmoczyłam łapy.
- Zimno! - podskoczyłam.
- Ah taaak? - spytał podejrzliwie. Zauważyłam na jego pysku lekki uśmiech.
- Nawet nie próbuj! - krzyknęłam.
Ten nie zwrócił na to uwagi i pchnął mnie do wody. Standardowo, pociągnęłam go za mną za ogon. Pies w podskokach pobiegł w stronę brzegu. Ha! Oduczy się wrzucania mnie do wody.
Wyszłam za nim i wytarzałam się e piasku. Znów było mi ciepło... Ale klejący się piach na moim futrze był niekomfortowy. Wytrzepałam się, przez co wszystko poleciało na mego towarzysza. Zaśmiałam się głośno, gdy ten z grymasem poszedł się opłukać.
- Idziemy do Pyskowic? - spytałam po chwili. Pies zrobił smutną minę. Podeszłam do niego i przytuliłam.
- Wybacz... Zapomniałam.
- Nie, nie.... Chodźmy. Tam jeszcze nie byłaś.
Uśmiechnął się słabo.
- Na pewno? - spytałam z troską w głosie. Kiwnął głową, więc poszliśmy. Czasem się szturchaliśmu, co jedego denerwowało a drugiego śmieszyło. W międzyczasie pokłóciliśmy się, która droga jest dobra. Ja mówiłam, że ta po prawej, a Horizon że ta po lewej. W końcu doszliśmy do porozumienia i poszliśmy między nimi, po środku. Tak, czy tak, doszliśmy. Z zaciekawieniem się rozglądnęłam. Ludzie, sklepy, psy...no właśnie!
- Horizon... Ja nie wyglądam jak pies. - szepnęłam.
- Co? Wyglądasz jak... Husky. Trochę. Albo mieszaniec. Nikt nie zwróci uwagi. - uśmiechnął się.
- Obyś miał rację.
Ten polizał mnie w policzek .
- Damy radę.
- Uwielbiam cię. - pocałowałam go i poszliśmy przed siebie.
Horizon? :')
- Zimno! - podskoczyłam.
- Ah taaak? - spytał podejrzliwie. Zauważyłam na jego pysku lekki uśmiech.
- Nawet nie próbuj! - krzyknęłam.
Ten nie zwrócił na to uwagi i pchnął mnie do wody. Standardowo, pociągnęłam go za mną za ogon. Pies w podskokach pobiegł w stronę brzegu. Ha! Oduczy się wrzucania mnie do wody.
Wyszłam za nim i wytarzałam się e piasku. Znów było mi ciepło... Ale klejący się piach na moim futrze był niekomfortowy. Wytrzepałam się, przez co wszystko poleciało na mego towarzysza. Zaśmiałam się głośno, gdy ten z grymasem poszedł się opłukać.
- Idziemy do Pyskowic? - spytałam po chwili. Pies zrobił smutną minę. Podeszłam do niego i przytuliłam.
- Wybacz... Zapomniałam.
- Nie, nie.... Chodźmy. Tam jeszcze nie byłaś.
Uśmiechnął się słabo.
- Na pewno? - spytałam z troską w głosie. Kiwnął głową, więc poszliśmy. Czasem się szturchaliśmu, co jedego denerwowało a drugiego śmieszyło. W międzyczasie pokłóciliśmy się, która droga jest dobra. Ja mówiłam, że ta po prawej, a Horizon że ta po lewej. W końcu doszliśmy do porozumienia i poszliśmy między nimi, po środku. Tak, czy tak, doszliśmy. Z zaciekawieniem się rozglądnęłam. Ludzie, sklepy, psy...no właśnie!
- Horizon... Ja nie wyglądam jak pies. - szepnęłam.
- Co? Wyglądasz jak... Husky. Trochę. Albo mieszaniec. Nikt nie zwróci uwagi. - uśmiechnął się.
- Obyś miał rację.
Ten polizał mnie w policzek .
- Damy radę.
- Uwielbiam cię. - pocałowałam go i poszliśmy przed siebie.
Horizon? :')
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
- Poszłabym z tobą ale...
- Ale? - spytał ze smutną miną.
- Muszę iść na obchód. Wiesz... Granicę sprawdzić.
- Idealnie! Więc pójdę z tobą. - od razu na jego pyszczu powstał szeroki uśmiech.
- Spoko.- parsknęłam śmiechem.
Po chwili byliśmy już w drodze. Horizon wyczuwał się w moją pracę bardziej, niż ja. Rozbawiło mnie, jak rozglądał się na wszystkie strony, a potem wyskakiwał na różne kamienie i rozglądał się ponownie.
- Niezły byłby z ciebie strażnik.
- Myślisz?
- ja to wiem .- puściłam mu oczko.
Już byliśmy przy granicy. Nic podejrzanego nie widzieliśmy, więc szliśmy dalej.
- Horizon, czujesz to? - spytałam zniesmaczona. Pachniało jak padlina, jednak nieznanego mi zwierzęcia.
- Jest tu coś oprócz jeleni, lisów, ptaków czy innych leśnych stworzeń? - zwróciłam się do psa, a ten się zamyślił.
- Nie wiem. Można to sprawdzić.
Poszliśmy tam. Jednak nic nie widzieliśmy... Była tylko kałuża zaschniętej krwi.
XxX
Po pracy, poszliśmy na plażę. Rzadko tam chodziłam.
Horizon? V:
- Ale? - spytał ze smutną miną.
- Muszę iść na obchód. Wiesz... Granicę sprawdzić.
- Idealnie! Więc pójdę z tobą. - od razu na jego pyszczu powstał szeroki uśmiech.
- Spoko.- parsknęłam śmiechem.
Po chwili byliśmy już w drodze. Horizon wyczuwał się w moją pracę bardziej, niż ja. Rozbawiło mnie, jak rozglądał się na wszystkie strony, a potem wyskakiwał na różne kamienie i rozglądał się ponownie.
- Niezły byłby z ciebie strażnik.
- Myślisz?
- ja to wiem .- puściłam mu oczko.
Już byliśmy przy granicy. Nic podejrzanego nie widzieliśmy, więc szliśmy dalej.
- Horizon, czujesz to? - spytałam zniesmaczona. Pachniało jak padlina, jednak nieznanego mi zwierzęcia.
- Jest tu coś oprócz jeleni, lisów, ptaków czy innych leśnych stworzeń? - zwróciłam się do psa, a ten się zamyślił.
- Nie wiem. Można to sprawdzić.
Poszliśmy tam. Jednak nic nie widzieliśmy... Była tylko kałuża zaschniętej krwi.
XxX
Po pracy, poszliśmy na plażę. Rzadko tam chodziłam.
Horizon? V:
Od Nuti C.D. historii Horizona
- Jesteś słodki - położyłam mu łapę na głowie i robiłam nią kółka. Horizon x zadowoleniem mruczał jak kotek.
- Wiesz... Chodźmy już. Zaraz będzie ranek i... Pójdziemy coś zjeść. - Wzruszył ramionami, jednak uśmiech nie schodził mu z pyska.
- Okej. - po krótkiej chwili, zaczęliśmy wracać. Trwało by to krócej, gdybyśmy się nie zgubili... Ale przynajmniej spędziliśmy ze sobą więcej czasu, a oprócz tego, było przy tym dużo zabawy.
- Myślisz, że to dobra droga?- Spytał pies, patrząc na rozgałęzienie z głównej drogi.
- Na pewno...raczej...chyba...nie wiem.- Pacnęłam się w głowę. Ale teraz właśnie coś mi się przypomniało. Zaczęłam rozglądać się więc za drzewem z charakterystycznie wygiętym, wielkim pniem. I znalazłam. Był niedaleko, a obok ciągnęła się pojedyncza już dróżka.
- Tam.- Uśmiechnęłam się.
W końcu jednak doszliśmy. Od razu po wejściu do lasu, poczuliśmy błogi zapach jedzenia. Polowanie udało nam się bez większego problemu. Zjedliśmy i mieliśmy już iść do jaskiń, ale Horizona wezwała Another. Nie chciałam przeszkadzać, więc poszlam do siebie.
XxX
Leżałam w kącie łóżka i zdrzemnełam się. Po jakiejś godzinie, usłyszałam kroki. Wstałam i podeszłam do wejścia.
- coś się stało? - ziewnęłam.
Horizon?
- Wiesz... Chodźmy już. Zaraz będzie ranek i... Pójdziemy coś zjeść. - Wzruszył ramionami, jednak uśmiech nie schodził mu z pyska.
- Okej. - po krótkiej chwili, zaczęliśmy wracać. Trwało by to krócej, gdybyśmy się nie zgubili... Ale przynajmniej spędziliśmy ze sobą więcej czasu, a oprócz tego, było przy tym dużo zabawy.
- Myślisz, że to dobra droga?- Spytał pies, patrząc na rozgałęzienie z głównej drogi.
- Na pewno...raczej...chyba...nie wiem.- Pacnęłam się w głowę. Ale teraz właśnie coś mi się przypomniało. Zaczęłam rozglądać się więc za drzewem z charakterystycznie wygiętym, wielkim pniem. I znalazłam. Był niedaleko, a obok ciągnęła się pojedyncza już dróżka.
- Tam.- Uśmiechnęłam się.
W końcu jednak doszliśmy. Od razu po wejściu do lasu, poczuliśmy błogi zapach jedzenia. Polowanie udało nam się bez większego problemu. Zjedliśmy i mieliśmy już iść do jaskiń, ale Horizona wezwała Another. Nie chciałam przeszkadzać, więc poszlam do siebie.
XxX
Leżałam w kącie łóżka i zdrzemnełam się. Po jakiejś godzinie, usłyszałam kroki. Wstałam i podeszłam do wejścia.
- coś się stało? - ziewnęłam.
Horizon?
sobota, 20 sierpnia 2016
Od Nuti C.D. historii Horizona
- Wiedziałem.- szepnął zadowolony.
- Jasne, chciałbyś.- Walnęłam go lekko w ramię, a ten padł jakbym mu co najmniej 2 łapy i kilka żeber złamała. Wyciągnął język i położył się nieruchomo. Zaczęłam się śmiać, widząc jak "niepostrzeżenie" otwiera jedno z oczu.
Podeszłam i położyłam się na nim.
- Bardzo wiarygodnie, jednak gdyby nie to oko, nigdy bym się nie domyśliła.
Ten westchnął z rezygnacją.
- Następnym razem mi się uda.
- Już to widzę.- szepnęłam z uśmiechem i pocałowałam go delikatnie.
- uuu. Oby tak więcej.- Poruszył w znaczny sposób brwiami. Położyłam głowę tuż obok niego.
- Co ty na to, abyśmy nie spali? Zróbmy coś fajnego..- Przybliżył się do mnie, jednak ja uciekłam, czołgając się w drugą stronę. I tak się bawiliśmy jakieś 5 minut, jednak w końcu udało mu się mnie dogonić. Chciał mnie znów pocałować, jednak mu przerwałam.
- Skakałeś kiedyś z wodospadu? Znam jeden...Ale jest poza terenami sfory.
- Watahy nie ma- możemy iść gdzie chcesz.
- To w drogę.- Polizałam go w nos i wstałam, radośnie machając ogonem. Pies powtórzył mój ruch i już szliśmy obok siebie. W czasie gdy on patrzył przed siebie,ja byłam wpatrzona w niego jak w obrazek.
- Coś..się stało?- Uśmiechnął się, widząc mój wyraz pyska.
- em...nie...znaczy..- zarumieniłam się- zaraz dojdziemy- wymyśliłam po dłuższej chwili.
Rozmowa umiliła nam drogę, a czas zleciał szybko.
- To tam.- Wskazałam łapą wielkie urwisko.
Weszliśmy na sam szczyt, co było dosyć męczące. Na początku, wodospad wydawał się mały.
Jego ogrom ukazał się nam dopiero na górze.
- Wow.- Powiedział Horizon, patrząc w dół, gdzie było wielkie jezioro, połączone z morzem.
- No więc? - Spytałam, cofając się. Zaczęłam szybko biec. W tedy pies krzyczał "ja nie jestem jeszcze gotowy!". Jednak skoczył razem ze mną, w ostatniej chwili.
Lecieliśmy w dół. Czułam się jak ptak...spadający w dół i nie mogący machać skrzydłami. Cóż, każdy ma swoje poglądy na świat...
W końcu po długim (w sensie krótkim) locie, spadliśmy do wody, która rozstąpiła się pod nami.
XxX
Znów staliśmy na szczycie, leżąc na krawędzi i przytulając się.
- Horizon..?- Szepnęłam, zamykając oczy.
- Hm?- mruknął, odwracając głowę lekko w moją stronę.
- Mogę ci coś powiedzieć?
- Zawsze i wszędzie.
- Kocham cię, wiesz? Tak...nie tylko kocham. Ale..bardzo...bardzo.- W myślach zaczęłam się śmiać z mojej wypowiedzi.
Horizon? Od tych słodkości to te ząbki długo nie pożyją xd
- Jasne, chciałbyś.- Walnęłam go lekko w ramię, a ten padł jakbym mu co najmniej 2 łapy i kilka żeber złamała. Wyciągnął język i położył się nieruchomo. Zaczęłam się śmiać, widząc jak "niepostrzeżenie" otwiera jedno z oczu.
Podeszłam i położyłam się na nim.
- Bardzo wiarygodnie, jednak gdyby nie to oko, nigdy bym się nie domyśliła.
Ten westchnął z rezygnacją.
- Następnym razem mi się uda.
- Już to widzę.- szepnęłam z uśmiechem i pocałowałam go delikatnie.
- uuu. Oby tak więcej.- Poruszył w znaczny sposób brwiami. Położyłam głowę tuż obok niego.
- Co ty na to, abyśmy nie spali? Zróbmy coś fajnego..- Przybliżył się do mnie, jednak ja uciekłam, czołgając się w drugą stronę. I tak się bawiliśmy jakieś 5 minut, jednak w końcu udało mu się mnie dogonić. Chciał mnie znów pocałować, jednak mu przerwałam.
- Skakałeś kiedyś z wodospadu? Znam jeden...Ale jest poza terenami sfory.
- Watahy nie ma- możemy iść gdzie chcesz.
- To w drogę.- Polizałam go w nos i wstałam, radośnie machając ogonem. Pies powtórzył mój ruch i już szliśmy obok siebie. W czasie gdy on patrzył przed siebie,ja byłam wpatrzona w niego jak w obrazek.
- Coś..się stało?- Uśmiechnął się, widząc mój wyraz pyska.
- em...nie...znaczy..- zarumieniłam się- zaraz dojdziemy- wymyśliłam po dłuższej chwili.
Rozmowa umiliła nam drogę, a czas zleciał szybko.
- To tam.- Wskazałam łapą wielkie urwisko.
Weszliśmy na sam szczyt, co było dosyć męczące. Na początku, wodospad wydawał się mały.
Jego ogrom ukazał się nam dopiero na górze.
- Wow.- Powiedział Horizon, patrząc w dół, gdzie było wielkie jezioro, połączone z morzem.
- No więc? - Spytałam, cofając się. Zaczęłam szybko biec. W tedy pies krzyczał "ja nie jestem jeszcze gotowy!". Jednak skoczył razem ze mną, w ostatniej chwili.
Lecieliśmy w dół. Czułam się jak ptak...spadający w dół i nie mogący machać skrzydłami. Cóż, każdy ma swoje poglądy na świat...
W końcu po długim (w sensie krótkim) locie, spadliśmy do wody, która rozstąpiła się pod nami.
XxX
Znów staliśmy na szczycie, leżąc na krawędzi i przytulając się.
- Horizon..?- Szepnęłam, zamykając oczy.
- Hm?- mruknął, odwracając głowę lekko w moją stronę.
- Mogę ci coś powiedzieć?
- Zawsze i wszędzie.
- Kocham cię, wiesz? Tak...nie tylko kocham. Ale..bardzo...bardzo.- W myślach zaczęłam się śmiać z mojej wypowiedzi.
Horizon? Od tych słodkości to te ząbki długo nie pożyją xd
Od Nuti C.D. historii Horizona
Zarumieniłam się na jego słowa i mocniej go przytuliłam. To co powiedział było słodkie... I szczere. Nikt nigdy tak o mnie nie mówił.
Z nim czułam się... Inaczej. Bezpiecznie. czułam się kochana. Mogłam mówić mu o wszystkim. Jest cudowny, w każdym calu.
- Jak ja się cieszę... Że cię mam. Jesteś kochany- pocałowałam go.
Tak leżeliśmy cały dzień, no Nie licząc przerw na jedzenie. Gadaliśmy, w sumie o nas i o głupotach. Czasem się wygłupialiśmy. W końcu nastał wieczór.
- zagrajmy w kalambury. - Zaproponował Horizon.
- Okej! Ja zaczynam. - Chwilę się zamyślałam i zaczęłam udawać Bringa. Chodziłam w koło, rozglądając się i patrząc w horyzont. Potem zaczęłam muczeć jak krowa.
- To... Ja! - krzyknął radośnie. Tak graliśmy aż do zachodu słońca.
Usiadłam na przeciw słońca. Horizon po chwili namysłu, podszedł do mnie i przytulił. Ja położyłam głowę na jego ramieniu.
Horizon? :3
Z nim czułam się... Inaczej. Bezpiecznie. czułam się kochana. Mogłam mówić mu o wszystkim. Jest cudowny, w każdym calu.
- Jak ja się cieszę... Że cię mam. Jesteś kochany- pocałowałam go.
Tak leżeliśmy cały dzień, no Nie licząc przerw na jedzenie. Gadaliśmy, w sumie o nas i o głupotach. Czasem się wygłupialiśmy. W końcu nastał wieczór.
- zagrajmy w kalambury. - Zaproponował Horizon.
- Okej! Ja zaczynam. - Chwilę się zamyślałam i zaczęłam udawać Bringa. Chodziłam w koło, rozglądając się i patrząc w horyzont. Potem zaczęłam muczeć jak krowa.
- To... Ja! - krzyknął radośnie. Tak graliśmy aż do zachodu słońca.
Usiadłam na przeciw słońca. Horizon po chwili namysłu, podszedł do mnie i przytulił. Ja położyłam głowę na jego ramieniu.
Horizon? :3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
