Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roxolanne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roxolanne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 maja 2017

Od Roxolanne C.D. opowiadania Nigera

Czas mijał nieubłaganie szybko. Jak to możliwe, że Roxolanne ledwo mrugnęła, a jej brzuch zaczął rosnąć w oczach. Szczeniaki doskwierały jej coraz bardziej. Tak, że brzuch niemalże dotykał podłoża.
- Jak tam moje maleństwa? - Niger za każdym razem kładł się obok niej przykładając nos do wypchanego brzuszka. Potrafił przemawiać do niego godzinami.
- Cała twoja trzynastka. - mruczała za każdym razem aussie. Nie mogła doczekać się chwili, gdy małe kulki będą już przy niej... Przy zewnętrznej jej stronie.
- Jakie one są już duże.. - toller odlatywał w krainę marzeń, nigdy jednak nie udało mu się to do końca dzięki realistycznym podejściu Roxolanne
- Jestem gruba. - westchnęła speszona.
Do porodu dzieliły ją dni, może godziny. Czy się bała? Oczywiście. Jak każda młoda matka. Tyle, że ona miała urodzić najliczniejszy miot w historii sfory.
***
Wszystko zaczęło się pewnego letniego popołudnia podczas powrotu z plaży. Roxolanne złapał wtedy potworny skurcz.
- Niger.. - popatrzyła na swojego partnera idącego obok niej. - To już. - szepnęła ciężko oddychając.

Nigerku? Przepraszam... no i przepraszam. A i jeszcze przepraszam

czwartek, 15 grudnia 2016

Roxolanne jest w ciąży!

Roxo i Niger spodziewają się szczeniąt. Akurat na święta. ;D

Roxooo... Nie zabij mnie za ilość szczeniąt, tyle się wylosowało... :o

Matka: Roxolanne
Ojciec: Niger
Liczba szczeniąt: 13 (4 pieski, 9 suczek)
Rasa szczeniąt: Mieszańce (50% owczarek australijski, 25% nova scotia duck tolling retriever, 25% border collie)
Data narodzin: 23 grudnia
Lekarz prowadzący: Geris

piątek, 9 grudnia 2016

Od Roxolanne do Nigera

Zbliżały się święta. Nie za bardzo wiedziałam jak je obchodzić, bo mama nie była nigdy zbyt wierzącym psem, a tata w takich kwestiach szedł na kompromis, więc robiliśmy któregoś dnia wielką kolację dla wszystkich, dawaliśmy prezenty... Ale nic poza tym. Nawet nie jestem pewna po co to wszystko...
Truchcikiem zbliżałam się do miejsca pracy mojego i mojego ukochanego psa. W zębach trzymając wiklinowy koszyk kołyszący się w rytm biegu. Walczyłam z tym, żeby nie postawić nosidełka na ziemię i nie rozprawić się z zawartością. Burczało mi w brzuchu, ale bardzo chciałam zjeść dzisiaj z Nigerem, więc musiałam się powstrzymać. 
-Witajcie kochani! - zawyłam śpiewnie wchodząc do pokoju lekarzy
- Hej Roxo!- odpowiedzieli niemalże chórem.
- Hej, kochanie. - toller podszedł do mnie i polizał w nos. 
- Mam dla wszystkich wasze ulubione przekąski z królika z serem i cukinią! 
W odpowiedzi usłyszałam szczekanie.
- Proszę bardzo. - postawiłam koszyk na stole biorąc przy okazji jedną sztukę.
Uwielbiam moją pracę, życie, rodzinę, tego rudego kolesia stojącego po mojej prawej... I jeszcze mama... życie jest piękne.

Jednak nie o tym chciałam napisać...
To było już pewne, że cała rodzina zbierze się piątego dnia zimy u Horizona i Nuti, żeby razem spędzić wieczór i obdarować się prezentami.
Miałam do przygotowania pakunki dla dziewięciu osób. No... dziesięciu. Licząc psa, który będzie również prezentem dla wszystkich, bo te święta nie będą takie jak rok temu. Z kilku powodów będą lepsze.
Żeby przygotować się do tego szczególnego dnia, udałam się do Pyskowic. Na mojej liście rozpisałam imiona psów dla których potrzebowałam pomysłów.

Alex
Horizon
Nuti
Devo
Easy
Heaven
Raffaello
Freiheit
Niger
ósma osoba

Dla alf dość szybko znalazłam to, czego szukałam. Tak samo dla Deva i Easy. Zabrałam z  miasta wszystko co potrzebne i w chwili wolnej od pracy, wykonałam piękne pary białych girland otaczające białe turkawki, przyozdobione lśniącymi perłami i srebrnymi kryształkami, które mieli zawiesić u siebie w domach. Efekt końcowy przerósł moje oczekiwania. Byłam pewna, że im się spodoba, a potem, gdy już je pakowałam, stwierdziłam, że zrobię trzecią i czwartą ozdobę dla jeszcze dwóch par. Moich rodziców i Raffa i Frei.
Na pomysł na prezent dla Heaven wpadł Niger. Od zawsze lubiła pić z filiżanek, a ostatnio zbiły jej się ostatnie.. Mój ukochany pomógł mi sprowadzić do domu porcelanową, ręcznie malowaną zastawę. Wiedziałam, że moja siostra oszaleje z radości kiedy ją zobaczy.
No i został Niger, dla którego nie miałam pomysłu. Wciąż szukałam czegoś lepszego. Na początku myślałam o czymś takim jak torba,w której będzie mógł przenosić wiele rzeczy na przykład do szpitala, jednak szybko zrezygnowałam z tego pomysłu. Potem pojawiła się opcja piłkarzyków, jakie przedstawił mój młodszy brat, ale odrzuciłam ją od razu. Pies i piłkarzyki? pff. Szalik też był zbyt prosty.
Jeszcze w przypływie tak nagłego stresu, coraz częściej bolała mnie głowa, często czułam się źle i wszelkie części ciała doskwierały niemiłosiernie... Potrafiłam kilka razy dziennie wymiotować, a brak snu (czas poświęcony na girlandy robił swoje) powoli odbijał mi się na zdrowiu.
Do dnia kolacji zostało kilka dni. Siedziałam w pokoju lekarskim sama z Bringiem. Wyżaliłam mu się z braku czasu i podupadającego zdrowia.
- Może chcesz, żeby Cię zbadać? - zmartwiony popatrzył mi w oczy.
- Verony przecież nie ma..Kto ma to zrobić...?
- Wiesz.. Niby jestem okulistą, ale znam się na tym.. Chodź do sali obok. - nakazał.
- Po co..?
- No chodź. - pociągnął mnie za kołnierz zmuszając do wstania i podążenia w jego kierunku.
Brat uważnie mnie przebadał i poddał pod wpływ przeróżnych maszyn. Wysunął konkretne wnioski. Nie tylko jestem zdrowa, ale aż nadto.

W końcu nadszedł dzień piąty zimy. Rankiem zanieśliśmy wszystkie paczki do jaskini Bringa, gdzie od wejścia czuć już było niesamowite zapachy. Drzwi z szerokim uśmiechem otworzyła nam samica alfa - Nuti. Rozłożyliśmy pakunki i pomogliśmy w kuchni. Około godziny piątej po południu, wszyscy zaczęli się zbierać, a o osiemnastej zasiedliśmy do stołu.
- Mam pomysł. Otwórzmy już część prezentów. - przerwałam rozmowy.
- Teraz? - Devo uniósł brew.
- Tak. Dokładnie. Niech każdy z Nas wybierze jedną paczkę skierowaną do siebie od innej osoby.
Rodzince spodobał się ten pomysł. Psy z radością otworzyły swoje pierwsze kolorowe pudełka. Heaven zapiszczała z radości kiedy zobaczyła porcelanową zastawę, a ja oniemiałam, kiedy zobaczyłam śliczny, mieniący się łańcuszek, jaki sprezentował mi toller.
- Dziękuję, skarbie, Jest przepiękny. - liznęłam po poliku. - Tato. - wstałam - Dla Ciebie jest nieco inny prezent.- uśmiechnęłam się patrząc na Alexa, który patrzył na zrobioną przeze mnie ozdobę, a wszyscy umilkli nie wiedząc o co chodzi.
- Właściwie, to ten prezent może być skierowany dla wszystkich, no i tak właśnie jest, ale dla taty szczególnie. - zająknęłam się wychodząc na korytarz.
- Gotowa? - na moim pysku pojawił się ogromny uśmiech
- Jak nigdy. - przytaknęła dziesiąta osoba.
Z salonu wyszedł jeden brązowy australijczyk, a wróciły dwa. Jak to możliwe?! Obserwowałam wszystkie wielkie oczy, które nagromadziły się wokół stołu i były wbite w jeden centralny punkt. W suczkę stojącą obok mnie.
- Kochani, chciałabym Wam kogoś przedstawić. To jest Green Day. - oświadczyłam niemal zbędnie.
Nagle wszyscy jak jeden pies odbiegli od stołu i zamknęli mamę w wielkim,  rodzinnym uścisku.
Tylko Alex pozostawał na miejscu, a w jego oczach roiły się łzy. Zupełnie jak w moich. Popatrzył na mnie pytająco, a ja tylko przytaknęłam.
Znalezione obrazy dla zapytania pudełko prezentCały wieczór był niezwykle radosny. Wszystko praktycznie kręciło się wokół mojej matki, która opowiadała co się z nią działo, gdy jej nie było. Jej historia na prawdę jest niezwykła... Faktycznie, wszystko zlało się w jedną całość. Została odnaleziona przez naukowca, który walczył o jej życie. Jakimś cudem,udało mu się, jednak Greenie jest nieźle poprzestawiana w środku... Nie może już jeść wielu rzeczy,przemęczać się, ani denerwować. Ma dopiero pięć lat, ale już nie będzie mogła mieć szczeniąt.
Jednak nikt się tym nie przejmował. Wystarczyło, że była, a ja wiedziałam już o tym wcześniej jako jedyna. W Alexa wstąpiło nowe życie. Jego ukochana partnerka z którą musiał pożegnać się tak nagle i na zawsze wróciła. Jaka była jej radość kiedy zobaczyła wszystkie swoje dzieci ich partnerów.. Jak poznała Nuti... Nie do opisania.
Później,około godziny dwudziestej pierwszej zabraliśmy się za otwieranie prezentów. Nie mogłam doczekać się, aż Niger otworzy ten ode mnie. Było to maleńkie,białe pudełeczko z zawiązaną u góry wstążką.Gdy odchylił wieczko, jego oczom ukazały się czarno-białe zdjęcia. Dość niewyraźne i  rozmazane, ukazujące coś o nieokreślonych kształtach.
-Co to? - przekrzywił głowę oglądając z zainteresowaniem fotki. Uśmiechnęłam się delikatnie patrząc mu w oczy.
- To nasze dzieci, Niger. Zostaniesz tatą.


Niger? :3
Dlaczego takie cuda i dziwy? Bo w tym czasie wszystko jest możliwe. Ot co. 

1086 słów! matko jedyna!

czwartek, 24 listopada 2016

Od Roxolanne - Koniec..?

Znów biegłam. Przeskakiwałam płynnymi susami nad zakrwawionymi ciałami wilków i psów. Znajomych, zastygłych pysków, które miały już nigdy nie powiedzieć żadnego słowa. Nie uśmiechnąć się... Tyle zastygłych, martwych spojrzeń, niemających już ani razu odzyskać iskry życia.
- Niger?! - krzyczałam próbując odnaleźć się we wszechobecnej panice. - Niger?! Devo! Heaven! Horizon! Mamo!... TATO! - ze łzami w oczach rozglądałam się na boki.
Po chwili leżałam na plaży, przy boku tollera. Znów byłam szczęśliwa i mogłam się uspokoić.
Tej nocy sny wyjątkowo nie dawały mi spać. Dotychczas wygodne leże, wydawało się jakby zrobione z gwoździ i metalu. Przewracając się na bok czułam potworne kłucia.
Że też Niger akurat dzisiaj musiał mieć nocną zmianę w pracy.. Przytuliłby i zaraz wszystkie smutki rozprysnęłyby się na boki...
Wyjrzałam na zewnątrz jaskini. Położenie superksiężyca wskazywało na godzinę trzecią, lub czwartą nad ranem. Słabe, jesienne światło oświetlało drogę do lasu. Podążyłam za jego blaskiem czując, jakby coś mnie tam wołało. Szybka decyzja wskazała na spacer po terenach.
Pierwszym miejscem, do jakiego się udałam, był złoty wodospad.
- Posłuchaj, Roxo. To co było, nie wróci. - szepnęłam sama do siebie wpatrując się w złotą taflę wody. - Wojna.. już się skończyła. Nie będziesz musiała już więcej nikogo zabijać, a wilki, które zginęły z Twojej łapy, w stu procentach zasłużyły na swój los. Tylko Amira była inna. Nie wróci już nic.. Wojna.. nieporozumienia.. mama. - tu zatrzymałam się na chwilę.
Mamo, dlaczego Cię tu nie ma..? Tak bardzo mi ciebie brakuje.. - na te słowa zaskomlałam i rozpłakałam się krzywiąc pysk.
Odwiedzę ją.
Dość sprawnym krokiem udałam się w kierunku wierzb. Do jej grobu. Wychodząc zza drzew i spodziewając się szarej płyty z wyrytym imieniem, zamarłam i położyłam po sobie uszy. Naprzeciwko tabliczki siedziała mojego wzrostu, ciemnej maści postać. Jak się wydawało, nieznajoma. Mrużąc oczy zauważyłam, że posiada obrożę. Ale moment.. Ta, mimo zwieszonego łba,  wyprostowana, godna postawa.. te uszy.. biały pędzel na ogonie...
W tym momencie pochyliłam się zbyt gwałtownie do przodu.
Postać siedząca przed płytą zerwała się na równe łapy i odwróciła w moim kierunku. Teraz byłam już pewna.
- Czy.. Czy ktoś tu jest? - poznałam jej szorstki, ale mimo tego pełen dobroci głos. Do oczu napłynęły mi łzy. Nie mogłam dłużej się ukrywać. Wyszłam wyłaniając się powoli z mroku.
Wbiłam w nią lekko nieobecny wzrok i nastała cisza, przez którą słychać było tylko nasze płytkie, nierówne oddechy.
- M-mamo?.. - popatrzyłam w jej oczy. Pełne życia. Zaniepokojone moim widokiem, ale jednocześnie przepełnione szczęściem i łzami.
- Córeczko.. - westchnęła uśmiechając się i oglądając mnie od góry do dołu.
Stałyśmy kilka metrów od siebie, a w mojej głowie roiły się wszelkie pytania, jednak radość z tego, że znów ją widzę górowała nad wszelkimi innymi, ale.. czy to na pewno ona?  Jak to w ogóle możlliwe?!
Obie zmierzyłyśmy się uważnie wzrokiem, a wtedy, jak na znak, podbiegłyśmy do siebie.
Wtuliłam się w jej futro nie chcąc już nigdy jej puszczać. Tak jakby bojąc się o to, że zaraz odejdzie i już nigdy nie wróci. Poczułam na swoim ramieniu jej łzy.
- Mamo.. Mamo.. Jak? - uśmiechnęłam się szeroko.
- Wszystko Ci opowiem, spokojnie, moja Roxolanne. Daj mi tylko trochę czasu, a już zawsze będziemy razem, zobaczysz. Ty, ja, Twoje rodzeństwo i Alex. Wszyscy.
-  Ale.. Green Day..  - odkleiłam się na chwilę od niej patrząc na jej pysk. Wyglądała tak pięknie... Tak realistycznie.. - Co się działo? Gdzie byłaś? Co robiłaś przez ten rok?!
- Wyjaśnię Ci to. Już niedługo, ale teraz proszę, nie pytaj o to. Widzisz tą bliznę? - Wskazała na obszerną linię biegnącą od jej kołnierza, przez brzuch, aż do ogona. - Wiele kosztowało mnie to, żeby znów być tutaj, ale teraz mów co u Ciebie. Co u Twojego rodzeństwa i Twojego ojca..
- Zdarzyło się dużo rzeczy mamo... Nie było Cię przecież tak długo, że nie wiem od czego zacząć..  - przekręciłam głową. - Horizon chyba przeszedł najwięcej zmian...Mizu odeszła ze sfory, Horizon poznał Nuti, waderę, w której się zakochał i zostali parą.. Został przywódcą..
- Mój Bring alfą? - spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Tak. Ale on się zmienił, mamo. Jest dobrym psem. Devo jest z Easy, Raff kręci z Freihait, Heaven też coś tam robi, a ja... Znalazłam miłość życia.. - uśmiechnęłam się
- Jesteś z Nigerem, prawda? - prawy kącik jej pyszczka uniósł się ku górze.
- Skąd wiedziałaś?.. - zmrużyłam lekko oczy.
- Ja wiedziałam to od dawna kochanie. - przytuliła mnie ponownie. - Moje dzieci są dorosłe.. - westchnęła, a Alex?
- Tata jakoś się pozbierał, ale po twojej.. śmierci - dziwnie było wypowiedzieć mi zdanie o śmierci osoby, która stoi przedemną w pełnej okazałości. - było mu strasznie ciężko. Z resztą jak wszystkim...
- Tak się za Wami stęskniłam..
- Ale co będzie teraz? Wrócisz? Wciąż nie wierzę w to, że żyjesz, że tutaj jesteś..
- Wrócę jutro o tej samej porze, dobrze?
- Nie. - zaprzeczyłam od razu. - Nie wrócisz. Nie chcę Cię stracić gdy dopiero Cię odzyskałam... Nie możesz już odejść. Tak strasznie mi Cię brakuje.. Boję się, że to sen i jeśli się obudzę, to Ciebie już nie będzie i znów będę mogła odwiedzać tylko tę tablicę z Twoim imieniem.
-  Córeczko..
- Nie. Ty mnie zostawisz. Jutro już nie przyjdziesz i znów będzie tak jak od ostatniego roku... a przecież ty żyjesz..
- Mieszkasz z Nigerem?
- Tak, ale jest w szpitalu. Wróci o dziewiątej nad ranem..  - znów łzy zbierały mi się do oczu. Nie chciałam spuścić z niej wzroku chociażby na sekundę. Powstrzymywałam się od mrugania, aby nie stracić jej z oczu. Żeby nagle, w jednej sekundzie nie zniknęła. Jeśli był to sen, to chciałam, żeby stał się jawą. Żebym nigdy się z niego nie obudziła.
- Więc.. Mogę zostać u Ciebie?
Przytaknęłam kilka razy ocierając łzy.
- Tak, mamo. Zostań już na zawsze. Nie zostawiaj nas już nigdy więcej.

Taki oto pomysł mi się nasunął..  Uwielbiane przez wszystkich:  CDN

środa, 31 sierpnia 2016

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

- Ale tu jest pięknie. - ze zdumienia otworzyłam szeroko oczy.
- Prawda? - posłał mi lekki uśmiech.
- Wiesz.. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. To wszystko dzieje się tak szybko.. Kończy się wojna, okazuje się, że nie wszystkie wilki są złe.. No wiesz. Amira. I.. najważniejsze - Jesteśmy parą. - osunęłam się odrobinę w dół. Taki natłok wrażeń.
- Ja też jeszcze nie mogę w to uwierzyć. - położył mi łapę na ramieniu. Szybko odwróciłam wzrok w jego kierunku i poczułam ogromną ulgę, że wszystko się dobrze zakończyło.
- Kocham Cię, Niger. - wtuliłam się w jego futro.
- Ja Ciebie też. Bardzo. - mocniej mnie uścisnął.
Ale to nie był koniec cudownych niespodzianek.

Gdy wróciliśmy do Hospitallo, aby odwiedzić wilczycę, zastał nas Alex. Okazało się, że coraz więcej członków rannych w trakcie ostatecznej bitwy wychodzi ze szpitala i nikt ranny nie umarł.
Korytarzem wzdłuż sal podeszliśmy do 'trójki' i po woli otworzyłam drzwi.
Naszym oczom ukazał się uśmiechnięty pysk siedzącej wadery. Wciąż była podłączona do aparatur.
- Witajcie. - uśmiechnęła się szeroko.
- Hej, Amira. - podeszłam do niej i przytuliłam. Toller również. - Jak się czujesz? - zapytałam z troską.
- Coraz lepiej. Dziękuję. - przytaknęła. - Muszę Wam coś wyznać. - westchnęła.
W mojej głowie zapaliła się lampka. O czym chce nam powiedzieć? Wstrzymałam oddech.
- Rozmawiałam już z Horizonem i dołączam do Sfory Psiego Głosu. - uśmiechnęła się.


Nigerku? Przepraszam za czas... bw :c

piątek, 19 sierpnia 2016

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

- Niger? - krzyknęłam i podbiegłam, prawie przyfrunęłam ze szczęścia do psa.
- C-co się stało? - zmrużył oczy.
- Koniec wojny. - oznajmiłam. Wiedziałam to z tajnego źródła. Tajnego, czytaj Bring. Dwie godziny temu bitwa ustała i wszyscy się rozeszli poszukując żywych dusz. Mój brat razem z dwoma wojownikami, udał się do namiotu wroga i odbył z nimi godzinną rozmowę.
- Co? - natychmiast próbował wstać, ale na próżno. Popatrzyłam w dół na jego obandażowane od góry do dołu łapy i rozpłakałam się. Sama miałam bandaż na całej powierzchni brzucha ( wyglądałam jak w gorsecie.. ) , ale widząc go w takim stanie, po prostu nie dałam rady wytrzymać.
- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Żyjemy. Przecież wygraliśmy.
- Ale jakim kosztem. - pociągnęłam nosem.
- Ilu nie żyje?
- Jeszcze nie wiadomo. Wiadomo tylko, że o wiele mniej niż wilków.
- A ona? - wskazał łbem na Amirę.
- To Amira. Już miałam ją zabić, ale nie potrafiłam. Ona jest dobra, Niger.
Tylko westchnął.
- Amiro! - zawołałam ją.
Popatrzyła na nas.
- Ktoś chce cię poznać. - uśmiechnęłam się. - To jest Niger, mój ukochany, a to Amira. - oświadczyłam oficjalnie.
- Miło mi Cię poznać, Niger. - westchnęła uśmiechając się tyle, na ile pozwolił jej ból i zmęczenie.
- Mi również.
Cieszyłam się, że obeszło się bezproblemowo. Nagle do sali wkroczył Horizon.
- Jak się czuje moja siostrzyczka? - podszedł i pocałował miejsce mojego bandaża.
- Już dobrze.
- Dzielnie walczyliście. Dziękuję Wam za to i.. nie spodziewałem się, że jesteś aż taka silna. - patrzył na mnie unosząc brew. Podszedł do pierwszego lepszego podestu i wskoczył na niego.
- Uwaga, uwaga! - krzyknął. Poczekał chwilę aż wszystkie psy zgromadzą się w jednym miejscu, a następnie oświadczył; - Odwieczna wojna z watahą dokładnie o godzinie 15, wraz z brzmieniem trąb zakończy się! Jest teraz 14:58. Przez te dwie minuty uczcijmy pamięć naszych poległych przyjaciół, bliskich, współczłonków sfory, którzy narazili swoje życie dla wspólnego dobra. - wpiął pierś. Ze szczęścia, w moich oczach za powrót pojawiły się łzy. Trwaliśmy chwilę w ciszy, a potem zabrzmiał głos trąbki. Jakby hymn skomponowany przez.. Eileen. Byliśmy wolni. Jakby zdarzył się cud, wszyscy zaczęli wiwatować. Byliśmy wolni!


Nigerku? :33

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

Trzymając w zębach znieruchomiałe gardło młodego wilka... wilczycy, wahałam się. Czekałam na odpowiedni moment by zacisnąć szczęki. Jej ciało drżało, a ja zdawałam sobie sprawę, że im dłużej zwlekam, tym trudniej będzie mi to zrobić. 
- Błagam. - zdołała wydusić. Usłyszałam jej młody głos oraz.. okropny strach. - Nie zabijaj mnie. Proszę. - jęknęła. W jej oczach nazbierały się łzy.
Ścisnęłam odrobinę mocniej zamykając mocno powieki i.. puściłam. 
Leżała na zakrwawionej ziemi trzymając się za gardło. 
- Dlaczego walczysz? - zapytałam ją z bólem w głosie. Nie rozumiałam jej zachowania. 
- Nie.. nie mam wyboru. - zadrżała. 
- Masz. Owszem, że masz. Dołącz do Nas. My się o siebie troszczymy. - schyliłam się przed kolejnym młodym wilkiem, który próbował na mnie skoczyć. Nie zwrócił uwagi na to, że mu się nie udało. Pobiegł dalej. Był w omoku. 
- Widzę, że nie chcesz walczyć. Jesteś jeszcze młoda. Powinnaś się kształcić. 
- Co mogę zrobić w mojej watasze? - odzyskiwała siły. - Jeśli nie będę walczyć, zabiją mnie inne wilki. 
Zobaczyłam jej rany. Nie była już w stanie wstać. Pomogłam jej i podniosłam jej wątłe ciało. 
- Jestem Roxolanne. - przedstawiłam się. 
- Amira. - zdołała westchnąć. 
- Egipska księżniczka. - posłałam jej zmęczony uśmiech, na jaki się zdobyłam. - Zabiorę Cię do naszego lekarza, dobrze? - zapytałam dźwigając. 
Nie odpowiedziała. Skinęła tylko łbem i poszłyśmy. Zatrzymała się przy ciele jednego z basiorów. 
- Kto to? - zapytałam widząc jak na niego patrzy. 
- Mój oprawca. Znęcał się nade mną odkąd tylko pamiętam. 
- Już nie żyje. Nigdy więcej Ci nic nie zrobi. - zapewniłam. - Już niedaleko. Dasz radę. 
Dotarłyśmy do polowego namiotu, w którym było już dużo psów. Znalazłam wolne leże i pomogłam jej się położyć. Przywołałam Kelpie. Wyjaśniłam jej wszystko. Kim jest Amira i to, że nie stanowi dla nas zagrożenia. Przysięgała, że się nią zajmie. 
- Roxolanne.. - wadera chwyciła mnie jeszcze za łapę. - Dziękuję Ci. - spojrzała mi w oczy. 
Posłałam jej wzrok przekonujący, że wszystko będzie dobrze i wybiegłam biorąc łuk. 
Gdy tylko wyszłam z namiotu, zobaczyłam okropną scenę. Nigera i jakiegoś basiora. Byłam pewna. że mój ukochany sobie z nim nie poradzi. Przez chwilę nie widziałam co zrobić. Jeśli tam pobiegnę, również nie dam rady. Wilk zabije nas obojga. Chwyciłam w łapy łuk i wyciągnęłam jedną strzałę. Mało pamiętałam z lekcji łuku, jakie mieliśmy w szkole. Zaczęłam celować. Nie dało rady. Podbiegłam bliżej i schowałam się za jakimś ciałem. Znów wymierzyłam. Obydwoje bardzo szybko zmieniali miejsca, więc nie miałam szansy, aby wycelować. Po prostu postanowiłam strzelić. Raz... dwa... trzy! Drewniana strzała ze świstem wyleciała spod moich łap. Upadła jednak zbyt daleko od walczących. Wyciągnęłam kolejną strzałę i wycelowałam. Mocniej napięłam cięciwę i pocisk poleciał w ich stronę. Zdążył, gdy już miało się wydarzyć najgorsze. Trafił w masywny łeb wroga. Dostrzegłam krew. Natychmiast wstałam i pobiegłam dalej, aby strzelać do innych wilków. 

Niger? :')

Nowa para!

Dzisaj wczoraj złączyli się...

Niger&Roxolanne

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

Te słowa dodały jej siły do walki. Serce oszronione w jakiś sposób lodem nagle jakby wrzucone do ognia zaczęło bić szybciej. Wilk, z którym walczyła nie stanowił dla niej już żadnego problemu. To Niger dodał jej skrzydeł. Jego obecność sprawiła, że suczka, dwa razy mniejsza od przeciwnika, bez trudu wbiła kły w jego gardło. Szarpała nim jeszcze chwilę, czując jak metaliczna ciecz już zaczyna zastygać w jej pysku. Rzuciła się na basiora walczącego z tollerem i razem go pokonali, a potem... rzuciła się na Nigera. Przeturlała się z nim kilka razy i wylądowali między kawałkami broni. On na grzbiecie, a ona na nim. Mimo wojny rozlegającej się dookoła nich, na chwilę poczuła, jakby byli na spokojnej łące. Jej sierść muskał przyjemny wiatr, a zapach krwi zniknął. Pojawiły się barwne motyle.
- Wiem, że moje uczucia do Ciebie nie zmienią się nigdy. Choćbyśmy mieli przed sobą całe życie, lub jeśli to jest nasza ostatnia godzina, to cieszę się, że mogę w tym czasie być obok Ciebie i.. Tak. Zostanę Twoją partnerką. - uśmiechnęła się lekko odgarniając z pyska psa sierść zlepioną krwią. Pocałowała go najczulej jak potrafiła.
- Kocham Cię Roxo. Najmocniej na świecie. - zdołał wyszeptać między falą pocałunków.
- Chodźmy skopać tym wilkom tyłki. - przerwała. Dopiero po chwili od tych słów wstała i razem pobiegli na środek. Do walki dołączyli wszyscy. Wszystkie psy, które mogły. Okazało się, że było ich bardzo dużo i ilościowo, mieli przewagę nad watahą. Jej siostra dzielnie walczyła, jak tylko potrafiła. Na jej sercu zrobiło się jeszcze cieplej. Widok wszystkich psów, które razem walczą o sforę był niesamowity. Znów odzyskiwali przewagę a ziemia wypełniała się ciałami poległych wilków. Nie mieli czegoś, co nam dodawało sił. Oni nie byli stadem, czy zespołem. Byli praktycznie obcymi sobie istotami dzielącymi teren. Na polu walki nie było nawet lekarzy.


Niger? :v

środa, 17 sierpnia 2016

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

Byłam przerażona.
- Niger, nie... - cały czas przecząco kiwałam głową.
- Roxo... To dla dobra Naszej sfory. Musimy stanąć do walki. Chociażby o  n a s z e  d o b r o.
Przytaknęłam i gdy już miał odchodzić, zawołałam go jeszcze raz.
- Niger! - jęknęłam.
Odwrócił się i wyczekująco popatrzył w moją stronę.
- Kocham Cię. - szepnęłam całując.
Spojrzałam lekko ku górze, żeby popatrzyć na jego oczy.
Nie odpowiedział. Uśmiechnął się tyko i pobiegł.
A ja czekałam wraz z kilkoma innymi psami nie przeszkolonymi do walki. Razem wspieraliśmy się na duchu. Dlaczego wszystkie mi najbliższe osoby pobiegły walczyć?
- Przegrywamy. - rozległ się głos z zewnątrz. Był to jeden z członków wysłany aby Nas poinformować. Miałam wrażenie, że na chwilę przestało mi bić serce. Bez słowa wybiegłam w las.
Gdy dobiegłam do celu czułam palenie pod łapami. Psy jeszcze walczyły. Horizona nie było, Alex opatrywał rany, Devo i Niger jeszcze walczyli. W jednym momencie jeden z wilków przygniótł mojego starszego brata. Podbiegłam do niego wyciągając sztylet. Skoczyłam, wbijając ostrze między jego łopatki. Zaczął się szarpać, ale ostro obstawałam przy swoim. Adrenalina robiła swoje. W końcu padł na ziemię. Jeszcze oddychał.
- Przepraszam. - zamknęłam na sekundę mocno oczy i przełknęłam zabijając wroga. Porozumiałam się z borderem. Nic nie mówił, ale jakby przekazał mi podziękowania. Kulał na jedną łapę. Mrużąc oczy zauważyłam biegnącego w Naszą stronę Bringa.
- Szykują odwrót. - oznajmił.
Nie zauważyłam, że przez ten czas, gdy ratowałam Devo, sforzanie zaczęli osiągać przewagę. Ucieszył mnie ten fakt. Podbiegły do Nas mimo wszystko cztery wilki.
- Po jednym da każdego z Nas. - bezproblemowo oznajmił toller. Każdy z Nas zaczął walkę.
- Horizon! - krzyknął w pewnym momencie Niger.
- Tak? ! - krzyknął w między czasie. - Ha!
- Tyłem. - rzucił w moją stronę komendę. Odwróciliśmy się do siebie plecami. To dało nam przewagę.
- Dasz Nam ślub?! - krzyknął do alfy.
Miał rację. Zaraz mogliśmy zginąć.
- Porę sobie znaleźliście! - zaśmiał się.


Niger? :') ale cię zastawiam, co? xd

środa, 10 sierpnia 2016

Od Roxolanne C.D. historii Aresa

Miałam dość zachowania suczki. Była tak strasznie przygnębiona, że jedynym słusznym rozwiązaniem według mnie była szczera rozmowa z Aresem. Wiedziałam, że to przez niego.
Wiedziałam też gdzie mieszka. Podeszłam i zapukałam mocno w drzwi. Może zbyt mocno?
- Ares? - zapytałam delikatnie, gdy nikt mi nie odpowiedział.
- Kto tam? - zapytał łagodny głos.
- Czy to ważne? Chcę porozmawiać.
Odpowiedziała mi cisza, ale jednak po chwili drewniane drzwi się uchyliły lekko skrzypiąc.
Niepewnie weszłam do środka. Moim oczom ukazał się pies, równie zmarnowany, co Arrow.
- Posłuchaj. Nie przyszłam po to, żeby cokolwiek zmieniać. Jestem tu, żeby odbyć z Tobą rozmowę, której Arrow nie jest w stanie poprowadzić.

Ares?

wtorek, 9 sierpnia 2016

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

Oparłam głowę o łapę i patrzyłam na jedzącego Nigera. Sama nie byłam szczególnie głodna.
- A więc co u Was nowego? - zaczął mój ojciec.
Futura cały czas na niego patrzyła w taki... taki szczególny sposób. Zmierzyłam ją wzrokiem i uznałam, że nie mrugnęła w przeciągu dziesięciu, może jedenastu sekund.
Boże. Ona go kocha.
- Właściwie.. - mruknął Horizon. - myślę, że coś się zmieniło. - wykonał jakiś nieokreślony gest łapą.
- Też tak myślę. - uśmiechnął się Devo. Jednak nie patrzył na nas, tylko na ojca.
Oni zawsze musieli sobie wtórować.
- Roxo? - zwrócił się do mnie starszy brat.
- Tak. Coś na pewno. - burknęłam mieszając bezsensownie moją wodę.
Chwilę ciszy przerwał nagły ruch Nigera. Wstał i szybko oświadczył:
- OOUGH! Ja i Roxolanne jesteśmy razem! - wypalił.
Wiedziałam, że toller niekiedy musi coś powiedzieć. Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczyma. Przeniosłam wzrok na ojca i z powrotem na psa stojącego obok mnie. I tak kilka razy, nie poruszając się w ogóle.
Pies szybko się speszył otaczającą ciszą.
Czułam na sobie wzrok wszystkich i sama jeszcze przetwarzałam tą informację.

Niger? :')

środa, 3 sierpnia 2016

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

Roxo poczuła dziwny skurcz w brzuchu. Nie była pewna czy to tak zwane 'motylki' czy raczej głód. Usłyszała jak Nigerowi burczy w żołądku i przypomniała sobie istotną rzecz.
- Dzisiaj jemy rodzinnie obiad u Horizona! Chodźmy! - wyszczerzyła swoje białe zęby i pociągnęła tollera delikatnie za kołnierz.
- Szybko, bo się spóźnimy! - popędzała go biegnąc przed siebie. Gdy byli już blisko celu, przyspieszyli jeszcze bardziej. Wparowali do jaskini, a w nich wpatrywało się już kilkanaście par szeroko otwartych oczu.
- Przepraszamy za spóźnienie. - zaśmiała się nerwowo Lanne i razem z Nigerem zajęli miejsca obok siebie.
Suczka nie znała wszystkich, którzy tutaj siedzieli. Pysków było więcej niż zazwyczaj. Poczęła robić sobie w głowie dokładną panoramę psów i wilków siedzących przy stole. Od lewej, obok niej: Niger, Tata, Futura, jakaś wadera, jedno młode, drugie młode, trzecie młode.. Nuti, Horizon, Mizu, Kaze, Devo, Easy, Heavy, Jonah i po jej prawej - Raff...
- Właściwie, to czekaliśmy na Was. - uśmiechnął się jej łaciaty brat, bardziej skupiając się na walce o swoje ucho z jednym ze szczeniaków.
- To co? - zapytała patrząc na zastawiony po brzegi jedzeniem stół. Zaśmiała się widząc dumnego Raffa, który wokół siebie miał pełno zieleniny. - Jedzmy!
Obecni zabrali się za pałaszowanie wszystkich rodzai mięsa i dodatków. Jej z Nigerem zupełnie odbiło. Zaczęli się wygłupiać i śmiać zapominając o innych oraz o jedzeniu. Pamięć im wróciła dopiero wtedy, gdy zwrócili na chwilkę uwagę na niecodzienną ciszę jaka zapanowała i wszyscy, z niedowierzaniem, skupili na Nich swoją uwagę. Jeden ze szczeniaków otworzył szeroko pysk wypływając na talerz jedzenie. Dopiero wtedy też jej przyjaciel wypluł z pyska jej ucho, a ona z trudem opanowała w miarę mimikę pyska. Devo i Horizon z małymi uśnieszkami unieśli w górę po jednej ze swoich brwi i spojrzeli po sobie. Często mieli te same odruchy. Byli w końcu braćmi. Lanne szukała pomocy u Nigera. Spojrzała doń z błagalną miną.
- Błagam, zrób coś.. - pisknęła cicho.

Niger? xd

sobota, 30 lipca 2016

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

- Jak mogłeś mi to zrobić? - powtórzyła przez łzy radości. Radości ponieważ go odnalazła. W tym momencie miała jednak mieszane uczucia. Nie wiedziała dlaczego ją zostawił samą w wodzie i czy w ogóle tam byli razem, czy to był sen, ale cieszyła się, że go znalazła.
- Lannie, szukałem Cię! - krzyknął wesołym głosem.
Nie dostał odpowiedzi. Nie dosłownie. Lanne natychmiast przyłożyła swój pyszczek do jego.
- Ja Ciebie też. - powiedziała gdy się od siebie oderwali. - Kocham Cię. Nie opuszczaj mnie. - mruknęła.
- Myślałem, że to tylko był sen, ale przecież poszedłem po śniadanie.
- Bałam się, że to tak na prawdę się nie wydarzyło i..
- Cii. - uciszył ją.

Niger? :v

niedziela, 10 lipca 2016

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

Roxolanne otworzyła powoli oczy. Oślepił ją blask wschodzącego słońca. Nieprzyjemny chłód dostawał się do jej brzucha. Była sama. Pierwsza jej myśl: Czy to wszystko jej się tylko przyśniło?! Wstała z piasku. Fale lekko się podniosły i woda brzydko zmechaciła sierść na jej brzuchu. Rozejrzała się dookoła. Towarzyszyła jej tylko woda. Jak ona się tu znalazła i teraz stąd wydostanie? Przecież panicznie boi się ilości wody większej niż miska. Westchnęła jednocześnie nabierając siły. Poduszki jej łapy delikatnie dotknęły tafli wody. Błyskawicznie ją zabrała. Spanikowała. Zaczęła krążyć wokół małego lądu. Jej celem był ląd, który znajdował się może 10, góra 11 metrów od niej. Spróbowała jeszcze raz, ale efekt był taki sam jak poprzednio. Uparła się. Jeszcze jedna próba, jeszcze jedna i jeszcze jedna... W końcu wbiegła do wody. jej brudna sierść oczyściła się z piasku i zaczęła falować w morzu. Lanne wstrzymała powietrze podnosząc wysoko głowę. Robi to. Jest w wodzie i idzie. Nagle zabrakło jej gruntu. Mimo to nie spanikowała aż tak bardzo, bo wiedziała, jaki jest jej cel. Stały ląd. W końcu znów poczuła grunt i zaczęła wychodzić z toni. Wybiegła szybko na piasek i zaczęła skakać ze szczęścia. Nie patrzyła nawet na sierść. Zrobiła to. Zmierzyła się z największym lękiem i.. dała mu wycisk! Zaczęła się tarzać w piasku. Wyglądała żałośnie i tak się też czuła. Małę zwycięstwo nie dało rady zamaskować bólu związanego z Nigerem. Co się właściwie stało wczoraj? Czy jej przyjaciel zostawił ją "na lodzie"? Co dalej z ich przyjaźnią? Czy w ogóle wczoraj spotkała się z Nigerem?
Poszła do swojego domu. Nawet nie zauważyła, że gdy wchodziła do lasu, na plażę wkraczał toller wraz z jedzeniem. Poszedł po prostu po śniadanie.

Niger? Musiałam :')) mdliło mnie trochę od tej ich miłości :'D

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

Okropnie się bałam. Bałam się, że to wszystko zniszczy naszą przyjaźń. mój przyjaciel objął mnie jedną łapą jednocześnie przyciągając lekko do siebie. Nasze ciała się zetknęły. Na całej mojej klatce piersiowej poczułam jego ciepło. Zamknęłam oczy napawając się tym uczuciem. Cały strach mnie opuścił. Byliśmy już tylko my. Ja i pies którego bezgranicznie kocham, któremu całą sobą ufam. Cała ta granica strachu, przyjaźni, rozpłynęła się i ulotniła gdzieś w fale. Uśmiechnęłam się szeroko. wtulając w jego sierść. Podniósł mój podbródek, tak, abym na niego spojrzała i czekał na moją reakcję. Znowu zaczęłam się do niego zbliżać, tym razem pozwalając, aby to zrobił. Chciwie zatopił usta w moich wargach, jakby bojąc się, że po raz kolejny zaraz się zatrzymam. Najpierw delikatnie i dość nieśmiało. Z czasem coraz bardziej. Przestaliśmy dopiero wtedy, gdy słońce zupełnie zaszło za horyzontem. Uśmiechnęłam się delikatnie wciąż mając zamknięte oczy. Osunęliśmy się w dół kładąc na mokrym piasku. Leżeliśmy w ciszy. Wystarczyła tylko nasza obecność.
- Lanne? - Zapytał w końcu toller
- Tak? - szepnęłam
- Boję się, że to sen. Że jutro obudzę się i nic z dzisiaj nie będzie prawdą.
- W takim razie musi nam się śnić to samo. - Mruknęłam. Teraz słowa przychodziły mi łatwo. - Ale jeśli to, co się tutaj zdarzyło nie jest prawdą, to gdy tylko się obudzę, pobiegnę do ciebie i wszystko Ci opowiem i wyznam.
- Obiecujesz?
- Przysięgam.


Niger :33

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

Patrzyła rozmarzona na zachód słońca. Był idealny. Tak samo jak pies siedzący obok niej na piasku.
- Lanne?  - Ciszę przerwał delikatny głos tollera
Dziewczyna z uśmiechem spojrzała na przyjaciela dając mu tym samym pozwolenie na oznajmienie tego co chciał powiedzieć. Nastąpiła cisza. Zauważyła, że pies wcale nie patrzył już w jej oczy. Przeniósł wzrok na jej wargi. Na chwilę nawet przestała oddychać pozwalając mu na nie patrzeć. Nie wiedziała dlaczego tak robiła. Podniosła wzrok i zbadała nim oczy Nigera. Następnie nos i wargi. Poczuła się jak w transie. Powoli zaczęła zbliżać się do swojego przyjaciela. Widząc to, Niger wyraźnie odebrał to jako przyzwolenie. Zaczął robić to samo. Dzieliły ich tylko centymetry. Czuli na sobie swoje oddechy. 5... 4... 3... W pewnym momencie, Roxo przystanęła i spojrzała w piasek. Pies natychmiast się zatrzymał. Nie zrobiłby niczego bez jej zgody. Jakże jego charakter był różny od Horizona! Nie odsunął się jednak. Nadal byli tak blisko czując na sobie swoje tak różne oddechy. Roxolanne: nierówny i płytki oraz Nigera: równy i głęboki.

Nigerku ? :3 nie wyczerpuję tematu żebyś mogła się popisać


niedziela, 19 czerwca 2016

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

Siedzieliśmy i czekaliśmy aż przestanie padać. Prawie się ze sobą stykaliśmy.
Cały widok przykrywała zasłona ostro spadających, gęstych kropel deszczu.
Westchnęłam na co od razu zareagował Niger. Atmosfera, mimo deszczu, była taka sama zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Każde z nas czekało na rozpoczęcie rozmowy, ale nikt nie miał pomysłu od czego sensownego zacząć.
- Niger.. - zaczęłam mimo to.
- Słucham?- odpowiedział niemal błyskawicznie
- Jak myślisz: Kiedy się rozpogodzi? - wymyśliłam coś na szybko
- Nie mam pojęcia. Może w każdej chwili, ale może też za kilka dni.
- Nie zostaniemy tu przez kilka dni, prawda? - zapytałam wyczekująco
- Tego nie wiem. - uśmiechnął się w moim kierunku i mrugnął.
- Bo wiesz.. nie mam karmy dla Anzelma.
- I tylko o to chodzi? - mruknął
Przytaknęłam.
Po chwili krople deszczu zaczęły się przerzedzać. Już po kwadransie po deszczu zostały tylko kałuże.
Ruszyliśmy w dalszą podróż. W końcu weszliśmy na polanę. Na niebie nie było nawet najmniejszego śladu, że dzisiaj padało. Sunęliśmy między kłosami zbóż.

Sierść tollera imponująco błyszczała w świetle zachodzącego słońca. 
Wtedy pomyślałam: Jakiego pięknego mam przyjaciela! 

Niger?:3 

Od Roxolanne C.D. historii Nigera

- Anzelm. - zaśmiałam się.
- Jak? - Niger uznał, że się przesłyszał
- Anzelm. - powtórzyłam. - W jednej z moich książek główna bohaterka miała gwarka o imieniu Anzelm.
- Anzelm! ANZELM! - wykrzyczał gwarek wywołując u nas śmiech.
- Dziękuję Niger. - podeszłam do psa i wtuliłam się w jego sierść.
Zrobić to, czy nie? Zawahałam się przez moment, ale szybko odrzuciłam złe myśli. Byłam zbyt szczęśliwa. Zrobiłam to. Pocałowałam go w policzek. Jego zdziwiona mina rozbawiła mnie jeszcze bardziej. Zwijałam się ze śmiechu gdy toller zaczął zmieniać miny.
- Dlaczego ty mnie tak zawsze rozbawiasz?
- A dlaczego tak się z tego śmiejesz?
- Nie wiem. Potrafię tak tylko przy tobie. - spojrzałam w jego głębokie oczy

Niger? sry.. brok weny mnie noszedł no...
Musimy z tym wystartować, nie?

wtorek, 23 lutego 2016

Od Roxolanne C.D.historii Nigera

Tutaj zastosowałam przeskok czasowy żeby się trochę połapać i dodać trochę weny. 


Równo o 10 ktoś zaszczękał przy wejściu do mojej jaskini. Doskonale znałam ten głos.
- Wejdź Niger! - krzyknęłam patrząc się w ścianę.
- Hej! - uśmiechnął się niepewnie wchodząc do środka.
- To już tydzień. - westchnęłam przerywając ciszę.
- Tak. - kątem oka zauważyłam, że pies zniża głowę ku dołowi, ale jednak nadal patrzy na mnie. - Mam.. coś dla Ciebie. - uśmiechnął się.
- Nie wskrzesisz mojej matki.
- Niestety.. Ale mam zamiar pomóc. Musisz tylko wyjść na zewnątrz. - odrzekł z błyskiem w oku. Podszedł do mnie i lekko wypchnął w stronę wyjścia. Obejrzałam się niepewnie i wolnym krokiem podeszłam do drzwi.
Moim oczom ukazało się coś dużego. Jakby wielkie, prostokątne pudło przykryte dużą płachtą. Przeniosłam wzrok na tollera. Zrobił zachęcający gest głową. Podeszłam i zajrzałam przez folię do środka.


- Ale JAK?-zapytałam z niedowierzaniem patrząc na psa. 
Ten tylko wzruszył ramionami, a gwarek w klatce wesoło powtórzył: "ALE JAK? "  Uśmiechnęłam się z niedowierzaniem. Niger podszedł do mnie i przytulił po czym szepnął;
- Nie ma za co. 

Niger? :o