Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alex. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alex. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 lipca 2016

Od Alex'a do Futury

Czas mijał, a wydawało się, że już pogodziłem się ze śmiercią partnerki. I może tak było. Wróciłem w końcu do pracy, z ogromną chęcią leczyłem dorosłe psy, jak i szczeniaki. Można powiedzieć, że rzuciłem się w wir pracy, ale za to jakiej przyjemnej. Dzieci chyba również się pogodziły ze stratą. Horizon podobno ma nawet szansę zastąpić Nageezi... Wierzę w niego. Mam nadzieję, że jeśli to on zostanie Alfą, to będzie dobrym przywódcą Sfory Psiego Głosu.
Za to, co tam u pozostałych? Heaven również poświęciła się pracy, czyli śpiewaniu i pisaniu nowych piosenek. Podobno poznała jakiegoś Lucasa... Kibicuję im.
Devo jest pół-partnerem Easy, ale mam nadzieję, że w końcu będą z tego szczeniaki. Za to Roxolanne prawdopodobnie (nawet nie prawdopodobnie, tylko na pewno!) coś się dzieje z nią i Nigerem. I oczywiście Rafaello, który mimo tego, że tak naprawdę nie jest moim rodzonym synem, to go i tak kocham mocno, jakby nim był. Nasz rodzinny wegetarian czuje coś do Freiheit.
Cieszę się, że moje dzieci znalazły szczęście, tak silne, jakie ja znalazłem w Green Day.
Jednak, muszę się przyznać, że w końcu musiałem odpocząć od ciągłej pracy w naszym "psim szpitalu". Poprosiłem Gerisa o urlop i wyruszyłem na samotną wyprawę do lasu.

Szedłem i szedłem, oglądając uważnie prawie każde drzewo. Cel wyprawy? Żaden.
Nagle, usłyszałem jakieś znajome szczekanie. Pobiegłem w stronę, z której słyszałem ten odgłos i zauważyłem z daleka husky'ego. Podszedłem do niego, i zauważyłem, że to nie on, a ona.
- Alex... - uśmiechnęła się lekko na mój widok.
- Futura. - zaskoczony patrzyłem na nią. - Co tu robisz?
- Spacer. A ty? Kolejna samotna wyprawa? - zaczęła się śmiać.
- Jak ty mnie dobrze znasz...
Westchnąłem. Ostatnio z Futurą się mijaliśmy, i właściwie, to ostatnim razem rozmawialiśmy, kiedy byłem z Horizonem w tym lesie. Zrobiło mi się przykro. Od śmierci Greenie, jeśli już prowadziłem z kimś rozmowę, to z moimi dziećmi i Gerisem, za to wszystkich moich przyjaciół olałem. W tym Futurę, a była mi dosyć bliska...
- Futura... - spojrzałem w jej oczy. - Przepraszam Cię.
- Za co? - uniosła "brew".
- Za to olewanie Ciebie... od czasu śmierci mojej żony, nie miałem za bardzo ochoty z nikim rozmawiać... - zacząłem się niepotrzebnie tłumaczyć.

Futura? Dawno nie było opowiadania z nimi, co nie? xD

piątek, 19 lutego 2016

Od Alex'a

Wyszedłem z sali szpitalnej. Kolejna operacja się udała. Humor jednak mi przestał dopisywać, gdy zobaczyłem, co się dzieje na zewnątrz. Niespodziewanie zaczął padać deszcz. To wyglądało tak, jakby chmury płakały z jakiegoś powodu.
Zaczęło mi bić szybciej serce. Bałem się, że stało się coś Greenie. Jeszcze bardziej się przeraziłem, jak Horizon i Mizu przerażeni przybiegli do szpitala.
- Tato! - przybiegł do mnie zdyszany Bring.
- Horizon? Co się stało? - zapytałem niepewnie.
- M-mama...
Serce mi podskoczyło do gardła.
- Mów, Bring. Co jej jest....?
- O-Ona... nie żyje...
Czas się chwilowo zatrzymał. Początkowo myślałem, że owczarek tylko żartuje, a z moją partnerką jest wszystko w porządku... ale kilkanaście sekund później zrozumiałem, że to jest prawda. Łapy wyniosły mnie ze szpitala i zaczęły prowadzić w stronę Pyskowic.
Nie wiem jak, lecz w kilka minut dotarłem do miasteczka. Z daleka zobaczyłem ludzi, niosących suczkę. Podbiegłem do nich i zszokowany patrzyłem na sytuację. Mieszkańcy Pyskowic nosili moją Green Day. Zacząłem wyć. Poczułem, jak Horizon mnie przytula. Jego gest nie pomógł, wręcz płakałem jeszcze głośniej. Mizu stała za nami i zszokowana patrzyła na sytuację..

*******
 
Nastał już szósty dzień, kiedy leżałem w łóżku. Nie miałem ochoty na nic. Nie przychodziłem do szpitala, nic nie jadłem ani piłem. W głowie chodził mi głos Greenie. Kilkanaście razy w dniu wydawało mi się, że coś do mnie mówi. Ale tak nie było. Po prostu siedziałem sam w naszym domu. Co prawda, odwiedzały mnie moje dzieci, ale nie rozmawiałem z nimi za dużo. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać, nawet z Futurą.
Codziennie zadawałem sobie pytanie: "Czy to moja wina?". Green Day często widziała mnie z Futurą... i też mało poświęcałem dla niej czas. Czy podejrzewała mnie o zdradę?
Wygrzebałem się z łóżka i zacząłem krążyć po pokoju. Przechodząc po pokojach, przypominałem sobie wspomnienia związane z moją zmarłą partnerką. Od naszego nieprzyjemnego poznania po początki partnerstwa i ciążę Green, aż po nasze wspólne chwile z dziećmi.
Zastanowiłem się chwilę, a po chwili zacząłem szukać czegoś do pisania. Kiedy odnalazłem jeszcze duży liść, zacząłem pisać. Słowa przychodziły same i w niedługim czasie skończyłem pisać list.

"Witaj, skarbie.
Chciałbym Cię przeprosić za to, że w ostatnie dni Twojego życia poświęcałem dla Ciebie mało czasu, a dla Futury o wiele więcej. Cały czas mam wrażenie, że Twoja śmierć jest moją winą. Chciałbym Ci również podziękować. Dziękuję Ci za każdą rozmowę, każdy uścisk i pocałunek. Każdy komplement, uśmiech i żart. Dzięki Ci za wsparcie i pomoc w każdej sytuacji, oraz przy wychowaniu naszych dzieci. Sprawiłaś, że moje życie stało się ciekawsze. Nauczyłaś mnie, co to znaczy "miłość". Zawsze starałaś się mnie zrozumieć, nawet gdy ja sam nie rozumiałem siebie. Kocham Cię. I mam nadzieję, że niedługo znów Cię zobaczę, tam, na górze.
Okej, Green Day?"

Zabrałem list i wyszedłem z jaskini. Łapy zaniosły mnie nad grób Green. Położyłem na nim list, a obok niego czerwoną różę.

Ktoś chciałby dokończyć?


niedziela, 15 listopada 2015

Od Alex'a - CD historii Futury

******
Minęło kilka dni, aż w końcu nadszedł ostatni dzień w dziczy. Horizon widocznie cieszył się, że wróci do swojego domu, a Futura również cieszyła się. Tymczasem ja sobie coś uświadomiłem... Kiedy tylko wrócę do domu, muszę naprawić związek z Green Day, a jeśli to się nie uda, to zerwać z nią partnerstwo... 
Nie mogłem już dłużej tak żyć. Moja partnerka była zbyt wybuchowa. Na wszystko reagowała wrzaskiem. Nie chciałem już dłużej tak żyć. Powoli traciłem nawet nadzieję, że mój związek da się jeszcze naprawić.
Siedziałem sam niedaleko namiotu. Podszedł do mnie mój syn i poinformował, że wróci do domu wcześniej oraz zostawi mnie i Futurę samych. Skinąłem lekko głową, jednak głowę znów miałem pełną myśli o Green.
- Tato... Czy coś jest między Tobą... a Futurą? - zapytał.
Serce na chwilę przestało mi bić. Gdy tylko usłyszałem imię Futury, coś we mnie pękło... Nie powinienem być tak blisko niej... Ale dlaczego zawsze chciałem być przy niej? Żeby mieć w końcu przyjaciółkę, nie przyjaciela?
- To moja dobra znajoma, Horizon... - odpowiedziałem.
- Rozumiem. - rzekł, chociaż wcale nie wyglądało na to, że zrozumiał.
Przytuliłem go i pozwoliłem mu pójść do domu. Ponownie zostałem sam, jednak nie na długo. Kilka minut potem obok mnie usiadła Futura.
- Cześć, Alex. Gdzie Twój syn? - zapytała.
- Poszedł do domu. Wiesz co mi powiedział? - mruknąłem.
- Zamieniam się w słuch...
- Zapytał się, czy coś między nami jest. - wymusiłem z siebie śmiech.
Suczka lekko się zarumieniła. Nie wiedziała co powiedzieć, zresztą ja też. Z jej miny mogłem wywnioskować, że czuje do mnie coś więcej niż przyjaźń.
- Bo między nami niczego nie ma, prawda...? - uniosłem lekko "brew".

Futura? Wybacz, brak weny na to opo...

piątek, 6 listopada 2015

Od Alex'a - CD historii Futury

Do lasu dotarłem z Horizonem kilka godzin temu. Jego natura oczywiście nawet tutaj chociaż na chwilę nie ustąpiła. Zanim jednak poszedł na poszukiwania suczek przystanął i odezwał się.
- Tato...? - powiedział niepewnym głosem.
- Słucham, Horizon.
- Czy... Mama nie czuje nic do Ciebie...? Albo na odwrót...?
Pytanie zdziwiło mnie. Nigdy w życiu mój syn nie za bardzo interesował się mym związkiem z jego matką. Kiedy tylko zadał to pytanie, poczułem gulę w gardle. Greenie ostatnio... Odsunąłem się od niej i można powiedzieć, że zrobiliśmy to jeszcze przed dorośnięciem naszych dzieci.
Chociaż próbowała to uratować, stawała na tym samym miejscu, gdy podnosiła na mnie głos. To się zdarzało coraz częściej.
- Sam nie wiem. - odpowiedziałem, myśląc, że Bring jest na tyle dojrzały, żeby to zrozumieć.
Nie myliłem się.
Owczarek położył mi łapę na "ramieniu" i pokiwał głową.
- Pomimo Twoich decyzji, nasze relacje się nie zmienią. Zawsze będziesz moim ojcem... a ja Twoim synem. - uśmiechnął się.
Odwzajemniłem ten gest i pozwoliłem mu iść na "polowanie" suczek. Ja tymczasem również poszedłem w swoją stronę, nie wiedząc co innego zrobić. Nie chciałem iść z Horizonem, bo pomimo słabych relacji z moją partnerką, nigdy bym jej nie zdradził. W końcu jej to obiecałem, kiedy zostaliśmy partnerami.
*******

Szedłem i szedłem. Znudzony przyglądałem się dosłownie każdej roślinie. To w sumie powinno ciekawić doktora, lecz moje myśli były zapełnione Green Day. Nawet nie zauważyłem, że wlazłem w jakieś krzaki.
Nagle usłyszałem znajomy sobie głos:
- Kto tam? - zapytała spłoszona suczka.
- Futura? - wyszedłem z krzaków.
To była ona. Miała przy sobie malutki tobołek.
Zdziwiła mnie moja radość na jej widok. Traktowałem ją jak taką przyjaciółkę, której mogę wszystko powiedzieć. Ostatnio tylko z nią i moimi dziećmi rozmawiałem.
- Alex! Co Ty tu robisz? A no tak.. Jesteś z Horizonem. - powiedziała.
- Tak wyszło. - uśmiechnąłem się, praktycznie nie znając innej odpowiedzi.
- Zgubiłam się. Nie wiem gdzie jestem. - odparła.
- Jesteśmy w lesie. Jak chcesz mogę Cię zaprowadzić do mojego i syna "miejsca noclegu". - zaśmiałem się.
Kiwnęła wesoło głową, a na jej pysku zagościł uśmiech. Razem z nią poszedłem tam, gdzie rozstawiłem... coś w stylu namiotu.
Rozpaliłem ognisko i zapytałem Futurę, czy chciałaby ze mną i Horizonem nocować.
Miałem nadzieję na odpowiedź pozytywną, bo coś mnie ciągnęło, żeby spędzić z nią więcej czasu.

Futura? ^^

poniedziałek, 2 listopada 2015

Od Alex'a - CD historii Futury

Futura kiwnęła głową i wpatrywała się na mnie jedzącego rosół. Wsunąłem śmiesznie makaron, co ją rozbawiło. Uśmiechnąłem się.
Nigdy nikogo nie rozbawiałem tak mocno, jak Greenie. Zresztą praktycznie przyjaźniłem się tylko z nią, swoim potomstwem oraz Betami. Smutne, ale prawdziwe.
Bardzo chciałem od dawna zaprzyjaźnić się z Futurą, ale nigdy nie miałem okazji na taką dłuższą rozmowę z nią.
Kiedy podczas moich przemyśleń zjadłem w końcu rosół poszedłem do kuchni, jednak ta szybko wzięła moją miskę z gliny i powiedziała:
- Ja umyję. Ty jesteś gościem.
Zanim zdążyłem zaprzeczyć, suczka zaczęła myć naczynie w wielkiej misce z pianą i wodą.
Zacząłem się zastanawiać, czy moja partnerka nie będzie się o mnie martwić. Futura jednak zapewniała, że Green pomyśli o tej opcji nocowania u kogoś innego.
Kiedy było już baaardzo późno, pomogłem husky rozłożyć gruby koc dla mnie. Kilka razy proponowała mi, żebym spał w jej łóżku, jednak odmawiałem. W końcu poszedłem spać.

Następnego dnia wstałem wcześniej od suczki. Napisałem i zostawiłem kartkę z podziękowaniem za nocleg w jej sypialni, następnie wyszedłem z domu.
Przede mną stała wściekła Green Day.
- Gdzie ty byłeś?! U Futury? Zdradzasz mnie? - zapytała.
- Ależ skąd! Zanocowałem u niej, bo była straszna wichura!
Nagle z jaskini wyszła zaspana husky. Nie była zadowolona widokiem mojej partnerki.

Futura?

sobota, 3 października 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

- Nic... Rozmyślam. - odpowiedział.
W głowie ciągle miał swoje rozmyślenia na temat minionego, straconego czasu.
- Pamiętaj, że mi wszystko możesz powiedzieć... - rzekła, nie odwracając od niego wzroku.
Ten tylko kiwnął głową. I razem spacerowali w ciszy, jednocześnie w myślach fascynując się roślinnością w Parku Greckiego, Zielonego Dnia.
*****
- Na pewno nie masz mi nic do powiedzenia? - zapytała, kiedy już wracali do domu.
- Wiesz, Greenie.. Przepraszam.
- Za co? - przystanęła, a jej "brwi" uniosły się do góry.
- Za wszystko, co się zdarzyło. To co było złe. Teraz żałuję, że nie mogę cofnąć czasu...
Ta go przytuliła i mocno pocałowała. Nie miała żalu do swojego partnera. Zresztą... Było i minęło.

Gdy para wróciła do domu, przywitały je szczeniaki. Mocno uściskały i oczywiście ich pierwsze pytanie, to "Kiedy kolacja?". Green Day poszła upiec ryby, a Alex został ze szczeniakami. Wszystkie były wesołe i uśmiechnięte, oprócz Devo.
- Devo? Porozmawiamy w cztery oczy? - zapytał szczeniaka.
Ten kiwnął smutno głową i poszedł za swoim tatą.
- Co się dzieje? - zapytał troskliwym głosem, którym od dawna nie obdarzał swojego syna.
- Nic...
- Smutno Ci z powodu zaginięcia siostry Easy?
- Nie!
- Och, do jasnej, to co Ci jest? - zapytał zrezygnowany.
Cisza.
Alex westchnął i już miał zostawić Devo samego, kiedy usłyszał jego głos:
- Nie chcę dorastać.
Border odwrócił się. Podszedł do Devo i go przytulił.
- Ja też nie chcę... Ale pamiętaj. Dla mnie zawsze będziesz tym małym, radosnym szczeniaczkiem. - szepnął.

Greenie?
Ja już naprawdę nie wiem, co pisać. XD

piątek, 2 października 2015

Od Alex'a

Czas mija tak szybko... A dopiero przed chwilą Alex zdał sobie z tego sprawę.
- Jeszcze tylko kilkanaście dni! - ucieszył się Devo.
- Ale jeszcze nauka, mój drogi! - wtrąciła się Green Day.
Szczeniak zrobił głupią minę i ruszył za nią oraz swoim rodzeństwem do szkoły. Alex został sam. Znowu.
W sumie nie było mu z tego powodu żal, bo mógł sam ze sobą poukładać swoje myśli i mieć święty spokój chociaż przez tą chwilę.
"Och, dlaczego zawsze ja i Greenie musimy mieć problemy?" - szlochał w myślach.
Cały czas w myślach miał ostatnią przygodę z Greenie w Pustyni Nicości. Przez tamtą sytuację border miał wielką chęć ją zamknąć w pokoju, i żeby tam siedziała. Albo najlepiej nie pracowała jako strateg wojenny. Może wtedy wilki by przestały na nią "polować"?
Również zastanawiał się nad samą sprawą z wilkami. Już dużo razy przeszkodziły również jego szczeniakom. Czy spalenie szkoły, przerwanie wycieczki... Alex miał tego dość. Miał każdego dnia nadzieję, że następnego wojna się skończy i jego rodzina będzie bezpieczna. Ale to tylko marzenia...
No tak, szczeniaki. Zaraz dorastają. Jak oni dadzą sobie radę? Gdzie zamieszkają? Co będą robić? Czy ma stuprocentową gwarancję, że nic im nie będzie, kiedy opuszczą rodzinne gniazdo? Również nie wiedział, jak on sobie da radę bez nich. Dla niego zawsze cała piątka będzie ich maluszkami, jedynymi dziećmi, kochanymi szkrabami. Co z tego, że prawie każdego dnia Devo przynosił uwagę? Kogo by to obchodziło? W jednej chwili border zrozumiał, jak bardzo chciałby cofnąć czas.
Wrócić do czasów, kiedy Rafaello stał się jego piątym dzieckiem... Kiedy szczeniaki pierwszy raz poszły do szkoły...
Łzy zaczęły mu wypływać po pysku.

- Wróciłam! - Green Day rzekła to śpiewająco.
Przeszła do kuchni i ujrzała swojego partnera. Oczy miał zakryte łapami, jednocześnie zalane jego łzami.
- Alex... - usiadła obok niego i starła jego łzy.
- Och, Greenie... - powiedział załamanym głosem, dalej czując gulę w gardle.
Zanim coś jeszcze dopowiedział Greenie przysunęła go do siebie i mocno przytuliła. Uścisk jego partnerki sprawił, że trochę podniósł się na duchu, chociaż dalej czuł smutek. Miał dalej wyrzuty sumienia, za to, jak bardzo źle traktował czas, którego nie da się przywrócić.

Greenie?


sobota, 19 września 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

Czas mijał i mijał. Alex zaczął się martwić. Szczeniaki zresztą też.
Zbliżała się noc. Pies pomyślał, że może jego partnerka poszła do pracy. Czasami musiała iść w nocy. Zasnął, w nadziei, że rano ją zobaczy obok siebie.
Obudził się o dosyć wczesnej porze. Rozejrzał się. W sypialni nie było jego ukochanej. Szybko zaczął przeszukiwać dom, od pokoju szczeniaków po ich ogród. Greenie nigdzie nie było. Alex miał pewność, że coś się jej stało.
Gdy szczeniaki wstały, border dał im śniadanie i zaniósł ich od Afuy. Potem postanowił pójść do Alfy, ale szybko z tego zrezygnował. Another przecież mówiła mu, że Nageezi chce zejść z tego stanowiska... Właśnie, Another! Ona jest przecież Betą! Do tego przyjaźniła się z jego partnerką. Alex pobiegł do jaskini Bet, w nadziei, że pomogą mu w odnalezieniu Green.
Dobiegł w kilka minut. Zdyszany wszedł do jaskini. Od razu przywitał go Geris, jego współpracownik.
- Cześć, Alex. Co się stało? - zapytał.
- Green Day nie wróciła na noc. Obawiam się, że wilki mogły coś jej zrobić. - zmęczony wymamrotał.
- Faktycznie. W dodatku niedawno słyszałam, że wojownicy znaleźli koszyk z ziołami. Prawdopodobnie ten, który Day chciała ci dać! - powiedziała Another, która słyszała rozmowę Alex'a i jej partnera.
Borderowi zaczęło bić szybciej serce. Och, dlaczego jemu zawsze muszą się przytrafiać takie rzeczy? Z drugiej strony nie dziwiło go, że chcieli coś zrobić Green, przecież była strategiem wojennym.
Nagle usłyszał głos swojego współpracownika. Zaproponował mu wspólne poszukiwania jego partnerki. Alex zgodził się, wdzięczny za to, co Beta chciał dla niego zrobić.
Oboje wyszli z jaskini i w swojej głowie szukali terenów, w których mogła się znajdować Green. Pomyśleli na logikę, że nie zabraliby psa do ich watahy. Partnerka Alex'a musiała być w którymś z miejsc zakazanych.
- Myślę też, że to będzie miejsce, w którym trudno wytrzymać. Może Pustynia Nicości? - zaproponował Geris.
- Okey. Myślę, że Green powinna jeszcze żyć. Jest wytrzymała na ból. - odpowiedział Alex i razem pobiegli w stronę pustyń.
Gdy byli już w jednej z miejsc pełnym piasków, minęło im pół godziny. Teraz szukali drogi w stronę Pustyni Nicości.
- Jak ten wilk mógł wiedzieć o tym, gdzie jest Pustynia Nicości... - szepnął Alex.
- Może po prostu tam trafił. Albo jest byłym członkiem SPG. Tego nie wiem. - odpowiedział Beta.
Oboje mieli nadzieję, że wilk po prostu trafił na ten teren. Nie mogli pomyśleć, że w Sforze mógł być zdrajca.
Nagle, po godzinnym poszukiwaniu zakazanego terenu, w końcu Alex i Geris znaleźli się na miejscu. Czuli się dziwnie, będąc na zakazanym terenie. Beta postanowił poczekać przed przejściem to innej pustyni, żeby się nie zgubili. Drugi border zaczął szukać.
Nagle usłyszał czyiś krzyk. Był on mu bardzo znajomy. Pobiegł w stronę, z której słyszał ten dźwięk.
- Greenie! - krzyknął.
Znalazł swoją partnerkę. Wyglądała na wykończoną. Alex pomógł jej wstać i ruszyli do wyjścia z pustyni.
Geris tam czekał. Na widok partnerki swojego współpracownika uśmiechnął się dumnie z jej odnalezienia. W trójkę wyszli z Pustyni Nicości.

Green Day?

piątek, 18 września 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

Alex westchnął głośno i spojrzał na swoją partnerkę. Ta podpisała kartkę z uwagą Devo i podała ją swojemu synowi. Zadowolony szczeniak wybiegł z kuchni i pobiegł do swojego pokoju.
Pozostałe maluchy zrobiły to samo, ponieważ skończyły już jeść kolację. Alex i Green Day zostali sami.

- Wiesz..? - border zwrócił się do swojej ukochanej, która siedziała obok niego.
- Co wiem?
- Brakowało mi tych chwil, kiedy tak siedzieliśmy i rozmawialiśmy na spokojnie.. - szepnął.
Ta zachichotała i powiedziała tym samym tonem, co on:
- Mi również.
Pocałowali się delikatnie i uśmiechnęli do siebie.
Po chwili Greenie zadała pytanie, którego pies najbardziej się obawiał.
- Czemu rano byłeś taki przestraszony? Wiem, że to koszmar... Ale o czym był? - w jej głosie rozpoznał niepewność.
Ten wziął głęboki oddech.
- Green... Pamiętaj, że zawsze będę przy Tobie. Nawet po Twojej czy mojej śmierci. Nigdy Cię nie opuszczę, i ty też obiecaj, że tego nie zrobisz. - powiedział, trzymając ją za łapy.
- Dobrze... Obiecuję. - przytuliła go, chociaż była zdziwiona jego wypowiedzią.

Greenie? ^^
Wybacz długość.

niedziela, 13 września 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

Alex był w szpitalu. Nagle usłyszał czyjeś krzyki. Wyjrzał szybko na zewnątrz. Zaczęło się. Ostateczne starcie. 
Co sekundę przenoszono do szpitala rannych. Niektórzy z nich nie mieli szans żeby przeżyć. 
Sfora Psiego Głosu przegrywała. Po chwili zobaczył, że jeden z psów płacze nad jakąś suczką. Pies był pewny, że już nie żyje. Zbliżył się do niej. Zaczął rozpaczać. Martwą suczką była Green Day.  
Pies natychmiastowo wybudził się z koszmaru. Był cały spocony. Rozejrzał się. Przed nim stała Green, wyraźnie zaskoczona takim widokiem. 
- Alex, wszystko w porządku? - zapytała zmartwiona. 
- Tak... To był tylko koszmar... Która godzina? - chciał zmienić temat. 
- 5.45. Zaraz pójdę do Alfy. Proszę, zaprowadź szczeniaki do szkoły. 
Pies kiwnął lekko głową. Pocałował delikatnie swoją partnerkę i mocno przytulił. 
Nie chciał jej stracić. Dzisiejszy sen był jego najgorszym. A... Co by było gdyby sen zmienił się w rzeczywistość? 

Zamyślony Alex obudził szybko szczeniaki i zjadł z nimi śniadanie. Maluchy były zaciekawione, co się dzieje w głowie bordera. Pies powiedział, żeby się nie przejmowały, bo to nic związanego z Greenie. Chociaż w sumie troszkę ich okłamał. 
Po śniadaniu ojciec piątki szczeniąt zabrał ich do szkoły. Gdy tylko dotarli na miejsce, pożegnał się z nimi i pobiegł do swojego miejsca pracy. Gdy wszedł, od razu przywitała go Verona, 
- Cześć, Alexander. - przywitała się z uśmiechem na twarzy. 
- Cześć. Czemu jesteś taka zadowolona? - zapytał. 
- Dzisiaj jest mało pacjentów. Co oznacza, że chyba wilki na dzisiaj odpuściły. 
- Oj, Verie... Dopiero jest 8. O tej godzinie raczej nie będą na nas czatować. - odpowiedział jej.
Zanim lekarka coś powiedziała, pies poszedł do swojego gabinetu. 

Green Day? Weny nie mam :<

sobota, 12 września 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

Wrócili do domu, trzymając się za łapy. Od razu przywitały ich szczeniaki. Na widok ich razem ucieszyli się i zaczęli przybijać sobie piątki oraz skakać. Alex zaśmiał się cicho na ich radość.
Nagle coś sobie uświadomił. Szepnął do swojej partnerki, czy mogą porozmawiać w cztery oczy. Ta się zgodziła i poprosiła maluchy, żeby pobawiły się w ich pokoju.
- Słuchaj, Greenie... Przepraszam. Zniszczyłem Twoje urodziny. - powiedział i poczuł gulę w gardle.
- Alex, co ty mówisz? Nie zniszczyłeś ich! Dzisiaj naprawiliśmy nasze stosunki!
Uśmiechnął się lekko. Przytulił swoją partnerkę.
Wszystko wróciło do normy. Nareszcie.

Wieczorem razem z Greenie urządził ognisko. Szczeniakom bardzo spodobał się ten pomysł, nawet Rafaello, który nie lubił mięsa.
Green Day przygotowała dla szczeniaka zieleninę, natomiast Alex dla pozostałych upieczone ryby. Wszyscy byli zadowoleni. W końcu nie ma to jak spędzać czas z rodziną!
Gdy zjedli, nadchodził zachód słońca.
- Tata, może coś zaśpiewasz? - zapytały Roxo i Heaven.
Alex przeniósł wzrok na Green Day. Szybko przypomniało mu się ognisko we dwojga, kiedy on śpiewał dla niej.
Suczka zachęcająco kiwnęła głową. Ten uśmiechnął się i rzekł:
- Dobrze. Tylko dajcie mi pomyśleć, jaką tu piosenkę wybrać...
Szybko znalazł idealną piosenkę. Zaczął śpiewać, a potem za nim jego rodzina, która widocznie też znała jej słowa.

Green Day? ^^

piątek, 11 września 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

To co poczuł Alex podczas śpiewania z Green Day było nie do opisania. Nie chciał jednak tego wyjaśniać z nią. Musiał z nią porozmawiać o czymś innym. 
Znalazł ją po kilku minutach w ich pokoju. Suczka płakała i próbowała zdjąć obrożę, która prawdopodobnie się zacięła. Pies postanowił jej pomóc. Podszedł do niej i zaczął jej pomagać zdjąć błyskotkę. Po chwili ją ściągnął, ale też przez przypadek trochę sierści jego partnerki wyrwał razem z ozdobą. 
- Jak mogłeś?! - krzyknęła jednocześnie z bólu i złości na psa. 
Border odsunął się od niej, przestraszony jej tonem. Po chwili zobaczył też, że szczeniaki podsłuchują. Nie mógł nic zrobić z powodu dalszych krzyków na niego. 
- Specjalnie to zrobiłeś! Nienawidzę Cię! I wiesz co? Wynoś się, skoro tak się do mnie odnosisz! - warknęła. 
Alex wyszedł z pokoju, jak i z domu. Gdy tylko był przed jaskinią, usłyszał krzyk Green Day, oznajmiający, że impreza się zakończyła. 

Pies wszedł do swojego miejsca pracy. Ostatnio często w nim przebywał. Od kiedy zaczęły się codzienne kłótnie z jego partnerką, wolał siedzieć w szpitalu, niż w domu. Chciał więc, żeby to miejsce było ostatnim, w jakim Alex był. 
Znalazł swój gabinet wśród innych jaskiń połączonych ze szpitalem. Wszedł do niego i nerwowo przeszukiwał różnych substancji oraz strzykawki. Łapy całe mu się trzęsły, a przed sobą pojawiały mu się ostatnia kłótnia z Green. W końcu wyciągnął strzykawkę, oraz substancję której szukał. 
Była to substancja zawierająca mnóstwo bakterii, które powodują szybką śmierć. 
Border collie wziął wystarczającą dawkę do strzykawki. Następnie wziął ją do łapy i przyjrzał się jej. Niesamowite. Śmierć jest taka łatwa i jednocześnie rozwiązuję tyle problemów. Uznał w myślach, że nie Day nie będzie żałować jego. 
Jego sierść i strzykawkę z zabójczą substancją dzieliła tylko kilka centymetrów. Zamknął oczy. Raz... Dwa.. 
- Alex! To co się stało, nie było Twoją winą! - nagle usłyszał czyiś głos. 
Green Day. Jego ukochana... Szybko zdał sobie sprawę, jaką krzywdę jej zrobił swoimi słowami. Nawet gdyby jej nie kochał, to co zrobił, było okrutne. Zasługiwał na śmierć. I to z jej łapy. 
Powoli wstał i przyjrzał się zdyszanej suczce. Podał jej strzykawkę i rzekł: 
- Wstrzyknij mi to. 
- Ale, nawet nie wiem co to jest... 
- Wstrzyknij. Proszę. - spojrzał jej w oczy. 
Green od razu spostrzegła, co to może być. 
- Alex..  Ja nie potrafię... - powiedziała, a już miała gulę w gardle. 
- Green Day, jeżeli mnie kochasz wstrzyknij to! - krzyknął z łzami w oczach. 

Green Day?
Pisane jednym tchem i na szybko. Za wszelkie błędy związane z niedogodnością z formularzem itp. przepraszam. 

środa, 9 września 2015

Od Alex'a - CD historii Roxolanne

Green Day spojrzała na Alex'a wyczekująco. Znowu zaczęła udawać przed szczeniakami, że jest okey i chętna do spędzenia dnia z border collie'm. Pies chciał się z tego wyrwać, jednocześnie nie martwiąc szczeniąt. Wiedział, że każda możliwa decyzja mogła je zranić, dlatego też na siłę trzymał się przy partnerce.
Nie kochał jej. Przerażające, ale jednak. Nie był z nią szczęśliwy. Obiecał sobie, że będzie siedział z nią w jednej jaskini dopóki szczeniaki nie będą dorosłe, ale już nie mógł dłużej czekać.
Szybko wymyślił wymówkę, dzięki której nie będzie musiał iść do Stawu Zakochanych i rzekł:
- Niestety, teraz nie mam czasu.
- Dla własnych szczeniaków?! Byś się wstydził! - Green nie powstrzymała emocji i ponownie podniosła głos na psa.
Maluchy podkuliły uszy i odsunęły się od rodziców. Alex to zauważył i postanowił skończyć krzyki suczki albo chociaż, żeby szczeniaki nie musiały iść przez chwilę słyszeć.
- Wojna ciągle trwa. Mam co chwila pacjentów. Poza tym chyba nie zapomniałaś, że masz być za chwilę w pracy, a szczenięta oddać pod opiekę Afuy. - powiedział spokojnym tonem.
Suczka już się nie odezwała. Zgasił ją.
Powiedziała szczeniakom, żeby poczekały na zewnątrz. Chwilę narzekały, ale w końcu wyszły. Alex czuł, że mają jakiś plan i ukrywają coś przed nim i Day. Postanowił teraz się tym nie przejmować. Chciał teraz przeprowadzić ostatnią rozmowę z Green Day.
Pies podniósł wzrok na suczkę. Rany praktycznie zniknęły, a 3 blizny które jej zostały po ostatnim wypadku były niewidoczne. Zbliżył się do niej i spojrzał na jej wypełnione złością oczy. Szybko przypomniały mu się wszystkie momenty związane z Green. Od ich poznania po ostatnią kłótnię, która miała miejsce dosyć niedawno. Czas to zakończyć.
- Green Day.. Tak, jak zacząłem... Pamiętasz ten dzień, kiedy zapytałem Ciebie o partnerstwo? - zapytał.
Suczka kiwnęła głową.
- Myślałem, że coś do mnie czujesz... - spuścił głowę, kontynuując.
- Ale ja Cię kocham!
- Nie widać tego! Nie widzisz, że praktycznie każda nasza rozmowa to kłótnia?
Green Day milczała.
- Alex... Proszę.. Daj mi szansę... Chociaż... - wpadła na pewien pomysł.
- Co chociaż? - westchnął.
- Zostań chociaż, dopóki szczeniaki nie dorosną. Okey? - ponownie spojrzała na niego wyczekująco.
Pomysł bardzo spodobał się Alex'owi, ale nie wiedział czy wytrzyma jeszcze z suczką w jednej jaskini. W końcu kiwnął głową i wyszedł ze swojego gabinetu, do swojego pierwszego pacjenta który czekał na niego od kilku minut.

Green Day?

poniedziałek, 7 września 2015

Od Alex'a

Nagle zaczął padać deszcz. Świetnie. Niby wiosna, a jednak pogody najlepszej nie ma.
Alexander (ostatnio zaczęto tak na Alex'a mówić w pracy) wpatrywał się co się dzieje na dworze. Miał przerwę, ale nie chciał wychodzić, kiedy tak padało. Nagle wchodziło mnóstwo psów, ponieważ chcieli się gdzieś ukryć.
Pies westchnął i pozwalał siebie pchać, popychać i tak dalej. Zamyślony nie odwracał wzroku od kropli deszczu.
Nagle usłyszał głos znajomego sobie współpracownika. To był Geris, Samiec Beta, od niezbyt długiego czasu ojciec piątki szczeniaków. Niektóre z nich, Easy, Niger i Freiheit darzyli wielką przyjaźnią jego maluchy.
- Alex, Green Day Cię szuka.
Taak, Geris był jedynym psem, który w pracy na niego mówił "Alex". I za to border collie jeszcze bardziej go wielbił.
- Powiedz jej, że porozmawiamy w domu. - odpowiedział swojemu współpracownikowi.
- Ale, Alex..
- Powiedz, żeby wróciła do domu!
- Ale... Ona czeka.. w Twoim gabinecie..
Alex westchnął i pobiegł do swojego gabinetu. Rzeczywiście, siedziała tam jego partnerka z trzema bliznami na sobie. Szybko sobie przypomniał, dlaczego je ma.
- Idź do domu... - westchnął pies.
- Nie pójdę, bo musimy coś sobie wyjaśnić! - krzyknęła.
Tak, jej krzyk słyszał codziennie. Ostatnio między nimi coś się zniszczyło, a Alex czuł, że nie da się tego naprawić. Chciał odejść od Green Day.
- Green Day, to ja najpierw coś Ci powiem, i to będzie już naprawdę! - podniósł głos, a suczka stanęła jak słup.
To zwykle ona była "mistrzynią" w krzyczeniu nie tylko na swojego partnera, ale też na Devo czy Heaven.
- Dziećmi zajmę się ja. Znajdę też coś dla siebie i dla nich. Odwiedzać będziesz ich mogła. - powiedział, o dziwo spokojnym tonem.
- Chcesz powiedzieć, że...? - zanim dokończyła, kiwnął głową bardzo pewnie.
Nagle usłyszeli czyjeś kroki.
- Emm... Przepraszam... - usłyszeli czyiś głos.
Szybko się odwrócili, lekko zawstydzeni i zdenerwowani z powodu przerwania ich rozmowy, która mogła być ich ostatnią.

Green Day? Może ktoś inny?

środa, 19 sierpnia 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

****************
- Wstajemy, kochani! - border collie krzyknął do szczeniaków.
Cała piątka wyszła ze swojego pokoju, a ich ojciec próbował ukryć swój nastrój sztucznym uśmiechem.
Green Day była od kilku dni w szpitalu. Dalej się nie obudziła. Żałował, że jego szczeniaki muszą na tym cierpieć. Ostatnie sytuacje mogą się odbić na ich psychice. Im bardziej sobie o tym przypominał, tym bardziej nakłaniał się do próby samobójczej.
Nie. Nie może tego zrobić. Cokolwiek by się stało, nie zostawi swoich szczeniaków na tym złym świecie.
- Tato, co dzisiaj na śniadanie? - zapytała Roxolanne, tak bardzo przypominającą mu jego ukochaną.
- Upieczone ryby. A dla Rafaello zielenina.
- Mniam! - ucieszyli się.
Wszyscy zaczęli jeść. Szczeniaki razem ze sobą rozmawiały. Wydawały się być szczęśliwe. Alex nie chciał tego zepsuć.
Po kilku minutach cała piątka zjadła to, co miała do jedzenia. Pies natychmiastowo odprowadził ich do szkoły i poszedł do pracy.
Gdy tylko znalazł się w swoim gabinecie, przybiegł do niego Geris.
- Green Day... Obudziła się. - dyszał.
Border collie wstał i pobiegł do sali, gdzie leżała jego partnerka.
Suczka była cała w bandażach, miała dużo zszytych ran. Wyglądała strasznie.
- Alex... - wyraźnie się ucieszyła na jego widok.
Próbowała wstać, ale pies ją zatrzymał.
- Musisz odpoczywać. Wiesz, mamy jakiegoś pecha. - zaśmiałem się.
- Taa, racja. Jak tam szczeniaki?
- Tak, jak zwykle. Devo dostał uwagę, a pozostałe szczeniaki uczą się wzorowo. - uśmiechnąłem się lekko.
Suczka kiwnęła głową.

Greenie?
Brak weny (znowu mi ją zabrałaś :C)

sobota, 15 sierpnia 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

Border collie westchnął cicho i przytulił swoją partnerkę. Postanowił, że nie będzie drążyć tematu poronienia. Tak szczerze, to nie czuł smutku po stracie nienarodzonych szczeniaków.
Przytulił Green Day i szepnął:
- Co powiesz na wspólne polowanie?
Suczka nie ukrywała swojego zaskoczenia. Myślała, że Alex będzie chciał z nią porozmawiać na temat poronienia.
- A co ze szczeniakami? - zapytała.
- Mogą zostać w domu. Jest późna godzina, więc położymy je spać. - odpowiedział stanowczo.
Green Day zastanawiała się nad propozycją swojego partnera. Po chwili kiwnęła głową.
Szczeniaki poszły natychmiastowo spać, przynajmniej tak się wydawało ich rodzicom. Suczka jednak dalej miała krzywą minę. Alex uśmiechnął się do niej na zachętę. Greenie wymusiła uśmiech, doskonale rozumiejąc swojego partnera. Oboje wyszli z jaskini i poszli na ich wspólne miejsce, gdzie polowali. Po krótkim czasie Alex razem z Green Day trzymał dużego jelenia.
- Na pewno starczy dla rodziny. - uśmiechnął się, zadowolony z siebie i swojej ukochanej.
- Teraz tylko wziąć zieleninę dla Rafaello.
Pies przyznał jej rację i razem wzięli trochę zieleniny od Goury, która akurat była niedaleko. Podziękowali jej z wielkim uśmiechem i pożegnali się z nią.
Alex'owi dalej męczyła myśl o poronieniu. Jak to możliwe, że Green Day zaszła w ciążę? I co jest przyczyną straty nienarodzonych szczeniąt? Jedyną opcją według border collie'go był stres. Greenie miała wielkie problemy z nim.
Powoli pies zdawał sobie sprawę, że zginęly jego dzieci. To były istoty żywe. Przed ciążą z obecnymi szczeniakami myślał, że stres jest czystą głupotą. Dlatego był zły na Green Day, kiedy o mało wszystkie szczeniaki nie zginęły. A, i tak stracił jednego pieska, Huntera.
Teraz nienarodzony szczeniak był gdzieś w Psim Niebie z kolejnymi maluchami, może nawet z rodzicami Alex'a. Przynajmniej w to wierzył.
- Alex, wszystko w porządku? - usłyszał głos swojej partnerki, wyraźnie znartwionej.
Nie. Nie chce jej martwić. Obiecał sobie, że nie będzie drążyć tego tematu.
Z drugiej strony, to nie byłby Alex. On musi się komuś wygadać.
Ale nie Greenie. Nie chce jej męczyć. Już wystarczy, że musiała przeżyć to sama, bez niego.
- Alex! - krzyknęła ponownie wystraszona.
- Będzie dobrze, Greenie. Jestem tu. - odpowiedział i ją mocno przytulił.

Greenie?

wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

Green Day wtulona w sierść border collie'go zasnęła. Tymczasem Alex bił się ze swoimi myślami.
Jak stąd wyjść? Jak ma otworzyć oczy? Pierwszy raz wybudzenie się ze snu sprawiało mu taką trudność. 
Jednak to nie był zwykły sen. Tylko śpiączka. Najgorsza rzecz, w jaką pies mógł zapaść.
Po chwili znów coś słyszał. Czyjeś kroki. Ktoś podchodził do jego łoża.
- Green Day...  - szturchał nią.
Suczka natychmiastowo otworzyła oczy, w nadziei, że obudził ją Alex. Ale to nie był on, tylko Geris. Uśmiech ponownie zamienił się w smutną minę.
- Jest późno. Wiem, że jesteś smutna z powodu poronienia... 
Chwila... Co on powiedział?! Alex w myślach zaczął to wszystko przetrawiać... Jego partnerka, ukochana, najdroższa... Była w ciąży... Och, dlaczego w tym momencie? Akurat wtedy, kiedy on nie potrafi się wybudzić...?
- Nie, Geris. Ich może nie być wcale. Ja chcę tylko Alex'a... - po tych słowach suczka ponownie się rozpłakała.
Tego Alex nie mógł znieść. Zaczął poruszać swoim ciałem. Nie wiedział, co robi. Bał się otworzyć oczu. Po chwili prześlizgnął się na podłogę. Poczuł łapy swojej partnerki i współpracownika, którzy pomagali mu położyć się na łóżku szpitalnym.
- Alex... Czy ty mnie słyszysz? - usłyszał głos Bety.
Pies z trudem kiwnął głową. W końcu mógł panować nad swoim ciałem. Oczu jednak dalej nie otwierał. Dalej słuchał poleceń lekarza.
- Alex.. Spróbuj zapanować nad swoim ciałem! Uda Ci się! - mówił z nadzieją w głosie.
Geris miał wielką nadzieję na uratowanie swojego współpracownika. Nie chciał go stracić, tak samo, jak Green Day. Suczka kochała psa nad życie. Dlatego też Alex robił to wszystko dla niej i szczeniąt. Ich kochał najbardziej na świecie. Po chwili z całej siły otworzył oczy.
Rozejrzał się. Obok niego stali Geris i Green Day, którzy zaczęli aż płakać ze szczęścia. Suczka mocno się do niego przytuliła i szepnęła do jego ucha:
- Nie chcę Cię stracić. Nigdy.
- Jak się czujesz, Alex? - odezwał się Geris, zadowolony z wybudzenia border collie'go.
- D-Dobrze. - Alex przełknął ślinę.
Udało się. Wygrał walkę... ze snem.

Green Day?
Piszę od teraz narratorem xd

niedziela, 2 sierpnia 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

Zgubiłem swoją partnerkę. Miałem już dość. Znowu coś sobie wymyśliła i ubrała się w jakiś płaszcz ukradziony z Pyskowic. W tej chwili ważne były szczeniaki, które zostawiłem w szpitalu. Roxo i Heaven nie mogą tam być. Nie wiem, co Green Day myślała, gdy mi je dawała, ale pewnie nic. Małe suczki mogą z szafek wyciągnąć jakieś substancje, albo kręcić się i przeszkadzać w moim miejscu pracy. Natychmiastowo wróciłem po nie. Dzięki Bogu, jeszcze niczego nie tknęły, ale były gotowe, żeby to zrobić. Zabrałem je tam, gdzie była reszta ich rodzeństwa. Poprosiłem nauczyciela, żeby się nimi też zajął, ponieważ ja z Greenie jesteśmy zajęci. Pies na szczęście to zrozumiał i został ze szczeniakami.

Postanowiłem pójść do Pyskowic. Potrzebowałem stamtąd lekarstwa dla pacjenta, a poza tym chciałem pomyśleć sam na sam o zachowaniu swojej partnerki. Byłem bardzo zamyślony. Nie patrzyłem przed siebie. Przechodziłem przez pasy. Nagle jechał jakiś pijany człowiek samochodem. Nie zdążyłem przejść na drugą stronę.

Oddychałem swobodnie. Nie wiedziałem, gdzie jestem. Nie potrafiłem się ruszyć ani też wstać. Po prostu leżałem. Ale wszystko słyszałem. Płacz szczeniąt i Greenie. Co się ze mną stało?
- To cud, że w ogóle przeżył. Trzeba być dobrej myśli. - powiedział głos, który należał do Gerisa.
- A kiedy obudzi się z tej śpiączki? - zapytał Horizon, popłakując.
- Zrobimy wszystko, żeby się obudził, ale to też od niego zależy. Prawdopodobnie teraz nas słyszy, ale zaraz będzie jakby spał. - odpowiedział mój współpracownik.
Wszystko wskazywało na to, że jestem w Sforze, w szpitalu. W dodatku zaraz popadnę całkowicie w śpiączkę. Chciałem się poruszyć, wstać, ale nie miałem na to siły.
- To wszystko moja wina... - szlochała Green Day.
- Na szczęście go tu przyniosłaś. Dobrze, że akurat tam byłaś. A w sprawie tych badań... Jest już bardzo późno. Zrobię Ci je jutro. - powiedział do niej Beta.
- A czy możemy pogadać z tatą..? - nieśmiało zapytały moje córeczki.
- Oczywiście, ale raczej Wam nic nie odpowie.
Pies, Greenie, Rafaello ze swoimi braćmi wyszli z jaskini. Tymczasem poczułem, jak ktoś się do mnie przytula. To była mała Heaven.
- Tato, proszę... Nie umieraj.... - płakała.
- Jesteśmy tu z Tobą... Masz nas, nie odchodź! Wstań... - mówiła Roxo, która nie wierzyła w mój stan zdrowia.
Tymczasem ja "straciłem" słuch. Nie mogłem już nic zrobić. Popadłem w sen. Długi sen.

Green Day? Czyżby dramat 2? XDD

niedziela, 26 lipca 2015

Od Alex'a

Wyszedłem przed jaskinię, w której pracuję. Usłyszałem kolejny grzmot. Za każdym razem, gdy to się zdarzało przed moimi oczami pojawił się obraz umierającego Houstona.
Mój pacjent umarł. I może umrzeć kolejny, tym bardziej w ciąży. Tak, chodzi mi o Gourę. 
Westchnąłem i ponownie wszedłem do szpitala. Cały czas przed moimi oczami pojawiała się tamta sytuacja. To źle na mnie wpływało. Usłyszałem czyiś płacz. Przybiegłem do miejsca, gdzie ktoś mógł płakać. Do jaskini, gdzie był już martwy Houston. Tam zobaczyłem ją, Gourę. Szlochającą, trzymającą jego łapę. Dopiero teraz zauważyłem, że jestem blady. Suczka spojrzała na mnie, oczami pełnymi łez. Przytuliłem ją i szepnąłem: 
- Będzie dobrze. Nie martw się.
- Już nic nie będzie dobre, Alex... - powiedziała.

********

Skończyłem pracę. Nie potrafiłem powiedzieć Gourze, żeby wyszła. Nie miałem do tego serca. Poprosiłem Saszę, żeby się nią zajęła. Ja wyszedłem ze szpitala i wróciłem do mojego domu. Od razu przybiegły do mnie szczeniaki. Przytuliłem ich.
- Cześć, kochani! Jak było w szkole? - zapytałem ukrywając zły nastrój.
Maluchy nastrój zaczęły mi opowiadać o swoich lekcjach, o poznaniu swoich rówieśników. Po kilku minutach poszły razem się bawić i zostawiły mnie samego z Greenie. Pocałowałem swoją partnerkę i uśmiechnąłem się sztucznie. Ta jednak wygryzła mnie.
- Nie uśmiechaj się sztucznie. - powiedziała.
- Hah, powtarzasz moje słowa.
Nastała grobowa cisza, której tak bardzo nienawidzę...
- Czemu masz zły humor? Coś się stało? - zmartwiła się.
- Houston nie żyje. Wiesz, partner suczki, której jestem lekarzem prowadzącym. - wyrzuciłem to z siebie.
Greenie zrobiła wielkie oczy. Od zawsze była zainteresowana, co się dzieje w mojej pracy.
- Greenie, co ja mam robić?! Ona jest kompletnie załamana... A niedługo ma urodzić ósemkę szczeniąt! - zwierzyłem się.
- Nie wiem, Alex... Naprawdę, nie wiem.

Następnego dnia, po śniadaniu z moją rodzinką zajrzałem na zewnątrz. Lało, jak z cebra. Idealna pogoda na taki dzień. Dzisiaj był pogrzeb Houstona. Zostałem na niego zaproszony, więc postanowiłem pójść na niego z moimi bliskimi. Co prawda, nie znali go zbyt dobrze, ale nie chciałem tam być sam. Przyszykowałem elegancko z Greenie nasze maluchy i razem poszliśmy na miejsce, gdzie miał zostać pochowany zmarły partner Goury. Gdy dotarliśmy na miejsce, pogrzeb się zaczął. Nie przyszło za dużo psów, ponieważ Houston nie miał wielkich znajomości. Cały czas ciężarna suczka szlochała, aż się bałem o jej zdrowie i nienarodzonych szczeniąt. Kiedy pogrzeb się skończył, wszyscy zaczęli się rozchodzić. Greenie poszła ze szczeniakami, a ja jeszcze zostałem, przed grobowcem. Zacząłem płakać. Miałem wyrzuty sumienia, że go nie uratowałem. Ktoś do mnie podszedł i położył mi swoją łapę na "ramieniu".
- Nie płacz, Alex. To nie twoja wina. - powiedział.
Odwróciłem się, z lekkim strachem, że jest to wilk z wrogiej watahy.

Ktoś?




piątek, 24 lipca 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

- Po co? Przecież pokazywaliśmy je po narodzeniu... - zdziwiłem się.
Tymczasem szczeniaki nie były zadowolone, Devo w szczególności. Nie chciały iść do szkoły, tylko dalej żyć wolnością, bez nauki. Wziąłem głęboki oddech i zacząłem mówić:
- Drogie maluchy. Szkoła kojarzy Wam się z czymś złym. Uwierzcie mi, moja reakcja na to, że musiałem do niej pójść była taka sama. Ale gdy do niej poszedłem, dostrzegłem jej zalety. Poznałem dużo swoich rówieśników... A poza tym nauczyłem się dużo ciekawych, przydatnych mi teraz rzeczy.
- A czy uczą przetrwania? Jak walczyć? - ucieszył się Devo.
- Przetrwania pewnie tak. - odpowiedziała mu Greenie.
- A.. Czy uczą śpiewania? Albo leczenia...? - zapytała nieśmiało Heaven.
Spojrzałem na swoją córeczkę i uśmiechnąłem się. Odpowiedziałem jej:
- Na pewno będziesz mogła spełniać swoje marzenia.
W odpowiedzi mała suczka przytuliła się i również się zachęciła do nauki.
- A Horizon? Roxolanne? Też się zachęciliście? - zapytała moja partnerka.
W odpowiedzi maluchy kiwnęła głową. Ja i Greenie uśmiechnęliśmy się i razem ze szczeniakami zjedliśmy upieczone ryby.

Greenie? Weny na Twoje opowiadanie - kompletny brak.