Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasumi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasumi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2015

Kasumi nie żyje!

Suczka straciła życie już chwilę temu, ale nie było sposobności, by o tym poinformować.
 
 
http://animalholic.com/wp-content/uploads/2014/05/australian-shepherd-dog-blue-merle.jpg
Kasumi

wtorek, 10 marca 2015

Od Kasumi i Acany - CD historii Prince'a

*Kasumi*


*Zamknęłam oczy. Już nic nie czułam, nie miałam w sobie żadnych emocji. Nic nie widziałam, nie czułam - jednak jakimś cudem słyszałam... nie potrafiłam jednak rozpoznać tonu głosu, ani właściciela.*


- Niestety, ale... ona umarła. Jest nikła szansa, że jest w stanie letargu, ale w takim wypadku przypadku umrze w ciągu kilku minut.
- Nie... to niemożliwe... a jakby się okazało, że jest w tym letargu, to jak da się ją uratować?
- Nie da się. Jeżeli to rzeczywiście to, to znaczy, że jej choroba była już zaawansowana i nie ma już ratunku.
- To niemożliwe.- powiedział, i w tym momencie przestałam słyszeć. Umarłam.


*Acana*

*Dzień później*

Byłam zdruzgotana całą tą sytuacją. Nie mogąc znaleźć sobie miejsca, robiłam wszystko co się da w moim domu. Nagle przez przypadek wpadłam w skrytkę ukrytą w ścianie, pomiędzy tunelem moim, a byłym tunelem Kasumi. Odkopałam resztę ziemi i moim oczom ukazał się list. Poczułam, że jest autorstwa Kasumi. Nie mogłam go otworzyć sama. Pobiegłam do Prince'a.
Pies był załamany sytuacją, chociaż próbował to ukryć. Szczeniaki spały. Powoli podeszłam do Prince'a.
- Prince...- szepnęłam.
- Kas?- spytał z nadzieją w głosie.
- Mi też trudno w to uwierzyć, ale ona nie wróci.- powiedziałam normalnym tonem.
- Gdy szepczesz, masz do niej bardzo podobny głos...- westchnął.
- Ehh... powiedziałaby w tej sytuacji pewnie "Nadzieja matką głupich"... Ale w innej sprawie jestem.- strzepnęłam zza ucha (najlepsza skrytka ever) list. Zaczęliśmy go czytać.

Prince... nie wiem co mam napisać. Pewnie się nie ucieszysz na wieść, że już od dłuższego czasu źle się czułam. Myślałam, że to minie, ale skoro czytasz ten list, to znaczy pewnie, że już nie żyję... Postanowiłam go napisać, jakbym miała umrzeć bez wyjaśnienia. Chciałam Cię przeprosić. Może, jakbym Ci to powiedziała, teraz bym żyła. Osobiście mam nadzieję, że umarłam z innego powodu. Dziękuję za wszystko, co od Ciebie dostałam. Teraz czas na mnie. Tam, gdzie się wszystko zaczęło, czeka na Ciebie prezent ode mnie. Proszę, nie załamuj się. Jeżeli Ci to ułatwi życie, zapomnij o mnie. Nie rób jednak krzywdy sobie, i dbaj o dzieci. Kocham Was.
Kasumi.

<Prince?>

niedziela, 8 marca 2015

Od Nakey i Kasumi - CD historii Prince'a

*Nakey*

-Yhym!- mruknęłam, skradając się.
- Teraz do n...- zaczął. Ja jednak nie za bardzo słuchałam taty. Czułam, że to umiem i nie potrzebuję wskazówek. W pewnym momencie wyskoczyłam z trawy prosto na zająca.
- Brawo!- usłyszałam tatę. W tej chwili, nawet krótszej, zając obrócił głowę i ugryzł mnie w łapę. Wystraszona wypuściłam mój "łup"
- Nie chwal dnia przed zachodem słońca...- parsknęłam śmiechem.
- Nic Ci się nie stało?- spytał tata.
- Nie, nic. Ale wiesz co... ja już wiem, że do polowań się nie nadaję.
- Dlaczego?
- Za bardzo spanikowałam.

*Jakiś czas później*

- Kim byś chciała być w przyszłości?- spytał tata.
- Nie wiem... chciałabym wszystkiego spróbować!- rozmarzyłam się.

*Kasumi*
*Kilka dni później, w jaskini*

Czułam się dobrze, a mimo wszystko, Prince ciągle kazał mi zostawać w domu... Byłam jak ptak zamknięty w złotej klatce. Pewnego dnia zaczęła mnie męczyć jakaś tajemnicza choroba. Ciągle chciało mi się spać, miałam napady, kiedy nie mogłam oddychać. Czasami dostawałam drgawek. Cały czas nie miałam siły. Wszystko skrzętnie ukrywałam przed Prince'm i dziećmi. Zwłaszcza Prince'm. Dzieciom zawsze można wytłumaczyć, ale jemu nic.
- Idźmy gdzieś!- powiedziała pewnego dnia Nakey.
- Zostańmy!- usłyszałam Coffee'ego.
- Znowu to samo...- mruknęłam.
- Dobra, idźcie, ja zostanę z Coffee'm.- powiedziałam.
- Zaw...- zaczął pies.
- Nie, żadnych Acan. Chyba nic mi się nie stanie w jaskini, nie?
- No dobra...- powiedział zniesmaczony Prince.

*Godzinę później*

Siedzieliśmy sami w jaskini. Prince i Nakey gdzieś poszli. Nagle oddychanie zaczęło mi sprawiać ból. Upadłam. Nigdy nie było tak źle.
- Nie...- powiedziałam, po czym wstałam. Coffee był zaniepokojony.
- Mamo...- spytał.
- To nic takiego... ale muszę kogoś znaleźć. Najlepiej tatę... Idź ze mną, albo zostań, ale nie próbuj wychodzić z jaskini.- Bałam się go zostawić samego, ale nie chciałam też, żeby widział mnie w tym stanie.
- Idę- powiedział Coffee, wyraźnie przestraszony. Trochę się speszył, gdy wyszliśmy na dwór. Trochę mi się poprawiło.
- Prince!- zawołałam, w połowie łamiąc głos.- Ktokolwiek!- Mój oddech się wręcz zatrzymał. Zaszliśmy dość daleko... w tej panice nie wiedziałam, gdzie jesteśmy. A może nawet nie byliśmy w sforze. Nagle usłyszeliśmy ludzi. Ze strzelbami. W końcu ich zobaczyliśmy. Jeden trafił mnie w łapę.
- Mamo!- wrzasnął.
- To nic takiego... uciekaj!- wrzasnęłam. Szczeniak nie zdążył jednak się ruszyć. Wrzucili nas do klatki, a klatkę na przyczepę. Zaczęłam resztkami sił szarpać zamek. Zamka może nie rozwaliłam, ale zrobiłam niewielką dziurę w kratach.- Uciekaj.- powtórzyłam.
- Mamo, przeciśniesz się!- krzyknął młody.
- Nie dam rady...- powiedziałam, prawie się dusząc.
- Zawołam tatę!- powiedział Coffee i wybiegł z klatki. Nagle znowu zjawili się ludzie. Widząc uciekającego szczeniaka, próbowali go trafić. W końcu jeden mężczyzna zdenerwowany niepowodzeniem strzelił mi w bark.
- Co ty robisz, idioto!- usłyszałam męski głos.- Przecież ten pies i tak jest już ledwo żywy... myślisz, że ile dostaniemy za zdechłego psa, nawet, jeżeli będzie rasowy?
- Ale to przez nią uciekł szczeniak! Zdrowy! Młody! Rasowy! A myślisz, że ile za nią dostaniemy? Nic! Jeszcze pewnie zapłacimy za leczenie...
- Dobra, wyrzuć ją gdzieś.- powiedział, a drugi człowiek wyrzucił mnie w krzaki. Zdenerwowany strzelił jeszcze raz, tym razem trafił mi w brzuch.
- Nigdy tu nie wracamy. To słaby biznes...- mruknął.
- Idiota...- parsknęłam. Powoli zdychałam w krzakach. Bardzo powoli. W końcu z braku powietrza i wykrwawienia straciłam przytomność.

*Jakiś czas później*

- Kasumi! Obudź się, nie rób mi tego!- usłyszałam głos. Chyba to był Prince.
- Nie, nie, nie! Idę po lekarza jakiegoś!- To była chyba nieźle spanikowana Acana.
- Prince...- wyszeptałam. Wzięłam oddech - znowu mogłam to zrobić.
- Czemu wychodziłaś?!
- Miałam do wyboru umrzeć tam i się poddać, albo umrzeć tu, walcząc... Spróbuj mi się tylko zabić.
- Kas!
- Nic nie mów. Acana ci pomoże, jestem pewna. Ale oni muszą mieć rodzica... Pa.- Znowu przestałam oddychać. Teraz mogłam się poddać.

<Prince? Nie, nie ma już żadnego ratunku dla Kas>

sobota, 28 lutego 2015

Od Kasumi - CD historii Prince'a

- Ehh...- mruknęłam- Była ze mną Acana, przecież ona mnie pilnowa...
- Nie ma mowy.
- Co to ma być? - podniosłam głos - Nie masz prawa mną rządzić!
- Ja się tylko o ciebie martwię! - Pies powiedział to moim tonem.
- Czekaj, nie może tak być... - popatrzyłam na nasze, lekko przestraszone kłótnią potomstwo.
- Przepraszam.
- Nie, ja zaczęłam. Po prostu ja tak nie potrafię...
- Po prostu się nie kłóćcie...- powiedzieli Nakey i Coffee chórem.
- Obiecujemy, że nie będziemy już tego więcej robić. Zgoda? - Gdy zobaczyłam Nakey, która już szykowała się, żeby skoczyć na brata, wiedziałam już, że ona przynajmniej nie ma nam tego za złe.
- No zgoda...

<Prince?>

czwartek, 26 lutego 2015

Od Kasumi - CD historii Prince'a

- Idealne...- parsknęłam śmiechem, gdy Nakey strzeliła "focha" i zaczęła się bawić swoim ogonem. Coffee tymczasem spokojnie leżał. Usłyszałam kroki.
- Zgadnijcie kto przyszedł!- usłyszałam wesoły głos Kanady.
- Ciocia Acana!- wrzasnęła uradowana "córusia" - A rodzice nie chcą wyjść nigdzie i dali mi szlaban! A ja nie mam znajomych, niczego nie znam, wszyscy wiedzą, że podróże najlepiej uczą! - Acana popatrzyła na mnie z sparodiowanym wyrzutem.
- Nie prawda! - powiedział Coffee.
- Prawda! Będziesz ciągle siedział w domu to nic nie będziesz wiedział!
- Ciś! - powiedziała Acana - Jak obiecasz rodzicom, że będziesz grzeczna, zabiorę cię tam, gdzie mieszkam. Zgoda?
- Przepraszam...- powiedziała - Idziesz z nami?- spytała mnie.
- Mama zostaje! - powiedział Prince.
- Daj spokój... Będzie ze mną Acana... Mała się wyszaleje...- powiedziałam.
- No dobra, idźcie - mruknął z lekkim przekąsem. I poszliśmy. Nakey nie znała jeszcze tej drogi. Spotkaliśmy kilka psów. Nakey nie sprawiała wrażenia przestraszonej, a raczej przytłoczonej. Nie odzywała się tyle co zawsze - była wręcz za nadto spokojna. W końcu doszliśmy do opuszczonej stacji metra.
- A wiesz, że mama też tu kiedyś mieszkała? - powiedziała Acana.
- A to nie mieszkałaś wcześniej z tatą?
- Nie... to znaczy tak, ale jeszcze wcześniej mieszkałam tu. Było tu fajnie, ale raczej nie nadaje się to miejsce na wychowanie szczeniąt. Nie ważne, czy byłoby ich dziesięć, czy tylko dwójka...- powiedziałam.
- A czego to ruiny? - spytała.
- Metra.
- Metra?
- Zbudowali to ludzie. Ale nie przychodzą już tutaj.
- Jacy są ludzie?- spytałam.
- Cóż...- zdałam sobie sprawę, że nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Acana jednak mnie wyręczyła.
- Wysocy, na dwóch łapach, i prawie nie mają futra.


*Kilka godzin później*

Pokazaliśmy małej jeszcze kilka terenów. Słońce było już nisko nad horyzontem. Nakey też się trochę zmęczyła. Postanowiliśmy wrócić do jaskini. W pewnym momencie zakręciło mi się w głowie. Zatrzymałam się.
- Kas... wszystko dobrze? - spytała przestraszona Kanada.
- Mamo!?- wrzasnęła spanikowana Nakey, gdy usłyszała Acanę.
- Nic mi nie jest, zakręciło mi się w głowie...
- Na prawdę, chodźmy już. Nie wiem, czy powinnaś już tyle chodzić...


*W jaskini*

- Kasumi! Tęskniliśmy!- powiedział Prince. Coffee się do mnie przytulił.
- No, cała i zdrowa. To ja już pójdę. Na razie! - powiedziała Acana. Jednak widocznie coś (a nawet wiem co) jej się przypomniało i chciała powiedzieć to Prince'owi. Rzuciłam jej groźne spojrzenie pod tytułem "tylko spróbuj!". Ona odpowiedziała mi spojrzeniem "Jak chcesz, ja się tylko o ciebie martwię". I wyszła. Mój partner uchwycił jednak naszą wymianę spojrzeń.
- Kas... czy coś się stało?
- Czy chodzi o to, że mama nagle się z...- popatrzyłam na córkę błagalnym wzrokiem - Aoo...- zająkła się - Tato. Żeby znaleźć źródło problemu, trzeba iść w górę rzeki, nie do jej końca...- powiedziała metaforycznie. Czy to nie moje słowa?
- Kasumi...- zaczął mój partner.

Prince?

Od Kasumi - CD hisotrii Prince'a

*długi czas później*

Szczeniaki już nieco podrosły - zaczęły też psocić. Różnica polegała na tym, że Coffee robił to otwarcie, skutki były większe, ale Nakey... cóż, jej "plany" wychodziły na jaw (często niestety) dopiero po wykonaniu, przez co zaskoczenie było większe. Trochę mnie męczyły (Prince oczywiście udzielał się jak mógł), ale, to przecież tylko szczeniaki.
- Mamo... - przeciągnęła Nakey - Wyjdźmy gdzieś! Nudzę się! Tu nie ma nic do roboty!
- Ale tam też nic nie ma! - wtrącił się Coffee - Ja wolałbym zostać w domu...
- Mamo, proszę, wyjdźmy, proszę!- powiedziała suczka błagalnym głosem.
- Zostańmy! - powiedział piesek.
- Tato, powiedz im coś! - powiedziała Nakey, próbując mówić jak najsłodszym tonem. Ja nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Czekajcie. Może ja wyjdę z Nakey, a tata zostanie z Coffee, dobrze?
- Mamo - powiedziała suczka, starając się mówić poważnie i dorośle - Czy ty chcesz, żeby oni się w tej jaskini ugotowali? Dlaczego nie mogą iść z nami?
- Ekhm...- mruknęłam zakłopotana.
- Mama musi zostać, ty też. Kasumi, jesteś jeszcze za słaba...
- Wcale, że nie - powiedziałam tonem podobnym do córki.
- Właśnie! A jest tyyyle ciekawych miejsc do zwiedzania, a my prawie nie ruszamy się poza jaskinię! - powiedziała córka.

Prince?

środa, 25 lutego 2015

Kasumi urodziła!

Inne zdjęcie: KLIK

Imię: Coffee
Płeć: Pies
Wiek: Kilka Miesięcy
Rasa: Border Collie
Głos: -
Stanowisko: Młody Samiec Gamma
Partnerka: Za młody!
Młode: Za młody!
Rodzina: Tata - Prince, Mama - Kasumi, Siostra - Nakey
Urodziny: 14 dzień lata
Sektor: Navydeer
Cechy: Coffee to wesoły szczeniak, który często próbuje robić coś co wydaje się nie możliwe. Mimo iż na prawdę tego chce, zazwyczaj kończy się to porażką. Jest inny niż jego rówieśnicy, ciężko mu się odnaleźć w grupie. Jest raczej typem samotnika. Jego ulubionym miejscem jest jego rodzinna jaskinia. Boi się świata. Właściwie to przeraża go wszystko. Twierdzi, że jeśli nigdzie nie będzie się ruszał to zawsze będzie bezpieczny. Mimo wszystko nie przestaje w siebie wierzyć i być zadowolonym z życia. Twierdzi, że ma życie idealne. Ciepły kąt, dobre jedzonko - to coś co Coffee uwielbia!  
Historia: Urodził się w Sforze Psiego Głosu. Był jednym z 10 szczeniaków z miotu, jednak tylko on i Nakey przeżył. Jego historia jednak dopiero się zaczyna...
Nick na howrse.pl i/lub mail: KonekHowrse


Imię: Nakey
Płeć: Suczka
Wiek: Kilka Miesięcy
Rasa: Owczarek Australijski Aussie
Głos: -
Stanowisko: Młoda Samica Gamma
Partner: Za młoda!
Młode: Za młoda!
Rodzina: Mama - Kasumi, Tata - Prince, Brat - Coffee
Urodziny: 14 dzień lata
Sektor: Navydeer
Cechy: Nakey sprawia wrażenie cichego, melancholicznego szczeniaka. Ale tylko sprawia! Nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale jest żywa, ciekawska i spontaniczna. Świat widzi wyjątkowo kolorowo, zdaje się nie widzieć jego wad, albo przynajmniej je ignorować. "Po mamusi" jest wyjątkowo sprytna i lubi zagadki. Lubi być w centrum uwagi i robić wszystko po swojemu. Gdy coś jej się nie podoba, potrafi być wyjątkowo nieznośna. Często jednak robi za "słodką dziewczynkę", wykorzystując to dla siebie. Mimo wszystko, nie lubi rozkazów, przez co czasami robi z siebie "na chama" buntowniczkę.
Historia: Urodziła się w Sforze Psiego Głosu. Była jednym z 10 szczeniaków z miotu, jednak tylko ona i Coffee przeżyła. Jej historia jednak dopiero się zaczyna...
Nick na howrse.pl i/lub mail: Murasaki Sakura

Od Kasumi - CD historii Prince'a

- Wiem, ale... ale... mimo wszystko miałam nadzieję... że wszystkie przeżyją... Ale żyją te dwa, prawda? - próbowałam sprawiać wrażenie weselszej. Gdy popatrzyłam na urocze mordki szczeniaków, na prawdę trochę poprawiło mi to humor.
- Ale Ty żyjesz, to dodatkowy plus - powiedział Prince. Już chciałam zwrócić uwagę na moje stanowisko w sprawie, ale ugryzłam się w język. Nie miałam siły się kłócić. To wszystko było tak wyczerpujące, że kilka razy zakręciło mi się w głowie. Nie mówiłam jednak o tym nikomu.
- Jak je nazwiemy? - powiedział. Popatrzyliśmy na psy - suczka była podobna do Aussie, a pies - do Bordera.
- Gdy tak patrzę na suczkę... dałabym jej imię Nakey - rzekłam.
- Dlaczego Nakey?
- Nie mam pojęcia. Tak jakoś mi się skojarzyło.
- Ładnie - powiedział z uśmiechem.
- A Ty masz jakiś pomysł?- spytałam.
- Jestem przy Coffee. Pasuje do niego...
- Też pięknie.
- Kasumi - wtrącił się Geris - Jesteś po wszystkim jeszcze słabsza. Uważaj na siebie, na razie staraj się oszczędzać siły. Prince - zwrócił się do psa - Pomagaj jej, i pilnuj, żeby na razie nie próbowała zbyt daleko odchodzić, zwłaszcza samej.
- Nie jestem dzieckiem! - powiedziałam uśmiechnięta.

<Prince?>

wtorek, 24 lutego 2015

Od Kasumi - CD historii Prince'a

- Przykro mi, ale ja nie kłamię.- powiedziałam- Nie my mamy wpływ, kiedy umrzemy. Już raz cud się zdarzył, czy uda się po raz drugi...?- Pies był zniesmaczony moją odpowiedzią.- Ale postaram się przeżyć.
- Nie chcę cię stracić. Znowu.- powiedział niezadowolony.
- Ja nie chcę, żeby szczeniaki nie miały ojca, jasne?!- powiedziałam podniesionym tonem.
- A ja nie chcę, żebym stracił partnerkę i być z tym sam!- powiedział jeszcze głośniej.
- Czekaj, znowu się kłócimy... nie może tak być... nie wyobrażam sobie tak żyć, zwłaszcza przy szczeniakach...
- Przepraszam.
- Nie, to też moja wina. Jestem przez to wszystko zdenerwowana i w ogóle...- machnęłam łapą.
***
- Damy radę, nie...?- spytałam po jakimś czasie.
- Na pewno. Musimy.
- Masz już jakieś pomysły na imiona?- spytałam po kilku minutach. Nie mogłam jednak znieść ciszy.
- A ty?
- Niespecjalnie... ale pewnie coś japońskiego. Podobają mi się takie imiona. Jest tyle pomysłów... trudno by mi było coś teraz wybrać, dopóki nie wiem o nich nic, oprócz ilości. A ty?

<Prince?>

poniedziałek, 23 lutego 2015

Od Kasumi - CD historii Prince'a

- Podawaj!
- Czekaj - powiedziałam - Ja... mimo wszystko, za bardzo się boję... Wolę to przeciągnąć, mimo, że to jest dziecinne... A jeżeli i tak umrę, razem ze szczeniakami? Nie mam nic do stracenia. Wolę zaryzykować, nie chcę mieć potem tej decyzji na sumieniu.
- Na pewno? - powiedział Geris. Ja tylko kiwnęłam głową.
- Och Kas! - powiedziała Acana i się rozpłakała. Prince mnie przytulił.
- Chodź do domu...- powiedział czule. I poszliśmy - Acana w swoją, my w swoją stronę.


*Kilka godzin później*



Nie mogłam spać, a księżyc już dawno wisiał wysoko. Bardzo się denerwowałam. Gdy w końcu zasnęłam... cóż, nie na długo. Śnił mi się koszmar. Nie pamiętam co, ale obudziłam się z krzykiem.
- Co się stało! - Krzyknął przerażony Prince.
- Nie ważne... chodź spać - powiedziałam, nie chcąc go martwić.
- I tak nie mogę. Ciągle o tym myślę...

<Prince?>

Od Kasumi - CD historii Prince'a

Już miałam dać psu odpowiedź twierdzącą. Jednak bałam się... Te nasze kłótnie i niesnaski dobrze nie wróżyły... Ale co poradzić - kocham go. Nie dam rady żyć bez niego, a jeszcze będziemy mieć młode... Dla bezpieczeństwa - koniec z wszelkimi innymi facetami. Nie mogłam wydobyć głosu.
- Tak...- szepnęłam i kiwnęłam głową - Spróbujmy - Nagle wtrącił się Geris.
- Możecie przyjść wieczorem na kontrolę... Przy okazji powiem wam, ile prawdopodobnie będziecie mieć szczeniąt.


*Wieczorem - jakiś czas przed wyruszeniem do lekarza*



Leżałam w naszej jaskini, próbując zasnąć - nadaremnie. Byłam tak zdenerwowana, że nawet w nocy miałam z tym problemy. Prince łaził tu i tam, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Nagle usłyszeliśmy żeński głos.
- Halo... Czy jest tu może Kasumi? - spytała.
- Kanada? - spytałam. Popatrzyłam na zdziwionego Prince'a i Acanę - A tak. Acana, Prince, Prince, Acana. Prince to mój partner...- tu mój głos przyhamował - A Acana to znajoma z dzieciństwa, kiedyś się spotkałyśmy, a teraz trafiła tutaj i się zaprzyjaźniliśmy. Spotkaliśmy się kilka dni temu... Jeszcze przed...- mój głos lekko się załamał.
- Witaj - powiedział Prince.
- Słyszałam, że masz dziś jakieś badanie... Co się stało?
- Będziemy mieli młode - powiedziałam, jednak mój głos znowu się załamał.
- Mogę być ciocią!? - spytała uradowana.
- O ile przeżyję...- wymamrotałam.
- Nawet tak nie mów! - wtrącił się Prince.
- Mogę iść z Wami na to badanie? - spytała.
- Jasne... Ale my praktycznie już idziemy.

Prince'owi wyraźnie się to nie spodobało, bo praktycznie nie znał Acany.

*W szpitalu*


- Pozwolicie, że zostanę sam na sam z pacjentką?- powiedział Geris.
- A ja, nie mam prawa?!

- Prince - uspokoiłam go - Wyjdź.

*Pół godziny później*


- Możecie wejść! - powiedział lekarz. Acana i Prince weszli.
- I jak? - spytaliśmy zniecierpliwieni.
- Mam średnie wiadomości... Prawdopodobnie będziecie mieli aż 10 młodych.

- Ale... Ale...
- Dalibyście radę jako para, ale... Organizm Kasumi tego nie wytrzyma - jest za słaba.
- To co mamy robić? - spytał bardzo przejęty Prince.
- Czekać. Kasumi ma szansę na przeżycie, ale szczeniaki - oznajmił skrępowany - Nie wszystkie.

<Prince?>

niedziela, 22 lutego 2015

Kasumi jest w ciąży!

Kolejna suczka jest w ciąży! Tym razem Kasumi ;)

Matka: Kasumi
Ojciec: Prince
Liczba szczeniąt: 10 (w tym 5 suczek i 5 psów)
Rasa szczeniąt: Mieszańce border collie i aussie (6 szczeniąt dziedziczy rasę po matce, pozostałe po ojcu)
Data narodzin: 25-28 lutego
Lekarz prowadzący: Sasza

Od Kasumi - CD historii Prince'a

Usłyszałam cichy plusk. Czy to... Nie możliwe. Serce jednak mi mocniej zabiło. Poczułam wielki przypływ energii. Otworzyłam oczy. Przed nimi zobaczyłam ledwie żywego Prince'a. Ledwo żywa wstałam. Z całej siły zaczęłam ciągnąć psa. Poczułam wielki ból w brzuchu, jednak nie poddawałam się. W końcu wyciągnęłam samca - ja z kolei upadłam. 
Zakasłał. Popatrzył na mnie i powiedział:
- Kasumi... Ty żyjesz...
- Tak, ale nie mam pojęcia jak długo...- mruknęłam z czarnym humorem. 
Pies przerażony zastanawiał się co się stało.
- Zaczekaj, idę po lekarza.
- Nie chcę być sama, proszę...- powiedziałam, lekko łkając. Ale nie z bólu. Bolał mnie brzuch, miałam mdłości - te objawy towarzyszyły mi już przed walką. Czy... Chole*a, nie możliwe. Nie teraz... Nie teraz, jestem na to za słaba... jeszcze te niesmaczne kłótnie z Prince'm... I wojna... Jak mogę się upewnić? Tylko przez lekarza. Brzuch mnie przestał boleć. Przynajmniej na razie 
- Nie chcę być sama... już mi trochę lepiej, chodźmy razem.
 Ruszyliśmy do najbliższego lekarza - Gerisa.

***

- Jesteś w ciąży, i to od dłuższego czasu - powiedział pies. 
Mi po prostu się zakręciło w głowie - ze strachu. Bardzo się bałam... Prince zaczął się cieszyć, jednak gdy zobaczył moją minę, zaniepokoił się.
- Co s...- zaczął.
- Po prostu nie teraz...- szepnęłam.
- Kasumi ma rację - wtrącił się Geris - Jest za słaba, w dodatku, rodzice umaszczenia merle nie wróżą dobrego... - powiedział - Istnieje eliksir, który pomoże utrzymać zdrową ciążę... Ale chyba Ty o nim wiesz, no i znasz przepis.
- Jasne - powiedziałam, jednak tak cicho, żeby upewnić psa w przekonaniu, że potrafię go zrobić kiwnęłam głową.

Prince?

sobota, 21 lutego 2015

Od Kasumi - CD historii Prince'a

- Tak... masz rację - powiedziałam cicho - Tyle, że to akurat bez sensu.
- To ma sens! - powiedział. 
Ja pokręciłam głową.
- Opiekuj się sforą... nie trać głowy. Pamiętaj - postanowiłam. Umrę z godnością. Teraz. Zamknęłam oczy, których już więcej nie otworzyłam.

piątek, 20 lutego 2015

Od Kasumi - CD historii Prince'a

Walczyć, czy nie? Nie po to chciałam umrzeć, żeby mnie ratował ktoś, kto mimo, że mnie nie kocha chce się zabić... Jakbym przeżyła, już nigdy bym nie była sobą. Ja już nie mam celu w życiu... z uśmiechem na pysku chciałam wydrapać oczy prawie martwemu wilkowi. Czy ja umieram? Już nic nie widzę, nie mam siły słyszeć.
- Co raz stracone, już nigdy nie powróci...- wyszeptałam.- Więc co ma moje marne życie do twojego, gdzie masz dla kogo żyć.
- Ale...- zaczął.
- Cii... i tak nie mam siły przetwarzać tego, co mówisz. Świat jest teatrem, aktorami my - kolejno wchodzimy i znikamy ze sceny... - powiedziałam, zamykając oczy. Natychmiast zasnęłam.


***


- P... Prince?- powiedziałam, gdy tylko się obudziłam. Próbowałam wstać, 

używając do tego resztki sił, które zdobyłam podczas snu. Szybko upadłam. Nagle do miejsca w którym byłam wbiegł Prince.
- I jak się czujesz?
- Przepraszam.- powiedziałam, wręcz nie rozumiejąc co mówi do mnie pies.. Zaczęłam słyszeć głosy...- Asesino! Maya? Czemu się ukrywacie? Żyjecie, prawda? Przepraszam was wszystkich...
- Kasumi... tu nikogo oprócz nas nie ma - ja nadal nie rozumiałam o co mu chodzi.

Prince?

czwartek, 19 lutego 2015

Maya i Asesino nie żyją!

Dziś powyżej wymienieni członkowie SPGF zginęli...


Imię: Maya
Płeć: suczka
Wiek: 2 lata
Rasa: Beagle
Stanowisko: Projektantka architektury
Partner: Seth
Młode: Na razie nie ma...
Rodzina:
Matka - Nela ( poza Sforą )
Tata - Dark ( poza Sforą )
Urodziny: 1 dzień jesieni
Sektor: Fallendeer 
Cechy: Maya jest bardzo towarzyska. Nie wytrzyma jeśli nie ma przy niej jakiegoś psa lub suczki. Jest również ambitna. Architektura to jej hobby. Uwielbia jesień za kolorowe liście. Pilnie poszukuje partnera i marzy o małych szczeniaczkach!
Historia: Urodziła się poza Sforą. Pewnego dnia pokłóciła się z rodzicami i uciekła. Szukała jakiegoś schronienia. Znalazła SPG Forever i jest tu do dziś.
Nick na howrse: Beliss


Imię: Asesino (Nie lubi tego imienia, woli zdrobnienie "Asin", ale tylko od bliskich)
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata
Rasa: Wilk szary
Stanowisko: Szpieg (wyjściowy)
Partner: Był już raz nieszczęśliwie zakochany, na razie chce od tego odpocząć.
Młode: -
Rodzina: Rodzice - Gammy w watasze braterskiej krwi. Miał też dwie siostry - jedna zginęła w walce, druga - 3 lata młodsza - prawdopodobnie zostanie gammą (Najpierw miał być nim Asesino, jako jedyny samiec)
Urodziny: 5 dzień zimy
Sektor: Navydeer, Opuszczona stacja metra.
Cechy: Asesino jest zdecydowanym przeciwieństwem swojego imienia. Mimo, że walczy bardzo dobrze (był szkolony praktycznie od urodzenia), nie znosi zabijać. Jest dość miły, ale też potrafi walczyć o swoje. Nie należy do osób, które lubią się bawić - wilk jest praktycznie cały czas sztywny - może nie ponury, ale powagi ma zbyt wiele.
Historia: Asesino był synem gamm, miał przejąć po nich ich stanowisko. Jednak gdy rozpoczęła się wojna, był wystawiony na próbę - albo zacznie zabijać, albo zabiją jego lub zostanie wygnany. Asesino odszedł. Jeżeli miał zabijać, to wolał już nie być wilkiem. Postanowił spróbować szczęścia i zamieszkać w tej sforze, może nawet jej pomóc.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Mochita

Od Kasumi - CD historii Prince'a

- Rozumiem.- powiedziałam i zrezygnowałam. Uśmiechnęłam się. Zaraz... Co się ze mną dzieje? Poszłam do swojego tunelu. Znowu się uśmiechnęłam. Pobiegłam do Asesina, który był w swoim tunelu.
- To... Wszystko... Przez Ciebie.- powiedziałam i rzuciłam mu się do oczu. Basior się niespecjalnie bronił... Jakby było mu wszystko jedno. Zaraz, co ja robię? Jestem chora psychicznie? Chyba tak...- Przepraszam! Nie wiem co we mnie...
- Nic się nie stało. I tak już umieram...- pokazał flakonik z resztką trucizny.
- Nie no, kurna, blefujesz! Pomocy!- zawołałam... Wilk już jednak odleciał. Ja próbowałam wypić niewielką resztkę trucizny. Poczułam jednak ból brzucha, przez co rozbiłam fiolkę. Ja jednak... Muszę to zakończyć. Za dużo psów już przeze mnie cierpiało. Za dużo stworzeń umierało. Pobiegłam do watahy wilków.
- Czego tu?!- spytał zwiadowca.
- Odbyć pojedynek z alfą.- albo raz na cokolwiek się przydam, albo umrę z godnością. Uśmiechnęłam się. Wilka chyba go rozśmieszył mój rozmiar.
- No dobra... Zawołam go.- śmiał się pod nosem. Minutę później stanąl przede mną wielki wilk. Rozpoczęliśmy pojedynek. Po kilku moich śmiałych ugryzieniach wilk najwyraźniej rozwalił mi trzustkę. Nie upadłam jednak. Chciałam rzucić się dalej, ale znowu poczułam silny ból głowy. Ostatnią myślą było to, skąd się wziął. Poczułam kolejny cios w brzuch.
- Podrzućcie ją gdzieś do watahy...- usłyszałam głos.
***
Obudziłam się... Nie wiem gdzie. Zobaczyłam tylko kilka psich pysków - za bardzo bolały mnie oczy, żeby je rozpoznać.
- Kasumi... Ty idi...- usłyszałam głos.
- Będzie mi dobrze w piekle, heh.- powiedziałam i... Odleciałam. Już nigdy więcej się nie obudziłam.

<Ktoś?>

Od Kasumi - CD historii Prince'a

Gdy chłopacy wyszli, biłam się z myślami. Poza ciągłej chęci płaczu i wewnętrznej nieporadności czułam jednocześnie zimno i ciepło... Potem jeszcze śmierć Mayi... czy ja się do tego wszystkiego nadaję? Może jestem już na to za stara... Rozdziały mijają, a ja bym chciała wszystko zatrzymać, wersy, które mi się spodobały zostawić, a te, na których się zawiodłam, wyrwać. Następnego dnia, już tak mnie to wszystko męczyło, że postanowiłam się zabić. Skończyć z tą głupią książką. Byłam już nad rzeką, z zamiarem utopienia się. Jednak... postanowiłam zmienić rozdział, bez kończenia książki. Może jednak ta pierwsze zauroczenie może być tym prawdziwym? Pobiegłam do psa, ciągle czując ciepło i zimno, doszedł do tego lekki ból głowy i brzucha.
- Kasumi?- spytał pies, bez cienia nadziei w głosie.
- Słuchaj... bo wpadłam na pomysł... słyszałeś może o czymś takim jak pół-pary?
- Tak...
- Możemy z tym spróbować. Możemy razem mieszkać, ale bez zobowiązań typu gamma, czy ślub. Dobrze...?

<Prince?>

Od Kasumi - CD Prince'a i Asesina

- Wybrać...? - wyszeptałam - Karzecie mi wybierać... pomiędzy ogniem i wodą...- chłopaki zaniemówili. Ja zwróciłam się do siebie, tak cicho, że raczej nie dosłyszeli - a może nie dorosłam do wyboru? - Ja znowu zwróciłam się do nich - Dajcie mi jeden dzień... Wtedy spróbuję wam odpowiedzieć.

*Wieczorem*


Co mam im powiedzieć... Nie mogę ich wiecznie trzymać w niepewności, jak i siebie. Mogę trzymać przy sobie tylko jednego... wybiorę jednego, zranię, i prawdopodobniej stracę drugiego. Kogo wybrać? Pierwszą, chociaż niedojrzałą, piękną miłość, czy przyjaźń - nieco denerwującą, bo opartą na nieodwzajemnionej miłości. Chociaż... wiem co zrobię. Chociaż, nie wiem, czy nie ucierpią na tym wszyscy.


*Rano*


Zastanawiałam się, czy podjęłam dobrą decyzję. Popatrzyłam na dwie dekoracje, które dostałam od nich - naszyjnik i obrożę. Nagle usłyszałam czyiś głos.
- Kasumi? - ucieszyłam się.
- Cieszę się, że jesteś pierwszy, chociaż...- głos mi ugrzązł w gardle. Nie chciałam takiego wyboru.
- Co? - spytał.
- Nie jestem chyba na to wszystko gotowa...- oddałam psu obrożę - Proszę cię. Na razie skończmy.
- Ale...- zaczął. Pies nie mógł wydobyć z siebie głosu.
- Nie zadawaj pytań... na prawdę...- nie byłam pewna, czy nie poleciała mi łza- To było za szybkie. Spotkaliśmy się tak szybko, zostaliśmy parą tak szybko...- Nagle do tunelu wbiegł Asesino.
- Więc...- powiedział zadyszany. Ja wzięłam naszyjnik.
- Nie chcę tu nikogo ranić, ale skoro muszę, to wszystkich. Razem ze mną.- powiesiłam mu naszyjnik na szyi - Nie wiem kogo kocham... widać do tego jeszcze nie dorosłam.

<Prince, Asesino?>

poniedziałek, 9 lutego 2015

Od Kasumi - CD historii Asesina

- Aa... bez zmian, przynajmniej u mnie. Wilki na razie jakoś przestały się naprzykrzać... A u ciebie?- spytałam.
- Nic szczególnego. Raz byłem w watasze na zwiadach na polecenie alfy.
- Zróbmy coś szalonego...- powiedziałam tajemniczo.
- Co?- zdziwił się.
- Chodźmy do sektora Avendeer. Ja byłam tam może kilka razy. A ty?
- Ja nigdy. Ty jesteś tu trochę dłużej...- powiedział. Zaczęliśmy biec. Przed siebie, zatrzymując się tylko, żeby podziwiać jakieś lokacje. Po kilkunastominutowym zwiedzaniu szliśmy dalej. W pewnym momencie basior zatrzymał się.
- Co...?- spytałam zaniepokojona. Rozejrzałam się. Pustka. Tylko plaża, słońce, woda, my... i konie? Nagle kilka dosłownie przeskoczyło nad moją głową. Ja prawie wyzionęłam ducha ze strachu.
- Mogłeś mi powiedzieć!- powiedziałam, kopiąc jednocześnie piach w jego stronę. Basior nie pozostał bez winy. Popchnął mnie, mocno, aczkolwiek delikatnie (istnieje takie połączenie) do wody, po czym sam do niej wskoczył. On, suchy szyi do pyska, ja, nadaremnie próbowałam otrząsnąć mokre futro z oczu.

<Asesino?>