Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosso. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 sierpnia 2015

Od Rosso - CD historii jego i Nageezi

 Scott stał się członkiem sfory. Jakby moim i Nageezi szczenięciem. Zależało mi na niej i cieszyłem się, że przynajmniej tyle mamy ze sobą wspólnego. Czyżby... to ona miała być tą jedyną, z którą miałem spędzić resztę życia? Jak to dziwnie... Nawet dziwnie to brzmi.
 Otrząsnąłem się. Nie, to śmieszne, ona mnie nie chce.
 Scott poszedł już spać. Było późno. Ja i Nageezi mieliśmy się właśnie pożegnać.
- Ok - szepnąłem - to...
- Idę - powiedziała dobitnie, odwracając się.
- Nie! - Wyrwało mi się. - Znaczy... Znaczy zostań... Jeśli... jeśli chcesz oczywiście...
 Samica spojrzała poza norę, a potem przeniosła wzrok na mnie. Czułem się dziwnie, kiedy na mnie patrzyła... Ciekawe, czy ona też..?
 Chwilę się wahała, po czym odpowiedziała mi:

Nageezi? ;)

środa, 5 sierpnia 2015

Od Rosso i Nageezi - CD historii Rosso

*N*
Słyszę jego głos. Coś we mnie drgęło. Co jest ze mną? Dlaczego on wywołuje we mnie takie uczucie? To... to boli. Chce być przy nim. Pragnę się do niego przytulić. Z niewiadomego powodu. Ale nie mogę. Co ja w ogóle robię?
 Cały czas gapię w ciemność. Nie odwracam wzroku. Nie patrzę na niego.
*R*
- Nageezi? - Odzywam się ponownie. Podchodzę nieco bliżej, byle ostrożnie. Nie wiem co i dlaczego.
*N*
- Nie - wyrywa mi się cichy pisk. Momentalnie ganię się w myślach. Odejdź. Odejdź. Odejdź.
*R*
- Proszę... - Staję tuż obok niej. - Co się stało?
*N*
- Rosso - cedzę przez zęby. - Odejdź!
*R*
- Spójrz na mnie - ustawiam się naprzeciwko niej.
 *N*
 Unoszę powoli wzrok. Na jego widok przechodzi mnie dziwny dreszcz. Coś mnie kusi, żeby do niego podejść, wtulić się w jego sierść. Jednak nie mogę tego zrobić. Po prostu nie mogę.
*R*
 Nie chce mi odpowiedzieć. Nie zmuszę jej.
- Scott na mnie czeka. Na nas czeka. Proszę. Chodź ze mną - zachęcam. Potrzebuję jej. Nie wiem. Za cholerę nie wiem dlaczego.
*N*
- Bo co? - Pytam z niedowierzaniem. - To nie mój szczeniak! Ty go wziąłeś!
 Żałuję z jakiegoś powodu tych słów. Pierwszy raz nie chcę być taka.
*R*
- Nag... potrzebuję... on ciebie potrzebuje. Pomóż mi dać mu dom. On myśli, ze odnajdzie rodziców, ale... nawet jesli, to chcę, żeby miał tu dobrze. Proszę.
*N*
- Jako Alfa mogę go przyjąć do sfory. Ale nie do siebie.
*R*
- Ech, żeś się uparła... Jakoś damy radę.
*N*
- Ty dasz - mruczę. Ale wiem, że nie mam wyjścia. Zajmę się nim razem z Rosso, ale tylko on da radę.
*R*
- Chodź. Ezi...
*N*
- Nie mów tak do mnie. Muszę już znosić tego cholernego malca - mruczę, kierując się w stronę pola, na którym pewnie czeka Scott.

CDN

Od Rosso - CD historii Nageezi

 Nageezi nagle się zerwała. Bez ostrzeżenia, odbiegła. Patrzyłem za nią, jak zaczyna biec. Na początku chciałem ją gonić, nadal bawiąc się w berka. Ale ona przestała się bawić.
- Nageezi! - Krzyknąłem, kiedy ta osiągała oraz większą prędkość. Wstałem i już chciałem za nią biec, ale nie dostatecznie szybko zareagowałem. - Ezz!
 Scott patrzył to na mnie, to za nią.
- Co jest? - Spytał.
- Jesli cię poproszę, to poczekasz tu? - Zapytałem. Dość nierozsądnie, ale.. Jakby nie miałem wyjścia.
 Szczeniak pokiwał głową niepewnie.
- Ale wrócisz..?
- Mhm. Jasne, mały. Wrócę. Obiecuję ci, że wrócę.
 Odbiegłem. Po zapachu znalazłem suczkę. Zatrzymała się, nie odwzajemniła mojego wzroku.
- Ezi? - Szepnąłem.- Co się stało?

Nageezi? Sorry, że takie krótkie :/

poniedziałek, 20 lipca 2015

Od Rosso - CD historii Nageezi

 Ona odwróciła się tak szybko i uciekła... Bez ostrzeżenia. Ale przed tym była uśmiechnięta. Czyżby cały czas berek? Nie. Scott ruszył za nią, żeby się bawić. Ale nie. Nie tym razem.
- Scott! - Zawołałem. Maluch odwrócił się. - Zostań tu. Nic ci tutaj nie grozi. Ja zaraz wracam. 
- Wrócisz? - Podkulił ogon. 
- Tak. Obiecuję - spojrzałem na niego z uśmiechem. 
 Po czym spojrzałem za Nageezi. Wiatr musnął moje uszy, posyłając je na mój pysk. Ruszyłem. Dzikim, charcim biegiem. 
 Dlaczego ją gonię? Ona mnie nie lubi, a ja się jej boję. Może po prostu głupio mi było, że mnie porzuciła, że mnie ośmiesza, chcę jej pokazać, że potrafię, że nie będzie tak o uciekać od obowiązków... Albo że mi zależy...
 Po zapachu ją znalazłem. Wysilałem całe ciało. Nigdy tak nie biegłem. Zatrzymałem się żeby złapać oddech i podszedłem do niej. Stała nad wodospadem. "Weź się w garść". "Wywal jej".
- Jak... Ekh, co to niby znaczyło!? - Ton był tak sztuczny...

Nageezi?

Od Rosso - CD historii Nageezi

 Osłupiałem. Pytanie, które mi zadała dotyczyło zabawy..? Nie, pewnie zaraz doda coś w stylu "żeby być takim debilem jak ty". Ale nim nim dłużej się jej przyglądałem, tym bardziej nabierałem pewności, że pytała o zabawę.
- Em... Po prostu... Gonisz! - Dla potwierdzenia słów pacnąłem ją łapą. Odbiegłem kawałek, ale ona stała, jakby urażona. - No... Goń nas.
 Nageezi ostrożnie postawiła jeden krok, po czym niepewnie ruszyła wolnym galopem w moim kierunku. Scott przyglądał się zaskoczony, po czym oboje zaczęliśmy biec. Na krótkim odcinu wilczyca rozpędziła się i wszyscy troje cwałowaliśmy po łące. Szybko zmieniła cel na Scott'a i z przesadnym użyciem siły klepnęła go w grzbiet.
- Ostrożniej!... - Krzyknąłem przestraszony, gdy on pisnął. Ale zaraz się obrócił i ruszył za suczką. Ta znowu biegła bardzo szybko. Wolnym truchtem uciekałem przed malcem. Ezi wyminęła mnie ze zdziwioną miną.
- Tylko na tyle cię stać? Powinieneś być szybszy.
- Daję mu fory... - szepnąłem.
 Jakby nie zrozumiała, pędziła dalej. Scott zaraz mnie dopadł. Pozwoliłem mu się przewrócić na plecy. Zaśmialiśmy się. Przeniosłem wzrok na Nag. Stała parę metrów dalej i obserwowała nas ciekawsko.

Nageezi? 

niedziela, 5 lipca 2015

Od Rosso - CD jego historii

 Obserwowałem malca, a malec obserwował mnie. Leżałem na trawie, z głową między łapami, a on chodził powoli w kółko, rzucając na mnie okiem. Co mogłem zrobić, nie znałem się na nich... To je obserwowałem. Stwierdziłem, że najlepiej dla wszystkich będzie go zaprowadzić do szkółki, tam pozna inne szczenięta, otworzy się.
- Jestem Rosso - powiedziałem ponownie. - Nie musisz się mnie obawiać, jestem z tobą.
 Jego brązowe oczka wciąż były czujne. Jak miałem go namówić, by przemówił!?
- Masz jakieś imię, mały? - Dodanie ostatniego słowa było do mnie bardzo niepodobne. Ale zaczynałem tracić cierpliwość.
 Uniósł biały pyszczek, chwilę się zawahał i... przemówił:
- Miałem... nie rozmawiać z obcymi... - jego głosik był wysoki, ale też słodki. Typowy dla szczeniaczka.
- Nie jestem obcym - uśmiechnąłem się lekko. Z trudem powstrzymałem się, żeby nie wybuchnąć niekontrolowaną radością, ale nie chciałem spłoszyć młodego. - Jestem... należę do Sfory Psiego Głosu. Słyszałeś o niej kiedyś? - Pokręcił głową. - Tak też myślałem. Jesteśmy przyjazną grupką psów. Możesz dołączyć, jest tu pełno szczeniaków.
 Niepewność była czytelna. Skulił się nieco i rozejrzał.
- Moich rodziców tu nie ma? - Spytał.
 Chciałem mu obiecać, że pomogę mu ich szukać, ale nie jestem tropicielem. Nic nie obiecywać. To było teraz ważne. Pomóc, ale nie obiecywać.
- Niestety nie. Mało kto ma tu rodziców przy sobie. Radzimy sobie sami - *Niezbyt pocieszające*.
- A ty? Masz ich tu?
- Em... Czasami widuję się z matką. Mam tylko braci i siostry.
- Rosso? - Szepnął. - Ale ja znajdę swoich?
- Ach, nie masz się o co martwić... Wszystko się ułoży, mały.
- Nazywam się Scott - rzekł niepewnie.
- Dobrze, Scott. Na razie będziesz mieszkał u cioci Casey i u mnie, jak poznasz moje rodzeństwo.
- A spotkam jeszcze tą?
- Casey? Tak, jak już...
- Nie Casey.
- Nageezi? Hm... - *Jakby ci to powiedzieć* - Chyba tak... Ale nie martw się, ona się tylko taka wydaje.
- Casey to twoja mama? - Spytał ni stąd, ni zowąd.
- Heh, nie, nie...
- To mama Negezi?
- Też nie. Jej rodziców nie ma w...
- Czy... Ty i Negezi to tacy mama i tata?
- Ach, nie! - Zaprzeczyłem szybko. Za szybko. Dobrze, że to tylko szczenię. - To moja koleżanka.

W tym momencie kończę. Nageezi, wysil mózgowie, mnie wena złapała ;3

piątek, 3 lipca 2015

Od Rosso - CD historii Casey


 Stanąłem u wylotu jaskini medyków. Nageezi miała tam zostawić małego. Chwilęprzymierzalem się do wejścia, aż uprzedził mnie Geris.
- Hej - uśmiechnął się nieznacznie. - Co jest?
- Miałem odebrać stąd szczenię od Casey.
- A, jasne. Nie będę się mieszał - pokiwał głową i zniknął w lesie.
 A ja, zmuszony tym zajściem, wszedłem do jaskini. Zapach szczeniaka złapałem bez problemu i pokierowany nim dotarłem do Casey.
- Witaj - odezwałem się. - Zastałem malca?
- Cześć, Rosso - uśmiechnęła się szeroko buhundka. - Miło, że jesteś. Opiekuj się nim dobrze.
 Mały, szaro-biały szczeniaczek wyszedł zza rogu, a suczka zachęciła go szerokim uśmiechem do podejścia do mnie. Nieśmiało ustawił się tuż przede mną.
- To co? - Wyszczerzylem zęby w uśmiechu. - Idziemy?
 Maluch niepewnie podszedł bliżej mnie. Posłałem jeszcze Casey dziękczynny uśmiech i odwróciłem się, licząc że malec podąża za mną. Z odgłosów tupiących łapek wywnioskowałem, że tak jest.


CND. Sorry, ale za psie kości nie mam ostatnio weny, a się opuszczam... Skończę to w najbliższym czasie... :/

niedziela, 15 marca 2015

Od Rosso - CD historii Nageezi

- Mogłaś - odpowiedziałem, lekko się uśmiechając. Ale mój głos nie zabrzmiał pewnie. Jak zawsze...
- Chodź, szczeniaku - "zachęciła" malca Nageezi. On niespiesznie, z wyraźną niepewnością wymalowaną na pysku, poszedł za nią. Szkoda mi go trochę było. Z jednej strony moze to dobrze zrobi suczce, ale nie powiedziałbym tego samego o nim.
- Ale uważaj na niego - szepnąłem.
 Samica, idąc już, odwróciła łeb, obrzucając mnie niemiłym spojrzeniem. Na swoich wyjątkowo zgrabnych nogach stawiała duże kroki, wiec szczenie z trudem za nią nadążało, chociaż biegło. Czerwona sierść polyskiwala na zielono od poświaty rzucanej przez drzewa. Nagle, choć wstyd było mi się przed sobą przyznać, przyłapałem się na przyglądaniu jej. Odwróciłem wzrok. To nie samica dla mnie.
Było jeszcze wcześnie, ale słońce zaczynało już się wdrapywać na niebo. Robiło się już jasno. Wkrótce wszyscy wstaną. Zacznie się kolejny dzień. Wojna powoli dobiegnie końca.
 Zerknąłem w stronę nory i szybko puściłem się biegiem w przeciwnym kierunku. Jak najdalej od rodziny. Miałem dość tego miejsca. Nie wiem dlaczego, ale nie lubiłem go. Wszyscy mnie tu znali. Nie mogłem tak po prostu odbiec i gdzieś się zaszyć. Miałem robotę. W sumie Hockey dobrze postąpił. Tez skłaniałem się do nie pozostania tutaj. Ale z drugiej strony tam byłoby gorzej. Kto wie, co by mnie tam czekało?
 Nagle odbiłem kurs. Użalanie się nad sobą nie miało sensu. Fart mógł już nie spać. Postanowiłem go odwiedzić i popytać.
 Nie zawiodłem się. Był na swoim miejscu.
- Fart? - Zapytałem cicho. Odchrząknąłem. - Fart? - Powtórzyłem głośniej.
 Odwrócił się do mnie.
- Tak?
- Co... no co z tą wojną?
- Mały... Idzie jak idzie. Dzisiaj planujemy kolejny atak. Moze ostatni, moze nie. Zobaczymy.
- A...
- To nie twoja sprawa. Jeszcze nie jesteś tu przydatny.
 Te słowa zabolały. Dobra, moze nie jestem mistrzem żadnej dziedziny i jestem młody, ale jestem przydatny! I udowodnię to... Kiedyś...
- Jestem...
- Zmykaj już.
 Odwróciłem się i ze zwieszonym pyskiem odszedłem. Życie bywa wredne.
Resztę dnia spędziłem na łażeniu po lesie. Bo co innego mogłem robić? Nie jestem przydatny...

Nageezi? Co u Cb? Moze twoje opowiadanie bedzie lepsze? XD

poniedziałek, 2 lutego 2015

Od Rosso - CD historii Nageezi

Uśmiechnąłem się mimo woli. Skoro Nageezi zgodziła się zaopiekować szczeniakiem, może była jeszcze dla niej przyszłość. Odwróciłem się w stronę malca.
- Hej, mały - uśmiechnąłem się szerzej. - Jestem Rosso. Pójdziesz ze mną?
 Patrzył na mnie w milczeniu. W jego oczach błyszczał strach.
- A... - Wydał z siebie cichy pisk.
- Z tego nic nie będzie - usłyszałem z tyłu Ezi.
- Nie martw się, to jest ciocia Nageezi. Jest dobra - kontynuowałem. Prychnięcie z tyłu miało jasny przekaz. - A ja wujek Rosso. Chodź ze mną...
 Szczenię wkońcu ruszyło ku mnie, choć powoli. Odwróciłem się do swojej nory i zrezygnowałem... To nie jest dobry pomysł...
- Możesz go zabrać do siebie?

Nageezi? Krótko, ale w ogóle jest :)

sobota, 31 stycznia 2015

Od Rosso

 Wstałem wyjątkowo wcześnie tego ranka (to ma sens :/). Nie wiedziałem co, ale coś przykuło moją uwagę. Nie obudziłem się sam z siebie. Początkowo trochę się pokręciłem, potem jednak dźwięk się powtórzył. Cichy jęk... Tak, choć po otworzeniu oczu nie miałem o tym pojęcia, teraz już wiedziałem, że to to mnie wyrwało ze snu. Podniosłem się więc. Ostrożnie, by nie obudzić też reszty mojego rodzeństwa. Skierowałem się do wyjścia. Znowu usłychałem ten sam odgłos. Podążałem za nim. Znalazłem się już przy wyjściu, kiedy w krzakach naprzeciw niego pojawił się jakiś kształt. Razem z jękiem, poruszył się. Zdziwiło mnie to zjawisko. Przykucnąłem, by się mu lepiej przyjrzeć. Stąd jednak ciężko było coś dojrzeć, się więc przybliżyłem. Powoli. Już po chwili zobaczyłem, czym jest kształt. Był to szczeniak. Mały, uroczy szczeniak. Cicho pojękiwał co chwila. Westchnąłem. Byłem już prawie dorosły, więc mogłem coś zdziałać bez budzenia reszty. Po cichu wyszedłem z nory, podchodząc do malca. Tu i teraz nie był bezpieczny. Spojrzał na mnie z przestrachem, ale nic nie zrobił.
- Nie bój się - odezwałem się do niego powoli.
 Nagle coś trzasnęło nieopodal. Skuliłem się odruchowo, zerkając w tamtym kierunku. Nie pocieszyło to malca. Wyprostowałem się.
 "Rosso!", skarciłem się. "Musisz chociaż udawać opanowanego! Ten szczeniak musi ci zaufać!".
- Choć, to tylko jakaś sarna. Dziś przenocujesz u nas.
- Wypraszam sobie! - Usłyszałem znad siebie. - Sarna?
Obejrzałem się. Na wejściu do nory stała Nageezi.
- Co tam masz? - Spytała podejrzliwie.

Nageezi? Co tu robisz i co Ciebie to interesuje? :P