Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green Day. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Green Day. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lutego 2016

Green Day nie żyje!

Tym razem zginęła Green Day, zostawiając przy tym swojego partnera...
 


Imię:  Green Day
Płeć: Suczka 
Wiek: 5 lat
Rasa:  Owczarek Australijski
Głos:  Within Temptation 
Stanowisko: Strateg Wojenny
Partner: Alex <3
Młode: Devo, Horizon, Heaven, Roxolanne, Hunter ♱ oraz przybrany Rafaello.
Rodzina: Spoza sfory Mama-  Madame Rosalie Cassandra Isabelle II, Tata - Fall, Brat - Dravco.
W sforze również dorobiła się rodziny. Ukochanego Alex'a i czwórki ślicznych dzieci. 
Urodziny:14 dzień wiosny
Sektor: Z początku spodobała jej się nazwa  Fallendeer. Być może dlatego, że ta nazwa kojarzyła jej się z dawnym życiem ale biorąc pod uwagę gorący klimat tych terenów, a jej zamiłowania do zimna zdecydowała się wybrać między Avendeer, a Navydeer. Drogą losowania zamieszkała w Avendeer. 
Cechy: Jest bardzo pewna siebie, czasem bezczelna. Zawsze mówi co myśli na dany temat i nic jej nie powstrzyma; szczera do bólu. Niezbyt delikatna, często rani tych, z którymi rozmawia, ponieważ nie potrafi wyczuć granicy - z tego powodu mało kto ją lubi, za to ona lubi każdego. Nie da się urazić Day słowami, dlatego ona lubi prawie każdego, gdyż nie przejmuje się tym, co inni mówią. Wielokrotnie słyszała, że jest zadowoloną z siebie egoistką, która uważa, że świat należy do niej. Coś w tym jest. Jest samolubna i nie boi się do tego przyznać, ale stara się znaleść w sobie trochę altruizmu.
Nie rozumie miłości, co nie znaczy, że nie chciałaby się zakochać. Green nie jest typem romantyczki, zauroczonej wyobrażeniami o miłości. Bardzo trudno do niej dotrzeć i ją zrozumieć, jej szczerość wielu zniechęca. Na pytanie o partnerstwo wielu odpowiedziała "nie, bo cię nie kocham" i nie widziała w tym nic dziwnego, chociaż bardzo ich krzywdziła i łamała im serca. Dominująca, ma silny charakter i niełatwo ją załamać.
Chłopczyca. Włazi na drzewa i nie zachowuje się jak typowa suczka. Ubrudzenie całej sierści to dla niej powód do radości. Wyrachowana optymistka. Każdego dnia chodzi z uśmiechem na pysku, rzadko zachowuje powagę, ale w ważnych sytuacjach może jej się to udać. Potrafi nawijać non stop na przeróżne tematy. Chcesz porozmawiać o niesprawiedliwych sarnach, które nie dają się złapać i nie możesz zdobyć śniadania dla siebie? Idź do Green. Nie ma szans na zobaczenie łez w jej oczach. Nawet jeśli Day jest smutna, potrafi dobrze to ukryć i nikt się nie domyśli, co czuje naprawdę. Raczej nie jest naiwna, trudno rozkochać ją w sobie i zwieść. Pomimo wyżej wymienionych cech suczka jest bardzo samotna i potrzebuje przyjaciół oraz miłości, czego nie potrafi zauważyć. Mało kto zwraca się do niej o pomoc, a ona tak chętnie by jej udzieliła. Jest dobrą słuchaczką, ale każdy, nawet ona sama, twierdzi, że jest inaczej. Nie żali się nikomu, chyba, że ma naprawdę duży problem i zaufaną osobę. Zdarza się, że zaprzecza swoim cechom.
Historia:W dużym skrócie: Była sobie Green Day, jest sobie Green i będzie też Day. 
A tak bardziej dokładnie... Urodziła się jako chwila.. Prawda jest taka, że Green nie pamięta jak miała przedtem na imię.  Jej przodkowie posiadali długie imiona, którymi posługiwali się na co dzień; byli dobrze wychowani i nigdy nie używali zdawkowych odpowiedzi takich jak "tak" czy "nie". Mama Day również taka była, ale nie chciała połączyć się z młodym Alfą innego rodu. Wybrała Fall'a, psa z ulicy. Szczerze go pokochała, z czego rodzina nie była zadowolona. Wspólnie opuścili tereny rodzinne i żyli zupełnie gdzie indziej. Madame Rosalie Cassandra Isabelle II zaszła w ciążę, ale zanim urodziła, rodzina ją znalazła. Chcieli mieć ją z powrotem przy sobie. Fall, który zawsze był jej wierny, poszedł z nią.
Szczeniaki urodziły się następnego dnia po dotarciu na miejsce. Urodziło się troje maluszków, ale tylko jedno dostało wyuzdane imię. Pechowo trafiło na małą Green. Od urodzenia wpajano jej dobre maniery, których nie umiała się nauczyć. Karcono ją za włażenie na drzewa i chowanie się w krzakach. Nie pozwalano jej się zbliżać do wody, przez co do dziś się jej boi.
Takie życie jej nie odpowiadało. Jako młoda dorosła uciekła stamtąd bez pytania, co również wywołało gniew wśród członków rodziny, jednakże nie próbowali jej szukać. Zostawiła im kartkę z napisem:
"Od zawsze byłam posłuszna Waszym zasadom. Kończę z tym. Day".
Było to trochę przekłamane, ponieważ rzadko była posłuszna swej rodzinie, ale nie przejęła się tym. Nawet nie poznali, że to ona, bo nigdy nie używali skrótów i tego samego oczekiwali od innych. Suczka trafiła na ulice dużego miasta, w którym błąkało się wiele bezpańskich psów. Była to niebezpieczna okolica, w której konflikty rozwiązywało się za pomocą walk na śmierć i życie, choćby o kawałek mięsa leżący przy śmietniku.
Suczka była przybita. Załamało ją to, jak nisko upadła. Gdy tyko większy od niej pies stanął jej na drodze, musiała oddawać wszystko, co miała. Pewnego razu postanowiła się zbuntować. Życie na tej ulicy wyrobiło w niej silny charakter. Stała się dominująca, nie poddawała się. Kiedy powaliła jednego ze swoich przeciwników, a potem zabiła na oczach kilkunastu mieszkańców ulicy, zdobyła ich szacunek. Zyskała miano "Tej, co zabiła Cartera". Wtedy kilka psów zaczęło się w niej podkochiwać. Suczka zawsze mówiła, co myśli, więc dzięki temu nazywano ją również "Łamaczką serc". Stopniowo stawała się coraz bardziej egoistyczna, ze względu na popularność.
Pewnego dnia musiała uciec. Ludzie zaczęli wyłapywać psy mieszkając w tym miejscu. Zwiała przy najbliższej okazji, nie oglądając się za siebie. W ten sposób utraciła to, co miała.
Wędrowała dalej, ale nigdzie nie spodobało jej się tak bardzo, jak na Northern Street (tak nazywała się tamta ulica, ale dopiero po jej opuszczaniu się o tym dowiedziała). Pewnego dnia spotkała suczkę o imieniu Nageezi, która zaprosiła ją do sfory. Zgodziła się zostać. Poznała tu Alex'a. Swojego sąsiada, a między nimi z czasem zaczęło się coś tworzyć. Dziś mają piątkę ślicznych szczeniąt, z czego ostatni zaadoptowany. Jest szczęśliwa, a jej poprzedni charakter zanika.
Nick na howrse.pl i/lub mail: wercia1002

wtorek, 16 lutego 2016

Od Greenie - Jak zginęłam

Jako, że jestem strategiem, właśnie pożegnałam się z Another i szłam w kierunku domu, gdy przed łapami przesunęło mi się coś ciemnego, i długiego. Zaczęłam się rozglądać i stwierdziłam, że to 'coś' już sobie poszło. Już chciałam odetchnąć z ulgą, gdy z pobliskich krzaków wysunęła się pokryta zygzakami żmija. Odskoczyłam jak poparzona, łapą przetrącając jej głowę. Chyba ją zabiłam. Spojrzałam na martwe zwierze i westchnęłam. Poszłam dalej. Z głową uniesioną wysoko truchtałam w stronę domu mojego syna chwytając w sierść wiatr, a w pysku niosąc koszyk z jedzeniem. Nieważne jaki jest. Ważne, że jest moim dzieckiem, które kocham tak, jak całą piątkę.
- Uważaj! - usłyszałam przed sobą krzyk i szybko się zatrzymałam. Patrzyłam jak wryta na Futurę stojącą przede mną.
- Co? - uniosłam brew. Nie ukrywam, że nie przepadam za nią od czasu gdy wyszła sprawa z Alex'em.
- Ja.. Szłam do miasta i...
- Nieważne. - syknęłam jakby nieobecna. - Nie plątaj się pod nogami. Jeszcze Ci się coś stanie. - ucięłam i zrobiłam kilka kroków w przód.
Wróciłam do truchtu.
- Alex! - krzyknęłam nagle gdy ktoś wbiegł prosto na mnie.
- Greenie? - zapytał zdziwiony.
Zmierzyłam go od razu wzrokiem. Przeleciałam od góry do dołu i z powrotem.
- Co robisz? - zapytałam zaciekawiona uśmiechając się.
- Idę do lekarzy.
- Przed chwilą widziałam dwie żmije. Jedną bez nóg, a drugą - Futurę. Nie idziesz do niej? - zmrużyłam oczy.
- Żartujesz? Tylko Ty.- mruknął przytulając mnie. Roześmiałam się i wtuliłam w jego futro.
- Założyłaś obrożę. - zauważył. Z reguły faceci nie zauważają nic. Alex nie zwróciłby nawet uwagi gdybym przefarbowała się na czarno, a jednak.
- Niewygodna jest. To fakt, ale nie jestem singielką. - szepnęłam mu do ucha.
- Mam operację. Powinienem już dawno być na miejscu. - jęknął
- No to biegnij. - pocałowałam go w policzek i pomachałam łapą na pożegnanie. Ufałam mu. Nie ufałam tej idi.. tfu! Futurze. Podniosłam z ziemi koszyk. Za jakieś pięć minut powinnam być w jaskini Horizona.

- Witaj, choruszku! - krzyknęłam melodyjnie wchodząc do środka. Rozejrzałam się po wiatrołapie i salonie. Czysto. Po akcji z wilkami Rise był za słaby, aby robić imprezy. Chociaż jeden plus.
Zawołałam jeszcze raz, ale odpowiedziała mi głucha cisza. Spacerując po korytarzu wpadłam na pomysł. Rise był spontaniczny. To prawda. Ale dzisiaj na pewno kogoś powiadomił o miejscu swojego pobytu. Podeszłam do lodówki na której widniała kartka:


Jesteśmy w Pyskowicach.
~~~ Rise i Mizu


Kąciki moich ust nieświadomie podniosły się ku górze. Rise właśnie tam miał podarować waderze naszyjnik. Zapomniałam, że to miało być akurat dzisiaj. Odłożyłam koszyk na stół. Dla zasady uniosłam na chwilę serwetkę patrząc na prowiant. Kątem oka zauważyłam coś leżącego na podłodze. Był to ten sam naszyjnik, jaki miał wylądować na szyi Mizu. Otworzyłam szerzej oczy. Na pewno wypadł gdy wychodzili!
Nie mogłam dopuścić do tego, żeby coś nie wyszło. Bardzo im dopinguję. Może w końcu mój syn się ustatkuje? 
Chwyciłam pospiesznie wisiorek w zęby i wsadziłam do sakiewki. Jak chart wypadłam z jaskini i skierowałam się w kierunku miasteczka. Z niewiarygodnym świstem biegłam przez knieje. W końcu ujrzałam panoramę miasta stojąc na pobliskim wzgórzu. Moje piwne oczy skierowały wzrok na dwa psy idące wzdłuż chodnika. Uśmiechnęłam się przechylając głowę. Jeszcze nie tak dawno miałam przy sobie cztery małe, puchate kulki. Później pięcioro zbuntowanych nastolatków. Teraz są już dorośli. Wszyscy poszli w inne strony. Mamy wojownika, okulistę, psychologa.. 
Bring zaczął dziwnie rozglądać się na wszystkie strony. Teraz moja kolej. Zbiegłam na dół po stromej górce i z rozpędem udałam się do dwójki. 
- Mama? - mój syn uniósł jedną brew. 
- Myślę, że to może Ci się przydać. - oznajmiłam podając mu sakiewkę. 
Potrząsnął nią i z odetchnął z ulgą. 
- Dzięki. - szepnął. 
Mrugnęłam pojednawczo i cofnęłam się o kilka kroków. Złoty łańcuszek zabłysnął na jasnej, delikatnej szyi wilczycy. Po moim sercu rozlało się przyjemne ciepło. 
Wtem 'para' wkroczyła na ulicę. Błogą ciszę przerwał ryk pojazdu wyjeżdżającego z piskiem opon zza zakrętu. Czas momentalnie zatrzymał się. 
- HORIZON! - krzyknęłam błagalnie. patrząc na całą sytuację zdezorientowana. W ułamku sekundy wbiegłam na asfalt odpychając psa na bok lądując po kołem doudge'a, który natychmiast odjechał. Straciłam oddech. Próbowałam wstać - bez skutku. Zaczęłam kaszleć krwią.
- Mamo! - krzyknął mój syn. 
Przed oczami pojawiła mi się mgła. Poczułam jak ktoś mnie obejmuje. Potem nie czułam już nic. Nawet bólu. 

'Znalazłam spokój, znalazłam miłość w radości. Światło pośród mroku i wytchnienie w biegu'

Koniec... ? 



niedziela, 4 października 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

- Obiad na stole! - po przytulnej jaskini rozległ się ciepły głos Greenie. Alex przytulił swojego syna i razem udali się do salonu. Na stole już leżały porozkładane porcje ciepłych łososi. Roxolanne, która pomagała mamie przy obiedzie z dumą zacierała łapki. Heaven, która tylko przypatrywała się ich pracy również była zadowolona. W końcu wszyscy zasiedli przy stole. Greenie przerwała jedzenie i popatrzyła na swoją rodzinę. Dlaczego wszystkie pieski sięgały już do stołu? Kiedy oni wszyscy tak wyrośli? Horizon już zdawał jej się dorosły.. Potrząsnęła szybko głową. Jej dzieci niedługo opuszczą ten dom.. Jeśli to zrobią, to jaki
jaką suczka ma pewność, że nic im nie grozi? Mimo tego, Aussie postanowiła dobrze spożytkować pozostały czas.
- Hmm, mam pomysł. - przerwała w jedzeniu. Doszła do wniosku, że jej dzieci jeszcze nigdy nie były na polowaniu! - Jutro jest niedziela. Wolne od szkoły. Zamiast zabaw, zrobimy coś pożytecznego. - młodzi dorośli słuchali z zaciekawieniem. Czy na prawdę będzie to takie ciekawe?..  Ich mama kontynuowała.  - Wybierzmy się na polowanie, zobaczymy czego nauczyliście się w szkole. Zrobimy sobie taką wycieczkę "survival". Będziemy strzelać z łuku, robić sztylety, żeby było ciekawiej. A Rafaello, pokażę gdzie zdobyć pożywienie. Jeszcze na pewno coś się wymyśli. Co wy na to? - zakończyła. Szczeniakom pomysł się spodobał. Jeszcze nigdy nie polowały z rodzicami. Alex też nie był temu przeciwny. Gdy wszyscy zjedli, zaczęli szykować się na jutro. Najbardziej podekscytowani byli chłopacy. Od razu chcieli upolować dzika, lub... wilka!
-Ja SAM upoluję największego! - krzyknął Devo. Szybko się wyprostował i powiedział niższym głosem. - Znaczy.. Być może.

Alex? Przepraszam za długość. Piszę z telefonu.

piątek, 2 października 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Greenie uśmiechnęła się szczerze i pocałowała psa.
-Wiem, ja też nie chcę, żeby dorastały. - wypowiedziała, tak jakby czytała psu w myślach co było mało prawdopodobne, ale też nie dało się ukryć tego, że suczka zna swojego partnera na pamięć.
- Heh.. Pamiętasz ich pierwszy dzień w szkole? Już wtedy dwóch nauczycieli zastrzegło się, że nie będzie długo znosić Devo i od razu będzie dostawał uwagi. - zaśmiał się pies.
- Hihi.. Jakby to było wczoraj, a to już prawie rok temu się urodziły! - nagle zmieniła temat. - Co powiesz na wycieczkę? Ja mam wolne, ty też.. ? - spojrzała na psa podejrzanie
- Bardzo chętnie. - Alex na chwilę się zawahał. Przecież jeszcze chwilkę temu chciał zamknąć ukochaną w pokoju! - Mianowicie co proponujesz? - zapytał świadom odpowiedzi.
- Park, Grrreckiego, Zielonego, D..nia! - Greenie zaakcentowała wyraźnie. Pies pocałował ją w czoło.
- Chodźmy. -przemówił czule i objął partnerkę "w pasie" ( Cii! Da się! )

W parku Alex zachowywał się co najmniej dziwnie. Co prawda TAK byli razem i TAK zajmował się Greenie ( jakkolwiek to brzmi ), ale wszędzie widział to jakiś szary ogon przemykający między drzewami, to jaskrawe oczy skryte w ciemności lub obnażone, białe kły, gdzie tak na prawdę nigdzie ich nie było!  Greenie widząc miny i błądzący wszędzie wzrok bordera, który nie był skupiony na niej (!) przerwała.
- Co się dzieje? - zapytała czule z nutą obawy w jej mądrych, piwnych oczach.

Alex? Przepraszam za długość, bateria mi w telefonie siada D:

sobota, 19 września 2015

od Green Day C.D. historii Alex'a

Trójka przyjaciół weszła do oazy dolnej. Było do niej najbliżej. Zmęczona suczka prawie upadła przed wejściem, ale Alex z Gerisem szybko ją przytrzymali. Cała trójka zaczęła łapczywie chłeptać wodę. Gorące temperatury zawsze wysuszają gardło.. Siedząc w cieniu Greenie wtuliła się w swojego ukochanego.
 - Pamiętasz jak tu trafiłaś? Co się w ogóle stało? - zapytał podejrzliwie beta.
- No więc.. - suczka zamyśliła się. - Cały czas biegłam przed siebie.. Miałam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Wtedy się zatrzymałam. Słyszałam jego szorstki głos. Zaśmiał się pogardliwie i wtedy poczułam naftę. Potraktował mnie eterem. Próbowałam wstrzymać oddech, ale zaczął mnie dusić. Obudziłam się już na piasku. -zakończyła.
- Czy coś cię bolało? Może czułaś się dziwnie?- Geris chyba wczuł się w rolę dziennikarza NY pisma.
- Nie wiem ile czasu jest się pod wpływem eteru, ale gdy się obudziłam..
- Jeszcze byłaś. - dokończył zamyślony Alex.
- Tak, w dodatku bolał mnie mocno brzuch i kręciło mi się w głowie. - Greenie dała medykom. Do myślenia. Spojrzeli po sobie. Zdawało się, że porozumiewają się bez słów.
-Geris, chyba nie sądzisz,że... -pierwszy odezwał się Alex z grobową miną. Beta pokiwał wolno łbem na znak, że tak. Partner suczki zaśmiał się niepewnie. - NIE. Nie wskazuje na to nic. W końcu.. To.. bardzo pewne.
- przykro mi. - beta położył po sobie uszy.
-O co Wam chodzi? - Greenie żądna wiedzy koniecznie chciała wiedzieć o czym rozmawiają dwa Collie.

Alex? Wymyślisz coś? Bo ja na prawdę nie wiem.. Palnęłam coś na szybko i jeszcze telefonem.. masz pełną zgodę na ciąg dalszy tylko jej nie zabijaj xd. 

piątek, 18 września 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a




*********************
Kolejny dzień w życiu suczki niczym nie wskazywał na to, że będzie nieudany bądź niebezpieczny. Greenie pracowała do późna dwojąc się i trojąc aby opracować idealny plan. Mimo tego wstała dość wcześnie. Wszyscy wspólnie zjedli śniadanie. Szczeniaki nie poszły do szkoły. Miały jakiś czas wolne, a z powodu pożaru tam powstałego ich mama nie chciała już nigdy puścić ich w to niebezpieczne miejsce. Dzisiaj miały razem z ich mamą odwiedzić bety. Tacie nie wolno było przeszkadzać w pracy, a przecież, gdzie Another i Geris,tam ich szczeniaki! Devo przyjaźnił się przecież z Easy, Roxolanne z Nigerem.. Tak, to będzie z pewnością najlepsze miejsce.

- Hej, Day! - Another z uśmiechem przywitała Greenie wraz z jej szczeniętami.
- Witaj, Day! - ona również uśmiechnęła się. - słuchaj, mam prośbę.. Alex poszedł już do pracy, a zapomniał ziół które wczoraj robił.. Musiałabym mu jej jakoś dostarczyć, a boję się iść z maluchami. Czy..- Aussie nie zdążyła dokończyć. Za słowa którymi Another z uśmiechem przeszkodziła suczce, Green miała ochotę ją uściskać. Suczka zawsze była taka wyrozumiała!
-Jasne, leć! Zostanę z nimi.
- Dzięki.- Greenie poruszyła pyskiem właśnie jakby wypowiedziała to słowo, chociaż tak na prawdę milczała. Mina retriverki mówiła sama za siebie: " Życzę Ci, aby spadający z Twojego serca kamień, nie urwał Ci niczego po drodze! "
Minęła minuta, może dwie, a Greenie jakby każda chwila była na wagę złota gnała przed siebie z koszykiem w pysku niczym zawodowy chart. Na środku leśnej polany zatrzymała się na chwilę. Miała nieodparte wrażenie, że ktoś ją obserwuje.. Chwila nieuwagi. Popatrzyła przed siebie. Gdyby tylko obejrzała się do tyłu... Ktoś większy od niej podbiegł od tyłu i przyłożył jej do pyska liść nasączony eterem. Suczka starała się walczyć, nie wdychać oparów. Na próżno. Silniejszy przeciwnik zaczął ją dusić zmuszając do oddechu. Zaczęło jej się kręcić we łbie. Zaczęła widzieć przed sobą czarne plamy. Straciła przytomność. Nieznajomy basior zaciągnął ją w stronę lasu.


Obudziła się z potwornym bólem głowy i brzucha. Podniosła się ciężko na przednich łapach. Gdyby nie to, że strasznie była spragniona, narzekała by na bolące miejsca. Rozejrzała się dookoła. Wszędzie piasek. W dodatku niebo, podłoże i wszystko wokół miało kolor ognistej czerwieni. Suczka szybko zaczęła wyszukiwać na mapie w swojej głowie.. Gdzie jest? Olśniło ją.
Pustynia Nicości - zaczęła recytować. - Pustynia Nicości to miejsce zakazane, nikt tam nie może przebywać. Nie ma tam niczego, oprócz ciemno-czerwonego nieba i czarnego piasku. Jest tam ciemno i nigdy nie widać słońca, nie licząc jednego dnia w całym roku. W ten dzień także nie widać słońca, ale widać dziwną kulę światła, która jest rozlazła, przypomina trochę słońce, ale w żadnym wypadku nim nie jest. W ten jeden dzień piasek tam jest czerwony, a niebo pomieszane kolorem szarym i czerwonym. - suczka zaczęła mówić coraz głośniej i z większym impetem.- Co do licha ja tu robię?! 


 Nie wolno nikomu przebywać w tym miejscu. Nikt jej nie znajdzie. Gdzie jest Alex i jej maluchy? Czy nic im nie jest? I dlaczego ktoś ją pozbawił przytomności.. wykorzystał.. i porzucił w środku pustyni z której nie ma wyjścia?! Zaczęła zbierać myśli będąc wciąż pod wpływem naftowego eteru. Kiwała się na boki nie mogąc wstać. Płakała i śmiała się jednocześnie, a zegar tykał..

Alex?Nie mam weny c: ale chociaż długość bez zarzutu xd jako taka :3

wtorek, 15 września 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

- Tak więc taki jest mój plan. - zakończyłam pokazując becie zwoje papieru z dokładnymi wyrysowanymi instrukcjami.
- Jakie mamy szanse na powodzenie? Wydaje się... Bardzo dobry.
- W ten sposób mamy 82% szans na sukces wliczając, że 1/3 wojowników zostanie odesłana do szpitala. Jeśli będą więcej trenować, być może będziemy mieć 90% w tym 2 procenty odjęte, nie można patrzeć na świat wciąż w różowych okularach.
- Bardzo podoba mi się Twój tok rozumowania, Green Day.
- Tu masz jeszcze podaną ilość wojowników, szczeniąt i wader oraz ogółem członków tamtej watahy. W szpitalu ogółem też jest ich kilkoro.. Nathan nieźle się spisał. - Dodała suczka pamiętając o obietnicy danej psu. Miała go pochwalić za wykonaną pracę w oczach psów z wyższych sfer.
- Ta wojna trwa zbyt długo. Wszędzie widzę niepokój i strach. Po nocy słychać wycia wilków.. Ale czy jesteśmy gotowi na to, aby zaatakować? - zapytała niepewnie Another.
- Z moim planem.. Myślę, że tak. Nie wiem jeszcze jak dokładnie i z której strony mamy wbić się na ich teren, ale Merci niedługo wróci. Ma za zadanie sporządzić całą mapę ich dotychczasowych terenów, nawet to, gdzie kto mieszka. Jedna z wilczyc z naszego stada udała się tam podając za nową członkinię. Odegra kluczową rolę w konflikcie. A tymczasem za pozwoleniem udałabym się do domu. Muszę poczekać na Merci i sporządzić szczegółowy plan aby zwiększyć nasze szanse do 100%
- Oczywiście. Idź. - zezwoliła suczka i pożegnała się z aussie.
Ciąg dalszy dnia Green Day nie różnił się niczym od dnia innej przeciętnej mamy. Po powrocie do domu udała się na polowanie. Alex też miał coś przynieść. Upolowała 5 dość dużych królików. Jednego dla córek, po jednym dla Horizona i Devo, oraz dla siebie i partnera. Dla Rafaello przygotowała na ogniu krokieciki z zieleniny i deser w postaci świeżych truskawek. Wreszcie. nadeszła pora gdy dzieci skończyły lekcje. W dzisiejszych czasach, gdy wszędzie mogą grasować wilki Greenie postanowiła pójść po szczenięta sama. Poszła choć wiedziała, że są bezpieczne. Pewności dodawał jej fakt o którym wiedziała tylko ona i przywódczyni wraz z betami. Stado ma wielu szpiegów pod jej dowództwem którzy informują ją o wszystkim. Byli bezpieczni.


Wieczorem cała rodzina jadła kolację.
- mamo... tato... - Devo zaczął. Powiedział to takim tonem, że rodzice już wiedzieli o co chodzi.
- No daj ten świstek, podpiszę. - Day przewróciła oczyma. Jej syn Dostał kolejną uwagę. Szczeniak posłusznie pokazał kartkę rodzicom.
- Udaje hipopotama na lekcji przetrwania. - Alex przeczytał i omal nie udławił się jedzeniem. Spojrzał z niedowierzaniem na syna. Ten tylko wyparskał uśmiechając się:
-P-przepraszam?

Alex?

sobota, 12 września 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Piosenka, jak to piosenka, wiadomo, że nie trwa wiecznie. Jednak wszyscy chcieli, żeby wiecznie trwała ta chwila. Szczeniaki były szczęśliwe patrząc na ich mamę wtulającą się w tatę i opierającą łebek na jego barku. Z potraw z kolei najbardziej był zadowolony Raffaello jedzący przygotowane specjalnie dla niego szaszłyki z kawałkami sera zawiniętymi w cukinię. Najadł się do syta i to takimi pysznościami! Wszyscy bawili się do późna, śpiewali też mnóstwo piosenek, śmiali się.
- Co za dużo to niezdrowo. - odezwał się nagle Alex patrząc na ziewające szczeniaki.
- No właśnie. Pora spać, kochani. - poparła go Aussie i zrobiła gest głową niejako odsyłając je do pokoju, do spania. Maluchy nie marudziły tak jak zwykle kiedyś, raczej ochoczo podreptały w stronę jaskini.
- Dobranoc mamo, dobranoc tato. - do rodziców podbiegły dziewczynki i przytuliły na dobranoc, to samo zrobił Horizon, Devo i Raffaello.
- Dobranoc. - Tata uśmiechnął się i przytulił pociechy, które w try miga znalazły się przed wejściem do domu.
- Jak myślicie, pogodzili się? - szepnęła Heaven.
- A jak myślisz? Gdyby się nie pogodzili, to nie zrobiliby ogniska i nie siedzieli tak. - przekręcił oczyma Devo.
- Zwłaszcza, że mama miała inspiracje, żeby zrobić dla mnie szaszłyki i robili je razem! - tryumfalnie zakończył Raff.
- Najważniejsze, że zakończyło się na planie C, a nie D! - uśmiechnęło się tajemniczo nakrapiane ciele. - Oooaa! - co do jednego szczenięta były zgodne. Naprawdę chce im się spać!


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Jutro o szóstej muszę być u alfy. - westchnęła Greenie wpatrując się w gasnące języki ognia.
- O 8 zaczyna się moja zmiana w szpitalu. - zawtórował jej ukochany. Na niebie wisiał piękny księżyc w pełni. Słychać się dało wycia wilków. Musieli wejść do środka gasząc ogień. Jeszcze wczoraj spali na dwóch osobnych posłaniach. Alex poszedł jeszcze zobaczyć co u dzieci. Gdy wrócił, jego partnerka spała na łożu, na którym od dłuższego czasu spał on. Jednak to, co przykuło jego odwagę to ta sławna, niewygodna obroża okrążająca jej szyję. Uśmiechnął się jakby sam do siebie i ułożył się obok Aussie. Day odchyliła jeszcze na moment jedną powiekę. Teraz mogła spać spokojnie.

Alex? Wybacz długość, chociaż i tak lepiej niż ostatnio.. ;v zabrakło we(ł)ny na stanie.

piątek, 11 września 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Greenie zaczęła ciężko oddychać nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Do oczu napłynęły jej łzy. Podbiegła szybko do psa i wtuliła się w jego sierść zabierając jednocześnie strzykawkę z jego drżącej łapy i rzucając o podłogę jak najdalej. Alex drżał jeszcze cały.
- Mogę stracić Cię na zawsze, ale nie zniosłabym Twojej śmierci. Ja.. kocham Cię Alex! Najbardziej na świecie! - Aussie nigdy już nie chciała go puścić. Zaczęła go pośpiesznie całować po szyi i w końcu pyszczku. - Masz żyć! Rozumiesz? Dla mnie..! I naszych dzieci. - łzy radości lały się z jej oczu jak dwa górskie potoki. Jej ukochany nie mówił nic. Jeszcze był w omoku. Nie rozumiał dokładnie słów suczki, o czym Green doskonale wiedziała, ale wiedział co się dzieje. Green Day go kocha, a on kocha ją. Gdy dochodził do siebie zatracił się w jej pocałunkach, których tak dawno nie czuł.
- Wracajmy do domu. - odrzekł w końcu czule.
- Nie wiem czy znalazłby się lepszy pomysł. Chodźmy. - Aussie pocałowała Bordera po raz ostatni i spokojnym krokiem udali się do domu.

Alex? :#

czwartek, 10 września 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Suczka poczekała aż pies wyjdzie z gabinetu. Gdy tylko drewniane ciężkie drzwi zatrzasnęły się, Greenie opadła z hukiem na siedzisko i ciężko westchnęła. Do oczu zaczęły napływać jej łzy. Słowa Alex'a doszczętnie ją zniszczyły. Do tej pory zawsze była pewna tego, że kocha psa najbardziej na świecie, jednak teraz, zasiały w niej niepotrzebne wątpliwości.. i strach. Pomyślała, że najlepiej odsunąć się w bok i wszystko skończyć, ale szybko odrzuciła tę myśl. Wciąż go kochała. Nie potrafiłaby tego zrobić. Postanowiła walczyć. O co? Nie była pewna. O sprawiedliwość? O wolność? O pokój? O Alex'a? O dzieci? Nie wiedziała. Pierwszy raz w jej krótkim życiu genialny strateg i wojowniczka bez uczuć, nie miała żadnego planu. Zaczęła płakać.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


W końcu nadszedł upragniony dzień, gdzie po całym domu Greenie miały się rozlec śmiechy i głośne rozmowy połączone z dobrą zabawą. Niebędąca w zbytnim nastroju suczka zorganizowała swoje urodziny, aby rozweselić szczenięta. Grota byłą dość obszerna, żeby pomieścić wszystkie szczenięta i ich rodziców wraz z innymi psami. Śpiewacy zaczęli śpiewać i grać. Choć na chwilę, na ten jeden dzień dało się zapomnieć o dotychczasowej atmosferze i problemach. To był w końcu jej dzień. Piątka rodzeństwa miała jeszcze jeden plan. Chcieli ozdobić mamę. Wszyscy mieli na nią patrzeć, a zwłaszcza tata! Gdy wszyscy czekali już zgromadzeni w okręgu dookoła jedzenia i przekąsek, w progu drzwi pojawiła się Green Day. Niepewnie weszła do środka witając gości. Szczeniaki odwaliły kawał dobrej roboty. Idealnie ułożona sierść zakrywająca blizny i kwiat storczyka za uchem wystarczyły, aby ich mama poczuła się jak księżniczka. Ubłagały ją też, aby założyła obrożę z diamentem od taty, której tak dawno nie miała już na swojej szyi. Zawsze była schowana głęboko w szafce. Gdy tylko stosunki Greenie i Alex'a ochłodziły się, suczka zdjęła ją już na zawsze. Była niewygodna. Wszyscy zabrali się za jedzenie w miłej atmosferze. Chwilę potem zaczęto śpiewać. Najedzone psy zaczęły tańczyć, a szczeniaki- bawić się. Aussie nie to miała jednak w głowie.
- Alex.. - podeszła do psa, ale ten natychmiast chciał odejść. - Dlaczego mnie unikasz? - skrzywiła się jakby do płaczu.
- Chodzisz za mną. - odezwał się obojętnie.
- Musisz mnie wysłuchać. - odpowiedziała żałośnie na zarzuty.
- Nie chcę Cię słuchać,nie obchodzi mnie, co mi chcesz powiedzieć. - te słowa nie zawładnęły suczką.
- Nie? Ale teraz będziesz mnie musiał wysłuchać, czy tego chcesz czy nie. - rzuciła i w jednej chwili weszła na scenę. Wszyscy zamilkli. Zaczęła śpiewać a capella w języku obcym, który pies znał doskonale.Wiedziała, że tylko w taki sposób jej ukochany będzie chciał, lub musiał ją wysłuchać. W tłumaczeniu wyszło mniej więcej tak:
- Wiem, że zawsze potrafię znaleźć dobrą drogę, nie ważne kiedy i gdzie jestem. Musisz wiedzieć, że gra jest skończona. Tak mi przykro. - Szczeniaki zatrzymały się w zabawie i uważnie nastawiły uszu. Nie wiedziały co teraz będzie. Green jednak wiedziała co zrobi Alex. Wszedł na część pomieszczenia służącą za scenę i dołączył do niej:
- Ja tylko chcę być z kimś kto się o mnie zatroszczy. Ochroni mnie i o mnie nie zapomni. Ja tylko chcę realizować swoje sny. Moje szczęście. - spojrzał na nią swoim wężowym wzrokiem. Suczka w ogóle tego nie zauważyła. Chciała swoim wzrokiem przekazać mu zgorszenie, bodajże nienawiść. Znów nie potrafiła. Spojrzała na niego wzrokiem, którego nie kontrolowała. Oczyma w których kiedyś zakochał się Alex. Szczeniaki wyczuwały, że coś w nim drgnęło. Był to bowiem wzrok któremu zawsze ulegał i kochał. Wyraz przygnębienia i smutku, który wyleczyć mógł tylko on.
- Musisz zobaczyć, że jeśli to prawdziwa miłość, to dlaczego odchodzisz? Jeśli to miłość, wszystko będzie prawdą. Weź moje serce, to wszystko co mam. Przyjdź albo odejdź. To Twoja ostatnia szansa. Będę tu czekać. - zakończyła. Goście zaczęli szczekać, jakby klaskać. - Koniec przyjęcia, zamknąć drzwi. - rzuciła szybko schodząc ze sceny. Jeszcze chwila i zacznie płakać. Hej! Oczy! Poczekajcie jeszcze chwilę! Nie rozmazujcie obrazu..Co ona sobie myślała..?
- Ale.. - jęknął Horizon. Maluchy myślały, że wszystko będzie dobrze..
- Żadnego ale. - odpowiedziała jeszcze szybciej. - Nie! I koniec. A teraz czas na Pana. - powiedziała jakby do siebie samej i w pośpiechu wyjęła zza ucha kwiatka udając się do tylniego pokoju zaczęła odpinać obrożę. Na próżno, zacięła się. Zakłopotany border zaczął uspokajać gości.
- Spokojnie, zostańcie. Bawcie Się. Muzyka! Pójdę do niej zobaczyć. - z trudem uśmiechnął się, był jeszcze roztargniony po tym, o czym śpiewał razem z suczką jeszcze chwilę temu. Przyśpieszonym krokiem udał się do pokoju głaszcząć jeszcze w pośpiechu główkę Heaven stojącą ze szczeniętami w pokoju gości i uśmiechając się uspokajająco.

Alex? Napisałabym dalej, ale rozładowuje mi się laptop, więc resztę przekazuję Tobie. ;> ;3

wtorek, 1 września 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

- Alfa załatwia sprawy tych dwóch psów. Nie miały prawa przyjść na nasze terytorium, a zwłaszcza Nas zaatakować. - oznajmił Alex patrząc na Greenie. Widok jej w takim stanie był dla niego nie do przyjęcia. Miała ranę zszytą nawet na pyszczku. Nie wiadomo jak duże blizny pozostaną po tej pamiętnej bitwie. Mogą być duże, a równie dobrze, może je pokryć sierść. Jego piękna trójkolorowa Aussie może do końca życia być oszpecona. Co się stanie, i tak będzie ją kochał, ale jak przyjmie to Ona? Jedyny sposób to czekać.. Ale inna sprawa drążyła dziurę w jego nienagannym umyśle, Suczka dobrze wiedziała co to było i wiedziała też, że border zaraz o to zapyta.
- Greenie.. Jak to.. - dobierał słowa. - Jak to się stało, że byłaś w ciąży? I to, że p-poroniłaś.. - pies zniżył łepek w dół. Nie wiedział czy robi dobrze, że o to pyta, ale jego ciekawość wzięła górę. Nie wierzył w to co się stało i wolał to usłyszeć od ukochanej jeszcze raz. Day uniosła jedną brew z zakłopotaniem. Skąd Alex o tym wie? To miała być jej tajemnica. Aż do grobu. Wtedy.. Przypomniało jej się. Gdy lała się z niej krew i suczka myślała, że umrze. Coś odebrało jej rozum i tak po prostu mu to powiedziała. Możliwa była jeszcze jedna opcja. Mianowicie pies miał to usłyszeć gdy jeszcze sam był w śpiączce. Greenie zaczęły piec oczy, jednak była za twarda na uronienie w tej chwili choć jednej łzy. Pierwszego pytania nie rozumiała w ogóle. Jak to się stało, że była w ciąży? AHA. W myślach miała już opracowany plan. Jak uciec ze szpitala? Prosząc ukochanego o miskę wody. Wybiec z izby, schować się za zdjęciem z układem kości i gdy ten będzie szedł z powrotem wybiec. Gdzie się uda?Tam nie.. Tam też nie.. Tam NA PEWNO nie. Najpierw do Parku Greckiego Zielonego Dnia. Tam jest najbliżej. Jednak Alex zaraz pobiegnie za nią, w takim stanie.. będzie o wiele szybszy i będzie wiedział gdzie pobiegła. Napić się w Parku i po chwili biec w stronę lasku. Ukryć się na polanie u któregoś z psów. Zdołała jednak wydukać tylko kilka cichych słów.
- Bałam się o Ciebie. - wypowiedziała bez żadnego tonu i uczuć. Jej limit łez się wyczerpał. Nie mogła pozwolić sobie na więcej.

Alex?

niedziela, 16 sierpnia 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Greenie pokiwała szybko głową. Najwyraźniej nie o to jej chodziło. Alex przytulił ją mocniej, ale ona go odepchnęła tak, żeby pies zrobił krok do tyłu i znieruchomiała patrząc przed siebie. Pies dopiero odwrócił się na głos warczenia wydobywający się zza niego. Stały tam dwa psy rasy Pitbull z innej sfory.
- UCIEKAJ! - szepnął Alex do ukochanej, jednak ta stała i patrzyła jakby była nieobecna. - Proszę, Greenie. Teraz uciekaj. - znów szepnął żałośnie. Jednak suczka się nie ruszała. Kolejne słowa ukochanego szybko wytrącała z umysłu. Była strategiem. Szybko oszacowała zalety i wady swojego planu. Kiedyś zabiła podobnego psa. Jak on miał..? Carter. Tylko musi.. Skoczyć. Tak, skok był idealny. Żaden z psów nie spodziewałby się, że stojąca jak posąg suczka zrobi niespodziewany atak. Drugi pies skoczył na nią, ale Border przyszedł z ratunkiem i rzucił się na niego. Jeden mocniejszy zacisk szczęk Pitbulla i ktoś może zginąć. Suczka zawahała się. Nie chciała nikogo zabijać. Tu było inaczej. Ktoś chciał zabić ją. Chwila nieuwagi i przeciwnik chwycił ją za gardło. Zaczął zaciskać szczęki z ogromną siłą. Greenie ostatnimi siłami przecięła mu żyłę w górnej części przedniej, lewej łapy. Zaczęła się z niej lać krew.
- Coś Ty mi zrobiła?! - krzyknął pies próbując zatamować krwawienie.
- Przecięłam Ci żyłę. - Day wymawiała po woli słowa trzymając się za krwawiące miejsce. - Tą żyłą przepływa 30 litrów krwi na minutę. Ty masz ich tylko 5. - Po tych słowach pies wykrwawił się, a Green upadła na ziemię. Wokół niej zebrała się krew. Podbiegł Alex ze łzami w oczach.
- Greenie! - krzyknął żałośnie.
- Alex, ja poroniłam. - wyszeptała tylko.
- Wiem. Spokojnie. Zajmę się Tobą. Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnął się wmawiając to sobie i podniósł suczkę. - Ej, Greenie! Nie zasypiaj, tylko nie zasypiaj! - za późno, zasnęła.


Alex zrobił kilka szybkich kroków i z trzciny zrobił prowizoryczną igłę z nicią. Zaszył jej ranę i zatamował krwawienie. Był profesjonalnym lekarzem. Musiało się udać. Przyłożył głowę do piersi Aussie. Jej serce biło. Bardzo wolno i nierówno. Miała za mało krwi. Potrzebny był dawca. Zawył bardzo głośno i podniósł półżywą ukochaną. Do szpitala prowadziła prosta droga. Alex nie poddawał się i gnał co sił w jego biało-czarnych łapach. Wpadł do środka z takim impetem, że o mało nie przewrócił Verony. Podszedł do lodówki z krwią. Złapał odpowiednio oznaczoną i ugrzał. Nie miał wyjścia. Musiało to pomóc. Zabrał słuchawki, żeby posłuchać jej serca, a w tym czasie Beta zaszywał rany Greenie profesjonalnym sprzętem. Cudem było to, że serce Aussie jeszcze biło.

<Alex? Dramat 2 cz. 2 o.e >

czwartek, 13 sierpnia 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Suczka wtuliła się w ciepłą sierść psa. Psa który już nie śnił. On objął ją łapą i przytulił tak, jakby nigdy nie miał puszczać. Całe szczęście, że śpiączka trwała zaledwie kilka dni. Kilka najdłuższych dni w życiu Greenie.

Po szczegółowych badaniach Geris wypuścił Alex'a do domu. Nie na długo, gdyż po tygodniowym urlopie pies wraca z powrotem. Na szczęście tylko do pracy. Piątka szczeniąt wracając ze szkoły pod czujnym nadzorem Green Day zamarła przed wejściem do jaskini gdy zobaczyły tam tatę.
- Tato! Tatusiu! Wróciłeś! - wykrzykiwały skacząc ze szczęścia wokół Bordera. Na drugi plan zeszła ich mama która stała spokojnie w pewnej odległości i machała niedostrzegalnie ogonem. Alex wśród dzieci dostrzegł zarys jej postaci na tle lasu. Przypomniały mu się słowa bety, gdy On jeszcze spał. Jego ukochana najwyraźniej poroniła. W jednej chwili zebrał wszystkie szczeniaki i jeszcze raz czule przytulił po czym wolnym krokiem udał się w kierunku trójkolorowej Aussie. Devo szturchnął pozostałe rodzeństwo i Ci weszli do domu. Green Day właśnie tego się obawiała. Nie chciała, żeby Alex wiedział o jej wypadku. Gdy pies był coraz bliżej, ta cofnęła się minimalnie o dwa kroki i zniżyła łebek patrząc na ziemię.

<Alex? :3 Jak ty piszesz narratorem to ja też xd >

wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

***kilka dni później***

Siedziałam prawie nie przytomna przy ukochanym. Oprócz niego mam jeszcze piątkę naprawdę kochanych dzieci. Myślałam nad ostatnimi dniami patrząc w śpiącą twarz Alex'a. Słowa Gerisa na prawdę utknęły mi w pamięci po tym jak z nerwów zaczął mnie rwać brzuch. Zbadał mnie i powiedział: " Poroniłaś. " Tak po prostu. Geris położył mi na ramieniu łapę i spojrzał. Spojrzenie miał tak wymowne, że wyczytałam z niego całe współczucie jakie chciał mi przekazać. Po chwili wyszedł. Całe moje troski przelałam na leżącego teraz obok mnie, śpiącego być może na zawsze Collie. Szczerze? Miałam gdzieś to, że poroniłam. Myślałam tylko o tym jak przyjmie to Alex, ale postanowiłam zachować ten sekret dla mnie. Na zawsze. Alex spał. Uśmiechnęłam się słabo widząc jak jego zapadnięte boki lekko drżą..
- Alex.. Mój ukochany przyjacielu sąsiedzie.. - zaśmiałam się przypominając sobie stare dobre czasy. - Wariacie. - uśmiechnęłam się po raz ostatni i wybuchnęłam płaczem przytulając się do jego zimnego, ale jak zawsze puszystego futra.
- Oddam wszystko, nawet duszę, żebyś się obudził chociaż na chwilę i na mnie spojrzał. Wtedy mogę umrzeć. - moja rozmowa z psem przypominała w kółko ciągnący się, żałosny monolog. " Odpowiedz mi coś, dlaczego milczysz? " pomyślałam i zasnęłam wtulona w biało-czarną sierść.

<Alex? D: Bw.. :C >

środa, 29 lipca 2015

Od Green Day do Alex'a

- Hej skarbie. - uśmiechnęłam się wchodząc do jaskini medyków.
- Hej. - podszedł i pocałował mnie w policzek.
- Masz dużo pracy? Muszę zostawić z Tobą Heaven i Roxolanne. Chłopcy są u nauczyciela.
- A Ty gdzie idziesz? - zapytał zdziwiony. Nie miałam pracy, bo nie było na razie nic, co mogłabym robić jako jedyny w sforze strateg wojenny. Dostawałam pieniądze za.. nic.
- Muszę.. iść w jedno miejsce. - zaczęłam się tłumaczyć. Alex widział, że coś nie gra, ale uśmiechnął się. Żaden z psów nie nosił nigdy żadnych ubrań. Dzisiaj padało, a ja miałam na sobie płaszcz. Gdy wyszłam, zasłoniłam łepek kapotą. Weszłam w las i odwróciłam się niepewnie patrząc za siebie. W wejściu do groty stał Alex.
- Błagam nie idź za mną, nie idź. - szepnęłam i pobiegłam. Zobaczyłam, że mój ukochany biegnie za mną. Przyspieszyłam. Zgubiłam go.

Alex? :O :3 przepraszam, że nie pisałam  :C

czwartek, 23 lipca 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

- Mmm.. - zamruczałam całując partnera. - Może... Dobranoc. - uśmiechnęłam się.
- Na prawdę? - Alex uniósł "brew"
- Tak. - uśmiechnęłam się. Poszłam zerknąć do maluchów. - Nie sądzisz?..
- Co? - zapytał szybko przysuwając się do mnie.
- ,że powinniśmy zrobić im osobne łoża? Na razie dziewczynki śpią razem, chłopcy też. Nie wiem czy się wysypiają..
- Może? - zapytał zrezygnowany. Chyba nie o to mu chodziło. Zaśmiałam się cicho.
- No dobra.. - uśmiechnęłam się całując psa.


~~~~~~


- Dzień Dobry! - krzyknął wesoło Alex, żeby obudzić szczeniaki na śniadanie.
- Eee.. Co? Już? - zapytał Horizon ocierając oczy.
- Co na śniadanie? - zapytała o wiele bardziej optymistycznie nastawiona Heaven.
- Coś lekkiego. Upieczone ryby. - wyjaśnił tata.
- O! Moje ulubione. - prawie zaśpiewał ze szczęścia Devo.
- No widzisz? - uśmiechnęłam się. - Jest jeszcze coś. - dodałam. Szczeniaki na te słowa usiadły w rządku.
- Co?
- Jutro idziecie do szkoły. A poza tym trzeba wreszcie zorganizować pokazanie szczeniąt..

Alex? Przepraszam, że krótko. Czas mnie goni D: Uciekam mu jakoś. xd

środa, 22 lipca 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Olimpijski spokój. Coś było nie tak.
- Greenie? Wszystko okay? - zapytał mnie ukochany widząc moją minę i nieobecność. 
- Nie wiem. Chyba tak. - uśmiechnęłam się. - ale boję się, że to cisza przed burzą. - odparłam goniąc szczeniaki wzrokiem.
- Nie bój się. - odpowiedział przytulając mnie. Przecież wiedział, że nie pomogą żadne wyjaśnienia. - Jestem tu. - dodał, a mi zrobiło się ciepło na duszy. Odwzajemniłam uśmiech całując go.
- Stop zabawie!! Fuuuj! Patrzcie! - skrzywiła się Roxolanne. Pozostałe szczeniaki patrząc na nas zrobiły to samo. - Fuuuj!
- Pewnie zrozumiem to, kiedy dorosnę. - powiedział Horizon i pobiegły. Z Alex'em zaśmialiśmy się.
- Chyba nigdy nie zapomnę naszego pierwszego spotkania. - zaczęłam.
- Tja. Ja też nie. Biegłem wtedy, nie zauważyłem Cię i wywróciliśmy się tak, że Ty leżałaś na plecach, a ja na Tobie. - zaśmiał się.
- Hah. Powiedziałam wtedy do Ciebie: "Ej! Uważaj! Matka Cię nie uczyła chodzić?!"
- a ja: "Sorry." - wzruszył ramionami. - "Nic Ci nie jest?"
- :"Nie"
- "No to fajnie" - Alex przedrzeźniał samego siebie.
- Odchodziłeś, ale Cię zatrzymałam. Wtedy zapytałam czy jesteś nowy, a Ty: "Nie, wyprany w Perwolu. O co Ci chodzi psychopatko? " - zacytowaliśmy razem śmieją się.
- Niebywałe, że aż tak to pamiętamy. - uśmiechnęłam się patrząc na psa.
- Jakbyś się wtedy czuła, gdyby ktoś do Ciebie podszedł i powiedział: "Ej, Ty! Ten który Cię nazwał psychopatką zostanie Twoim partnerem i ojcem Twoich dzieci! " ?
- Wyśmiałabym go. - skrzywiłam się. - W sumie.. Moglibyśmy mieć lepszy początek.
- Trochę. - odrzekł mój ukochany. Spojrzałam na szczeniaki. Jeden.. dwa..trzy..trzy..
- GDZIE JEST DEVO?!

Alex? wiem, nudne, ale się wyrobię :D

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Wtedy szczeniaczki zaczęły piszczeć.
- Ja też nie. - zaśmiałam się i poszłam do maluchów. Trochę mi było żal, że nie śpię z Alex'em, ale trudno. Dzieci potrzebują mnie bardziej niż ja jego. Położyłam się obok nich, a one się dossały. Powoli zasypiałam, ale nagle obudził mnie szur. Otworzyłam czujnie jedno oko nie podnosząc się z miejsca. To mój kochany Alex. Heh. Dzisiaj śpi obok nas.

~~~~

Obudził mnie zapach, zapach jedzenia. Otworzyłam zaspane oczy i ujrzałam pełno ryb, a obok królik. Uśmiechnęłam się i uważając na szczenięta złapałam leżącą obok kartkę.


" Jestem w pracy, musiałem być wcześniej. Smacznego Greenie. " 

Mój uśmiech jeszcze bardziej się powiększył. Po jedzeniu dopadła mnie nuda. Jakiś czas nie będę się mogła ruszyć. Tylko dzieci, dzieci, dzieci.


Alex? D: Nie mam czasu i weny. Spokojnie, tylko w tym opku :3 

wtorek, 21 lipca 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Chciałam, żeby Alex był blisko mnie. Żeby mnie wspierał i uśmiechał taj, jak to robi zawsze. Jego przy tym nie było. Podobno gdzieś stał i się patrzył. Verona zleciła jednej z pielęgniarek wykonać zastrzyk, jednak nie byłam pewna, czy w ogóle go wykonano. Jaki był poród? Straszny. Czułam się podobnie jak Prometeusz. Jakby ktoś mi coś wyżerał żywcem. ;-; Nie krzyczałam. To nie było w moim stylu. Krzykiem nie potrafię ukoić bólu, więc byłam cicho. Może w jednym momencie zaskomlałam. W końcu gdy zauważyłam, że jedna z pielęgniarek trzyma czwartego szczeniaczka - uśmiechnęłam się. Teraz mogę umrzeć- zasnęłam. Verona najwyraźniej uznała, że nie można mnie budzić i poszła do gabinetu. Gdy otworzyłam zaspane oczy, był już ranek. Nic mnie już nie bolało. Przymnie siedział mój ukochany uśmiechając się. Spojrzałam na brzuch. To nie był kolejny zły sen o porodzie. Przy moim brzuchu leżały cztery małe kulki pijące mleko. Na serio- dziwne uczucie D:, ale nie przeszkadzało mi to. W oddali zobaczyłam na podłodze po szafką coś, co przykuło szczególnie moją uwagę. Mianowicie leżała tam strzykawka z zawartością, którą ta wredna pielęgniarka miała mi wstrzyknąć. Zmrużyłam oczy przypominając sobie ból i już kreując w wyobraźni to, co jej zrobię.
- Moje kochanie. - odezwał się Alex uśmiechając się czule. - Po zastrzyku było dobrze, prawda? - zapytał.
- Tak. - uśmiechnęłam się, bo nie chciałam go w jakikolwiek sposób martwić lub niepokoić. Szczery uśmiech nie wyszedł mi jednak aż tak dobrze..

Alex? 

Green Day urodziła!

Green Day urodziła cztery szczeniaczki! Gratulujemy! :3


DO ADOPCJI
Imię: Devo
Płeć: pies
Wiek: kilka miesięcy
Rasa: Przeważa border collie.
Głos: -
Stanowisko: W przyszłości chce zostać wojownikiem!
Partner: Kiedy będzie dorosły, pewnie będzie szukał swojej miłości. 
Młode: Za młody, a poza tym nie chce! Ile z nimi obowiązków...
Rodzina: 
Matka - Green Day
Ojciec - Alex
Siostry - Roxolanne, Heaven
Brat - Horizon
Urodziny: 7 dzień Jesieni
Sektor: Avendeer 
Cechy: Devo jest... jak każdy szczeniak. Wesoły, lubiący psocić. To co zakazane, wręcz uwielbia. Ciekawski, wtrąca się we wszystko. Bardzo pewny siebie, co dziwne, jak na takiego szczeniaka. Stara się być pierwszym w jedzeniu czy w zabawie. Nie poddaje się, to prawdziwy uparciuch. Nie lubi przegrywać oraz słuchać swoich rodziców. Szczerze, to z nim mają największy problem. 
Historia: Urodził się tutaj. Jego historia dopiero się zaczyna...
Nick na howrse: TY! xD

Imię: Heaven
Płeć: suczka
Wiek: kilka miesięcy
Rasa: Przeważa owczarek australijski.
Głos: -
Stanowisko: Nie pojęcia, kim będzie. Póki co, nie musi się jeszcze zastanawiać.
Partner: Pożyjemy, zobaczymy. Na razie jest na to za młoda.
Młode: Za młoda, a poza tym trzeba wtedy mieć partnera. 
Rodzina: 
Matka - Green Day
Ojciec - Alex
Siostra - Roxolanne
Bracia - Horizon, Devo
Urodziny: 7 dzień Jesieni
Sektor: Avendeer 
Cechy: Co można tu powiedzieć o Heaven? Przede wszystkim, to bardzo towarzyski szczeniak. Lubi opowiadać kawały, bawić się z rodzeństwem. Jak to mała suczka, jest ciekawska i spostrzegawcza. Nie boi się odkrywać nowych miejsc. Miła, kulturalna dla starszych psów. Chętna do poznawania swoich rówieśników. Dobrze wychowana. Dla niej najważniejsze jest to, co masz w środku. Niestety, jest uparta jak osioł. Nie podda się, będzie dążyć do celu, dopóki ktoś nie powie "Wygrałaś". Poważnie podchodzi do swojej przyszłości. Kim będzie? Co będzie robiła? Czy będzie szukać partnera? Cóż, tego sama jeszcze nie wie.... 
Historia: Urodziła się tutaj. Jej historia dopiero się zaczyna...
Nick na howrse: Belliss



Imię: Roxolanne
Płeć: suczka
Wiek: kilka miesięcy
Rasa: Przeważa owczarek australijski.
Stanowisko: Jeszcze nie wie. :3
Partner: za młoda
Młode: wiadomo, że za młoda. ;d
Rodzina: 
Matka - Green Day
Ojciec - Alex
Siostra - Heaven
Bracia - Horizon, Devo
Urodziny: 7 dzień Jesieni
Sektor: Avendeer 
Cechy: Mądra i rozważna jak na swój wiek. Kocha przygody. Rodzina jest dla niej wszystkim. Nieco wstydliwa, ale się wyrobi. 
Historia: Urodziła się tutaj, a jej historia dopiero jest pisana.
Nick na howrse: wercia1002



Imię: Bring The Horizon 
[Horizon]
Płeć: pies
Wiek: kilka miesięcy
Rasa: Przeważa owczarek australijski.
Głos: -
Stanowisko: Jeszcze nie wie.
Partner: za młody
Młode: --||--
Rodzina: 
Matka - Green Day
Ojciec - Alex
Siostry - Heaven, Roxolanne
Brat -  Devo
Urodziny: 7 dzień Jesieni
Sektor: Avendeer 
Cechy: Horizon zawsze jest bardzo uśmiechnięty i radosny. Uwielbia się wygłupiać i bawić.. Jak to dziecko. Potrafi każdego rozśmieszyć i doprowadzić do łez radości. xd Biega tu i tam.. Wszędzie go pełno. Często również bawi się incognito. Jest wszędzie, ale nigdzie go nie ma. B)
Historia: Urodził się tutaj, a jego historia dopiero jest pisana.
Nick na howrse: wercia1002