Seth przytaknął skinieniem głowy.
- Zgadzam się. - Jego ton głosu w ogóle nie był poważny. Starał się rozluźnić atmosferę, która została nieco zagęszczona przez wzmiankę o szczeniakach.
Uśmiechnął się łobuzersko do swojej partnerki.
- Nawet o tym nie myśl. - powiedziała stanowczo Brook. Owczarek poruszył znacząco "brwiami", a wadera popchnęła go zbyt mocno, by było to dla żartu, lecz zbyt lekko, by było na poważnie.
Na jej pysku pojawił się jednak uśmiech.
Seth objął ją jedną łapą i szepnął do ucha:
- Na razie o tym nie myślmy.
- Masz rację. - stwierdziła Brook.
Następne chwile spędzili w ciszy. Setha już od kilku tygodni dręczyła pewna myśl. Od wybuchu pożaru na terenie wrogiej watahy i śmierci Sam Sao nie miała miejsca żadna większa bitwa. Te wszystkie pojedynki jeden na jeden były tylko ciszą przed burzą.
Zbliżało się coś wielkiego. Pies czuł to całym sobą. Coś miało się wydarzyć.
Coś, czego zarówno on, jak i jego partnerka, mogli nie przeżyć.
- Seth? Wszystko w porządku? - usłyszał cichutki szept Brook.
Zmusił się do uśmiechu, który wyszedł jak wyszedł.
- Oczywiście. - odparł.
Brook? Wybacz długość. ;-;
Seth objął ją jedną łapą i szepnął do ucha:
- Na razie o tym nie myślmy.
- Masz rację. - stwierdziła Brook.
Następne chwile spędzili w ciszy. Setha już od kilku tygodni dręczyła pewna myśl. Od wybuchu pożaru na terenie wrogiej watahy i śmierci Sam Sao nie miała miejsca żadna większa bitwa. Te wszystkie pojedynki jeden na jeden były tylko ciszą przed burzą.
Zbliżało się coś wielkiego. Pies czuł to całym sobą. Coś miało się wydarzyć.
Coś, czego zarówno on, jak i jego partnerka, mogli nie przeżyć.
- Seth? Wszystko w porządku? - usłyszał cichutki szept Brook.
Zmusił się do uśmiechu, który wyszedł jak wyszedł.
- Oczywiście. - odparł.
Brook? Wybacz długość. ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz