Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Behemoth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Behemoth. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 grudnia 2014

Od Behemotha - CD historii Arashi

Zmierzył ją uważnym wzrokiem.
- Rozdrapywanie starych ran nie pozwoli im się zagoić - zauważył wylizując futro z krwi zająca. - A jeśli chcesz żyć to musisz zabijać - dodał bez ogródek. Sfora, las to nie ciepły, wygodny dom. Nikt nie podstawi ci miski pod nos, chyba że będziesz umierający i ktoś się nad tobą łaskawie zlituje zostawiając kości. Wstał i rozejrzał się za jakimś źródełkiem by zaspokoić pragnienie. Spojrzał na zamyśloną Arashi i po krótkiej chwili zastanowienia postanowił nie przeszkadzać jej w kontemplacji. Pobiegł przed siebie zadowolony z wydarzeń dzisiejszego poranka - w końcu miał niezłego farta. Najadł się nie wykonując żadnego pościgu, co nie zdarzało się często. Wędrując przez las zauważył spacerującą z gracją suczkę, kluczącą zgrabnie między drzewami. Oczywiście bez zastanowienia postanowił zagadać.

Jakaś dama?

piątek, 28 listopada 2014

Od Behemotha - CD historii Arashi

Uniósł brew zerkając niepewnie to na Arashi, to na martwego zająca. Zawsze wybierał najprostsze drogi, tak i tym razem nie było wyjątku. Porwał zająca z ziemi i podrzucił w górę, łapiąc go w locie i z lubością słuchając dźwięku pękających pod naporem silnych szczęk kostek ofiary. Nie lubił polowań, bo łączyło się to z poszukiwaniami i maratonem jaki trzeba było przebiec za uciekającą zwierzyną. Potem były zapasy, bo nikt nie chce rozstawać się z duszą. Wszystko to wiązało się z wysiłkiem, którego Behemoth nie był zwolennikiem. Teraz miał przed sobą pewne śniadanie, bez pościgu i szamotaniny. Czemu miałby nie skorzystać z okazji? Arashi patrzyła z obrzydzeniem jak pies rozrywa zająca, patrzyła na cykl życia i śmierci nie mogąc go zrozumieć , chociaż sama była drapieżnikiem, który zabijał, by móc żyć. Prawa natury były dla niej czymś brutalnym. Behemoth zbryzgany krwią spojrzał na nią, nie rozumiejąc. Wydawała się być zagubiona w leśnym świecie, tak jak on przed kilkoma laty. Dużo musiał przejść by zrozumieć, że tak naprawdę świat nie jest dobry, że są reguły, zasady, są cykle. I żeby pogodzić się z losem trzeba je zrozumieć.
- Pewnie wolałabyś gotowanego kurczaka? - zaśmiał się, układając się naprzeciw niej. Odwróciła głowę, wodząc ze smutkiem po lesie Nie należała tu, zdawała się być miejskim psem, który źle znosi zmiany. Behemoth miał to "szczęście", że życie go nie oszczędzało, więc mógł z łatwością przystosować się do każdego otoczenia. Spojrzał na Arashi ze współczuciem.
- Wiesz, że nic już nie będzie jak dawniej? Nie wrócisz do tamtego życia. I chociaż wiem, że jest ciężko, spróbuj pokochać las i zrozumieć jego prawa. -

Arashi?

czwartek, 27 listopada 2014

Od Behemotha - CD historii Arashi

- Rozczarowany? - rzuciła naprędce i odwróciła się do niego swoim wydatnym zadem po czym uciekła. Nie, nie odeszła. Uciekła. Tutaj właśnie widać było jak "dużą" wartość stanowi dla niej kultura. Widocznie bała się rozmowy z Behemothem, co tylko utwierdziło go w przekonaniu, że nie warto się nią interesować.
Ruszył przed siebie spoglądając ciekawie na bawiące się na upstrzonej plamami kwiatów łące szczeniaki. Nie miały żadnych problemów, nic nie zawracało ich beztroskich myśli i potrafiły cieszyć się z motyla przelatującego przed nosem. Co więcej - nawet czasem go pogonić, potem będąc dumny z obrony swojego terenu, jakby właśnie owad stanowił to największe zagrożenie. Szczenięta były zawsze powodem pęcznienia uśmiechu na pysku Behemotha, jednak na myśl o własnym potomku wzdrygał się nieprzyjemnie. W nim samym, chociaż nie zdawał sobie z tego sprawy, żyło jeszcze szczenię. Może dlatego tak uciekał przed jakąkolwiek formą odpowiedzialności - dokładnie tak, jak zrobiłyby każdy malec.
***
Gdy nadszedł wieczór postanowił nie pałętać się po lesie w takich ciemnościach i wrócił do domu. Kilka psów już tam było,ale nie obdarzył ich nawet spojrzeniem, zbyt zajęty myślami, co ostatnio zdarzało mu się stosunkowo często. Położył się na wystrzępionym kocu i zwinął w kłębek, patrząc przez chwilę w przestrzeń.
Usłyszał jakieś przeraźliwe zawodzenie, jakby sfora dopadła młodego dzika, a on wyraził swój ból w przedśmiertnym kwiknięciu. Pies zerwał się na równe łapy i rozejrzał. Zadawało mu się, że jest sam, a jednak... to oczywiście Arashi wyła i wykręcała się na posłaniu, jakby dostała skrętu kiszek. Behemoth westchnął i dla świętego spokoju szturchnął ją w bok.
- Czemu się tak drzesz? I kim jest Hiyori? - zapytał, ponownie kładąc się. Suczka, obruszona, co już jednak nie jest nowością, fuknęła kąśliwie:
- Moją przyjaciółką i nic ci do tego - rzekła wyniośle, jakby spodziewała się, że teraz Behemoth zasypie ją pytaniami.
- Aha. - Wyszedł. Przeszedł do innego pokoju, licząc na milsze towarzystwo. Zobaczył tam owczarka niemieckiego i położył się niedaleko.
- Jestem Behemoth -

Vexon? Arashi?

środa, 19 listopada 2014

Od Behemotha - CD historii Arashi

Suczka okazywała zerowe zainteresowanie, a Behemoth szybko się takimi nudził. Nie były interesujace nosiły się wysoko. Pies odprowadził ją wzrokiem pozbawionym żalu i podążył ścieżką przed siebie. Za plecami usłyszał pogardliwie prychnięcie, więc obrócił się z wolna.
Suczka stała jakby oczekując na coś, jakby nie mogła pogodzić się z myślą, że ktoś po prostu stracił zainteresowanie jej osobą. Behemoth spojrzał na nią pytajaco, z wyczekiwaniem.
- Coś nie tak? - zapytał uprzejmie, nie rozumiejąc dlaczego stała się nagle nadąsana.

Arashi?

wtorek, 18 listopada 2014

Od Behemotha - CD historii Arashi

- Arashi. Jakie piękne imię... - Behemoth stanął przed nią z figlarnym uśmiechem, który tak często gościł na jego pysku, kiedy patrzył z błyskiem w oku na suczkę. Nie było takiej, która na dłuższą metę oparłaby się jego naturalnemu, wrodzonemu urokowi. Oblizał się i spojrzał na nią filuternie spod na wpół przymkniętych powiek. 
- Dziękuję - odparła oschle, co wcale go nie zdziwiło. Początkowy dystans i chłód, jakie zazwyczaj okazywały przedstawicielki płci pięknej w stosunku do Behemotha, traktował jako rodzaj wstępnego flirtu. Arashi odsuneła się, wyraźnie zdegustowana, on jednak przysiadł i przyglądał sie jak suczka pije ze strumyka. Miał dziwne wrażenie, że kolejna mucha wpadła w tą sieć.

Arashi?

sobota, 15 listopada 2014

Od Behemotha

Nos jest podstawą. Służy lepiej niż psie ślepia, które zawodzą w wielu sytuacjach. Kiedy na pozór dla oka coś wydaje się bezpieczne, nos zwęszy zagrożenie, a do głowy naraz napływa myśl o zagrożeniu i niejednemu ratuje to skórę.
Siedząc nad potokiem Behemoth z uśmiechem przywołał wspomnienie odległe, a tak dobrze zachowane w pamięci. Jego pierwsze spotkanie z jeżem było tym, w którym nos odgrywał rolę drugoplanową, dlatego też okazało się tak bolesne. Ciekawość wzięła górę nawet nad rozsądkiem, którym zresztą i tak nie kierował się zbyt często w szczenięcych latach. Od tamtej pory zawsze węszył uważnie w powietrzu zanim zbliżył się do Nieznanego i docenił talent nosa, którym obsadzał już ciągle pierwszą rolę. Jako szczeniak, mimo niewątpliwych trudności jakie go spotkały, był jasno myślącym psem, który widział rzeczy takimi, jakie są, nie zastanawiając się nad ich przyczyną. Miasto wiele go nauczyło, stał się ulicznym wygą, którego znał każdy przechodzień.
Zanurzył pysk w wodzie, wypuszczając powoli powietrze i obserwując z zainteresowaniem bąbelki pękające na powierzchni. Były zabawne i intrygujące, ale ich obserwowanie i próba złapania zajęciem nie tyle czasochłonnym co irytującym, bo próby zawsze spełzały na niczym. Behemoth napił się wody ze strumyka i podążył lekkim truchtem w stronę sfory, którą już dobrze znał. Niemniej zdziwił się, kiedy w jego stronę zdążał osobnik, którego przedtem nie widział.

<Ktoś? :3?

niedziela, 19 października 2014

Od Behemoth'a - CD historii Elaine

Szczerze? Cholernie mi się nie chciało. Klapnąłbym sobie na jakąś trawkę, patrząc bezmyślnie w chmurki. Co jak co, ale lenić się to ja kochałem. Perspektywa naginania tylu kilometrów do miasta, bo jakieś suczce zachciało się zobaczyć czy ludzie są dobrzy, czy źli była mało kusząca. 
Spojrzałem na nią z wyrazem utrudzonego życiem i podróżą przez pustynię wędrowca na pysku. Musiałem bronić mojego zdania i dobrej opinii ludzi, więc niechętnie, ale się zgodziłem. Gdybym odmówił zapewne uznałaby rozmowę za zakończoną na swoją korzyść. 
- Dobrze. Jedyny warunek: nie kłap dziobem - ostrzegłem i ruszyłem przodem, mając nadzieję że niepokorna panna weźmie moją uwagę na poważnie, bo nie miałem w tamtej chwili najmniejszej ochoty wysłuchiwać jej narzekań na cały świat. 
Droga zajęła pół dnia, jeżeli nie więcej. Łapy bolały jak diabli, a uszy nie mniej, bo oczywiście damulka miała głęboko i szeroko moje zasady. Całą wędrówkę musiałem wysłuchiwać jej niekończącej się paplaniny. Niech to szlag.
Zawyłem przed drzwiami na zaplecze małej, obskórnej knajpki. Minęła minuta, może dwie, jak w drzwiach ukazała się wielka pyzata twarz właściciela. Powitał mnie z wielką radością, ponieważ byliśmy odwiecznymi kumplami z ulicy. Wystawił trochę żarcia i pogłaskał. 
- Widzisz? Inni też tacy są, zapewniam. Nie mam sił i ochoty dalej cię przekonywać, jak chcesz sobie myśleć, że są źli, to proszę bardzo. Ja znikam - rzekłem znużony i ruszyłem w drogę powrotną. 

Elaine?

Od Behemoth'a - CD historii Elaine

Udawała w pełni opanowaną, ale wychodziło jej to tak, jak mnie przechodzenie obojętnie obok pięknej suczki, czyli zupełnie nie wychodziło. Jej głos drżał, objawiając prawdziwe uczucia, a ja czytałem z niej jak z otwartej księgi; przerzucałem stronice, odkrywając coraz to nowsze gatunki i typy gniewu i wściekłości. Powoli zacząłem się nudzić mądralińską suką, która widocznie w dalszej części nie chciała przyjąć do siebie prawdy o ludziach. Będzie szła w zaparte, chociaż wie, że jej rozumowanie jest niewłaściwe. Będzie brnęła coraz dalej w swoją głupotę.
Zapewne przez jej móżdżek przeleciało parę myśli o zabiciu mojej osoby, wybebeszeniu i przewieszeniu moich szczątek przez gałąź, ku przestrodze, że nie warto z nią zadzierać, z tym, że nie chyba nie wzięła pod uwagę, że nie jestem małym, bezbronnym zwierzątkiem (pewnie tylko nad takimi się znęca, bo dla innych jest za słaba), a psem, większym od niej, mającym tak samo jak ona kły i pazury. 
Już jej pierwsze, baardzo mądre słowa, wprawiły mnie w osłupienie i tylko utwierdziły w fakcie naprzeciw czego stoję. 
- Pogryzłaś ich i masz czelność ich oceniać? Rzuciłaś się na nich z kłami i oczekujesz, że będą dla ciebie dobrzy? Właśnie przez takich jak ty ludzie patrzą na nas przez pryzmat nienawiści, jak na potwory. - Mimo ostrych słów zachowałem spokój ducha. Wcześniej myślałem, że to napuszona panienka; teraz już wiem, że oprócz tego jest jednym z powodów zwady między ludźmi a psami. 
- Nie znasz mnie i mojej historii! - krzyknęła rozjuszona i "do głębi urażona" suka. Prychnąłem wzgardliwie. 
- Choćby nie wiem co ci zrobili - dałaś im do tego widocznie wystarczające powody. Jedyną osobą, którą możesz winić za swoje "okropnie trudne i pełne przykrości życie, w którym zawsze miałaś pod górkę" to ty i twoje ego - patrzyłem na nią z ciekawością, zastanawiając się dlaczego takie psy obwiniają za wszystko cały świat, tylko nie siebie.

Elaine? :3

piątek, 17 października 2014

Od Behemoth'a - CD historii Elaine

Behemoth spojrzał na nią z rozbawieniem. Dokładnie znał taki typ i wiedział jak obchodzić się z damami jej pokroju.
Wiecznie obrażone, wszczynające kłótnię z byle powodu, nadąsane i napuszone jak paw panieneczki, które myślą, że wszystko im wolno, ich słowo jest święte i niepodważalne, a wszyscy inni to ciemne masy, z inteligencją na poziome sporego głazu. Awanturniczki, rzucające "cięte riposty" na prawo i lewo, które najczęściej brzmią jak wyśmienitej jakości żarty - każdy wybucha śmiechem. Egoistki, które żądają, nie dając nic w zamian, wiecznie obrażone z powodów błahych, byleby tylko znalazły jakiś powód, za który mogą udawać wielce urażone.
Niezwykle irytujący typ, ale Behemoth z uśmiechem na pysku podchodził do takich przypadków, niczym wprawny w swym fachu lekarz.
- Nie musisz przepraszać, jednak jeśli chcesz... - zaczął z rozbawieniem brzęczącym w jego głosie niczym delikatna struna. Suczka obróciła się w jego stronę gwałtownie, protestując zaciekle i zalewając go potokiem słów, które w końcu zlały się w jedną całość, a Behemoth przestał słuchać, obserwując jej pysk wykrzywiony w wyrazie złości. To doprawdy zabawne, że kilka wyrazów może wywołać taki gniew. Ale w końcu to awanturniczka, czemu tu się dziwić?
- Wszystko wiesz o ludziach, hm? Negujesz ich, bo są "źli i samolubni"? Bo cię nie doceniają? - powiedział cienkim głosem, przedrzeźniając suczkę i z lubością na pysku patrząc jak czerwieni się, wścieka. - Powiem ci coś i weź to sobie do serca, bo tak samo, jak trzeba leczyć rannych, tak samo trzeba tępić ciemnotę: Nie możesz oceniać grupy na podstawie jednostek. To, że ten jest taki, a tamten siaki, nie znaczy, że wszyscy tacy są. Charaktery są różne, jak różne są sposoby postępowania i toki myślenia; tutaj akurat cieszę się, że nasze są odmienne, bo długo nie wytrzymałbym w skórze patrzącej stereotypowo egoistki, przy tym chyba z niewielkim ilorazem. - Behemoth posłał jej ciepły uśmiech. Przez chwilę zdawało mu się, że rzuci się na niego i wydrapie mu oczy za tak "okropne i fałszywe" zhańbienie jej zacnego wizerunku. Ale nie, znając życie odszczeknie się jakimś suchym tekstem typu " jesteś kretynem do potęgi entej!" albo coś w stylu "jak śmiesz, parszywy śmieciu!" i ucieknie, nie dając mu szansy na odpowiedź i dalszą jakże ciekawą i zabawną (dla niektórych) konwersację. Przeważnie tak robią i myślą, że załatwiły sprawy i dopiekły rozmówcy do głębi duszy. Nawet nie mają pojęcia, jak bardzo się mylą.
Elaine? ;3

poniedziałek, 13 października 2014

Od Behemotha

Sfora psów, żyjąca daleko od miasta, daleko od ludzi, nie znająca ich zwyczajów, nie znająca światła neonów nocą, gwaru rozmów na ulicach, zatrutego spalinami powietrza i gorąca rozgrzanego asfaltu latem. Behemoth pokręcił głową, zastawiając się czy to rzeczywiście on ma braki czy oni. Nawet nie wiedzą jak wiele nie wiedzą o ludziach i miastach. Myślą kompletnie stereotypowo o człowieku; jest zły z natury, zabija bo lubi, wszyscy są tacy sami. 
Ich święte zasady to: nie można się zbliżać, nie można nawiązywać jakiekolwiek kontaktu, jak zobaczysz na horyzoncie - wiej, jak jest za późno na ucieczkę - gryź.
Konflikt gotowy. A kto go tworzy? Psy! Bo nie potrafią zaufać, dawne niesnaski za bardzo zaszły im w skórę i przeszły w genach na szczeniaki, nienawiścią do ludzi uwarunkowane.
Behemoth nawet nie zauważył, że uważnie przypatruje mu się suczka, stojąca kilka metrów dalej. Zatopiony w myślach szedł powoli przed siebie, zupełnie nie zwracając uwagi na świat dookoła. 
- Typ samotnika i myśliciela? - suczka podeszła bliżej zupełnie bezszelestnie i zaskoczyła psa, który poderwał głowę do góry. 
- Że ja? - zapytał zdziwiony, bo w stosunku do suczek był doprawdy duszą towarzystwa. 
- Nie, mówiłam do siebie - odparła sarkastycznie, przechyliwszy głowę.

Jakaś lady? ;D

sobota, 11 października 2014

Od Behemotha - CD historii Chili

Jej długie, zgrabne łapy podążały na przód, śledzone przez jego uważny wzrok. Wyraz "beta" wyrwał go z pewnego rodzaju transu, w jaki zbyt często wpadał widząc piękną suczkę. Potrząsnął łbem i zainteresowany przyspieszył kroku, wyrównując go z tempem Chili.
- Betą? Tutaj? - przechylił głowę, kompletnie nic nie rozumiejąc z słów suczki. Ona zaśmiała się słodko, przypominało to dźwięk jakby rozsypał się sznurek pereł. Behemoth uśmiechnął się, nie zdając sobie sprawy z tak wielkich braków wiedzy jakie posiadał.
- Nigdy nie słyszałeś o psich sforach? - zapytała z delikatnym, kwitnącym uśmiechem, nadal nie zatrzymując się. Biegła truchcikiem, jednak zdawała się unosić nad ziemią. Pies skoczył przed nią długim susem, zmuszając do nagłego zatrzymania. Ich nosy się zatknęły; na pysk Behemotha wpłynął figlarny uśmieszek, jednak Chili chyba nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy. - Co robisz?! - oburzona odsunęła się, po czym dodała ciągle podniesionym głosem: - Mam partnera, Drina! -
Behemoth westchnął ciężko. Najpierw zwodzą, udają święte i niepokalane, a potem takie kwiatki! Mają narzeczonych, mężów, partnerów... Pies przewrócił oczami, wyraźnie zniechęcony.
- Przepraszam, nie wiedziałem. Mogłaś ostrzec wcześniej. -

Chili?

poniedziałek, 29 września 2014

Od Behemotha - CD historii Chili

Na jego pysk wpłynął figlarny uśmiech. Oto właśnie przed nim stała piękna, wy8soka suczka, śmiejąc się uroczo.
- Behemoth, witam - skłonił nisko głowę, po czym spojrzał na nią i mrugnął. Ona zachichotała, na jej delikatne, blade policzki wpłynął szkarłat rumieńców. Podszedł naprzód kilka kroków, nadal z czarującym uśmiechem. - Czy dane mi będzie poznać twe imię, pani? - szepnął. Cieszył się ze spotkania z jakimkolwiek psem, co nie mowa o tak wdzięcznej suczce.
Dla Behemotha wszystkie były aż nadto piękne i wdzięczne.

Chili? Wybacz, że krótko i głupio, ale o 23 nietety nie piszę z sensem :/

niedziela, 28 września 2014

Od Behemotha

Chmury były zawsze śmieszne. Kłębiaste, puszyste i towarzyszące mu na co dzień. Lubił patrzeć w niebo, odchylać głowę do góry i wyobrażać sobie, że jest ptakiem, a wszystkie te przyziemne problemy są daleko od niego, tak daleko, że musiałby lecieć przynajmniej 3 godziny w dół, aby je poczuć. Wyobraźnia to był jego narkotyk.
Kiedy był szczeniakiem marzył o tym, żeby na powrót mieć rodziców i siostrę.
Kiedy miał dwa lata marzył o pełnej misce i kochających ludziach.
Teraz nadal lubił marzyć, zatapiać się w wyobrażeniach i kolorować, ubarwiać szarą, bezdenną masę, jaką była rzeczywistość. Ale różnica polegała na tym, że nie wierzył, iż te marzenia kiedykolwiek się spełnią. Bo nigdy życie nie było dla niego łaskawe, a jedną istotą na której mógł polegać był on sam.
Polana kończyła się łagodnym zboczem pełnym krwawiących maków. Sam ich zapach kojarzył się z czerwienią. Postąpił krok. Potem kilka. Wreszcie zaczął biec, tak szybko, jak tylko mógł, ścigał się z wiatrem czochrającym jego sierść, uciekał w cień przed plamami słońca. Zwolnił, gdy wyrósł przed nim mur drzew. Usłyszał cichy śmiech, obrócił głowę skupiając uwagę na otaczającym go obrazie.
Był czujny, a jednak mimo to nie potrafił zlokalizować źródła dźwięku.

Dokończy ktoś? Może jakieś piękne suczki? Behemoth byłby rad.

Nowy pies w sforze - Behemoth!

Witamy kolejnego nauczyciela myślistwa z ciekawą osobowością!  Miłego uczestnictwa w życiu sfory!

Imię: Behemoth
Płeć: Pies
Wiek: 5 lat
Rasa:
Owczarek Belgijski
Głos: Royal Blood - Little Monster
Stanowisko: Nauczyciel Myślistwa
Partnerka: Ażeby to jedna!
Młode: -
Rodzina: -
Urodziny: 19 dzień zimy
Sektor: Fallender, Stary Dom
Cechy: Chodzi słabo przetartymi przez psie łapy szlakami lojalności i honoru. Odwagą nigdy nie skąpi, chociaż często dla zwykłego szpanerstwa łatwo może napytać sobie biedy. Spada na cztery łapy, zawsze, niezależnie od sytuacji. Umie odgryźć się, ma cięty język i nigdy nie powstrzymuje się prze oznajmieniem tego, co myśli. Nie znosi natręctwa psów, suczki mogą mu się narzucać, co właściwie robią nieprzerwanie z powodu jego nieprzeciętnie przystojnego pyska. Wlepiono mu plakietkę "podrywacza", chociaż nigdy nie myślał o żadnej suczce na poważnie...najczęściej żegnają go słowami "drań", na co on odpowiada swoim czarującym uśmiechem. Ale ma też parę zalet...jest niezwykle lojalny swoim postanowieniom. Oh, czyli tylko jedną zaletę.
Historia: Tak naprawdę urodził się w mieście, na ulicy. Jego historia nie była wyjątkowo smutna, bo bywają gorsze. Matka, Ariel, zginęła pod kołami miesiąc po ich narodzinach, a siostra Needle zmarła z wychłodzenia i głodu. On był bliski końcu, życie gasło w jego oczach. Nikt mu nie pomógł, musiał radzić sobie sam. Początki były trudne, żył w mieście, poznał tego dobre i złe strony. Znał ulice jak własną kieszeń, wiedział, gdzie może zjeść, a skąd ma zabierać łapy za pas. Po 5 latach postanowił coś zmienić, tak dotarł do Sfory Psiego Głosu.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Jules