Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geris. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Gerisa

Po raz pierwszy od kilku lat miałem wolne od pracy. Późnym popołudniem mogłem po prostu wyjść z odzyskanej groty Hospitallo i robić to, co mi się podoba. Udałem się więc na spacer wzdłuż Końskiej Plaży. Zastałem tam Another.
- Cześć. - odezwałem się.
Suczka odwróciła się w moją stronę, a na jej pysku zagościł ciepły uśmiech.
- Hej, Geris. - pocałowała mnie. - Co tutaj robisz?
- A tak po prostu... Spaceruję. - mruknąłem. - A ty? - uniosłem brwi do góry.
- Tak samo. - odparła.
Przez chwilę szliśmy w milczeniu brzegiem morza. Słońce zaczynało już zachodzić.
Wiedziałem, że trzeba w końcu poruszyć pewien temat. Upewniłem się, czy przypadkiem nikogo wokół nas nie ma.
- Another... - zacząłem.
- Tak, Geris? - spytała.
- Wiesz... nie możemy wiecznie zajmować tak wysokiego stanowiska. Nasze szczeniaki są już dorosłe i z tego co widzę powoli zakładają swoje rodziny. Wojna dobiegła do końca, więc byłoby im łatwiej... - odpowiedziałem trochę niepewnym głosem.
- Chyba wiem, do czego zmierzasz. - westchnęła. - Ale ja nadal nie wiem, czy któreś z nich sobie poradzi...
- Another, nasze dzieci są już dorosłe. - podkreśliłem ostatnie słowo. - Kiedy wojna z wilkami się zakończyła, na pewno nie będzie to dla nich tak trudne. Oczywiście, nie uważam, że to proste, ale...
- Rozumiem. - przerwała mi. - Nadszedł ten moment. Musimy wybrać.
Kiwnąłem głową.
- To... jak? Kto według ciebie by się nadawał? - zapytałam.
- Nie chcę wybierać między własnymi dziećmi... - tollerka wbiła wzrok w swoje przednie łapy. - Ale... - głos powoli jej się załamywał.
- ...nie mamy wyboru. - dokończyłem za nią.
- Dokładnie. - uśmiechnęła się słabo. - Myślę, że Freiheit albo Niger. Nie powinnam tego mówić, ale z nich wszystkich to Easy zachowuje się najmniej dojrzale... Nie uważasz?
- Niestety, muszę się z tobą zgodzić. - przyznałem niechętnie.
- Pozostaje Frei lub Niger.
Zastanowiłem się przez dłuższą chwilę. Frei czy Niger... Oboje pokazali, że mogliby przejąć nasze stanowisko. Mimo wszystko moja córka wydawała się bardziej zdecydowana.
- Wcześniej długo nad tym myślałem. - powiedziałem. - Myślę, że Frei powinna zostać Betą.
Another przez chwilę siedziała, wpatrując się w jakiś odległy punkt.
- Tak. - odezwała się po chwili. - Masz rację. Trzeba będzie jej o tym powiedzieć.
- W takim razie chodźmy. - ruszyłem w kierunku Odbicia zimowego. Moja partnerka dotrzymała mi kroku.
***
- Ja? - wymamrotała borderka. - Betą?
- Dokładnie tak. - odrzekłem, starając się, by mój głos zabrzmiał jak najbardziej neutralnie. Zaproponowałem Frei to stanowisko, nie wywierałem na niej presji. Chciałem, by sama zdecydowała, czy chce...
- Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się zgodzić. - zwróciła się do nas poważnym głosem.
- Chcesz tego? - upewniła się Another.
- Tak. Chcę. - wyglądała na tak pewną swojej decyzji, że nie musiałem się więcej pytać. Razem z nią udaliśmy się do Horizona, by mu o tym powiedzieć. Już dzisiaj miałem być jedynie lekarzem, natomiast Frei samicą Beta.
Miałem nadzieję, że ja i Another dobrze zrobiliśmy.

sobota, 5 marca 2016

Od Gerisa - CD historii Yuversethee

  - Były tutaj. - mruknąłem pod nosem, idąc wzdłuż strumyka w lesie. Wyczuciem zapach wilków, który był dość świeży. Musiały pojawić się tutaj niedawno.
  Tego wyjątkowo chłodnego popołudnia musiałem sprawdzić granice Avendeer zamiast Another, która dziś była zajęta. Z tego powodu opuściłem szpital, gdzie pracowałem codziennie. Miałem nadzieję, że pozostali lekarze poradzą sobie z.ilością zadań do wykonania... Liczba rannych zdawała się rosnąć. Bez Alfy mieliśmy dużo mniejsze szanse niż przedtem.
  Westchnąłem cicho. Teraz ja i moja partnerka byliśmy tak jakby przywódcami sfory. To nie miało tak wyglądać. Mieliśmy na jakiś czas zostać Betami i tyle... Niestety, to wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Najpierw odejście Hockey'a z SPG, potem rezygnacja Nageezi z bycia Alfą...
  Poczułem, jak wszystko zwala mi się na głowę. Odkąd jestem na tak wysokim stanowisku, patrzę na świat zupełnie inaczej. Odpowiedzialność, jaka na mnie spadła, oraz ilość obowiązków naprawdę jest bardzo męcząca. Mam Another, ale ona nadal jest bardzo młoda. Już nie mówiąc o naszych szczeniakach.
  Pogrążony w rozmyślaniach szedłem przez las, patrząc przed siebie, lecz nic nie widząc. Nagle coś przebiegło między drzewami i od razu zwróciło moją uwagę. Zatrzymałem się i rozejrzałem dookoła. Nic nie zobaczyłem. Dopiero po chwili nieznane mi stworzenie wyłoniło się z lasu. Na początku myślałem, że to wilk i juz byłem gotowy do walki, ale w porę zorientowałem się, że to pies. A raczej suczka. Mój wzrok już zawodzi i nie mogę na nim polegać. 
  Przyjrzałem się suczce uważniej. Nie należała do sfory, więc skąd się tutaj wzięła...?
  - Kim jesteś? - odezwałem się, mrużąc oczy.
  Charcica nie odpowiedziała od razu. Zastanowiła się przez chwilę, po czym odrzekła:
  - Mam na imię Yuversethee i jestem z hodowli...
  - Geris. - przerwałem jej. Trochę niegrzecznie. Miałem nadzieję, że nie przyjmie tego źle. - Jestem Betą sfory...
  - SFORY?! - wykrzyknęła, a jej oczy błysnęły z nadzieją. - A... mogę dołączyć? - spytała uprzejmie.
  Uśmiechnąłem się lekko. Cieszyłem się, że chce do nas dołączyć. Po chwili jednak poczułem rosnącą gulę w gardle na myśl, że będę musiał uprzedzić ją o tym, że u nas w Sforze nie ma Alfy i od kilku lat trwa wojna. To z pewnością nie zabrzmi zachęcająco.
  - Jasne. Z chęcią cię przyjmiemy. - odparłem.
  - Przyjmiemy? - powtórzyła.
  - Z moją partnerką, Another. - wyjaśniłem. - Yyy... - zaciąłem się na chwilę. - Na razie nie mamy Alfy.
  - Czemu? - spytała zdziwiona. Odkąd ją zobaczyłem, wydawała się nieufna. Tak brzmiały również jej słowa i widać było to w jej oczach. Ale coś mówiło mi, że ona jest w porządku i tak też uważałem.
  - To długa historia... Opowiem ci w drodze do Another. - powiedziałem.
  Zgodziła się. Gdy szliśmy w kierunku Błękitnej Rzeczki, opowiedziałem jej o wszystkim, co powinna wiedzieć.  O rezygnacji Nageezi, o hierarchii i stanowiskach, o terenach... Nie wspomniałem jeszcze tylko o wojnie.
  Kiedy dotarliśmy do mojej jaskini, Another już tam była. Po krótkiej wymianie zdań z Yuversethee zgodziła się przyjąć ją do sfory, po czym znowu gdzieś wyszła. A ja zostałem sam i musiałem poinformować suczkę o walkach z wilkami.
  - Yuversethee... - zacząłem. Spojrzała na mnie, a ja kontynuowałem. - Jest jeszcze jedna sprawa.
  - Mianowicie...? - spytała.
  - Obecnie trwa dość spory konflikt z wilkami. Mamy wojnę z Watahą Braterskiej Krwi. Czy mimo to chcesz do nas dołączyć?

Yuversethee?

wtorek, 4 sierpnia 2015

Another urodziła!

Z niedużym opóźnieniem na świat przyszły szczeniaki Another i Gerisa!

Czarno, Biały, Piesek
Imię: Jej pełne imię brzmi Freiheit, lecz prawie wszyscy mówią do niej Frei.
Płeć: Suczka
Wiek: Kilka tygodni
Rasa: Mieszaniec nova scotia duck tolling retrievera i border collie
Głos: -
Stanowisko: Na razie za młoda, lecz poważnie zastanawia się nad pozycją mordercy.
Partner: Frei nie potrafi kochać. Nie przywiązuje się do nikogo.
Młode: Z jej matczyną miłością może być kiepsko.
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Missisipi, Black Abyss, Easy
° Brat - Niger
Urodziny: 18 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Niezależna. Nie przywiązuje się do nikogo, potrafi radzić sobie sama, bez niczyjej pomocy. Typ buntowniczki. Przytakuje, a mimo to robi swoje. Nienawidzi słuchać rozkazów.
Na codzień pewna siebie. Lubi towarzystwo, lecz dusi się przy zbyt dużej liczbie psów. Potrafi być miła, jeśli się postara. Raz na jakiś czas musi zniknąć i udać się w niedługą, kilkugodzinną podróż. Wówczas nie zostawia żadnych wskazówek, nie chce, by ją odnaleziono.
Często ładuje się tam, gdzie nie trzeba, przez co pakuje się w tarapaty, ponieważ chce, by w jej życiu coś się działo. Nie znosi rutyny, uwielbia adrenalinę. Gotowa zaryzykować życie, by spróbować czegoś ekstremalnego. Najgrzeczniejszą z rodzeństwa to ona raczej nie jest, ma trochę na sumieniu.
Historia: Urodziła się w Sforze Psiego Głosu Forever jako córka Bet - tollerki Another i bordera o imieniu Geris. Wówczas trwała wojna z wrogą watahą wilków. Nie ciągnie jej do władzy, nie chce zostać wybrana na przyszłą zastępczynię. I chociaż często znika, zawsze tutaj wraca i raczej nie odejdzie.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

Imię: Missisipi
Płeć: Suczka
Wiek: Kilka tygodni
Rasa: Mieszaniec nova scotia duck tolling retrievera i border collie
Głos: -
Stanowisko: Chciałaby kiedyś zostać Betą...
Partner: Na razie woli z tym poczekać...
Młode: Nie... Lepiej nie.
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Black Abyss, Easy
° Brat - Niger
Urodziny: 18 dzień jesieni
Sektor: Avendeer
Cechy: Missisipi to twarda i niezależna suczka. Nie pozwala nikomu sobie w kaszę dmuchać. Potrafi podporządkować sobie nawet Freiheit. Dobrze czuje się w roli dowódcy. Stara się wyróżniać na tle rodzeństwa, by kiedyś zostać wybrana na samicę Beta. Ostra, rzadko lituje się nad kimkolwiek. Nie jest zbyt wylewna, nie lubi się zwierzać.
Nie znaczy to jednak, że zawsze trzyma się na uboczu i nie chce z nikim rozmawiać, skądże. Ona potrafi być nawet miła, jeśli tylko chce. Chętnie zawiera nowe znajomości, lecz ma spore problemy z pocieszaniem innych. Przez inne psy często jest postrzegana jako osoba niedelikatna, ponieważ do bycia empatyczną trochę jej brakuje, lecz pracuje nad tym. Jej marzenie o byciu Betą nie jest jedynie dziecięcym marzeniem, wręcz przeciwnie. Dlatego stara się trochę zmienić.
Nieprzewidywalna. Jej próby okazywania sympatii zakłócają kształtowanie trwałego charakteru. Nie zawsze zachowanie Missisipi zależy to od tego, jak zostanie potraktowana. Czasem w trakcie rozmowy daje sprzeczne sygnały.
Historia: Missisipi przyszła na świat tutaj, w Sforze Psiego Głosu Forever. Jest córką Bet, Another i Gerisa, i chciałaby kiedyś zostać samicą Beta. Po jej charakterze trudno domyślić się, że urodziła się w trakcie wojny.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

Szczeniak, Border Collie, Trawa
Imię: Black Abyss
Płeć: Suczka
Wiek: Kilka tygodni
Rasa: Mieszaniec nova scotia duck tolling retrievera i border collie
Głos: -
Stanowisko: Za młoda, zastanawia się nad czymś związanym z medycyną.
Partner: Boi się miłości.
Młode: Nie zapanowałaby nad szczeniakami...
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Missisipi, Easy
° Brat - Niger
Urodziny: 18 dzień jesieni
Cechy: Black Abyss jest przede wszystkim bardzo tajemnicza i skryta. Nigdy nie okazuje po sobie emocji, zawsze zwraca się do innych tym samym tonem. Nie uśmiecha się, nie płacze. Po jej zachowaniu ciężko odczytać, co naprawdę czuje.
Nikomu się nie zwierza. Nie potrafi komuś zaufać i przywiązać się do niego. Nie zna słowa 'miłość' ani jego znaczenia. Strachliwa. Nie lubi ryzyka, preferuje nudę i rutynę. Perfekcjonistka. W jej otoczeniu wszystko musi być idealne.
Wiele psów ma ją za wariatkę. Trudno się temu dziwić... Abyss często mówi do siebie, rozmawia ze sobą, a nawet podśpiewuje sobie coś smutnego.
Typ samotnika, trzyma się z dala od innych.
Historia: Przyszła na świat, kiedy trwała wojna pomiędzy Sforą Psiego Głosu, a Watahą Braterskiej Krwi, co znacznie wpłynęło na jej charakter. Jest córką Bet, Another i Gerisa, lecz mimo to często pozostaje niezauważona. Większość nawet nie wie o jej istnieniu. Black Abyss może by odeszła, lecz boi się tego, co może spotkać ją poza terenami SPG...
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

Piesek, Border Collie, Czerwone, Kwiatki
Imię: Easy
Płeć: Suczka
Wiek: Kilka tygodni
Rasa: Mieszaniec tollera i border collie
Głos: -
Stanowisko: Jeszcze o tym nie myśli.
Partner: Chciałaby się zakochać.
Młode: Może kiedyś... Na razie sama jest młoda.
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Missisipi, Black Abyss
° Brat - Niger
Urodziny: 18 dzień jesieni
Cechy: Z pyska Easy nie znika uśmiech. Jest optymistką, która potrafi cieszyć się każdym dniem i we wszystkich znaleźć pozytywną stronę. Wesoła i przyjacielska. Bardzo chętnie zawiera nowe znajomości, jest miła dla każdego, nawet dla tych, którzy nie okazują jej sympatii.
Zawsze chętna do pomocy, nie odpuszcza, dopóki nie znajdzie rozwiązania. Niestety, pomimo tylu pozytywnych cech nie nadałaby się na Betę, gdyż jej optymizm przeszedł granice głupoty i naiwności. Łatwo ją wykorzystać, ponieważ potrafi zaufać każdej osobie.
Historia: Easy urodziła się w SPG Forever jako córka Bet, Another i Gerisa. W tym czasie trwała wojna z Watahą Braterskiej Krwi, lecz po niej nie widać niczego, co mogłoby ją z tego powodu zmienić. Ma zamiar tutaj zostać.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15


Imię: Niger
Płeć: Pies
Wiek: Kilka tygodni
Rasa: Mieszaniec tollera i border collie
Głos: -
Stanowisko: Ma jeszcze duuuuużo czasu.
Partner: Pożyjemy, zobaczymy.
Młode: Chyba jakiś żart...
Rodzina:
° Matka - Another
° Ojciec - Geris
° Siostry - Freiheit, Missisipi, Black Abyss, Easy
Urodziny: 18 dzień jesieni
Cechy: Ironiczny i sarkastyczny szczeniak, który nie boi się mówić tego, co myśli. Prawie zawsze wali prosto z mostu to, co ma do powiedzenia, nie licząc się z konsekwencjami. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Niger potrafi wyczuć, kiedy jego słowa mogą być niestosowne do sytuacji. To mądry i inteligentny pies, który łatwo się uczy, chętnie poszerza swoją wiedzę na różne tematy.
Dla suczek jest miły i uprzejmy, lecz tylko przy dobrze mu znanych jest w pełni sobą. Jednak nie przy każdym psie umie zapanować nad swoimi emocjami. Bywa, że rozpoczyna walkę, gdy ktoś go naprawdę zirytuje, lecz zazwyczaj stara się zapanować nad sobą. Nie jest tchórzem, nigdy nie bije suczek.
Raczej nie zależy mu na władzy, lecz od biedy mógłby poradzić sobie na wysokim stanowisku.
Historia: Przyszedł na świat w czasie wojny jako syn Another i Gerisa - pary Beta w Sforze Psiego Głosu.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Violet15

środa, 29 lipca 2015

Another jest w ciąży!



Matka: Another
Ojciec: Geris
Liczba szczeniąt: 5 (4 suczki, 1 pies)
Rasa szczeniąt: mieszańce border collie i nova scotia duck tolling retrievera (2 retrieverowate, 3 borderowate)
Data narodzin: 01.08.-03.08.2015
Lekarz prowadzący: Alex

czwartek, 23 lipca 2015

Od Gerisa

Kolejny piorun uderzył o ziemię.
Geris stał przy wejściu do groty, w której pracowali medycy. Właśnie skończył bandażować łapę jednego z wojowników, który, pomimo protestów, chwilę później wybiegł na zewnątrz, by dalej brać udział w bitwie na jednym z terenów Navydeer. Pies nie był zachwycony z tego powodu. Po pierwsze: nie zatrzymał go i może skończyć się to nie najlepiej. Po drugie: wojownik nie posłuchał Bety.
Westchnął i wrócił do pracy.
Do środka wbiegła nieznajoma mu suczka. Biegła już na tyle długo, by się zmęczyć, co było widać. Jej sierść była mokra od deszczu.
- Miałam... przekazać... informacje dotyczące walczących. - wydyszała.
- Ilu jest w stanie walczyć dalej? - spytał Geris.
- Nie liczyłam, ale na oko ze dwudziestu - odrzekła. - A przynajmniej tak mi się wydaje. - dodała szybko, jakby jej pomyłka miała ogromny wpływ na dalszy ciąg walki.
Dwadzieścia, pomyślał border. Nie jest to dużo, lecz mało też nie. Wystarczająco.
Kiwnął głową na znak, że zrozumiał. Nieznajoma uśmiechnęła się blado, po czym odwróciła się i pobiegła przed siebie, w kierunku sektoru Navydeer, zanim Geris zdążył odpowiedzieć takim uśmiechem, na jaki było go stać.
Nagle przypomniał sobie o tym, że miał spytać, ilu jest rannych.
- Hej! - zawołał, ale suczka była już zbyt daleko, by mogła go usłyszeć.
Odprowadzał ją wzrokiem, aż zniknęła w lesie. Pomyślał o Another, która teraz prawdopodobnie była na patrolu. Jak zwykle, zresztą. Rzadko zjawiała się tu lub chociaż w okolicy.
A on nie miał nawet chwili, by móc zobaczyć ją w ciągu dnia. Czasami widywali się nocą, ale wtedy musieli zachować podwójną czujność i tak jakby ich nie było. Każde z nich bylo myślami gdzie indziej.
- To niedługo się skończy. - powiedział do siebie tak cicho, że tylko on mógł to usłyszeć.
Wyjrzał na zewnątrz, by zobaczyć, czy w pobliżu jest ktoś, kto potrzebuje pomocy. Nikogo takiego nie zobaczył, a w zamian za to udało mu się porządnie zmoknąć. Rozejrzał się jeszcze raz, może z powodu deszczu, który zalewał mu oczy, nie zauważył nikogo.
Nadal nie zauważył żadnego psa.
Wszedł do środka. Usłyszał płacz jakiejś suczki, którą pocieszał Prince. Geris nie chciał pytać, co się stało, gdyż wiedział, że to nie kego sprawa. Poszedł dalej, gdzie ujrzał grupkę bawiących się szczeniąt. W ich pobliżu leżała suczka rasy owczarek australijski.
To pewnie Green Day, pomyślał border.
Podszedł do niej border collie, którego Geris rozpoznał dopiero po chwili. Alex, również pracujący tutaj lekarz.
Udał się dalej. Nigdzie nie było Casey, której szukał.
Minął młodą suczkę, która wlepiła w niego wzrok pytający, co ma zrobić. Zresztą nie tylko ona. Oderwał od niej wzrok. Nie wiedział, co jej odpowiedzieć. Nie potrafił jej pomóc.
Nagle zauważył głównego lekarza. Właśnie skończyła rozmawiać z jednym z Veroną, która miała pójść do Green Day i jej szczeniaków. Pobiegł do przodu i zatrzymał się tuż przed nią poszukiwaną bohundką. Wyglądała na zmęczoną, ale jednak się uśmiechnęła.
- Cześć, Casey. - powiedział Geris.
- Cześć. - odpowiedziała. - Ktoś z walczących miał tu przyjść i przekazać informacje dotyczące stanu walczących. Czy ktoś przyszedł?
- Tak. - kiwnął głową. - Około dwudziestu walczy dalej. Ta suczka pobiegła dalej, zanim zdążyłem spytać, ilu jest rannych lub martwych.
- Trudno. Na pewno jeszcze ktoś przyjdzie z tą informacją. - stwierdziła. Uśmiech nie znikał z jej pyska. Geris nie wiedział, jak ona to robi.
Rzuciła krótkie "pa", po czym podbiegła do Robina, który przyprowadził jednego z obrońców. Geris nie rozpoznał go z takiej odległości, jednakże nawet stąd zauważył, że nie był w dobrym stanie. Był niemalże cały we krwi, a łapy miał powyginane pod dziwnymi kątami. Został przeniesiony do miejsca, gdzie chirurdzy operowali.
Chwilowo border nie miał nic do roboty. Postanowił wykorzystać te parę minut i pójść do swojej partnerki.
Kiedy pędził do przodu, w kierunku Fioletowej Rzeczki, gdzie zamieszkał razem z Another, poczuł ukłucie tęsknoty za Berry. Ale to uczucie szybko minęło.
Jeszcze zanim wszedł do środka, ujrzał Another, która leżała zwinięta w kłębek tuż przy wejściu.
- Cześć. - odezwał się. Nie odpowiedziała.
Jej oczy były zamknięte, a oddech miarowy. Już spała.
Geris nie chciał jej budzić. Nachylił się do niej i pocałował, a następnie odwrócił się i wyszedł na zewnątrz.
Zobaczył, że ktoś idzie w jego stronę, lecz z takiej odległości nie mógł rozpoznać, kto to był.

Ktoś chce dokończyć?

czwartek, 2 kwietnia 2015

Od Gerisa

Po nocy spędzonej na skale w okolicach Fioletowej Rzeczki wszystko mnie bolało. Uniosłem głowę, próbując odnaleźć na niebie słońce i po jego położeniu zorientować się, która może być godzina. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że panuje półmrok i że Sfora pewnie jeszcze drzemie, podobnie jak ludzie. Wstałem niechętnie i powoli ruszyłem w kierunku wyjścia do miasteczka. Potrzebowaliśmy środków opatrunkowych, nasennych, dezynfekujących i przeciwbólowych, koców... To wszystko miałem załatwić na prośbę Casey. Chętnie podjąłem się zadania, byle tylko uciec od krwi, cierpienia i psów patrzących na mnie z nadzieją, że powiem, co robić. Nie powiem. Nie wiem. Nie powinienem być Betą.
Dotarłem do granicy. Nie sądziłem, że kiedykolwiek opuszczę tereny Sfory z takim poczuciem ulgi.
Odnalazłem aptekę. Otwarte od siódmej do dwudziestej pierwszej. Na pewno nie ma jeszcze szóstej - pomyślałem i zbiłem szybę w przeszklonych drzwiach. Rozległo się przeraźliwe wycie alarmu. Miałem około dziesięciu minut na zebranie jak największej ilości medykamentów i zwianie jak najdalej, potem czekało mnie spotkanie z uzbrojonym ochroniarzem. Wpadłem do środka i rozpostarłem na podłodze przyniesioną ze Sfory płachtę. Zacząłem rzucać na nią najpierw bandaże, potem buteleczki z lekami i wodą utlenioną. Udało mi się znaleźć nawet fiolkę ze środkiem znieczulającym i kilka strzykawek. Zawiązałem tkaninę z tymi skarbami w supeł i uciekłem.
Biegłem ulicami uśpionego miasta, oddalając się do wyjącej apteki. Po kilku minutach usłyszałem pisk opon hamującego samochodu z firmy ochroniarskiej. Udało się!
Stanąłem przed witryną sklepu z tkaninami. Stłukłem szybę i już chwilę później gnałem w stronę Sfory, pchając przed sobą belę grubej bawełny.
- Casey? - zawołałem cicho, wchodząc do kliniki. Nie obudziłem jej. Drzemała, otoczona pustymi buteleczkami po lekach. Oddech  Casey był spokojny, od razu odgadłem, że zasnęła niedawno po długim czasie spędzonym na wysokich obrotach. Położyłem obok niej belę tkaniny i leki i wyszedłem z kliniki.

Ktokolwiek?

sobota, 14 lutego 2015

Od Gerisa

Biegam między grotą lekarzy i polem bitwy, kompletnie nie wiedząc, gdzie się podziać. Chętnie zostałbym w tym pierwszym miejscu, tam przynajmniej mam pojęcie, co powinienem robić. Niestety, nowe stanowisko uniemożliwia mi bardzo wiele rzeczy - w tym siedzenie w jednym miejscu.
Już od początku przeraziło mnie, że oprócz Another nie mam żadnego oparcia wśród Alf, Bet i Gamm. Nageezi - nie mogę odmówić jej rozsądku i inteligencji, ale jest jeszcze bardzo młoda. Ale z drugiej strony... Niby kto miałby ją zastąpić?
No właśnie. Nikt.
Dalej... Kasumi i Prince - zupełnie nowe psy, których kompletnie nie znam.
Wspaniale.
- Hockey, dlaczego? - powtarzałem w myślach - Dlaczego nas zostawiłeś?
Na domiar złego śmierć Drina. Ostatnie połączenie z władzą dawnej SPG zostaje zerwane.
Ciekawe, czy Viva żyje.
Z tych niewesołych rozmyślań wybija mnie łagodny, ale stanowczy głos Casey.
- Geris, zejdź na ziemię.
- Tak. Już. Przepraszam - odpowiadam nieskładnie i wstaję. Niechętnie opuszczam grotę medyków.
- Another! - wołam na widok swojej partnerki. Odwraca łeb w moją stronę i uśmiecha niepewnie.
- Jak tam? Dajesz sobie radę? - rzucam.
- Tak. Jakoś - mówi. Patrzy na mnie zmęczonymi oczami. Dostrzegam, że ledwo trzyma się na łapach.
- Kiedy ostatnio spałaś? - pytam badawczo.
- Przestań. Teraz to nieważne. Sam pewnie jesteś na nogach od trzydziestu godzin - odpowiada z lekką irytacją.
Od trzydziestu pięciu - myślę mimowolnie.
- Bez przesady - kłamię, po czym dodaję już szczerze:
- Zdarzało mi się nie spać dłużej.
W końcu Another zgadza się pójść spać, a ja biegnę na pole walki.
- Geris! - woła Dry, gdy docieram na miejsce.
- Tak?
- Wilki się wycofują.
Kamień z serca. Opadam na ziemię w niewysłowionej uldze.
- To koniec czy przerwa?
- Na pewno tylko przerwa.
- Chociaż tyle. Dobrze, że przez chwilę możemy skupić się tylko na rannych - odpowiadam - Macie tu kogoś jeszcze do dostarczenia Casey?
- Dojdą o własnych siłach.
- Świetnie.
Dry odchodzi.
A właśnie. Dry. Odprowadzam go wzrokiem. On powinien być przynajmniej Gammą. Ale by było fajnie! Rozgarnięty, z doświadczeniem. Byłby najbardziej kompetentną osobą w całym "zarządzie". Jęczę cicho, śmiejąc się do marzeń. Po chwili jednak uśmiech zamiera mi na pysku. Alfą jest Nageezi, która praktycznie nie zna Dry'a. A Nageezi jest przecież na właściwym stanowisku. Rozsądna, dobry strateg. Jakie to wszystko skomplikowane...
Daję sobie spokój z wymyślaniem zarządu idealnego i myślę, że właściwie to mogę na chwilę iść do Another. Już kieruję się w stronę naszej jaskini, gdy ktoś mnie zatrzymuje.

Jakiś wojownik?

środa, 28 stycznia 2015

Od Gerisa - CD historii Hockey'a

Z trudem powstrzymuję krzyk. Prawda, już raz otarłem się o władzę, ale teraz to zupełnie inna sprawa. Teraz jest wojna.
Teraz, kiedy mam Another, liczyłem na święty spokój i, kto wie, może nawet szczęście. A tu nagle mam być betą!
Wzbiera we mnie złość, strach i rozczarowanie. Ja? Betą? Co z tego, że jestem zaufaną osobą?! Nienawidzę kierować dużą grupą, a w nerwach staję się oschły, złośliwy i drażliwy. Hock dokonał bardzo złego wyboru.
Wzdycham głęboko. Cóż. Trzeba to trzeba. Jestem to winien Sforze. Jestem to winien Hockey'owi. Poza tym jest Another. Trochę podnosi mnie to na duchu, na tyle, żeby powiedzieć:
- W porządku. Będę betą - ze zdziwieniem stwierdzam, że głos mi nie zadrżał.
Na pysku alfy maluje się ulga i spokój.

Hockey?

Od Gerisa - CD historii Another

- Piękna okolica. Grota jest obszerna i na pewno nam wystarczy - mówię. Patrzę na Another z uśmiechem.
Życie wydaje się nagle łatwiejsze i barwniejsze niż wczoraj. Wschodzące słońce świeci jaśniej, niż zazwyczaj. Wieje lekki, ciepły wietrzyk, zwiastując bliskie już nadejście lata. Wojna przestaje być taka straszna, choć przed chwilą staliśmy się przyczyną śmierci jednego z nieprzyjaciół.
'Życie jest piękne, jeśli tylko masz przy sobie kogoś, kogo kochasz' - stwierdzam w myślach.


poniedziałek, 26 stycznia 2015

niedziela, 25 stycznia 2015

Od Gerisa - CD historii Another

Dopiero teraz zauważam, że wstrzymywałem oddech, czekając na odpowiedź.
Przez chwilę stoimy tak, jakby żadne nie wiedziało, co robić dalej. Przytulam Another.
Przed oczami stają mi obrazy z przyszłości: nasza jaskinia nad strumieniem, wspólne spacery, starania o szczęście, właśnie teraz, kiedy jest wojna i tak ciężko cieszyć się życiem, może któregoś dnia małe, puszyste istotki bawiące się w grocie. Otrząsam się z wizji. Przecież jeszcze nic nie jest postanowione.
Ale... czy miłość potrzebuje oficjalnych zapewnień? Duszę w sobie pytanie, które przed chwilą chciałem zadać. To chyba oczywiste, że słowem 'my' każde z nas zastąpi słowo 'ja'.
Rozglądam się niespokojnie. Zaraz, przecież jest noc, a obok nas leży jedna z ofiar wojny. Wzdrygam się. Niechętnie i z oporem, ale przerywam przyjemną atmosferę:
- Co z nim zrobimy? - pytam, wskazując na wilka.
- Może wrzucimy do rzeki?
- Dobrze. Miejmy to z głowy.
Z trudem, ale udaje nam się zaciągnąć wilka do Mglistej Rzeczki. Tam też spłukujemy z siebie ślady krwi.
- Znasz jakąś dużą jaskinię? - pytam, patrząc na Another wymownie. Z jej uśmiechu wnioskuję, że wie, co mam na myśli.

Another? Gdzie zamieszka młoda para? ♥

sobota, 24 stycznia 2015

Od Gerisa - CD historii Another

Gdy krzyczę, mój głos jest zachrypnięty z przerażenia.
Nie mogę. Nie umiem walczyć. Nie potrafię pomóc Another. Zginiemy oboje. Nie! Nie ma czasu na usprawiedliwianie się przed samym sobą. M u s z ę  walczyć, inaczej wyrzuty sumienia mnie zabiją. Kocham Another - wszystkie te myśli przelatują mi przez głowę w ułamek sekundy.
Rzucam się na wilka. Jego mina jest najpierw zdziwiona i zdezorientowana, jednak szybko zmienia się w pełną szyderczej pewności siebie. Na chwilę puszcza Another, żeby rozprawić się ze mną.
Pozwalam furii kierować moimi kłami i pazurami. Czasem lepiej przestać się kontrolować.
Wgryzam się wilkowi w bark, on mi w łapę. Dobrze wiem, że mógłby z łatwością przygnieść mnie do ziemi, i mam nikłą nadzieję, że utrata krwi go osłabi.
Another, otrząsnąwszy się z pierwszego szoku, wbija kły w szyję wilka. Wróg wyrywa się, ale w końcu udaje nam się go unieruchomić. Oceniam jego rany - z pewnością się wykrwawi. Żebyśmy tylko wytrzymali, dopóki nie umrze - modlę się po cichu. Wilk miota się, ale coraz słabiej, wreszcie nieruchomieje.
Ostrożnie puszczam go i prostuję się.
- Nic ci nie jest? - pytam Another. Kręci głową. Na jej pysku wciąż maluje się przerażenie, ale i ulga.
- Jeszcze nigdy nikogo nie zabiłem - mówię po krótkim namyśle - Powinienem mieć wyrzuty sumienia. Chociaż... to było coś na kształt samoobrony, więc chyba się nie liczy.
Nastaje cisza. A ja doskonale wiem, jakimi słowami chcę i  m u s z ę  ją przerwać.
- Another... Kocham cię.

Another? <3

środa, 14 stycznia 2015

Od Gerisa - CD historii Another

Idąc w kierunku Lawendowego Pola, próbuję rozwikłać trudną zagadkę - jak to się stało, że zaproponowałem Another ponowne spotkanie? Czyżbym odzyskał wprawę? Chyba tak.
I, co najważniejsze, prawie na pewno nie wyszedłem na oschłego samotnika.
To naprawdę coś.
Przyspieszam kroku. Gdy docieram na umówione miejsce, Another już tam czeka. Na jej widok opanowuje mnie coś dziwnego. Zaraz, zaraz... Jak się nazywało to uczucie?
Nagle przypominam sobie i serce podchodzi mi do gardła ze strachu i wzruszenia. Przecież bardzo podobną rzecz przeżywałem, gdy jeszcze... gdy jeszcze była Beriana! I zdecydowanie nie wyszło mi to na dobre. Złamane serce, depresja... Ale, mimo wszystko, nie oddałbym tego. Za nic w świecie. Więc może warto odważyć się po raz drugi...
***
Tylko z Another umiem milczeć, nie mając poczucia, że powinienem coś powiedzieć. Tylko z nią czuję, że wiem, co myśli druga osoba. I nie potrzebuję słów, których zawsze ode mnie wymagano i których zawsze mi było za wiele.
Niezwykłe.
***
- Jutro, w tym samym miejscu, o tej samej porze? - proponuje Another, gdy wstajemy, aby rozejść się do swoich jaskiń.
Uśmiecham się nieznacznie. Ten tekst niedługo stanie się przysłowiowy.
- Jasne. Do zobaczenia - odpowiadam.
Po powrocie do groty długo nie mogę zasnąć i leżę z szeroko otwartymi oczami, beztroskim wzrokiem obserwując zegar. Pierwsza. Druga. Trzecia w nocy.
Another. Another. Another.

Another?

Od Gerisa - CD historii Another

- Tak - odpowiadam szybko - Uwielbiam. Kocham zapach i kolor lawendy, kocham miękką trawę między kwiatami, wschody słońca, które dobrze stąd widać.
Another nic nie mówi, ale czuję, że podziela moje zamiłowanie do piękna natury.
Obserwuję suczkę ukradkiem. Dobrze, że jest w SPG.
Już od dawna nie doświadczyłem tak dziwnego uczucia, jak w tym momencie. Już prawie zapomniałem, jak to jest kogoś lubić. Nie przypuszczałem, że te kilka miesięcy... podczas których spałem od drugiej po południu do trzeciej w nocy, podczas których miałem wrażenie, jakbym nie żył naprawdę, podczas których byłem świetnym kandydatem do szpitala psychiatrycznego... że te parę miesięcy tak się na mnie odbije. Znowu jestem dzieckiem, jeśli chodzi o relacje z innymi. Wyszedłem z wprawy. Otrząsam się ze zgrozą. Nie sądziłem, że to możliwe.
A Another? Świetne imię, doskonale do niej pasuje. Może, podobnie jak ja, przeszła przez coś, co ją zmieniło. Jest mnóstwo możliwości - jakiś szok, strata kogoś bliskiego albo trauma, choćby po schronisku... Albo poczucie winy... Długo by wymieniać.
Nagle wpada mi do głowy szalony wręcz pomysł. Zdaję sobie sprawę, że takiego pytania, jakie zaraz padnie, nie zadawałem od dwóch czy trzech lat. Czy nie zabrzmi głupio? Nachalnie? Tępo? Naiwnie?
- Masz jakieś plany na dzisiaj?
Natychmiast zaskakuje mnie lekkość i łatwość, z jaką to powiedziałem. Nieźle, jak na pierwszy, od dwóch lat, raz.

Another?

niedziela, 11 stycznia 2015

Od Gerisa - CD historii Another

Po chwili wraca mi wrodzona sprawiedliwość. Nie mogę mieć pretensji do Another. Po prostu nie mam się do czego przyczepić. Niczym mi nie zawiniła. Poza tym, kto wie, może się okazać, że jest naprawdę interesująca. Mam tylko nadzieję, że nie zauważyła mojej niechęci. Decyduję się na przerwanie ciszy:
- Może się wydawać, że jestem aspołeczny, ale to prawda tylko w niewielkim stopniu. Po prostu ja nie z tych, którzy umieją naturalnie zagadać do każdego napotkanego psa i uśmiechać się przyjaźnie przez cały czas trwania konwersacji.
Another kiwa głową, jak mi się zdaje, ze zrozumieniem.
Patrzę na nią, wdychając intensywną woń kwiatów. Humor znów nieco mi się poprawia. Właściwie to znalazłem się w całkiem przyjemnej scenerii - pachnąca lawenda, przyjemny, chłodny wieczór, bezchmurne niebo i możliwość podziwiania imponującego koloru futra Another. Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że obecne warunki całkowicie mi odpowiadają.
Nawet nie zauważam, kiedy głęboka czerń nocy zostaje zastąpiona przez pastelowy róż świtu.
-  Kiedy ten czas zleciał... - mruczę, kręcąc głową - Miło było z tobą pomilczeć - mówię do Another z lekkim uśmiechem.

Another?

sobota, 10 stycznia 2015

Od Gerisa

Po raz setny tej nocy zerkam na zegarek, który zwinąłem z jakiegoś sklepu w miasteczku. Za dwadzieścia czwarta. A położyłem się o dwudziestej trzeciej.
Wzdycham ciężko i przewracam się na drugi bok. Ciekawe, czy w ogóle dzisiaj zasnę. Leżę jeszcze przez około kwadrans i postanawiam pójść na Lawendowe Pole. Nie ma sensu się tutaj męczyć. Dotlenię się i może po powrocie dam radę zasnąć.
Wychodzę na świeże powietrze. Jak przyjemnie... Tego mi było trzeba. Dlaczego tak długo siedziałem w jaskini?
Lawendowe Pole jest zupełnie puste, zgodnie z moimi przewidywaniami. Kładę się mniej więcej na środku, czując przyjemną błogość, jaką zawsze dawał mi zapach lawendy. Zamykam oczy i pogrążam się w miłej bezmyślności.
Po kilkunastu minutach słyszę nagły szelest. Siadam energicznie i rozglądam się wokół. Dwa metry ode mnie stoi młoda suczka o przepięknym ubarwieniu.
- Nie wiedziałam, że ktoś tu jest... Przepraszam... - zaczyna niepewnie.
- Żaden problem - przerywam i milknę na chwilę. Ale ze mnie wstrętny oszust. - Geris. Jesteś nowa? Nie kojarzę cię.
- Another. Dołączyłam parę miesięcy temu.
Jak przez mgłę przypominam sobie, co robiłem przez ostatnie kilka miesięcy. Nawracająca depresja, która daje mi się we znaki od chwili... Odwracam głowę mimowolnie. Tak. Od chwili, gdy zniknęła Beriana.
Depresja zdecydowanie nie sprzyja poznawaniu nowych.
- To wiele wyjaśnia - szepczę bardziej do siebie niż do Another - Nie możesz spać? - mówię po chwili, nie mogąc znieść niezręcznej ciszy. Kiwa głową.
- Ja też - mówię. Another siada na ziemi. Nie chcę jej obecności, czuję to całym sobą i z trudem ukrywam. Miałem mieć Pole dla siebie, dla swoich rozmyślań.
Dlaczego musiała przyjść akurat tu?
- Przeszkadzam? - pyta.
- Nie - kłamię szybko. Przechyla głowę i patrzy na mnie uważnie.
- Obawiam się, że nie pogadamy - mówię.
- Czemu?
- Nie jestem jakoś szczególnie rozmowny, zresztą sama widzisz.
- Ja też niespecjalnie - wzrusza ramionami.
To dlaczego stąd nie pójdziesz?! - wołam w myślach.
Wbijam wzrok w najbliższy krzaczek lawendy. Ponownie kładę się i zamykam oczy. Oby zniechęciło to Another do zostania tutaj dłużej.
Niestety jest inaczej.

Another?

niedziela, 21 grudnia 2014

Od Gerisa

- Kolejny?! - jęknął Hock, gdy zjawiłem się pod Olimpusem.
- Jak to? - zaciekawiłem się.
- Jesteś szóstą osobą zaginioną, która odnalazła się w ciągu ostatnich dwóch dni.
- Kto jeszcze?
- Ami, Cour, Leen, Hast i Susan.
- Nieźle - powiedziałem z uznaniem - To ja się pożegnam...
- A...ale Geris, nie wytłumaczysz niczego?
Niechętnie usiadłem na wilgotnej trawie.
- A więc, w dużym skrócie... - zacząłem. Jak mam wyjaśnić coś, czego sam nie rozumiem? - Wiesz co, chyba nie ma sensu...
- Proszę cię.
- Wolę nie.
Hockey westchnął ciężko.
- Wiem, jestem bardzo trudnym przypadkiem. Zmywam się, miłego dnia - rzuciłem i odszedłem.
No bo jak miałem wyjaśnić halucynacje? Głupie serce, które wciąż nie porzuciło nadziei, to coś, o czym raczej nie mówi się zbyt chętnie. Ale naprawdę widziałem Berry. B y ł a  tam. Przynajmniej dla mnie, przynajmniej przez chwilę. Potem była kawałek dalej, i jeszcze kawałek...
Potrząsnąłem głową i odgoniłem wspomnienia. Trzeba żyć dalej. Teraźniejszością. Nie przeszłością. Nie wolno się odwracać. Beriana to przeszłość. Zwariuję, jeżeli ciągle będę wracał do tego, co było i minęło bezpowrotnie.
Wróciłem do domu. Starałem się nie myśleć o dawnej partnerce. Ale to, co porzucił umysł, przechwytuje serce...
Zasnąłem około pierwszej.
Śniła mi się.

sobota, 20 grudnia 2014

Mój powrót do SPG

Cześć,
z tej strony Wasza stara znajoma, Szyszka. (Mam nadzieję, że tęskniliście...) Jak widzicie, nie udało mi się wytrzymać bez Was zbyt długo - wracam do Sfory Psiego Głosu Forever razem z Ami, Cour, Leen, Susie, Hastem i Gerisem i rezygnuję z potomstwa Cour. Lisa, Napoleon i Rozie trafiają do adopcji. Nie będę tak aktywna, jak dawniej, to pewne, ale już się stęskniłam za pisaniem...
Bez obaw, nagły powrót moich psów szybko się wyjaśni.
Byłabym wdzięczna, gdyby ktoś z ZZSPG zajął się w jakiś sensowny sposób uporządkowaniem moich psów w zakładkach.

                                                                                                            ~Szyszka

niedziela, 29 czerwca 2014

Od Gerisa - CD historii Cete

- Eeee... Może... Co powiesz na Tajemniczy Ogród? - zaproponowałem.
- Okej. Rzadko tam bywam.
Ruszyliśmy więc ścieżką w stronę Ogrodu. W czasie drogi dyskretnie patrzyłem na Cete. Miała bardzo ładny kolor sierści.
Więcej nie zdążyłem zauważyć. Nie chciałem, żeby zorientowała się, że na nią patrzę.
- Jesteśmy na miejscu. Nigdy tu nie byłem, jeśli mam być szczery - uśmiechnąłem się delikatnie.

Cete?

środa, 25 czerwca 2014

Od Gerisa - CD historii Cete

- Jasne - uśmiechnąłem się, tłumiąc wewnętrzne zdziwienie, że ktoś proponuje mi przyjaźń po kilku minutach znajomości.
- Świetnie - odparła Cete, również z pogodną miną. Wstała.
- Gdzie mieszkasz? - spytałem.

<Cete?>