Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arrow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arrow. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 sierpnia 2017

Od Arrow CD historii Aresa

Ruszyli powoli w stronę domu Aresa, gdy Arrow usłyszała znajomy głos.
- Hej, Arrowciu! Gdzie lecisz? - Doskonale wiedziała do kogo należał.
- Roxo! Niedługo wrócę. - goldenka uśmiechnęła się w jej stronę.
- A kim to jest twój nowy kolega? - parsknęła podchodząc do nich.
- Ahm.. No tak.. - suka pacnęła się w głowę. - To... Jest.. - te imię bezpowrotnie utkwiło jej w gardle.
- Ares. - przedstawił się owczarek wyciągając łapę, a przez głowę Arr przebiegła jedna myśl: "Zaraz rzygnę".
Zaniepokoił ją natomiast wzrok psychoterapeutki, który mówił, że chyba zobaczyła ducha.
- Roxolanne. - rzuciła nie podając psu łapy. Czyżby ona poznała się na osobowości białego? - Arrow.. Musisz iść ze mną. Mam bardzo ważną sprawę. - oznajmiła poważnie. - Ktoś może zginąć.
- Ojej.. Skoro to takie ważne... Wybacz A.. Wybacz. Muszę iść. - Arrow spojrzała przez ułamek sekundy na swoje łapy, a następnie została pociągnięta za ucho przez aussie. Ta pociągnęła ją do Hospitallo co chwilę oglądając się do tyłu, za siebie, jakby patrząc, czy nikt ich nie goni.
- Roxo, co się stało? - złota zaśmiała się nerwowo, gdy byli już w gabinecie psychoterapeutów.
- On mi kogoś przypomina.. Nie wiem. Może to tylko przez imię, ale.. W jego wzroku było coś niepokojącego.. - westchnęła Aussie.
- Oszalałaś? - Arrow nadal była nerwowa. - To już obsesja. - rzuciła patrząc przyjaciółce prosto w oczy.
- Arrow.. Mówię to, co uważam za słuszne.
- Co proponujesz? - zdawało się, że goldenka uwierzyła psychoterapeutce.
- Pamiętasz, że miałaś jeszcze raz zmienić wygląd? - sprawa robiła się poważna
- No tak.. - szepnęła. Przywykła już do swojej złotej sierści.
- Myślę, że najwyższa pora. Oprócz tego, musisz się przeprowadzić. Może blisko łąki. Bliżej mnie.. To mieszkanie zdala od wszystkich nie jest dobre. Snow też mieszka bliżej mnie i Nigera.. - Arrow spojrzała na brzuch suki. Lada moment miała urodzić. Co wtedy? Ich relacje się zmienią? Arrow też miała mieć szczeniaki.. Poroniła. Teraz wydawało jej się to takie odległe..
- Dobrze. Zróbmy to jak najszybciej. - przytaknęła, kiedy suka postawiła przed nią znany flakonik. Jak będzie wyglądać? Nie chce być małym pieskiem. Najchętniej zostałaby goldenką na zawsze. Gdyby to było takie proste..
- Czy imię też będę musiała zmienić? - zapytała z obawą.
- Dla nas zawsze będziesz Arrow. Musisz tylko inaczej się przedstawiać..

Ares? To się porobiło

środa, 26 lipca 2017

Od Arrow CD historii Aresa

W jednej chwili Arrow zwiesiła łeb i posmutniała.
- Co się stało, Arrow? - biały owczarek zmarszczył brwi, a na jego pysku pojawiła się troska.
- Jest to imię, którego jak najszybciej chcę zapomnieć. - westchnęła. W jednej chwili uszedł z niej cały entuzjazm.
- Przepraszam.. Nie wiedziałem.. - pies również się zachmurzył
- Nie twoja wina, że tak siə nazywasz. Lepiej już sobie pójdę. - wstała zbyt gwałtownie, przez co przez chwilę łapała równowagę. Przed twardym upadkiem uchronił ją pies. Upadła na niego. Przez chwilę popatrzyli sobie w oczy. Miała wrażenie, że gdzieś je już widziała. Poczuła jakąś ukrytą bolesną tęsknotę.. Wydawały jej się takie znajome, ale nie mogła przykleić ich do nikogo kogo znała, przez co tak bardzo ją niepokoiły.
Szybko wstała kierując się do groty Snowfake'a. Jej przyjaciela tej samej rasy. Zapukała do drewnianych drzwi chwilę później wchodząc do środka i opowiadając psu o nowym znajomym o niewdzięcznym imieniu Ares.

Ares? Sry za długość

środa, 21 września 2016

Od Arrow C.D. historii Snowflake'a

- Tak.. Nie. Nie wiem. - zająknęłam się wzruszając barkami.
Spojrzałam w stronę niewidocznego już pod osłoną nocy klifu. Stanęłam w jego kierunku starając się wypatrzeć cokolwiek. Jednak drogę oświetlał mi tylko słaby blask księżyca.
- Arrow.. - westchnął pies. Poczułam na sobie jego wzrok.
- Spokojnie. Nie skoczę. - spojrzałam na Snow'iego i zrobiłam kilka kroków w jego stronę.
- ale dlaczego chciałaś to zrobić? - pomimo słabego światła, zobaczyłam jak marszczy brwi w niezrozumieniu.
- Już dawno nie powinnam żyć. - to prawda. Już w dniu gdy wpadłam pod samochód.
- Nie rozumiem...
- Nie wszystko dane jest nam poznać czy zrozumieć, a ja, gdybym zniknęła, zrobiłabym kilku psom przysługę.
Patrzył na mnie wciąż ubogi o informacje na mój temat.
- Wybacz, ale jeśi nie skoczyłam, to idę do jaskini się położyć.
- Ale jak Cię znajdę? Przecież..
- Jeśli to przeznaczenie, to zgadniesz gdzie jestem. - wzruszyłam ramionami uśmiechając się lekko i przerywając mu w środku wypowiedzi.
Wiem, że nie jestem idealna. Daleko mi do tego stanu.
- Ale skoro mi nie ufasz, a przed chwilą chciałaś popełnić.. samobójstwo, to jaka różnica w tym, czy pójdziesz do siebie, czy jeszcze chwilę porozmawiasz ze mną? W najgorszym wypadku Cię zabiję, a przecież i tak tego chciałaś. - zaśmiał się lekko. Chyba nawet rozbawiło mnie to, z jakim trudem wypowiedział słowo SAMOBÓJSTWO.
- Moje zaufanie do psów wynosi 0 i nadal spada. - nie mam pojęcia jakie uczucia towarzyszyły mi w tej chwili.. chyba.. żadne. Nie czułam nic. Żadnego smutku, strachu, bólu, złości, czy przede wszystkim radości.
- Hah. Nie wiesz. Może Twoje zaufanie odbije się od dna i powróci?
- Chciałabym.
- Może ja pomogę Ci z tym problemem? - usiadł przechylając głowę na bok.
- Nawet psycholog nie pomógł. Psychologiem jest moja przyjaciółka. Jedyna osoba, której jeszcze mogę zaufać. Powodzenia. - przewróciłam oczyma siadając naprzeciwko goldena. Okiem psa hodowlanego, nawet o tej porze zauważyć się dało, że nie jest typem psa wystawowego. Był dużym goldenem o jasnej, wręcz biszkoptowej sierści, podczas gdy moja była złota. Potężne łapy i chód... już go widzę gdy na ringu wpada w inochód. Mimo wszystko, zdobyłby kilka punktów za zadbaną sierść i wielkość.
- ej... słuchasz mnie w  ogóle? - zapytał wyrywając mnie z zamyślenia.
- Wybacz. Zboczenie zawodowe. Już oceniałam Cię jak sędzia na wystawie. Robię tak z wieloma psami. Nawet nie wem dlaczego.
- Więc jesteś z hodowli? - zaśmiał się. Nieświadomie zdradziłam mu jakąś część mojej historii.
- Tja. - potwierdzenie samo wyleciało mi z pyska, gdy już miałam zaprzeczyć.
- Oj proooszę. Opowiedz coś o sobie.
- nie.
- Dlaaaczegoo? - jęknął
- Bo nie wiem niczego o tobie.

Snowy?

niedziela, 18 września 2016

Od Arrow C.D. historii Snowflake'a

Dopiero po chwili dotarło do mnie co się zdarzyło i powoli wracałam do świata żywych. Zorientowałam się że już nie stoję nad przepaścią i ktoś mnie dziwnie obejmuje. Trzymał mnie ktoś obcy. Dało się to wyczuć chociażby przez sposób w jaki próbował mnie uspokoić. Chyba coś do mnie powiedział, ale nie odnotowałam tego. Patrzyłam się z obłąkaniem w stronę klifu.
- Spokojnie. Już ci nic nie grozi. - usłyszałam ciepły głos psa głaszczącego mnie nieswojo łapą po głowie. Zatrzęsłam się, gdy na myśl znów przyniósł mi się widok ścieżki. W pewnym momencie mocno wypuściłam powietrze pozbywając się w ten sposób nadmiaru stresu i po raz kolejny odgarniając wspomnienia.
- Tak. - jęknęłam cicho zamykając jeszcze a chwilę oczy.
- Co? -  pies natychmiast zareagował jakby sądząc, że się przesłyszał, a nawet jeśli się odezwałam to więcej tego nie zrobię.
- Jestem Arrow. - przypomniało mi się jego pytanie. Skończyłam patrzeć w przestrzeń i obróciłam się w stronę jak się okazało goldena.
- Arrow. - uśmiechnął się lekko z ulgą.
- Tak mam na imię. Coś nie tak? - zmrużyłam oczy obserwując psa, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Miał oczy pełne nadziei.
- Co? N-nie. Właśnie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Kazali mi cię znaleźć. - uśmiech nie schodził z jego pyska.
W mojej głowie roiło się od kilku pytań takich jak kto? gdzie? dlaczego? jak?, ale postanowiłam zachować je dla siebie.
- Dlaczego mnie powstrzymałeś? - zmrużyłam lekko oczy.
- Przecież nie mogłem pozwolić ci skoczyć.
- Dlaczego cały czas się uśmiechasz? - nie rozumiałam dlaczego jest wesoły.
- Bo nie pozwoliłem.
- A może ja tego chciałam?
- Nikt nie chce zakończyć swojego życia bez powodu. Podobno też jesteś jedyną osobą, która może mnie ogarnąć.
- Co?
- Tak jak słyszałaś. Musisz podjąć się mojej... resocjalizacji.
- Ja nawet nie wiem czy dałabym radę naprawić siebie, a co dopiero inną osobę? - popatrzyłam w dół na swoje łapy i przechyliłam lekko głowę na bok.

Snow? :3

czwartek, 15 września 2016

Arrow zmienia image


Jak w tytule. Arrow kompletnie się zmienia.

Imię: Arrow
Płeć: Suczka
Wiek: 3 lata
Rasa: Golden Retriever
Stanowisko: Oddała się temu co.. chyba lubi. Została projektantką mody.
Partner: Nie wie czy po raz kolejny będzie w stanie zaufać.
Młode: Była kiedyś w ciąży. Poroniła
Rodzina: Matka - Sapphire Shores
Ojciec - Nigdy go nie poznała, jednak w metryce widnieje imię: Unforgetabble
Urodziny: 2 dzień zimy
Sektor: Avendeer
Cechy: Arrow to ciekawa świata i optymistyczna suczka. Jest przyjaźnie nastawiona do innych, chociaż nie wszyscy mają zaszczyt taką ją poznać. Jej kreatywność nie zna granic i potrafi jasno myśleć nawet w kryzysowych sytuacjach. Śmiało dąży do spełniania marzeń i planów.  Szybko dostosowuje się do okoliczności. Potrafi śmiać się z Tobą, płakać, wskoczyć za Tobą w ogień.. lub wodę. Co chcesz. Zrobi to, jeśli tylko Cię pokocha. Suczka jest bardzo szczodra. Odetnie sobie ogon, aby oddać go komuś innemu, jeśli go potrzebuje.
Ostatnie zdarzenia jednak nałożyły na niej maskę. Nie przypomina psa opisanego wyżej. Jest raczej teraz wrakiem zwierzęcia i zupełnym jej przeciwieństwem. Nie potrafi się śmiać. Będzie w stanie się tego wyzbyć? 
Historia: Arrow urodziła się w dobrej hodowli Goldenów. Jej ojcem był reproduktor, dlatego nigdy go nie poznała. Inne szczeniaki z jej miotu zostały sprzedane, ona została w rodzimym domu razem z ośmioma innymi psami. W pewnym momencie jej życia, Arrow miała spodziewać się własnych szczeniaków. Jej właściciele bardzo na to liczyli. W wyniku nieszczęśliwego wypadku, wpadła pod samochód tracąc swoje nienarodzone dzieci. Z niewiadomego wstydu ranna odeszła. Gdy wyzdrowiała, trafiła do SPG. Po jakimś czasie poznała tam Aresa, któremu zaufała. Był jej, zdawałoby się, największą miłością. Ostoją, po młodzieńczej miłości - Olivierze, któremu, w przeciwieństwie do niej, bardzo pasowało życie hodowlane. Pewnego dnia Ares zrobił coś, po czym do dzisiaj nie może się pozbierać, a samo wspomnienie miejsca w które ją zabrał wywołuje u niej paraliżujący dreszcz. Nigdy ponownie mu nie zaufa i teraz, pod czujnym okiem psychologa, Roxolanne, próbuje wrócić do normy. 
Nick na howrse.pl i/lub mail: wercia1002 Doggi: Lisek

piątek, 5 sierpnia 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

To co właśnie zobaczyła było najbardziej przerażającą, ohydną i.. porąbaną rzeczą jaką w życiu widziała.
- Wybacz, Ares.. - mówiła delikatnie dobierając każde słowo. - ...ale muszę się z Tym przespać. - utkwiła wzrok w ziemi.
- Ale, Arrow... - próbował się wybronić.
- Nie, Ares. - przerwała mu. - Nie jestem już teraz w stanie myśleć. Proszę Cię, idź do domu. - spojrzała mu w oczy i odeszła w drugą stronę. Przyspieszyła przypominając sobie ten okropny widok, który utkwił jej w głowie. Jak na złość, zaczęło padać. Nie poszłam do Naszego domu. Co to, to nie. W tej chwili chciałam być daleko od niego. Przez myśl przemknęło mi pewne imię.

Przemoczona do suchej nitki zapukałam do drewnianych drzwi.
- Kto tam? - zapytał delikatny głos uchylając drzwi.
Nie musiałam nawet odpowiadać. - Arrow? Co Ty tu robisz? - zdziwiła się Roxolanne. - Wejdź natychmiast bo będziesz chora! - oburzyła się otwierając na oścież drzwi.
Cięte strugi wody zaczęły się wbijać do środka. - Dalej, dalej! - popędzała przyjaźnie.
Podała mi materiał, którym porządnie się osuszyłam, a potem koc, w którym usiadłam na jej kanapie.
Była niesamowitą kucharką, więc podsunęła mi pod nos miskę ciepłego rosołu z ryżem. Często jadłam takie w hodowli.
- Dziękuję. - pociągnęłam nosem.
- Będę jeszcze zajmować się papierami, a ty się rozgość, dobrze? Muszę to dzisiaj zrobić. - westchnęła wskazując stertę dokumentów.
- Jasne. Za wszystko Ci dziękuję. W domu nie mam się co pokazywać. - znów zrobiło mi się
przykro.
- Nie rozumiem... - Popatrzyła na mnie, jakby próbowała zajrzeć w głąb moich myśli.
- Po prostu chyba ostatnio popełniłam jeden z największych błędów w moim życiu.
- Czy ty.. Pokłóciłaś się z Aresem?
Odpowiedziała jej tylko wymowna cisza. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Biedactwo. - podeszła do mnie i przytuliła. Pozwoliła, abym wypłakała się w jej ramię.
Jest przecież psychologiem. Wie co zrobić.

Gdy się uspokoiłam, posiedziała jeszcze chwilę przy mnie w milczeniu, a potem wyjaśniła, że na prawdę musi zająć się sprawami służbowymi. Zasnęłam patrząc na jej pracę.

****************

Zewsząd zaczęły mnie oplatać blade ręce. Było ich coraz więcej, przez co nie mogłam oddychać. Zaczęły mnie wciągać pod ziemię.
- Ares!!! - Krzyknęłam błagalnie w stronę psa, który stał i patrzył. Bez żadnych uczuć, a z jego oczu biła pustka.
- Błagam Cię! - zaczęłam płakać.
Odpowiedział mi tylko jego śmiech.

*************

Zerwałam się szybko na nogi. Byłam cała zdyszana i mokra. Rozejrzałam się po ciemnym miejscu. W rogu palił się ostatni żar ogniska, a przy biurku świeciła lampka.
Lanne poszła spać. Wstałam ze strachu przed kolejnym snem i podeszłam do jej miejsca pracy. Usiadłam, wzięłam kartkę, ołówek i... siedziałam. Nie wiedziałam w ogóle co mam teraz ze sobą zrobić. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam pisać:


Wszystkie mosty, które między nami rozwiesiła noc,
Kruszą się jak szkło, w świetle dnia.
I coraz dalszy jesteś mi i znów nie znam Cię 
Więc kim był ten człowiek, z którym dzieliłam swój sen. 
A w mojej głowie wojna, wieczna wojna. Myśli niespokojnych.. 


I to tyle. Więcej nie napisałam. Coś mi nie pozwalało. 

Ares?;-;

sobota, 30 lipca 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

Przytuliła się do niego i westchnęła. Miłość jaką do niego żywiła, zasłaniała wszystkie jego niedoskonałości i niedociągnięcia.
- Jestem strasznie zmęczony. - ziewnął.
- A ja nie. Idziemy na spacer. - zadecydowała.
- Co?
- Nie miałam gdzie się zmęczyć. Cały dzień byłam w domu.
- Okay. Chodźmy. Tylko gdzie?
- Nie wiem. Wymyśl coś. - przeszła obok niego i musnęła go swoim ogonem.

Ares? Sorrki. Brak weny :v

poniedziałek, 25 lipca 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

Moje szczęście dodaje mi skrzydeł i sprawia, że chcę latać. 

Jestem taka szczęśliwa. Tylko ja z nim. Z psem moich marzeń. 
- Chcesz zamieszkać u mnie? - rzuciłam dzikim pomysłem
- A nie chcesz zamieszkać u mnie?
- Nie jestem przyzwyczajona do mieszkania pod ziemią. - uśmiechnęłam się patrząc w oczy psa. 
- Jasne. Idziemy po moje rzeczy?
Poszliśmy. Spakowaliśmy wszystkie jego rzeczy i wróciliśmy do mnie. Zaczęliśmy urządzać jaskinię od nowa. Rozszerzyliśmy posłanie, zrobiliśmy miejsce przy stole do wspólnych obiadów. Nowe szafki i nagle zrobiło się przytulniej. Pracowaliśmy przy świecach do późnej nocy. Padnięci zasnęliśmy wtuleni w swoje ciała.

Ares? :3

piątek, 22 lipca 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

- Na świadka czego? - mruknęła.
- Ślubu. - wzruszył ramionami.
Westchnęła. Może jeszcze od razu szczeniaki?
- Ares, skarbie. Jesteśmy partnerami.. narzeczonymi. Do ślubu jeszcze trochę. - uśmiechnęła się. - To wszystko dzieje się tak szybko..
- Zbyt szybko? - zapytał patrząc jej w oczy.
Popatrzyła na niego. Porozumieli się bez słów.
-Jasne.Wybacz. Być może zbytnio się zagalopowałem.
- Dzięki. - uśmiechnęła się.
Ucieszyła się, że jej ukochany od razu ją zrozumiał.
Poszli razem do domu.

Ares? sry. następne dłuższe;-;

Od Arrow C.D. historii Aresa

Chcę to mam. Heheszki.


Arrow spojrzała na Aresa z przerażeniem w oczach.
Tak! Powiedz tak! Dlaczego nie mówisz! Gadaj! Już! W tej chwili! Bo popsujesz! 
Chciała to powiedzieć. Bardzo. Jednak nadal przerażenie malowało się w jej dużych oczach. 
- Ja... - wyjęknęła 
Ares spojrzał na nią zaniepokojony. On również teraz zapadłby się najchętniej pod ziemię. 
- J-ja.. - powtórzyła. 
Tak, tak chcę!
- Tak! Tak, chcę! - wykrzyknęła kiwając głową. 

Ares? króciutkie, ale żebyś się wykazał xd

Od Arrow C.D. historii Aresa

Suczka wyszła mu naprzeciw.
- Hej. - uśmiechnęła się lekko.
Myślami była jednak zupełnie gdzie indziej. Z trudem jeszcze chodziła, jednak nic jej nie bolało.
- Hej. Tęskniłem. - wyznał.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo. - westchnęłam. - Potrzebowałam Ciebie przy sobie. - szepnęła i podeszła, żeby go przytulić.
Po policzku spłynęła jej pojedyncza łza.
Nagle, wszystko ułożyło jej się w głowie. Wszystkie puzzle, które dotąd do siebie w ogóle nie pasowały, złożyły się w jedną całość. Mimo, że w niej panował teraz głównie smutek, szybko został czymś przykryty. Ale... co to jest? Co zdołało ją tak rozweselić? Ares. Odpowiedź, to imię - Jego imię.
Wreszcie do niej dotarło. Kocha go. Tylko... Czy On kocha ją? Nie ma prawa po tym, jak się zachowywała. Jak ma mu to wyznać? Czy w ogóle to zrobić?

W jej głowie zapanował chaos.

środa, 6 lipca 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

Chodząc po lesie właśnie podjęłam decyzję. Poczułam coś dziwnego w brzuchu.Wtem zobaczyłam Aresa. Lepiej od razu mu powiem. Westchnęłam i podeszłam do przyjaciela. 
- Ares, ja... - zaczęłam - Nie będzie mnie przez kilka dni. 
- Co? Chyba nie wracasz do...
- Do hodowli? Nie. Przez kilka dni muszę pobyć sama. Nie będzie mnie w domu, ale też nie opuszczę  terenów SPG. - powiedziałam na jednym tchu. 
Co teraz czułam? W zasadzie.. nic. Porażające NIC. W głębi mnie panowała pustka. Ani szczęście, ani smutek. Ani strach, ani odwaga. Okrągłe nic. 
- Wrócisz?
- Niebawem. Muszę zebrać i myśli i odpocząć od.. od wszystkiego. Robię sobie taką.. samotną wycieczkę po terenie. - wyznałam, ale w myślach dodałam: "Wycieczkę do szpitala. Idziemy tam kilkoma osobami, a wracam w pojedynkę" 
- Jasne. Jeśli to Ci pomoże to się nie wtrącam. Idź i odpoczywaj. - uśmiechnął się pies. 
Więc poszłam. Równo o dwunastej zawitałam u progu szpitala. Przywitał mnie Alex i uśmiechnął się pokrzepiająco. Znałam ich już wcześniej. Byłam z nimi, rzecz jasna jako gość, gdy odeszła Greenie.  Oni nie opuszczają mnie teraz. To było ogromne wsparcie. Border zaprowadził mnie do sali gdzie już czekała Verona. 
- Po zabiegu zostaniesz przez kilka dni w szpitalu. - oznajmiła. 
Ułożyłam się na stole. Wszystko się zaczęło. 

Ares?

wtorek, 5 lipca 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

Ares spał wtedy u mnie. Mimo, że już spaliśmy ze sobą na jednym posłaniu, to po przeżyciach w hodowli czułam się dziko. Pies dawno zasnął wtulony we mnie. Mi jednak było niedobrze. Wstałam delikatnie, aby go nie obudzić i wyszłam na zewnątrz. Zbierało mi się na mdłości. Co jest ze mną nie tak? Stwierdziłam, że poczekam jeszcze trochę.
Po tygodniu jednak mój stan wcale się nie poprawiał. Podczas spaceru z Aresem, musiałam na chwilę przystanąć.
- Co ci? - zapytał patrząc na mnie dziwnie.
- Nie wiem. Nic. - uśmiechnęłam się sztucznie i podeszłam do psa.

Dopiero po dwóch tygodniach coś mnie tknęło. Poszłam do szpitala i poprosiłam aby zajęła się mną Verona.
- Mam dobre wieści. - uśmiechnęła się.
- Popatrzyłam na nią wyczekująco.
- Jesteś..w ciąży. - oznajmiła.
- C-co? - jęknęłam. - A-ale ja nie chcę. N-nie mogę. - po policzkach i kufie zaczęły mi spływać łzy. Wiadome, że były to dzieci Oliviera. To nie mogło być prawdą. Suczka podeszła i przytuliła mnie.
- Jeśli chcesz to istnieje jeszcze jedna możliwość. - spojrzała na mnie poważnie. - Nie daje to stuprocentowej pewności. Może być niebezpieczne, ale mogę się tego podjąć.
Sama w to nie wierzyłam. Miałam zabić własne dzieci.



Ares? ;-;

środa, 22 czerwca 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

Obudził mnie ból brzucha. Byłam bardzo głodna. Otworzyłam powoli oko. Bałam się, że cała ucieczka była tylko snem. Podniosła obie powieki i zobaczyłam znajome mi ściany. Dzięki Bogu byłam u Aresa. Poczułam piękny zapach i zaciągnęłam się nim. Tuż przede mną stała taca z dziczyzną. W pędzie się na nią rzuciłam rozkoszując smakiem mięsa. Tak dawno nie jadłam tego przysmaku. W hodowli ciągle tylko gotowane mięso z ryżem i warzywami. W chwili gdy zastanawiałam się nad aktualnym miejscem pobytu przyjaciela, wszedł do pokoju. Nie wiem jak bardzo zdziwiony musiał być widząc mnie z policzkami całkowicie wypełnionymi jedzeniem. Mimo okazji do wyśmiania, zapytał się tylko czy chcę dokładkę.
Pokazałam głową na znak, że nie. Po chwili oboje zjedliśmy i pies usiadł obok mnie. Znów wróciły do mnie czarne myśli. wspomnienia niedalekiej przeszłości o których chciałabym zapomnieć. Po głowie krążyły mi jedna niewyjaśniona sprawa, której się tak bałam. Czy jestem w ciąży?

Ares? :o

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

W pewnym momencie przyszedł czas, gdy już nie mogłam zostać spokojnie w boksie. Na drugi dzień od telefonu Klaudii, do stajni weszła ona wraz z kimś, kogo bardzo się bałam. Ostatnią osobą jaką tutaj chciałam zobaczyć był ON. Olivier. 
- Teraz sobie tutaj troszkę pomieszkacie razem. - Uśmiechnęła się właścicielka zamykając drzwi boksu. Do środka wszedł znajomy mi pies. 
- Hej, Arrie. wyglądasz jakby przeszło przez ciebie tornado. Z resztą przez to miejsce też. 
- OLI, wyjdź. - Rozkazałam resztą dumy jaka mi pozostała. Podniosłam wysoko głowę.
- Niestety, ale nie mogę, kochanie. Obowiązki. - Zaśmiał się. - Wygląda na to, że troszkę tutaj pomieszkamy razem. 
- Nawet nie próbuj. - Warknęłam. 
- Spokojnie Arrie. Wiem, że masz uraz. Poczekamy. - Uśmiechnął się czule. Podszedł do mojego drżącego ciała i objął przyciskając abym się położyła. Sam położył się obok mnie i przytulił. Musnął moje ucho. Patrzyłam się tylko w dal, a serce waliło mi jak oszalałe. Zaczął całować mnie po grzbiecie, potem brzuchu i szyi zbliżając się do pyszczka. Ominął to miejsce i przeszedł do podszczypywania mojego ucha. Leżałam jak sparaliżowana patrząc na punkt na ścianie boksu. W pewnym momencie wygięłam się dziwnie zamykając oczy. Wyobrażałem sobie jakby zamiast Oliego był tu Ares. Pies zabawnie łaskotał moją sierść na karku. Robił to już kiedyś, kiedy między nami coś było. Teraz nagle się podniosłam jak oparzona.
- Nie rób mi tak nigdy więcej. - Rozkazałam odchodząc w kąt. 
Patrzył na mnie nic nie rozumiejącym wzrokiem. 
- Oli... Wiem, że między nami coś było, ale to było dawno temu. Gdy razem tu trafiliśmy byliśmy niewinnymi szczeniakami. Wszystko się już zmieniło. Nie odpowiada mi życie hodowli. - Westchnęłam ciężko. - Mam już swojego księcia. I nie jesteś nim Ty. - Słowa wychodziły z moich ust coraz ciężej. Nie pomagał w tym widok zawiedzionego psa. mimo to nadal parłam na przód i czułam, że każde słowo zdejmuje jakiś ciężar z mojego serca. - Potrzebuję kogoś DLA MNIE. Nie dla wszystkich. Zastanawiałeś się ile już twoich szczeniąt jest na świecie? Nie potrafisz policzyć! Nie mogę żyć z kimś takim. Nie potrafię. - Wygarnęłam przez łzy. 
- Arrow, ja.. 
- Nie, Olivier. Nie zmienisz się. Nawet gdybyś chciał, to nie możesz tego zrobić, puki jesteś tutaj, a tu, jest Twój świat. - Przypomniała mi się sytuacja w której obydwoje byliśmy młodzi. Do Pyskowic przyjechała kobieta z suczką beagle'a. Razem z Klaudią i Łolim zniknęli w stajni. Ani ja, ani on, nie wiedzieliśmy co się stanie. Uświadomiły mnie dopiero pozostałe suki z którymi dzieliłam wybieg. Dopiero po jakimś czasie wyszli. Od tej pory się zaczęło, a później stało się rutyną. Nigdy tego nie rozumiałam. - Przepraszam. - Kontynuowałam - Ale już nigdy nie będzie między nami tak samo. - Ostatnie słowa przecedziłam przez zęby. - NIE JESTEM ZABAWKĄ. 

W tej chwili usłyszałam odsuwające się drzwi i westchnięcie. Okazało się, że moja pani przyglądała nam się od dłuższego czasu. Miała w rękach strzykawkę. Było to zrozumiałe, bo przecież była weterynarzem. Była przeznaczona dla mnie. Dlaczego? Zaczęło mi się robić słabo. Widziałam minę zatroskanego psa, a potem... Obudziłam się w domu. Niby nic strasznego. Byłam podłączona do kroplówki.
- C-co się stało? - Podniosłam głowę marszcząc czoło. Gdy poczułam się lepiej, wstałam i wyszłam na dwór. 
- Gratulacje, Arrow. - Podeszła do mnie starsza suczka. 
- Z czego? - Uniosłam brew. 
- No jak? Jesteś w ciąży. Znaczy prawdopodobnie. 
- CO?!
- Myślałam, że wiesz. Jeny. Wszyscy nagle smutni. I ty i Olivier. Powinniście się cieszyć, że zostaniecie rodzicami.. 
Tego już było zbyt wiele. Zszokowana pozbierałam myśli i pobiegłam do psa, którego ostatnio widziałam w boksie. 
Nie zdążył nic powiedzieć, a już dostał w twarz. 
- Jak mogłeś?! - Krzyknęłam patrząc na niego z nienawiścią. Nigdy by nie zrobił niczego złego kobiecie, za to że spokojem przyjął policzek. 
- Posłuchaj.. To nie tak, Arrie...
- NIE NAZYWAJ MNIE TAK. NIGDY WIĘCEJ. Brzydzę Się Tobą. I pomyśleć, że kiedyś Cię kochałam... - Zaśmiałam się nerwowo - Jesteś idiotą. CHOLE***M IDIOTĄ! - Wymierzyłam mu jeszcze jednego mocnego policzka i odbiegłam. Chciałam uciec. Uciec gdzieś daleko. Do Aresa. 
W tej chwili właścicielka dostrzegła, że nie ma mnie już w domu. Wybiegła na zewnątrz budynku i pobiegła do mnie. Zrobiłam szybki unik. 
- Oli, co tak patrzył?! Pomóż mi ją złapać! - Rozkazała
Zakłopotany pies ruszył za mną. W tej chwili pojawił się jak z nieba Ares. Ugryzł dziewczynę i zaczął się naparzać z Olivierem zarówno słownie jak i siłą. Zdenerwowana pobiegłam i mu pomogłam. Nie wiedziałam jak, wiedziałam, że muszę zrobić jedno. 
- Arrow. Musisz mnie posłuchać! Jeśli choć trochę mnie lubisz, to MUSISZ iść ze mną. - Spojrzał mi błagam ie w oczy. Bad płotem przebiegł pierwszy. Mimo, że się chwilę wahałam, po chwili byłam już po drugiej stronie. Biegłam z nim do Sfory Psiego Głosu.

Ares? Hehe.. ;U;

niedziela, 19 czerwca 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

- Ares, błagam. Idź sobie już. - jęknęłam prawie z płaczem.
Gdy go zobaczyłam, to coś we mnie pękło. Cały czas za nim tęskniłam, ale teraz, gdy stał przede mną, to prawie umarłam ze szczęścia. Mimo to bałam się o niego. Był na terenie Oliego.
- Arrow. Proszę, ucieknij ze mną.
- Nie mogę. Tu jest moja hodowla.  - westchnęłam
W tej chwili kątem oka zauważyłam Oliviera. Już szedł w stronę Aresa. On też go zauważył.
- Arrie, jeśli mnie choć trochę kochasz... Proszę, chodź ze mną.
Zrobiłam głęboki wdech i całkowicie zaufałam przyjacielowi ze sfory. Skinęłam głową i już w tej chwili biegliśmy w stronę wysokiego ogrodzenia. Ares zaczął się wspinać, gdy przeskocył, spojrzał na mnie. Stałam nadal po drugiej stronie siatki.
- Osłaniam Cię. - szepnęłam. - Biegnij. Zaufaj mi. - Beagle spojrzał początkowo na mnie nie rozumiejąc, ale już chwilę później biegł w kierunku ulic.
- Arrow, czy ty próbowałaś uciec?! - krzyknął któryś pies z hodowli.
Po chwili z domu wybiegła Klaudia.
Od tej pory byłam zamknięta w boksie stajni. Jako jedynego towarzysza miałam klacz Qualitę, na której dziewczyna jeździła. Nie wiem ile czasu tam byłam. Żaden z moich lokatorów oprócz Kludi nie przyszedł nawet na chwilę. Byłam uwięziona.
W nocy, przez maleńkie okno patrzyłam na księżyc i zastanawiałam się, czy Ares też go widzi.


*********************************
 Pewnego dnia usłyszałam jak telefon dziewczyny zadzwonił. Zaczęła z kimś rozmawiać. Był to chyba potencjalny kupiec na małego szczeniaka. Wyjaśniła, że na razie nie ma żadnych miotów, ale niedługo będzie i wtedy do niego zadzwoni. Zapewniła, że planuje szczenięta od swoich dwóch najlepszych psów. Głos po drugiej stronie słuchawki był gruby. Należał do mężczyzny.
- Od których? - zapytał.
- Olivier i Arrow.
Zaczęłam miotać się po boksie. Wskakiwałam na kraty i małe okno. Obijałam się o zimne ściany i lądowałam w słomie. Raz, drugi... trzeci. Nie mogłam tam zostać. Zaczęłam gryźć deski drzwi. Wszystko na darmo. Dziewczyna zaciekawiona hałasem podeszła do krat.
- Arrow? Co ty wyprawiasz? Spokojnie. Będą z ciebie jeszcze ludzie. Znowu zobaczysz jak to jest mieć szczeniaki. Zwłaszcza, że masz cieczkę.


Ares? :o

czwartek, 9 czerwca 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

- Uratowałem jej życie. - Ares spojrzał na psa z wyrzutem.
- Boże, Arrow! Nic Ci się nie stało?- Olivier podbiegł do mnie i przytulił mimo tego, że nie chciałam. Pozwalał sobie na dużo. Myślał, że gdy raz miałam mieć z nim szczeniaki, to już należałam do niego. Spojrzałam smutno na Aresa. Stał spokojnie na uboczu. Miał dziwny błysk w oku. Jak się potem dowiedziałam, był to błysk zazdrości. Byłam w pułapce. Musiałam zgodzić się na warunki psa z hodowli. Pojedyncza łza spłynęła po moich szepcących wargach: " Przepraszam, Ares". Livier osiągnął swój cel. Wracał ze mną do domu. Jedyne co sprawiało, że tam byłam, była radość Klaudii.
Zastanawiałam się co teraz robi mój przyjaciel ze sfory.

Ares? Nie mam czasu ale napisałam xD następne będzie na pewno o wiele dłuższe xD

środa, 8 czerwca 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

Chciałam żeby został, ale bardzo potrzebowałam pobyć w samotności. Ares pożegnał się, po czym wyszedł. Upewniając się, że zniknął za drzewami, poszłam w stronę miasta. Spacerem mijałam kolejne budynki. Natknęłam się na kolejne plakaty z moim zdjęciem. siadłam przy jednym i zaczęłam się uważniej przyglądać. "Zaginął pies!" - brzmiał nagłówek. Czytałam dalej: " Dnia x zaginęła nasza kochana suczka - Arrow. Jest rasy beagle. Reaguje na imię i różne komendy. (...) kto widział psa, proszę o natychmiastowy kontakt pod numer: 536-600-200 * Przewidywana wysoka nagroda! "
Westchnęłam.
- Niestety jeszcze poszukacie. - powiedziałam do samej siebie, ale w głębi serca czułam jakby moja sfora wśród ludzi to słyszała. Byłam pewna, że chcę zostać z moją nową sforą. Z Aresem. I chociaż tęskniłam za Klaudią, psami, Olivierem, to wiedziałam,że tak będzie lepiej. Czy dla nich? Nie wiem. Może to trochę egoistyczne, ale dla mnie lepiej było tak, jak w tym momencie. Kto wie co przyniesie jutro?

Wracałam do lasu. Musiałam przejść przez pasy na których zginął nasz strateg - Greenie. Przystanęłam na chwilę na chodniku i westchnęłam po raz kolejny przyjmując chwilę ciszy. Następnie wzdłuż alei drzew i prosto na polanę. Nagle znajomy beagle zatarasował mi drogę. Nie był to niestety Ares.
- Arrie? - głos Oliviera był nacechowany niezwykłą radością i na początku cudownym zdziwieniem. Tak jakby odnalazł długo wyszukiwany skarb. - Wreszcie Cię znalazłem. - powiedział niezmiennym głosem i czule mnie przytulił. Wtuliłam się w jego sierść. Dopiero teraz gdy go zobaczyłam, zrozumiałam, że jednak za nim okropnie tęskniłam. Staliśmy tak dłuższą chwilę.
 - Co powie Klaudia, gdy cię zobaczy? A reszta psów?
-C-co? N-nie. Ja nie wracam.
- Myślą, że nie żyjesz! Albo trafiłaś do pseudo-hodowli! Wszyscy się o Ciebie martwili! Klaudia płakała za swoim ulubionym psem! I nasze szczeniaki! - mówiąc to podszedł do mojego brzucha.
- Nie ma w nim twoich szczeniąt. - szepnęłam, bo czułam że nie dałabym rady powiedzieć tego głośniej.
Pies nie zrozumiał. Spojrzał na mnie pytająco z obawą.
- Poroniłam. Wpadłam pod samochód. - gdy to powiedziałam, nastąpiła okropna cisza.
- Spokojnie. - szepnął mi do ucha dopiero po chwili podchodząc bardzo blisko mnie. Był wyższy tak, jak Ares, więc musiałam spojrzeć w górę, żeby widzieć jego oczy. Je też miał podobne do mojego nowego przyjaciela, ale w ślepkach Liviera brakowało tej pięknej iskry jaka towarzyszyła oczom Aresa.
- Będziesz jeszcze miała szczenięta. Jeśli nie ze mną, to z kimś innym. - uśmiechnął się. On był całkowicie podporządkowany zasadom, które obowiązywały w hodowli. - ale i tak będziemy znowu razem. Kiedyś się pobierzemy... Proszę, obiecuję, że zawsze będę Cię chronił. Po prostu chodź i pokaż się Klaudii, wtedy przestanie rozpaczać. Ja też..
Nie miałam wyjścia. Poszłam z nim.


Ares? Tera szukaj wiatru w polu. Mam nadzieję, że się popiszesz xD C:

* numer do Radia Ma ryja xDD

sobota, 28 maja 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

- T-tak..N-nie. Nie. - jęknęła zaspana suczka przecierając łapką oczy. - Gdy byliśmy w mieście, zauważyłam ogłoszenia o zaginionym psie z moim zdjęciem. Właściciele mnie szukają, Ares. Dali za mnie wysoką nagrodę. Na pewno się martwią, ale nie mogę do nich pójść po tym co zrobiłam. Zawiodłam ich.
- Co się stało? - zapytał z troską w głosie.
- To jest... ciężki temat. - wykręciła się. Nie chciała, żeby wiedział zarówno o jej ciąży, jak i poronieniu. Nie miał wiedzieć o niczym. I tak miał już zbyt dużą wiedzę. - Powiedzmy, że nie spełniłam ich oczekiwań. I uciekłam. To wszystko.
- Wiesz, że możesz mi powiedzieć? - uśmiechnął się.
- Przepraszam Cię, ale niektóre rzeczy nie powinny wychodzić na światło dzienne.
- Ale co? Zabiłaś kogoś? Na pewno nie. Nie ma gorszej rzeczy więc spoko...
- Tak. Zabiłam. - przerwała mu. Pojawiła się wtedy niezręczna i chyba długa cisza. Ares stanął jak wryty. - Zabiłam własne dzieci. - wyznała mówiąc bez uczuć i patrząc w dal. Wolała w ogóle nie ukazywać uczuć niż płakać.
- Nie rozumiem. - przekręcił głową starając się wydobyć od niej więcej informacji.
- Pochodzę z hodowli. Tam głównie chodzi o to, żeby psy jeździły na wystawy, zajmowały miejsca na podium i... dawały szczeniaki. Ludzie prześcigają się w tym, kogo pies będzie tym najlepszym. Tak było też ze mną. Nie zliczę nawet ile miejsc zwiedziłam z właścicielką będąc na wystawach. Nigdy nie poznałam ojca moich szczeniąt. Tych z pierwszego miotu.
- Co było z pierwszym? - psa wyraźnie wciągnęła historia. Prawdziwa historia jej życia.
- 6 szczeniąt. Szybko zostały sprzedane, ale nie ukrywam, że byłam już matką. Potem strasznie za nimi tęskniłam, ale hodowla miała akurat kryzys. Gdyby nie one, Klaudia nie mogłaby utrzymać pozostałych siedmiu psów. Takie jest tam życie. Potem byłam na jeszcze czterech wystawach, a następnie zaszłam w ciążę po raz drugi. Ojcem był pies z mojej sfory. Miał na imię Olivier. Wtedy wpadłam pod samochód. Wraz z wypadkiem straciłam miot. Leżałam na brzegu ulicy. Pamiętam, że wtedy przybiegł. Przytulił mnie i chciał biec po pomoc. Pobiegł, a ja w tym czasie na resztkach siły podniosłam się i pobiegłam wzdłuż lasu. Znalazłam jakąś norę i tam zostałam. Jakiś tydzień później, znalazłam się w SPG. To był dla mnie straszny wstyd, ale nie chciałam mieć też więcej szczeniąt. Gdybym tam została, to cały czas bym opiekowała się którymiś z rzędu. Odbiłoby mi się to na mojej psychice. Dlatego już wiesz skąd taki mój charakter. - Arrow zakończyła opowieść. Pogłaskała czule zająca, który właśnie do niej podszedł.

Ares? Także ten.. no.

niedziela, 22 maja 2016

Od Arrow C.D. historii Aresa

Pies był pewny, że zaraz mu się oberwie.
- Co ty tutaj robisz?! - Zapytała zdenerwowana.
-J-ja... - Bąknął.
- Nie wiesz jak w nocy jest tu niebezpiecznie? Nocą bywają tu wilki! Zobacz z jaką łatwością ja cię znalazłam, a co dopiero te bestie! Dlaczego nie wszedłeś do środka?!
- Bo J-ja... Chwila. Co? - Zapytał zaskoczony
- No przecież, jeśli chciałeś... Nie wiem.. Co ty sobie w ogóle myślałeś? - Zdawało się, że suczka już się trochę uspokoiła.
- Nie chciałem żeby coś Ci się stało...
- A! - Westchnęła z dezaprobatą.  - W takim razie trzeba było po prostu mnie odprowadzić.. Nie wiesz. Może bym się zgodziła?...  Chodź do środka. - Uśmiechnęła się pogodnie. Ares, mimo że ją zdenerwował, bardzo u niej zaplusował.
Arrow, gdy weszła,  położyła się na legowisko i oparła łapek na przednich łapach.  Ares nie bardzo wiedział co robić, więc usiadł na przeciwko niej. beagle'ka zaśmiała się i ogonem poklepała miejsce obok niej. Zasnęli obok siebie.

Ares?