Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vincent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vincent. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 września 2016

Od V C.D. historii Elieen

- Pewnie! - uśmiechnąłem się szeroko. - Prawdę mówiąc, to nigdy tam nie byłem.
- Przybij łapę. Ja też nie.
No i poszliśmy.
- Myślisz, że to może być skrót? - wskazałem w pewnym momencie na zejście do polnej, dzikiej ścieżki.
- Myślę, że tak. - skinęła głową.
- Czekaj.- zatrzymałem ją, gdy schodziła na drogę. - Śpieszy ci się?
- Nie..
- Mi też nie. - wzruszyłem ramionami i zrobiłem kilka kroków do przodu. Poszliśmy normalną drogą, gdzie rosło pełno fioletowych kwiatów. Widok był przecudny i momentami budził poczucie, jakby było się w łaście w bajce o Czerwonym Kapturku. Tyle, że nie było niebezpieczeństwa, że za chwilę wyskoczy zza drzew wilk, żeby zapytać o drogę do babci, lub Cię pożreć..


W pewnym momencie na drogę wybiegła wiewiórka. Zarówno Elieen, jak i ja nastawiliśmy uszu, morderczym wzrokiem przebijając ofiarę niemalże na wylot. 

Elieen? 

wtorek, 23 sierpnia 2016

Od Vincentego C.D. historii Eileen

- Jasne. - od razu się ożywiłem. - Jakie to kwiaty?
- Z tego co wiem, to te przy krzywym lesie.. Niebieskie i większe od reszty.
- Chodzi Ci o hortensje?
- Nie wiem. Chyba tak..
- Chodźmy. - zaśmiałem się. Czasem Alex na prawdę cudnie komuś coś tłumaczy.
Po około kwadransie dotarliśmy na obrzeża krzywego lasu. naszym oczom mimo, że niezbyt odróżniamy niebieski, od razu rzuciły się duże kwiaty.


- To te? - zapytała suczka. 
- Tak. - potwierdziłem. Zabraliśmy się do obrywania ich w koszyk jaki przyniosła ze sobą. Ostrożnie zrywałem pęki kwiatów i podawałem je jej. 
- Będzie z nich maść, czy pigułki? - zagadałem międzyczasie 
- Lekarstwa. - ucięła sugerując w ten sposób, że nie ma pojęcia po co one. 
- Rozumiem. pokiwałem głową. 
Gdy wiklinowy koszyk był już pełen, wracaliśmy. 
- Daj. - przewróciłem oczyma patrząc na suczkę próbującą uciągnąć koszyk wyższy od niej samej. Chwyciłem rączkę w zęby i pomaszerowaliśmy ostrożnie na pole bitwy. 

Eileen? 

sobota, 14 listopada 2015

Od Vincentego C.D. historii April

To co wydarzyło się przy zachodzie słońca nie było na prawdę. Był to sen April. 

***

- No i właśnie wtedy podajemy łapę. - wytłumaczył dziwnie patrzącym się na niego i siedzącym w ławkach szczeniakom. - Na dziś to wszystko. Jutro będziecie pracować w parach. Przerwa! - wykrzyknął i z uśmiechem wyprowadził maluchy z jaskini. wiedział, że to czego ich uczy jest dla takich małych szczeniąt nudne, ale nie miał wyboru. Za wszelką cenę starał się urozmaicić im lekcje.
Gdy wyszli na zewnątrz, oparta o dąb stała znajoma suczka, uśmiechając się podejrzanie. 
- April, hej. - pies uśmiechnął się. 
- Vini, co tam u Ciebie? Muszę Ci o czymś powiedzieć. - oznajmiła lekko się rumieniąc, ale ze śmiertelną powagą. Pies wyczuł to. 
- Co się stało? - zapytał nie udając zaskoczenia
- Przejdziemy się?
- Okay. Chodźmy. - uśmiechnął się. April nie wiedziała czy opowiedzieć mu o jej śnie. Przecież to może wszystko zepsuć. Zakochała się w nim, a w śnie on zakochał się w niej. Całowali się... ale to był tylko sen. Nierealistyczny zwłaszcza. Poszli w stronę łąki i zaczęli spacerować po polu pszenicy.

- Mów. - rozkazał ciepłym ale stanowczym i troskliwym głosem.
- Miałam sen. - wydukała, a jej przekonanie co do tego, żeby opowiedzieć go psu malało z każdą sekundą. 

April? Pociągnij trochę temat. Napisaliśmy ledwo kilka opowiadań, a już są razem? :v Nie do przyjęcia :v 

niedziela, 4 października 2015

Od Vincentego C.D. historii April

- Nie przeszkadzasz. - pies uśmiechnął się. - Mam wolne. Jutro już do pracy. Ale nie wiem ,czy tobie nie przeszkadzam..
- Nie przeszkadzasz. Mam wolne, tak jak ty, a fajnie się z Tobą łazi.- nadpobudliwa suczka zaśmiała się. - Czym się zajmujesz?
- Jestem.. Nauczycielem. - westchnął pies. - Lubię pracę z dziećmi. Mój przedmiot ich za bardzo nie ciekawi, ale zawsze znajdzie się coś dobrego na lekcji. Teraz muszę przygotować dość sporo z nich do egzaminu końcowego..
- Aha.. Ale jesteś nauczycielem..czego?
- Wychowania. - Vincenty prawie parsknął śmiechem. April też. Pod ich łapami zaczynał się piasek. To był znak, że wkraczają na tereny końskiej plaży.
- Gdzie jesteśmy? - zapytała niepewnie suczka.
- Na plaży. Jest tu dużo koni, ale też ładne zachody słońca. - Vini odpowiedział szybko na pytanie nowej przyjaciółki. - Wiesz.. jesteś bardzo miła.
- Dzięki. Ty też. - odrzekła zarumieniona suczka. Na plaży nie było już koni. Fale zderzały się ze sobą wściekle, a zarazem spowolnionym ruchem. Psy usiadły blisko brzegu. Wiatr muskał ich sierść, a do ucha wpadały krzyki mew żegnających wielką kulę ognia chowającą się za horyzont.


- Brr.. Zimno. - suczka zatrzęsła się. Vincenty zawahał się. Gdy ta spojrzała na niego, ten przełamał się i roztworzył przed nią swoje łapy. April spojrzała na niego zdziwiona, ale nie pozwoliła owczarkowi czekać. Wtuliła się w jego futro. Siedzieli w milczeniu.
-Ale to śliczne. - suczka w końcu przerwała ciszę. Pies chciał coś powiedzieć, ale znowu zamilkł. Pokiwał jednak głową na znak, że tak i nadal poddał się ciszy patrząc w niknący obłok światła. 

April? Zdecyduj czy się pocałują. :D żartuję.

wtorek, 29 września 2015

Od Vincentego C.D. historii April

- Smacznego. - powiedzieliśmy do siebie niemal równocześnie. - Heh. - Zabraliśmy się do jedzenia, a później powędrowaliśmy nad strumień w poszukiwaniu wody. Gdy odpoczęliśmy po najedzeniu się do syta dużo rozmawialiśmy, opowiadaliśmy sobie kawały(głównie suche) no i ogólnie robiliśmy to co zawsze na początku robią przyszłe pary (x'D)
- Mam takie.. Takie.. - zaczęła nagle suczka.
- Co? - zaciekawił się Vini patrząc dziwnie na April.
- Gonisz! - wypaliła szybko i zaczęła uciekać. Pies pokiwał przecząco głową, ale szybko zaczął biec za nią.
- Mam cię. - cmoknął w powietrzu z udawanym sarkazmem, ale szczerym uśmiechem.
- O nie! Nie zjedz mnie! - zaśmiała się i zamknęła na dłużej oczy. Odwróciła się i spojrzała jeszcze raz na psa, który nieświadomie trzymał ją w ramionach, gdy ta się do niego przytulała. Zrobili krok do tyłu.
- Także.. ten. - wyparskała lekko zawstydzona suczka.
- No! - dokończył równie zakłopotany owczarek.

April? Przepraszam, że tak długo. Brakuje mi weny, czasu i klawiatury, ale obiecuję pisać częściej.


środa, 16 września 2015

Od V C.D. historii April

Psu bardzo zaimponowały słowa borderki. Od jakiegoś czasu sam nudził się w sforze.. Ciągle rutyna i rutyna..
- Fioletowa rzeczka.- wypowiedział tylko i odsłonił część zarośli przepuszczając suczkę jak prawdziwy gentelmen.
- Jejku!.. - jej reakcja na obraz była do przewidzenia. Wokoło rozciągał się krajobraz krzewów i drzew w wesołej barwie fioletu. Na wprost zaś, płynęła błękitna wstążka rzeki obramowana białymi jak śnieg kamieniami. Vincentego nie wzruszył ten widok. Widywał go dość często i stracił w jego oczach urok. Na dole biegły szczenięta mieszkających tu bet, a dookoła w powietrzu wisiał zapach lawendy i wrzosu. Idealna mieszanka przeciwko komarom! - Słuchaj, może zrobilibyśmy sobie tutaj piknik? - zapytała April ku zdziwieniu Vini. Otworzył szerzej oczy i mrugnął.
- D-dlaczego nie? - odpowiedział pytaniem retorycznym i uśmiechnął się lekko.
- No to na co czekamy? - wykrzyknęła śmiejąc się i podskakując wokół psa.
- Też jestem głodny. - owczarek zaśmiał się i zaczął naśladować ruchy nowej znajomej. Później udali się na polowanie.
- Jak myślisz? Znajdziemy coś? - April zapytała jak najciszej było to możliwe.
- W tych lasach zawsze coś jest. Bez obaw! - odpowiedział Vincenty obserwując czujnie co się dzieje wokół niego. Nagle wskazał coś łapą. Na widoku był dość pokaźnej wielkości jeleń. Zwierzę zaczęło nasłuchiwać po czym uciekło w popłochu. Psy już miały się za nim puścić, gdy wtem za nim wybiegł duży wilko-krwisty. Borderka nie zauważyła go i zerwała się do biegu. Pies szybko ją powstrzymał.
- Nie dasz rady z wilkiem. To wrogowie. - potrząsnął łbem. - Musimy zadowolić się nimi. - mrugnął do niej i gestem pyska podpowiedział jej, że w legowisku obok leżą króliki. Złowili po jednym dorodnym okazie i zabrali je nad rzeczkę. Po drodze z domu Viniego zabrali koc, koszyk i dodatkowe jedzenie. Droga była długa, czasu również dużo, a tematów do rozmów jeszcze więcej. Psy miały wrażenie jakby znały się od bardzo, bardzo dawna. Na miejscu rozpaliły ognisko i upiekły swoje zdobycze. Oboje śmiali się, bawili. Po jakimś czasie dosiadł się do nich Geris i Another Day. Wreszcie zrobiło się ciemno. Ognisko zaczęło gasnąć i zaczął kropić deszcz. Szybko pojedyncze krople przerodziły się w ulewę. Vincenty nakrył suczkę kocem. Musiał ją odprowadzić i sam pójść do domu. Wtem jak zbawienie wyrosły spod ziemi bety.
- Nie pozwolę Wam moknąć. Zwłaszcza, że mieszkacie daleko, a leje, wokoło grasują wilki. One uwielbiają taką pogodę. Dzisiaj będziecie spać u nas. - Another uśmiechnęła się robiąc łapą gest zapraszający psy do ich domu. Posłusznie udały się za nimi. Bety oddały im na tę noc jeden ze swoich pokoi. Gdy weszli do środka okazało się, że jest tam tylko jedno leże. ( uuu.. ) Pies od razu ułożył się na podłodze. April zdawała się nie widzieć problemu.
- Między Another i Gerisem jest aż sześć lat różnicy.. - zaczęła ugniatać posłanie łapami jak kot.
- No właśnie. - Vini zamyślił się.
-, a są taką słodką parą... - uśmiechnęła się jakby do siebie. Między nami jest tylko 2,5.- Vincenty otworzył szeroko zaspane powieki. Suczka zaśmiała się.


April? Wybacz, że tak długo.. Nie miałam klawiatury ;c 

poniedziałek, 14 września 2015

Od V C.D. historii April

- Hej, Vini jestem. Lat 5. - owczarek austriacki uśmiechnął się do nowej znajomej troszkę niepewnie. Nie znał jej jeszcze. Wiedział tylko, że jest nowa.
- Vini? - suczka zapytała się jeszcze raz, dla pewności.
- Pełne imię, Vincenty, ale mów jak chcesz. - pies potwierdził swoje słowa.
- Mhm. - suczka przyjęła to całkiem nieźle. - Ja mam 2,5 roku więc troszkę młodsza jestem. - zaśmiała się. Psu nie wydawało się to śmieszne, ale mimo to uśmiechnął się. - Co powiesz na wspólny spacer? - borderka wyjęła to V z ust.
- Właśnie miałem o to zapytać. Gdzie chciałabyś iść? - zapytał spoglądając w okolice wschodzącego słońca, które błyszczało też w kroplach rosy na liściach i trawie. Jest jeszcze tyle czasu!

April? Takie trochę wprowadzające, ale następne będzie dłuższe. ;3 o wiele! xD:*

sobota, 16 maja 2015

Vincent adoptowany!

Od dziś Vincent należy do graczki wercia1002 czyli do mnie xd , ale moje przezwisko się nie zmienia, to nadal ja, Green Day <3

niedziela, 18 maja 2014

Od Vincenta - CD historii Ellie

- O, przepraszam. Gdzie moje maniery? Jestem Vincent. - odparłem z ironicznym uśmieszkiem. - A panienka to? 
- Panienka? - odparła kpiąco.
- No chyba, że jesteś psem? Wtedy przepraszam jeszcze raz. - postałem kolejny uśmiech. 
- Ellie. - wymamrotała. 
- He? - udałem, iż nie usłyszałem odpowiedzi. 
Ta jednak tylko parsknęła i starała się nie wybuchnąć. Faktycznie nie wyglądała na suczkę z poczuciem humoru, ale cóż zawsze to niż nic. 
- Wracając. Sfory powiadasz? Czy byłabyś tak miła i zaszczyciłabyś mnie zaprowadzeniem do Alphy owej sfory? - zapytałem i puściłem jej oczko. 
Pomyślałem, że trochę się z nią zabawię. Niech pomyśli, że mam gest. 

Ellie? Moje również XD Trafiłaś na niełatwego osobnika

Od Vincenta

Całe moje życie było pełne troski i opiekuńczości. Jednak nie widziałem się w przyszłości w roli Alphy.
Wydawało mi się tu nudne. Dlatego właśnie postanowiłem opuścić rodzinną Francję i udać się w podróż swego życia. Wędrowałem długo. Ni to dni, ni to miesiące. Cieszyłem się jak nigdy, że mogę wreszcie sam dyrygować swoim życiem. Bez żadnych uwag, zaleceń, rozkazów.

~Rok od odejścia z rodzinnej sfory~

Szwendałem się już to tu, to tam. Lecz nigdzie, w żadnej napotkanej sforze nie było ‘tego czegoś’.
Szedłem w tym momencie przez las, poczułem zapach mięsa, a że od roku żywiłem się tylko zającami... Mój instynkt wziął górę i zacząłem ile sił w łapach biec w stronę woni. Ujrzałem małego, białego zająca na środku polany. Zaczaiłem się i skoczyłem na niczego nieświadome stworzenie. W momencie lotu coś się na mnie rzuciło.
Był to pies… lub suka. To zależy.
- Ej. Co jest?! – mruknąłem z oburzeniem w głosie. – To już nawet zjeść nie można?

<Ktoś? Najlepiej jakaś suczka XD>

sobota, 17 maja 2014

Nowy pies w Sforze - Vincent!

 Vincent... Hm, niczym mój ulubiony kot :3
A wygląd... Cóż, kolejne cudo <3

http://fc07.deviantart.net/fs71/i/2012/222/6/6/stroh_picknick_by_alita_san-d5ak6c7.jpg
Imię: Vincent [Vini, V]
Płeć: Pies.
Wiek: 4 lata
Rasa: Owczarek Australijski
Głos: OVI - Miracle [Jako OVI]
Stanowisko: Nauczyciel wychowania
Partner: Wciąż szuka tej jedynej...
Młode: Może kiedyś...
Rodzina:
Matka - Veronigue
Ojciec - Pierre
Brat - Tomas
Urodziny: 10 dzień lata
Sektor: Navydeer
Cechy: Vincent jest psem bardzo nietypowym, niespotykanym. Nie chodzi w tym momencie o rasę, kolor sierści czy oczu. Chodzi tu właśnie o jego usposobienie.
Pies ten nie ma tylko jednej twarzy. Zmienia charakter co chwila. Ma on wiele niepokazanych jeszcze masek, które on sam jeszcze odkrywa. Nigdy nie można się niczego po nim spodziewać. Raz jest miły, uprzejmy i pomagający, a innym razem może być opryskliwy i pluć przysłowiowym jadem na wszystkich wokół. I to nie ważne czy to oni nadepnęli mu na odcisk czy może kto inni.
Pomimo zmienności charakterów jest on dość towarzyski. Co prawda nie lubi zatłoczonych miejsc, lecz nienawidzi także siedzieć sam. Tak więc, nie można brać go jako samotnika. Chętnie zawiera nowe znajomości, zarówno z płcią przeciwną jak i z psami.
Jest typowym dżentelmenem. Kiedy mu na kimś zależy stanie się romantyczny i opiekuńczy. Jednak, kiedy ktoś mu się nie spodoba nie pozostawi po nim suchej nitki. Jest to jedna z jego wad - zbyt wielka szczerość oraz wylewność. Zawsze powie to co mu leży na wątrobie, czy też sercu.
Zawsze twardo stąpa po ziemi i nie daje się z niej strącić, czy też wytrącić z równowagi. Żyje on zasadą "co cię nie zabije, to cię wzmocni".
Stara się być zawszę elegancki i zachowywać się z manierami. Nigdy nie łamie zasad, chyba że chodzi o czyjeś dobro.
Historia: Otóż Vini żył, żyje i jeszcze trochę będzie żył.
Jego historia nie różni się niczym od innych zwyczajnych psów... Dobra. Nie aż tak zwyczajnych. Jego rodzice wychowywali go na prawowitego władcę jednej z wielu francuskich sfor. Owszem był on przyszłym Alphą, pierworodnym synem Pierre oraz Veronigue.
Codziennie jego wychowawcy uczyli go manier dobrego zachowania i innych takich rzeczy, które musiał potrafić każdy przywódca sfory.
Już kiedy miał dwa lata zaczęły się pobory na jego żonę, przyszłą Alphę. Nie podobało mu się to, że to nie on, a jego rodzice decydowali o kandydatkach. Kiedy minął już rok, a nadal nie znaleziono potencjalnej partnerki dla V, wszyscy zaczęli tracić nadzieję, a Vincenty cierpliwość.
Postanowił odejść ze swej rodzinnej sfory i pozostać normalnym, przeciętnym psem.
Wędrował rok. Zatrzymywał się w wielu różnych sforach, lecz w żadnej nie było "tego czegoś". Wreszcie trafił on do Sfory Psiego Głosu. Widział że tam jest inaczej i stwierdził, iż zostanie na dłużej.
Nick na howrse.pl i/lub mail: Nutty | Zuzka6410@wp.pl