Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 stycznia 2015

Od Jasona - CD historii Drina

Od tej nocy, tej ważnej nocy dzielił nas tylko jeden dzień... Już wtedy, a nawet wcześniej, rozpoczęły się przygotowywania... Razem z Jessy odprowadziliśmy szczenięta do schronu, każde z osobna całowaliśmy po czole i dawaliśmy rady na życie. Zostawiliśmy je z medykami... były bezpieczne... lecz nikt inny... Ruszyliśmy na trening, właściwie to większość się tam żegnaliśmy... jedni z nadzieją, drudzy bez... Ja przeżyłem już jedną wojnę, lecz ta... ta niszczy wszystko... życie... Po treningu ruszyliśmy na pole walki. Gdy Drin nadał znak ustawiliśmy się na nasze miejsca. Mnie i Jessy dzieliło kilka psów... patrzyliśmy na siebie bez słowa. Serce biło mi... jak, jak jeszcze nigdy w życiu, łapy trzęsły się nieustannie, było mi zimno, a zarazem gorąco... Zimny wiatr przechodził przez moje futro tworząc niemiłe odczucie. Tak naprawdę... to jeszcze nigdy się tak nie czułem, stresowałem się bałem... samego startu... wszystkiego... Nie umiem tego określić, miałem przeczucie, że będzie to krwawa walka i, że się nie uda. Nawet jeżelibym przeżył, to co z resztą... wszystkimi bliskimi, przyjaciółmi i po prostu psami. Byłbym sam, żyłbym w bólu i strachu... stwierdziłem, że lepiej byłoby umrzeć. Szybko, bez bólu, bez lęku, ale wtedy przyprawiłbym o ból innych. Tak, zdecydowanie lepiej byłoby umrzeć, ale jak? Jak to zrobić? Jak pogodzić się z tym, że już nigdy nie zobaczę Jessy i dzieci. Chyba po prostu będę musiał ich bronić z całych sił i wszystkich innych, aby nikogo nie stracić, ale... czy to możliwe? Tego nie wiem. Zauważyłem jak Drin zbiega z górki, to był znak... Przy starcie kilka psów mnie poturbowało. Leżałem na ziemi. Po prostu się bałem, bałem się dowiedzieć co się stanie. Ale przed tym nie da się uciec. Wstałem i ruszyłem, biegłem tak szybko, że wyprzedziłem parę psów... Ujrzałem wilki... Walka się zaczęła. Wszędzie byłą krew. Widziałem to wszystko, jak oni umierają, jak my umieramy... Biegłem powoli, jakby czas się zatrzymał, nic nie słyszałem, tylko lęk i ból widziałem to wszystko, jak moi bliscy umierają... lecz ja nie mogę tak żyć, nie mogę przed tym uciec. Nadal nic nie słyszałem, ale ruszyłem w bój. Nie chciałem zabijać, więc robiłem to by chronić innych. Ujrzałem Driva.... walczącego z wilkiem, nie radził sobie, szybko ruszyłem i skoczyłem na wilka, dusząc go. Podszedłem do Driva... ale było już za późno. Leżał drętwy na ziemi, próbowałem go ocucić, ale nic z tego. Krzyknąłem ze złości. Taranowałem wszystkich na mojej drodze. "Nie daruję im tego!",myślałem... Zakradł się do mnie od tyłu jeden z nich, już miał chwycić, lecz Sephora rzuciła się na niego. Ostatnim swym tchem powiedziała:
- Jason, tylko nigdy się nie bój... - i umarła. Tak zawsze mówiła mi moja mama, Sephora. Przypomniałem sobie o niej, o moim dzieciństwie, o tych wspólnych chwilach... Zrozumiałem, że warto walczyć oto, by kiedyś jakiś szczeniak... też tak żył. Poczułem napływ energii... Biegłem i walczyłem, łzy spływały mi po policzkach. Za każdym razem, gdy widziałem jakiego psa martwego, leżącego na ziemi, tym lepiej walczyłem. Czemu? Bo walczyłem dla nich, dla poległych i tych którzy kiedyś będą stąpać po tych ziemiach, a będą, bo ja nie odpuszczę...! Za każdym razem, gdy zabiłem jakiegoś wilka, łza spływała mi po policzku, a oczy napełniały się nowymi. A czemu? Bo było mi ich żal, ja nie chciałem tego robić. W końcu wilków zaczęło ubywać, choć psów też... Zaczęliśmy wybiegać z okręgu ognia. Widziałem jak ostatnie psy: Saturn, Mirage i Miedziak spłonęli bo krąg się zamykał. Tuż po tym, gdy wybiegłem padłem na ziemię. Czy umarłem? Fizycznie nie, ale mój umysł chyba tego nie przetrzyma...

Ktoś?

sobota, 8 listopada 2014

Od Jasona - CD historii Jessy

- My damy, radę choćby nie wiem co... a może i nie będzie z nimi takiego kłopotu...
- Wątpię... - zachichotała i położyła się na posłaniu
- Ach... już sobie wyobrażam gromadkę malców biegających po całej jaskini...
- Jason...?
- Tak kochanie?
- Pamiętasz jak mówiłam, że poród już jutro?
- Tak...?
- No to myliłam się!
- Co?! Czy to znaczy, że...
- Tak!!! - Przerwała mi
- Poród! Ty rodzisz! Jason, uspokój się, dasz radę, teraz to Jessy powinna panikować...
- Co?!
- Nie, nie! Spokojnie... Będzie dobrze... dasz sobie radę, jestem przy tobie. - Podałem jej łapę, a ona chwyciła ją czym prędzej.
- Przyj! Czekaj albo jeszcze nie... Rób to co w szkole rodzenia!
- Ja do niej nie chodziłam!
- Yyy... dobrze uspokój się... Oddychaj, wdech wydech, wdech, wydech...

Jessy?

Od Jasona - CD historii Jessy

- Myślę, że to dobry pomysł... to będzie duży krok dla naszego związku... choć niewiększy od szczeniaków!
- Masz rację... - Zaśmialiśmy  się.
- To u kogo? - Powiedziałem z nadzieją, że zamieszkamy w mojej jaskini...
- Hmmm...
- Możemy u mnie? - Powiedziałem błagalnie
- Jason... - Buchnęła śmiechem po powiedziałem:
- No co?
- A czemu nie u mnie?
- Bo mam większą jaskinię...
- Ale ja mieszkam w okolicy z dużą roślinnością!
- A w Fallendeer jest dużo pól i łąk, dzięki czemu będą miały ogromną przestrzeń do zabawy.
- Ale w lesie są fajne miejsca do kryjówki w zabawie chowanego! - Rozwinął się temat o potrzebach szczeniąt.
- W polu jest wysoka trawa i też można się fajnie bawić! A pustynie to piaskownica! No tak jakby...
- Tak?!
- Słuchaj ty też mieszkach w Faleendeer tylko w lesie i przy terenach z większą roślinnością!
- No i?!
- No i to, że my się kłócimy... to nie potrzebne... ty nie powinnaś się denerwować... Pewnie przestraszyliśmy szczenięta... - Przyłożyłem delikatnie łapę do jej brzucha po czym również głowę.Wyprostowałem się, po czym pocałowałem Jessy i powiedziałem:
- No to jak?


Jessy?

czwartek, 6 listopada 2014

Od Jasona - CD historii Jessy

Oniemiałem. W moim sercu rodziło się dziwne uczucie. Byłem zarazem wesoły, przestraszony i zdziwiony oczywiście. Nie wiedziałem co powiedzieć. W końcu z mojego pyska wydobyły się słowa:
- Eeee... yyy... to cudownie! Wspaniale! Tak się cieszę! Ale ty, ty powinnaś teraz odpoczywać! Choć szybko do domu! Ale chwilę! Alfa już o tym wie?!
- Tak.
- Najpierw powiedziałaś Alfie?! A mniejsza o to! Jestem ojcem! Tak się cieszę! Choc do jaskini!
- Jason...!
- O! Który to miesiąc?!
- Trzeci.
- Ale i tak jestem zły, że powiedziałaś mi o tym dopiero teraz... Ale my nie mamy jeszcze ślubu! Trzeba wziąć ślub! Och tyle do roboty!

<Jessy?>

wtorek, 22 lipca 2014

Od Jasona



Wiele dni rozmyślałem nad ważną decyzją, w sumie nie do końca rozmyślałem, wiedziałem, że to zrobię, ale nie wiedziałem jak. Postanowiłem dobrze przemyśleć jak to zorganizować. W końcu nadszedł ten dzień… Gdy się zbudziłem i już rozciągnąłem, ruszyłem w stronę Końskiej Plaży. Gdy dotarłem na miejsce, wskoczyłem do wody. Po orzeźwieniu położyłem się, aby wyschnąć. Następnie przez Księżycowe Pole doszedłem do Lasu. Ujrzałem Jessy. Podbiegłem do niej.
- Cześć Jessy.
- O! Cześć Jason. Co u ciebie?
- Wszystko dobrze…
- Ładny dziś dzień, prawda?
- Tak… Jessy, może pójdziemy na spacer?
- Bardzo chętnie się przejdę. – Zaśmiała się.
- Dobrze, ale najpierw ubierz to. – Wyciągnąłem  przepaskę na oczy zrobioną z liścia.
- Jason? Ty coś kombinujesz, ale ufam ci. – Pomogłem jej ubrać opaskę na oczy. Dość długo szliśmy.
- Jason? Długo jeszcze będziemy tak iść?
- Nie… O, jesteśmy.
- Ale gdzie?!
- Zaraz się przekonasz… - Ściągnąłem Jessy przepaskę. – Już wiesz?
- O… Jason.
- Lawendowe Pole… pięknie tu, prawda?
- Tak… - Odpowiedziała lekko uśmiechając się. Oparła się o mnie i patrzyła na przepiękny widok. – O! Patrz, zachodzi słońce.
- Jessy?
- Tak, Jason? – Przełknąłem ślinę, stanąłem na wprost niej, klęknąłem i wyciągnąłem pudełeczko.








 

- Zostaniesz, moją partnerką? – Otworzyłem pudełeczko w którym widniała obróżka z diamencikami.









Chwilę czekałem na odpowiedź, ale w końcu usłyszałem:




Jessy?

niedziela, 29 czerwca 2014

Od Jasona

To był piękny poranek, ptaki śpiewały. Postanowiłem, że pójdę na końską plażę. Gdy znalazłem się już na miejscu ujrzałem wielki tłum. Po chwili zauważyłem Jessy. 
- Jessy. Co tu się dzieje? 
- Nie mam pojęcia. Przyszłam tu i zobaczyłam wszystkich, których znam z tej sfory, a nawet wiele więcej.
- Ja też. Wiesz przepchnijmy się bliżej. Może wtedy się czegoś dowiemy.


Jessy?

piątek, 18 kwietnia 2014

Od Jasona - Cd historii Hockeya

Już nad rzeką...
- Wiesz...przeżywam teraz trudne chwile. Musiałem uciec z Jessy z kryjówki, ale to nie o to chodzi.
- O co?
- Obiecujesz, że nikomu nie powiesz?
- Tak.
- A więc, kocica miała ze mną trening, powiedziała, że w jutrzejszą noc jest godzina w której, Jessy i ja, że tak powiem damy popalić wiedźmie. Powiedziała też, że ja najprawdopodobniej zginę...
- Może tak tylko mówi...
- Ale wiesz, że ona nie kłamie i wszystko bierze na poważnie.
- No z jednej strony to tak...
- Powiedziała, że przepowiednia musi się wypełnić...i że jest mała szansa, że jej los się odmieni i przeżyję... Ja nie wiem co mam robić. No wiem jedno, chronić Jessy.
- Widzisz jest szansa. - Po jego policzku popłynęła łza, po moim też. Przytuliliśmy się do siebie.
- Wiesz, naprawdę dobrze jest mieć kuzyna, kogoś...mieć rodzinę.
- Nadal nie chce mi się wierzyć, że jesteś moim kuzynem.
- Mi też, ale dobrze, że tak jest.


< Hockey? >

Od Jasona - Cd historii Jessy

- Jessy. Nie możemy tak tego ciągnąć. - Przysunąłem do głazu mniejszy, aby czarownica tu szybko się nie dostała.
- Ale co teraz?
- Choć do drugiego wyjścia...
- Teraz mi o tym mówisz!
- Ci...droga tamtego wejścia jest bardziej niebezpieczna, dlatego nie chciałem...no wiesz. Choć.
- Ale gdzie ono jest?
- Trzeba wejść na drzewo przy skale. Tam jest mały otworek. Zasłonięty jest winoroślą. - Przecisnęliśmy się. Ja byłem na przodzie, bo tylko ja znałem drogę. Po minucie zeskoczyliśmy ze skały.
- Jason, ale to jest jakieś odludzie!
- Choć. - Zacząłem rozgarniać piach w różnych miejscach. Przy jednym się zatrzymałem, przystawiłem uch do ziemi i walnąłem łapą w ziemię. Odsunąłem się i skoczyłem w to miejsce. Nagle w ziemi pojawiła się dziura.
- Teraz ty tu wskocz, ja już jestem na dole. - Jessy ostrożnie weszła do dziury.
- Teraz trzeba iść przed siebie. - Długo szliśmy, aż nagle tunel się skończył.
- Jason tu nie ma wyjścia! - Powiedziała z pełnym pyskiem. Ja walnąłem w sufit, a on się rozpadł.
- No, nie ma. - Zaśmiałem się. - Musisz mi zaufać. - Wyszedłem z tunelu i pomogłem wyjść i jej.
- Łał, jesteśmy na miejscu...
- Tak, tak, a teraz choć do kocicy. - Gdy już byliśmy przy niej...
- Tak, wiem, że was odnalazła.
- Czemu nam nie powiedziałaś?!
- Chciałam coś sprawdzić...ile jesteście warci i czy dacie sobie radę w tą godzinę.
- Jaką godzinę?
- Godzinę od której wszystko zależy. A teraz, czy mogłabym porozmawiać z Jasonem na osobności.
- Yyy, tak.
- TO nie była prośba, lecz rozkaz. - W końcu zostaliśmy sami.
- O co chodzi?
- Jason, ta godzina będzie w jutrzejszą noc. Odbędziesz walkę z wiedźmą. Ty i Jessy pokonacie ją, lecz ty, ty najprawdopodobniej zginiesz. Jest mała prawdo...podobność, że przepowiednia...jej los się odwróci.
- Co?! Czemu?!
- Tak jest, przepowiednia musi się  wypełnić. Muszę wziąć ciebie i Jessy, poćwiczę z wami, aby Jessy umiała panować nad mocą w naszyjniku, a z tobą...to ma głębszy sens. Szybko zawołaj ją tutaj! - Pobiegłem do Jessy i powiedziałem jej o wszystkim, oprócz o tym, że zginę.
- No! Jesteście. Jessy załóż na szyję naszyjnik. - Jessy to uczyniła. - Zamknij oczy i skup się. Spróbuj rozwalić swoją mocą tego arbuza.
- A ja co mam robić?
- To samo. - Niestety nie udało to się ani mi, ani Jessy.
- Dobrze, stańcie koło siebie i rucie to samo, gdy powiem już, rozwalcie go.
- Dobrze.
- Już! - Nagle arbuz rozpadł się na kawałki. - Brawo, robicie postępy. - Na treningu ja ćwiczyłem głównie walkę, a Jessy magię.
- Jessy?
- O co chodzi.
- Zapomniałem ci powiedzieć, że ta "godzina" jest w jutrzejszą noc...
- Co?! Już w tedy ja chyba nie dam rady się przygotować!
- I tak nie powiedziałem ci najgorszego...

< Jessy? >

środa, 16 kwietnia 2014

Od Jasona - CD historii Jessy

- Co?! Jak to go nie ma?! Musi gdzieś być!
- Ale go nie ma! Przeszukałam całą tą kryjówkę i nic! Nie ma go!
- Dobra. Nie panikujmy... Musi gdzieś być. - Nagle usłyszałem... Jakby szelest liści. odwróciłem się powoli. - O...to tylko wiewiórka ziemna. O patrz jakie ma śmieszne policzki. - Zaczęliśmy się śmiać.
 
- Chwileczkę, coś w nich chyba ma... - W tej chwili zorientowałem się, że to naszyjnik. Zaczęła się pogoń po całej kryjówce.
- O tam jest!
- Nie! Tam!
- Już ją prawie miałam!
- O! Mam ją! A, nie to liść...
- Jason... jest tam na drzewie... - Szepnęła do mnie Jessy.
- Masz rację. - Nie chcący stanąłem na gałązce. Wiewiórka to usłyszała i zaczęła uciekać. Rozpoczęło się to, co przed chwilą...
- Patrz, tam siedzi!
- Nie, tam jest!
- A teraz tu!
- Nie! Tam! - Okropnie się zmęczyliśmy. Wyglądało to jakby ten mały gryzoń sobie z nas drwił! Padliśmy na trawę, a wiewiórka siedziała na gałęzi drzewa w ogóle nie zmęczona. No chociaż mi się tak wydawało... Napiliśmy się wody ze stawu i usiedliśmy na łóżku, które zrobiłem dla Jessy.
- I co teraz? Chyba nigdy jej nie złapiemy.


< Jessy? >











środa, 9 kwietnia 2014

Od Jasona - CD hostorii Jessy

Przez ten cały czas martwiłem się o Jessy.
- Jessy, obawiam się, że czarownica będzie chciała ci odebrać ten naszyjnik, a potem najprawdopodobniej zniszczyć cię i wszystkich innych. Z tego powodu musimy cię gdzieś cię ukryć...to musi być miejsce którego "rudzielec" nie zna...
- Może spytamy białą kocicę?
- Jessy jesteś genialna! Ona nam to na sto pro powie! - Ruszyliśmy do kocicy. Zapytaliśmy ją o to, a ona nam odpowiedziała:
- Twój staw. Twój staw Jason, ona nie zna jedynie tego miejsca, a  zna ich dużo więcej niż my znamy.
- Dziękujemy.
- Ok Jessy, musimy wziąć zapasy. - Zabraliśmy zapasy i włożyliśmy do torby ze starego materiału. Przewiązałem ją sobie.
- No dobrze, możemy ruszać. - Powoli przemieszczaliśmy się przez tereny naszej Sfory. Ukrywaliśmy się i skradali. W końcu trafiliśmy do wąskiego tuneliku.
- Aaaa! - Krzyknęła Jessy spadając.
- Spokojnie to jeden z tuneli. Teraz zacznij się czołgać. - Po czasie doszliśmy do trzech tuneli. I tak szliśmy, ale nie będziemy tego przecież tak ciągnąć. W końcu dotarliśmy na miejsce.
- To tu. - Oznajmiłem.
- Jej...jak tu pięknie...
- Tak, tak, bardzo pięknie, ale niczego nie dotykaj, bo może być trujące, albo cię zjeść. Tylko gdy dotkniesz oczywiście. Pokażę ci kilka roślin, których za nic nie możesz dotknąć i takie które możesz dotknąć jak najbardziej. No to tak...to możesz dotknąć.

 
To piękny kwiat, który nic ci nie zrobi.  No to teraz...o, a tego kwiatuszka za żadne skarby nie dotykaj.
 
No dobrze. - Podałem jej jeszcze kilka przykładów i pokazałem jej miejsce w którym będzie spać.
- To tu.
 
- Łał, Jason, skąd je masz?!
- Sam zrobiłem, masz tu jeszcze lusterko i szafeczkę. Mam nadzieję, że ci tu będzie wygodnie. Zostanę tu z tobą, ale będę nie cały czas przy tobie, bo muszę obejmować patrol i przynosić jedzenie. Dasz sobie radę w chwilach gdy mnie nie będzie?


< Jessy? >

niedziela, 6 kwietnia 2014

Od Jasona - CD historii Jessy

- Naprawdę? - Powiedziałem nie dowierzając.
- Tak, zobacz to ten naszyjnik. - Pokazała mi go z napięciem.
- Ale ty zgładzisz...on tak naprawdę powiedział?
- Tak.
- Ale to przecież jest niebezpieczne!
- Spokojnie, jakoś sobie poradzę, skoro z nim jestem najmocniejsza z całej Sfory...
- Tak z całej Sfory! Ale "Wiedźma nie jest z naszej Sfory! Ona jest zbyt potężna!
- Zaufaj mi.
- No dobrze, lecz będę przy tobie przez cały ten czas, 24 na dobę. No jeżeli pozwolisz...ale proszę uważaj i nie narażaj się zbytnio.

< Jessy? Przepraszam, że takie krótkie... >

piątek, 4 kwietnia 2014

Od Jasona - CD historii Jessy

Zapomniałem nawet już o tej całej wojnie i walce. Czułem radość i spokój, tak jak jeszcze nigdy w życiu... Było świetnie...gdy nagle przypomniałem sobie o wszystkim.
- Jessy! Przypomniałem sobie! Już nie długo jest ta walka!
- Walka...? O! Walka! Masz rację. - W tej chwili i ona przypomniała sobie o tym wszystkim.
- Przepraszam, ale powinienem już iść...


< Jessy? >

Od Jasona - CD historii Hockey'a

Stałem na jakimś bezludziu, koło mnie stała Jessy, i "wiedźma". Trzymała Jessy pod gardło.  Złowieszczo się śmiała.
- Już jej nie obronisz! Ha, ha, ha!
- Zostaw ją!  - Gwałtownie kopnąłem ją, lecz jej się nic nie stało, moja łapa przeleciała przez jej tułów. Zaczynała powoli się jakby rozmywać w powietrzu, śmiejąc się złowrogo.
- Jason!
- Nie! Nie! - Nagle zrobiło się dziwnie jasno. Ujrzałem przed sobą Hockeya, krzyczącego do mnie:
- Jason! Jason, co się z tobą dzieje?!
- Aaaaaaaaaa! - Nagle się ocknąłem.
- Co się stało?
- Ona tam była! I miała Jessy!
- To chyba jakiś czar. Ta "wiedźma" go na ciebie rzuciła...
- Ale czemu?

< Hockey? >

środa, 2 kwietnia 2014

Od Jasona - CD hidtorii Jessy

- Już nie musicie niczego przed sobą ukrywać. Oboje macie do siebie te same uczucia. Powiedzcie to...teraz, albo nigdy... - Po chwili wróżka rozpłynęła się w powietrzu...
- Yyy...Jason...
- Yyy...Jessy - Powiedzieliśmy jednocześnie.
- Jessy ja cię kocham...i za nic w świecie bym cię nie oddał. Odkąd tylko dołączyłem do naszej Sfory, to od razu, tak naprawdę od razu, zakochałem się w tobie, a gdy lepiej cię poznałem to...to jeszczze bardziej. -  Wykrztusiłem to z siebie. Patrzyliśmy na siebie, bez słów. Czułem nie małą ulgę z powodu powiedzenia jej swoich uczuć, chociaż czułem też strach i niecierpliwość. Po 2 lub 3 sekundach Jessy powiedziała:

< Jessy? >






wtorek, 1 kwietnia 2014

Od Jasona - CD historii Hockey' a

Niewyraźnie widziałem kuzyna. Zwijałem się z bólu, lecz tak naprawdę nic nie czułem i nic nie słyszałem. Wyglądałem niepokojąco. Hockey coś do mnie mówił, lecz nic nie słyszałem. Odwróciłem łeb i ujrzałem oślepiające światło. Było ono złote. Zbliżało się i zbliżało.
 
Myślałem, że to sen... Widziałem Hockeya coraz mniej wyraźnie, a światło coraz bardziej mnie oślepiało. Nagle przestałem widzieć cokolwiek. Straciłem przytomność. Nagle zacząłem słyszeć głos mojego towarzysza, powoli przedemną  pojawił się pysk Hockeya. 
- Jason! Jason!
- To światło...ono...
- Spokojnie.
- Ale...to przez nie...


< Hockey? >

piątek, 28 marca 2014

Od Jasona - CD historii Hockeya

- Myślę, że to może się udać... - Uśmiechnąłem się tajemniczo w tym samym czasie co  mój kuzyn.
- To zajmiecie się udoskonaleniem tego planu? - Hockey zwrócił się do strategów. A oni odparli:
- Tak, zrobimy to. Gdy skończymy to was poinformujemy.
- Po chwili zorientowałem się, że koło kocicy stoi drugi kot. Wyglądał też podobnie do ducha. Miałem niewyraźny wyraz pyska, aż w końcu powiedziałem do kocicy "na stronie":
- Kto to jest?
- To... - Przerwał nam Hockey.
- Jason idziemy zobaczyć co się dzieje z resztą psów?
- Yyy...dobrze. - Odparłem szepcząc do kota: - Potem mi powiesz... - Biegliśmy poprzez sforę. Nie było żadnych rannych, wszyscy byli schowani...
- Co się stało, wiesz w tedy gdy czarownica...cię złapała? Czemu chodziło jej o ciebie?
- Wiesz...szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Ten duch, który nas ostrzegł coś o tym mówił...ale to zbyt skomplikowane...


 < Hockey? >

Od Jasona

Armia Wiedźmy ciągle się powiększała. Chciałem znaleźć źródło z którego się pojawiały... Powiedziałem o  tym Hockeyowi. On uznał, że jest szansa, że to nam pomoże. Zaczęły się poszukiwania, a na czele stała kocica, przez co  dotrzymała obietnicy.
- To jak myślisz, z kąt oni przychodzą? - Zapytał mnie Hockey.
- Nie mam pojęcia, ale jak poszukamy to może znajdziemy...najlepiej się rozdzielić. - Oznajmiłem.
- Tak myślisz?
- Tak. Tak myślę. - Nastała cisza...aż w końcu mnie olśniło.
- Już wiem!
- Co wiesz?! 
- Nieważne...po prostu idź za mną!
- Zwołać innych?
- Nie! - Pociągnąłem za sobą  kuzyna. Biegliśmy dość długo, aż w końcu znaleźliśmy się w miejscu gdzie po raz pierwszy spotkałem ''Rudą Wiedźmę". Schowaliśmy się za  głazem.
- Łał... - Z ziemi wyłaniała się ogromna armia, której pojawiało się coraz więcej i więcej.
- I co teraz? - Spytałem Hockeya.

< Hockey? >

środa, 26 marca 2014

Od Jasona - CD historii Jessy

Wszyscy stali nieruchomo, prawie nic nie widziałem przez ten tłum, ale miałem złe przeczucia... Przepchnąłem się przez sterczące jak kołki psy i ujrzałem przerażoną Jessy. Prawie krzyknąłem z tego wszystkiego.
- Czego konkretnie chcesz?! Wiemy, że chodzi o coś więcej! - Powiedział  śmiało jeden z psów.
- Ja? - Zaczęła. - Ja nie chce nic wielkiego, chce władzy, chce wygrać, chce...jego! - Nagle się zerwała, a Jessy niebyła już pod wpływem magii, więc upadła na ziemię.
- K..kogo? - Odezwał się ktoś nieśmiało. Czarownica wskazała na mnie pazurem.
- Niee! - Krzyknęła Jessy.
- Milcz! - Wiedźma złapała ją, przysunęła do siebie i podtrzymywała jej głowę pazurem. Przełknąłem ślinę i wyszedłem z szeregu.
- No i to rozumiem. Mały Jason poświęci się dla swojej ukochanej. - Roześmiała się.
- Puść ją!
- To podejdź bliżej. - W końcu stałem tuż obok niej. Rudzielec, złapał mnie i puścił suczkę. Ja gdy właśnie miała mówić, że wygrała szybko wyciągnąłem łapę i sypnąłem jej jedną z rośli ze stawu prosto w pysk. Ona bez namysłu puściła mnie i zaczęła trzepać głową. Ja szybko złapałem Jessy za łapę i zacząłem uciekać, krzycząc przy tym:
- Odwrót! Odwrót! - Wszystkie psy w pośpiech zawróciły. Wiedźma zaczęła strzelać w nas piorunami, lecz na całe szczęście udało się na uciec. Nikt nie był ranny.
- Jason!
- Tak Jessy?
- Mogło ci się coś stać!
- Dla ciebie mógłbym oddać swoje życie.

< Jessy? Sorki, że tak długo to trwało. >

wtorek, 18 marca 2014

Od Jasona - CD historii Jessy

Biegłem tak szybko jak tylko umiałem, starałem się też być cichym i dyskretnym, ponieważ nie chciałem być zauważonym, przez tego rudego kryminalistę. Przemierzałem tą samą drogę co kiedyś (w jednym z opowiadań).
- Mam nadzieję, że dobrze pamiętam gdzie to było... - Szepnąłem sam do siebie. Nagle wpadłem w ten sam zamaskowany dół. - Tak...! - Ucieszyłem się, oczywiście przez to, że idę dobrą drogą. Długo czołgałem się w małym tuneliku. W końcu ujrzałem mur i trzy tunele. - Jest! - Ucieszyłem się, lecz nie trwało to długo, ponieważ nie pamiętałem, który to był tunel. - Ok. Jason skup się. Jeden z nich prowadzi do stawu, a inne mogą prowadzić to pułapki, albo mogą też nie mieć końca, czy coś takiego... - Mówiłem sam do siebie. - No, wcale sobie nie pomagam. - Zamknąłem oczy i próbowałem się skupić, ale zamiast tego koszmarnie się przestraszyłem, bo usłyszałem dziwny dźwięk, byłem pewny, że to ta armia. Bez namysłu wbiegłem do jednego z tuneli. Biegłem długo w ciemnościach, aż w końcu zobaczyłem znane mi już miejsce. To był mój ukochany staw! Gdy byłem już w pełni na miejscu, zobaczyłem, że jest tu jakoś inaczej...dziwnie jasno, a na środku było ciekawe stworzenie, wyglądało jak zwierzęta ze znanej nam armii, ale jakoś milej. Nieśmiało podszedłem bliżej tej postaci.
 
Nie zdążyłem nawet otworzyć pyska, bo ona się odezwała:
- Witaj, Jason. - Powiedziała kobiecym głosem.
- Skąd znasz moje imię? - Powiedziałem tym razem pewnie i stanowczo, bo po tylu akcjach tego typu nabrałem wprawy.
- Ja wiem wszystko.
- Tak, tak wiem, chcesz mi pomóc i tak dalej. - Powiedziałem znudzony.
- Posiadasz dużą wiedzę i jesteś pewny siebie, to dobrze. - Powiedziała tajemniczo istota. - Zwracaj się do mnie jak tylko zechcesz, a teraz chodź wracamy, tylko weź kilka roślin.
- Ale które mam wziąć? 
- Ty decydujesz. Masz w sobie to coś... Każda jakoś pomoże...weź którekolwiek! - Mówiła pospiesznie. Chwyciłem kilka pierwszych lepszych i dołączyłem do białego zwierzęcia, które wchodziło już do tunelu.
- To...jak nam pomożesz? - Rozpocząłem nową rozmowę.
- Nie pomogę wam jakoś bardzo, ale dodam wam siły...jest szansa, że wam się uda... - Po długim czasie byliśmy na miejscu.
- Zaprowadź mnie do Alfy.
- Myślałem, że wiesz wszystko.
- Milcz!
- Dobra, dobra tam jest Drin. - Wskazałem łapą na jednego z psów. Po chwili przypomniałem sobie o Jessy, chwilę jej szukałem, ale w końcu znalazłem.
- Jason! - Zawołała uradowana. - Nic ci nie jest?
- Nie, nic mi nie jest.
- I co?
- To jest nasz ratunek, no może nas nie uratuje, ale nam pomoże, "doda nam siły".
- To dobrze, ale najbardziej mnie cieszy, że nic ci nie jest.
- Ty jak widzę też zdrowa. - Roześmialiśmy się. Spoglądałem chwilami na białą istotę, która stała koło Drina.


< Jessy? A Drin, ty  napisz coś o tej bielince, jak gadacie czy coś. PS. ja nią nie jestem, dlatego nie każ jej dokończyć tego opowiadania które napiszesz! >