Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucky. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 grudnia 2016

Lucky zostaje zaadoptowany!

Lucky zostaje zaadoptowany przez gracza wolfik! :D Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy!
Imię: Lucky 
Płeć: Pies
Wiek: 6 lat
Rasa: Kundel
Stanowisko: Obrońca Alf 
Partner: brak,i... Nie zamierza tego zmieniać 
Młode: Brak
Rodzina: Przybrani rodzice - Ami i Seeve, przybrane rodzeństwo - Eileen, Haryst, Oksa, Simon, Susan, Filip 
Urodziny: 9 dzień lata
Sektor: Fallendeer-kamienna oaza
Cechy: Sprytny, przyjacielski, wesoły, czasem roztargniony, uczciwy, można mu się zwierzać, bo zrozumie każdego, strachliwy, nie lubi przygód, domator
Historia: Podczas burzy przestraszył się pioruna, a że siedział na parapecie przy otwartym oknie - wyleciał. Chciał wrócić do środka, ale nie udało mu się już wskoczyć do domu. Uciekł więc do lasu, natrafił na dawną SPG, odnalazł szczęście... Ale przyleźli ludzie i wszystko popsuli. xD Ale znowu jest spoko.
Nick na howrse.pl: wolfik

wtorek, 6 stycznia 2015

Lucky zostaje oddany do adopcji!

Jak w tytule. Lucky trafia do adopcji.

(zdjęcie nie działa...)
 Imię: Lucky 
Płeć: Pies
Wiek: 6 lat
Rasa: Kundel
Stanowisko: Obrońca Alf 
Partnerka: Jest kimś zauroczony...  
Młode: Brak
Rodzina: Przybrani rodzice - Ami i Seeve, przybrane rodzeństwo - Eileen, Haryst, Oksa, Simon, Susan, Filip 
Urodziny: 9 dzień lata
Sektor: Navydeer
Cechy: Sprytny, przyjacielski, wesoły, czasem roztargniony, uczciwy, można mu się zwierzać, bo zrozumie każdego, strachliwy, nie lubi przygód, domator
Historia: Podczas burzy przestraszył się pioruna, a że siedział na parapecie przy otwartym oknie - wyleciał. Chciał wrócić do środka, ale nie udało mu się już wskoczyć do domu. Uciekł więc do lasu, natrafił na dawną SPG, odnalazł szczęście... Ale przyleźli ludzie i wszystko popsuli. xD Ale znowu jest spoko.
Nick na howrse.pl: Dawniej Szyszka, a może teraz Ty?

niedziela, 21 grudnia 2014

Od Lucky'ego

Łapy ślizgały mi się na zabłoconym chodniku. Przez cały czas byłem o krok od wpadnięcia pod samochód, ale powtarzałem sobie, że lepsze to od schroniska. Za mną biegli ludzie, zakłócający nocną ciszę i bezruch. Wrzeszczeli coś do siebie, a może do mnie. Gnałem, próbując mimo panującego mroku kierować się na tereny Sfory. Skręciłem w boczną uliczkę i wskoczyłem do rowu. Niech tylko tu nie zajrzą - modliłem się bezgłośnie.
Zajrzeli. Wygramoliłem się na trawę i w strugach deszczu pobiegłem dalej. Zaraz zabraknie mi tchu. Czuję to. A wtedy co? Lepiej nie myśleć.
Uniosłem głowę. Las! Granica z terenami SPG. Byle tam dotrzeć, byle zgubić ludzi. Nie mogę znowu dać się złapać.
Poślizgnąłem się i wpadłem do rzeki przecinającej cały obszar zajmowany przez Sforę. Ostatkiem sił wychyliłem głowę i zaczerpnąłem trochę powietrza. Zanurkowałem i popłynąłem z prądem, starając się nie zgadywać, ile metrów dzieli mnie od dna i na jak długo wystarczy mi tlenu. Raz, dwa, trzy, cztery... Wypadłem na brzeg i rozejrzałem się w popłochu.
Ludzie zniknęli, jestem u siebie. Może nie bezpieczny, ale to już zupełnie inna sprawa.
Odzyskałem oddech i powlokłem się w stronę Starych Torów.

niedziela, 15 czerwca 2014

Od Lucky'ego

Wydarłem się na cały głos. Usiadłem spanikowany na kocu. Oddychałem z trudem.
- Niemożliwe. Sfora jest strzeżona całodobowo, i to z każdej strony - powiedziałem głośno. 
Nigdy nie wierzyłem w prorocze sny. Ale ten był tak przekonujący, że przestałem wierzyć w swoją niewiarę. Sfora Psiego Glosu skutecznie poradziła sobie ze wszystkim, co ją spotkało. Oprócz ludzi, którzy powrócili. Odrzuciłem pled i wyszedłem z jaskini. 
Było chłodno, ale nie zważałem na to. Szedłem gętym lasem, a gałęzie smagały mnie po całym ciele. Deszcz szumiał w koronach drzew.
Zapukałem.
- Luck? Co ty tu robisz? I to o tej porze! - przywitała mnie ciepło Eileen - No nic, właź. Zakładam, że masz jakiś dobry powód...
Po pięciu minutach siedziałem na bezładnej kupie tkanin nad miską parującej zupy. 
- Więc co sprowadza cię w gościnne progi siostry o godzinie... - zerknęła na zegar wodny, który sama zrobiła - ...trzeciej dwadzieścia cztery?
- Sen - odparłem treściwie.
- Sen? - Leen uniosła brwi.
- Inaczej marzenie senne - wyjaśniłem - Konkretniej zły sen, zwany również koszmarem.
- Rozumiem. Dojrzały pies budzi się z krzykiem - krzyczałeś, prawda? - z powodu nieprzyjemnego snu. Wychodzi z domu i idzie do swojej siostry - podsumowała - Bardzo dojrzale postąpiłeś - pokiwała głową z ledwo wyczuwalnym złośliwym uznaniem - O czym był sen?
- Śniło mi się, że Sfora została otoczona przez ludzi, którzy podpalili las... - zacząłem.
- Niestety, ale to nic nadzwyczajnego - prychnęła.
- Dzięki. Później, gdy jakoś udało nam się ugasić pożar, nastąpiła powódź. Całe tereny zmieniły się w bagna. Gdy powódź została opanowana, nastąpiła wielka susza i wiatr. To również udało nam się przetrwać. Ale później... - potrząsnąłem głową - ...ludzie wrócili. Gdziekolwiek się nie ruszyć... Byli wszędzie, dosłownie. Z siatkami... Z furgonetkami ze schroniska...
- Okej, rozumiem - przerwała mi Eileen, słysząc, że głos już mi się załamuje.
- Czekaj, to jeszcze nie koniec...
Moja przybrana siostra przewróciła oczami, ale nie odezwała się.
- A kiedy już cała sfora została wyłapana, ludzie spalili cały las. I stworzyli wielki napis, kopiąc rowy w kształcie liter. Napis brzmiał "KONIEC. NA ZAWSZE".
Eileen milczała przez chwilę, ale w końcu powiedziała:
- Lucky, mam nadzieję, że wiesz, jak bardzo niepoważnie to brzmi.
- Oczywiście, że wiem!
- Nie czytałeś żadnych thrillerów przed snem?
- Ja i thrillery? Leen...
Odpowiedź Lee została zagłuszona przez nieludzki huk, który, jestem przekonany, był słyszalny w promieniu minimum dziesięciu kilometrów. Trwał kilkanaście sekund.
- Lucky, tempo. Musimy biec pod Drzewo Karea. Wszyscy powinni tam czekać - powiedziała z przejęciem - Myślę, że wiem, o co chodziło w twoim śnie...
Domyśliłem się, że to nie czas na zadawanie pytań. Wybiegliśmy z jaskinii.
Gdy dotarliśmy pod Balkonik, była tam już conajmniej połowa Sfory. Hockey właśnie zaczynał coś mówić.

Hockey/Drin?

poniedziałek, 19 maja 2014

Od Lucky'ego

Obudziłem się wcześnie. Co mi się śniło? Nie pamiętam. Ale to ten sen zmusza mnie do wyjścia z jaskini. Muszę coś zrobić ze swoim życiem! 
Ruszyłem żwawo z nadzieją, że może kogoś tam spotkam i z ugruntowanych postanowieniem, że zaglądam pierwszego napotkanego psa/suczkę. Nie musiałem iść zbyt długo. W Ogrodzie Arietty natknąłem się na Lessę.
- Cześć. Jak leci? - spytałem pogodnie, dosiadając się do suczki siedzącej nad niewielkiej strumykiem.

Lessa?

piątek, 9 maja 2014

Od Lucky'ego - CD historii Casey

- Szkoda. To może pójdziemy na polowanie? Naprawdę chętnie bym coś zjadł - powiedziałem z nadzieją.
- Dobrze - odparła Blueball z uśmiechem - Casey, Dry? Chcecie iść z nami? Jagody nie są zbyt kaloryczne.
- Za to smaczne - zaoponował husky między jednym a drugim owockiem.
- Casey?
- Czy ja wiem...
- Myśl szybko, bo naprawdę jestem głodny! - wyrwałem się. Blueball zaśmiała się.

<Casey? Blueball? Ew. Dry?>

poniedziałek, 24 marca 2014

Od Lucky'ego - CD historii Chloe

- Ale w tym momencie mamy poważniejsze problemy, na przykład Rudą Wiedźmę - uciąłem. Nie miałem ochoty roztrząsać głupich halucynacji, które mogło spowodować byle głupstwo, byle idiotyzm. Odkręciłem się i ruszyłem w stronę obrzeży Sfory. Miałem zamiar udać się do miasta, aby wybadać, czy przypadkiem nie tam nieprzyjaciel ma swoją siedzibę. Tuż przed wkroczeniem do miasteczka spotkałem Axela.
- Dokąd idziesz? - spytał, unosząc brwi.
- Do miasta. Wybadać, czy to tam ukrywa się ten rudy potwór i czy ludziom też dokucza - odparłem.
- Aha... - popatrzył na mnie przez dłuższą chwilę, po czym powiedział:

< Axel? >

poniedziałek, 17 marca 2014

Od Lucky'ego


Nerwowo plątałem się po terenach sfory, szukając powodu, dla którego nie powinienem siedzieć w grocie. A także dlaczego jestem obrońcą alf, przecież to robota nie dla mnie. Najwyższy czas to zmienić - pomyślałem - i nawet podjąłem ku temu próby, ale nie mogłem znaleźć Drina, Hockey'a ani Maybe.
Polazłem nad Fioletową Rzeczkę, żeby trochę popływać. Ale w żaden sposób nie mogłem odciągnąć myśli od Rudej Wiedźmy.
- Lucky, zajęty jesteś?! - krzyknęła do mnie z góry Shadow.
- Nie, bo co?! - odwrzasnąłem, gramoląc się na nadbrzeżne skałki.
- To chodź, teraz każdy się przyda!
Wdrapałem się na górę i razem z Shadow pognałem w kierunku Pyskowego Przejścia. Kilkaset metrów przed nim suczka nakazała mi całkowite milczenie, po czym cicho i powoli podeszliśmy jeszcze kawałek. Odsłoniłem nieco krzaczastą zasłonę... I dalej działały już tylko odruchy, nie rozsądek.
Wskakuję prosto w wir szaleńczej walki. Jeden front stanowi chyba z pięćdziesiąt wilków i Ruda Wiedźma, drugi zaś... Merlyn, Axel, Egon, Shadow i ja. Pięć do pięćdziesięciu. Drugie Termopile będą!
Rzucam się na najmniejszego wilka, jaki wpada mi w oko. Bez większego problemu przygniatam go do ziemi i chwytam za kark. Serce bije mu coraz wolniej, chociaż stawia wyraźny opór. Po około pół minuty czuję, że nie muszę już trzymać. Wilk leży martwy.
Moją chwilową radość ze zwycięstwa przysłania nagłe spostrzeżenie. Oto zza pobliskich krzaczorów nadciągają kolejne trzy wilki. Do jasnej cholery, czy świat nie może nam raz na pięć lat dać świętego spokoju?!
Kątem oka obserwuję, jak Egon usiłuje przygnieść do ziemi prawie dwa razy większego od siebie napastnika. Po kilku sekundach namysłu pomagam mu w tym i niedługo potem wilk leży martwy, krwią brudząc trawę.

< Ktoś z obecnych? >

środa, 12 lutego 2014

Od Lucky'ego - CD historii Drina

Westchnąłem ciężko. Nie dość, że Lauren, to jeszcze wilki.
- Chyba nie... - mruknąłem.
- To świetnie. Do dzieła!
Wychodząc z jaskini, zastanawiałem się, skąd w tej okolicy wzięła się Lauren. I czy to faktycznie była ona? Jak to możliwe?
- Hej, Lucky - rzucił jakiś pies, mijając mnie. Odwróciłem się gwałtownie.
- Geris, jesteś przywódcą jednej z grup.
- Jakich grup? Ja? Przywódca?! Co ty gadasz?
Skupiłem się.
- Widziano Lauren. Na naszych terenach są wilki.
Collie spojrzał na mnie zdziwiony. Wytłumaczyłem mu więc wszystko od początku.
- Nie umiem walczyć - zaprotestował. 
- Mnie to mówisz...?
Poczułem na ramieniu ciężką, białą łapę. Spojrzałem w górę.
- Lauren... - wyszeptał przerażony Geris. W tym momencie Lauren zniknęła. Po prostu.
- To było złudzenie - powiedział stanowczo, patrząc na mnie z nadzieją.
- Nie.
- Cześć, o co chodzi? - spytał ktoś beztrosko, pojawiając się znikąd.

<Ktoś...?>

piątek, 24 stycznia 2014

Nowy pies w Sforze - Lucky!

Kolejny stary nowy obywatel SPG i zarazem kolejny psiak Szyszki - Lucky!
Śliczny kundelek, pamiętam jeszcze, gdy go zaadoptowałaś... Ach, to były czasy!
 Imię: Lucky 
Płeć: Pies
Wiek: 2 lata
Rasa: Kundel 
Stanowisko: Obrońca Alf 
Partnerka: Jest kimś zauroczony...  
Młode: Brak
Rodzina: Przybrani rodzice - Ami i Seeve, przybrane rodzeństwo - Eileen, Haryst, Oksa, Simon, Susan, Filip 
Urodziny: 9 dzień lata
Charakter: Sprytny, przyjacielski, wesoły, czasem roztargniony, uczciwy, można mu się zwierzać, bo zrozumie każdego, strachliwy, nie lubi przygód, domator
Historia: Podczas burzy przestraszył się pioruna, a że siedział na parapecie przy otwartym oknie - wyleciał. Chciał wrócić do środka, ale nie udało mu się już wskoczyć do domu. Uciekł więc do lasu, natrafił na dawną SPG, odnalazł szczęście... Ale przyleźli ludzie i wszystko popsuli. xD Ale znowu jest spoko.
Nick na howrse.pl: Szyszka