- Wiem, ale... ale... mimo wszystko miałam nadzieję... że wszystkie przeżyją... Ale żyją te dwa, prawda? - próbowałam sprawiać wrażenie weselszej. Gdy popatrzyłam na urocze mordki szczeniaków, na prawdę trochę poprawiło mi to humor.
- Ale Ty żyjesz, to dodatkowy plus - powiedział Prince. Już chciałam zwrócić uwagę na moje stanowisko w sprawie, ale ugryzłam się w język. Nie miałam siły się kłócić. To wszystko było tak wyczerpujące, że kilka razy zakręciło mi się w głowie. Nie mówiłam jednak o tym nikomu.
- Jak je nazwiemy? - powiedział. Popatrzyliśmy na psy - suczka była podobna do Aussie, a pies - do Bordera.
- Gdy tak patrzę na suczkę... dałabym jej imię Nakey - rzekłam.
- Dlaczego Nakey?
- Nie mam pojęcia. Tak jakoś mi się skojarzyło.
- Ładnie - powiedział z uśmiechem.
- A Ty masz jakiś pomysł?- spytałam.
- Jestem przy Coffee. Pasuje do niego...
- Też pięknie.
- Kasumi - wtrącił się Geris - Jesteś po wszystkim jeszcze słabsza. Uważaj na siebie, na razie staraj się oszczędzać siły. Prince - zwrócił się do psa - Pomagaj jej, i pilnuj, żeby na razie nie próbowała zbyt daleko odchodzić, zwłaszcza samej.
- Nie jestem dzieckiem! - powiedziałam uśmiechnięta.
<Prince?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz