sobota, 12 września 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Piosenka, jak to piosenka, wiadomo, że nie trwa wiecznie. Jednak wszyscy chcieli, żeby wiecznie trwała ta chwila. Szczeniaki były szczęśliwe patrząc na ich mamę wtulającą się w tatę i opierającą łebek na jego barku. Z potraw z kolei najbardziej był zadowolony Raffaello jedzący przygotowane specjalnie dla niego szaszłyki z kawałkami sera zawiniętymi w cukinię. Najadł się do syta i to takimi pysznościami! Wszyscy bawili się do późna, śpiewali też mnóstwo piosenek, śmiali się.
- Co za dużo to niezdrowo. - odezwał się nagle Alex patrząc na ziewające szczeniaki.
- No właśnie. Pora spać, kochani. - poparła go Aussie i zrobiła gest głową niejako odsyłając je do pokoju, do spania. Maluchy nie marudziły tak jak zwykle kiedyś, raczej ochoczo podreptały w stronę jaskini.
- Dobranoc mamo, dobranoc tato. - do rodziców podbiegły dziewczynki i przytuliły na dobranoc, to samo zrobił Horizon, Devo i Raffaello.
- Dobranoc. - Tata uśmiechnął się i przytulił pociechy, które w try miga znalazły się przed wejściem do domu.
- Jak myślicie, pogodzili się? - szepnęła Heaven.
- A jak myślisz? Gdyby się nie pogodzili, to nie zrobiliby ogniska i nie siedzieli tak. - przekręcił oczyma Devo.
- Zwłaszcza, że mama miała inspiracje, żeby zrobić dla mnie szaszłyki i robili je razem! - tryumfalnie zakończył Raff.
- Najważniejsze, że zakończyło się na planie C, a nie D! - uśmiechnęło się tajemniczo nakrapiane ciele. - Oooaa! - co do jednego szczenięta były zgodne. Naprawdę chce im się spać!


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Jutro o szóstej muszę być u alfy. - westchnęła Greenie wpatrując się w gasnące języki ognia.
- O 8 zaczyna się moja zmiana w szpitalu. - zawtórował jej ukochany. Na niebie wisiał piękny księżyc w pełni. Słychać się dało wycia wilków. Musieli wejść do środka gasząc ogień. Jeszcze wczoraj spali na dwóch osobnych posłaniach. Alex poszedł jeszcze zobaczyć co u dzieci. Gdy wrócił, jego partnerka spała na łożu, na którym od dłuższego czasu spał on. Jednak to, co przykuło jego odwagę to ta sławna, niewygodna obroża okrążająca jej szyję. Uśmiechnął się jakby sam do siebie i ułożył się obok Aussie. Day odchyliła jeszcze na moment jedną powiekę. Teraz mogła spać spokojnie.

Alex? Wybacz długość, chociaż i tak lepiej niż ostatnio.. ;v zabrakło we(ł)ny na stanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz