Border collie westchnął cicho i przytulił swoją partnerkę. Postanowił, że nie będzie drążyć tematu poronienia. Tak szczerze, to nie czuł smutku po stracie nienarodzonych szczeniaków.
Przytulił Green Day i szepnął:
- Co powiesz na wspólne polowanie?
Suczka nie ukrywała swojego zaskoczenia. Myślała, że Alex będzie chciał z nią porozmawiać na temat poronienia.
- A co ze szczeniakami? - zapytała.
- Mogą zostać w domu. Jest późna godzina, więc położymy je spać. - odpowiedział stanowczo.
Green Day zastanawiała się nad propozycją swojego partnera. Po chwili kiwnęła głową.
Szczeniaki poszły natychmiastowo spać, przynajmniej tak się wydawało ich rodzicom. Suczka jednak dalej miała krzywą minę. Alex uśmiechnął się do niej na zachętę. Greenie wymusiła uśmiech, doskonale rozumiejąc swojego partnera. Oboje wyszli z jaskini i poszli na ich wspólne miejsce, gdzie polowali. Po krótkim czasie Alex razem z Green Day trzymał dużego jelenia.
- Na pewno starczy dla rodziny. - uśmiechnął się, zadowolony z siebie i swojej ukochanej.
- Teraz tylko wziąć zieleninę dla Rafaello.
Pies przyznał jej rację i razem wzięli trochę zieleniny od Goury, która akurat była niedaleko. Podziękowali jej z wielkim uśmiechem i pożegnali się z nią.
Alex'owi dalej męczyła myśl o poronieniu. Jak to możliwe, że Green Day zaszła w ciążę? I co jest przyczyną straty nienarodzonych szczeniąt? Jedyną opcją według border collie'go był stres. Greenie miała wielkie problemy z nim.
Powoli pies zdawał sobie sprawę, że zginęly jego dzieci. To były istoty żywe. Przed ciążą z obecnymi szczeniakami myślał, że stres jest czystą głupotą. Dlatego był zły na Green Day, kiedy o mało wszystkie szczeniaki nie zginęły. A, i tak stracił jednego pieska, Huntera.
Teraz nienarodzony szczeniak był gdzieś w Psim Niebie z kolejnymi maluchami, może nawet z rodzicami Alex'a. Przynajmniej w to wierzył.
- Alex, wszystko w porządku? - usłyszał głos swojej partnerki, wyraźnie znartwionej.
Nie. Nie chce jej martwić. Obiecał sobie, że nie będzie drążyć tego tematu.
Z drugiej strony, to nie byłby Alex. On musi się komuś wygadać.
Ale nie Greenie. Nie chce jej męczyć. Już wystarczy, że musiała przeżyć to sama, bez niego.
- Alex! - krzyknęła ponownie wystraszona.
- Będzie dobrze, Greenie. Jestem tu. - odpowiedział i ją mocno przytulił.
Greenie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz