****************
- Wstajemy, kochani! - border collie krzyknął do szczeniaków.Cała piątka wyszła ze swojego pokoju, a ich ojciec próbował ukryć swój nastrój sztucznym uśmiechem.
Green Day była od kilku dni w szpitalu. Dalej się nie obudziła. Żałował, że jego szczeniaki muszą na tym cierpieć. Ostatnie sytuacje mogą się odbić na ich psychice. Im bardziej sobie o tym przypominał, tym bardziej nakłaniał się do próby samobójczej.
Nie. Nie może tego zrobić. Cokolwiek by się stało, nie zostawi swoich szczeniaków na tym złym świecie.
- Tato, co dzisiaj na śniadanie? - zapytała Roxolanne, tak bardzo przypominającą mu jego ukochaną.
- Upieczone ryby. A dla Rafaello zielenina.
- Mniam! - ucieszyli się.
Wszyscy zaczęli jeść. Szczeniaki razem ze sobą rozmawiały. Wydawały się być szczęśliwe. Alex nie chciał tego zepsuć.
Po kilku minutach cała piątka zjadła to, co miała do jedzenia. Pies natychmiastowo odprowadził ich do szkoły i poszedł do pracy.
Gdy tylko znalazł się w swoim gabinecie, przybiegł do niego Geris.
- Green Day... Obudziła się. - dyszał.
Border collie wstał i pobiegł do sali, gdzie leżała jego partnerka.
Suczka była cała w bandażach, miała dużo zszytych ran. Wyglądała strasznie.
- Alex... - wyraźnie się ucieszyła na jego widok.
Próbowała wstać, ale pies ją zatrzymał.
- Musisz odpoczywać. Wiesz, mamy jakiegoś pecha. - zaśmiałem się.
- Taa, racja. Jak tam szczeniaki?
- Tak, jak zwykle. Devo dostał uwagę, a pozostałe szczeniaki uczą się wzorowo. - uśmiechnąłem się lekko.
Suczka kiwnęła głową.
Greenie?
Brak weny (znowu mi ją zabrałaś :C)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz