Uśmiechnąłem się mimo woli. Skoro Nageezi zgodziła się zaopiekować szczeniakiem, może była jeszcze dla niej przyszłość. Odwróciłem się w stronę malca.
- Hej, mały - uśmiechnąłem się szerzej. - Jestem Rosso. Pójdziesz ze mną?
Patrzył na mnie w milczeniu. W jego oczach błyszczał strach.
- A... - Wydał z siebie cichy pisk.
- Z tego nic nie będzie - usłyszałem z tyłu Ezi.
- Nie martw się, to jest ciocia Nageezi. Jest dobra - kontynuowałem. Prychnięcie z tyłu miało jasny przekaz. - A ja wujek Rosso. Chodź ze mną...
Szczenię wkońcu ruszyło ku mnie, choć powoli. Odwróciłem się do swojej nory i zrezygnowałem... To nie jest dobry pomysł...
- Możesz go zabrać do siebie?
Nageezi? Krótko, ale w ogóle jest :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz