- Scott! - Zawołałem. Maluch odwrócił się. - Zostań tu. Nic ci tutaj nie grozi. Ja zaraz wracam.
- Wrócisz? - Podkulił ogon.
- Tak. Obiecuję - spojrzałem na niego z uśmiechem.
Po czym spojrzałem za Nageezi. Wiatr musnął moje uszy, posyłając je na mój pysk. Ruszyłem. Dzikim, charcim biegiem.
Dlaczego ją gonię? Ona mnie nie lubi, a ja się jej boję. Może po prostu głupio mi było, że mnie porzuciła, że mnie ośmiesza, chcę jej pokazać, że potrafię, że nie będzie tak o uciekać od obowiązków... Albo że mi zależy...
Po zapachu ją znalazłem. Wysilałem całe ciało. Nigdy tak nie biegłem. Zatrzymałem się żeby złapać oddech i podszedłem do niej. Stała nad wodospadem. "Weź się w garść". "Wywal jej".
- Jak... Ekh, co to niby znaczyło!? - Ton był tak sztuczny...
Nageezi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz