poniedziałek, 17 marca 2014

Od Lucky'ego


Nerwowo plątałem się po terenach sfory, szukając powodu, dla którego nie powinienem siedzieć w grocie. A także dlaczego jestem obrońcą alf, przecież to robota nie dla mnie. Najwyższy czas to zmienić - pomyślałem - i nawet podjąłem ku temu próby, ale nie mogłem znaleźć Drina, Hockey'a ani Maybe.
Polazłem nad Fioletową Rzeczkę, żeby trochę popływać. Ale w żaden sposób nie mogłem odciągnąć myśli od Rudej Wiedźmy.
- Lucky, zajęty jesteś?! - krzyknęła do mnie z góry Shadow.
- Nie, bo co?! - odwrzasnąłem, gramoląc się na nadbrzeżne skałki.
- To chodź, teraz każdy się przyda!
Wdrapałem się na górę i razem z Shadow pognałem w kierunku Pyskowego Przejścia. Kilkaset metrów przed nim suczka nakazała mi całkowite milczenie, po czym cicho i powoli podeszliśmy jeszcze kawałek. Odsłoniłem nieco krzaczastą zasłonę... I dalej działały już tylko odruchy, nie rozsądek.
Wskakuję prosto w wir szaleńczej walki. Jeden front stanowi chyba z pięćdziesiąt wilków i Ruda Wiedźma, drugi zaś... Merlyn, Axel, Egon, Shadow i ja. Pięć do pięćdziesięciu. Drugie Termopile będą!
Rzucam się na najmniejszego wilka, jaki wpada mi w oko. Bez większego problemu przygniatam go do ziemi i chwytam za kark. Serce bije mu coraz wolniej, chociaż stawia wyraźny opór. Po około pół minuty czuję, że nie muszę już trzymać. Wilk leży martwy.
Moją chwilową radość ze zwycięstwa przysłania nagłe spostrzeżenie. Oto zza pobliskich krzaczorów nadciągają kolejne trzy wilki. Do jasnej cholery, czy świat nie może nam raz na pięć lat dać świętego spokoju?!
Kątem oka obserwuję, jak Egon usiłuje przygnieść do ziemi prawie dwa razy większego od siebie napastnika. Po kilku sekundach namysłu pomagam mu w tym i niedługo potem wilk leży martwy, krwią brudząc trawę.

< Ktoś z obecnych? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz