niedziela, 21 grudnia 2014

Od Lucky'ego

Łapy ślizgały mi się na zabłoconym chodniku. Przez cały czas byłem o krok od wpadnięcia pod samochód, ale powtarzałem sobie, że lepsze to od schroniska. Za mną biegli ludzie, zakłócający nocną ciszę i bezruch. Wrzeszczeli coś do siebie, a może do mnie. Gnałem, próbując mimo panującego mroku kierować się na tereny Sfory. Skręciłem w boczną uliczkę i wskoczyłem do rowu. Niech tylko tu nie zajrzą - modliłem się bezgłośnie.
Zajrzeli. Wygramoliłem się na trawę i w strugach deszczu pobiegłem dalej. Zaraz zabraknie mi tchu. Czuję to. A wtedy co? Lepiej nie myśleć.
Uniosłem głowę. Las! Granica z terenami SPG. Byle tam dotrzeć, byle zgubić ludzi. Nie mogę znowu dać się złapać.
Poślizgnąłem się i wpadłem do rzeki przecinającej cały obszar zajmowany przez Sforę. Ostatkiem sił wychyliłem głowę i zaczerpnąłem trochę powietrza. Zanurkowałem i popłynąłem z prądem, starając się nie zgadywać, ile metrów dzieli mnie od dna i na jak długo wystarczy mi tlenu. Raz, dwa, trzy, cztery... Wypadłem na brzeg i rozejrzałem się w popłochu.
Ludzie zniknęli, jestem u siebie. Może nie bezpieczny, ale to już zupełnie inna sprawa.
Odzyskałem oddech i powlokłem się w stronę Starych Torów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz