- Kolejny?! - jęknął Hock, gdy zjawiłem się pod Olimpusem.
- Jak to? - zaciekawiłem się.
- Jesteś szóstą osobą zaginioną, która odnalazła się w ciągu ostatnich dwóch dni.
- Kto jeszcze?
- Ami, Cour, Leen, Hast i Susan.
- Nieźle - powiedziałem z uznaniem - To ja się pożegnam...
- A...ale Geris, nie wytłumaczysz niczego?
Niechętnie usiadłem na wilgotnej trawie.
- A więc, w dużym skrócie... - zacząłem. Jak mam wyjaśnić coś, czego sam nie rozumiem? - Wiesz co, chyba nie ma sensu...
- Proszę cię.
- Wolę nie.
Hockey westchnął ciężko.
- Wiem, jestem bardzo trudnym przypadkiem. Zmywam się, miłego dnia - rzuciłem i odszedłem.
No bo jak miałem wyjaśnić halucynacje? Głupie serce, które wciąż nie porzuciło nadziei, to coś, o czym raczej nie mówi się zbyt chętnie. Ale naprawdę widziałem Berry. B y ł a tam. Przynajmniej dla mnie, przynajmniej przez chwilę. Potem była kawałek dalej, i jeszcze kawałek...
Potrząsnąłem głową i odgoniłem wspomnienia. Trzeba żyć dalej. Teraźniejszością. Nie przeszłością. Nie wolno się odwracać. Beriana to przeszłość. Zwariuję, jeżeli ciągle będę wracał do tego, co było i minęło bezpowrotnie.
Wróciłem do domu. Starałem się nie myśleć o dawnej partnerce. Ale to, co porzucił umysł, przechwytuje serce...
Zasnąłem około pierwszej.
Śniła mi się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz