Nie mógł oderwać myśli o nadchodzącym ostatecznym starciu, które niedługo miało się wydarzyć i było to nieuniknione. Starał się o tym nie myśleć. Wszystko będzie dobrze, powiedział sobie, po czym wyśmiał w myślach samego siebie.
Wszystko będzie dobrze?, pomyślał pies. Kiedy trwa wojna? Kiedy każdego dnia budzisz się z myślą, że to twój ostatni dzień? Kiedy wróg może zaatakować w każdej chwili, nawet tej, która może być najlepszą w twoim życiu? I wtedy wszystko ma być dobrze, Winner...?
Kręci głową, nie wierzy w to, co próbuje sobie wmówić.
- Podoba ci się tutaj? - Z niewesołych rozmyślań wyrywa go głos Ivy. Win unosi wzrok, by spojrzeć na partnerkę, która wpatruje się w niego dużymi, błękitnymi oczami.
- Tak. - przyznaje. - Jest ładnie.
W rzeczywistości nie podoba mu się tutaj tylko dlatego, że to miejsce jest ładne. Już dawno zauważył, że gdy tylko jest z Ivy, każdy teren wydaje się piękniejszy, chociaż nie dorównuje tej borderce.
- Cieszę się. - odpowiada suczka.
Winner w odpowiedzi uśmiecha się do niej słabo.
- Ja też. - powiedział, nie słysząc przekonania w swoim głosie, mimo że słowa były w stu procentach szczere. Westchnął w myślach. Dlaczego nie mógł cieszyć się dniem dzisiejszym, zamiast martwić tym następnym? Czemu nie potrafił żyć tym, co działo się teraz?
Nie ma słów, które mogłyby w pełni opisać, jak bardzo pragnął chociaż na jeden dzień oderwać się od ponurych myśli. Nie chciał mówić o tym wszystkim Ivy. Ostatnią rzeczą, której chciał, było niepotrzebne zamartwianie partnerki.
To o nią najbardziej się bał. Bał się, że gdy wejdzie do środka ich wspólnej jaskini, już jej tam nie będzie.
- Na pewno wszystko w porządku, Win? - spytała podejrzliwie Ivy.
Nie miał wyjścia. Nie mógł znieść smutku i niepokoju, który wyraźnie słyszał w jej głosie. Po raz pierwszy pożałował, że nie umie powiedzieć czegoś, co mogłoby kogoś rozbawić. Win tylko dwa razy w całym swoim życiu opowiadał jakiekolwiek żarty, które były, nie oszukujmy się, fatalne.
Posłał jej blady uśmiech. Zdecydował się powiedzieć borderce o wszystkim. Otworzył pysk, by zabrać głos.
Ivy? Sorry, że krótkie, weny brak. :/
- Cieszę się. - odpowiada suczka.
Winner w odpowiedzi uśmiecha się do niej słabo.
- Ja też. - powiedział, nie słysząc przekonania w swoim głosie, mimo że słowa były w stu procentach szczere. Westchnął w myślach. Dlaczego nie mógł cieszyć się dniem dzisiejszym, zamiast martwić tym następnym? Czemu nie potrafił żyć tym, co działo się teraz?
Nie ma słów, które mogłyby w pełni opisać, jak bardzo pragnął chociaż na jeden dzień oderwać się od ponurych myśli. Nie chciał mówić o tym wszystkim Ivy. Ostatnią rzeczą, której chciał, było niepotrzebne zamartwianie partnerki.
To o nią najbardziej się bał. Bał się, że gdy wejdzie do środka ich wspólnej jaskini, już jej tam nie będzie.
- Na pewno wszystko w porządku, Win? - spytała podejrzliwie Ivy.
Nie miał wyjścia. Nie mógł znieść smutku i niepokoju, który wyraźnie słyszał w jej głosie. Po raz pierwszy pożałował, że nie umie powiedzieć czegoś, co mogłoby kogoś rozbawić. Win tylko dwa razy w całym swoim życiu opowiadał jakiekolwiek żarty, które były, nie oszukujmy się, fatalne.
Posłał jej blady uśmiech. Zdecydował się powiedzieć borderce o wszystkim. Otworzył pysk, by zabrać głos.
Ivy? Sorry, że krótkie, weny brak. :/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz