- Winner! - odezwał się głos.
Otworzył oczy, lecz przed nim nikogo nie było. Zerknął kątem oka na Ivy, która jeszcze spała. Jej błękitne oczy były zamknięte, a oddech miarowy.
Nie chciał jej budzić.
Po cichu wyszedł z jaskini. Przed wejściem do jaskini obrócił się, by jeszcze raz spojrzeć na swoją partnerkę.
Następnie poszedł dalej. Rozejrzał się dookoła, próbując odszukać wzrokiem osoby, która go wołała. Jednak w okolicy nie było nikogo.
Może mi się zdawało, pomyślał. Świadomość, że każdy nowy dzień mógł być jego ostatnim, stopniowo doprowadzała go do szaleństwa.
Westchnął cicho i wrócił do środka. Ivy wciąż spała. Pies postanowił przynieść dla nich obojga coś na śmiadanie. Przy Wodospadzie Rożka złapał dwa zające, co może i nie było zdobyczą, która mogła być powodem do dumy, ale zawsze coś. Jemu to wystarczyło.
Udał się z powrotem do domu. Kiedy wszedł do jaskini, zastał już obudzoną borderkę. Położył zająca przed nią, po czym sam zabrał się do jedzenia.
- Dziękuję, Winner. - suczka uśmiechnęła się do niego, na co on odpowiedział lekkim uśmiechem.
Ten dzień minął im zwyczajnie.
***
Następnego ranka Ivy wyszła na polowanie, razem z resztą członkow Sfory o podobnych do niej stanowiskach. Win został sam. Siedzenie w jaskini szybko mu się znudziło.Wybiegł na zewnątrz, zostawiając ślady łap na śniegu, z czego nie był zachwycony, lecz niewiele mógł z tym zrobić. W końcu zostawił je w spokoju.
Zatrzymał się pod jednym z drzew w pobliskim lesie. Zastanowił się przez chwilę, czy Ivy już wróciła. Zapewne jeszcze nie. Polowania nie trwają aż tak krótko.
Skierował się w stronę Góry Wojny "Despera". Widok szczeniąt, które ćwiczyły walkę, przypomniał mu dzieciństwo. Spędzał w tym miejscu niemalże każdy dzień. Był rekrutem, a teraz stał się wojownikiem. Tak, jak chciał.
A jednak od tego czasu tak wiele się zmieniło. Poznał Ivy, która odmieniła jego życie. Kto wie, co by dzisiaj robił, nigdy nie trafił na tą cudowną borderkę przy Złotym Wodospadzie.
Ruszył w kierunku jaskini. W drodze pogrążył się w rozmyślaniach na temat, który go przerażał. Ostateczne starcie zbliżało się wielkimi krokami i nie dało się tego w żaden sposób ukryć. Tego rodzaju myśli dręczyły go od wielu tygodni. a nawet miesięcy, i nie dawały mu spokoju. Jednakże najbardziej bał się, że straci ukochaną. Ona była dla niego wszystkim.
Śnieg sypał leniwie, zostawiając białe plamki na jego brązowej sierści.
Win stanął w wejściu do wnętrza groty, gdzie czekała na niego Ivy.
- Cześć, Win. - przywitała się, a na jej pysku zawitał szeroki uśmiech.
- Hej. - mruknął cicho. Starał się ukryć targające nim emocje związane z trwającą wojną. Wataha Braterskiej Krwi nie odpuszczała. Pies nie chciał martwić suczki.
- Wszystko w porządku? - spytała niepewnie. Wyczuła, że coś jest nie tak.
- Oczywiście. - odrzekł.
- Ale... - zaczęła borderka. Winner pocałował Ivy, uniemożliwiając jej w ten sposób kontynuowanie wypowiedzi.
Ivy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz