- Marlyn Gaye i wchodź w to. - uśmiechnęłam się. Nie zauważyłam nawet braku mojej kartki. Uśmiechnęłam się. Było koło 23. Pewnie Alex wpadł tu i poszedł jeszcze do pracy, a zaraz wróci. Położyłam się na leżu i zasnęłam.
~~~
Obudził mnie nagły skurcz i ból brzucha. Przecież poród dopiero jutro! Zestresowałam się kiedy zobaczyłam, że nigdzie nie ma Alex'a. Położyłam się chwytając łapą za brzuch. Zaczęłam z przerażeniem ciężko oddychać, a po chwili ból minął.
- Nie spieszcie się dzieci. Przyjdziecie dopiero jutro. - uśmiechnęłam się z ulgą głaszcząc brzuch. Jedno z nich poruszyło się, co było bardzo czuć.
- Och, gdyby był tu Wasz tata. Przyłożył by łapę do brzucha i by Was czuł.. - wzięłam głęboki oddech. Rozejrzałam się dookoła. Postanowiłam odwiedzić ukochanego w pracy. Nie było go nawet na śniadaniu. Bałam się o niego. Po drodze przechodziłam przez potok. Przypomniały mi się pierwsze obawy, które nie opuściły mnie aż do końca, jednak były coraz mniejsze. Dziś mi było obojętnie. Przeszłam po starym pniu po rzece.
" Jeśli to ostatni w życiu dzień, jeśli jutra nie ma być na pewno. Z każdym łykiem żal mi coraz mniej. Jest mi doskonale wszystko jedno. "
Dotarłam do szpitala. Weszłam do środka.
- Cześć, jest Alex?- zapytałam jednego z medyków.
- Nie, dzisiaj go nie było. - odpowiedział i się uśmiechnął. Wystraszyłam się i otworzyłam szeroko oczy. Obiecałam sobie, że już nie będę się stresować. Miało być wszystko jedno, jednak nie potrafiłam. Pierwsza myśl i już wiedziałam gdzie może być. Pobiegłam do Parku Greckiego Zielonego dnia. Gdy tylko stanęłam przed wejściem, na brzegu wody zobaczyłam ukochanego. Ucieszyłam się, że nic mu nie jest, ale położyłam po sobie uszy i odeszłam. Ktoś wtedy mnie zawołał.
- Greenie! - znałam ten głos.. Natychmiast się odwróciłam radosna.
Alex? :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz