środa, 22 lipca 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

Pewnie chcecie wiedzieć, jak było tego dnia w pracy.. Szczerze, to nic ciekawego. Ciągłe zajmowanie się rannymi wojownikami. Podczas wojny lekarze też odgrywają jedną z ważniejszych ról. Najgorsze jest to, że trzeba wcześnie wstawać. Nie jestem rannym ptaszkiem. W końcu o 16 mogłem wyjść z pracy. Na zmianę przyszedł Geris. Ja poszedłem do domu.
- Wróciłem! - krzyknąłem z uśmiechem.
Poszedłem do Greenie i szczeniąt. Dobrze wiedziałem, że są w pokoju maluchów. Czułem to. Gdy wszedłem, moja partnerka akurat karmiła. Patrzyła tak, jakby mówiła "dziwne uczucie". Tym razem ja zrobiłem sztuczny uśmiech. Ostatni raz robiłem to zanim dołączyłem do SPG... Czyli dość dawno.
- Witaj, kochanie. - pocałowałem ją w "czoło".
Gdy maluchy już się najadły, przytuliłem je mocno. Greenie zareagowała uśmiechem. Na szczęście szczerym.
**Wiele miesięcy później...**
Szczeniaki już trochę dorosły. Były prześliczne. Trochę przypominały mnie i Greenie, tylko w miniaturkach. Największy problem mieliśmy z Devo, który cały czas szalał i rozwalał wszystko, co się dało. Pozostałe maluchy były już grzeczniejsze. Pewnego dnia (w końcu) mogłem wziąć urlop. Greenie zresztą tak samo. Postanowiliśmy zrobić naszym szczeniakom niespodziankę i wybrać się z nimi na wycieczkę po prawie całej sforze. Devo i Heaven bardzo się ucieszyli, zresztą Horizon i Roxolanne też. Jak fajnie, że w naszej rodzince nie ma żadnego psa, który nie chce poznawać nowych terenów. Zaczęliśmy od miejsca mojego i Greenie. Czyli Parku Greckiego, Zielonego Dnia (hyhy)! Gdy dotarliśmy, szczeniaki od razu zaczęły biegać i rozglądać się. Po kilku minutach zaczęły grę w berka. Tymczasem ja i Green Day mogliśmy odpocząć, jednocześnie oglądając, jak nasze maluchy razem się bawią. 

Greenie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz