Wracałam do nory po treningu. Po drodze spotkałam Napoleona.
- Cześć -przywitałam psa.
- Cześć ..-odpowiedział.
Na pięć minut zrobiło się cicho.
- Muszę ci coś powiedzieć...-powiedziałam z łzą w oku.
- Mów -odpowiedział z opuszczoną głową.
- Frets....-zaczęłam.
- Co Frets?-zapytał.
- Wczoraj, umarł-zaczęłam płakać.
Rozmowa zamilkła.
- Pa -pożegnałam psa.
- Pa -pożegnał mnie.
Szybko pobiegłam do mojej nory, napiłam się wody i wyruszyłam na polowanie.
- Głupi łoś! - warknęłam
- Coś ci nie wyszło?-ktoś zaśmiał się.
- Wyjdź tu i walcz!-warknęłam.
- Spokojnie to ja -uśmiechnął się Rambo.
- A to tylko ty...- opuściłam głowę.
- Tak -odpowiedział.
- Ja szukam jakiś jeleni - powiedział Rambo.
- Rozumiem- burknęłam.
- O łoś! Lecę - pobiegłam za łosiem.
Upolowałam łosia, ale nie wiedziałam jak go zanieść do nory.
- Hmm...-myślałam.
Nagle zza drzewa wleciała zapłakana Nixa.
- Co się stało?-zapytałam.
- Despero jest w szpitalu -odpowiedziała.
- Spokojnie -starałam się uspokoić Nixę.
- Już jest dobrze-uśmiechnęła się.
- Mam pomysł Ty i szczeniaki przyjdziecie do mnie na obiad -zaproponowałam Nixie.
- Chętnie-odpowiedziała.
- Czy mogłabyś pomóc mi przetransportować łosia?-zapytałam.
- Tak -otarła łzę i zaniosłyśmy zwierzę do mojej nory.
- Idę po szczeniaki-powiedziała Nixa.
Po 10 minutach wszyscy przyszli i zjedliśmy łosia.
Napoleon? Nixa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz