Minął dzień od ostatniego spotkania z Nageezi. Myślę, że ostatnio przegiąłem... Ona właściwie jest całkiem spoko... Postanowiłem dać jej prezent, ale bez podpisu. Żeby nie wiedziała, że to ja, ale żeby była troszkę weselsza... Ruszyłem na poszukiwania. Był to wczesny wieczór. Powietrze było rześkie. Niebo lekko zachmurzone. Słońce zaszło kilka minut temu... (czy jakoś tak, bo ja nie bardzo kumam czas XD) Z twardej i zimnej ziemi wystawał to tu to tam korzenie drzew. Dość długo maszerowałem równym krokiem. Po chwili ujrzałem w oddali kolorowy obiekt. Podbiegłem tak. Była to jakby miniaturka ludzia.
Na głowie miała jakby... sierść? Sam nie wiem... Cała była z jakiegoś materiału. I miała na sobie jakieś ubranie. Od mojej siostry, Peisly, wiem, że to sukienka, bo kiedyś mi o tym opowiadała... Cała była lekko różowawa. Oczy miała... jakby z małych błyszczących, kolorowych kamyków. Była uśmiechnięta. Podniosłem ją delikatnie, aby jej nie uszkodzić... Nagle kogoś zobaczyłem. Było to dziecko ludziów! Patrzyło na mnie błagalnie. Wiedziałem, że to jej (bo była to dziewczynka) własność... Położyłem zabawkę na ziemi i podsunąłem pod jej nóżki. Ona zaś podniosła ją i pobiegła w inną stronę.
- Tu jesteś Marysiu! - Słychać było głosy dorosłych ludzów.
- Mamusiu, tatusiu! Widzicie?! Znalazłam Basię!
Usłyszałem jakieś warczenie maszyny. Chwilę tam jeszcze stałem, po czym ujrzałem mamę!
Jessy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz